Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż oczu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż oczu. Pokaż wszystkie posty

stycznia 02, 2021

LORAC PRO 3 EYESHADOS PALETTE, CZYLI RECENZJA MOJEJ ULUBIONEJ NEUTRALNEJ PALETY

LORAC PRO 3 EYESHADOS PALETTE, CZYLI RECENZJA MOJEJ ULUBIONEJ NEUTRALNEJ PALETY

Są tylko dwie opcje.. albo zakochasz się.. albo nie 😂 Ja, kocham. Była to moja wielka miłość w chwili gdy tylko zobaczyłam kolorystykę palety. Typowa, bazowa paleta odcieni neutralnych. Wybierając palety cieni analizuję cienie pojedynczo. Jeżeli w palecie jest więcej niż trzy cienie, które już na starcie wiem, że nie będę używać to daruję sobie zakup. W przypadku palety Lorac Pro 3 Eyeshadows Palette wątpliwości miałam jedynie do ostatnich czarnych cieni. Nie są to kolory niezbędne w moim makijażu. Zdecydowanie wolę ciemne brązy, a w przypadku czarnego cienia najczęściej zastępuję go kredką.


Paleta przychodzi do nas w kartonowym opakowaniu w piaskowo-bezowej tonacji. Wyposażona jest w lustro, które pomimo dobrej jakości to w domowym zaciszu jest całkowicie pomijane. W środku znajduje się 16 cieni utrzymanych w kolorystyce neutralnej w stronę ciepłej barw. Producent podzielił cienie w dwóch rzędach. Górny rząd to cienie matowe, zaś dolny to różnego formatu błyski. Zdecydwanie jestem fanką takiego porządku, chociaż przyznaję, że w moim przypadku nie miał on specjalnie przyłożenia na wybór cieni podczas wykonywania makijażu. Z czasem znalazłam w palecie swoich ulubieńców po których najchętniej sięgałam, aż wyrobiły się denka.

Same cienie są świetnej jakości. Maty są bardo drobno zmielone. Pomimo użytkowania i dobicia denek w kilku z nich ani razu nie natknęłam się na grudkę. Jedyne zastrzeżenie mam co cienia Canvas, który w porównaniu do reszty jest zdecydowanie bardziej zbity. Początek tego cienia był oczywiście inny ale gdzieś od połowy.. nieco stwardniał. Nie przypominam sobie abym go w jakikolwiek sposób uszkodziła czy zalała. Pozostałe cienie są miękkie i aksamitne. Bez trudu nabieram je na pędzel, a wystarczy lekkie muśnięcie aby nabrać pigment na włosie. Poszczególne odcienie bardzo ładnie się ze sobą łączą i przenikają.

Dolny rząd to błyski wszelkiego formatu ale o różnym wykończeniu. Część z nich ma silniejszy pigment, cześć jest drobno zmielona tworząc na powiekach taflę, a niektóre grubiej zmielone. O ile w przypadku matów pięknie pracowało się pędzlami tak w przypadku błysków w niektórych przypadkach sens ma tylko aplikacja.. palcem. Wszystko zależy od efektu jaki chcę uzyskać. W dziennym makijażu aplikacja pędzlem pozostawia widoczny blask ale bez przykuwania uwagi. Za to kiedy chcę wydobyć mocniejszy efekt wystarczy zaaplikować cień palcem.

  • BLANC - biało-waniliowy mat, bardzo dobrze napigmentowany. Używam głównie do rozjaśnienia wewnętrznego kącika oraz pod łuk brwiowy. Nie wybija się na skórze. Nie sprawia wrażenie, że została położona mąka. Natomiast delikatnie rozjaśnia okolicę na którą zostanie zaaplikowany i stanowi świetną bazę pod inne cienie rozświetlające.
  • CANVAS - neutralny, cielisty beż. Formuła nieco zbita i sprawia problemy w aplikacji ale cień jest dobrze napigmentowany. Ten cień zdecydowanie najszybciej sięgną dna. Zdaje sobie sprawę, że użytkowniczki cieni dzielą się na takie, które bez klasycznego cielaka nie są w stanie się obejść (to zdecydowanie ja) oraz takie dla których ten cień jest zbędny. U mnie cień jest w użyciu niemal za każdym razem. Ląduje na całej powiece jako baza.

  • COOL TAUPE - średni, ciepły brąz, bardzo dobrze napigmentowany o miękkie formule.To cień który dobił denka jako drugi. Świetny do podkreślenia załamania powieki ale również jako ciemniejsza baza na całą powiekę. Wystarczy wówczas dodać blasku w wewnętrznym kąciku lub na środek powieki i makijaż gotowy.

  • PINK NUDE - pudrowy róż, bardzo dobrze napigmentowany o miękkiej i jedwabistej konsystencji. Chociaż to wciąż neutralny bazowy cień to dość rzadko po niego sięgam. Wszystko z uwagi na wyraźnie różowy ton. Gdybym nie miała innej opcji wyboru w postaci Canvas to cień byłby użytkowany systematycznie. W chwili kiedy zaczynam wykonywać makijaż i nie mam jeszcze określonego planu to pierwszeństwo ma Canvas. Natomiast kiedy mam plan pójść w chłodne tony wówczas wybieram Pink Nude.
  • CLAY - to cień idealnie współgrający z Pink Nude. Wciąż neutralna tonacja średniego brązu ale z lekko różowymi tonami. To łagodny pudrowy brudny róż. Świetnie napigmentowany i miękki. Cień ten nie był moim faworytem ale gdy Cool Taupe zaczął sięgać dna dałam szansę Clay. W efekcie również Clay sięgną denka. Cień ładnie podkreśla niebieską tęczówkę i wydobywa z niej złote tony. Używam podobnie jak cienia Cool Taupe, czyli w załamanie lub na całą powiekę.

  • TERRACOTTA - średni brąz z dużą przewagą żółtych pigmentów. W efekcie blisko mu do musztardowego odcienia ale genialnie wpisuje się kolorystykę palety i świetnie współgra z innymi kolorami. Jest bardzo dobrze napigmentowany. Po aktualnym zużyciu palety widzę, że mocno tego cienia nie doceniam. Daleko mu do denka, a przecież nie określiłabym go mianem najmniej lubianym w palecie.

  • DK. BROWN - ciemny ciepły brąz o świetnej pigmentacji. Jeden z moich ulubionych brązów w jakichkolwiek paletach. Jest świetnie wyważony i o odpowiedniej kolorystyce. Do tego niezwykle miękki i satynowy. Używam do przyciemniania makijażu w zewnętrznym kąciku, do wykonania kreski wzdłuż linii rzęs.
  • JET BLACK - czarny cień o dobrej pigmentacji. Niestety u mnie całkowicie pomijany i niemal nienaruszony. Potrafi ładnie skupić czarny pigment ale przy rozcieraniu dość mocno się wytrąca w szarawą chmurkę. Cóż.. czarne cienie nie są dla mnie.
  • LT. GOLD - delikatne zgaszone złoto z waniliowymi tonami. Niezwykle miękki i satynowy o świetnej pigmentacji. U mnie najczęściej ląduje w wewnętrznym kąciku oka.. i tylko tam. Cień ma jasną bazę, która po roztarciu na całej powiece potrafi zginąć. Prawdę mówiąc byłby to idealny rozświetlacz. Taflę którą pozostawia jest prześliczna ale nienachalna.
  • ALMOND PEARL - beżowy cień z wyraźnie chłodnymi tonami. Jest wręcz zimny w porównaniu do ciepłego Lt. Gold. Za to równie dobrze napigmentowany. Ma nieco mocniejszą bazę przez co nie ginie aplikowany na powiece.
  • MEDALLION - o ile o większości cieni można powiedzieć, że mają satynowe wykończenie to Medallion zdecydowanie jest brokatowy. To czyste stare złoto o miękkiej formule i świetnej pigmentacji. Spośród wszystkich blasków ma największe zużycie ale nie jest to łatwy cień. Nie ma mowy o aplikacji go pędzlem ponieważ dość słabo się go trzyma i jeszcze gorzej chwyta powieki. Za to aplikowany palcem wygląda genialnie! Potrafi być tą wisienką.
  • LT. PEWTER - delikatne złoto z chłodnymi fioletowymi podtonami. Ciężko mi znaleźć odpowiednik tego cienia, bo jest naprawdę wyjątkowy. To chyba najbardziej jedwabisty cień w całej palecie.. jest wręcz mięciutki. Bez trudu można go aplikować pędzlem ale najpiękniejszy blask wydobędziemy aplikując palcem. Pięknie ochładza makijaż.
  • AMETHYST - śliwkowy brąz o dobrej pigmentacji. Jest jednym z najmniej lubianych chociaż nie tego się spodziewałam. Niestety za każdym razem kiedy po niego sięgam psuje mi makijaż. W opakowaniu wyraźnie przeważają śliwkowe tony ale po aplikacji i rozcieraniu zmienia kolor na na szarawo-brązony. W dodatku wolałabym go w wersji matowej, która byłaby łatwiejsza w ograniu.
  • ROSE BROWN - nazwa tu idealnie pasuje "różowy brąz". Chociaż znajduje się pod koniec palety z najciemniejszymi cieniami to wcale nie jest ciemniejszy od złotego medalion. Intensywnie napigmentowany i jedwabisty. Bez trudu aplikuje się go pędzlem ale tradycyjnie więcej wyciągam aplikując palcem. Z uwagi na to, że został umiejscowiony wśród najciemniejszych stosunkowo często o nim zapominam.
  • DK. MOCHA - ciemny brąz o srebrnym wykończeniu i bardzo dobrej pigmentacji. Formuła nieco bardziej sucha od poprzedników ale wciąż miękka i delikatna. Śliczny cień, którego nie potrafię zegrać z moim makijażem.
  • TRUFFLE - teoretyczna czerń w wersji z połyskiem. Sama istota cienia czarnego w moim makijażu nie ma sensu, a co dopiero w wersji satynowej czy brokatowej. Miałam do niego kilka podejść ale aplikowany pędzlem wyglądał na szary. Za to precyzyjna aplikacja palcem zwyczajnie nie wychodzi. Dałam sobie z nim spokój.

Do palety była dołączona mini wersja bazy pod cienie. Niesamowicie wydajna i świetnej jakości. U mnie, z uwagi na tłustość powiek mam bardzo duży problem z utrzymywaniem się cieni w nienagannym stanie. Nie pomaga aplikacja korektora z przypudrowaniem.. to zwyczajnie musi być baza pod cienie. Tylko wówczas mój makijaż oczu przetrwa cały dzień bez najmniejszego uszczerbku. Nie ma znaczenia, czy jest to paleta za 30 zł czy za 250 zł, bez bazy pod cienie nie ma szans aby mój makijaż przetrwał.


Wciąż uwielbiam te cienie i używam niemal przy każdym makijażu. Po pozostałe palety sięgam sporadycznie lub gdy mam potrzebę na coś innego. Paleta sprawdza się u mnie zarówno w dziennym jak i wieczornym makijażu. Jest niemal intuicyjna. Wszystkie cienie świetnie ze sobą grają, a z uwagi na blaski trudno się tą paletą znudzić. 
W chwili kiedy kupowałam Lorac Pro 3 Eyeshadow Platte, trudno było mi znaleźć odpowiednią paletę, która zaspokoiłaby moje wszystkie podstawowe potrzeby. Nie chciałam dwóch dobrych palet. Chciałam jedną którą zabiorę na wyjazd, która będzie mi służyć na co dzień ale będę mogła wyciągnąć z niej jakiś efekt wow. Taki właśnie mam do niej stosunek.

Na chwilę obecną nie jest to jedyna paleta na rynku w takim zestawieniu kolorystycznym. Dlatego pomimo sentymentu i świetnej jakość nie wróciłabym do niej. Jako typowa kobieta.. chcę czegoś nowego.. innego. W końcu makijaż to nie obowiązek.. to zabawa. 

 A co obecnie bym wybrała w zastępstwie? 
 





 
 

stycznia 27, 2020

INGRID COSMETICS - SMOKY EYES SHADOW PALETA, KLASYCZNE BRĄZY DLA MNIEJ WYMAGAJĄCYCH

INGRID COSMETICS - SMOKY EYES SHADOW PALETA, KLASYCZNE BRĄZY DLA MNIEJ WYMAGAJĄCYCH

Spotkania blogerskie mają to do siebie, że często oprócz produktów którymi jesteśmy naprawdę zainteresowane trafiają również takie, które zainteresowanie wzbudzają żadne. Nie urodził się jeszcze nikt komu wszystko by pasowało.. więc to raczej norma. Osobiście przyznaję, że często przez nadmiar produktów jakie otrzymuję przy takich spotkaniach część z nich trafia w inne ręce. Najczęściej pytam koleżanki lub rodzinę czy coś chcą, bo wolę aby produkty służyły komuś innemu niż miałyby u mnie leżeć latami. Trafiają się również takie produkty, ktore normalnie nie budzą mojego zainteresowania, a jednak zostawiam sobie bo jednaj jakiś potencjał zauważyłam.. i tak było z paletką cieni marki Ingrid Cosmetics.


Marka zdobyła moje serce przez to, że w paczkach dla dziewczyn podarowała naprawdę ciekawe i fajne kolorystycznie produkty. Naprawdę nie jest to regułą. Z drugiej strony osoba która zajmuje się wykonywaniem makijażu na co dzień może być zadowolona z zielonej pomadki czy neonowych cieni.. ja niekoniecznie. Natomiast z Ingrid do użytku pozostawiłam sobie niemal wszystkie produkty. 

Ingrid Cosmetics nie jest marką z gornej półki cenowej, więc trudno oczekiwać produktów, które rzucą na kolana. To wcale nie znaczy, że nie znajdziemy czegoś wartościowego w dobrej cenie. Takim właśnie produktem jest paletka z kolekcji Smoky Eyes Shadows w odcieniu 118

Bardzo uniwersalna paletka cieni w kolorystyce brązu i beżu. Niezwykle neutralna i dzienna kolorystyka sprawia, że paletkę z łatwością można włączyć do codziennego makijażu, a także łączyć z innymi paletami cieni.


Normalnie zapewne rozbijałabym paletę na czynniki pierwsze ale tu nie ma za bardzo nad czym się rozwodzić. Każdy z cieni jest miękki, a nawet nieco satynowy w dotyku. Na pędzel nabiera się sporo produktu co i tak uważam za plus bo w większości tańszych paletek jest dokładnie odwrotnie. Nie ma się jednak czego obawiać, bo cienie nie są jakoś spektakularnie napigmentowane. 

  • Cień z numerem jeden to jasny cielaczek, który najczęściej ląduje na moich powiekach jako baza
  • Cień z numerem dwa to ładny ciepły beż, również bardzo uniwersalny kolor. Spisze się na całą powiekę czy jako zaznaczenie załamania. 
  • Cień z numerem trzy to ciepły brąz. W zasadzie jest ładny i twarzowy ale za każdym razem mam z nim jakiś problem. 
  • Cień z numerem cztery to nieco chłodny ciemny brąz.

Problem z cieniami mam taki, że na powiece zlewają mi się w jedno. Żeby nie było.. ładnie się rozcierają ale w pewnym momencie kiedy cienie rozcieram i chcę w końcu wzmocnić kolor to okazuje się, że szczyt możliwości przyciemnienia już osiągnęłam. W efekcie końcowym wychodzi brązowa mgiełka bez szczególnego wyrazu. Nie winię do końca za to samych cieni. Ewidentnie praca z nimi wymaga pewnego przyzwyczajenia i świadomości jak wiele można z nich wyciągnąć. Jednak pracując zazwyczaj na mocno napigmentowanych paletach takich jak Nabla czy Lorac zwyczajnie o tym zapominam.


W zasadzie nie mogę powiedzieć o niej nic złego, bo w tej cenie wydaje mi się być całkiem fajną paletą. Robiąc porządki w kolorówce miałam nawet spory dylemat czy jednak jej sobie nie zostawić na jakieś krótkie wyjazdy ale skoro sięgam po nią z przymusu, a efekt końcowy mojego makijażu raczej mnie rozczarowuje to trafia w dobre ręce mojej siostry. Myślę, że osoba która na co dzień niezwykle lekko podkreśla urodę będzie o wiele bardziej zadowolona.

Na zdjęciu poniżej widoczne są swatche cieni aplikowane palcem. Taka aplikacja zazwyczaj wyciąga z każdego cienie maksimum jego możliwości. Jak widać nie jest to mocno powalający efekt ale nie jest najgorzej.


Jeżeli masz styczność z paletami o mocnej pigmentacji to ta mocno Cię rozczaruje. Jednak jeśli nie jesteś mistrzynią makijażu ani nie ciągnie Cię do tego typu zabaw to jest spora szansa, ze paleta spełni Twoje oczekiwania. Myślę, że to również dość dobra opcja dla bardzo młodych osób, które chcą zacząć przygodę z makijażem i nie chcą wydać na to fortuny.

stycznia 06, 2020

ULUBIENCY ROKU 2019: MAKIJAŻ

ULUBIENCY ROKU 2019: MAKIJAŻ

Makijażowe podsumowanie roku 2019.. to nie jest dla mnie łatwa sprawa.. chociaż? Nie jestem zwolenniczką posiadania ogromnej ilości produktów do makijażu, bo to mnie przytłacza. Nie lubię wyrzucać, a zużyć kolorówkę jest niezwykle trudno, szczególnie gdy nie maluję się codziennie. Dlatego staram się stawiać na produkty, które naprawdę mi odpowiadają i nie kupować kolejnych tylko dlatego, że jestem ich ciekawa lub jest to nowość.

I tak.. tak.. wiem : "kolorówkę się używa, a nie zużywa" 😹



CHARLOTTE TILBURY - AIRBRUSH FLAWLESS FINISH W ODCIENIU MEDIUM
Jedyny puder o którym mogę powiedzieć, że jest moim najlepszym. Sęk jednak w tym, że poziom zadowolenia z niego będzie zależny tylko od naszych oczekiwań. To nie jest puder utrwalający, nie przedłuży makijażu, nie nadaje specjalnie koloru chociaż akurat wersja medium jest jednak ciut dla mnie za ciepła :-D Jest to puder wykończeniowy, czyli dosłownie ostatnia warstwa naszego makijażu. Wiem.. od razu masz wizję ledwo trzymającej się tapety ale wcale tak źle nie jest. Puder daje niezwykle cienką powłoczkę bluru.. czyli sprawia, że nasze pory, zmarszczki są wygładzone i mniej widoczne, a ogólny wygląd makijażu nabiera pewnej lekkości. Nie jest to matowe wykończenie skóry, w zasadzie ciężko je określić. Nie ma tu żadnych drobin czy brokatu. Niby nic się nie świeci ale jednak od skóry bije pewien blask. Nie jest to tania impreza więc warto poczytać sobie o nim więcej opinii przed zakupem, jednak mam prośbę.. jeśli czytasz opinię, że puder jest do d.. bo nie utrwala makijażu to olej to. Ewidentnie osoba która o nim pisała nie zapoznała się z przeznaczeniem pudru.

Link do sklepu: Cult Beauty UK



PHYSICIANS FORMULA - BUTTER BRONZER
Z działu róż, broznzer, rozświetlacz jedynie bronzer marki Physicans Formula jest tym po który najchętniej sięgam. Jego kolor niezwykle mi odpowiada. Do tego trudno zrobić sobie nim krzywdę. Jest dobrze napigmentowany ale bardzo ładnie się rozciera bez pozostawiania plam. Niezależnie od tego jaki podkład czy puder mam na twarzy, bronzer ładnie się trzyma. Nie waży się, nie wygląda ciężko.. i w zasadzie nie jet do końca matowy. Jego ciekawa (nieco wilgotna) formuła oraz genialny zapach masła murumuru sprawia, że naprawdę chce się go używać. 

Link do sklepu: Ezebra



COULEUR CARAMEL- POMADKI
Dwie pomadki o dwóch różnych wykończeniach. Jaśniejsza to wersja błyszcząca z numerem 254 i jest ze mną najdłużej. Noszę ją niemal na każdą okazję. To pomadka która rewelacyjnie wygląda szczególnie do opalonej skóry. Ładnie podkreśla usta, jest niezwykle kremowa i świetnie napigmentowana. Ustom nadaje mokry blask.. ale nie nachalny. Efekt jest delikatny, przez co pomadka nie wybija się na pierwszy plan, a jedynie podkreśla to co powinna. Z całą pewnością będę do niej wracać za każdym razem gdy się skończy!
Za to druga pomadka to już wersja matowa. Chociaż usilnie firmy kosmetyczne starają się wypchnąć matowe wykończenie ma ustach aby móc wciskać nam kolejne to ja usilnie pozostaję przy matowym wykończeniu szczególnie w okresie jesienno-zimowym. Piękna zgaszona czerwień to numer  126. Chociaż w czerwieniach mało kiedy czuję się swobodnie to taka wersja niesamowicie mi odpowiada. Nie krzyczy z daleka, nie oślepia.. jest po prostu ładna i stonowana. Pomadka sama w sobie nie jest tempa.. nie mam żadnego problemu z jej rozprowadzeniem, ani z noszeniem. Nie wysusza ust nie ściąga ich. Pełen komfort. 

Link do sklepu: Ekozuzu nr 254 oraz Ekozuzu nr 126



LORAC PRO 3 - PALETA CIENI
Moja absolutnie podstawowa paleta do codziennego makijażu. Uwielbiam za genialną jakość cieni i za piękne kolory. Dla jednych okaże się zabójczo nudna. Nawet założę się, że część osób na sam widok kolorów zaczęła ziewać.. NIE SPAĆ! Każdy z cieni jest rewelacyjnie napigmentowany.. jedynie nad cielistym cieniem o nazwie Canvas mogę pomarudzić, bo jest najtwardszy, a to bywa czasem upierdliwe. natomiast w porównaniu do innych palet wciąż bije je na głowę więc aż tak źle z nim nie jest. Cienie mają niezwykłą konsystencję. Nie są suche ani pudrowe. mają w sobie pewną.. mokrą miękkość ale nie aż tak aby pod naciskiem miały się zapadać. Paletę kupiłam z okazji urodzin dwa lata temu i wciąż nie dobiłam do dna w żadnym cieniu chociaż ewidentnie się zbliżam. Z matami pracuje się genialnie. Ładnie się rozcierają i fajnie budują. Za to błyszczący rząd satynowo-perłowych cieni daje efekt wow. Wymaga jednak nieco innej pracy. Aby cienie były mocno skoncentrowane najlepiej aplikować je palcem.. jest to jednak norma w przypadku tego typu cieni, a wszystko zależy od efektu jaki chcemy uzyskać.

Link do sklepu: Look Top



NABLA - DREAMY EYESHADOW PALETTE
Nabla to moja druga ukochana paleta z tym, że nieco bardziej szalona w porównaniu do Lorac. Z tego też względu sięgam po nią o wiele rzadziej. Jednak jakość tej palety jest niesamowita. Cienie są tu nawet bardziej napigmentowanie niż w przypadku Lorac. Nie jest to jakaś mega drastyczna różnica ale jednak. W przypadku Nabli wystarczy musnąć cień pędzlem i już jest z czym pracować. Pomimo tego, że paleta bardzo mi się podobała to nie byłam przekonana czy taki cień jak Seniorita kiedykolwiek będzie w użyciu.. był! i to nie raz! Żeby nie było tak kolorowo paleta ma wadę o nazwie Delirium.. fatalna jakość cienia. Zupełnie nie chwyta pędzla, a jeśli już to prędzej wyląduje na policzku niż na powiece. Z resztą ja w fioletach nie czuję się za dobrze więc nie jest to jakaś bolesna strata. Za to cała reszta? Absolutnie genialna i wyjątkowa!

Link do sklepu: e-zebra



COULEUR CARAMEL - MASCARA BIO
W zasadzie trudno tu mówić o jednym tuszu do rzęs, bo na wyróżnienie tak naprawdę zasługują wszystkie tusze marki Couleur Caramel. Wersji Bio w pięknym biało-drewnianym opakowaniu używam od początku grudnia i przyznaję rację innym dziewczynom.. jest świetna! Jednym z hitów 2019 rok będzie również wersji Revolution, o której również złego słowa powiedzieć nie mogę. Z naturalnymi maskarami często jest ten problem, że się rozmazują, słabo podkreślają rzęsy.. ale nie Couleur Caramel. Na chwilę obecną nie planuję zdradzać ich z innymi. Co więcej maskara Bio będzie do zdobycia w rozdaniu na blogu, bo tak właśnie zagłosowała większość, a jeśli robić rozdania to tylko z największymi perełkami!

Link do sklepu: Ekozuzu


CLAVIER - KĘPKI RZĘS
Tego się nie spodziewałam w 2019. Kiedyś miałam kilka spotkań z kępkami, paskami czy połówkami rzęs ale były to jednorazowa przygody. Szału nie było. Zazwyczaj takie sztuczny twór czułam i w jakimś stopniu zawsze mi trochę przeszkadzał. Gorzej gdy wyglądało do zbyt nachalnie i sztucznie. Jednak kępki Clavier pokochałam przy pierwszym spotkaniu. Są cudownie delikatne.. ale również paseczek jest tak skonstruowany, że zupełnie się nie odcina przy powiece. Mogę spokojnie pominąć wykonanie kreski, która ma za zadanie kamuflować widoczność sztucznych rzęs. Nawet siedzące obok mnie osoby nie dostrzegają, że je mam. Prędzej pada pochwała ogólnego makijażu 😁 Genialne są.. a na ten rok mam już solidny zapas ❤

Link do producenta: Clavier



KOBO - EYEBROW SHAPING GEL 
Żele do brwi to zdecydowanie moja ulubiona forma podkreślania brwi. Nie lubię bawić się w nic innego. Lekkie podkreślenie zazwyczaj w pełni mnie zadowala i mam w nosie to, że nie wpisuje się w aktualne trendy. Jego dodatkowym plusem jest to, że pięknie ściąga ewentualny puder, który zebrał się na brwiach podczas makijażu. Żelem niezwykle łatwo się pracuje. Nigdy nie miałam wrażenia, że przesadziłam, a w chwili gdy się spieszę dobrze jest mieć tę pewność, że nie muszę się zbytnio starać. 
Link do produktu: Kobo - Eyebrow Shaping Gel

W tym roku stawiam jednak na przekraczania swoich granic. Już dawno na moich powiekach nie gościł eyeliner.. a przecież dwa czekają gotowe do użycia. Podobnie z pomadą do brwi i rozświetlaczem... tak. Jak widać można nie czuć mięty do rozświetlaczy 😂 co nie oznacza, że jestem fanką totalnego matu 😉 Jestem ciekawa czym mnie 2020 rok zaskoczy w kwestii makijażu.


listopada 04, 2018

ULUBIEŃCY PAŹDZIERNIKA 2018

ULUBIEŃCY PAŹDZIERNIKA 2018

Lubię takich ulubieńców nad którymi nie muszę się zastanawiać. Przeglądam tylko listę produktów aktualnie w użyciu i jedynie sprawdzam czy w zeszłym miesiącu.. i poprzednim nagminnie się z danym produktem nie powtarzałam. Chociaż czuję jakąś nieodgadnioną radość z faktu, że październik minął to jednak pod względem kosmetyków był całkiem udany. Mini zakupy, bardzo fajne paczki, względnie udane denko i fajni ulubieńcy..


OKANI BEAUTY - HYDROLAT Z RÓŻY DAMASCEŃSKIEJ
Hydrolat z róży damasceńskiej to pierwszy hydroalt po jaki sięgnęłam i z miejsca pokochałam. Kluczem jest skład, czyli im czystszy tym szanse na to, że dobrze mi posłuży są niemal 100%. Reszta to na ogół kwestia techniczna: atomizer, opakowanie.. jednak w przypadku Okani Beuaty mam wrażenie, że hydrolat jest bardziej intensywny. Nie tylko zapach wydaje mi się mocniejszy ale również działanie. Do tego szklana butelka, którą z całą pewnością wykorzystam wtórnie i bardzo dobry atomizer.

Dostępność: Sklep Iwos - Okani Beauty, Hydrolat z róży damasceńskiej, obecnie w cenie promocyjnej


FROM A FRIEND - GENTLE FACIAL SCRUB PLUM & OAT
Hmm.. chwilę się zastanawiałam czy zasługuje na to miejsce, bo jednak ma wadę która mnie drażni. Jednak to, że trzeba go zmyć lekkim żelem wciąż nie przekreśla jego działania i przyjemności z użytkowania. Ślicznie pachnie marcepanem więc w okresie jesiennym aż chce się go używać. Poza swoją podstawową funkcją peelingu u mnie zyskał funkcję maseczki, która bardzo fajnie odżywia i zmiękcza skórę. Nie sposób docenić bogactwa składu i jego genialnej wydajności. Zdarza się, że jakaś wyjątkowo wredna wada (według mojego "widzi mi się") potrafi zrazić mnie do marki.. czasem na chwilę.. a czasem na zawsze. W tym przypadku tak nie mam. Wciąż mam chęć lepiej poznać markę.. dlatego silnie walczę z zapasami aby mieć na to miejsce 😅 Ciekawą informacją jest to, że powstała nowa wersja peelingu, która tej "wady" została pozbawiona.. a to brzmi niezwykle kusząco!


Dostępność: From a Friend


SAPE - OCZYSZCZENIA PEELMASKA DO TWARZY
Do maseczek oczyszczających mam trochę stosunek jak do jeża. Bardzo często są to produkty, które wysuszają, ściągają.. i w jakimś stopniu oczyszczają. Efekt jest taki, że po taką maseczkę nie chcę sięgać.. chociaż skóra krzyczy, że już jest ten dzień kiedy muszę, a przynajmniej powinnam. Tylko co z tego skoro po takiej przygodzie muszę zafundować sobie szereg zabiegów, które skórę ukoi i nawilży. jakby nie było można zrobić maseczki która jednocześnie oczyszcza skórę (nawet jeśli wymaga ponownego lub systematycznego użytkowania w ciągu tygodnia), delikatnie złuszczy czyli ma funkcję peelingu ale przede wszystkim nie będzie skórze szkodzić.. i voila! Moje modły wysłuchane przez SAPE.. a może tam po drugiej stronie, ktoś myśli i ma potrzeby takie same jak ja? Pozdrawiam! Czyli tak: oczyszcza, peelinguje, nawilża i nie wnerwia mojej skóry. Bez problemu mogę maskę nosić nawet 20 minut! Do tego łatwo się zmywa, a przy zmywaniu wykonuję masaż, który delikatnie złuszcza. No zwyczajnie perełka!

Dostępność: SAPE - Oczyszczająca peelmaska do twarzy. Dziś ostatni dzień z darmową dostawą w SAPE


PSYCHICAL FORMULA - MURIMURU BUTTER BRONZER
Strasznie dużo fajnych recenzji o nim widziałam i czytałam ale głównie zagranicznych. Psychical Formula trafiła do nas całkiem niedawno do Douglasa, a obecnie stacjonarnie dostępna w drogerii Hebe. Bronzer odziedziczyłam po Moni ale już ustaliłyśmy, że w tym przypadku będzie w jakieś formie oddany.. wszak był to prezent! Monia na brak bronzerów nie narzeka, a ja wręcz przeciwnie. Do tej pory z żadnym się nie polubiłam i bronzery mogły dla mnie nie istnieć.. a ten uwielbiam! Ma niesamowicie miękką konsystencję, odcień Bronzer (jaśniejszy Light Bronzer) okazał się idealny dla kogoś kto w temacie bronzerów jest cienki, choćbym chciała to nie potrafię zrobić sobie nim krzywdy, jakakolwiek plama z łatwością zostaje roztarta, brak płaskiego matowego wykończenia tylko bardzo subtelny blask, który zgrywa się z naturalnym blaskiem skóry i cudowny zapach masła murumuru, które tylko zachęca do tego aby otworzyć wieczko i użyć. Cieszę się jak dziecko! 😍😍


COULEUR CARAMEL - MASKARA BACKSTAGE
Na początku miałam z nią mały zgrzyt. Bardzo lekka płynna formuła sprawiała, że tusz odbijał mi się na powiekach i wiecznie musiałam poprawiać makijaż. Nawet w ciągu dnia potrafiłam mieć jakieś ślady pod okiem.. ale magia zaczęła się gdy tusz lekko zgęstniał. Genialna silikonowa szczoteczka, która świetnie rozdziela rzęsy i aplikuje maź tuż przy nasadzie rzęs.. wyłapuje każdy włosek! Z łatwością można budować efekt dramaturgi na rzęsach, zaczynając od lekko zaznaczonych rzęs, które wyglądają bardzo naturalnie, po klejące się koczkodany 😂 takiego efektu nie polecam ale jeśli ktoś się uprze to ta maskara da radę. Jednak mnie naprawdę w pełni zadowala to, że mogę uzyskać taki efekt na jaki w danej chwili mam ochotę, a nie z każdą maskarą jest to możliwe. Plusem jest również to, że z łatwością i bez zbędnego tarcia poddaje się zmyciu. Łez nie przetrwa.. więc jeśli jesteś bardzo wrażliwa i płaczliwa to jednak muszę odradzić 😅 Czy muszę wspominać, że Couleur Caramel ma bardzo fajne naturalne składy?


Tak.. tak.. wpisanie wszystkiego na listę chciejst to dobry pomysł 😇

sierpnia 12, 2018

MONSIEUR BIG i 12 x WIĘCEJ OBJĘOŚCI RZĘS Z MASKARĄ OD LANCOME

MONSIEUR BIG i 12 x WIĘCEJ OBJĘOŚCI RZĘS Z MASKARĄ OD LANCOME

Systematycznie staram się zużywać produkty do makijażu, których składy trudno określić jako naturalne lub chociaż przyjazne. O ile w przypadku pielęgnacji idzie ten temat ogarnąć znacznie szybciej i łatwiej to produkty do makijażu ciągną się dość długo. Jest jeszcze kwestia prezentów. Ów nie każdy zdaje sobie sprawę, że dążę do wymiany mojej kolorówki na bardziej przyjazną skórze.. z drugiej strony to nie jest łatwe zadanie, a już szczególnie w przypadku tuszy do rzęs. Nawet najbardziej zatwardziałe zwolenniczki naturalnej pielęgnacji w tej kwestii potrafią się poddać. Więc nawet u mnie mały skok w bok raczej nie razi po oczach.. tym bardziej, że jest to wyższa półka i wręcz kultowy produkt Lancome Monsieur Big, który dostałam w prezencie od szwagierki.


Od producenta:
Pogrubiająca maskara Monsieur Big od Lancome dla efektu rzęs o 12 x większej objętości nawet przez 24h. Monsieur Big od Lancome posiada specjalną szczoteczkę, która precyzyjnie rozdziela rzęsy i otula je ultra-kremową, jedwabiście lśniącą formułą wzbogaconą nasyconymi pigmentami. Podkreśla spojrzenie intensywną czernią i zapewnia efekt 12 x zwiększonej objętości rzęs nawet przez 24h.

Idealna, by wykonać codzienny makijaż, nie rozmazuje się, a profilowana końcówka szczoteczki z miękkimi, falistymi włoskami nie pozostawia grudek.

Formuła maskary Monsieur Big od lancome zawiera specjalne woski i polimery, by dokładnie przylegać do rzęs, dzięki czemu spektakularnie je wydłuża i nadaje im niesamowitej objętości.


Proste, tradycyjne opakowanie bez nadmiernej ilości opisów i tekstów. W zasadzie nic specjalnego. Prosta elegancja. Jednak wytłoczona różyczka dodaje pewnego uroku i czaru. Tusz wyposażony jest w tradycyjną szczoteczkę. Włoski szczoteczki są bardzo miękkie, a sama szczota jest ogromna! Nie pamiętam aby miała okazję używać większej. Formuła tuszu faktycznie jak deklaruje producent jest kremowa i zastanawiam się czy połączenie kremowej konsystencji z bardzo miękkim włosiem szczoteczki to była dobre połączenie. Czarna maź oblepia szczoteczkę. Trudno zdjąć nadmiar tuszu, bo włoski szczotki potrafią się wówczas położyć i tak zostać. Ostatecznie zdejmuję zazwyczaj nadmiar tuszu z samej końcówki szczoteczki, bo inaczej nie byłabym w stanie pomalować rzęs. 

Ostateczny efekt jest rzeczywiście BIG. Rzęsy są mocno wydłużone i pogrubione.. po prostu wyraźnie widoczne (na zdjęciu poniżej efekt. Z lewej strony rzęsy z maskarą Monsieur Big, z prawej strony rzęsy niepomalowane) Tusz zasycha na rzęsach przez co je utrwala. Dla mnie to plus. Moje rzęsy są z natury proste i aby użytkowanie maskar miało jakikolwiek sens muszę wcześniej użyć zalotki. Tusze, które są zazwyczaj bardzo mokre (przynajmniej na początku) potrafią podkręcone rzęsy wyprostować.. a to już mnie irytuje. W przypadku Monsieur Big ani razu nie miałam tego problemu. Konsystencja od samego początku jest kremowa i dobrze utrwala skręt rzęs. Nie mam zwyczaju w ciągu dnia dotykać rzęs ani mocniej mrugać powieką co mogłoby skutkować osypywaniem się tuszu.. ten problem u mnie raczej nie występuje. Tusz trzyma się rzęs przez cały dzień i pod tym względem nie mam żadnych zastrzeżeń.


Największym problemem w przypadku Monsieur Big jest dla mnie jego aplikacja. Być może ze dwa razy pomalowałam rzęsy tak aby nie musieć wspomagać się patyczkami kosmetycznymi. A to upaciałam powiekę (dolną, górną, obie..), a to skleiło kilka rzęs do kupy, a to jakieś grudy. Nawet jeśli aplikację przeprowadzałam w dużym skupieniu z uprzednią sesją medytacji i ćwiczeniami wdechu i wydechu to i tak zawsze "coś" musiało się stać. Z tą maskarą zwyczajnie należy uważać. W moim przypadku jedno przeciągnięcie po rzęsach dawało mocny wieczorowy efekt. Drugim problem to fakt, że szczoteczką trudno było dotrzeć do nasady rzęs. Oczywiście było to możliwe ale za każdym razem kończyło się jednym wielkim oblepieniem na długości i wymazanymi powiekami.

Chociaż Monsieur Big nie jest produktem wodoodpornym to wymagał nieco więcej wysiłku w usunięciu niż tradycyjne maskary. Mimo, że miałam złudzenie dobrze oczyszczonych rzęs po użyciu płynu micelarnego to po dodatkowym myciu twarzy żelem zdarzało się, że w lustrze ujrzałam lekką pandę. 

Skład (INCI): Aqua, Paraffin, Potasium Cetyl Phosphate, Copernicia Cerifera Cera / Carnauba Wax, Ethylene / Acrylic Acid Copolymer, Styrene / Acrylates / Ammonium Methacrylate Copolymer, Cera Alba / Beeswax, Synthetic Beeswax, Bis-Diglyceryl Polyacyladipate-2, Polybutene, Cetyl Alcohol, Divinyldimethicone / Dimethicone Copolymer, Steareth-20, Glyceryl Dibehenate, Steareth-2, C12-13 Pareth-23, C12-13 Pareth-3, Tribehenin Acacia Senegal Gum, Glyceryl Behenate, Sodium Laureth Sulfate, Disodium Edta, Hydrogenated Jojoba Oil, Hydrogenated Palm Oil, Hydroxyethylcelulose, caprylyl Glycol, Tetrasodium Edta, Ethylenediamine/Stearyl Dimer Dilinoleate Copolymer, Butylene Glycol, BHT, Pentaerythrityl Tetra-di-t-butyl Hydroxyhydrocinnamate, Potassium Sorbate, Sodium Dehydroacetate, Phenoxyethanol, [+/- May Contain / Peut Contenir: CI 77499 / Iron Oxides]


Monsieur Big trafił już do lipcowego denka, a towarzyszył mi przez cztery miesiące. Jego konsystencja pomimo dość długiego jak na tusz do rzęs okresu (zazwyczaj 3 miesiące) wciąż nie uległa zmianie i w zasadzie wciąż mogłabym go używać.. ale zwyczajnie już nie chcę.

Pomimo, że obietnica producenta odnośnie zwiększonej objętości uważam za spełnioną to jednak ilość wad stanowczo stawiają maskarę w gronie produktów do których nie będę miała ochoty wracać.. nigdy! Nigdy więcej!

Jeden z najlepszych tuszy do rzęs jakie używałam to?


czerwca 03, 2018

ULUBIEŃCY MAJA 2018

ULUBIEŃCY MAJA 2018

Mam wrażenie, że wybór moich ulubieńców zawsze jest tak strasznie oczywisty i nudny do bólu. Do tego trudno mi kogokolwiek zaskoczyć. Dlatego zrobiłam mały eksperyment. Wyciągnęłam moich ulubieńców oraz kilka produktów które na miano ulubieńca nie zasługują i zadałam mężowi pytanie.. co z tego jest moim ulubieńcem. Mąż strzelał.. wskazał nawet produkty, których nie lubię więc skoro on nie ma zielonego pojęcia to jest szansa, że kogoś swoim wyborem chociaż trochę zaskoczę 😂


AVALON ORGANICS - INTENSE DEFENSE ŻEL DO MYCIA TWARZY Z WITAMINĄ C
W chwili kiedy do niego wróciłam poczułam zwyczajnie ulgę. Już teraz wiem, że kupię kolejne opakowanie niezależnie od tego czy będę miała jakieś zapasy czy nie. Jest super delikatny dla mojej skóry, nie przesusza jej przy codziennym użytkowaniu. Jeśli jestem wyjątkowo zmęczona i nie mam siły na zabawy w płyn micelarny, olejek i żel.. używam tylko żelu Avalon dwa-trzy razy i buzia jest czysta. Lubię jego pomarańczowy zapach.. wszystko w nim lubię. Może poza zapychającym się dozownikiem, który lubi wypluć żel w przeróżne strony 😅 na szczęście wystarczy palcem usunąć zaschniętą kropelkę i śmiga jak należy. 

Żel pochodzi ze sklepu Iwos.. strasznie bardzo mocno go polecam!



GESSIE - GĄBKA DO DEMAKIJAŻU Z WĘGLEM AKTYWNYM
Absolutnie genialna, mięciutka, delikatna i niezwykle chłonna gąbka z węglem aktywnym. Działania węgla raczej tu nie dostrzegam ale miękkość tej gąbki, delikatność a zarazem skuteczność w zmywaniu np. maseczek czy myciu twarzy wraz z żelem jest po prostu strasznie przyjemne. Aktualnie mogę stwierdzić, że pokonała mojego ulubieńca z The Konjac Sponge za 40 zł. Jedyną wadą był brak sznureczka ale taki problem to nie problem.. jak widać sznureczek już ma. Może jedynie dostępność na aliexpress może być dla niektórych przeszkodą.. ale dla niej warto założyć tam konto i zamówić. Kosztuje około 3 zł.. i przed chwilą zamówiłam sobie zapas na cały rok 😀 Takie cudo wynalazła Anula z bloga Co kręci Anulę. Za to gąbkę znajdziesz na aliespress.


URIAGE - WODA TERMALNA
Woda termalna w maju towarzyszyła mi wyjątkowo często. Nie przepadam za nią w okresie jesienno-zimowym, bo jest mi za zimno ale wiosna i lato to co innego. Błędem było kupienie tak dużej pojemności, bo jest dość nieporęczna, a cenowo wcale nie wychodziła jakoś rewelacyjnie w porównaniu do dwóch standardowych pojemności. Niemniej w użyciu była dość często z uwagi na moje zamiłowanie do maseczek. Maseczki glinkowe czy te z własnej koncepcji w połączeniu z maską w płachcie.. temu zawsze towarzyszyła woda termalna Uriage. Dodatkowo zaczęła towarzyszyć mi przy wieczornej pielęgnacji i coraz częściej stoi na biurku zamiast w łazience. Lubię ją za delikatną mgiełkę, za przyjemne ukojenie i właściwości pielęgnacyjne. 
Wodę Uriage kupiłam stacjonarnie w aptece Gemini.


DESERT ESSENCE - SZAMPON TEA TREE REPLENSHING SHAMPOO
Jeden z lepszych szamponów jakie używałam. Trochę niepokoił mnie zapach olejku herbacianego przy codziennym użytkowaniu ale w tym przypadku jestem milo zaskoczona. Zapach jest bardzo przyjemny chociaż w ziołowych i świeżych nutach. Połączenie mięty pieprzowej, juki i olejku z drzewa herbacianego zdaje egzamin. Za to sam szampon jest bardzo wydajny, dość gęsty, świetnie się pieni, genialnie oczyszcza skórę głowy i włosy bez przesuszania. Nic mnie nie swędzi, nie piecze, nie drażni. Skóra głowy jest pięknie ukojona i odświeżona.. zaraz.. recenzja to dopiero ma się pojawić. W każdym razie szamponik fajny.. już szykuję pazurki na wersję kokosową, którą miałam w miniaturce od Anuli z boga Co kręci Anulę. Za to ten na spółkę użytkuję z mężem i również jest bardzo zadowolony. 
Szampon pochodzi ze sklepu Iwos.. tylko kokoska proszę mi nie wykupić! Bo się pogniewamy.


ANASTASIA BEVERLY HILLS - SOFT GLAM
Prędzej czy później będę musiała się z nią rozstać, bo nie jest moja 😭 Jednak przez maj zaskakująco często była moim pierwszym wyborem. Cudowny pigment! Wspaniale się nią pracuje! Myślę nawet, że mój makijaż oka poszedł o jeden poziom w górę.. chociaż akurat to zawdzięczam po części również pędzlom MBrush, którymi świetnie się pracuje. O każdym z tych cieni mogłabym pisać w samych superlatywach i po części z zaskoczeniem. Chociaż od początku uważam, że jest to najładniejsza paleta od Anasiasia Beverly Hills to przy tak dużej ilości żółtych i rudawych kolorów nie byłam przekonana czy będzie mi pasować. Od dawna staram się patrzeć na palety dość restrykcyjnie. Nigdy nie kupiłabym palety tylko dla kilku ładnych i ciekawych kolorów. Każdy z cieni oceniam oddzielnie pod względem tego czy mi się podoba i czy mogłabym używać go samodzielnie. Jeżeli minimum 25% cieni otrzyma negatywną ocenę.. nie kupię i nie chcę takiej palety nawet za darmo 😅 Bez sensu trzymać coś tylko dlatego, ze przez chwilę się podobało. Paleta Soft Glam już na początku przeszła test.. poza dwoma żółtymi cieniami, do których miałam wątpliwości. W tej chwili po miesiącu użytkowania przechodzi test w 100%. Genialna.. chcę swoją i wpisuję na listę chciejstw !

Właścicielką tego cuda jest Monia z bloga Mama z różową torebką. Dziękuję Monia! 😘


PIWONIE 😍😍😍
Uwielbiam piwonie! Niemal codziennie chodziłam na rynek aby sprawdzić czy już są, a gdy już się pojawiły to towarzyszyły mi codziennie. Co 3-4 dni chodziłam dokupować kolejne sztuki aby w wazonach zawsze były rozwinięte, mniej rozwinięte i takie całkiem w pąkach. Maj zdecydowanie upłynął mi w towarzystwie pięknych piwonii. Kupowałam je również do domu rodziców.. i oczywiście ogromnym bukietem piwonii obdarowałam mamę w Dzień Mamy. Korzystając z okazji zabrałam się za zdjęcia kosmetyków.. i nagle z 6GB mam 24GB zdjęć! Serio.. zdjęcia robiłam przez kilka dni 😂 najbliższy rok na blogu będę królować głównie piwonie.

Normanie szczęśliwa jestem patrząc na moich ulubieńców 😀


Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger