sierpnia 31, 2017

DENKO SIERPNIA 2017


Niby spore denko ale i tak zadowolona do końca nie jestem. Wyraźnie widzę, że produkty znikają ale moje zapasy kurczą się w wyjątkowo wolnym tempie. Nie tak powinno być. Cóż.. czasem jednak trzeba podjąć bardziej drastyczne środki.. ale o tym na dniach. Międzyczasie wypadałoby przebrnąć przez warstwę śmieci.. no to szurrr..


NEOGEN - PIANKA OCZYSZCZAJĄCA REAL FRESH FROM BLUBERRY

Bardzo fajna pianka.. ale moja jasna ocena może być zamglona uwielbieniem do piankowej konsystencji. Mimo wszystko bardzo ją polubiłam i na chwilę obecną mam chęć sprawdzić inne wersje pianek Neogen. Zanim jednak to zrobię chcę sprawdzić co najmniej dwie.. może trzy pianki z niższej półki cenowej. Nie oszukujmy się.. Neogen nie należy do najtańszych ale jej skład jest naprawdę imponujący pod względem ilości dobroczynnych ekstraktów. Jednak czy pianki o bardziej prostych i krótkich składach mogą być gorsze? Zobaczymy. Fakt jest jednak taki, że ta była ekstra i służyła mi prze 6 miesięcy!


Jak widać udało mi się ją zużyć do końca, chociaż podejrzewałam spore problemy. Wystarczyło jednam obrócić opakowanie i delikatnie postukiwać w denko aby reszta płynu przelała się do głównego zbiornika.



EBELIN - GĄBKA KONJAC Z WĘGLEM

Bardzo fajna przyjemna gąbka. Świetnie sprawdza się przy stosowaniu pianek do oczyszczania.. mam wówczas wrażenie, że skóra jest o wiele lepiej oczyszczona niż przy użyciu dłoni. Póki co nie planuję zrezygnować ze stosowania gąbek Konjack ale z całą pewnością będę eksperymentować z różnymi markami. W najbliższych miesiącach zastąpi ją gąbka z The Konjac Sponge, która jest niemal trzy krotnie większa.. ale czy będzie lepsza?


MELICA - DWUFAZOWY PŁYN DO DEMAKIJAŻU Z WITAMINĄ E I EKSTRAKTEM Z BŁAWATKA

Na początku strasznie nie lubiłam tego produktu. Jednak wystarczyła zmiana płatków kosmetycznych na bardziej delikatne abym na produkt przestała psioczyć. Spisywał się dobrze, bo jednak szybko i delikatnie usuwał nawet wodoodporny tusz do rzęs. Niestety pozostawiał tłustą powłokę, która powodowała zamglenie oczu przez co dodatkowo musiałam przecierać oczy płynem micelarnym. Przygoda się skończyła i chociaż najgorszy nie był to jednak specjalnie miło wspominać go nie będę. Służył mi dzielnie przez osiem miesięcy ale przez większość tego czasu bardzo się z nim nie lubiłam.



THE SECRET SOAP STORE - HYDROLAT Z KWIATU NEROLI 

Wersja hydrolatu z róży damasceńskiej o wiele bardziej przypadła mi do gustu ale nie jestem w stanie powiedzieć dlaczego. O tym hydrolacie po prostu zapominałam i niemal zawsze wybierałam coś innego. Sporą część zużyłam przy maseczkach, a resztę musiałam wylać, bo zaczął dziwnie pachnieć, wytrąciły się jakieś farfocle i bałam się go używać. Nie lubię marnować produktów ale pocieszające jest to, że opakowanie z całą pewnością wykorzystam!

Recenzja o tym produkcie nie powstała ale odsyłam do recenzji z wersją z róży damasceńskiej.


LUSH - ŚWIEŻE MASECZKI

Bardzo się cieszę, że mogę je poznać, bo dostęp do produktów Lush jest dość utrudniony. Największy problem stanowią maseczki z uwagi na swoje krótkie terminy ważności. Czasem doliczyć trzeba tygodniowy transport i to nie wiadomo w jakich warunkach więc zawsze istnieje opcja, że świeżo robione maseczki Lush dotrą do nas zepsute. Dzięki Marice z bloga Porcelanowe Włosy miałam tę przyjemność poznać je bliżej, a połową podzieliłam się z Moniką z bloga Mama z różową torebką. Tym oto sposobem co tydzień w każdy poniedziałek na naszych blogach pojawiają się recenzje. Obecnie zużyłam całkowicie maseczkę Cosmetic Warrior oraz Mask Of Magnaminty. Z maską Love Lettuce problem jest taki, że na jednej rozwinęła się pleśń więc tylko jedną zużyłam chociaż moja skóra wyjątkowo źle na nią zareagowała. W przypadku Don't Look At Me pozostało mi jeszcze jedno opakowanie.

Link do recenzji: Lush - Cosmetic Warrior
Link do recenzji: Lush - Don't Look At Me 
Link do recenzji: Lush - Mask Of Magnaminty
Link do recenzji: Lush - Love Lettuce


L'OCCITANE - PEONY KREM DO TWARZY

Bałam się tego kremu używać do twarzy, bo poziom jego zapachu równał się kremom perfumowanym do ciała. Zużyłam go do pielęgnacji dekoltu ale on też nie był nim specjalnie zachwycony. Jedyne co mogę teraz wspominać to piękny zapach.. ale to chyba nie oto powinno chodzić.


KIEHL'S - PURE VITALITY SKIN RENEWING CREAM

Nie wiem o co chodzi ale z próbkami tego kremu mam pod górkę. Niby nic złego mi nie robi ale coś mi w nim nie pasuje.. zapach? konsystencja? Fakt jest taki, że z 7 próbkami męczę się od lutego. Nie wiem nawet jak to skomentować.


KORRES - BLACK PINE SERUM I KREM ORAZ KREM NA DZIEŃ CASTANEA ARCADIA

Zdecydowanie w coś z tej marki w przyszłości się zaopatrzę.. w coś konkretnego, a dokładniej w różane serum w postaci olejku. To zdecydowanie będzie mój pierwszy wybór a wszystko przez post na blogu Kherblog Korres Wild Rose Oil - Recenzja po roku. W przypadku przetestowanych próbek sprawa na się dwojako. Seria Black Pine przypadła mi do gustu, choć zaskoczyło mnie to, że serum i krem tak mocno różnią się się od siebie zapachami. Serum pod tym względem było bardziej przyjemne. Krem do cery suchej i bardzo suchej nijak nie mógł się sprawdzić na mojej mieszanej cerze ale wersja Black Pine i tak spisała się lepiej niż Castanea Arcadia.


COSNATURE - KREM POD OCZY Z GRANATEM

Próbka mnie nie zachwyciła. Zdecydowanie mam dużo większe wymagania co do kremu pod oczy. Ten może się sprawdzi na niewiele wymagającej skórze. Jest lekki i ładnie się wchłania ale ten zapach.. jakiś dziwny.. plastikowy.

BANDI - C-WHITE KREM Z WITAMINĄ C SPF 20

To już kolejna z rzędu próbka tego kremu (kremu BB?) Mam z nim takie problem, że nałożony na skórę nadaje jej różowe tony, do tego wymaga przypudrowania bo skóra świecie się nieestetycznie. Traktowałam go również jako zwykły krem ale za grosz nie chciał współpracować z podkładami.. żadnymi. Jeśli już podkład udało się nałożyć to jego trwałość była zaskakująco mizerna. Zupełnie się ten krem na mojej skórze nie sprawdza.


CLEANIC - PŁATKI KOSMETYCZNE

Wieloletni ulubieniec. Do płatków Cleanic wracałam regularnie przez wiele lat. Są po prostu dobre i w ich przypadku widzę niewielką, jakościową różnicę w porównaniu do innych. Z tym, że znalazłam lepsze, a są to..

ISANA - PŁATKI KOSMETYCZNE BIO
Zdecydowanie najlepsze jakich używałam. Są bardzo mięciutkie i delikatne dla skóry. Na ogół zużywałam około 5 płatków kosmetycznych przy demakijażu. W przypadku płatków Isana są to 3 płatki: demakijaż oczy przy użyciu olejku - 1 płatek, demakijaż twarzy płynem micelarnym - 1 płatek, demakijaż oczu, a później ponownie twarzy płynem micelarnym - 1 płatek). Dodatkowo przemawia do mnie brak używania silnych środków wybielających do produkcji płatków kosmetycznych. Gorąco polecam chociaż raz sprawdzić, a dostać je można w Rossmanie.


TAMI - BAWEŁNIANE CHUSTECZKI KOSMETYCZNE DO PIELĘGNACJI TWARZY

Nie spodziewałam się, że aż tak przypadną mi do gustu. Lubuję się w higieniczności stosowania kosmetyków, a te chusteczki tylko to podkręcają. Stosuję je głównie do osuszania skóry twarzy, a później do czyszczenia blatu przy umywalce, umywalki, baterii, płytek.. Już kupiłam kolejne!


CURAPROX - SZCZOTECZKA DO ZĘBÓW

Szczoteczki do zębów wymieniam zawsze po 2,5 do 3 miesięcy i od kilku lat są to szczoteczki Curaprox. Lubię je, używa ich mój dentysta i większa część rodziny. Są delikatne dla moich wrażliwych dziąseł i ładnie czyszczą zęby.. oczywiście nici dentystycznych nie zastąpią. Lubię je również za szeroką gamę kolorystyczną.. po kilku latach wciąż nie powtórzył mi się kolor szczoteczki.


BALEA - KREMOWY ŻEL POD PRYSZNIC VANILLE & COCOS
Kremowa konsystencja według mnie była znacznie łagodniejsza od zwykłej wersji żeli Balea. Nie odczuwałam przesuszenia skóry, a wręcz przeciwnie, skóra była przyjemnie gładka. Zapach ładny choć zapewne doceniałabym go bardziej w okresie jesienno-zimowym. Wspominam dobrze, choć powrotu nie planuję.



THE BODY SHOP - ŻEL POD PRYSZNIC PINK GRAPEFRUIT

Naprawdę fajny żel, który dobrze oczyszczał skórę i jej nie wysuszał pomimo silnych detergentów w składzie. Jednak najmilej wspominam jego zapach. Pink Grapefruit to zdecydowanie jedna z moich ulubionych linii zapachowych The Body Shop. Być może kiedyś do niego wrócę z czystego sentymentu ale póki co w planach mam zamiar skupić się na jasnej stronie naturalnych kosmetyków.. czuję ich moc. Swoją drogą to już (chyba) ostatnie żele do kąpieli na bazie silnych detergentów w moich zbiorach.. i jak na złość postanowiły być dla moje skory łagodne i przyjemne, a zapachy bardzo trafione.. serio? Dopiero teraz?



ACHAE - PEELINGI DO CIAŁA

Świetne i w pełni naturalne peelingi. Rozpisywałam się o nich w sierpniu w dwóch postach.. muszę przyznać, że odczuwam ich brak. Z całą pewnością jeszcze do nich wrócę ale chwilowo mam zastój w peelingach. Bardzo miło wspominam wersję kokosową ale także soczystą i pełną energii limonkę. Tych peelingów nie da się porównać do żadnych innych, bo ich konsystencja do granic możliwości nasączona olejkami co sprawia, że są po prostu wyjątkowe. Każdy z pewnością znajdzie wersję dla siebie, a taki mini zestaw to świetna okazja aby poznać wszystkie zapachy i konsystencje.
Peelingi otrzymałam w wyniku rozdania na blogu Naturalna Zakupoholiczka, a że warte są poznania postanowiła przekazać je dalej w formie szybkiego rozdania "kto pierwszy ten lepszy". Tym sposobem kolejną opinię o mini zestawie peelingów będzie można przeczytać na blogu Aneczka Blog.



CD - NATURALNY DEZODORANT W SPRAYU HAPPY DEO ORANGE BLOSSOM

Męczyłam się ze skubańcem. Nie byłam w stanie stosować go na świeżo wydepilowanych pachach, bo alkohol w jego składzie dawał ostry popis swoich umiejętności. Zapach początkowo wydawał się fajny.. świeże cytrusy.. ale z czasem coraz bardziej zaczął mnie męczyć. W dodatku w okresie letnim stał się jeszcze bardziej wyczuwalny przez co nie byłam w stanie używać przy nim perfum. Specjalnych problemów z potliwością nie mam ale przy nim czasem miałam wrażenie, że moje pachy pocą się zupełnie bez powodu.



ALTERMED - PANTHENOL FORTE W SPRAYU

To już jego drugi sezon i nie ma sensu aby dłużej walał się po szafkach.. słońca już nie będzie. Ponadto jego termin kończy się za dwa miesiąca. Po jego ciężarze sądzę, że nie został zużyty nawet w połowie, co akurat dobrze świadczy o stosowanej ochronie przeciwsłonecznej. Niby wygodny w użyciu ale więcej po niego nie sięgnę. W kwestii łagodzenia zdecydowanie bardziej lubię się z aloesem, który dodatkowo mogę wykorzystać na wiele możliwości.


LINDA - MYDŁO W PŁYNIE ORIENTAL SENSES EKSTRAKT Z IMBIREM

Mydło zużyte pod przymusem. Wcześniej nie było żadnego problemu ale w chwili gdy w domu pojawiło się mydło w formie pianki, zwykłe mydło straciło na zainteresowaniu. To całkiem fajne mydła z Biedronki, tanie i wydajne ale więcej powrotów nie planuję.


PALMOLIVE - MYDŁO W PIANCE MALINOWE

Pianka kupiona pod wpływem Moniki z bloga Mama z różową torebką i jej uwielbienia do tego typu formuł. Fajna.. naprawdę fajna! Jej używanie to czysta zabawa. Mój mąż nie używa już żadnego innego mydła i doprasza się o kolejne w formie pianki. Chwilowo planuję poeksperymentować z konsystencją mydeł w płynie, chcę je rozrzedzić z wodą i przelać do opakowania po Palmolive. Zobaczymy co z tego wyjdzie.


L'OCCITANE - KREMY DO RĄK MASŁO SHEA ORAZ PEONIA

Niby jedna marka ale kremy różnią się od siebie diametralnie. W tym mini zestawieniu wersja z masłem shea bije na głowę piwonie, która tak naprawdę poza ładnym zapachem nie posiada żadnych właściwości.W tym zestawieniu wersja z masłem shea to prawdziwa petarda.. a tak na poważnie to zupełnie nie rozumiem zachwytów nad tymi kremami. Są znacznie lepsze.


SENSIQUE - ZMYWACZ DO PAZNOKCI O ZAPACHU ORCHIDEI

Zmywacz jak zmywacz za to opakowania Sensique są bardzo wygodne. Pewnego pięknego dnia zamarzył mi się ładny kolorek na stopach. Lakiery hybrydowe w tym wypadku odpadają z uwagi na to, że ten proces jestem w stanie przetrwać na paznokciach u rąk ale u nóg to już zdecydowanie za dużo schylania. W ruch poszedł klasyczny lakier, a po tygodniu wymagał zmycia.. i tu pojawił się problem.. zmywacz nie działa! Stracił swoje właściwości więc ląduje w WC, a opakowanie oczywiście zostaje ze mną.


BEAUTYBLENDER - KLASYCZNA WERSJA BB

Miał powstać post.. i może jeszcze kiedyś powstanie. To zdecydowanie najlepsza gąbka do makijażu jaka powstała. Według mnie inne pozostawia daleko w tyle. Rewelacyjny produkt do którego z całą pewnością wrócę, gdy zużyję te gąbki które obecnie posiadam. Dla jasności.. RT czy Blend It! to również świetne gąbki, jednak między nimi jest ta subtelna różnica, która BB wynosi na piedestał. Czy warto w nią zainwestować.. hmm.. z pewnością warto chociaż raz sprawdzić.


MAX FAKTOR - 2000 CALORIE WATERPROOF VOLUME

Lubię te klasyczne maskary.. no właśnie klasyczne. Dzięki całkiem udanym spotkaniom z klasycznymi wersjami maskary 2000 Calorie zdecydowałam się na wersję wodoodporną i męczyłam się z nią okrutnie. Jedno przyznać jej trzeba jest wyjątkowo trwała i wodoodporna. Niestety bardzo słabo podkreśla rzęsy. Moje są naturalnie proste i aby były widoczne zawsze przed ich tuszowaniem muszę użyć zalotki. Ten tusz za każdym razem podkręcone rzęsy prostował. Efekt był nijaki. Miała powstać o nim recenzja ale ręce mi opadły. Natomiast jeśli nie masz tak jak ja problemu z prostymi rzęsami to ten tusz na ekstremalne warunki mogę polecić.. przetrwa płacz, basen, deszcz, wiatr, wszystko.


BOURJOIS - ROUGE EDITION VELVET W ODCIENIU 09 HAPPY NUDE YEAR

To jedna z moich pierwszych matowych pomadek ale nie dogadujemy się. Po dniu noszenia moje usta są przesuszone. W dodatku kolor zupełnie do mnie nie pasuje. Czasem lubię usta zaznaczyć czymś wyrazistym ale w tym odcieniu czuję się wyjątkowo źle. Przy mojej karnacji odcień Happy Nude Year wydaje się niemal neonowy.


Problemem jest dla mnie również jego trwałość, która przy innych produktach które posiadam wcale nie zachwyca, a do tego bardzo brzydko znika mi ze środkowej części dolnej wargi/ Szkoda mi na niego miejsca na półce, tym bardziej, że po wszystkie inne produkty sięgam chętniej, a czekanie na to aż zacznie śmierdzieć mija się z celem.


SKIN 79 - SUPER BEBLESH BALM GOLD ORAZ PINK

Obie próbki zużyłam podczas robienia zdjęć do posta z podkładem 100% Pure (recenzja prawdopodobnie we wrześniu). Zależało mi na porównaniu odcienia podkładu z czymś co jest dość powszechnie znanie. Ze wszystkich próbek słynnych kremów BB od Skin79 to wersja pomarańczowa najbardziej odpowiadała mi kolorystycznie, za to złota pod kątem konsystencji.



MADERA - MOON FLOWER ROSE BEIGE
 
Cieszę się, że miałam okazję przetestować te próbki, bo dzięki temu wiem, że produkt muszę omijać szerokim łukiem. Dla mnie to dramat w kilku aktach. Chyba nic mi się tu nie podoba. Konsystencja jest bardzo lekka, niemal wodnista, marze się po skórze jeśli użyje minimalnie więcej produktu. Niemal nie posiada żadnych właściwości kryjących. Chociaż osoby którym zależałaby wyłącznie na subtelnym wyrównaniu kolorytu cery oraz nietypowemu rozświetleniu mogą być zadowolone. Dlaczego nietypowym? To niemal wykończenie perłowe.. tak tak.. perłowe wykończenie. Dla mnie zbyt dziwne i nienaturalne, które wymaga przykrycia pudrem lub chociaż zniwelowania. Dodatkowo oksyduje, ściera się, a czasem wałkuje w zależności od pielęgnacji. Nie dla mnie ci on, a kupując pełnowymiarowe opakowanie mocno bym się wkurzyła. 


ETUDE HAUSE - TINT FRESH CHERRY
To tak naprawdę farbka do ust. Nakładamy starannie, nosimy przez chwilę i wycieramy. Na ustach pozostaje kolor, który szybko nie schodzi. Niestety na moich ustach kolor wgryza się z różną intensywnością przez co nie wygląda to do końca tak jakbym chciała. Chociaż trwałość jest dość dobra to jednak są miejsca z których schodzi szybciej. To raczej nie jest produkt dla mnie.


MAGIC GIRL - SZTUCZNE RZĘSY ORAZ DUO ADHESIVE KLEJ DO RZĘS

Zbyt długo u mnie leżą. Starałam się, dawałam im szansę i chociaż wyglądają delikatnie to silikonowy pasek jak na mój gust jest zbyt widoczny. Mimo, że bezbarwny to i tak się błyszczy przez co oko wygląda ciężko i sztucznie. W tym przypadku oszczędność się nie opłaciła, a przez niechęć do ich zakładania zmarnował mi się klej.. śmierdzi tak, że strach się z nim zbliżać do okolic oczu.


MICHAEL KORSE - WONDERLUST

To jedne z tych perfum, które z miejsca mogę zaliczyć do ładnych ale nie do końca kompatybilnych z moim gustem zapachowym. Są dość ciężkie i lekkie jednocześnie. Kompozycja kwiatowo-owocowa jest tu wyraźnie wyczuwalna. Przy jednym wdechu czuję kwiaty.. przy drugim owoce. Nie obraziłabym się na małą pojemność flakonika tego zapachu ale z drugiej strony wiem, że dość długo by u mnie stał. Aby ten zapach nosić z pewnością potrzebowałabym odpowiedniego nastroju.


WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO DLA WSZYSTKICH WŁAŚCICIELI BLOGÓW! 
Aby Wam nigdy weny nie zabrakło, aby oświetlenie do zdjęć zawsze było perfekcyjne, a aparat nigdy się nie psuł 💗

A jak Twoje zużyciu w sierpniu?
Coś przykuło uwagę?
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger