lipca 17, 2016

PIELĘGNACJA NATURALNA CZY CHEMICZNA? KOSMETYKI AZJATYCKIE CZY ZACHODNIE? PIELĘGNACYJNY MINIMALIZM, A MOŻE NA BOGATO ? OSZALEĆ MOŻNA!

A tak na poważnie.. myśląc o swojej pielęgnacji do jakiej kategorii byś ją zaliczyła? Starasz się sięgać po naturalne produkty, a może jesteś zwolenniczką tych chemicznych? Czytasz składy, czy może totalnie je olewasz i kupujesz produkty pod wpływem bełkotu producentów? Ufasz im? Jeśli nie to jesteś pewna, że możesz zaufać kosmetykom z certyfikatami ekologicznymi? Wiesz, że niektóre warunki certyfikacji jest dość łatwo spełnić, a inne bardzo trudno? Wiesz, że nawet woda w kosmetykach naturalnych jest przetwarzana chemicznie? Wiesz, że niektóre surówce naturalne mogą twojej skórze przynieść więcej szkody niż pożytku? Jeśli jesteś szczęśliwa ze swoją pielęgnacją, to uciekaj.. nie czytaj.. uciekaj, bo zamierzam troszkę namieszać.


Na początek zajmijmy się najbardziej powszechnym i podstawowym podziałem kosmetyków. Czyli na kosmetyki naturalne i chemiczne. Mówiąc ogólnie w kosmetykach chemicznych nie znajdziemy żadnych substancji naturalnych, a co z naturalnymi? W przypadku ogólnego pojmowania kosmetyków naturalnych jest dużo nieścisłości. Wielu producentów przykleja swoim produktom etykietki "naturalne" ale czytając składy ewidentnie widać, że z naturą to są tylko po znajomości. I tutaj umówmy się, że za kosmetyki naturalne należy uważać te, które w swoich składach mają składniki naturalne ale także takie, które naturalne nie są. Nie zapominajmy także o tym, że naturalne pochodzenie to nie tylko drzewka, krzaczki i kwiatki ale także minerały, a także składniki odzwierzęce. Mówiąc bardzo ogólnie kosmetyki naturalne nie powinny zawierać zanieczyszczeń i nie powinny zagrażać zdrowiu ludzkiemu.. ale "nie powinny" to nie to samo co "nie mogą". Ponadto zdarza się, że niektóre substancje uznawane za naturalne są silnie alergenne. Za to kosmetyki które są naprawdę naturalne należy nazywać organicznymi. W Europie brakuje jakichkolwiek prawnych regulacji dotyczących ogólnego nazewnictwa, a producenci bez najmniejszych skrupułów to wykorzystują.. bo mogą!


Skoro jest bałagan to są osoby, które chcą posprzątać i tworzą tzw. "zielone organizacje". Jednak każda z tych organizacji nakłada na producentów kosmetyków inne kryteria. Niektóre z nich są bardziej restrykcyjne, a inne mniej. Czasem liczy się tylko posiadanie jakiegokolwiek znaczka, więc producenci idąc za aktualną modą na eco-kosmetyki, a swoje wysiłki i pieniądze lokują w najłatwiej osiągalnych certyfikatach. Zdarza się, że producenci wymyślają sobie własne oznakowania, byleby tylko kojarzyły się odpowiednio konsumentom. Jest znaczek, to jest rzesza zachwyconych konsumentów.


Teoretycznie sprawę mamy dość ogólnie wyjaśnioną. Nic tylko szukać produktów z certyfikatami i to najlepiej z tymi najbardziej restrykcyjnymi. Czy aby na pewno? Problem polega na tym, że sam proces certyfikacji jest zwyczajnie drogi więc każdy z takich produktów ma odpowiednio podbitą cenę. Na szczęście na rynku jest bardzo duża ilość małych manufaktur, których zwyczajnie nie stać na tak drogie certyfikaty ale dzięki temu mamy bardzo dobrej jakości kosmetyki w przystępnych cenach. Są również więksi producenci kosmetyków, którzy świadomie wolą przeznaczyć pieniądze na lepszej jakości składniki niż na znaczek na opakowaniu. Oczywiście niektórzy mogą nam wciskać bajki o naturalności swoich produktów ale poza wiarą nic więcej nie pozostaje.


Wróćmy jednak na chwilę do kosmetyków chemicznych. To na nich najczęściej "wiesza się psy".. ale czy słusznie? Oczywiście zdecydowana większość kosmetyków chemicznych, która zalała rynek ma złe składy lub bardzo zło, ale jest również duża grupa kosmetyków która mimo chemicznie uzyskanych składników jest o niebo lepsza od tych naturalnych, a przede wszystkim 10 razy bardziej skuteczniejsza.

Zielone organizacje mają w swoich spisach składniki kosmetyków, które są surowo zabronione w stosowaniu przy kosmetykach naturalnych i organicznych. Jednak są również kosmetyki chemiczne, które tych składników również nie posiadają. To, że produkt jest chemiczny wcale nie musi oznaczać, że upchane są w nim wyłącznie same śmieci. 


Namieszałam? I dobrze!
Jak ja się w tym wszystkim odnajduję? Moja pielęgnacja jest gdzieś po środku. Uwielbiam naturalne kosmetyki, ale im bardziej restrykcyjne organizacje odcisnęły na opakowaniu swój znaczek tym lepiej. Lubię też sięgać po produkty pochodzące z niedużych manufaktur. W przypadku naturalnych kosmetyków najmniejszym zaufaniem darzę kosmetyki, które mają certyfikaty charakteryzujące się najniższą restrykcyjnością wobec doboru składników. Nie dość, że przepłacam za kosmetyk, to w dodatku jego skład jest na pograniczu dobrego z kiepskim. Oczywiście to zawsze lepszy wybór niż czysta chemia, ale sięgając po takie produkty czuję się poniekąd oszukana. 

 
W przypadku pielęgnacji ciała prym wiodą u mnie produkty naturalne. Zdarza się, że sięgam po produkty chemiczne ale bardziej z ciekawości lub dla zaspokojenia zmysłu woni.. chemia czasem tak pięknie pachnie. Jeśli chodzi o włosy, to tutaj lekką przewagę mają również produkty naturalne. Wszelkie chemiczne szampony do włosów wymieniłam na szampony o naturalnym składzie. Jeżeli czuję, że taki szampon jednak nie do końca radzi sobie z oczyszczeniem skóry głowy, wówczas sięgam po peeling. Takie zestawienie sprawdza się u mnie idealnie i nie widzę powodów aby wrócić do chemicznych mikstów.. chociaż kilka mnie kusi. Nieco inaczej wygląda sprawa w przypadku odżywiania włosów. Tu nie zawsze naturalne produkty ogarniają moje włosy i niekiedy sięgam po chemię. 

 
Co z pielęgnacją twarzy? 
Pielęgnacja mojej twarzy jest zarówno naturalna jak i chemiczna, niekiedy uboga, a innym razem bogata, sięgam po produkty zarówno azjatyckie, zachodnie, polskie ale interesują mnie marki z całego świata. Zwracam przede wszystkim uwagę na składy i zawsze staram się wychwycić składnik, który mi ewentualnie szkodzi oraz takie które mają bardzo dobry wpływ na stan mojej skóry.

Spróbuje to zobrazować na kilku przykładach.

Przykład 1: natura / chemia wersja na bogato
Zmywam makijaż przy użyciu płynu micelarnego Garnier (chemia), następnie dokładnie oczyszczam twarz przy użyciu olejku Resibo (natura), tonizuję używając hydrolatu z The Secret Soap Store (natura), pod oczy nakładam krem  Sana Nameraka Honpo Wrinkle Eye Cream (chemia), następnie wklepuje serum Hydraluron z Indeed Laboratories (chemia), a potem krem Make Me Bio Featherlight (natura).

Przykład 2 : chemia wersja uboga
Przemywam twarz Alpha-H Balancing Cleanser With Aloe Vera, a następnie przy pomocy wacika nakładam Alpha-H Liquid Gold.

Przykład 3: natura wersja uboga
przemywam twarz używając Organic Surge Gentle Cleansing Lotion, tonizuję twarz hydrolatem z róży demasceńskiej z The Secret Soap Store, nakładam krem Make Me Bio Featherlight.


Dlaczego tak postępuję?

Zacznę od początku.
Demakijaż oczu - makijaż oczu zawsze usuwam chemicznymi środkami, głownie dlatego, że naturalne produkty w tym również olejki powodują u mnie przeciążenie delikatnej skóry wokół oczu. W efekcie rano zdarzało się, że budziłam się z workami, a oczy miałam przeszklone z widocznymi przekrwieniami. Jeżeli Twoja okolica oczu jest odporna na naturalny demakijaż przy pomocy olejków, to nie widzę przeciwwskazań aby dalej używać naturalnych produktów.. jednak u mnie się to zwyczajnie nie sprawdza.

Demakijaż ogólny - demakijaż pozostałej części twarzy lubię robić naturalnymi produktami, głównie dlatego, że w tym czasie wykonuję również masaż twarzy. Do tego rewelacyjnie sprawdzają się naturalne produkty jak olejki czy masła. Dodatkowo użycie ciepłej ściereczki sprawia, że dobre składniki mogą wnikać w głąb skóry.

Tonizacja - tu staram się sięgać po naturalne produkty i są to najczęściej hydrolaty lub wody termalne. Nie widzę tutaj większego sensu w stosowaniu chemicznych produktów.

Kwasy - tu z samego założenia są to substancje chemiczne. Żaden naturalny czy organiczny produkt nie przyniesie nam takich efektów jak odpowiednio dobrane do naszych potrzeb kwasy.

Olejki i sera - będę szczera w tym przypadku jestem zwolenniczką chemii. Sera i olejki są dla mnie jednymi z najistotniejszych produktów w pielęgnacji. Jeżeli jesteś osobą, która już w młodym wielu na wysokim poziomie dbała o skórę to z pewnością bez problemu możesz sięgać po naturalne substancje. Jeżeli jednak "z tamtych lat" pamiętasz: alkohol, tytoniowe towarzystwo, nadmiar słońca, niedokładny demakijaż, spanie na twarzy to chemia będzie twoim sprzymierzeńcem, bo jako jedyna (oprócz zabiegów medycyny estetycznej) będzie w stanie cofnąć czas lub go zatrzymać.

Kremy pod oczy - jeżeli moim problemem jest jedynie nawilżenie skóry wokół oczu to wybierałabym kremy naturalne i organiczne, jednak w każdym innym przypadku należy sięgać po kremy chemiczne bo są zwyczajnie skuteczniejsze. Z wiekiem chemia powinna wyprzeć naturalne produktu pod oczy.

Kremy do twarzy - w tym przypadku jestem lekko rozdarta. Wszystko zależy od tego co stosuję pod krem. Jeżeli jest to chemia to sięgam wówczas po coś naturalnego, jeżeli aktualnie nie stosuję żadnego chemicznego produktu pod krem to bez przeszkód może być to krem o chemicznym składzie. Wszystko zależy od aktualnej potrzeby mojej skóry. Jednak w tym przypadku o wiele istotniejsze są dla mnie olejki, sera oraz kwasy bo z samego założenia są o wiele skuteczniejsze. Ważne jest również to jak krem współpracuje z makijażem.

Maski - i tu również panuje u mnie dowolność. Wszystko zależy od tego czego skóra potrzebuje w danej chwili i na co mam ochotę. Mogą to być zarówno naturalne glinki czy algi jak i maski o chemicznym składzie w formie papki, płaty materiałowe czy żelowe.

Często jest tak, że chemiczne składniki mają swoje odpowiedniki w naturalnych substancjach. Jednak jeżeli chcemy działać prewencyjnie to stosowanie naturalnych produktów jest jak najbardziej wskazane, natomiast jeżeli chcemy już z czymś walczyć to należy sięgnąć po cięższy kaliber, którym jest chemia.


Zatem, pielęgnacja naturalna, chemiczna, ekologiczna, wegańska? A może kosmetyki azjatyckie, polskie, zachodnie, rosyjskie, litewskie..a może pochodzące z antypodów?

Wszystko! Sięgam zarówno po produkty naturalne i organiczne jak i te chemiczne. Jednego dnia używam zdecydowanie więcej produktów, a innego ograniczam się do minimum. Bardzo chętnie sięgam po kosmetyki polskie ale także i po zachodnie czy azjatyckie. Jeżeli moja skóra potrzebuje zwykłego nawilżenia czy ukojenia to lubię sięgać po produkty o składach bliższych naturze. Jednak gdy skóra potrzebuje kopniaka to zapewnią jej  to wyłącznie wysoko przetworzone składniki chemiczne. Również zwracam szczególną uwagę na składy kosmetyków, bo dzięki temu wiem, że niektóre z substancji mają bardzo zły wpływ na moją skórę. Często kosmetyki bogate są w substancje które zupełnie nic nie robią, a składniki które mogłyby zadziałać występują w mikroskopijnych ilościach. Pewne połączenia np. kremu z serum również może mieć zły wpływ na skórę albo sprawić, że kosmetyki wzajemnie zminimalizują swoje działanie. Mimo wszystko nie jestem chodzącą encyklopedią.. ale jestem dociekliwa i jeśli jakaś substancja szczególnie mnie zaintryguje lub mam wobec niej złe podejrzenia to szukam do oporu ale w pewnych źródłach, którymi są najczęściej opublikowane badania laboratoryjne wraz z niezależną opinią organizacji, które nie czerpią zysków z wykonanej pracy tzw. non-profit.

Nie jestem przeciwna pielęgnacji wyłącznie naturalnej, minimalistycznej czy też ostatnio popularnej koreańskiej. Uważam, że każda z nich ma swoje zalety ale także i wady. Najważniejsze to odnaleźć swoją drogę i czerpać korzyści z każdej z tych metod. 


Post nie miał na celu krytykować jakichkolwiek metod pielęgnacji. Każda z metod pielęgnacji jest dobra o ile Ci służy. Jeżeli stosujesz się wyłącznie do zasad naturalnej pielęgnacji i jest ona dla Ciebie dobra, to super. Jeżeli używasz wyłącznie chemicznych produktów i jesteś zadowolona z efektów takiej pielęgnacji to również dobrze. Natomiast gdy wciąż poszukujesz swojej drogi i ciągle zmieniasz pielęgnację z chemicznej na naturalną, z bogatej na minimalistyczną, z produktów aptecznych przerzucasz się na kosmetyki koreańskiej, a efekty wciąż są marne. To świadczy, o tym że na siłę starasz się zakwalifikować swoją pielęgnację do określonej grupy. Być może nie należysz do żadnej. Najczęściej jest tak, że nasza cera potrzebuje indywidualnej pielęgnacji skrojonej idealnie jak mała czarna do jej potrzeb. Być może Twoja "mała czarna" to naturalne ramiączka, chemiczny dekolt, bogaty przód i minimalistyczny tył. Do tego wymaga koreańskiej torebki i wysoko półkowych szpilek.   

Zamieszałam?
Jaka jest Twoja pielęgnacja?


27 komentarzy:

  1. Moja jest razej tak po środku, ale wszystko też zależy od pór roku, latem chyba jednak bardziej chemiczna

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zamieszałaś:D U mnie jest tak, że nie wyobrażam sobie używać tylko produktów naturalnych lub tylko chemicznych;) Z każdej grupy wybiorę coś dobrego dla siebie! Chemii się nie boję, a naturze też nie można do końca ufać bo czasem może wyrządzić więcej szkody niż pożytku ;) W moim przypadku na twarzy najlepiej sprawdza się balans pomiędzy chemią, a naturą;) do włosów najlepiej chemia plus naturalne olejki;) a do ciała mogą być produkty do oczyszczania na bazie SLS ale np peelingi najchętniej naturalne. Balsamy i olejki zarówno te naturalne jak i chemiczne. Często sięgam po polskie produkty bo bywają dużo lepsze niż te zagraniczne ale też nie ograniczam się tylko do nich. Jeśli coś do mnie przemawia kupuje nawet jeśli skład nie powala;) nie wyobrażam sobie tez używać np tylko i wyłącznie azjatyckich produktów. Omijam za to te rosyjskie, wg mnie są słabe.

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja też jest pośrodku :) Jeśli chodzi o twarz to najczęściej chemia, choć lubię olejki do demakijażu i toniki, niektóre micele też są spoko :)
    W pielęgnacji ciała lubię naturalne kosmetyki, szczególnie jeśli odpowiadają mi pod kątem zapachowym :) Ale włosy, to zdecydowanie chemia, naturalne kosmetyki z reguły plączą moje delikatne włosy :)
    Bardzo podoba mi się Twoje stwierdzenie, że "jeśli coś jest chemiczne" to wcale nie znaczy, że w składzie są same śmiecie".
    Świetny wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Obszerny i przydatny wpis! Ja w pielęgnacji ciała stawiam na naturę, moje włosy wolą chemię, a twarz pół na pół :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny post, ja również jestem po środku, bo nie wszystko co chemiczne jest przecież złe, tak samo jak nie wszystko co naturalne jest dobre - np. na włosy nie nałożę nic naturalnego na skórę głowy, bo już wiem, że będą tłustsze niż po chemicznym - próbowałam nie raz i zawsze się zawiodłam. Tak samo z jedzeniem - nie wszystko co eko i z certyfikatem musi być eko, raz tak kupiłam mąkę z certyfikatem od celiaków, że osoby na diecie bg mogą ją jeść, na nieszczęście już zrobiłam z niej ciasto, ale źle się poczułam i zostawiłam je dla części rodziny, która może jeść gluten - dwa dni później sanepid wydał oświadczenie dot tej firmy, a firma straciła znak, zniknęła również z najbliższego sklepu ekologicznego, w którym babeczka tak jak ja ma alergie i mocno pilnuje wszystkiego. Mam wrażenie, że po prostu trzeba być czujnym, analizować i składy i źrodła :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A co do azjatyckich - u nich też czasem cuda się pojawiają i tam tak samo jak u nas trzeba po prostu czytać skład, chociaż nie zawsze jest to łatwe zadanie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Preferuję naturalne, ale nie zawsze na takie są koszty. Przydatny wpis i wielu osobom otworzy on oczy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie również jest mieszanka :) Używam zarówno kosmetyków natualnych, jak i chemicznych, głównie zachodnich, ale nie wyobrażam obie makijażu bez azjatyckiego kremu BB... :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wszystko jest dobre, byle z umiarem ;) Ja z pielęgnacją naturalną dopiero się zaznajamiam, ale bardzo mi odpowiada :) Jednak z chemicznych srodków nie jestem w stanie zrezygnowac w pełni.

    Obserwuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Widzę, że stosujesz serum z witaminą C, o którym niedawno pisałam :)
    U mnie na blogu wciąż trwa rozdanie, a w nim pomadka do ust Lancome. Zapraszam Cię serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo fajnie czytało mi się ten post. Według mnie nie namieszałaś, a wyjaśniłaś, że diabeł nie taki zły jak go malują (np. w przypadku kosmetykow chemicznych), a do wszystkiego trzeba podejść z głową ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. ja obserwuję swoją cerę i czytam składy, sprawdzam na co skóra dobrze reaguje, a czego nie lubi. i tak sobie po trochu dobieram kosmetyki z każdej z grup, które odpowiadają mojej skorze :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Moja jest fifty fifty ale z przewagą naturalnej :D chemia jest wszędzie, natura to też chemia, należny jednak odróżniać tą dobra od tej złej ;) nie am też co całkiem wszystkiego co "chemiczne" skreślać :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Niektore kosmetyki naturalne wcale nie sa naturalnymi ;) ja wyznaje zasade co za duzo to nie zdrowo, wszystko z glowa i dopasowane do potrzeb skóry

    OdpowiedzUsuń
  15. ja uważam tylko co na skalp daję. na inne mazidła nie patrzę składowo jakoś specjalnie:)

    OdpowiedzUsuń
  16. U mnie od zawsze jest bardzo minimalistycznie i "po środku". W zależności od potrzeb. Sedno sprawy tkwi chyba w obserwacji czego aktualnie potrzebuje nasza skóra.

    OdpowiedzUsuń
  17. U mnie również będzie to pielęgnacja mieszana, staram się wprowadzać naturalne produkty, ale nie zawsze dają one efekty ;) Nic na siłę ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. U mnie różnie bywa,ale częściej te bardziej naturalne przynoszą więcej szkody niż pożytku i najczęściej wybieram te apteczne

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo fajny post. Moja podejście jest bardzo podobne do Twojego. A kiedy mam jakiś problem ze skórą - to kieruję się tylko skutecznością(no troszkę przesadziłam bo niektórych substancji bym nie użyła:D ). Moja "naturalna" pielęgnacja opiera się przede wszystkim na glinkach, olejach i środkach spożywczych(kawa, soda, sól) :) Nigdy nie rzucałam się na produkty w sklepach tylko dlatego, że miały napis "naturalne" to tak jak z jedzeniem, coś jest w 3 plastikowych opakowaniach i nazywa się naturalne, eko i super zdrowe...a tak naprawdę naturalne i super zdrowe są owoce i warzywa,a nikt ich tak nie podpisuję:)
    Nie mogę się napatrzeć na Twoje zdjęcia, bo tyle produktów z nich chciałabym przetestować:D ha ha ha:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Bo problem w tym, że na słowach: naturalne, eko teraz robi się największe pieniądza. Najlepiej kupować kosmetyki z firm sprawdzonych, w tym naszych rodzimych. Znaczek na opakowaniu nic teraz nie gwarantuje, tak jak i znaczek króliczka umieszczają, kłamiąc iż kosmetyk nie jest testowany na zwierzętach.

    OdpowiedzUsuń
  21. Oj można oszaleć :) Ja próbuję wszystkiego. Niestety nawet jeśli jest chemiczna, a przyciąga mnie zapachem to wymiękam ;) Próbuję wielu kosmetyków, choć jako alergik nie powinnam, ale cóż... Mimo wszystko staram się wybierać kosmetyki naturalne ;D

    OdpowiedzUsuń
  22. Bardzo mądry wpis. Niestety rynek kosmetyczny w dużym stopniu nie jest regulowany, więc producenci mogą nam wciskać kity zgodnie z prawem… ale warto samemu nabywać wiedzę i rozrózniać, co ma szansę się u nas sprawdzić, a co nie ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Mega post 👍🏻 Przybliż mi temat restrykcyjności certyfikowania 😉 Mi nie namieszałaś, też do tego doszłam metodą prób i błędów własnych oczywiście. Nadal szukam ideałów. Ale idealną uczennicą, studentką, pracownicą nigdy nie byłam, nic nie przyjmuję jak mi podają i zawsze znajdę dziurę w całym. Bo tak ... bo tak mam. Lubię zmiany, lubię nowości, ale nie lubię jak ktoś mi mówi co mam robić, myśleć, bo to niby dla mnie lepsze. Takie podejście się u mnie sprawdza, może nie jest to najłatwiejsza droga, ale mi z tym dobrze. A i moja skóra łapie oddech odkąd przestałam stosować to co odgórnie jest jej przeznaczone. Nie patrzę na oznaczenia wieku, nie patrzę na typ cery, czytam obietnice, ale nie wierze w cuda i obietnice dzielę na pół, jak się sprawdzi połowa to już cud. Eco, Bio, wege czy klasyczna chemia z drogeryjnej sieciówki, w sumie nie ma znaczenia jeśli działa. Jasne, że fajnie, żeby coś co nakładam na twarz nie było podejrzewane o powodowanie raka, ale ... Skrajności nie lubię, za to w odcieniach szarości mi do twarzy 😘

    OdpowiedzUsuń
  24. Taki wybór że faktycznie nie wiadomo co wybrać :) Ja staram się sięgać głównie po naturalne produkty, ale nie zawsze mi się to udaje, bo czasami nawet coś chemicznego skusi :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Bardzo ciekawy post, myślę że moja pielęgnacja też jest gdzieś po środku tego całego zamieszania. ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger