lipca 31, 2017

ZUŻYCIA LIPCA 2017


Z końcem miesiąca ogarnia mnie nadmiar mocy wewnętrznej i energii.. aż tak bardzo lubię denka! Czyszczenie szafek i świadomość, że jednak to co kupuję zużywam naprawdę mnie cieszy, tym bardziej, że na co dzień jakoś tego nie widzę. Jak zwykle denko spore ale obfituje w produkty których postanowiłam się pozbyć mimo, że denka w nich nie zobaczyłam.


BIOLOVE - OLEJEK OCZYSZCZAJĄCY

Spodziewałam się, że będzie co najmniej dobrze albo poprawnie. Niestety już na początku rozczarowało mnie opakowanie, które przecieka z każdej możliwej szczeliny, brudząc mi dosłownie wszystko. Sam olejek niby doczyszczał skórę twarzy i nie powodował przykrych niespodzianek ale każdorazowo musiałam po nim dodatkowo oczyszczać skórę pianką, bo wciąż miałam wrażenie, że siedzi na mojej twarzy. To wszystko sprawiło, że z olejkiem zaczęłam się w końcu męczyć, a jego zużycie zajęło mi cztery miesiące. Z Biolove zdecydowanie wolę produkty do ciała, a w przypadku olejków do demakijażu zdecydowanie lepiej dopłacić i kupić Resibo. 



LA ROCHE-POSAY - SEROZINC WODA TERMALNA Z CYNKIEM (w użyciu od 11.2016)

Woda izotoniczna, której nie musimy ściągać ze skóry po aplikacji. Prawdę mówiąc innych wód termalnych nie kupuję. Rewelacyjnie sprawdza się w okresie letnim i uwielbiam takie produkty w podróży. Serozinc słynie z zawartości cynku w składzie, który wspaniale wpływa na proces gojenia przez co sprawdzi się na cerach wrażliwych, podrażnionych i z niedoskonałościami. U mnie Serozinc sprawdził się całkiem dobrze ale jego największą wadą jest bardzo trudna dostępność i cena, która w porównaniu z innymi wodami izotonicznymi wydaje się wysoka. Produkt służył mi dzielnie przez 9 miesięcy chociaż dopiero w okresie wyższych temperatur zaczęłam sięgać po niego regularnie. 

Link do recenzji: La Roche-Posay - Serozinc


ALLEGRO - SKOMPRESOWANE MASECZKI BAWEŁNIANE

To zdecydowanie zaczyna być normą. Uwielbiam je i wciąż niezmiennie łączę z płynem aloesowym z Aubrey Organic. Jednak wciąż poszukuję wersji idealnie skrojonych maseczek do mojej twarzy. Te na wysokość są niskie ale za to szerokie. W dodatku dziwnie pachną co mnie odstrasza i w efekcie zawsze przed nasączeniem ich emulsją najpierw płuczę je w gorącej wodzie. Poszukam innych.


APIS - ZESTAW DO PIELĘGNACJI TWARZY: PEELING, MASECZKA ROZJAŚNIAJĄCA, MASECZKA ŚLIWKOWA, ŻELOWY TONIK I MUS

Pozytywnie zaskoczył mnie ten zestaw. Szczególnie do gustu przypadł mi tonik o dość nietypowej lekko żelowej formule. Peeling również potrafił pokazać swoją moc i watro z nim uważać. Maseczki wymagały nieco więcej czasu i systematyczności w stosowaniu. Mus niestety nie sprawdził się. Skóra bardzo szybko się po nim błyszczała i zupełnie nie dogadywał się z moim podkładem.



KIEHL'S - RURE VITALITY SKIN RENEWING CREAM

Coś ciężko idzie mi zużycie siedmiu próbek tego kremu i prawdę mówiąc nie wiem dlaczego. W efekcie zupełnie nie jestem w stanie dorobić się zdania na temat tego kremu. W szafce wciąż leży pięć opakowań i obiecuję sobie, że w końcu je zużyję ale w ręce zawsze trafia coś innego.


DIY BY MARIKA - BALSAM DO UST O ZAPACHU MANGO

Bardzo przyjemny i dobry balsamik do ust o ślicznym zapachu soczystego mango. Używany niemal codziennie na wieczór w małych ilościach, bo nie było potrzeby nakładać więcej. Towarzyszył mi przez 5 miesięcy, a o wszelkich problemach z suchymi skórkami w tym czasie zapomniałam. Trafił do ulubieńców miesiąca. Balsam ukręcony przez Marikę z bloga Porcelanowe Włosy. Brawo! Świetna robota!


SIERRA BEES - ORGANIC SHEA BUTTER & ARGAN OIL

Bardzo miękka formuła balsamu, do tego świetny naturalny skład i jeden z najbardziej restrykcyjnych certyfikatów USDA Organic. Świetny balsamik, który uratował moje usta zimą, a towarzyszył mi podróżując w torebce. Niestety ostatnio zostawiłam go w samochodzie, który w garażu nie stoi.. tyle szczęścia, że zostało go niewiele.


HIMALAYA HERBAL - PASTA DO ZĘBÓW NEEM I GRANAT
 
Duża tuba, do tego bardzo wydajna i wszystko byłoby fajnie gdyby nie to, że męczyłam się z nią. Mąż nie chciał jej używać bo mu nie odpowiadała więc męczyłam się z nią zamiennie z innymi pastami przez pół roku. Największy problem jaki z nią miałam dotyczył tego, że bardzo szybko traciłam uczucie czystości i świeżości w jamie ustnej. Ogólnie ta pasta ma dobre recenzje.. ale jakoś przekonać się do niej nie potrafiłam.



EFISEPTYL - NIĆ DENTYSTYCZNA ROZPRĘŻAJĄCA SIĘ

Totalnie zapominam o pokazywaniu nici dentystycznych..zarówno w zakupach jak i w denkach. Długo nie mogłam znaleźć odpowiedniej dla swoich wrażliwych dziąseł nici. Jedną z lepszych jakie miałam to teflonowa nić z Curaprox. Jednak od jakiegoś czasu stale towarzyszy mi nić rozprężająca się od Efiseptil. Jest delikatna i sprawdzi się niezależnie od tego jakiej mamy szerokości szczeliny międzyzębowe. Dostępna w Drogerii Natura.


BALEA - PIANKA POD PRYSZNIC FRESH & FRUITY
 
Wystarczyła mi na jakieś 1,5 miesiąca ale nie używałam jej przy każdej kąpieli. Chyba nie do końca trafiłam z zapachem dla siebie, chociaż świeże cytrusy wydawały mi się idealną opcją na letnie orzeźwienie. Piankowa konsystencja sprawia mnóstwo frajdy ale chyba jednak bardziej wolę olejki. Będąc ostatnio w DM na Słowacji miałam dylemat czy kupić ponownie inną wersję ale ostatecznie wolałam wybrać coś zupełnie nowego i innego. Na chwilę obecną powrotu nie planuję chociaż wspominam całkiem dobrze.



L'OCCITANE - ŻEL POD PRYSZNIC I BALSAM Z LINII WERBENA
Bardzo lubiłam tę wersję zapachową L'Occitane ale im dłużej jej używałam tym bardziej zaczęła mnie męczyć. Żel sprawdzał się całkiem fajnie. Nie wysuszał skóry i pozostawiał ją gładką. Po kąpieli zapach nie utrzymywał się dlatego w celu przedłużenia stosowałam balsam.. który wszystko popsuł. Niby lekka konsystencja ale szybko po kąpieli miałam wrażenie, że się lepię. Ostatecznie cała linia mi zbrzydła.


NACOMI - PEELING KAWOWY

Od tego peelingi rozpoczęło się moje uwielbienie dla kawowych peelingów do ciała.. ale tego dziada polecić nie mogę. Być może jako jedyna osoba na tym świecie po jego użyciu czuję na ciele zapach papierosów. Dodatkowo peeling "brudzi" mi skórę i moje białe ręczniki, których wcale później łatwo doprać nie jest. Peeling męczyłam przez siedem miesięcy, a między czasie poznałam inne i wiem, że może być o wiele lepiej! Wrócę do niego jeszcze w recenzji porównawczej.. ale chyba łatwo zgadnąć, że wysokiego miejsca nie zajmie.

Link do recenzji: Nacomi - Peeling kawowy


MASMI - PRODUKTY DO HIGIENY INTYMNEJ

Te próbki zwróciły moją uwagę na temat higieny intymniej pod innym względem niż tylko płyny do higieny. Od lat w tej dziedzinie wspieram wielkie korporacje, bo po prostu to się u mnie sprawdzało. Ostatnio sprawdziłam pod tym kątem sklepy internetowe i byłam zaskoczona możliwością wyboru artykułów higienicznych, które mogą myć biodegradalne, wykonane z bawełny organicznej, niechlorowane itd.. Chyba wielkie Korpo już na mnie nie zarobi.


INSIGTH - ANTI-FRIZZ - SZAMPON NAWADNIAJĄCY
Bardzo lubiłam ten szampon i chociaż było to moje prawdopodobnie trzecie opakowanie to więcej do niego powrotu nie planuję. Służył mi głównie jako szampon mocniej oczyszczający i relaksujący z uwagi na zapach który uwielbiałam. Jednak i w tym przypadku coraz bardziej zaczęła dokuczać mi Cocamidopropyl Betaine (CAPB). W końcu szampon zużyłam ale po każdym jego użyciu musiałam obowiązkowo umyć głowę szamponem bez CAPB w przeciwnym wypadku swędzenie murowane. Chyba tak długo jeszcze żadnego szamponu nie używałam.. bite 11 miesięcy.. co świadczy tylko o tym jak często go używałam. Mimo wszystko wspominam go dobrze, chociaż dalsza przyszłość pisana nam nie jest.



ALTERRA - SZAMPON NAWILŻAJĄCY BIO-OWOC GRANATU I BIO-ALOES

Jeszcze w lipcu miała pojawić się recenzja z jego udziałem ale zabrakło mi weny. Szampon używany od 7 miesięcy zamiennie z innymi.. ale jego wspominam najgorzej. Okropnie plątał mi włosy, wysuszał, skóra głowy swędziała.. ale to zasługa Cocamidopropyl Betaine. O żadnym nawodnieniu nie można tu mówić. Absolutnie do niego więcej nie wrócę.


BENTLAY ORGANIC  - SZAMPON DO WŁOSÓW SUCHYCH I ZNISZCZONYCH Z OLIWKĄ, ALOESEM, POMARAŃCZĄ I GRANATEM

Dobry ale wersję pomarańczową wspominam dużo lepiej. Przy częstszym stosowaniu zaczęłam mieć wrażenie, że oblepia mi włosy i w efekcie musiałam myć je częściej. Towarzyszył mi przez 5 miesięcy. Do tej wersji powrotu nie planuję, sądzę jednak, że wyjątkowo źle dobrałam go do rodzaju swoich włosów.

Link do recenzji: Bentley Organic - Szampon do włosów suchych i zniszczonych


AUBREY ORGANICS - SZAMPON WZMACNIAJĄCO-REGENERUJĄCY Z BIOTYNĄ

Szampon fajnie sprawdzał mi się przy drugim myciu włosów. Miałam z nim troszkę problemów ale wcale nie był najgorszy. Najbardziej irytująca była jego rzadka konsystencja dlatego do wersji z biotyną raczej nie wrócę ale z przyjemnością będę testować inne opcje szamponów Aubrey Organics. Życzyłabym sobie tylko aby częściej pojawiały się promocje rzędu -50% inaczej pozostanie zamawianie z iHerb. Szampon zużyłam po sześciu miesiącach ale jak wspominałam głównie jako drugie mycie po szamponie InSight oraz Alterra.



BIONIGREE - SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY
Wiem, że nie każdemu to serum przypadło do gustu ale mi sprawdzało się całkiem fajnie. Największe zastrzeżenia jakie mam to zbyt duża pojemność. O wiele chętniej kupiłabym produkt mniejszej pojemności co przełożyłoby się również na niższą cenę oraz realny termin zużycia.. jak dla mnie. Serum zamiast w cztery miesiące, zużyłam w pięć miesięcy. W zasadzie wciąż działało tak samo dobrze.. mimo wszystko nie lubię być popędzana ze zużywaniem produktów z uwagi na krótkie terminy przydatności. Jednak powrotu nie wykluczam.. zobaczymy.



GARNIER - ULTRA DOUX - ODŻYWKA DO WŁOSÓW Z OLEJKIEM Z AWOKADO I MASŁEM KARITE
Przyłączam się do wielu pozytywnych recenzji odżywki. Oczywiście nie jest idealna ale bardzo dobrze dociąża włosy i wygładza. Według mnie zupełnie nie nadaje się na skalp czy całą długość włosów, a na połowie długości czy na końcach spisze się bardzo dobrze. Z chęcią sprawdzę inne odżywki Garniera, a w szczególności mam chęć na wersję z syropem klonowym, która jest u nas stacjonarnie niedostępna ale nie jest nieosiągalna. Odżywkę zużyłam w ciągu sześciu miesięcy z czego dwa ostatnie bardziej intensywnie.



THE SECRET SOAP STORE - KREM DO RĄK WINOGRONOWY
Moje dłonie z całą pewnością mnie nienawidzą. O kremach do rąk przypominam sobie jedynie wówczas gdy jest już źle.. chociaż czasem dopada mnie kilkudniowa faza codziennego kremowania. The Secret Soap Store ma bardzo fajne kremy do rąk chociaż zdecydowanie warto sprawdzić sobie zapachy na stoisku. Jednym z moich ulubionych jest zielona herbata oraz przedstawiony powyżej winogron. Kremy pozostawiają na skórze tłustą warstwę ale im mniej produktu się aplikuje tym krem łatwiej się wchłania, a skóra jest po nim satynowa. Najczęściej kremów używam w połączeniu z bawełnianymi rękawiczkami na całą noc.. ale głównie takie rzeczy robię tylko w zimie. Mimo wszystko kremy do rąk schodzą u mnie baaardzo wolno.




L'OCCITANE - KREM DO RĄK Z MASŁEM SHEA

Kolejna miniaturka tego maleństwa wciąż nie odkrywa przede mną tajemnicy uwielbienia dla tego kremu. Krem jest przyjemny w użyciu, całkiem ładnie pachnie masłem shea, nawilża dłonie aleee.. bez przesady. To jeden z najdroższych kremów do rąk jakie miałam i zupełnie nie widzę usprawiedliwienia dla jego ceny.


ROSSMANN - PILNIK DO PAZNOKCI

Stosowany tradycyjnie do opiłowania paznokci jest strasznie irytujący ale sprawdza się przy zdejmowaniu wierzchniej warstwy lakierów hybrydowych. Z drugiej strony lepszych pilników do tej czynności jest mi zwyczajnie szkoda.


BENEFIT - THE PORE FESIONAL

Miniaturka bazy Benefit, która jest ze mną już około 3 lata.. tak.. miniaturka! Problem z nią miałam taki, że przy częstszym stosowaniu zatykała pory i nieszczęście gotowe. Ostatecznie stosowałam ją w minimalistycznych ilościach w strefie T. Jako baza sprawdzała się dobrze ale tego zapychania wybaczyć nie potrafię. Cieszę się, że to była tylko miniaturka.



CATRICE - MADE TO STAY INSIDE EYE - 010 IN THE MOOD FOR NUDE

Czyli rozświetlacz w kredce do wewnetrznego kącika oka. Użyta tylko kilka razy.. dramat. Twarda, ciężko rozprowadzić, odcień za ciepły i za.. pomarańczowy. Paskudztwo! Kredkę trzymałam od jakiś 3 lata i za każdym razem przy generalnych porządkach w kosmetykach ( robię raz na miesiąc) starałam się znaleźć dla niej jakieś satysfakcjonujące mnie zastosowanie i w końcu znalazłam.. śmietnik.


EVELINIE - LAKIER DO PAZNOKCI MINIMAX W ODCIENIU 11
 
Tak.. wciąż zaglądam do mojego pudełka ze zwykłymi lakierami ale maluję nimi już tylko paznokcie u stóp. Na stopach latem uwielbiam czerwień, a odcień 112 pięknie się tam prezentował. Zostało mi jeszcze około 1/4 buteleczki ale już widzę, że kolejna reanimacja nie ma najmniejszego sensu. Sam lakier spisywał się poprawnie.. ale to za mało aby do niego wracać.



SENSIQUE - ZMYWACZ DO PAZNOKCI

W opakowaniu jest jeszcze trochę produktu ale muszę wylać. Zmywacz stracił wszystkie swoje właściwości i nawet w minimalnym stopnie nie chciał ruszyć zwykłego lakieru. Opakowanie oczywiście zostawiam, bo jest bardzo poręczne i bez problemu można je uzupełnić.


ROSSMANN - BABYDREAM SZAMPON DLA NIEMOWLĄT 

Znalazł się na końcu z uwagi na to, że służył mi tylko i wyłącznie do mycia pędzli. Na włosach nie sprawdził się nawet w minimalnym stopniu. Nie kupię ponownie, a i dla pędzli poszukam znajdę coś lepszego.


Mam nadzieję, że nikogo nie zawiodłam wielkością denka :-D
Jak Ci poszły zużycia w tym miesiącu?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger