Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż ust. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż ust. Pokaż wszystkie posty

stycznia 06, 2020

ULUBIENCY ROKU 2019: MAKIJAŻ

ULUBIENCY ROKU 2019: MAKIJAŻ

Makijażowe podsumowanie roku 2019.. to nie jest dla mnie łatwa sprawa.. chociaż? Nie jestem zwolenniczką posiadania ogromnej ilości produktów do makijażu, bo to mnie przytłacza. Nie lubię wyrzucać, a zużyć kolorówkę jest niezwykle trudno, szczególnie gdy nie maluję się codziennie. Dlatego staram się stawiać na produkty, które naprawdę mi odpowiadają i nie kupować kolejnych tylko dlatego, że jestem ich ciekawa lub jest to nowość.

I tak.. tak.. wiem : "kolorówkę się używa, a nie zużywa" 😹



CHARLOTTE TILBURY - AIRBRUSH FLAWLESS FINISH W ODCIENIU MEDIUM
Jedyny puder o którym mogę powiedzieć, że jest moim najlepszym. Sęk jednak w tym, że poziom zadowolenia z niego będzie zależny tylko od naszych oczekiwań. To nie jest puder utrwalający, nie przedłuży makijażu, nie nadaje specjalnie koloru chociaż akurat wersja medium jest jednak ciut dla mnie za ciepła :-D Jest to puder wykończeniowy, czyli dosłownie ostatnia warstwa naszego makijażu. Wiem.. od razu masz wizję ledwo trzymającej się tapety ale wcale tak źle nie jest. Puder daje niezwykle cienką powłoczkę bluru.. czyli sprawia, że nasze pory, zmarszczki są wygładzone i mniej widoczne, a ogólny wygląd makijażu nabiera pewnej lekkości. Nie jest to matowe wykończenie skóry, w zasadzie ciężko je określić. Nie ma tu żadnych drobin czy brokatu. Niby nic się nie świeci ale jednak od skóry bije pewien blask. Nie jest to tania impreza więc warto poczytać sobie o nim więcej opinii przed zakupem, jednak mam prośbę.. jeśli czytasz opinię, że puder jest do d.. bo nie utrwala makijażu to olej to. Ewidentnie osoba która o nim pisała nie zapoznała się z przeznaczeniem pudru.

Link do sklepu: Cult Beauty UK



PHYSICIANS FORMULA - BUTTER BRONZER
Z działu róż, broznzer, rozświetlacz jedynie bronzer marki Physicans Formula jest tym po który najchętniej sięgam. Jego kolor niezwykle mi odpowiada. Do tego trudno zrobić sobie nim krzywdę. Jest dobrze napigmentowany ale bardzo ładnie się rozciera bez pozostawiania plam. Niezależnie od tego jaki podkład czy puder mam na twarzy, bronzer ładnie się trzyma. Nie waży się, nie wygląda ciężko.. i w zasadzie nie jet do końca matowy. Jego ciekawa (nieco wilgotna) formuła oraz genialny zapach masła murumuru sprawia, że naprawdę chce się go używać. 

Link do sklepu: Ezebra



COULEUR CARAMEL- POMADKI
Dwie pomadki o dwóch różnych wykończeniach. Jaśniejsza to wersja błyszcząca z numerem 254 i jest ze mną najdłużej. Noszę ją niemal na każdą okazję. To pomadka która rewelacyjnie wygląda szczególnie do opalonej skóry. Ładnie podkreśla usta, jest niezwykle kremowa i świetnie napigmentowana. Ustom nadaje mokry blask.. ale nie nachalny. Efekt jest delikatny, przez co pomadka nie wybija się na pierwszy plan, a jedynie podkreśla to co powinna. Z całą pewnością będę do niej wracać za każdym razem gdy się skończy!
Za to druga pomadka to już wersja matowa. Chociaż usilnie firmy kosmetyczne starają się wypchnąć matowe wykończenie ma ustach aby móc wciskać nam kolejne to ja usilnie pozostaję przy matowym wykończeniu szczególnie w okresie jesienno-zimowym. Piękna zgaszona czerwień to numer  126. Chociaż w czerwieniach mało kiedy czuję się swobodnie to taka wersja niesamowicie mi odpowiada. Nie krzyczy z daleka, nie oślepia.. jest po prostu ładna i stonowana. Pomadka sama w sobie nie jest tempa.. nie mam żadnego problemu z jej rozprowadzeniem, ani z noszeniem. Nie wysusza ust nie ściąga ich. Pełen komfort. 

Link do sklepu: Ekozuzu nr 254 oraz Ekozuzu nr 126



LORAC PRO 3 - PALETA CIENI
Moja absolutnie podstawowa paleta do codziennego makijażu. Uwielbiam za genialną jakość cieni i za piękne kolory. Dla jednych okaże się zabójczo nudna. Nawet założę się, że część osób na sam widok kolorów zaczęła ziewać.. NIE SPAĆ! Każdy z cieni jest rewelacyjnie napigmentowany.. jedynie nad cielistym cieniem o nazwie Canvas mogę pomarudzić, bo jest najtwardszy, a to bywa czasem upierdliwe. natomiast w porównaniu do innych palet wciąż bije je na głowę więc aż tak źle z nim nie jest. Cienie mają niezwykłą konsystencję. Nie są suche ani pudrowe. mają w sobie pewną.. mokrą miękkość ale nie aż tak aby pod naciskiem miały się zapadać. Paletę kupiłam z okazji urodzin dwa lata temu i wciąż nie dobiłam do dna w żadnym cieniu chociaż ewidentnie się zbliżam. Z matami pracuje się genialnie. Ładnie się rozcierają i fajnie budują. Za to błyszczący rząd satynowo-perłowych cieni daje efekt wow. Wymaga jednak nieco innej pracy. Aby cienie były mocno skoncentrowane najlepiej aplikować je palcem.. jest to jednak norma w przypadku tego typu cieni, a wszystko zależy od efektu jaki chcemy uzyskać.

Link do sklepu: Look Top



NABLA - DREAMY EYESHADOW PALETTE
Nabla to moja druga ukochana paleta z tym, że nieco bardziej szalona w porównaniu do Lorac. Z tego też względu sięgam po nią o wiele rzadziej. Jednak jakość tej palety jest niesamowita. Cienie są tu nawet bardziej napigmentowanie niż w przypadku Lorac. Nie jest to jakaś mega drastyczna różnica ale jednak. W przypadku Nabli wystarczy musnąć cień pędzlem i już jest z czym pracować. Pomimo tego, że paleta bardzo mi się podobała to nie byłam przekonana czy taki cień jak Seniorita kiedykolwiek będzie w użyciu.. był! i to nie raz! Żeby nie było tak kolorowo paleta ma wadę o nazwie Delirium.. fatalna jakość cienia. Zupełnie nie chwyta pędzla, a jeśli już to prędzej wyląduje na policzku niż na powiece. Z resztą ja w fioletach nie czuję się za dobrze więc nie jest to jakaś bolesna strata. Za to cała reszta? Absolutnie genialna i wyjątkowa!

Link do sklepu: e-zebra



COULEUR CARAMEL - MASCARA BIO
W zasadzie trudno tu mówić o jednym tuszu do rzęs, bo na wyróżnienie tak naprawdę zasługują wszystkie tusze marki Couleur Caramel. Wersji Bio w pięknym biało-drewnianym opakowaniu używam od początku grudnia i przyznaję rację innym dziewczynom.. jest świetna! Jednym z hitów 2019 rok będzie również wersji Revolution, o której również złego słowa powiedzieć nie mogę. Z naturalnymi maskarami często jest ten problem, że się rozmazują, słabo podkreślają rzęsy.. ale nie Couleur Caramel. Na chwilę obecną nie planuję zdradzać ich z innymi. Co więcej maskara Bio będzie do zdobycia w rozdaniu na blogu, bo tak właśnie zagłosowała większość, a jeśli robić rozdania to tylko z największymi perełkami!

Link do sklepu: Ekozuzu


CLAVIER - KĘPKI RZĘS
Tego się nie spodziewałam w 2019. Kiedyś miałam kilka spotkań z kępkami, paskami czy połówkami rzęs ale były to jednorazowa przygody. Szału nie było. Zazwyczaj takie sztuczny twór czułam i w jakimś stopniu zawsze mi trochę przeszkadzał. Gorzej gdy wyglądało do zbyt nachalnie i sztucznie. Jednak kępki Clavier pokochałam przy pierwszym spotkaniu. Są cudownie delikatne.. ale również paseczek jest tak skonstruowany, że zupełnie się nie odcina przy powiece. Mogę spokojnie pominąć wykonanie kreski, która ma za zadanie kamuflować widoczność sztucznych rzęs. Nawet siedzące obok mnie osoby nie dostrzegają, że je mam. Prędzej pada pochwała ogólnego makijażu 😁 Genialne są.. a na ten rok mam już solidny zapas ❤

Link do producenta: Clavier



KOBO - EYEBROW SHAPING GEL 
Żele do brwi to zdecydowanie moja ulubiona forma podkreślania brwi. Nie lubię bawić się w nic innego. Lekkie podkreślenie zazwyczaj w pełni mnie zadowala i mam w nosie to, że nie wpisuje się w aktualne trendy. Jego dodatkowym plusem jest to, że pięknie ściąga ewentualny puder, który zebrał się na brwiach podczas makijażu. Żelem niezwykle łatwo się pracuje. Nigdy nie miałam wrażenia, że przesadziłam, a w chwili gdy się spieszę dobrze jest mieć tę pewność, że nie muszę się zbytnio starać. 
Link do produktu: Kobo - Eyebrow Shaping Gel

W tym roku stawiam jednak na przekraczania swoich granic. Już dawno na moich powiekach nie gościł eyeliner.. a przecież dwa czekają gotowe do użycia. Podobnie z pomadą do brwi i rozświetlaczem... tak. Jak widać można nie czuć mięty do rozświetlaczy 😂 co nie oznacza, że jestem fanką totalnego matu 😉 Jestem ciekawa czym mnie 2020 rok zaskoczy w kwestii makijażu.


listopada 24, 2018

TRZY MATOWE POMADKI W PŁYNIE Z NYX PROFESSIONAL, CZYLI KILKA SŁÓW O MOJEJ ULUBIONEJ FORMULE MATOWYCH POMADEK

TRZY MATOWE POMADKI W PŁYNIE Z NYX PROFESSIONAL, CZYLI KILKA SŁÓW O MOJEJ ULUBIONEJ FORMULE MATOWYCH POMADEK

Obiecałam sobie, że systematycznie będę wypierać zarówno z mojej pielęgnacji jak i kolorówki kosmetyki, które są chemiczne. Nie jest to łatwe, a już najwięcej trudności sprawia mi wymiana produktów do makijażu. O ile w przypadku pielęgnacji zużycie kremu czy balsamu do ciała to nie jest jakieś skrajnie trudne wyzwanie to jeśli chodzi o podkłady, pudry, czy pomadki zaczynają się schody. Jeżeli makijaż wykonuje się codziennie to wszystko przychodzi szybciej.. chyba, że makijaż ograniczasz do niezbędnego minimum i nie robisz go codziennie jak ja.. wówczas przydaje się brak skrupuł i silna wola aby coś wyrzucić lub zwyczajnie zużyć.


Dziś w formie lekkich rozterek, bo post o pomadkach płynnych NYX z serii Soft Matte Lip Cream miał powstać dawno temu. Problem w tym, że pojawienie się posta oznacza, że nie mam więcej wymówek aby wciąż trzymać te pomadki.. a ja je naprawdę strasznie polubiłam od pierwszego spotkania. 

Pomadki Soft Matte Lip Cream z NYX są ze mną już lekko ponad dwa lata, ale to przez ostatni rok są w intensywnym użytkowaniu. To pierwsze pomadki płynne, które spełniają moje oczekiwania w 100%. Matowe płynne pomadki często potrafią wysuszać usta, podkreślać suche skórki (do których mam tendencję szczególnie w okresie jesienno-zimowym) kleić usta czy też brzydko się "zjadać". W przypadku pomadek NYX nic takiego nie ma miejsca. Nawet jeśli mam na wiór wysuszone usta to jakimś cudem te pomadki pięknie to maskują. Ich konsystencja jest na tyle kremowa i przyjemna, że nie podkreśla wad, a raczej je kamufluje.


Opakowania pomadek może nie można nazwać luksusowymi ale sprawdzają się bardzo dobrze. Mimo, że często zdarza mi się je nosić w torebce to mimo upływającego czasu i torturom jakim są poddawane wciąż nie widzę na nich najmniejszych śladów zniszczenia. Napisy wciąż są nienaruszone, a matowy góra wciąż nie została starta. 

To co mnie mocno zdziwiło podczas pierwszego użycia to ilość produktu. Z miejsca wydało mi się to śmieszne i niedorzecznie ale miałam wrażenie, że w środku niemal nic nie ma! Pamiętam swoją irytację, bo zapłaciłam za trzy pomadki, które posłużą mi na kilka razy i zaraz będzie denko! Wciąż jestem w wielkim szoku, że tyle czasu są ze mną i wciąż bez trudu mogę pokryć nimi usta.. a przecież czuję od przeszło dwóch lat, że w środku nic nie ma!


Formuła pomadek jest naprawdę wyjątkowa. Pomadki są gęste, kremowe, a jednocześnie bardzo aksamitne. Pigment jest absolutnie genialny i bez trudu pokrywa pełnym kryciem usta. Aplikacja nie sprawia mi najmniejszych problemów i nawet nie wymaga ode mnie specjalnego skupienia czy dokładności. Być może aplikator mógłby być nieco bardziej miękki ale gdyby miało się to odbyć kosztem większego skupienia z mojej strony to już wolę aby nic nie było zmieniane. 

Kremowa formuła jest bardzo przyjemna. Zasycha w ciągu maksymalnie minuty na delikatnie satynowy, miękki mat. Nie ma tu skorupy, która ciąży na ustach i nie pozwala im pracować. Nie zmienia ust w nieruchome dwa paski. Pomadki pomimo zastygnięcia pracują przez co nie czuć ich w ciągu dnia. To oczywiście ma swoje przyłożenie na trwałość. Nie są to ekstremalnie trwałe pomadki ale i tak bez problemu wytrzymują w nienagannym stanie do pierwszego posiłku. Oczywiście odbiją się na szklankach ale nie na zasadzie, że w całości na niej pozostaną, a na ustach ich resztki. Pomadki według mnie bardzo ładnie schodzą. Oczywiście im ciemniejszy i bardziej intensywny odcień tym bardziej jest to widoczne jednak ogromną zaletą jest to, że bez problemu taki makijaż ust mogę poprawić. Zaschnięta formuła na ustach ładnie łączy się z nowo aplikowaną, nie łuszczy się ani nie odpada.



Chociaż posiadam trzy kolory to jedynie dwa z nich towarzyszą mi bardzo często.

Zurich (NYX 14) to wyjątkowy bardzo bezpieczny odcień i powinien pasować niemal każdej karnacji. To ciepły brzoskwiniowy kolor z lekko różowymi tonami. Genialnie pasuje do lekko muśniętej słońcem skóry i to on najczęściej towarzyszy mi w cieplejszym okresie.

Cannes (NYC 19) to znowu bardzo ciepły różowo-brązowy odcień. Genialnie wpisuje się w każdą porę roku i z całej trójki u mnie jest najbardziej uniwersalny. Z uwagi na to, że pięknie ale subtelnie rozpromienia twarz najchętniej sięgam po niego w okresie jesienno-zimowym.

Prague (NYX 18) to moje małe szaleństwo. Dość ciemna i mocna fuksja wpisuje się u mnie bardziej w klimaty na większe wyjścia, gdy chcę przykuć uwagę do ust. Chociaż jest to piękny kolor i wydaje mi się, że dość dobrze współgra z moją karnacją to rzadko po niego sięgam.


Od prawej: Prague, Cannes, Zurich
Zdecydowanie muszę przyznać, że ze wszystkich pomadek (chemicznych) jakie miałam kiedykolwiek to właśnie pomadki Soft Matte z NYX stały się moimi ulubionymi. Chociaż uparcie dążę do tego aby całkowicie wyprzeć chemię również z produktów do makijażu to na chwilę obecną nie mam przekonania czy w naturalnej pielęgnacji znajdę równie trwałe, komfortowe i przyjemne w noszeniu pomadki.. i to w matowym wykończeniu, które wciąż bardzo sobie cenie. Na chwilę obecną bez wahania kupiłabym ponowie pomadki w kolorach Cannes oraz Zurich nawet gdyby ich ceny były trzykrotnie wyższe, bo zwyczajnie genialnie czuję się w tych odcieniach i formułach.


Mam nadzieję, że tym postem Cię nie rozczarowałam. Jednak podejrzewam, że jeśli również szukasz naturalnej drogi nie tylko w pielęgnacji ale również w makijażu to wiesz, jak trudno jest znaleźć produkty, które spełnią Twoje oczekiwania pod wieloma względami. Niemałym wyzwaniem jest znalezienie odpowiednich produktów do makijażu w typowych drogeriach, które co chwila wypuszczają nowości, a na rynek wprowadzane są kolejne marki często o światowej renomie. W świecie naturalnej pielęgnacji wciąż mamy zaledwie ułamek tego i często towarzyszą temu znacznie wyższe ceny. Jednak nie sądzę aby w tej kwestii warto było się poddawać. Nieustannie wciąż uważam, że produkty do ust są na pierwszym miejscu na liście "do wymiany" z uwagi na to, że wraz z posiłkami zjadamy to co na naszych ustach "siedzi". Warto zadbać o to aby był to bezpieczny skład. Jeśli już posiada się ulubioną pomadkę to przecież wystarczy ograniczyć jej użytkowanie do ważniejszych wyjść. Wszystko w ramach zdrowego rozsądku i bez popadania ze skrajności w skrajność 😘

Znasz pomadki NYX?
Masz swoich nienaturalnych ulubieńców makijażowych?

listopada 02, 2018

NOWOŚCI PAŹDZIERNIKA 2018

NOWOŚCI PAŹDZIERNIKA 2018



Bardzo dobrze, że październik minął.. ładny był ale jakoś tak teraz bliżej świąt. W końcu to właśnie w październiku w sklepach pojawiły się świąteczne wystawy, a ja już zaczęłam myśleć o prezentach pod choinkę 😂 Może to i lepiej? Dzięki temu zakupy dość mocno ograniczam.. ale lista chciejstw pęka w szwach.



NEONAIL - TOP HYBRYDOWY TOP SHINE BRIGHT
Mój pierwszy top "Hard Top" z Neonail zaczyna dobijać dna. Głupio gdyby zabrakło go podczas malowania. Zajrzałam na stronę NeoNail, a tam taki wybór w topach i bazach! Uuu.. marka się rozwija nie tylko pod kątem kolorystycznym. Z oferty zaciekawiła mnie właśnie wersja Top Shine Bright, która ma zapewniać więcej blasku, większą odporność na zarysowania i nie wymaga stosowania cleanera. Hmm.. nie omieszkam tego sprawdzić w porównaniu do Hard Top.

I to tyle z moich zakupów! Serio! W październiku kupiłam tylko i wyłącznie top hybrydowy.. aż sama nie wierzę. Nie tylko w to, że tak ubogie zakupy zrobiłam w ogóle ale sam fakt, że ze sklepu z hybrydami wyszłam bez żadnego nowego koloru


Chyba coraz bardziej wprowadzam w życie plan nie kupowania, po to aby coś trafiło do zapasów. W dodatku moja lista chciestw jest okrutnie długa i jeśli coś kupować to właśnie z niej. Są jednak pewne wyjątki.. m.in.



SZMARAGDOWE ŻUKI - HYPERCUM KREM DO RĄK I STÓP
Mycie samochodów, woskowanie, prace w ogrodzie rodziców.. bo pomagać trzeba 💕, czyszczenie grobów i fakt, że zaczęłam już przedświąteczne porządki w domu sprawiły, że moje dłonie wyglądają fatalnie. Są okrutnie przesuszone, a momentami pęka skóra. Najgorsze jest to, że ja nie lubię i nie mam nawyku stosowania kremu do rąk codziennie. Zaraz po takiej aplikacji mam chęć umyć dłonie dlatego jeśli już to kremy aplikuję na noc.. i to też nie codziennie. Marka Szmaragdowe Żuki zwróciła moją uwagę na wiosennej edycji Ekocuda, piękna grafika, bardzo ładne stoisko (oczywiście widziałam na relacjach z targów) ale najbardziej urzekły mnie składy! Kosmetyki do cery tłustej z fajnie dobranymi składnikami cechującymi się bardzo niską komadogennością. Super! Krem Hypericum kupiłam w prezencie urodzinowym kochanej Marice.. a we wrześniu narodziła się recenzja.

Le Bluet: Szmaragdowe Żuki - Hypericum!

Zachwyt Mariki na tyle utkwił mi w głowie, że to właśnie krem do rąk stał się moim numerem jeden na liście Szamragdowe Żuki.. a to totalnie niepodobne do mnie! Los się jednak do mnie ostatnio uśmiechnął, bo Pani Marta wysłała zapytanie czy nie chciałabym czegoś przetestować. Dasz wiarę, że z tych wszystkich perełek.. kremów do twarzy, serum, maseczek.. wybrałam właśnie krem do rąk? Tak! W chwili obecnej jestem już trochę zdesperowana.. a przecież będzie gorzej gdy tylko przyjdą przymrozki i spadnie śnieg. Kremik ma przed sobą hardkorowe zadanie i wymagającą właścicielkę, która bardzo na niego liczy.

Dostępność: Szmaragdowe Żuki - Krem do rąk i stóp Hypericum



PRÓBKI: SZMARAGDOWE ŻUKI
Przy okazji kremiku do rąk Hypericum, Pani Marta dorzuciła mi próbki. Krem do twarzy Achillea, przeznaczony do cery normalnej i mieszanej z tendencją do zatykania porów w linii czoło-nos-broda i uczucia ściągnięcia w suchych partiach twarzy. Czyli krem, który nie tylko zadba o strefę "tłustą" ale ukoi strefę "suchą".

Plantego, czyli eliksir do cery mieszanej, tłustej i trądzikowej. Bazą jest skwalen, który ma genialne właściwości nawilżające , wygładzające i pomaga przetransportować w głąb skóry składniki odżywcze, których w składzie jest na bogato. Czyli ponownie mamy produkt do trudnej cery mieszanej/tłustej/trądzikowej ale nie na zasadzie działania wysuszającego tylko odpowiedniego nawilżenia, z lekkimi składnikami, które nie zapychają skóry. Ostatnio niezwykle intryguje mnie działanie oleju z pietruszki, a w eliksirze jest już na czwartym miejscu 😍

Cudownie! Starsznie się cieszę z takiej paczuszki i obowiązkowo odsyłam do odwiedzenia stoiska na Warszawskich Ekocudach!


Kocham świece! Od dawna towarzyszą mi woski zapachowe Yankee Candle oraz Kringle, jednak już od roku systematycznie staram się je wszystkie zużyć.. i pożegnać na rzecz tradycyjnych świec. Od dawna mam coraz mniejszą ochotę wspierać wielkie korporacje, dla których liczą się zyski, a z biegiem czasu coraz łatwiej jest mi zwrócić się w stronę niewielkich manufaktur czy sklepów, które na pierwszym miejscu stawiają zadowolenie klienta i dumę ze swoich produktów. Sklep Ekozuzu poznałam w lutym na blogerskim spotkaniu "Zimowe spotkanie blogerek w Chełmie i pomoc zwierzakom", gdzie oprócz paczek dla każdej uczestniczki sklep przygotował paczki na licytację.. no jasne, że walczyłam jak lwica i wywalczyłam! W końcu kosmetyki kolorowe Couleur Caramel są szeroko chwalone! Ale do rzeczy.. czy ja mogła odmówić przygarnięcia świec?



ECO LIFE CANDLES - NATURALNA ŚWIECA SOJOWA "WSPOMNIENIE LATA"
Niezwykle trudno jest wybrać przez szklany ekran zapach dlatego tę inicjatywę oddała Pani Ani, która swój wybór oparła na moich skromnych preferencjach zapachowych.. i trafiła genialnie! A może wszystkie zapachy świec Eco Life Candles pachną pięknie i wpiszą się w moje preferencje.. hmm.. chyba należy to sprawdzić szerzej 😍 W każdym razie moja świeca pochodzi z serii Aromaterapia i posiada uroczą nazwę Wspomnienie Lata. Na sucho świeca pachnie ogrodową miętą z wanilią i cytrusami.. bardzo zaskakująca kompozycja! Po chwili czuję również korzenne nuty.. ale zobaczymy jak się zapach rozwinie podczas palenia. Jaką świeca będzie miała intensywność i jak będzie się palić. Póki co jestem zachwycona!

Dostępność: sklep Ekozuzu - Eco Life Candle, naturalna świeca sojowa aromaterapia



ECO LIFE CANDLES - NATURALNA ŚWIECA DO MASAŻU "EKSKLUZYWNA"
Zdawałam sobie wcześniej sprawę z istnienia świec, których roztopiony wosk służy pielęgnacji ciała.. to naprawdę intrygujące! Połączenie weekendowego SPA, z blaskiem i aromatem świec oraz pielęgnacji przemawia do mnie na potęgę. W okresie letnim raczej nie mam zwyczaju palenia świec więc to właśnie teraz zaczyna się najlepszy moment na zabranie tej świeczuszki do łazienki i tak też uczynię. Świeca prezentuje się ślicznie. Ceramiczny pojemniczek jest bardzo prosty i elegancki. Zapach słodki z korzenną nutą.. chociaż na opakowaniu mam cedr, goździk, werbena. W odgadywaniu kompozycji zapachowych jestem fatalna i z uwagi na goździk nigdy bym się nie zdecydowała na ten zapach.. tym bardziej cieszę się na oddanie w ręce Pani Ani tego trudnego wyboru, bo finalnie zapach bardzo mi się podoba.

Dostępność: sklep Ekozuzu - Eco Life Candle, naturalna świeca do masażu "ekskluzywna"



BEMA - TONIZUJĄCY I REGENERUJĄCY ŻEL POD PRYSZNIC
W kwestii pielęgnacji raczej nie daję się skusić na żadne produkty z uwagi na liczne zapasy. Jeśli już to dopisuję kolejne pozycje do wish listy.. tak, serce czasem aż boli 😅 Cuda czytałam już o toniku witaminowym czy kremie liftingującym pod oczy, czy maseczce.. tylko, że te kategorie kosmetyków mam upchane w zapasach po brzegi i choćbym bardzo chciała to taki wybór jest w moim przypadku bez sensu. Produkty oczywiście lecą na listę chciejstw, bo warto o nich pamiętać, a w kwestii wyboru również inicjatywę oddałam Pani Ani, sugerując jedynie w jakich kategoriach mam luzy.. oj tak.. ciężki ze mnie przypadek. Tym oto sposobem trafił do mnie żel pod prysznic tonizujący i regenerujący. Po skończeniu aktualnie używanego mydełka trafi pod prysznic. Nie otwierałam żelu więc nie wiem jaki ma zapach.. chcę zrobić sobie niespodziankę pod prysznicem 😍 Jednak sam fakt, że w składzie na pierwszym miejscu jest hydrolat różany i hydrolat z kwiatów gorzkiej pomarańczy sprawia, że już jestem niezwykle oczarowana.

Dostępność: sklep Ekozuzu - Bema, żel pod prysznic tonizujący i regenerujący



BEMA - KURACJA DRENUJĄCA Z OLEJEM ACAI I ANANASEM
Ćwiczę.. systematycznie od sierpnia minimum trzy, czasem pięć razy w tygodniu jestem na siłowni. Zaczęło się od Zumby, a obecnie doszły ćwiczenia na piłkach oraz stepie.. trampoliny okazały się nie dla mnie 😅 Zmiany? I to jakie! A w związku z tym o wiele bardziej niż wcześniej przykładam uwagę do pielęgnacji ciała. Od dawna lubiłam różne smarowidła, które rozgrzewały skórę albo chłodziły ale to nigdy nie były produkty z dobrym składem. Obecnie w użyciu mam zestaw z Ziaji, który dobrowolnie przygarnęłam od Moniki z bloga Mama z różową torebką chociaż fanką Ziaji nigdy nie byłam.. tylko co zrobić skoro tego typu produktów do ciała z fajnym składem jest okrutnie mało. Ostatnio jednak widzę, że to zaczyna się zmieniać i strasznie mnie cieszy, że zaczynam mieć alternatywę. Kuracja drenująca może nie zapewni mi wspomnianego uczucia chłodu czy rozgrzania ale ma zapewniać efekt drenażu, przynosić ulgę zmęczonym nogom co po godzinie zajęć na stepie jest tym czego moje nogi pragną. Do tego obietnica poprawy elastyczności skóry, która ewidentnie się zmienia.. tu przybędzie.. tam ubędzie. Cóż mogę powiedzieć.. jaram się!

Dostępność: sklep Ekozuzu - Bema, kuracja drenująca



COULEUR CARAMEL - NATURALNY ŻEL DO DEMAKIJAŻU
Couleur Caramel to da mnie przede wszystkim naturalna kolorówka.. a tu taki rodzynek! W składzie brak Cocamidopropyl Betaine więc już jest baaardzo dobrze ale.. jaki to jest dziwak! "Nałóż na twarz i masuj okrężnymi ruchami aż otrzymasz jedwabistą olejową konsystencję. Następnie, zmocz twarz wodą, dzięki czemu otrzymasz kremowe mleczko, które należy dokładnie spłukać"! Kocham dziwaki! A tu nie dość, że wyjściowa konsystencja wygląda jak gęsty żel aloesowy, to zmienia się w olejek, a potem jeszcze w mleczko! I wiesz co? Dzisiaj wylądował w łazience!

Dostępność: sklep Ekozuzu - Couleur Capamel, naturalny żel do demakijażu. Obecnie jest w cenie promocyjnej!



COULEUR CARAMEL - POMADKA DO UST W ODCIENIU 254 ROSE NATUREL
Pomadki to mój słaby punkt w kategorii kolorówka. Mogłabym je kupować kartonami i zawsze znajdę coś co jeszcze chętnie bym kupiła. Jednak od jakiegoś czasu całkowicie przestałam tych zakupów z uwagi na to, że nie maluje ust codziennie i zalegają mi pomadki które nie mogą poszczycić się dobrym składem. Skupiam się obecnie na zużyciu.. ewentualnie wyrzuceniu tych, które mi nie odpowiadają. Swoje oczy kieruję ku produktom do ust, które bez obaw mogę zjeść wraz z posiłkiem. Nie szukam już w pomadkach ekstremalnej trwałości. Chcę aby pielęgnowały usta, ładnie się prezentowały bez podkreślania suchych skórek, bez wysuszania, przesadnego rozmazywania się itd. Z jednej strony narzuciłam sobie blokadę zakupową na zasadzie: dwie "stare" pomadki z kiepskim składem = możliwość zakupu jednej pomadki z fajnym składem. Los chciał, że w denku pojawiły się dwie takie.. koszmarki, a Pani Ania z Ekozuzu wyręczyła mnie w wyborze  czegoś nowego. Kolor jest śliczny. Lubię się i podobam się sobie w takich delikatnych odcieniach, to idealna opcja na co dzień. Wykończenie pomadki jest błyszczące co również jest miłą odskocznią dla matu, który sobie upodobałam. Odcień 254 to zdecydowanie ten kolor, w który bym celowała podczas zakupów.

Dostępność: sklep Ekozuzu - Couler Caramel, pomadka o wykończeniu błyszczącym 254

Jej.. aż mi słów brakuje. Ciepło się na sercu robi, gdy ktoś obdarzy Cię takim zaufaniem, że powierza swoje "kosmetyczne dzieci" z nadzieję, że pokochasz je równie mocno. No ale ciotka sroga.. i czasem podła 😂 chociaż zawsze daje szans kilka i się nie poddaje. Jednak jeśli coś zaskoczy i poczuje miłość.. to wielbi i opowiada o tym światu z wielką rozkoszą 😍 Będziesz trzymać kciuki?

sierpnia 05, 2018

ULUBIEŃCY LIPCA 2018

ULUBIEŃCY LIPCA 2018

Chyba można oficjalnie uznać lipiec za miesiąc największego marudzenia 😅 A to za gorąco, a to deszczu nie ma.. znowu za gorąco.. a teraz za dużo deszczu.. i znowu za gorąco. Nie jestem szczególną fanką lata, ani leżenia plackiem na plaży. Zdecydowanie wolę aurę jesienną z szalikiem, kaloszkami i wieczornym odpalanie świec zapachowych.. ale gdy jesień jest mocno deszczowa i pochmurna to tego słonka jednak mi brakuje. Okres obecnych upałów traktuję jako zwyczajne ładowanie baterii gdyby w jesieni i zimie tego słonka mi brakowało. To również czas cięższej pracy na działce, którą porządkujemy.. odciski, a potem odciski na starych odciskach i odparzenia po rękawicach to już norma.. ale.. czy promienie słoneczne to nie jest najlepszy sposób na przyswajanie witaminy szczęścia? Jasne! Wszystko w rozsądnym umiarze.. ale przecież niemal we wszystkim można znaleźć plusy. Hmm.. czyżbym przedawkowała już witaminę D?


PURITY VISION - WODA RÓŻANA 
Nie spodziewałam się, że tak bardzo polubię się z tą wodą różaną. Ubzdurałam sobie, że to nie jest czysta woda kwiatowa ale w składzie znajduje się wyłącznie ekstrakt z kwiatów róży damasceńskiej z rodzaju Rosa Damascena Mill. Zapach jest bardziej intensywny od hydrolatów różanych, które miałam okazję do tej pory poznawać ale jestem już na tyle przyzwyczajona do tego aromatu, że mi nie przeszkadza.. wręcz przeciwnie! Nieustannie hydrolaty różane wciąż są tymi do których najbardziej lubię wracać. Recenzja w sierpniu.


DOUCES ANGEVINES - LES LARMES D'ONDINE - OLEJEK DO KĄPIELI  
Smutek i żal.. właśnie dobił dna. W sierpniu mieliśmy ostatnią wspólną kąpiel. Wyjątkowy i nietypowy aromat, który mocno wbija się w pamięć. Mocne, leśne nuty nigdy nie były dla mnie atutem.. raczej ich unikałam na rzecz czegoś bardziej bezpiecznego. Jednak kompozycje zapachowe produktów Douces Angevines są wyjątkowe. Kompozycje zapachowe nie są tu przypadkowe, a skład dobierany jest z myślą o działaniu.. i rzeczywiście działa. Niby zwykły umilacz kąpielowy, a niesamowicie działa na zmysły, rozładowuje napięcie i stres, udrożnia drogi oddechowe i pielęgnuje skórę.. aż nie chce się z wanny wychodzić! Produkty Douces Angevines znajdziesz w sklepie TobeEco.



ANDALOU NATURALS - DEEP CONDITIONING HAIR MASK
Ehh.. maska trafiła do lipcowego denka i już za nią strasznie tęsknię. Zdecydowanie przy pierwszych zakupach na iHerb trafi do koszyka w całkiem obfitych zapasach. Z moimi włosami, które ostatnio zaniedbałam zrobiła cuda i to już przy pierwszym użyciu. Zastosowana nawet na skórę głowy nie przyczyniła się do obciążenia ani przyklapnięcia. Skóra głowy ją polubiła chociaż niemal nigdy nie aplikuję tam odżywek/masek. W moim przypadku często jest tak, że jeśli maska dobrze spisze się na końcach włosów to przy skórze głowy zrobi masakrę. Za to gdy skóra głowy maskę polubi, a włosy u nasady nie będą przesadnie obciążone i oblepione to końce włosów wyglądają jak stara miotła. Za to ta maska to jakiś ewenement! Włosy na całej długości ją kochają!


 
BIONIGRE - SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY
Peeling skóry głowy to już nieodzowny element pielęgnacji mojej skóry głowy. Zdecydowanie mojej głowie i włosom to służy ale nie każdy peeling jest łatwy w użyciu.. nie dotyczy to Bionigree. Wodnista formuła bez drobinek sprawia, że nie mam problemu z wypłukaniem farfocli z włosów, a świeży mentolowy zapach serum oczyszczającego jest niesamowitym odprężeniem i odświeżeniem przy 30-sto stopniowym upale. To moje drugie opakowanie serum. Po pierwszym miałam chęć na kilka eksperymentów z peelingami na bazie różnych drobinek złuszczających.. i męczyłam się. Po wykończeniu wszystkich peelingów, dzięki Gosi z profilu Krytyk Kosmetyczny trafił do mnie mój utęskniony peeling. Strasznie się ucieszyłam na ponowne spotkanie.. i chyba już się nie rozstaniemy. U mnie sprawdza się rewelacyjnie!



NYX - SOFT MATTE LIP CREAM
Nieustannie wciąż bardzo lubię te pomadki i na okrągło do nich wracam. Mimo, że ich wykończenie jest matowe to całkowicie wybaczają mi suche skórki na ustach. Ładnie się zjadają, nie wysuszają ust, nie rozlewają się poza krawędź, mają dobrą pigmentację i bardzo twarzowe kolory. 


W okresie letnim moim największym ulubieńcem kolorystycznym jest najjaśniejszy odcień wpadający w lekki pomarańcz, który jednocześnie genialnie współgra z opalenizną, mowa o Zurich (pierwszy od prawej). Ulubieńcem przez cały rok jest za to Cannes (w środku), a Prague to opcja na letnie wieczorne wyjścia z minimalistycznym makijażem twarzy i przykuwającym uwagę kolorem na ustach. Żałuję jedynie, że ich składy nie są bardziej przyjazne.. w końcu pomadki się zjada.

Jak tam kumulacja witaminy D? Nadmiar czy wciąż niedobory? 😂


marca 24, 2018

CLARINS - MOISTURE REPLASHING LIP BALM.. SKĄD TE WSZYSTKIE POCHLEBNE OPINIE?

CLARINS - MOISTURE REPLASHING LIP BALM.. SKĄD TE WSZYSTKIE POCHLEBNE OPINIE?

Spora część osób boryka się z suchymi skórkami na ustach. Największym problemem jest zima, gdy mróz i wiatr dodatkowo je wysuszają. U mnie ten problem występuje niezależnie od pory roku. Nie jest to coś co spędza mi sen z powiek, bo zawsze jestem w stanie szybko sobie z tym poradzić ale mimo wszystko byłoby miło gdyby problem nie istniał. Sęk w tym, że nie jestem specjalnie przywiązana do produktów pielęgnacyjnych do ust. Przypominam sobie o nich wówczas gdy już mam taką potrzebę. Dlatego najfajniejszym rozwiązaniem byłby dla mnie produkt, który nawet nie używany systematycznie mój problem by rozwiązywał. Z tego względu postanowiłam dać szansę wielbionemu przez masy Moisture Replenishing Lip Balm z Clarins.


Od producenta:
Balsam do ust przynosi natychmiastową ulgę suchej skórze ust, regeneruje i zapobiega pęknięciom. Zapewnia długotrwałe efekty nawilżenia ust, chroni je i poprawia ich wygląd.

Zatem w 15 ml opakowaniu mamy remedium na suche usta którym możemy cieszyć się przez 18 miesięcy od otwarcia. Brzmi nieźle, a do tego wszelkie opinie internetowe oraz gwiazdorskie wręcz wykuwają młotem pneumatycznym w naszej podświadomości chciejstwo posiadania.. nie.. nie chcę.. ja muszę! Chociaż w okresie kiedy kupiłam balsam dopiero byłam na początku jaśniejszej drogi kosmetyków naturalnych, to jednak chęć rozwiązania problemu suchych ust jednym produktem popchała mnie w ciemniejszą stronę.


Skład (INCI): Paraffinum Liquidum/Mineral Oil/Huile Minerale, Diisostearyl Malate, Hydrogenated Styrene/Isoprene Copolymer, Cera Microcristallina/Microcrystakkube Wax/Cire Microcristalline, Ozokerite, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Paraffin, Polyethylene, Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Nylon-12, Ethylhexyl Palmitate, Rosa Centifolia Flower Wax, Rosa Damascena Flower Wax, Silica, Aroma/Flavor Tocopherol, Oryzanol, Tocopheryl Acetate, Triebehenin, Ceramide 3, Sorbitan Isistearate, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Palmitoyl Oligopeptide, BHT, CI 15850/Red 7 Lake.

Widok tablicy Mendelejewa nie napawa dumą. Oczywiście można się tu powołać na masło shea, olej rycynowy, wosk z kwiatów róży stuletniej (?), wosk z kwiatów róży damasceńskiej (?).. ale opisując skład na podstawie jego bazowych składników wyglądałoby to mniej więcej tak:

Bazą naszego cudownego Lip Balm jest cudowna parafina. Utworzy na Twoich ustach film, który zmiękczy, wygładzi i nabłyszczy. Ma niewielkie (2 w skali od 1 do 5) działanie komedogenne ale kto widziała na usta pryszcza? Nie przejmuj się! Może być troszkę alergenne.. ale to również tylko 2 stopień w skali od 1 do 5. W dużym stężeniu u niektórych osób może powodować podrażnienie, co objawia się przesuszeniem.. ale to na pewno nie dotyczy Ciebie. Dalej mamy w składzie kopolimer uwodornionego styrenu i izoprenu, który ma nadać produktowi odpowiednią lepkość.. w końcu nasz Lip Balm ma się trzymać ust jak zaczarowany. Krystaliczny wosk mineralny ma w zasadzie podobne funkcje jak nasza cudowna parafina.. z tym, że jest troszkę bardziej komedogenny. Za to Ozokeryt to wosk ziemny, który jest mieszaniną węglowodorów pozyskiwanych z ropy naftowej, która nie rozpuszcza się w wodzie.. ani tłuszczach.. ani etanolu.. wszystko po to abyś mogła jeść nie przejmując się, że cokolwiek zagłuszy tę cudowną pielęgnację.. 

.. ok może i przesadzam.. i niepotrzebnie obrywa się akurat temu konkretnemu produktowi ale.. czy nie powinno być tak, że każdy kosmetyk powinien być opisywany względem składu? Oczywiście według kolejności występowania poszczególnych składników, a nie wybranych czy wrzuconych na odczepnego gdzieś pod koniec składu? Żeby nie było.. dotyczy to wszystkich kosmetyków.. tych z naturalnym składem również!


Fakt jest jednak taki, że skład tego produktu jest dość chemiczny. W przypadku pielęgnacji ust tym bardziej powinno się uważać na to co nakładamy z uwagi na to, że później trafia to do naszego organizmu. Pijąc czy spożywając posiłki wszelkie balsamy do ust czy pomadki trafiają do naszego żołądka.. więc chyba warto zwrócić na to uwagę. Tym bardziej, że przeciętna kobieta w ciągu swojego życia zjada podobno od 1,8 do 4 kilo pomadek... dla mnie te statystyki są mocno przesadzone. Na swoim przykładzie, czyli osoby która sporadycznie maluje usta przyjmijmy, że jestem w stanie w ciągu roku "zjeść" 2 pomadki i 2 balsamy do ust. Zakładając, że będę to robić przez 40 lat życia wychodzi 160 sztuk.. co wciąż daje imponującą liczbę! Zdecydowanie warto patrzeć na to co nakładamy na usta.

Jestem jednak w stanie zrozumieć, że marketing, trwałość produktu na ustach, wyjątkowy kolor, wygląd opakowania.. że to wszystko może stać się ważniejsze. Sama wciąż posiadam pomadki o typowo chemicznym składzie i skoro już je kupiłam to planuję używać.. ale jeśli mam chęć na nową pomadkę to od jakiegoś czasu wybieram już wyłącznie te z naturalnym składem oparte na pigmentach owocowych.. ale to mój świadomy wybór dlatego nie będę rzucać kamieniami w nikogo kto tego nie chce. Chyba troszkę zeszłam z tematu..

Sam balsam prezentuje się ładnie, posiada plastikowy aplikator, który nie jest specjalnie precyzyjny ale nie sprawia większych problemów. Jasnoróżowa barwa jest miła dla oka ale nie wpływa specjalnie na kolor ust. Kremowo-żelowa konsystencja bez problemu się rozprowadza i pozostawia na ustach delikatny połysk. Zawsze mam jednak wrażenie, że nakładam go za dużo. Ostatecznie wolałam niewielką kropkę zaaplikować na palec i delikatnie wklepać w usta. Jednak balsam kupiła po to aby całkowicie zniwelować problem suchych skórek na ustach, a takie delikatne mizianie w niczym nie pomaga, ani niczego nie przyśpiesza. Ostatecznie balsam zaczęłam aplikować standardowa warstwą na noc. Niestety po kilku nocach problem nie znikał. Ani razu nie doświadczyłam z jego powodu nic dobrego.. chociaż złego też nie.


Po kilkunastu podejściach, gdzie naprawdę starałam się być systematyczna w jego użytkowaniu.. nie zdziałał nic. Ostatecznie nie wiem czemu wciąż go trzymam. Jego zużycie to może 1/3 opakowania ale nie mam już więcej siły ani chęci dawać mu kolejnych szans. W tej dziedzinie o wiele lepiej sprawdza mi się peeling Sylveco aplikowany co drugą lub trzecią noc, a przecież różnica cenowa jest ogromna.

Być może za ostro potraktowałam ten balsam. Jednak biorąc pod uwagę jego cenę, opinie które są bardzo pochlebne oraz moje rozczarowanie co do działania.. no po prostu mam prawo wylać swoje żale tym bardziej, że w najbliższym denku leci do kosza 😡

Masz/miałaś produkt, który kosztował dużo, a okazał się totalnym niewypałem?
A może masz ten balsam i go sobie chwalisz?


czerwca 08, 2017

ULUBIEŃCY MAJA 2017

ULUBIEŃCY MAJA 2017

Kwiecień i maj to dwa miesiące w których przykładałam się do zużywania produktów, a tym samym starałam się wprowadzić jak najmniej nowości. Z tego też względu trudniej było mi wybrać kolejnych ulubieńców nie powtarzając się przy tym jak zdarta pływa.. może jednak troszeczkę. Cóż.. postanowiłam jednak skupić się na czymś nowym co faktycznie bardzo fajnie mnie zaskoczyło w maju lub zwyczajnie często po dany produkt sięgałam. Oto skromna lista:


NEOGEN - REAL FRESH FOAM BLUBERRY

Moja pierwsza pianka do demakijażu i naprawdę skradła mi serce. Z całą pewnością na bieżąco będę wracać do tego typu formuł. Wciąż brakuje mi porównania z innymi piankami do demakijażu więc na chwilę obecną trudno ocenić mi ją na tle innych. Mimo wszystko pianka idealnie wpisuje się w moje wymagania, czyli oczyszcza i nie przesusza ani nie podrażnia mi skóry. Do tego jest niesamowicie gęsta, a jej skład jest przepełniony licznymi ekstraktami. Do tego przyjemny zapach, wygodne opakowanie i jakieś farfocle pływające na dnie.. wszystko mnie w tym produkcie cieszy!


AUBREY ORGANICS - PURE ALOE VERA + SKOMPRESOWANE MASKI BAWEŁNIANE

Tak wiem.. przepraszam, że Cie dręczę tym produktem. Fakt jest jednak taki, że w maju sięgałam po płyn aloesowy Aubrey Organics oraz skompresowane maski bawełniane częściej niż kiedykolwiek, co zostało potwierdzone w denku. Moja skóra ciężko znosi pogodowe zmiany, a każdy okres przejściowy miedzy porami roku to prawdziwa męczarnia. Tak właśnie wyglądał maj, a płyn aloesowy zdecydowanie ułatwił mi zniesienie porannych widoków w łazience. 



JOICO - BLONDE LIFE BRIGHTENING SZAMPOO

Częściowo sama jestem zaskoczona tym, że ten szampon tak bardzo przypadł mi do gustu. Na ogół szampony są dla mnie po prostu dobre, nijakie albo straszne. W tym przypadku jest spora szansa, że szampon Joico zastąpi dotychczasowego ulubieńca w kwestii szamponów mocniej oczyszczających skórę głowy. Joico bardzo zaskoczył mnie swoją wydajnością, konsystencją, zapachem, składem.. praktycznie wszystkim. Nie spodziewałam się, że szampon prosto z fryzjerskiego salonu będzie pozbawiony SLS-ów, ALS-ów i jemu podobnych oraz Cocamidopropyl Betaine. Po jego użyciu skóra głowy oraz włosy są czyste, pieni się bardzo dobrze ale inaczej niż typowe szampony z SLS i ani razu nie miałam po nim żadnych swędzących problemów. Czyli jednak można!


GOLDEN ROSE - DREAM LIPS LIPLINER 510

Produkty do ust zdecydowanie stanowią fundament mojej kolorówki. Dlatego też postanowiłam ograniczyć moje zbiory i sporą część przenieść do zapasów. Pozostawiłam sobie w użyciu kilka produktów, a wśród nich w maju największe powodzenie miała konturówka Golden Rose w odcieniu 510. Mój makijaż ostatnio ogranicza się do lekkiego podkładu mineralnego, tuszu do rzęs i właśnie tej konturówki. Taki mocniejszy akcent na usta przy minimalistycznej reszcie zawsze wygląda dobrze.


SUNSHINE - PELNIK DO PAZNOKCI 100/180

Nigdy więcej takich papierowych pilników! Staram się zużyć te które mam, a wszystko za sprawą tego pilnika. Jest niezwykle wygodny i komfortowy w użyciu. Dwa rodzaje gradientu są niezwykle pomocne podczas pielęgnacji paznokci. Nadanie odpowiedniego kształtu przychodzi i z nim znacznie łatwiej, a same paznokcie o wiele rzadziej ulegają uszkodzeniu. Swoją drogą, to ciekawe, że taka niewielka zmiana może tyle zmienić.. nawet jeśli to tylko manicure.


CIEKAWOSTKI MAJA

BECCA ORAZ KAT VON D W POLSKIEJ SEPHORZE

To zdecydowanie dobra wiadomość dla maniaczek makijażu. Ja zaczęłam się cieszyć, że na Rossmannowskiej promocji ani trochę nie szalałam. Marka Becca już jest dostępna i nie mogę się doczekać aby włożyć palce w testery.. być może w najbliższą sobotę. Z góry jednak uprzedzam, że te słynne rozświetlacze nie zagoszczą u mnie, bo zdecydowanie preferuję coś bardziej subtelnego.. chociaż?.. w formacie mini?
Za to na markę Kat von D musimy poczekać do jesieni. W tym czasie warto rozeznać się w temacie, a także zużyć nieco obecnej kolorówki.
Ja jestem zachwycona tym, że Sephora ściąga do nas kultowe marki i liczę, że będzie ich coraz więcej! W szczególności poproszę o markę Lorac.
Co się u Ciebie sprawdziło w maju?
Co sądzisz o nowych markach w Sehorze? 


Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger