kwietnia 05, 2016

BIELENDA - SUPER POWER MEZO SERUM, AKTYWNE SERUM KORYGUJĄCE

Wygładzona promienna cera bez zaskórników, niedoskonałości, przebarwień i zmarszczek to marzenie wielu z nas. Nieraz zmieniamy pielęgnację, dietę, pijemy więcej wody, sięgamy po suplementy, zwiększamy poziom higieny naszych dłoni czy telefonów, sprawdzamy podatność alergiczną, hormony, tarczycę, a efektów brak. W takiej sytuacji rozwiązaniem może być (ale nie musi) sięgnięcie po produkty z kwasami. Jednym z takich produktów jest osławione Super Power Mezo Serum od Bielendy. Jak się u mnie sprawdziło?



W pierwszej kolejności zerknijmy na skład, który jest stosunkowo krótki jak na drogeryjne produkty.

Skład (INCI): Aqua (Water), Mandelic Acid, Lactobionic Acid, Niacinamide, Sodium Hydronate, Allantolin, Hydroxyethylocellulose, Polysorbate 20, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Parfum (Fragrance), Butylphenyl Methylpropional, Hydroxycitronellal, Limonene, Linalool

Znajdziemy tu na wysokich pozycjach kwas migdałowy, kwas laktobionowy, witaminę B3 odpowiedzialną za rozjaśnianie przebarwień oraz składniki nawilżające. Opis producenta o 10% stężeniu kwasu niestety niewiele mówi. Jednak sądzę, że gdyby 10% stężenie dotyczyło obu kwasów to producent z pewnością by się tym pochwalił. Serum przeznaczone jest do cery typowo trądzikowej, jednak posiadaczki cerach mieszanych bez większych problemów trądzikowych, a borykające się np. z rozszerzonymi porami również powinny być zadowolone. Osoby z cerą wrażliwą i płytko unaczynioną powinny zachować ostrożność.

Stosowanie serum pomoże w redukcji zaskórników i niedoskonałości, zmniejszy wydzielanie sebum, spłyci pory, napnie skórę  oraz rozjaśni przebarwienia. Oczywiście to wszystko zależy od tego jaki jest stan skóry. Osoby z niewielkimi problemami zauważą efekty dużo szybciej. Jednak osoby, które mają większe problemy, a po raz pierwszy stykają się z kwasami też powinny być zadowolone jednak na spektakularne efekty niema co liczyć. Efekty będą zależne także od częstotliwości stosowania - im częściej tym mocniejszy efekt.


Po serum sięgnęłam z ciekawości. Nie pamiętam kiedy ostatnio zaopatrywałam się w drogeryjny krem czy serum. Początkowo i w tym przypadku byłam niewzruszona, jednak coraz większa ilość pozytywnych recenzji sprawiła, że i ja się skusiłam. Moje oczekiwania nie były wygórowane: lekkie spłycenie porów i może wygładzenie skóry. Po trzech miesiącach stosowania muszę przyznać, że serum faktycznie: zmniejsza pory, redukuje drobne niedoskonałości oraz zwiększa napięcie skóry. Jeśli chodzi o zmniejszenie wydzielania sebum oraz rozjaśniania przebarwień tego nie zaobserwowałam.

Serum stosowałam wyłącznie na noc na oczyszczoną i osuszoną skórę twarzy. W dwóch pierwszych tygodniach stosowałam co dwa dni aby sprawdzić jak moja skóra zareaguje. Następnie zaczęłam używać serum codziennie wieczorem na całą twarz ale tu niestety moja skóra reagowała mocniejszym łuszczeniem. Ponieważ było to dla mnie uciążliwe, postanowiłam wrócić do stosowania co dwa dni na całą twarz oraz codziennie tylko w strefie T. W ostatnim miesiącu serum stosowałam już tylko co trzeci dzień na całą twarz. Moja skóra nie swędziała mnie, nie piekła oraz nie była zaczerwieniona ani razu. Produkt bardzo pozytywne mnie zaskoczył.


Dołączona pipeta sprawiała, że serum bardzo przyjemnie i higienicznie się aplikowało. Jeśli chodzi o zapach to nie jestem jakoś szczególnie podatna. Jestem w stanie nakładać na twarz prawdziwe smrodki pod warunkiem, że działają. Wodno-żelowa konsystencja również przypadła mi do gustu. Dzięki temu serum aplikuje się bardzo sprawnie i wygodnie jednak lepkość jaką pozostawia na skórze jest dla mnie niewybaczalna. Z czasem serum się wchłania jednak ja mimo wszystko wciąż wyczuwałam na skórze lekką lepkość co zupełnie dyskwalifikowało do używania serum rano. Przy stosowaniu wieczornym, konieczne okazało się w moim przypadku stosowanie na serum kremu nawilżającego.

Niestety raczej nie wrócę do serum z dwóch powodów: krótki termin przydatności produktu (3 miesiące od otwarcia) oraz to, że efekty były widoczne tylko w czasie stosowania serum. Po  odstawieniu na 2-3 dni wszystko wracało do stanu sprzed. Znalazłam również opinie dziewczyn, gdzie stan ich cery uległ pogorszeniu (nieliczne opinie). Zatem, aby utrzymać stały efekt musiałabym stosować serum bez przerwy cały rok, a to przekłada się również na koszty. Fakt, serum nie jest drogie kosztuje około 22 zł. Jednak chcąc stosować je przez cały rok wydam około 88 zł. Do tego konieczność stosowania kremów nawilżających (w moim przypadku dodatkowo na serum) oraz filtrów. Ponieważ nie byłam w stanie stosować serum codziennie, zmarnowało mi się około 1/3 produktu.. po 3 miesiącach produkt zmętniał. Przechowywałam go w zamkniętej szafce bez dopływu światła. Jakby nie patrzeć termin ważności upłynął i z resztą produktu już się pożegnałam. Z pewnością dobrym rozwiązaniem jest zakup produktu na spółkę z siostrą lub koleżanką.


Jest to produkt od którego warto zacząć swoją przygodę z kwasami. Serum jest  na tyle delikatne, że ciężko zrobić sobie nim krzywdę.. chociaż wyjątki się zdarzają. Dlatego jeśli zaczynacie swoją przygodę z kwasami warto podchodzić do nich ostrożnie niezależnie od rodzaju i stężenia kwasu, bo każda skóra jest inna i inaczej może reagować. Absolutnie nie żałuję na niego ani złotówki. Jednak raczej nie jest na tyle rewelacyjny aby zagościć w mojej pielęgnacji na stałe. Ciesze się, że produkt już wykończyłam i mogę przejść do bardziej obiecującego Liquid Gold.

Stosujecie kwasy tylko w okresie jesienno-zimowym czy przez cały rok?
Po jakie sięgacie najczęściej?



12 komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger