kwietnia 06, 2017

DENKO MARCA 2017


Miałam się skupić na zużywaniu próbek, których mam całkiem sporo ale widok kończących się produktów wziął górę. Niewielkie ilości produktów w opakowaniach drażnią moje oczy i chcę się ich jak najszybciej pozbyć, bo to oznacza nowości! Jak na miesięczne denko wygląda to całkiem fajnie. Dumna jestem z siebie.. dlatego na wszelki wypadek zrób sobie kawę.. i może jeszcze kawałek ciasta.

STARA MYDLARNIA - WODA MICELARNA Z WITAMINĄ C
Udało się.. zużyłam. To chyba najgorszy płyn micelarny jaki miałam (nie)szczęście używać. Zdecydowanie nie dla cery wrażliwej, a już szczególnie dla wrażliwych oczu. Po każdym użyciu momentalnie wykonywałam kolejny krok demakijażu. Zapowiadał się fajnie ale wyszedł bubek.. chcę jak najszybciej zapomnieć.




RESIBO - OLEJEK DO DEMAKIJAŻU
Na zmianę robię sobie od tego olejku przerwy i ponownie do niego wracam. Lubię go. Jest po prostu doby pod każdym względem. Może jedynie mam zastrzeżenia co do dołączanej ściereczki, która jest po prosu mała. Poza tym dobrze oczyszcza, przyjemny w użyciu, łatwy do zmycia ale wymaga użycia ściereczki, wygodne i poręczne opakowania. No właśnie opakowania.. jego się nie pozbywam. Zastanawiam się czy przelać obecny olejek.. ale najpierw dam mu szansę sprawdzenia się.

Recenzja: Resibo - Olejek do demakijażu


BE ORGANIC - PEELING MYJĄCY DO TWARZY BAMBUS & RYŻ
Uff.. skończony. Lubię nietypowe konsystencje i ta właśnie taka była.. ale dawno żaden produkt do pielęgnacji tak bardzo mnie nie rozczarował. Nie oczyszczał skóry specjalnie dobrze za to przy częstym stosowaniu ładnie ją podsuszał. Drobinki peelingujące po jakiś dwóch tygodniach zniknęły więc o funkcji złuszczającej mogłam zapomnieć. Nigdy więcej.



THE SECRET SOAP STORE - HYDROLAT Z RÓŻY DEMASCEŃSKIEJ
Zdecydowanie za długo u mnie przebywał ale to nie znaczy, że było coś z nim nie tak. Mam głupią zdolność nadmiernego oszczędzania produktów które lubię.. i tak było w tym przypadku. Koniec z tym.. obiecuję poprawę. Butelkę zachowam, bo ma świetny atomizer i planują ją uzupełniać o kolejne hydrolaty. Na chwilę obecną mam ochotę wrócić do niego ale w zapasie mam wersję Neroli z The Secret Soap Stor, a obiecuję sobie, że bezsensownych zapasów robić nie będę. Mimo wszystko polecam.



MAKE ME BIO - KREMOWA MASKA DO TWARZY
Bardzo komfortowa.. ale nie widziałam po niej nic nadzwyczajnego. Lekkie nawilżenie to jednak za mało. Z pewnością warta wypróbowania, chociażby ze względu na skład. Ja jednak od masek wymagam ekstra działania albo przynajmniej wprowadzenia domowego spa na wyższy poziom poprzez zapach. Cieszę się, że miałam okazję używać ale raczej do niej nie wrócę.




DERMAGLIN - MASKI NA BAZIE GLINKI
Bardzo liczyłam na te maseczki. Tym bardziej, że doczekały się mnóstwa rewelacyjnych opinii. Niestety moja skóra bardzo źle na nie reagowała. Zaczynam nawet myśleć, że zielona glinka wcale nie jest mi pisana. Cóż.. jakoś to przeżyję. Jest tyle świetnych masek, że szkoda płakać za jedną.. trzema.

Recenzja: Dermaglin - Maseczki z zieloną glinka



YUNIFANG - MASKI W PŁACIE
Szkoda, że nie są dostępne na naszym rynku, bo okres wyczekiwania dostawy z Chin jest bardzo zniechęcający. Maski z efektem wow zaraz po zdjęciu.. taki efekt powinna dawać absolutnie każda maseczka. Uwielbiam i z pewnością będę zamawiać kolejne. Sprawdziły mi się jak, żadne inne maski w płacie. 



BOTANICAL CHOICE - NOSE PORE STRIPS
Jeśli jesteś sadomasochistką to serdecznie polecam. Plastry depilują najbardziej mikroskopijne włoski na nosie. Nawet jeśli myślisz, że ich nie masz to one udowodnią w jak wielkim błędzie żyłaś. Poza tym niczego więcej spodziewać się nie można. Ostatniego plastra nawet nie zużyłam.

Recenzja: Botanical Choice - Plastry na nos


SKOMPRESOWANE MASKI BAWEŁNIANE
Z całej gromadki zużytych masek udało mi się ocalić jedno opakowanie. Odkryte na nowo, uwielbiam je i szykuje mi się spore zamówienie.. dzisiaj zamawiam.. chyba, że zostały już wykupione. Mogłam sobie najpierw zamówić zanim podałam linki. Zostawiłaś coś dla mnie?




CIEN - PŁATKI KOSMETYCZNE
To chyba moje najmniej ulubione płatki kosmetyczne.. a kupiłam je ponownie. Wydają mi się trochę bardziej twarde i jakby dłużej wchłaniają płyny. Muszę przestać je kupować i sprawdzić coś innego.. może mam jakieś omamy?



CURAPROX - SUPER SOFT 3960
Uwielbiam te szczoteczki i wymieniam średnio co 3 miesiące. Kupuję najczęściej w hurtowej ilości, a i tak zostaję na koniec z 2-3 sztukami.. rodzina mi podkrada. Szykuje mi się kolejne zamówienie, bo świeżo w użyciu ostatnia sztuka.


BIOLOVE - PEELING DO CIAŁA WIŚNIOWO-WANILIOWY
Na początku wiśnia przełamana wanilią ale pod koniec bardziej słodko cukierkowy zapach. Plusem jest to, że po jego użyciu nie ma konieczności nakładania balsamu. Z przyjemnością przetestuję inne wersje peelingów, a najchętniej cały asortyment Biolove. Póki co wygląda to tak, że jak coś kupię to zaraz rozdaję. A to kuzynce.. a to chrześnica męża nogę skręciła, a to szwagierka jedna.. a to druga. Więcej nie zamawiam, dopóki zapasów nie skończę.




BENTLEY ORGANIC - SZAMPON DO CZĘSTEGO STOSOWANIA Z POMARAŃCZĄ, GREJPFRUTEM, CYTRYNĄ I RUMIANKIEM
Może nie idealny ale jeden z fajniejszych szamponów naturalnych jakie do tej pory stosowałam. Polubił go także mój mąż. Świeży pobudzający zapach cytrusów, ładnie oczyszczał głowę i był delikatny dla włosów. Moich włosów nie plątał. Z chęcią jeszcze po niego sięgnę ale lista ponad 100 szamponów z dobrym i naturalnym składem sama się nie przetestuje.



COLAB - SUCHY SZAMPON PARIS
Fajny.. nawet nieco lepszy od standardowych wersji Batiste. Jednak mi bardziej sprawdzają się wersje przeznaczone specjalnie dla brunetek. Z chęcią sprawdzę inne suche szampony CoLab ale do ulubionej wersji Batist również planuję wracać.




NACOMI - OLEJ AVOCADO
Z tego co czytałam nie sprawdza się na każdych włosach i tak było u mnie. Nie widziałam, żadnego pozytywnego wpływu przez co zniechęciłam się do olejowania włosów. Nieważne czy trzymałam go przez godzinę na włosach czy przez całą noc.. zero efektów. Awokado zostanie jedynie w mojej kuchni.




SCHWARZKOPF - TAFT PIANKA MEGA STRONG
Nie mam zielonego pojęcia jak to się u mnie znalazło. Nigdy takich produktów nie kupowałam.. opakowanie jest całe. Ktoś musiał ją u mnie zostawić, ale nic straconego.. trafi do mojej mamy.



LOTON - NATURALNY LAKIER DO WŁOSÓW
Kolejny produkt, który zbyt długo stoi na mojej półce. Na drugim miejscu w składzie ma alkohol. Przy częstym stosowaniu potrafi bardzo mocno przesuszyć włosy. Używałam go wyłącznie na większe wyjścia aby ogarnąć baby hair. Wierzę, że obecnie bez większego trudu można dostać dobry lakier, który nie będzie niszczyć włosów, sklejać i matowić. Ten odradzam. Z naturą nie ma nic wspólnego.


DELIA - HENNA DO BRWI
Kupiona w zupełnie innym celu niż przeznaczenie czyli na moje siwe odrosty. Sprawdziła się na tyle fajnie, że kupiłam inną wersję henny w dużym opakowaniu z przeznaczeniem do włosów. Jednak obecnie moje odrosty są na tyle okazałe, że kłania się wizyta u fryzjera.. już umówiona.. na 11 kwietnia :-)


SKIN 79 - SLAIL NUTRITION BB CREAM
Za ciemny. Trzymałam go z myślą o tym aby przyciemnić zbyt jasne podkłady ale już takich nie ma. Męczy mnie ciągłe przestawianie go z miejsca na miejsce i wycieranie go z kurzu. Jeszcze gdy miałam małe pojemności kremów BB służył całkiem nieźle.. teraz jest zupełnie zbędny.



INGLOT - PUDER SYPKI NR 14
Niewiarygodnie wydajny.. aż przesadnie. W końcu zupełnie przestałam po niego sięgać, bo o wiele tańsze pudry wydają mi się po prostu lepsze. Ładnie matowił cerę ale nie na długo. Miałam się go pozbyć już dawno ale liczba kolejnych szans w końcu się skończyła. Według mnie wiele pudrów jest od niego dużo lepszych i w dodatku tańszych.







INGLOT - CIEŃ DO POWIEK MATTE 353
Cielaczek, używany absolutnie w każdym makijażu. Jego denko to dla mnie dramat ale także świetny impuls do tego aby w końcu kupić idealną paletkę. Szukam takiej od bardzo dawna i mam już swoje typy.. od ponad roku.. dwóch lat. Wiem, że jeśli odkupię ten cień albo jakikolwiek inny pojedynczy, to zakup palety odciągnie się w czasie i to na długo.

Recenzja: Inglot - cenie  do powiek część 1 oraz część 2



EVELINE COSMETICS - 8 W 1 SKONCENTROWANA ODZYWKA DO PAZNOKCI
Słyszałam o niej tyle samo dobrego co złego. Po tym jak pewna pani pokazała mi jak wielką krzywdę jej paznokciom zrobiła to odżywka stwierdziłam, że więcej jej nie kupię. Ta jest już niemal na wykończeniu,  lekko zgęstniała i jej termin przydatności dobiegł końca. Nie będę więcej ryzykować chociaż nic złego z jej strony mnie nie spotkało.


PEELINKI
Wraz z rozrastającym się sprzętem hybrydowym wzięłam się za porządkowanie akcesoriów do manicure. Szkoda miejsca na stępione pilniki i polerki.


KÓŁKA NA LAKIERY
Przez kilka lat służyły mi dzielnie ale mają jednak wadę. No dobrze.. może nie kółka mają wadę.. to raczej ja mam pewną skazę. Zawsze chcę aby na wzorniku lakiery były poukładane kolorystycznie. Wystarczy, że kupię nowy lakier i moja podświadomość mówi mi, że muszę go umieścić w miejscu gdzie tego miejsca nie ma. Kończy się zmywaniem całego kółka i malowaniem od nowa. Z racji zakupu lakierów hybrydowych mąż z litości zafunduje mi wzornik na metalowym kółku.. to chyba najlepsze rozwiązanie dla pedantów.



YANKEE CANDLE - BERRY TRIFLE
Słodki aromat przełamany nutą goryczy, w dodatku bardzo intensywny zapach, który ekspresowo rozchodzi się po całym domu. Łatwo z nim przesadzić ale bardzo lubię takie zapachy. Jeden z ulubionych, choć zdecydowanie na te najmroźniejsze dni.



PRÓBKI
To właśnie ich miało być najwięcej w denku ale wyszło jak zawsze.


CHARLOTTE TILBURY - MAGIC CREAM ORAZ RESCUE CREAM
Był moment, że krem na dzień obwiniłam o niekontrolowany wysyp. Zrobiłam drugie podejście i zupełnie nic złego się nie stało. Nieco inne wrażenia ma Monika z bloga Mama z różową torebką. Mimo wszystko krem na dzień jest niewiarygodnie wydajny. Próbka wystarczyła mi na 4-5 dni używania, podobnie było z kremem na noc. Widzę jednak dwa problemy. Krem na dzień jest bardzo treściwy, bardziej niż oczekiwałabym tego po jakimkolwiek kremie na noc. Przez co zupełnie nie nadaje się dla mnie na dzień, a już z pewnością nie pod makijaż.. może za jakieś 10-15 lat. Znowu krem na noc jest jeszcze bardziej treściwy. Lubię takie produkty na noc ale bez przesady. Druga wada to cena.. 350 zł i 500 zł (po kursie 5 zł za funt).


MAKE ME BIO - ORANGE ENERGY
Bardzo przyjemny lekki kremik. Szybko się wchłania nie pozostawiając tłustej warstwy. Skóra jest nawilżona, a zapach pomarańczy przyjemny ale nie zostaje na skórze przesadnie długo. Całkiem fajny krem z ładnym składem przeznaczony dla skóry normalniej i wrażliwej. Godny uwagi chyba, że oczekuje się czegoś więcej.



KIEHL'S - PURE VITALITY SKIN RENEWING CREAM
Z siedmiu otrzymanych próbek zdążyłam zużyć dopiero jedną. Zupełnie nie wiem co myśleć o tym kremie. W zapasie mam jeszcze 6 próbek więc jakieś bardziej konkretne ważenia opiszę. Tym bardziej, że próbki są bardzo wydajne/



SYLVECO - LEKKI KREM ROKITNIKOWY
Jaskrawo żółty i naprawdę śmierdzący krem. Na dłuższą metę nie byłabym w stanie go używać. Poza tym  przyjemnie nawilża oraz lekki i szybko się wchłaniał. W porównaniu do Make Me Bio pozostawia bardzo lekką satynową warstwę. Ze względu na zapach nie byłabym w stanie go używać.. mimo, że na zapachy kremów jestem na ogół bardzo odporna.


CAUDALIE - SERUM S.O.S.
Bardzo leciutkie serum, wchłania się ekspresowo i jest bardzo komfortowe. Jednak ta próbka to zdecydowanie za mało aby podjąć decyzje o zakupie pełnowymiarowego opakowania. Nie jestem  przekonana czy serum jest warte tych 100 zł.




GUERLAIN - SHALIMAR
Początkowo kojarzyły mi się z babcinymi perfumami, ale z czasem zapach pięknie się rozwijał. Zdecydowanie nie poleciłabym ich młodym osobom, ale nieco starszym i zdecydowanym.. owszem.

Jak ja lubię patrzeć jak moje zapasy się kurczą. Z trzech koszy po brzegi wypchanych nieużywanymi produktami zostały dwa. Oby tak dalej.. oraz więcej rozważnych i przemyślanych zakupów.

Jak wasze denka?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger