Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty

kwietnia 01, 2021

SZURU-BURU.. ZAMIAST ŻELU POD PRYSZNIC! CZYLI MYJĄCY MUS Z FUNKCJĄ PEELINGU O PIĘKNYM ZAPACHU PIWONII OD FIRMY LaQ

SZURU-BURU.. ZAMIAST ŻELU POD PRYSZNIC! CZYLI MYJĄCY MUS Z FUNKCJĄ PEELINGU O PIĘKNYM ZAPACHU PIWONII OD FIRMY LaQ

Sentyment do żelu LaQ w wersji zapachowej piwonii mam ogromny. W krótkim czasie do niego wróciłam i z pewnością zrobię to jeszcze nie raz. Zalet ma sporo: stosunkowo tani, wydajny, opakowanie z pompką, nie wysusza skory i przede wszystkim.. zapach! Kocham piwonie! Zarówno w wersji kwiatów jak i zapachu.Dlatego naturalną koleją rzeczy było to, że sięgnę po peeling z tej samej linii. 


 Od producenta:

Nawet diament wymaga oszlifowania. Właśnie dlatego stworzyliśmy dla Ciebie super słodki peeling w lekkim, świetnie pieniącym się musie. Cukier usunie martwy naskórek i sprawi, że Twoja skóra stanie się doskonale wygładzona. Delikatne substancje myjące skutecznie ją oczyszczą. Masło shea, gliceryna roślinna, nawilżające ekstrakty z lnu, płatków owsianych i mleka ryżowego nie pozwolą na jej przesuszenie. Dla wzmocnienia ujędrniającego i antycellulitowego działania dodaliśmy ekstrakty z zielonej kawy, cynamonu, imbiru i papryki. Efektem jest oczyszczona, gładka, pięknie pachnąca skóra, przygotowana do dalszego rozpieszczania.

Sposób użycia:

Szuru-buru, szuru-buru! Zamiast żelu pod prysznic. 

Przyznaję, że nie byłam w pełni świadoma konsystencji produktu. Peeling kupiłam z myślą o.. złuszczaniu, a tu zazwyczaj preferuję konkretne efekty. Nie czytałam opisu, a z niego jasno wynika, że jest to peeling myjący w formie musu i rzeczywiście tak jest.

Moje zaskoczenie było spore kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po produkt pod prysznicem, a okazała się nieco innym typem peelingu. Trudno tu mówić o konkretnym złuszczeniu. To zdecydowanie produkt z typu myjących z funkcją peelingu jako drugorzędny.. czy nawet trzeciorzędny aspekt. 

Czy to źle? Absolutnie! Uwielbiam nietypowe, ciekawe konsystencje, a ta zdecydowanie do takich należy. Mus jest mięciutki i puszysty. Bez problemów wydobywam produkt z opakowania mokrymi dłońmi i rozprowadzam po skórze. Nie ucieka, nie spływa tylko świetnie trzyma się skory i po niej sunie tworząc przyjemną pianę. Na początku do głosu dochodzą drobinki cukru przez co zalicza się lekki peeling do czasu ich rozpuszczenia.

 

Radość z użytkowania jest ogromna. Ostatecznie produkt zaczęłam traktować jako zamiennik żelu, bo świetnie sprawdzał się w tej roli z pominięciem kilku miejsc 😘 Po rozpuszczeniu drobinek cukru pozostała powłoczka świetnie nadawała się jako poślizg dla maszynki ale przede wszystkim świetnie zastępuje żel. Mus świetnie oczyszcza skórę, odświeża ją, a po kąpieli nie odczuwam dyskomfortu w postaci suchej czy ściągniętej skóry.  


 
 
Skład (INCI): Sucrose, Vegetable Glycerin, Aqua, Sorbitol, Sodium Cocoyl/Lauroyl Isethionate, Disodium Lauryl Sulfosuccinate, Sodium Chloride, Butyrospermum Parkii Butter, Green Coffee Bean Extract, Oryza Sativalac Extract, Avena Sativa Kernel Extract, Linum Sativum Seed Extract, Levvulinic Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Perfum, Limonen, Hydroxycitronellal, Benzyl Salicylate, Alpha-Isomethyl Ionone, Butylphenyl Methylpropional, CI 17200.

Pomimo niewielkiego kontaktu z wodą (mokre dłonie) mus nie uległ zniszczeniu czy zepsuciu. Starałam się unikać zamoczenia bezpośredniego ale nie jest to w pełni wykonalne pod prysznicem. Mimo wszystko, mus przetrwał do końca w świetnym stanie używalności. To oznacza, że w ewentualną podróż mogę zabrać ze sobą mus zamiast żelu. Minimalizuję wówczas ryzyko rozlania żelu w podróży.. ale bez płynu do higieny raczej się nie obejdzie. Cóż.. nie wszystko da się zastąpić.

Co z zapachem? Najlepsze zostawiłam sobie na koniec. Uwielbiam ten zapach! Jest przepiękny! Słodki, kwiatowy, wyrazisty, otulający. Pachnie tak jak tylko piwonie mogą pachnieć. Za nic bym tu niczego nie zmieniała.

Zarówno żel jaki i mus z funkcją peelingu są moimi faworytami w asortymencie LaQ i trudno będzie to pobić.

marca 26, 2021

MASECZKA ROZŚWIETLAJĄCA Z MUROWANYM EFEKTEM WOW! CZYLI GENIALNE MASKA PUMPKIN HONEY GLYCOLIC MASK OD ANDALOU NATURALS

MASECZKA ROZŚWIETLAJĄCA Z MUROWANYM EFEKTEM WOW! CZYLI GENIALNE MASKA PUMPKIN HONEY GLYCOLIC MASK OD ANDALOU NATURALS

 

Moja przygoda z Pumpkin Honey Glycolic Mask od Andalou rozpoczęła się od.. konkretnego podrażnienia 😅 Nie doceniałam jej za pierwszym razem. Maskę przetestowałam w formie 8g czyli całkiem porządnej, próbki. Już na początku wiele rzeczy mi się spodobało ale zalecane przez producenta "zostaw na 10-20 minut" zupełnie nie posłużyło mojej skórze. Mimo wszystko po tej akcji maseczkę wpisałam na listę chciejstw! Dlaczego?

Nie.. nie lubię terroryzować mojej skóry 😅 Pomimo przykrego efektu końcowego zauważyłam wiele pozytywów. Skóra  była pięknie złuszczona i rozjaśniona już po pierwszym użyciu. Stwierdziłam, że chce jej dać drugą szansę, na moich zasadach i w większym opakowaniu. 

Aktualnie produkty Andalou można dostać w sklepie Iwos. Niestety z powodu restrykcji oraz pandemii nieco trudniej o asortyment ale co jakiś czas się pojawia, a wówczas.. kto pierwszy ten lepszy.

Opis produktu ze strony sklepu Iwos:

Rozświetlająca maska z kwasem glikolowym, dynią i miodem manuka bogata w beta karoten. Łagodnie, ale skutecznie usuwa martwe komórki skory, złuszcza poprawiając koloryt i wygładzając skórę. Cera staje się rozświetlona i ożywiona. 

Maseczka zawiera dynię bogatą w beta karoten oraz naturalne substancje złuszczające skórę. Kwasy AHA w postaci kwasu glikolowego rozpuszczają martwe komórki naskórka, wygładzają i rozjaśniają skórę, dzięki czemu zyskuje ona na promienności i kolorycie.

Miód manuka ma silne działanie przeciwbakteryjne, hamuje rozwój stanów zapalnych, regeneruje skórę. Działa rozświetlająco i wygładzająco, pomaga zachować wilgoć wewnątrz skóry, chroni przed przesuszeniem.

Ananas zawiera naturalne enzymy o właściwościach eksfoliujących, nautralizuje tłusty film na skórze.

Maseczka zawiera również roślinne komórki macierzyste, które stymulują skórę do regeneracji i odbudowy. Witamina C poprawia koloryt i rozświetla jednocześnie wzmacniając naczynka i funkcje obronne skóry.

Sposób użycia:

Nanieś na czystą wilgotną lub suchą skórę, zostaw na 10-20 minut, spłucz chłodną wodą.

Opakowanie to plastikowy słoik w pomarańczowym kolorze utrzymanym w linii produktów Brightening. Opakowanie z możliwością podglądania ile substancji zostało.. ku naszej rozpaczy. Całość prezentuje się przyjemnie dla oka, a z drugiej strony ta "pomarańcza" przypomina o złuszczaniu skóry niemal przy każdym otwarciu szafki.

Zapach poniekąd mnie zaskoczył. Wiem, że to "Pumpkin Honey" ale czy każdy produkt z mango na opakowaniu lub w nazwie pachnie mango? Szczególnie jeśli mówimy o produktach do twarzy? Tu dynię czuć ewidentnie. Jest świeża, lekka, nieco pikantna i słodka jednocześnie. 

Konsystencja lekkiego musu owocowego to chyba najlepsze określenie. Dosłownie przypomina zblendowane owoce, gdzie bez trudu doszukamy się kawałków. Maska świetnie chwyta się skóry i po niej sunie. Bez trudu mogę osiągnąć cienką warstewkę ale równie dobrze grubszą.

Nałożona na skórę dość szybko daje o sobie znać, dlatego w przypadku połączenia maski Glicolik Mask z moją skórą, która ewidentnie jest podatna na działanie składników zawartych w maseczce, pośpiech w aplikacji jest wskazany. 

Podczas rozprowadzania maseczki staram się unikać wrażliwych miejsc jak okolice oczu i ust gdzie skóra jest delikatniejsza. Taki kontakt mógłby się zakończyć bardzo szybkim zmywaniem maski i chłodzeniem skóry litrami hydrolatów. Już w pierwszej minucie po aplikacji zaczynam odczuwać delikatne mrowienie, dlatego nie zdarzyło mi się trzymać maseczki dłużej niż pięć minut. 

Maseczka ma ogromny plus w postaci konsystencji która nie spływa, nie migruje i nie zasycha. Dzięki czemu nie muszę jej pilność, a w razie kiedy wyraźnie odczuwam finał jej działania, szybko zmyć. 

Co ważne, nie każdy reaguje na maseczkę w ten sam sposób. Czytałam, że ów "mrowienie" warto przeczekać i nie koniecznie kończy się podrażnieniem czy zaczerwienieniem skóry. Dlatego podatności mojej skóry proszę nie przekładać na efekty u siebie.

Skład (INCI): Cucurbita Pepo (Pumpkin) Puree, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Purified Water (Aqua), Vegetable Glycerin, Manuka Honey, Hydroxypropyl Starch Phosphate, Tocopherol, Fruit Stem Cells (Malus Domestica, Solar Vitis), and BioActive Berry Complex, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Calophyllum Inophyllum (Tamanu) Seed Oil, Limnanthes Alba (Meadowdoam) Seed Oil, Glycolic Acid, Magnesium Ascorbyl Phosphate (Vitamin C), Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Ananas Sativus (Pineaplle) Fruit Extract, Saccharum Officinarum (Sugar Cane) Extract, Citrus Medica Limonum (Lemon) Fruit Extract, Xanthan Gum, Sodium Hyaluronate, Lecithin, Caprylyl Glycol, Aspalathus Linearis (Rooibos) Extract, Phenethyl Alcohol, Ethylhexylglycerin, Eugenia Coryophyllus (Clove) Flower Extract, Myristic Fragrans (Nutmeg) Kernel Powder, Cinnamomum Cassia (Cinnamon) Bark Powder.

 

Po zmyciu maseczki skóra za każdym razem jest wyraźnie wygładzona, odświeżona i oczyszczona. Pory wyraźnie są zmniejszone ale nie towarzyszy temu ściągnięcie. Z uwagi na reakcję mojej skóry zawsze po maseczce nakładam bogatą pielęgnację mającą na celu nawilżyć skórę ale bez jej obciążenia. W ruch najczęściej idą hydrolaty w sporej ilości oraz obowiązkowo maseczka o działaniu nawilżającym lub odżywczym, a na koniec lekkie serum i krem. 

Maseczka od Andalou przyzwyczaiła mnie do tego, że gdy po nią sięgam to wiąże się to z pełnowymiarowym spa. Trudno na coś takiego narzekać. 

Uwielbiam ją i żałuję, że jest tak spory problem z dostępem. Mam nadzieję, że szybko się to zmieni z naciskiem na politykę USA, która za czasów Trumpa wprowadziła utrudnienia w transporcie m.in. kosmetyków do krajów UE. Oby nowy prezydent miał więcej serca dla kobiet w europie, bo maseczkę Pumpkin Honey Glycolic Mask widziałabym u siebie cały czas.

marca 23, 2021

BEMA COSMETICI - MATUJĄCA MASECZKA DO TWARZY DLA KAŻDEJ CERY, O DZIAŁANIU OCZYSZCZAJĄCYM, LEKKO NAWILŻAJĄCYM I KOJĄCYM

BEMA COSMETICI - MATUJĄCA MASECZKA DO TWARZY DLA KAŻDEJ CERY, O DZIAŁANIU OCZYSZCZAJĄCYM, LEKKO NAWILŻAJĄCYM I KOJĄCYM

 

Nie jestem szczególną fanką produktów matujących. Ani w pielęgnacji ani w makijażu. Zazwyczaj takie produktu wysysają z mojej skóry nawilżenie, która w dodatku na takie zabiegi jest bardzo podatna. W efekcie muszę walczyć o doprowadzenie skóry do ładu, a to już nie jest takie łatwe i szybkie. 

Tym bardziej cieszy mnie zmiana trendów na przełomie lat. Jeszcze kiedyś każda z nas dążyła do matowej skóry.. a obecnie "glow" robi furorę. Tak.. tylko z tym "glow" równie łatwo przesadzić 😂 W końcu nie chodzi o to aby skora wyglądała na tłustą. 

Niemniej od produktów matujących raczej stronię.. chyba, że jest to produkt marki Bema.


Bema to marka, która kojarzy mi się z bezpieczeństwem i dobrą jakością. Większość produktów jakie mi towarzyszyły stały się albo hitami do których notorycznie wracam ale zwyczajnie dobrymi produktami. Ani razu żaden z produktów mnie nie zawiódł czy rozczarował na tyle abym miała problem z jego zużyciem czy co gorsza.. mogłabym nazwać bublem.

Bez ogródek polecam markę osobom, które szukają dobrej jakości kosmetyków z przyjemnymi składami. Wiem, że nie będę się wstydzić takiego polecenia. 

Stąd również moja zaufanie do matującej maseczki do twarzy od Bemy.

Od producenta:

Miękka, kremowa maseczka oczyszczająca i regulująca wydzielanie sebum, dzięki wyciągom z cennych składników amazońskich lasów, jak balsam kopaiwa i orzechy brazylijskie. Maseczka zwiększa chłonność skóry i odżywia ją we wszystkie składniki aktywne. Formuła wzbogacona została także w kaolin, kory natlenia i regeneruje skórę, jednocześnie usuwając z niej wszelkie zanieczyszczenia.

Sposób użycia:

Nałóż cienką warstwę maseczki na twarz i dekolt i pozostaw na 10-15 minut. Po upłynięciu wskazanego czasu nadmiar maseczki ściągnij wacikiem. Przemyj twarz letnią wodą.


Opakowanie to ciężki szklany słoik z matowego szkła z zielonymi napisami oraz plastikowa zakrętka ze srebrnym paskiem. Całość wygląda schludnie i "czysto". Nie każdy jest fanem słoikowych rozwiązań.. ja również nie pałam uwielbieniem ale nie wszystko da się zamknąć w opakowanie airless. 

Słoik zabezpieczony jest przed pierwszym otwarciem osłonką. Dzięki czemu mamy pewność, że produkt jest świeży i pierwsze będziemy miały z nim kontakt. Zdecydowanie wszystkie słoiki powinny być wyposażone w tego typu ochronę. 

Jedyny problem jaki mi się nasuwa przy większej ilości produktów marki Bema to stosunkowo podobne opakowania w danej linii. W okresie kiedy używałam maseczki (tak.. to bardzo zaległa recenzja) używałam również peelingu enzymatyczno-mechanicznego. Od frontu opakowania nie różnią się zupełnie niczym. Zdarzało się, że myśląc o danym produkcie sięgałam losowo i wówczas sprawdzałam czy jest to peeling czy maska. Z drugiej strony odpowiada mi minimalistyczny wygląd i pewna schematyczność opakowań, które finalnie na półce wyglądają schludnie. Przy dwóch podobnych opakowaniach nie jest to nic uciążliwego.. ale przy pięciu lub większej ilości zrobiłoby się nieciekawie.

Konsystencja maseczki do niemała zagadka. Wydaje się typowa, kremowa.. a jednak ma w sobie nietypowy poślizg i zwartość. Z łatwością jestem w stanie nałożyć ultra cienką powłoczkę. Pomimo zawartości glinki w składzie nie boje się tego, bo maseczka nie zasycha. 

Jest niezwykle komfortowa w noszeniu, nie ściąga skóry, nie szczypie, nie mrowi, nie sprawia żadnego dyskomfortu. Za to ślicznie pachnie.. budyniem. Zmywanie to również łatwizna, chociaż ja od lat używam do tego wspomagaczy w postaci gąbek, ściereczek itp.

Skład (INCI): Aqua, Dicaprylyl Carbonate, Cetearyl Glucoside, Cetearyl Alcohol, Glycine Soja (Soyben) Oil, Glycerin, Oryza Sativa (Rice) Germ Oil, Titanium Dioxide, Cocoglycerides, Potassium Cetyl Phosphate, Kaolin, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Copaifera Officinalis (Balsam Copaiba) Resin, Bertholletia Extract Seed Oil, Glyceryl Caprylate, Phosphaitidylcholine, Sodium Chloride, Tocopherol, Cirtic Acid, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum, Fragrance.

Maseczka nie robi efektu wow przy pierwszym użyciu, chociaż to zależy od naszych oczekiwań. Z pewnością zaskoczy brak wysuszenia skóry i jej wołania o nawilżenie. W końcu nie zapominajmy, że jest to produkt "matujący".  Po dłuższym użytkowaniu przestało mnie to szokować, a skopiłam się na innych aspektach maseczki takich jak obiecane matowienie.

Tak, maseczka matuje skórę ale nie w sensie, że po jej zmyciu mamy matową skórę. Zawiłe? Już tłumaczę. Maseczka zdecydowanie działa na oczyszczenie porów i ich regulacji. Czyli z czasem używania maseczki skóra jest oczyszczana, a praca gruczołów się normalizuje. 

Maseczkę nakładałam zarówno na suche partie skóry jak i te przetłuszczające się. Żadna z partii nie doznała szoku. Co więcej! Maseczka ma działanie nawilżające i łagodzące.

Zdecydowanie nie jest to produkt typowo oczyszczający, o którym pomyślę w pierwszej kolejności jeśli mam silną potrzebę oczyszczenia skóry. Zazwyczaj w takich sytuacjach myślę o peelingach enzymatycznych.. i w drugim etapie właśnie o maseczce matującej Bema. Mam wówczas pewność, że takie duo nie spowoduje wysuszenia mojej skóry, a co lepsze to właśnie maseczka byłaby w stanie moją skórę lekko ukoić jeśli przesadzę z trzymanie peelingu. 

Producent opisuje produkt jako przeznaczony do każdej cery i jak najbardziej mogę to potwierdzić, a do maseczki z wielką przyjemnością wrócę. 

W produkty Bema i Courel Caramel zaopatruję się w sklepie Ekozuzu. W razie pytań lub wątpliwości polecam kontakt z właścicielką Anią.

Odsyłam również do innych recenzji produktów Bema:

Bema Cosmetici - Peeling enzymatyczny i mechaniczny w jednym

Bema Cosmetici - Pielęgnacja, ochrona i komfort z żelem do higieny intymnej Bema Love Bio

Bema Cosmetici - Perełka z Ekozuzu, czyli rewelacyjna maska do zniszczonych włosów marki Bema. Mój hit w pielęgnacji włosów na 2019 rok .. uwaga.. wciąż mam tę maskę w użyciu i zapasach.. używam systematycznie.

Bema Cosmetici - Delikatne i skuteczne oczyszczanie twarzy bez przesuszenia i ściągnięcia skóry z delikatną emulsją (żelem) oczyszczająco-matującym marki Bema

Bema Cosmetici - Cudownie kojący zmysły i poprawiający jakość skory, tonizujący żel pod prysznic marki Bema

oraz do Ani z bloga Aneczka blog i jej opinii na temat Maseczki do twarzy Bema Love bio - Ekozuzu.pl


marca 21, 2021

SPIRULINA Z CHLORELLĄ, NATURALNY ŻEL POD PRYSZNIC OD beBIO OD EWY CHODAKOWSKIEJ

SPIRULINA Z CHLORELLĄ, NATURALNY ŻEL POD PRYSZNIC OD beBIO OD EWY CHODAKOWSKIEJ

W początkowej fazie kariery Ewy Chodakowskiej sama zaczęłam ćwiczyć słynny Skalpel.. efekty byłe niezłe, ćwiczenia proste, a sama Ewa sympatyczna i motywująca. Z czasem powstała marka beBio sygnowana imieniem Ewy wraz z jej wizerunkiem ale pomimo pewnej sympatii sprzed kilku lat jakoś nie miałam parcia na te produkty kosmetyczne. Wiedziałam, że są.. widziałam gdzie są dostępne.. kilka razy przeszłam obok.. i tyle. Do czasu aż moja Anula uznała, że powinnam to nadrobić wysyłając mi żel w formie prezentu.

Wówczas po raz pierwszy realnie miałam w dłoni produkt beBio by Ewa Chodakowska i był to żel pod prysznic w wersji Spirulina i chlorella - algi. 

Od producenta:

Naturalny żel pod prysznic z ekstraktem z algi chlorelli i spiruliny

Żel pod prysznic zawiera 99,4% składników pochodzenia naturalnego. To kompleks łagodnych substancji myjących pozyskiwanych między innymi z oleju kokosowego i nasion rzepaku. Żel delikatnie myje skórę, pielęgnuje ją i nawilża. Neutralne pH i bogactwo składników odżywczych sprawia, że żel jest łagodny i delikatny dla skóry. Wzbogacony jest minerałami z morskiej soli, która dodatkowo wspiera funkcjonowanie skóry dzięki obecności kompleksu mikroelementów i soli mineralnych sodu (Na), magnezu (mg) i wapnia (Ca). To przyjemność dla Twojej skóry i zmysłów.

Zawiera naturalne ekstrakty z alg - chlorelli oraz spiruliny i naturalny sok z liści aloesu.

Ekstrakt z alg niebieskich - spiruliny ma działanie łagodzące i kojące. Ekstrakt z alg zielonych - chlorelli dostarcza właściwości odżywczych dla skory. Sok z liści aloesu doskonale nawilża, łagodzi podrażnienia, pielęgnuje skórę i pomaga zachować jej naturalną równowagę. Żel zawiera wyłącznie substancje zapachowe pochodzenia naturalnego, nuta zapachu jest świeża i witalizująca.

To, co mnie zawiodło..

Opakowanie pod względem wizualnym jest kiepskie. Zazwyczaj biała baza opakowań jest w stanie wiele obronić ale nie to.. Umówmy się, że jest to jednak moje własne poczucie estetyki i to, że jestem przeciwna zabiegom udostępniania własnego wizerunku na opakowaniach.. własnej marki lub marki, która zaprosiła nas do stworzenia własnej linii. Takich przypadków w historii było już kilka.. i absolutnie żadna mnie nie przekonała. Z tego co się orientuję szata graficzna już zaczyna być zmieniana (bez wizerunku Ewy) co uważam, za bardzo dobre posunięcie.

Dwa.. kolor żelu 😂 Tym razem już na pół żartem. Po spirulinie i chlorelli spodziewałam się zielnego koloru produktu, a jest.. bezbarwny! Ale jakim cudem i dlaczego? Do tej pory nie mogę się z tym pogodzić. 

Opakowanie samo w sobie jest bardzo fajnie. W miarę zgrabna tuba o pojemności 200 ml z miękkiego plastiku. To wszystko składa się na wygodę użytkowania. W dodatku już kończę produkt, a wciąż "zawias" zatyczki działa poprawnie i nie widać aby miał się urwać.. a to się zdarza. Nie mam problemu z otwieraniem (nawet mokrą dłonią) czy dozowaniem produktu.

Sam żel ma fajną, gęstą konsystencję. Nie przelewa się przez place i z łatwością rozprowadza się po skórze. Wystarczy niewielka ilość aby wyszorować kolejne partie ciała. Zdolność do tworzenia piany jest niewielka ale nie ma to żadnego wpływu na zmniejszenie wydajności produktu. Do tego warstewka która się tworzy na skórze po rozprowadzeniu żelu jest idealna jako poślizg dla maszynki.

Skład (INCI): Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Glycerin, Coco-Glucoside, Sea Salt, Lauryl Glucoside, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Sodium Benzoate, Glyceryl Oleate, Parfum, Citric Acid, Spirulina Platensis Extract, Chlorella Vulgaris Extract, Potassium Sorbate, Coumarin.

Doszły mnie słuchy, że zapach jest jedną z największych wad produktu.. a mi się podoba. Jest wyrazisty zarówno w opakowaniu jak i podczas użytkowania. Ma w sobie pewną delikatność wymieszaną ze słodyczą i świeżością. Do tej pory nie poczułam, że jestem nim zmęczona. Wieczorem bardzo chętnie po niego sięgam, bo daje mi uczucie odświeżenia ale w ciekawym ciepłym wariancie. Bardzo chętnie poddaję się aromatowi i daję się zrelaksować. 

Skóra mojego ciała na ogół nie jest wymagająca, jednak z uwagi na porę roku i wyjątkowo spore przymrozki musiałam walczyć z przesuszającą się skórą. Żel okazał się bardzo delikatny dla skóry. Myje, ale bez wysuszenia czy szczypania ewentualnych podrażnień. Nie jest to jednak opcja obym mogła pominąć aplikację balsamu do ciała czy masła.. to nie ta pora roku. Niemniej nie widzę zwiększania problemu przesuszenia. 

W efekcie końcowym czuje się mile zaskoczona. Nie spodziewałam się fajerwerków ale produkt sam w sobie wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Wiem, że dostępne są większe opakowania żeli ale z uwagi na wydajność zdecydowanie wolałabym się ograniczyć do wersji 200 ml. Podejrzewam, że większe opakowanie na dłuższy okres stałoby się dla mnie meczące. Za to wersja 200ml to świetna opcja na wyjazd z uwagi na wydajność, niewielką powierzchnie i wygodę użytkowania.. tylko gdzie tu jechać? Cóż.. ja czekam na lepsze czasy.

marca 14, 2021

CLOCHEE - WYGŁADZAJĄCY PEELING ENZYMATYCZNY. KRÓTKA HISTORIA PRODUKTU, KTÓRY POZYTYWNIE ZASKOCZYŁ..

CLOCHEE - WYGŁADZAJĄCY PEELING ENZYMATYCZNY. KRÓTKA HISTORIA PRODUKTU, KTÓRY POZYTYWNIE ZASKOCZYŁ..

 

Ten produkt w mojej łazience to czysty przypadek, a raczej przymusowy wybór. Robiąc zakupy w sklepie firmowym Clochee miałam jeden cel: Matujący krem BB z filtrem SPF 50. Miałam dość ochrony przeciwsłonecznej, która sprawdzała się na ciele, a na twarzy robiła masakrę. Dlatego zaczęłam szukać ochrony przeciwsłonecznej z funkcją kremu BB. Mój wybór padł właśnie na Clochee ale warunkiem zamówienia z fajnym rabatem był minimalny próg cenowy, którego nie spełniałam.

Nigdy nie ciekawiła mnie marka Clochee na zasadzie, że chciałam poznać jak najwięcej produktów. Co jakiś czas trafiały do mnie mini wersje lub próbki ale żadna nie zrobiła na mnie szczególnego wrażenia więc ciekawość do produktów marki stopniowo zanikała. 

Wybór Wygładzającego peelingu enzymatycznego, był efektem niewielkich zapasów kosmetycznych w tej dziedzinie pielęgnacji oraz fakt, że po peelingi bardzo chętnie sięgam. Mimo to po Clochee nie spodziewałam się spektakularnych efektów. W domyśle produktowi przypisałam z góry miano "przeciętniaka" ale z opcją zużycia pomiędzy fajniejszymi peelingami.. oj.. pomyliłam się.

Od producenta: 

PURE nature. Dajemy Ci bogactwo składników naturalnych. Wybieramy surowce wolne od substancji syntetycznych.

PURE mind. Nasza misja zakłada nie tylko ukojenie Twojej skóry, ale także zmysłów. Równowaga w każdym aspekcie życia jest kluczowa do zachowania pięknego wyglądu skóry.

PURE essence. Skoncentrowane składniki aktywne, o działaniu upiększającym, terapeutycznym i ochronnym, gwarantują skuteczność i widoczne efekty.

Jak działa?

Enzym z Ananasa - wyrównuje koloryt skory, wygładza i nawilża. 

Enzym z Kiwi - zmiękcza skórę i przywraca jej elastyczność, spowalnia procesy starzenia się skóry.

Enzym z Dyni - antyoksydant, bogaty w minerały i witaminy. Złuszcza martwe komórki bez podrażnienia skóry, wygładza drobne zmarszczki, ujednolica koloryt.

Działanie:

Peeling enzymatyczny o poczwórnym działaniu, złuszcza, wygładza, nawilża, rozjaśnia. Naturalne enzymy z dyni i ananasa usuwają martwe komórki naskórka i działają normalizująco. Olej z pestek dyni nawilża i działa antyoksydacyjnie, a masło shea dogłębnie nawilża i odżywia skórę. Formuła wzbogacona o wyjątkowy ekstrakt kiwi, który rozświetla i spowalnia procesy starzenia się skóry. Po zastosowaniu peelingu cera nabiera zdrowego kolorytu i blasku. Kosmetyk jest świetnym uzupełnieniem kuracji przeciwtrądzikowych i retinoidami.

Stosowanie:  

Stosować 1-2 razy w tygodniu w zależności od potrzeb i kondycji skóry. Nałóż grubą warstwę na oczyszczoną skórę twarzy, szyi i dekoltu, omijając okolice oczu. Pozostawić na 5-10 minut. Spłukać pod bieżącą wodą. Dla bardziej intensywnego efektu, masować delikatnie twarz, szyję i dekolt opuszkami palców, wykonując koliste ruchy.

Opakowanie robi wrażenie.. maleństwa. Wysoka ale ultra smukła butelka działa na niekorzyść pod względem psychologicznym zużywania produktu. Odnoszę wrażenie, że za chwilę produktu nie będzie. Natomiast w środku znajduje się 50ml produktu co już poniekąd koi moje nerwy.

Opakowanie wyposażone w pompkę, czyli to co bardzo lubię z uwagi na komfort użytkowania i higieniczność. Za to sama pompka działa bez zarzutu ale wydobywa niewielką ilość produktu. W moim przypadku potrzebuję dziesięciu naciśnięć aby pokryć twarz warstwą, która mnie zadowoli. Nie szczególnie doszukuję się tu problemu. Zdecydowanie wolę mniejszą ilość aplikować kilka razy niż wydobyć przy pierwszym podejściu za dużo i kombinować gdzie upchnąć resztę.

Konsystencja jest gęsta i treściwa ale zupełnie nie sprawia problemów w aplikacji. Ładnie sunie po skórze pozostawiając taką warstwę jaką chcę finalnie otrzymać. Procesowi towarzyszy przyjemnie słodko-owocowy zapach z nutą pudrowości. 

Peeling jest delikatny dla mojej skóry, nie piecze, nie sprawia dyskomfortu podczas noszenia. Z łatwością jestem w stanie zapomnieć o czasie zalecanym przez producenta odnoście pozostawienia na skórze (5-10 minut). Na szczęście jeszcze ani razu moje zapominalstwo nie spowodowała przykrych konsekwencji. 

Peeling na skórze z czasem zmienia zabarwienie z białego na transparentne i matowe. Warstewka jest wyczuwalna, bo leciutko ściąga skórę.

Zmywanie nie sprawa szczególnych trudności. Bieżąca woda oraz praca dłoni są w stanie uporać się stosunkowo sprawnie z "zaschniętą" warstewką peelingu. Dość szybko peeling zmienia konsystencję na mleczną dzięki czemu wiadomo w którym miejscu zrobiłyśmy mijankę. Ja jednak do zmywania preferuję ściereczkę, która znacznie przyśpiesza cały proces, a dodatkowo wzmacnia efekt peelingu.

Skład (INCI): Aqua, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Tribehenin, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Cucurbita Pepo (pumpkin) Seed Oil, Ananas Sativus Fruit Extract, Bromelain, Lactobacillus/Pumpkin Fruit Ferment Filtrate, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Actinidia Chinensis (Kiwi) Fruit Extract, Tocopherol, Phytic Acid, Sodium Citrate, Citric Acid, Xanthan Gum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Dehydroacetic Acid, Sodium Hydroxide, Benzyl Alcohol, Parfum, AlphaHexylcinnamaldehyde, Linalool, D-Limonene, Citronellol.

Skóra świeżo po zmyciu nie jest zaczerwieniona czy nieprzyjemnie ściągnięta. Za to wydaje się komfortowa, nieco odżywiona ale przede wszystkim wyciszona i realnie wygładzona. Suche skórki widocznie znikają ale z większym problemem peeling w ciągu jednej aplikacji sobie nie poradzi. Zdecydowanie potrzebuje dwóch lub trzech podejść aby poradzić sobie z większym problemem ale kiedy już produkt trafia na łazienkową półkę, to do pełni sukcesu wystarczy o nim pamiętać.  

Przyznaję się do sceptyczności odnośnie działania peelingu Clochee. Na szczęście rezultaty bardzo przyjemnie nie zaskoczyły. Zdecydowanie jest to jeden z moich ulubionych peelingów enzymatycznych, które działają w stopniu satysfakcjonującym. Nie jest to peeling z efektem ekstremalnego złuszczenia po pierwszych 3 minutach od nałożenia ale nie jest to również peeling ultra delikatny, po który mogę sięgać przez X czasu, a efekty wciąż są ledwie widoczne. To zdecydowanie produkt nad którym nie muszę się zastanawiać czy mogę użyć i jak długo powinnam go trzymać. Traktuję go poniekąd jako maseczkę o której zdarza mi się zapomnieć ale bez przykrych konsekwencji. 

Regularna cena peelingu to około 45 zł ale bardzo często można kupić go w promocyjnej cenie np. 30zł lub niższej. Warto śledzić markę Clochee pod tym kontem, gdyż często informuje o atrakcyjnych promocjach i akcjach. Ponadto marka jest dostępna stacjonarnie m.in. w Hebe. 

Dla mnie "Wygładzający peeling enzymatyczny" to fajny strzał w pielęgnację, która jest niedroga i efektywna. Z przyjemnością wrócę do peelingu, kiedy nie będę miała pomysłu na coś nowego lub kiedy inne produkty będą mnie zawodzić.

lutego 28, 2021

SZAMPON Z MORSKIN CHITOZONEM I SOLĄ Z MORZA MARTWEGO OD FITOCOSMETIC

SZAMPON Z MORSKIN CHITOZONEM I SOLĄ Z MORZA MARTWEGO OD FITOCOSMETIC

Czasem brakuje mi już pomysłów na kolejne szampony. Staram się unikać szamponów, które w składzie mają Cocamidopropyl Betaine, a to dość drastycznie minimalizuje mi możliwość wyboru. Do tego dochodzą preferencje mojego męża, który pod kątem szamponów jest strasznie wybredny. W dodatku nie potrafi precyzyjnie określić co w danym szamponie mu nie pasuje. Zazwyczaj słyszę, że "włosy jakieś dziwne są po nim". Za to hitem jest stwierdzenie, że szampon jest fajny ale kiedy pytam, czy kupić go ponowie to słyszę "nie". Po prostu.. świetnie!

Z tych właśnie względów rozszerzyłam poszukiwania szamponów o te z Cocamidopropyl Betaine ale zwracam uwagę na to aby składnik nie występował wysoko w składzie. Jest wówczas spora szansa na to, że składniki występujące przed nim zminimalizują działanie detergentu, a moja skóra głowy zostanie łagodniej potraktowana.

Na szampon z morskim chitozonem i solą morką od Fitocosmetic natrafiłam na Instagramie Co kręci Anulę. Pamiętam zdjęcie zakupów z kilkoma szamponami Fitocosmetic i liczne pochwały. Utkwiło mi to w głowie na tyle, że po kilku miesiącach po publikacji wciąż pamiętałam, a kiedy zapasy szamponów zmalały niemal do zera.. złożyłam zamówienie. 

Od producenta:

Innowacyjna formuła szamponu na bazie soli z Morza martwego wzbogacona chitozanem morskim, wyciągiem z alg i białkami pereł intensywnie odżywia i nadaje gładkość, sprężystość, naturalny połysk i objętość.

Dla włosów wypadających i osłabionych.

Lecznicza sól z Morza Martwego posiada unikalną kompozycję minerałów i pierwiastków śladowych, które wzmacniają korzenie włosów i eliminują ich wypadanie, regenerują strukturę i przyśpieszają wzrost.

Sposób użycia: Nanosimy szampon na wilgotne włosy. Masujemy do spienienia. Zmywamy ciepłą wodą.

(opis pochodzi ze strony sklepu Lawendowa Szafa, gdzie kupiłam szampon) 

Co do obietnic producenta odnośnie wzmacniania i eliminacji wypadania. Wciąż mam na dywanie pełno włosów, które wyciągam z dywanów.. w tym temacie raczej nie widzę poprawy ale również na nic szczególnego nie liczyłam. Dla mnie szampon przede wszystkim ma oczyszczać skórę głowy i nie powodować podrażnień, swędzenia, nie wpływać na szybsze przetłuszczanie się skóry głowy i przede wszystkim nie powodować łupieżu. Zupełnie nie wierzę w działanie szamponu na wypadanie włosów, bo ma on zbyt krótki kontakt aby móc cokolwiek zrobić.

Szampon okazał się świetnym produktem oczyszczającym. Świeżość włosów i skóry głowy czuć wyraźnie i potrafi towarzyszyć przez jakiś czas. To szczególnie fajna opcja na lato. Szampon używałam jednak w okresie zimowym i jedyny problem jaki mi doskwierał to notoryczne przesuszenie włosów. Nieco częściej niż w okresie letnim byłam zmuszona do sięgania po maseczki (z pozostawieniem na minimum 15 minut) ale winą nie obarczam szamponu lecz podkręcone ogrzewanie i suche powietrze w domu. Z pewnością produkt w tym temacie nie pomagał ale zdecydowanie szampony powinno się dobierać do skory głowy, a nie do włosów.. od tego mamy odżywki i maski.

Sam szampon nieco mnie zaskoczył pod względem konsystencji. Spodziewałam się nieco lejącej i przepływającej przez palce, a otrzymałam całkiem przyjemną i fajną w użytkowaniu nieco żelową o niebieskim zabarwieniu konsystencję. Ostatecznie szampon okazał się zaskakująco wydajny i pomimo pojemności 270ml towarzyszył nam całkiem długo.

Skład (INCI): Aqua, Salvia Officinalis Flower Water, Equisetum Arvense Extract, Laminaria Digitata Extract, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Coco Glucoside, Sodium Laureth-5 Carboxylate, Glycerin, Glycereth-2 Cocoate, Deed Sea Salt, Arcitium Lappa (Burdock) Seed Oil, Chitosan, Hydrolyzed Pearl Power, Parfum, Lactic Acid, Benzyl Acid, Sorbic Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Styrene/Acrylates Copolymer, CI 42090, CI 61570.

Zapach tego szamponu potrafi urzec. To typowy aromat produktów z hasłem "morze martwe" ale w połączeniu z nutą szałwii lekarskiej. Jest bardzo świeży i lekki.. i nic, a nic nie trąci produktami do wc.

Jesteśmy zadowoleni z szamponu chociaż jest pewne ale. Przy częstym stosowaniu u mnie zaczynało dokuczać mi swędzenie co oznacza, że jednak Cocamidopropyl Betaina dała o sobie znać. Byłam zmuszona używać szamponu zamiennie z innym i traktować go jako produkt oczyszczający. Mąż również był zadowolony ale na pytanie czy kupić ponowie usłyszałam "a może coś innego?" 

Cóż.. z całą pewnością do tej wersji szamponu będziemy wracać i pokuszę się o sprawdzenie innych ale nie jest to dla nas szampon systematycznego stosowania.

Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger