października 31, 2017

ZUŻYCIA PAŹDZIERNIKA 2017 O WARTOŚCI PONAD 600 ZŁ !


Wyjątkowo cieszyłam się na to denko, bo z każdym kolejnym dniem widziałam jak przybiera na wadze i objętości. Ostatecznie i tak mnie zaskoczyło w związku z czym z ciekawości podliczyłam jego wartość. Zsumowałam jedynie produkty pełnowymiarowe w cenach regularnych, choć sporą część i tak kupiłam ze zniżką. Całkowity koszt denka październikowego wyniósł 620 zł! Noo.. nieźle 🙀 W większości jest to jednak czysty przypadek, że akurat droższe produkty sięgnęły dna akurat w październiku, a niektóre z nich towarzyszyły mi przecież przez kilka dobrych miesięcy. Co wpłynęło na taką wartość?


POLNY WARKOCZ - RUMIANKOWA ESENCJA MICELARNY
Esencja rumiankowa to nowość października i zarazem denko, a wynika to z niewielkiej pojemności produktu. W użyciu mam już kolejne opakowanie i z pewnością zaopatrzę się w następne. Jeden z najdelikatniejszych dla moich oczu płynów micelarnych, a przy tym łagodny również dla skóry i skuteczny. Z całą pewnością zagości u mnie na dłużej i doczeka się rzetelnej recenzji.


BALEA - PIANKA DO MYCIA TWARZY Z EKSTRAKTEM Z LOTOSU
Pielęgnacja marki Balea jakoś nie szczególnie przypadła mi do gustu. Po wszystkich zachwytach jakie czytałam miałam nadzieję, że znajdę coś fajnego dla siebie. Żele są poprawne, pianki pod prysznic mało wydajne i bez rewelacji choć przyjemne w użyciu. Za to w pielęgnacji twarzy było już tylko gorzej. Płyn micelarny kiepski i drażniący, a z pianką miałam wyłącznie irytującą relację. Dlatego pianka już znalazła nowy dom.. nie widzę sensu aby dalej się z nią męczyć.



THE KONJAC SPONGE - GĄBKA KONJAC Z ZIELONĄ HERBATĄ
Miała mi posłużyć przez trzy miesiące ale przez własną głupotę wytrwała jedynie dwa. Ze trzy razy z rzędu położyłam ją na umywalce.. i zaczęła pleśnieć. Sama jestem sobie winna, bo przecież gąbka ma swój własny wieszaczek na którym ładnie podsycha ze względu na przewiew. Cóż.. za głupotę się płaci. Za to sama gąbka była rewelacyjna. Najlepsza gąbka Konjac jaką miałam. Nawet nie ma co porównywać jej z tańszymi za 12 zł, bo jest to po prostu inny rodzaj pod względem jakości i miękkości. Bardzo chętnie jeszcze do niej wrócę, a póki co planuję polować na ceny promocyjne.


SYLVECO - HIBISKUSOWY TONIK DO TWARZY
Sama nie wiem czemu broniłam się przed tą marką. Sporą odlewkę dostałam od Anuli z bloga Co kręci Anulę i jestem za to bardzo wdzięczna. Tonik hibiskusowy jako tonik faktycznie nie robi na mnie najmniejszego wrażenia ale jako baza do maseczek jest rewelacyjny. Co więcej zastąpił mi mój ulubiony płyn aloesowy z Aubrey Organic, który używałam właśnie w takiej funkcji. Ponadto jest dużo tańszy i łatwiej dostępny. Moja pierwsza pełnowymiarowa butelka już jest ze mną!


PURE SKIN FOOD - BEZZAPACHOWY OLEJEK BEAUTY
Bardzo fajny i wielofunkcyjny produkt. Olejek Beauty, który służył mi do demakijażu, dodatek do kremów w ilości jednej kropli, w pielęgnacji ciała, w pielęgnacji końcówek włosów, w pielęgnacji skórek paznokci, jako składnik maseczek, a najczęściej był aplikowany w niewielkiej ilości na skórę. Do tego prosty ładny skład, który nie zapychał mojej mieszanej skóry. Wspominam z wielkim sentymentem ale na oku mam już coś innego.. również ze sklepu Bioana.



AUBREY ORGANICS - PURE ALOE VERA PŁYN ALOESOWY
Kolejne opakowanie mojego ulubieńca.. a ja nie mam kolejnego w zapasie. Częściowo zastąpił mi go wcześniej wspomniany tonik hibiskusowy Sylveco ale to za mało. Ostatnio poznałam wersję żelową aloesu i muszę przyznać, że taka konsystencja bardzo mnie zaciekawiła. Aloes sprawdza się genialnie w mojej pielęgnacji i nie wyobrażam sobie aby mogło go zabraknąć szczególnie w nadchodzącym okresie. Opcji wyboru jednak jest dużo, więc póki co wybrzydzam sobie przy składach i szukam czegoś ciekawego.. choć nie wykluczam, że do tej płynnej wersji wrócę.



SKOMPRESOWANE MASKI BAWEŁNIANE 
To moment w którym zabrakło mi skompresowanych maseczek.. i wciąż nie mam ich w posiadaniu. nawet jeszcze nie zamówiłam. Uwielbiam je i z całą pewnością do nich wrócę. Najchętniej kupiłabym taką ilość aby wystarczyła mi na rok.. ale chcę sprawdzić różne wersje, bo jednak każda z nich się od siebie różni.


LAVERA -  MASECZKI W SASZETKACH
Świetne maseczki do których wrócę z wielką przyjemnością. Ukochałam sobie wersję z wiesiołkiem ale nie pogardzę innymi. Każda z nich koi i nawilża moja skórę, a w zależności od rodzaju dodatkowo ujędrnia, odżywia czy wygładza. Mają śliczne zapachy i są bardzo przyjemne w użyciu. 



COSNATURE - NATURALNA MULTI-ODŻYWCZA MASECZKA DO TWARZY Z ROKITNIKIEM
Była poprawna i tylko poprawna. Oczekiwałam po niej znacznie więcej z uwagi na całkiem ciekawy skład. Z całą pewnością nie jest zła czy kiepska, bo jednak ma właściwości kojące i lekko nawilżające. Niestety o wiele ciekawsze i sprawiające mi więcej przyjemności okazały się maseczki Lavera. Jeśli miałabym wybór to właśnie do nich o wiele chętniej bym wróciła, ale to nie znaczy, że pogardziłabym maseczką Cosnature gdyby ponownie do mnie trafiła


DERMAGLIN - BIO MASECZKA OCZYSZCZAJĄCO-ODŻYWCZA
Maseczka wystarczyła mi na 3 użycia, przy czym skupiałam się głównie na strefie T, która z resztą jest mniej podatna na podrażnienia. Miałam już wcześniej maseczki Dermaglin ale nie specjalnie się u mnie sprawdziły. Tę kupiłam mężowi ale ostatecznie zużyłam sama. W kwestii maseczek Dermaglin nic się nie zmieniło.. równie dobrze mogłabym nie nakładać niczego.. nie widzę specjalnego oczyszczenia.. ale ta wersja wyjątkowo mnie nie podrażniła.


CURAPROX - PASTA DO ZĘBÓW ENZYCAL ZERO
Jej recenzja z pojawi się na dniach. Może to być ciekawa opcja dla osób które wystrzegają się w pastach do zębów fluoru. U mnie niestety nie do końca się sprawdziła ale szczegóły zdradzę lada dzień.

EFISEPTYL - MIĘTOWA NIĆ DENTYSTYCZNA ROZPRĘŻAJĄCA SIĘ
To kolejne opakowanie tych samych nici dentystycznych. Fajnie czyszczą, nie przerywają się, moje wrażliwe dziąsła je akceptują. Z racji tego, że jestem chora, a nici się skończyły z dnia na dzień mąż kupił mi coś innego. Mimo to kupię ponownie gdy skończę nową dostawę.


ALPHA-H - MICRO CLEANSE SUPER SCRUB WITH GLICOLIC ACID & PEPPERMINT
Coś naprawdę fajnego! Ostatnio wpadają mi w ręce peelingi z drobinkami.. są lepsze i gorsze ale wciąż mi w nich brakuje takiego połączenia delikatności ze skutecznością. Peeling Alha-H właśnie pod tym kątem zrobił na mnie dobre wrażenie. Jego drobinki wcale nie są twarde.. raczej miękkie i delikatne. W składzie znajdziemy kwas glikolowy i różne enzymy owocowe, które w pierwszej kolejności rozpuszczają brud i nagromadzony naskórek, a następnie przy użyciu delikatnych drobinek wykonujemy masaż.. i to działa na moją skórę rewelacyjnie! Peeling nie jest tani ale będę bacznie przyglądać się promocjom na stronie sklepu Alpha-H bo zdecydowanie jest wart swojej ceny.

ALPHA-H - LIQUIDE GOLD
Mam ten produkt w wersji pełnowymiarowej, używam i lubię. W ciągu jednej nocy potrafi zdyscyplinować moją skórę. Genialny w walce z przebarwieniami, rozszerzonymi porami, drobnymi wypryskami, a także drobnymi zmarszczkami. Nie używam go systematycznie tylko w dni kiedy moja skora go potrzebuje. Jedno opakowanie wystarcza mi na cały rok, a obecnie w użyciu mam drugie opakowanie. Po prostu świetny! Doczekał się również recenzji.

Link do recenzji: Alpha-H - Liquide Gold

SENELLE - KREM POD OCZY
Każdy krem pod oczy, który z łaski swojej nie migruje mi do oczu mogę śmiało nazwać dobrym i tak jest w tym przypadku. Jednak nie zauważyłam niczego nadzwyczajnego w jego działaniu. Po prostu poprawny krem, a moja skóra z każdym rokiem wymaga czegoś więcej.

SENELLE - WYGŁADZAJĄCY PEELING DO TWARZY
Jeden z fajniejszych peelingów z drobinkami jaki miałam okazję używać. W zasadzie składa się niemal z samych drobinek z jakąś lekką bazą która sprawia, że nie ma sypkiej konsystencji. Po kiepskim peelingu z Boots to była bardzo fajna odmiana. Jego moc głównie zależy od nacisku dłoni dlatego nie warto przesadzać. Próbkami Senelle obdarowała mnie Anna z bloga Co kręci Anulę. Jej opinię poznasz pod tymi linkami:



EQUILIBRA - ARGANOWY PŁYN MICELARNY (próbka od Moniki z bloga Mama z różową torebką) (w użyciu od 09.2017)
Ostatnio płyny micelarne miały u mnie cięższy żywot. Lepiły się, drażniły oczy, nie radziły sobie ze ściągnięciem makijażu.. ale ten był całkiem przyjemny. Przede wszystkim nie zostawiał na skórze lepkiej warstwy. Z makijażem radził sobie całkiem dobrze i był całkiem przyjemny dla oczu. To co jeszcze w nim lubiłam to zapach olejku arganowego. Zdecydowanie dobrze będę go wspominać i nie wykluczam zakupu. Obfitą próbkę dostałam od Moniki z bloga Mama z różową torebką

Monika porównywała ten płyn z dwoma innymi w poście: 3 produkty - demakijaż twarzy i oczu - Balea, Cien, Equilibra

EQUILIBRA - PASTA DO ZĘBÓW
Naprawdę lubię testować pasty do zębów.. niemal tak samo jak inne kosmetyki pielęgnacyjne. Próbkę dostałam do Moniki z bloga Mama z różową torebką i muszę przyznać, że spodobała mi się. Fajny miętowy zapach, który odświeża oddech. Dość dobrze czyści zęby z osadów i całkiem długo pozostawia uczucie czystości i świeżości.

SANTAVERDE - ALOE VERA CREAM RICH
Jeden z fajniejszych kremów z jakimi miałam do czynienia, a poznanie go zawdzięczam Anuli z bloga Co kręci Anulę. Jest niezwykle wydajny, treściwy ale cudownie się dogaduje z moją podatną na zapychanie skórą. Pod jego płaszczykiem nigdy nic mi nie wyskoczyło nowego, a skóra stała się jakby bardziej odporna. Z wielką przyjemnością będę chciała do tego kremu wrócić. Występuje również w wersji light oraz medium.

Warto poznać co o tym kremie sądzi Anula: Kremowanie na bogato, czyli Aloe Vera Rich Cream Santaverde

AUBREY ORGANIC - MASKA GŁĘBOKO NAWILŻAJĄCA
Maseczki Aubrey Organic mają nietypową konsystencję i póki co tyle mogę o nich powiedzieć. Mam w zapasie maseczkę z owocowymi kwasami AHA ale czeka na swoją kolej. Za to o wersji nawilżającej nie jestem w stanie nic powiedzieć. Być może jedna próbka to zdecydowanie za mało.


BIOLOVE - ŻEL POD PRYSZNIC Z OLEJKIEM ZE SŁODKICH MIGDAŁÓW
Polubiłam w tym żelu wszystko poza zapachem. Nie był zły czy śmierdzący ale dość przeciętny i wiązałam z nim większe nadzieje. Za to sam żel spisywał się bardzo fajnie. Łagodny dla mojej skóry, nie przesuszał i dobrze oczyszczał. Przy ostatniej promocji już zamówiłam kolejne dwa żele ale w innych wersjach zapachowych.



BODY BOOM - PEELING KAWOWY O ZAPACHU KOKOSA
Rewelacyjny peeling, który skórę pozostawia genialnie gładką.. wręcz satynową. To bardzo konkretny zdzierak ale w samym użyciu bardzo przyjemny. Zapach kokosa jest tu fajnie wyważony, a w połączeniu z aromatem kawy potrafi skraść serce. Nic dziwnego, że jest to jeden z najbardziej popularnych zapachów. Dla niektórych kontrowersyjna może być jego cena ale moim zdaniem jest jak najbardziej adekwatna do pojemności, wydajności i jakości produktu. Całe opakowanie wystarczyło mi na 5 miesięcy z czego spora odsypka poszła w świat. Bardzo fajny produkt i liczę na to, że w okresie świątecznym producent wypuści ciekawe limitowane zapachy.



ORGANIQUE - ETERNAL GOLD ROZŚWIETLAJĄCE MASŁO DO CIAŁA
Zawzięłam się aby zużyć ten produkt, bo nie miałam już chęci przerzucać go na kolejny sezon letni. Takie produkty nie mają dla mnie sensu, gdy ich rozświetlające drobinki zakrywane są swetrami i spodniami.. to produkt głównie na lato. W dodatku ten nie miał specjalnych właściwości odżywczych dla mojej skóry, a pełnił jedynie funkcję ozdobną. Niemniej w swoim działaniu rozświetlającym skórę spisywał się świetnie i w lecie bardzo się z nim lubiłam.. tym bardziej, że moja skóra wówczas nie potrzebuje nadmiernego odżywienia czy nawilżenia.



THE SECRET SOAP STORE - HAND CREAM GREEN TEA
Jeden z moich ulubionych kremów na jesień i zimę. Nie każdy się z nim polubi, bo potrafi zostawić na dłoniach tłustawą powłokę ale u mnie w pielęgnacji na noc sprawdzał się bardzo fajnie. Do tego jeden z moich ulubionych zapachów "Green Tea" świeży, a zarazem ciepły i otulający. Sam krem był bardzo wydajny bo służył mi już 3 zimowy sezon. W okresach cieplejszych odstawiony i zapomniany.. ale zimą wracał do łask.



NACOMI - BATH POWDER SUMMER IN GREECE
Z próbkami w pielęgnacji ciała nie poszalałam.. ale skoro nadarzyła się okazja aby wziąć kąpiel w wannie to obowiązkowo zabrałam ze sobą puder do kąpieli od Nacomi. Summer In Greece to nie jest najbardziej szczęśliwy dla mnie zapach. Pachnie niczym męskie perfumy i z niczym więcej mi się nie kojarzy. Świeży i intensywny zapach w połączeniu z wodą okazał się jednak całkiem przyjemny i relaksujący. Wolałabym jednak inną wersję zapachową ale z raci, że wanny nie mam to problemu z wyborem nie mam.


AUBREY ORGANICS - NORMALIZUJĄCY SZAMPON DO WŁOSÓW DLA AKTYWNYCH
Obawiałam się troszkę tego szamponu z racji tego, że wersja z biotyną nie do końca przypadła mi do gustu. Tu również nie jest idealnie, bo szampon ma niesamowicie rzadką konsystencję, która przelewa się przez palce. Jednak swoje zadanie spełnia świetnie. Bardzo dobrze czyści włosy i skórę głowy. Stworzony jest aby usuwać nie tylko nagromadzoną na naszych włosach pielęgnację ale także np. chlor po basenie. Pod tym względem nie mogę mu nic zarzucić.

Link do recenzji: Aubrey Organics - Normalizujący szampon do włosów dla aktywnych


BIOTURM - COFFEIN AKTIV
Przedziwny szampon, który radził sobie z ujarzmieniem moich baby hair. Prędzej spodziewałabym się tego po odżywce, piance.. lakierze ale nie po szamponie. Aby zminimalizować zbyt mocny efekt sztywności włosów należy poświęcić nieco więcej uwagi na dokładniejsze wypłukanie go z włosów i tyle. Ponadto dobrze czyścił włosy i skórę głowy bez efektu swędzenia czy podrażnienia.



O'HERBAL - ODŻYWKA DO WŁOSÓW SUCHYCH I ZNISZCZONYCH 
Bardzo doba drogeryjna odżywka w wielkim pół litrowym opakowaniu z pompką i bardzo rozsądną ceną. Sprawdziła się na moich włosach bez zarzutu. Efekty były zauważalne za każdym razem, choć starałam się nie używać jej przy każdym myciu włosów. Na chwilę obecną  poszukam czegoś innego ale nie wykluczam powrotu jeśli nic mnie ostatecznie nie zadowoli.



L'OREAL - VOLUME MILLION LASHES SO COUTURE SO BLACK
Jeden z lepszych drogeryjnych tuszy do rzęs, choć może nawet i najlepszy z jakim miałam okazję się poznać. Bardzo lubiłam go za efekt jaki dawał, nie sklejając przy tym rzęs. Nie osypywał się i nie prostował moich rzęs zaraz po ich podkręceniu. Na chwilę obecną patrzę w stronę bardziej naturalnych produktów i w takie planuję się zaopatrzyć. Jednak jeśli kiedyś się poddam to wrócę do niego.. i tylko do niego.


GOLDEN ROSE - GEL LOOK TOP COAT
Od czasu do czasu sprawdzam jak miewają się moje tradycyjne lakiery. Bezwzględnie przegrywają z hybrydowymi w kwestii dłoni ale na nogach wiodą prym. Niestety najczęściej paznokcie u nóg maluję w okresie letnim. Top Coat świetnie im służył nadając taflę w której załamywało się światło ale niestety zgęstniał i z mojej perspektywy nie ma sensu go ratować.


YANKEE CANDLE - OLIVE & THYME ORAZ RIVIERA ESCAPE
Olive & Thyme to zupełnie nie mój klimat zapachowy. Silnie ziołowy.. niemal trawiasty. Co ciekawe mojemu mężowi jednego wieczoru ten zapach odpowiadał, a drugiego już nie.. choć podejrzewam, że starał się odczytać z mojej miny jak powinien ten zapach odbierać. Czyżby mój mąż się mnie bał? 😂 W każdym razie jeśli do gustu przypadł Ci zapach Wild Grass to Olive & Thyme należą według mnie do tej samej grupy trawiasto-ziołowych aromatów. Dla mnie.. bleeee... choć zużyłam.. wietrząc mieszkanie.


Riviera Escape również nie należy do moich ulubieńców. To mocny świeży zapach kwiatów o odrobina soli. Bardziej pasuje mi w lenie wieczory, a nie w chłodne. Problem w tym, że do wosków zaczynam się dobierać jesienią i wraz z końcem zimy zaprzestaję. Zatem Riviera Escape nijak się w moim domu nie odnalazła.



KENZO - L'EAU INTENSE
Dziwną mam z tymi perfumami relację. Raz mnie drażnią, a raz zastanawiam się co tak ładnie pachnie. Jest to kwiatowo-owocowa kompozycja, która idzie w stronę słodkich nut. Mocno otulające i intensywne. Potrafią zdominować otoczenie.

Jaz zwykle duże denko ale chyba już się przyzwyczaiłaś 😺



Coś wpadło w oko?
Znasz coś? A może planujesz kupić?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger