grudnia 08, 2016

LISTOPADOWE DENKO

   Kocham, to uczucie gdy realnie widoczne są efekty tego, że używam i zużywam.  Przedświąteczny okres porządków dodatkowo potęguje moje uwielbienie do dobrej organizacji. W końcu kosmetykom też się należy odrobina więcej uwagi. 


   Przeczytanie posta z ostatnim kwartalnym denkiem mógłby zająć Ci całe święta, więc właśnie utwierdzam się w przekonaniu, że pomysł z jego podziałem na miesiące to zdecydowanie dobre posunięcie.


   SYLVECO - LIPOWY PŁYN MICELARNY
   Nie jestem najlepszą testerką płynów micelarnych. Głównie dlatego, że zaraz po przetarciu twarzy micelem sięgam po olejek do demakijażu. W efekcie nie jestem w stanie zauważyć dobroczynnego działania płynów micelarnych o lepszych składach, tak jak to jest w przypadku tego produktu. Nie sądzę abym do niego wróciła, choć był całkiem fajny. Na oku mam już kolejne płyny micelarne.
   Szczegółową recenzję przeczytasz w poście: Sylveco - Lipowy płyn micelarny.


   THE SECRET SOAP STORE - MASECZKA Z BOROWINĄ I MASŁEM SHEA
   Zupełnie zapomniałam o tej masce, a przecież ją lubię.. a może lubiłam? Bazą maski jest czerwona glinka, jednak glinka w formie półproduktu ma zdecydowanie silniejsze działanie. Tu dodatkowo znajdziemy borowinę i masło shea. Całość ma łagodzić podrażnienia, delikatnie ściągać pory, wygładzać i rozjaśniać. W ostatnim czasie spotkałam się z produktami, które dają niemal natychmiastowe efekty przez co łagodne działanie maski przestało mi wystarczać. Niebyła zła ale chyba na moje oczekiwania zbyt delikatna. Z drugiej strony przeznaczona jest do cer wrażliwych.. więc w swoim zakresie działania jest dobra.
   Pisałam o niej dość dawno, tutaj: The Secret Soap Store - Maseczka z borowiną i masłem shea.


   YUNIFANG - MASKI W PŁACIE
   Maskami obdarowała mnie Monika z bloga Mama z różową torebką. Nie chcę zdradzać przedwcześnie mojej opinii. Post o maskach pojawi się w sobotę. W listopadzie zużyłam wersję Black Rose, Pomegpante, oraz Ginseng.


   LCOSIN - ALOE HYALURONIC ACID MASK
   Tę maskę zużyłam jako pierwszą. To również podarunek od Moniki i również post pojawi się w sobotę.. tak, jestem podła ;-)


   GABA - ELMEX - PŁYN DO PŁUKANIA JAMY USTNEJ
   Elmex w moi domu oraz domu moich rodziców jest od lat. Nie tylko pasty do zębów ale także i płyn do płukania. Najczęściej wybieramy jednak wersję zieloną lub czerwoną. Przeznaczeniem fioletowej jest ochrona zębów przed utratą szkliwa. Przyznam, że mam ochotę dla odmiany poszukać czegoś nowego ale Elmex z pewnością jeszcze nieraz zagości w moim domu.. chyba.


   BALEA - ŻEL POD PRYSZNIC MARAKUJA Z FREZJĄ
   Żel dostałam w prezencie.. i jeszcze jeden mam w zapasie. Całkowicie rozumiem szał jaki panuje na te żele. Zapachy są naprawdę całkiem fajne. Niestety nie mogłam go używać przy każdej kąpieli, bo dość mocno i szybko przesuszał mi skórę, przez co używałam go przez pół roku. Nie jestem fanką SLSów, wręcz staram się ich unikać, jednak cieszę się, że miałam okazję przetestować te słynne żele.
   O tej wersji przeczytasz w pości: Balea - Żel pod prysznic marakuja z frezją.


   L'ORIENT - SAVON NOIR, CZARNE MYDŁO
   Ten widok wywołuje u mnie taki sam uśmiech jak u małego dziecka, wata cukrowa. Pozbyłam się! W końcu! Nie widzę żadnych zalet tego glutowatego śmierdziucha. Gdyby efekty były rewelacyjne, to przetrwałabym zapach, dziwną konsystencję, osad, trzeszczącą skórę.. ale poza irytacją niczego innego u mnie to mydło nie wywołało. Dlaczego się z nim nie polubiłam, przeczytasz w poście: L'Orient - Savon Noir, czarne mydło z Maroka.


   L'ORIENT - RĘKAWICA KESSA
   Nie wyobrażam sobie jej nie mieć. Aktualnie planuję ją zdradzać z peelingami, ale nie zawsze mam ochotę/czas się nimi miziać. Wówczas najlepszym i najszybszym rozwiązaniem jest Kessa + żel. Takie duo sprawdza się świetnie i zawsze będzie w mojej łazience. Aktualnie poszukuję rękawicy innej marki. Z tą stało się coś dziwnego, skurczyła się! Miałam już ze 3 sztuki tych rękawic i zdarzyło się to po raz pierwszy.
Dlaczego warto się zaopatrzyć w rękawicę Kessa, przeczytasz w poście: Kessa, czyli koniec z peelingami.


   THE BODY SHOP - HONEYMANIA, MIODOWE MASEŁKO DO CIAŁA
   Lubię te masełka ale jeszcze żadna wersja nie zatrzymała mnie przy sobie na dłużej. Honeymania nie do końca oddawała zapach czystego miodu, ale była całkiem słodka i otulająca. Myślę, że The Body Shop w swoim asortymencie ma jednak ciekawsze aromaty, choć ten nie był najgorszy.
   O miodowym masełku przeczytasz w poście: The Body Shop - Honeymania.


   HIMALAYA HERBAL - FOOT CARE CREAM, KREM DO STÓP
   Jeden z fajniejszych kremów do stóp jakie miałam. Całkiem fajnie poradził sobie z przesuszonymi stopami, jednak jego skład mnie zniechęca do ponownego zakupu. W tej chwili kupiłam już coś innego, ale z pewnością sprawdzę czy skład tego kremu nie zmienił się na plus.. trochę na to liczę. Jeśli nie przeszkadzają Ci w składzie m.in. parabeny, a masz problem ze stopami to ten krem fajnie się sprawdzi.


   DKNY - DELICIOUS GOLDEN
   Czyli próbka słynnego jabłuszka w wersji złotej. Nigdy żadna wersja mnie nie uwiodła i wciąż pozostaje niewzruszona na serie tych zapachów. Zupełnie do mnie nie pasują.

   GUCCI - FLORA
   Niestety nie wiem jaka dokładnie była to wersja perfum. Chyba dopiero niedawno zaczęłam je doceniać ale chyba jeszcze nie na tyle aby zaopatrzyć się w pełnowymiarowa buteleczkę. Zobaczymy.. może z czasem bardziej za nimi zatęsknię.


   KALLOS - OMEGA, MASKA DO WŁOSÓW
   Wciąż mam mieszane uczucia co do masek Kallos. Nie są najgorsze ale całkiem fajne też nie. Z pewnością wypróbuję inne wersje aby przekonać się czy w tym asortymencie jest coś fajnego dla mnie. Sama Omega spisywała się poprawnie, choć jej zapach trochę mi przeszkadzał. Świat odżywek i masek do włosów jest tak wielki, że chyba się więcej nie spotkamy.
   O wersji Omega oraz Bluberry i Aloe przeczytasz w poście: Kallos - Trzy rodzaje masek: Omega, Blueberry i Aloe.


   SKIN 79 - KREMY BB: PINK, ORANGE, GOLD
   Nigdy bym nie pomyślała, że te niewielkie próbki wystarczą mi na tak długo. Nie maluję się codziennie, a jeśli to robiłam to w ruch szedł czasem podkład. Mimo wszystko próbki towarzyszyły mi prawie przez pół roku! Raczej na żadną z tych wersji się nie skuszę, bo w każdej czegoś mi brakowało lub coś było nie do końca po mojej myśli. Jednak z pewnością warte są przetestowania.
   O kremach BB wraz z porównaniem kolorystycznym przeczytasz w poście: Skin 79 - Super + Beblish Balm. Słynne kremy BB.


   SKIN 79 - KREM BB: PURPLE
   Chyba ta wersja najbardziej przypadła mi do gust ale chyba nie na tyle aby zaopatrzyć się w pełnowymiarowe opakowanie. Jedynie rozważę zakup większej próbki, aby przekonać się czy faktycznie do siebie pasujemy.. o ile takie próbki są w sprzedaży.

   BANDI - ADVANCED EYE CREAM, KREM POD OCZY
   Próbek tego kremu mam jeszcze w zapasie. Jedna próbka wystarczyła mi na wyjątkowo długo. Z drugiej strony obszar pod oczami nie wymaga wielkich nakładów. Krem zrobił na mnie całkiem dobre wrażenie, bo jako jeden z niewielu nie migruje mi do oczu. Jest bardzo lekki, ale muszę mu się lepiej przyjrzeć pod kątem nawilżania i odżywiania.
   Pełnowymiarowe opakowanie kosztuje: 52 zł za 30 ml.

   Kolejne denko z pewnością pojawi się w grudniu. Przede mną trudne decyzje czy dać szansę produktom które nijak się u mnie sprawdzają, czy może bez żalu pożegnać się?

   Jak u Was świąteczne porządki?
 Dobieracie się do swoich "zapomnianych" lub "omijanych szerokim łukiem" kosmetyków?
  

20 komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger