Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty

stycznia 02, 2021

LORAC PRO 3 EYESHADOS PALETTE, CZYLI RECENZJA MOJEJ ULUBIONEJ NEUTRALNEJ PALETY

LORAC PRO 3 EYESHADOS PALETTE, CZYLI RECENZJA MOJEJ ULUBIONEJ NEUTRALNEJ PALETY

Są tylko dwie opcje.. albo zakochasz się.. albo nie 😂 Ja, kocham. Była to moja wielka miłość w chwili gdy tylko zobaczyłam kolorystykę palety. Typowa, bazowa paleta odcieni neutralnych. Wybierając palety cieni analizuję cienie pojedynczo. Jeżeli w palecie jest więcej niż trzy cienie, które już na starcie wiem, że nie będę używać to daruję sobie zakup. W przypadku palety Lorac Pro 3 Eyeshadows Palette wątpliwości miałam jedynie do ostatnich czarnych cieni. Nie są to kolory niezbędne w moim makijażu. Zdecydowanie wolę ciemne brązy, a w przypadku czarnego cienia najczęściej zastępuję go kredką.


Paleta przychodzi do nas w kartonowym opakowaniu w piaskowo-bezowej tonacji. Wyposażona jest w lustro, które pomimo dobrej jakości to w domowym zaciszu jest całkowicie pomijane. W środku znajduje się 16 cieni utrzymanych w kolorystyce neutralnej w stronę ciepłej barw. Producent podzielił cienie w dwóch rzędach. Górny rząd to cienie matowe, zaś dolny to różnego formatu błyski. Zdecydwanie jestem fanką takiego porządku, chociaż przyznaję, że w moim przypadku nie miał on specjalnie przyłożenia na wybór cieni podczas wykonywania makijażu. Z czasem znalazłam w palecie swoich ulubieńców po których najchętniej sięgałam, aż wyrobiły się denka.

Same cienie są świetnej jakości. Maty są bardo drobno zmielone. Pomimo użytkowania i dobicia denek w kilku z nich ani razu nie natknęłam się na grudkę. Jedyne zastrzeżenie mam co cienia Canvas, który w porównaniu do reszty jest zdecydowanie bardziej zbity. Początek tego cienia był oczywiście inny ale gdzieś od połowy.. nieco stwardniał. Nie przypominam sobie abym go w jakikolwiek sposób uszkodziła czy zalała. Pozostałe cienie są miękkie i aksamitne. Bez trudu nabieram je na pędzel, a wystarczy lekkie muśnięcie aby nabrać pigment na włosie. Poszczególne odcienie bardzo ładnie się ze sobą łączą i przenikają.

Dolny rząd to błyski wszelkiego formatu ale o różnym wykończeniu. Część z nich ma silniejszy pigment, cześć jest drobno zmielona tworząc na powiekach taflę, a niektóre grubiej zmielone. O ile w przypadku matów pięknie pracowało się pędzlami tak w przypadku błysków w niektórych przypadkach sens ma tylko aplikacja.. palcem. Wszystko zależy od efektu jaki chcę uzyskać. W dziennym makijażu aplikacja pędzlem pozostawia widoczny blask ale bez przykuwania uwagi. Za to kiedy chcę wydobyć mocniejszy efekt wystarczy zaaplikować cień palcem.

  • BLANC - biało-waniliowy mat, bardzo dobrze napigmentowany. Używam głównie do rozjaśnienia wewnętrznego kącika oraz pod łuk brwiowy. Nie wybija się na skórze. Nie sprawia wrażenie, że została położona mąka. Natomiast delikatnie rozjaśnia okolicę na którą zostanie zaaplikowany i stanowi świetną bazę pod inne cienie rozświetlające.
  • CANVAS - neutralny, cielisty beż. Formuła nieco zbita i sprawia problemy w aplikacji ale cień jest dobrze napigmentowany. Ten cień zdecydowanie najszybciej sięgną dna. Zdaje sobie sprawę, że użytkowniczki cieni dzielą się na takie, które bez klasycznego cielaka nie są w stanie się obejść (to zdecydowanie ja) oraz takie dla których ten cień jest zbędny. U mnie cień jest w użyciu niemal za każdym razem. Ląduje na całej powiece jako baza.

  • COOL TAUPE - średni, ciepły brąz, bardzo dobrze napigmentowany o miękkie formule.To cień który dobił denka jako drugi. Świetny do podkreślenia załamania powieki ale również jako ciemniejsza baza na całą powiekę. Wystarczy wówczas dodać blasku w wewnętrznym kąciku lub na środek powieki i makijaż gotowy.

  • PINK NUDE - pudrowy róż, bardzo dobrze napigmentowany o miękkiej i jedwabistej konsystencji. Chociaż to wciąż neutralny bazowy cień to dość rzadko po niego sięgam. Wszystko z uwagi na wyraźnie różowy ton. Gdybym nie miała innej opcji wyboru w postaci Canvas to cień byłby użytkowany systematycznie. W chwili kiedy zaczynam wykonywać makijaż i nie mam jeszcze określonego planu to pierwszeństwo ma Canvas. Natomiast kiedy mam plan pójść w chłodne tony wówczas wybieram Pink Nude.
  • CLAY - to cień idealnie współgrający z Pink Nude. Wciąż neutralna tonacja średniego brązu ale z lekko różowymi tonami. To łagodny pudrowy brudny róż. Świetnie napigmentowany i miękki. Cień ten nie był moim faworytem ale gdy Cool Taupe zaczął sięgać dna dałam szansę Clay. W efekcie również Clay sięgną denka. Cień ładnie podkreśla niebieską tęczówkę i wydobywa z niej złote tony. Używam podobnie jak cienia Cool Taupe, czyli w załamanie lub na całą powiekę.

  • TERRACOTTA - średni brąz z dużą przewagą żółtych pigmentów. W efekcie blisko mu do musztardowego odcienia ale genialnie wpisuje się kolorystykę palety i świetnie współgra z innymi kolorami. Jest bardzo dobrze napigmentowany. Po aktualnym zużyciu palety widzę, że mocno tego cienia nie doceniam. Daleko mu do denka, a przecież nie określiłabym go mianem najmniej lubianym w palecie.

  • DK. BROWN - ciemny ciepły brąz o świetnej pigmentacji. Jeden z moich ulubionych brązów w jakichkolwiek paletach. Jest świetnie wyważony i o odpowiedniej kolorystyce. Do tego niezwykle miękki i satynowy. Używam do przyciemniania makijażu w zewnętrznym kąciku, do wykonania kreski wzdłuż linii rzęs.
  • JET BLACK - czarny cień o dobrej pigmentacji. Niestety u mnie całkowicie pomijany i niemal nienaruszony. Potrafi ładnie skupić czarny pigment ale przy rozcieraniu dość mocno się wytrąca w szarawą chmurkę. Cóż.. czarne cienie nie są dla mnie.
  • LT. GOLD - delikatne zgaszone złoto z waniliowymi tonami. Niezwykle miękki i satynowy o świetnej pigmentacji. U mnie najczęściej ląduje w wewnętrznym kąciku oka.. i tylko tam. Cień ma jasną bazę, która po roztarciu na całej powiece potrafi zginąć. Prawdę mówiąc byłby to idealny rozświetlacz. Taflę którą pozostawia jest prześliczna ale nienachalna.
  • ALMOND PEARL - beżowy cień z wyraźnie chłodnymi tonami. Jest wręcz zimny w porównaniu do ciepłego Lt. Gold. Za to równie dobrze napigmentowany. Ma nieco mocniejszą bazę przez co nie ginie aplikowany na powiece.
  • MEDALLION - o ile o większości cieni można powiedzieć, że mają satynowe wykończenie to Medallion zdecydowanie jest brokatowy. To czyste stare złoto o miękkiej formule i świetnej pigmentacji. Spośród wszystkich blasków ma największe zużycie ale nie jest to łatwy cień. Nie ma mowy o aplikacji go pędzlem ponieważ dość słabo się go trzyma i jeszcze gorzej chwyta powieki. Za to aplikowany palcem wygląda genialnie! Potrafi być tą wisienką.
  • LT. PEWTER - delikatne złoto z chłodnymi fioletowymi podtonami. Ciężko mi znaleźć odpowiednik tego cienia, bo jest naprawdę wyjątkowy. To chyba najbardziej jedwabisty cień w całej palecie.. jest wręcz mięciutki. Bez trudu można go aplikować pędzlem ale najpiękniejszy blask wydobędziemy aplikując palcem. Pięknie ochładza makijaż.
  • AMETHYST - śliwkowy brąz o dobrej pigmentacji. Jest jednym z najmniej lubianych chociaż nie tego się spodziewałam. Niestety za każdym razem kiedy po niego sięgam psuje mi makijaż. W opakowaniu wyraźnie przeważają śliwkowe tony ale po aplikacji i rozcieraniu zmienia kolor na na szarawo-brązony. W dodatku wolałabym go w wersji matowej, która byłaby łatwiejsza w ograniu.
  • ROSE BROWN - nazwa tu idealnie pasuje "różowy brąz". Chociaż znajduje się pod koniec palety z najciemniejszymi cieniami to wcale nie jest ciemniejszy od złotego medalion. Intensywnie napigmentowany i jedwabisty. Bez trudu aplikuje się go pędzlem ale tradycyjnie więcej wyciągam aplikując palcem. Z uwagi na to, że został umiejscowiony wśród najciemniejszych stosunkowo często o nim zapominam.
  • DK. MOCHA - ciemny brąz o srebrnym wykończeniu i bardzo dobrej pigmentacji. Formuła nieco bardziej sucha od poprzedników ale wciąż miękka i delikatna. Śliczny cień, którego nie potrafię zegrać z moim makijażem.
  • TRUFFLE - teoretyczna czerń w wersji z połyskiem. Sama istota cienia czarnego w moim makijażu nie ma sensu, a co dopiero w wersji satynowej czy brokatowej. Miałam do niego kilka podejść ale aplikowany pędzlem wyglądał na szary. Za to precyzyjna aplikacja palcem zwyczajnie nie wychodzi. Dałam sobie z nim spokój.

Do palety była dołączona mini wersja bazy pod cienie. Niesamowicie wydajna i świetnej jakości. U mnie, z uwagi na tłustość powiek mam bardzo duży problem z utrzymywaniem się cieni w nienagannym stanie. Nie pomaga aplikacja korektora z przypudrowaniem.. to zwyczajnie musi być baza pod cienie. Tylko wówczas mój makijaż oczu przetrwa cały dzień bez najmniejszego uszczerbku. Nie ma znaczenia, czy jest to paleta za 30 zł czy za 250 zł, bez bazy pod cienie nie ma szans aby mój makijaż przetrwał.


Wciąż uwielbiam te cienie i używam niemal przy każdym makijażu. Po pozostałe palety sięgam sporadycznie lub gdy mam potrzebę na coś innego. Paleta sprawdza się u mnie zarówno w dziennym jak i wieczornym makijażu. Jest niemal intuicyjna. Wszystkie cienie świetnie ze sobą grają, a z uwagi na blaski trudno się tą paletą znudzić. 
W chwili kiedy kupowałam Lorac Pro 3 Eyeshadow Platte, trudno było mi znaleźć odpowiednią paletę, która zaspokoiłaby moje wszystkie podstawowe potrzeby. Nie chciałam dwóch dobrych palet. Chciałam jedną którą zabiorę na wyjazd, która będzie mi służyć na co dzień ale będę mogła wyciągnąć z niej jakiś efekt wow. Taki właśnie mam do niej stosunek.

Na chwilę obecną nie jest to jedyna paleta na rynku w takim zestawieniu kolorystycznym. Dlatego pomimo sentymentu i świetnej jakość nie wróciłabym do niej. Jako typowa kobieta.. chcę czegoś nowego.. innego. W końcu makijaż to nie obowiązek.. to zabawa. 

 A co obecnie bym wybrała w zastępstwie? 
 





 
 

listopada 09, 2020

KULTOWY PODKŁAD IT COSMETICS, YOUR SKIN BUT BETTER CC+. CZY RZECZYWIŚCIE SPRAWIŁ, ŻE MOJA SKÓRA WYGLĄDAŁA LEPIEJ?

KULTOWY PODKŁAD IT COSMETICS, YOUR SKIN BUT BETTER CC+. CZY RZECZYWIŚCIE SPRAWIŁ, ŻE MOJA SKÓRA WYGLĄDAŁA LEPIEJ?

Marka It Cosmetics chodziła za mną przez jakiś czas. Trudna dostępność na naszym rynku tylko podsycała większe chciejstwo. Wszystko w imię "podkładu idealnego". Produkty It Cosmetics są szeroko zachwalane na zagranicznych kanałach, a często na rodzimym podwórku. Jakiś czas temu zachęcona kilkoma bardzo pozytywnymi recenzjami osób, które obserwuję, postanowiłam skusić się na ten "ideał".


Od producenta:
It Cosmetics przedstawia Your Skin But Better CC+ SPF 50+ to wysoce pigmentowany, wielozadaniowy krem, który niezawodnie pokrywa niedoskonałości cery, wypełnia drobne zmarszczki. Formuła łączy w sobie krem nawilżający, serum przeciwzmarszczkowe, korektor, podkład i krem przeciwsłoneczny w jednym produkcie. Dodatkowo zawiera mineralny filtr SPF 50+, który chroni skórę przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych UV-A i UV-B, a tym samym przed przedwczesnym starzeniem się skóry. Dzięki innowacyjnej formule przeciwstarzeniowej, opracowanej we współpracy z chirurgami plastycznymi Twoja skóra wygląda promiennie i naturalnie. Nawilżająca formuła z peptydami, niacyną, algami, witaminami A, C, B i E, kwasem hialuronowym i hydrolizowanym kolagenem zapewnia skórze długotrwałą świeżość. Krem CC idealnie sprawdza się na co dzień jak i w podróży, kompleksowo zatroszczy się o Twoją skórę w każdych warunkach.

Stosowanie:
Nanieś 1-2 krople kremu CC na oczyszczoną skórę ulubionym pędzlem lub opuszkami palców. Your Skin But Better CC+ SPF 50+ idealnie dopasowuje się do potrzeb Twojej skóry. Aby uzyskać optymalny efekt, nałóż równomierną warstwę na twarz, szyję i dekolt. Skup się na częściach twarzy, które wymagają największego pokrycia, takich jak obszary pod oczami, nos i usta oraz podbródek i środek czoła - są to obszary, które zwykle mają przebarwienia lub nierówności kolorytu skóry.


Opakowanie dość nietypowe jak na nasze standardy.  O dziwo miękka tubka z dozownikiem sprawdziła się fenomenalnie do samego końca. Aplikacja była prosta i przyjemna. Nic się nie zacina, nie pluje, pełna kontrola nad ilością wyciskanego podkładu. W dodatku wszystko odbywa się higienicznie. Opakowanie  świetnie sprawdza się w podróży.. i przy każdym upadku z wysokości (szczególnie na płytki w łazience 😅)

Pojemność 32ml również dość typowa jak na rodzimy rynek ale przecież te amerykańskie normy potrafią zaszokować. Natomiast ja chyba zawsze będę preferować pojemności jak najmniejsze w stosunku do kosmetyków kolorowych. Zdecydowanie wolałabym w każdej dziedzinie kosmetycznej wyznawać zasadę, że produkty należy zużyć, a nie tylko używać. W końcu kiepsko trafiona kolorówka jest niezwykle upier... to znaczy "trudna" do zużycia.


Zamawianie podkładu przez Internet nie jest prostym zadaniem, szczególnie jeśli chodzi o wybór koloru. Po długich rozmowach z jedną z dziewczyn, która ów podkład posiadała, przekazałam moje wymagania kolorystyczne i padło na odcień Fair. Obecnie w asortymencie gama kolorów się powiększyła więc zadanie stało się jeszcze bardziej skomplikowane.. a może łatwiejsze? Osobiście miałam dylemat pomiędzy najjaśniejszym Fair, a wówczas ciemniejszym Light. Jednak o wiele łatwiej jest mi podkład przyciemnić niż rozjaśnić, a dodatkowo bywam wyjątkowo blada w okresie zimowym. To mogło się udać.. ale się nie udało. Odcień okazał się nie tylko za jasny ale również wpadający w chłodne tony. W efekcie byłam zmuszona kolor ratować czy to bronzerem dla ocieplenia twarzy czy mieszając podkład z innym dla uzyskania odpowiedniejszej tonacji.



Jak sama widzisz, nie można mu odmówić krycia. Podkład ma kremową konsystencję, która nie jest tłusta ani nie rozlewa się. Teoretycznie jestem w stanie nazwać ją lekką ale tylko w sensie aplikacji "kropki" na grzbiet dłoni. Za to jego moc krycia oraz późniejsze efekty uboczne sprawia, że trudno mi mówić o nim jako o produkcie lekkim.

W przypadku Your Skin But Better nie ma mowy o aplikacji palcami czy pędzlem. Za każdym razem miałam wrażenie, że robię smugi lub jest na tyle widoczny, że robi maskaradę na mojej twarzy. Do tego pędzel potrafił fenomenalnie wydobyć niewidoczne suche skórki, a przy okazji pory. Jedynie aplikując niewielkie ilości podkładu i rozprowadzając całość gąbką byłam w stanie uzyskać zadowalający efekt. W tym przypadku im mniej tym lepiej. Swoją drogą przy tak mocnej pigmentacji łatwo uzyskać efekt dwuwymiarowej (płaskiej) twarzy. Podkładem bez trudu mogłam zakryć kolor ust, nie wspominając o defektach skóry typu pieprzyk czy znamię. Zdecydowanie jest to najbardziej kryjący podkład z jakim się spotkałam, a przebił swoją mocą nawet słynny Doubel Wear Estee Louder.


Przez cały okres użytkowania podkładu miałam z nim prawdziwy rollercoaster. Początki były bardzo pozytywne i obiecujące wieczną miłość. Jednak na nasze szczęście wpływało wiele czynników: stan cery, pielęgnacja, pogoda, długość noszenia podkładu..

To co najbardziej mi przeszkadzało, to fakt, że moja skóra nie była w stanie znieść podkładu jako produktu częstego stosowania. Zwyczajnie potrzebowała od niego częstego odpoczynku. Z każdym kolejnym dniem stawała się bardziej przesuszona i obciążona. Stosowanie mocniej oczyszczającej pielęgnacji sprawiało, że skóra reagowała jeszcze większym przesuszeniem, a w efekcie większym przetłuszczaniem. To po prostu błędne koło. Ostatecznie podkład trafił jako produkt do stosowania na większe wyjścia jako ratunek w sytuacjach kryzysowych.

Produkt zdecydowanie wymagał ode mnie stosowania nawilżającej ale bardzo lekkiej pielęgnacji. W przeciwnym wypadku potrafił zaskoczyć zważoną strefą T. Dodatkowo wymuszał na  mnie stosowanie mgiełek do makijażu, gdyż aplikacja pudru, różu czy bronzera sprawiała wrażenie niezwykle suchej twarzy. Nie było mowy o oszustwie w postaci hydrolatu czy toniku.. o nieee.. to musiała być mgiełka i to najlepiej taka, która ma jak najwięcej wspólnego z lakierem do włosów. Dopiero wówczas makijaż wyglądał na spójny, bez przesadnego ciężaru czyli przysłowiowej ciężkiej tapety.


Ogromną zaletą podkłady jest ochrona SPF na poziomie 50. Dodatkowo zachwycił króotki skład, do czasu gdy zrozumiałam, że druga (znacznie dłuższa) jego część znajduje się na drugiej stronie opakowania. To było jak nie mająca końca opowieść. Do tego pełna gromada silikonów.. i nagle reakcja mojej skóry na zbyt częste używanie podkładu nabrała sensu.

Skład (INCI): Aqua, Titanium Dioxide, Phenyl Trimethicone, Dimethicone, Butylene Glycol, Zinc Oxide, Butylene Glycol Dicaprylate, Orbignya Oleifera Seed Oil, Butyloctyl Salicylate, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Cyclopentasiloxane, Snail Secretion Filtrate, Aluminum Hydorxide, Stearic Acid, Magnesium Sulfate, Polyglyceryl-4 Isostearate, Cyclohexasiloxane, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Hexyl Laurate, Calcium Stearate, Caprylyl Glycol, Triethoxycaprylylsilate, Ethyl Hexanediol, Ethylhexylglycerin, Limonene, Phenoxyethanol. Citrus Limon Peel Oil/Lemon Peel Oil, Sorbitan Isostearate, Tocopheryl Acetate, 1,2-Hexanediol, Citrus Aurantium Bergamia Fruit Oil/Bergamot Fruit Oil, Disodium EDTA, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil/Orange Peel Oil, Citrus Aurantifolia Oil/Lime Oil, Pinus Sylvestris Leaf Oil, Punica Granatum Seed Oil, Vitis Vinifera Seed Oil/Grape Seed Oil, Persea Gratissima Oil/Avocado Oil, Anthemis Nobilis Flower Water, Linalool, Glycerin, Eucalyptus Globus Leaf Oil, Citral, Niacinamide, Curcuma  Longa Root Extract/Turmeric Root Extract, Hyaluronic Acid, Colloidal Oatmeal, Cholesterol, Citrus Grandis Peel Oil/Grapefruit Peel Oil, Perfluorohexane, Steareth-20, Camellia Sinensis Leaf Extract, Magnolia Kobus Bark Extract, Pentaerythrityl Tetra-di-butyl Hydroxyhydrocinnamate, Chrysanthemum Indicum Flower Extract, Glycine Soja Sprout Extract/Soybean Sprout Extrakt, Perfluorodecalin, Citric Acid, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Perfluoromethylcycopentane, Olea Europaea Leaf Extract/Olive Leaf Extract, Artemisia Princeps Leaf Extract, Cinnamomum Cassia Bark Extract, Pueraria Lobata Root Extract, Diospyros Kaki Leaf Extract, Morus Alba Fruit Extract, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Chlorhexidine Digluconate, Hydrolyzed Collagen, N-Hydroxysuccinimide, Hydrolized Silk, Lactobacillus/Honeysuckle Flower/ Licorice Root/Morus Alba Root/Pueraria Lobata Root/Schisandra Chinensis Fruit/Scutellaria Baicalensis Root/Sophora Japonica Flower Extract Ferment Filtrate, Caprylhydroxamic Acid, Sodium Citrate, Biotyn, Thiamine HCL, Niacin, Folic Acid, Retinyl Palmitate, Palmitoyl Tripeptide-1, Carnitine HCL, Riboflavin, Tocopherol, Ascorbic Acid, Pantothenic Acid, Chrysin, Palmitoyl Tetrapeptide-7; [+/-: CI 77491, CI 77492, CI 77499/Iron Oxides, CI 77891/Titanium Dioxide].


Ostatecznie podkład posłużył mi do ostatniej kropli.. ale to nie była szczególnie bliska zażyłość. Przez większość opakowania posłużył mi jako s.o.s do ratowania podkładów za ciemnych albo zbyt delikatnych, które wymagały zwiększonej trwałości, krycia i jednocześnie rozjaśnienia. Pomimo nie do końca trafionego koloru (jedynie w okresie przedłużającej się zimy oraz wczesnej wiosny gdzie wciąż promienie słońca nie potrafią przebić się przez chmury) wiem, że nie odważyłabym się na powrót nawet do ciemniejszej wersji kolorystycznej.


Nie był to mój wymarzony podkład.. ale jestem w stanie zrozumieć szereg zachwytów na jego temat. Jest trwały i ma świetne krycie. Wierzę, że na ładnej cerze może prezentować się genialnie jak druga skóra tylko "lepsza". W moim przypadku nie zawsze wyglądało to lepiej. Mimo to cieszę się, że zaspokoiłam moje wielkie chciejstwo. W końcu podkład zużyłam do ostatniej kropli.. fakt, że w roli ratunku dla innych podkładów ale również się liczy.  
 
Póki co marka wciąż mnie ciekawi. Chociażby słynny puder Bye Bye Pores, który podobno daje efekt pfotoshopa.. ale czy byłby lepszy od ukochanej Charlotte Tilbury Airbrush Flawless Finish Powder? Hmm.. czy naprawdę chcę to sprawdzić? Chyba wolałabym pójść w stronę powrotu do Charlotte ewentualnie w stronę marki Tarte dostępnej obecnie w Sephorze.


stycznia 31, 2020

ZUŻYCIA STYCZNIA 2020

ZUŻYCIA STYCZNIA 2020

Pierwsze denko stycznia.. i jak co roku obfite nie jest. To efekt grudniowych porządków, które zostały skrupulatnie przeprowadzone. Mimo to coś tam jednak się znalazło z serii zużyć tradycyjnych ale pojawiły się i takie produkty, którym dałam ostatnią (miesięczną) szansę sprawdzenia się.. i dały ciała.. chociaż to zależy od punktu widzenia, bo równie dobrze to ja mogłam dać ciała 😅


BE THE SKY GIRL - PEEL ME TENDER
To podobno jeden z mocniejszych peelingów enzymatycznych, a ja siedziałam sobie z nim nawet 15 minut i żadnego podrażnienia nie odczułam. Co więcej wstępnie po tym pierwszym spotkaniu nawet mi się podoba, bo efekt jak najbardziej mnie zadowolił. W lutym powinien doczekać się swoich pięciu minut na blogu.


A JEDEN - HYDROLAT KOKOSOWY
Dopiero zaczynam odchodzić od ulubionej wersji z różą damasceńską, a wersja z kokosem to zdecydowany krok w inną stronę. Hydrolat znalazłam z bocie Terra Botanica, które w sklepie Lost Alchemy rozchodzą się niczym świeże bułeczki w ciągu 2-3 minut od pojawienia. Ale jeśli chodzi o sam hydrolat.. cóż.. był ok.


UNI TOUCH - HYDRATING MASK
Maseczka Uni Touch pochodzi ze spotkania blogerskiego. Otrzymałam dwie maseczki oraz genialną opaskę! W planie miałam zużycie maseczki jedna po drugiej ale stało się coś nieoczekiwanego. Nie chcę oskarżać o nic maseczki, dlatego chwilowo mam małą kwarantannę. Gdy skóra dojdzie do ładu ponownie użyję maseczki, a post powinien pojawić się w lutym.


DRESDEN ESSENZ - ŻEL POD PRYSZNIC Z POMELO
Niezwykle przyjemny i orzeźwiający zapach. Takie świeże zapachy wybieram najczęściej na okres letni ale nie mogłam tak długo przekładać tego spotkania. Używałam nałogowo, chociaż mam na ten rok silne postanowienie zmniejszenia do minimum zapasów mich mydeł w kostkach.. przy tym żelu nie było to możliwe. Pomimo tego, że moja skóra w okresie jesienno-zimowym o wiele łatwiej się przesusza to żel zupełnie nie pogłębiał tego stanu. Dzięki temu mogłam się cieszyć od początku do końca z jego obecności, a radość była tym większa, że był prezentem od Anuli z bloga Co kręci Anulę. Dziekuję



DESERT ESSENCE - ODŻYWKA Z MANGO
Nic się nie zmieniło.. wciąż ubolewam nad brakiem tej marki na naszym rynku. Szampony spisywały się u mnie genialnie i były niesamowicie wydajne. Z odzywkami miałam jednak nieco mniej wspólnego ale rewelacyjnie wspominam wersję kokosową. Tu natomiast mamy mango.. a mango kocham! Natomiast sama nie dała mi efektu wow.. była naprawdę dobra ale chyba okres zimowy jest dla moich włosów zbyt dramatyczny aby odżywka mogła sprostać tym wymaganiom. Miałam jednak na nią swój sposób. Wystarczyło na wypaciane odżywką włosy nałożyć czepek.. im więcej czasu dałam odżywce tym efekt był o wiele fajniejszy. Zdecydowanie lepiej sprawdzała mi się w roki 15-20 minutowej maski na włosy.. ale o tym więcej w lutowym poście.


SENSIQUE - CREATIVE EYESHADOWS ODCIEŃ 144 CHOCHLATE TRIO
Na pierwszy rzut oka.. genialna bazowa paletka neutralnych kolorów o wykończeniu matowym. Pierwsze macanie "palucham" pełen zachwyt nad pigmentacją. jednak kiedy pierwsza powłoczka została starta zaczęła się historia pełna rozczarowań i przekleństw. Najjaśniejszy cień okazał się tak twardy, że musiałam go zeskrobywać aby pędzel mógł cokolwiek nabrać. Równie dobrze mogłabym próbować na pędzel nabrać farbę ze ściany.. efekt ten sam. Najciemnijszy czekoladowy brąz po roztarciu okazywał się bordowy. Niby fajna magia ale osobiście oczekuję jakiejś podstawowej stabilności koloru. Jedynie na ciemny beż nie jestem w stanie narzekać.. ale mam już podobny w innych paletach, a dla dwóch beznadziejnych cieni z trzech nie opłaca mi się tej paletki trzymać. Prawdę mówiąc nawet nie jestem w stanie jej komukolwiek przekazać, bo jest aż tak zła. Pa maszkaro!

 
INGRID - SMOKY EYES SHADOW NR 118
W przeciwieństwie do zestawu cieni z Sensique ten jest w wiele bardziej godniejszy polecenia. Ponownie neutralne kolory. Same cienie są miękkie i niestety znacznie mniej napigmentowane. To opcja dla kogoś kto oczekuje lekkiego koloru. Osobiście jestem już przyzwyczajona do mocnej pigmentacji i lubię patrzeć jak cienie nabierają głębi na mojej powiece z każdym kolejnym muśnięciem. W tym przypadku tego nie ma. Paletka jednak nie jest zła na tyle abym miała ją wyrzucać do śmietnika.. powędrowała do siostry. 


CONSTANCE CARROLL - KOHL EYELINER ODCIEŃ 14 CREAMY
Mam identyczną kredkę innej marki. Nie widzę zupełnie różnicy w kolorze ale w twardości owszem. Kredka marki Constance Carroll jest o wiele twardsza przez co trudniej się nią pracuje. Zaznaczenie linii wodnej o wiele przyjemniej wykonać miękką kredką. Zapewne mogłabym znaleźć jej inne przeznaczenie np. podkreślić łuk brwiowy.. ale nie będę się oszukiwać, jeśli uda mi się sięgnąć po taką kredkę pięć razy w roku to będzie istne szaleństwo. Rzadko sięgam po taką kredkę.. może jeszcze nie doceniłam jej wystarczająco.. może to przyjdzie z czasem.. ale teraz i w najbliższym czasie nie widzę sensu aby walały się aż dwie.


INDIGO - PROTEIN BASE
Po tę bazę przestałam sięgać, a powód jest jeden.. trwałość. Robiła jakiś czas temu test porównawczy tej bazy z inną i wypadła niezwykle mizernie. Kiedy już robię manicure hybrydwy to oczekuję, że przetrwa minimum tydzień w dobrym stanie.. ale żeby nie było tak gorzko, to muszę przyznać, że baza ma jeden plus.. niezwykle łatwo ściąga się hybrydy.
Do testu bazy odsyłam do posta: Porównanie bazy Indigo i NeoNail


INDIGO - LAKIERPIJAMA PARTY
Z pozoru śliczny neutralny kolor odpowiedni na każdą okazję i świetnie łączący się z każdym innym kolorem. Problem mam z nim taki, że ciężko mi uzyskać jednolitą strukturę i krycie. Zawsze wychodzą jakieś prześwity. W zasadzie można by zadowolić się jedną warstwą która będzie wyraźnie przebijać.. ale i tak nigdy równa mi nie wyszła. Aby ogarnąć krycie tego lakieru muszę nałożyć minimum cztery warstwy.. to stanowczo za dużo zabawy, a do tego nigdy nie wiem czy efekt mnie zadowoli. To ostatnie moje spotkanie z marką.. sorry.

Przy okazji porządków w dziale mani będę miała do oddania trochę ozdób do paznokci. Jutro (sobota) lub najpóźniej pojutrze (niedziela) pojawi się nowy post, a na jego końcu będę ów drobiazgi. Wystarczy, że w komentarzu napiszesz, że chętnie je przygarniesz, a ja wyślę je do Ciebie (na terenie Polski) Także kto pierwszy.. ten lepszy.

stycznia 27, 2020

INGRID COSMETICS - SMOKY EYES SHADOW PALETA, KLASYCZNE BRĄZY DLA MNIEJ WYMAGAJĄCYCH

INGRID COSMETICS - SMOKY EYES SHADOW PALETA, KLASYCZNE BRĄZY DLA MNIEJ WYMAGAJĄCYCH

Spotkania blogerskie mają to do siebie, że często oprócz produktów którymi jesteśmy naprawdę zainteresowane trafiają również takie, które zainteresowanie wzbudzają żadne. Nie urodził się jeszcze nikt komu wszystko by pasowało.. więc to raczej norma. Osobiście przyznaję, że często przez nadmiar produktów jakie otrzymuję przy takich spotkaniach część z nich trafia w inne ręce. Najczęściej pytam koleżanki lub rodzinę czy coś chcą, bo wolę aby produkty służyły komuś innemu niż miałyby u mnie leżeć latami. Trafiają się również takie produkty, ktore normalnie nie budzą mojego zainteresowania, a jednak zostawiam sobie bo jednaj jakiś potencjał zauważyłam.. i tak było z paletką cieni marki Ingrid Cosmetics.


Marka zdobyła moje serce przez to, że w paczkach dla dziewczyn podarowała naprawdę ciekawe i fajne kolorystycznie produkty. Naprawdę nie jest to regułą. Z drugiej strony osoba która zajmuje się wykonywaniem makijażu na co dzień może być zadowolona z zielonej pomadki czy neonowych cieni.. ja niekoniecznie. Natomiast z Ingrid do użytku pozostawiłam sobie niemal wszystkie produkty. 

Ingrid Cosmetics nie jest marką z gornej półki cenowej, więc trudno oczekiwać produktów, które rzucą na kolana. To wcale nie znaczy, że nie znajdziemy czegoś wartościowego w dobrej cenie. Takim właśnie produktem jest paletka z kolekcji Smoky Eyes Shadows w odcieniu 118

Bardzo uniwersalna paletka cieni w kolorystyce brązu i beżu. Niezwykle neutralna i dzienna kolorystyka sprawia, że paletkę z łatwością można włączyć do codziennego makijażu, a także łączyć z innymi paletami cieni.


Normalnie zapewne rozbijałabym paletę na czynniki pierwsze ale tu nie ma za bardzo nad czym się rozwodzić. Każdy z cieni jest miękki, a nawet nieco satynowy w dotyku. Na pędzel nabiera się sporo produktu co i tak uważam za plus bo w większości tańszych paletek jest dokładnie odwrotnie. Nie ma się jednak czego obawiać, bo cienie nie są jakoś spektakularnie napigmentowane. 

  • Cień z numerem jeden to jasny cielaczek, który najczęściej ląduje na moich powiekach jako baza
  • Cień z numerem dwa to ładny ciepły beż, również bardzo uniwersalny kolor. Spisze się na całą powiekę czy jako zaznaczenie załamania. 
  • Cień z numerem trzy to ciepły brąz. W zasadzie jest ładny i twarzowy ale za każdym razem mam z nim jakiś problem. 
  • Cień z numerem cztery to nieco chłodny ciemny brąz.

Problem z cieniami mam taki, że na powiece zlewają mi się w jedno. Żeby nie było.. ładnie się rozcierają ale w pewnym momencie kiedy cienie rozcieram i chcę w końcu wzmocnić kolor to okazuje się, że szczyt możliwości przyciemnienia już osiągnęłam. W efekcie końcowym wychodzi brązowa mgiełka bez szczególnego wyrazu. Nie winię do końca za to samych cieni. Ewidentnie praca z nimi wymaga pewnego przyzwyczajenia i świadomości jak wiele można z nich wyciągnąć. Jednak pracując zazwyczaj na mocno napigmentowanych paletach takich jak Nabla czy Lorac zwyczajnie o tym zapominam.


W zasadzie nie mogę powiedzieć o niej nic złego, bo w tej cenie wydaje mi się być całkiem fajną paletą. Robiąc porządki w kolorówce miałam nawet spory dylemat czy jednak jej sobie nie zostawić na jakieś krótkie wyjazdy ale skoro sięgam po nią z przymusu, a efekt końcowy mojego makijażu raczej mnie rozczarowuje to trafia w dobre ręce mojej siostry. Myślę, że osoba która na co dzień niezwykle lekko podkreśla urodę będzie o wiele bardziej zadowolona.

Na zdjęciu poniżej widoczne są swatche cieni aplikowane palcem. Taka aplikacja zazwyczaj wyciąga z każdego cienie maksimum jego możliwości. Jak widać nie jest to mocno powalający efekt ale nie jest najgorzej.


Jeżeli masz styczność z paletami o mocnej pigmentacji to ta mocno Cię rozczaruje. Jednak jeśli nie jesteś mistrzynią makijażu ani nie ciągnie Cię do tego typu zabaw to jest spora szansa, ze paleta spełni Twoje oczekiwania. Myślę, że to również dość dobra opcja dla bardzo młodych osób, które chcą zacząć przygodę z makijażem i nie chcą wydać na to fortuny.

stycznia 06, 2020

ULUBIENCY ROKU 2019: MAKIJAŻ

ULUBIENCY ROKU 2019: MAKIJAŻ

Makijażowe podsumowanie roku 2019.. to nie jest dla mnie łatwa sprawa.. chociaż? Nie jestem zwolenniczką posiadania ogromnej ilości produktów do makijażu, bo to mnie przytłacza. Nie lubię wyrzucać, a zużyć kolorówkę jest niezwykle trudno, szczególnie gdy nie maluję się codziennie. Dlatego staram się stawiać na produkty, które naprawdę mi odpowiadają i nie kupować kolejnych tylko dlatego, że jestem ich ciekawa lub jest to nowość.

I tak.. tak.. wiem : "kolorówkę się używa, a nie zużywa" 😹



CHARLOTTE TILBURY - AIRBRUSH FLAWLESS FINISH W ODCIENIU MEDIUM
Jedyny puder o którym mogę powiedzieć, że jest moim najlepszym. Sęk jednak w tym, że poziom zadowolenia z niego będzie zależny tylko od naszych oczekiwań. To nie jest puder utrwalający, nie przedłuży makijażu, nie nadaje specjalnie koloru chociaż akurat wersja medium jest jednak ciut dla mnie za ciepła :-D Jest to puder wykończeniowy, czyli dosłownie ostatnia warstwa naszego makijażu. Wiem.. od razu masz wizję ledwo trzymającej się tapety ale wcale tak źle nie jest. Puder daje niezwykle cienką powłoczkę bluru.. czyli sprawia, że nasze pory, zmarszczki są wygładzone i mniej widoczne, a ogólny wygląd makijażu nabiera pewnej lekkości. Nie jest to matowe wykończenie skóry, w zasadzie ciężko je określić. Nie ma tu żadnych drobin czy brokatu. Niby nic się nie świeci ale jednak od skóry bije pewien blask. Nie jest to tania impreza więc warto poczytać sobie o nim więcej opinii przed zakupem, jednak mam prośbę.. jeśli czytasz opinię, że puder jest do d.. bo nie utrwala makijażu to olej to. Ewidentnie osoba która o nim pisała nie zapoznała się z przeznaczeniem pudru.

Link do sklepu: Cult Beauty UK



PHYSICIANS FORMULA - BUTTER BRONZER
Z działu róż, broznzer, rozświetlacz jedynie bronzer marki Physicans Formula jest tym po który najchętniej sięgam. Jego kolor niezwykle mi odpowiada. Do tego trudno zrobić sobie nim krzywdę. Jest dobrze napigmentowany ale bardzo ładnie się rozciera bez pozostawiania plam. Niezależnie od tego jaki podkład czy puder mam na twarzy, bronzer ładnie się trzyma. Nie waży się, nie wygląda ciężko.. i w zasadzie nie jet do końca matowy. Jego ciekawa (nieco wilgotna) formuła oraz genialny zapach masła murumuru sprawia, że naprawdę chce się go używać. 

Link do sklepu: Ezebra



COULEUR CARAMEL- POMADKI
Dwie pomadki o dwóch różnych wykończeniach. Jaśniejsza to wersja błyszcząca z numerem 254 i jest ze mną najdłużej. Noszę ją niemal na każdą okazję. To pomadka która rewelacyjnie wygląda szczególnie do opalonej skóry. Ładnie podkreśla usta, jest niezwykle kremowa i świetnie napigmentowana. Ustom nadaje mokry blask.. ale nie nachalny. Efekt jest delikatny, przez co pomadka nie wybija się na pierwszy plan, a jedynie podkreśla to co powinna. Z całą pewnością będę do niej wracać za każdym razem gdy się skończy!
Za to druga pomadka to już wersja matowa. Chociaż usilnie firmy kosmetyczne starają się wypchnąć matowe wykończenie ma ustach aby móc wciskać nam kolejne to ja usilnie pozostaję przy matowym wykończeniu szczególnie w okresie jesienno-zimowym. Piękna zgaszona czerwień to numer  126. Chociaż w czerwieniach mało kiedy czuję się swobodnie to taka wersja niesamowicie mi odpowiada. Nie krzyczy z daleka, nie oślepia.. jest po prostu ładna i stonowana. Pomadka sama w sobie nie jest tempa.. nie mam żadnego problemu z jej rozprowadzeniem, ani z noszeniem. Nie wysusza ust nie ściąga ich. Pełen komfort. 

Link do sklepu: Ekozuzu nr 254 oraz Ekozuzu nr 126



LORAC PRO 3 - PALETA CIENI
Moja absolutnie podstawowa paleta do codziennego makijażu. Uwielbiam za genialną jakość cieni i za piękne kolory. Dla jednych okaże się zabójczo nudna. Nawet założę się, że część osób na sam widok kolorów zaczęła ziewać.. NIE SPAĆ! Każdy z cieni jest rewelacyjnie napigmentowany.. jedynie nad cielistym cieniem o nazwie Canvas mogę pomarudzić, bo jest najtwardszy, a to bywa czasem upierdliwe. natomiast w porównaniu do innych palet wciąż bije je na głowę więc aż tak źle z nim nie jest. Cienie mają niezwykłą konsystencję. Nie są suche ani pudrowe. mają w sobie pewną.. mokrą miękkość ale nie aż tak aby pod naciskiem miały się zapadać. Paletę kupiłam z okazji urodzin dwa lata temu i wciąż nie dobiłam do dna w żadnym cieniu chociaż ewidentnie się zbliżam. Z matami pracuje się genialnie. Ładnie się rozcierają i fajnie budują. Za to błyszczący rząd satynowo-perłowych cieni daje efekt wow. Wymaga jednak nieco innej pracy. Aby cienie były mocno skoncentrowane najlepiej aplikować je palcem.. jest to jednak norma w przypadku tego typu cieni, a wszystko zależy od efektu jaki chcemy uzyskać.

Link do sklepu: Look Top



NABLA - DREAMY EYESHADOW PALETTE
Nabla to moja druga ukochana paleta z tym, że nieco bardziej szalona w porównaniu do Lorac. Z tego też względu sięgam po nią o wiele rzadziej. Jednak jakość tej palety jest niesamowita. Cienie są tu nawet bardziej napigmentowanie niż w przypadku Lorac. Nie jest to jakaś mega drastyczna różnica ale jednak. W przypadku Nabli wystarczy musnąć cień pędzlem i już jest z czym pracować. Pomimo tego, że paleta bardzo mi się podobała to nie byłam przekonana czy taki cień jak Seniorita kiedykolwiek będzie w użyciu.. był! i to nie raz! Żeby nie było tak kolorowo paleta ma wadę o nazwie Delirium.. fatalna jakość cienia. Zupełnie nie chwyta pędzla, a jeśli już to prędzej wyląduje na policzku niż na powiece. Z resztą ja w fioletach nie czuję się za dobrze więc nie jest to jakaś bolesna strata. Za to cała reszta? Absolutnie genialna i wyjątkowa!

Link do sklepu: e-zebra



COULEUR CARAMEL - MASCARA BIO
W zasadzie trudno tu mówić o jednym tuszu do rzęs, bo na wyróżnienie tak naprawdę zasługują wszystkie tusze marki Couleur Caramel. Wersji Bio w pięknym biało-drewnianym opakowaniu używam od początku grudnia i przyznaję rację innym dziewczynom.. jest świetna! Jednym z hitów 2019 rok będzie również wersji Revolution, o której również złego słowa powiedzieć nie mogę. Z naturalnymi maskarami często jest ten problem, że się rozmazują, słabo podkreślają rzęsy.. ale nie Couleur Caramel. Na chwilę obecną nie planuję zdradzać ich z innymi. Co więcej maskara Bio będzie do zdobycia w rozdaniu na blogu, bo tak właśnie zagłosowała większość, a jeśli robić rozdania to tylko z największymi perełkami!

Link do sklepu: Ekozuzu


CLAVIER - KĘPKI RZĘS
Tego się nie spodziewałam w 2019. Kiedyś miałam kilka spotkań z kępkami, paskami czy połówkami rzęs ale były to jednorazowa przygody. Szału nie było. Zazwyczaj takie sztuczny twór czułam i w jakimś stopniu zawsze mi trochę przeszkadzał. Gorzej gdy wyglądało do zbyt nachalnie i sztucznie. Jednak kępki Clavier pokochałam przy pierwszym spotkaniu. Są cudownie delikatne.. ale również paseczek jest tak skonstruowany, że zupełnie się nie odcina przy powiece. Mogę spokojnie pominąć wykonanie kreski, która ma za zadanie kamuflować widoczność sztucznych rzęs. Nawet siedzące obok mnie osoby nie dostrzegają, że je mam. Prędzej pada pochwała ogólnego makijażu 😁 Genialne są.. a na ten rok mam już solidny zapas ❤

Link do producenta: Clavier



KOBO - EYEBROW SHAPING GEL 
Żele do brwi to zdecydowanie moja ulubiona forma podkreślania brwi. Nie lubię bawić się w nic innego. Lekkie podkreślenie zazwyczaj w pełni mnie zadowala i mam w nosie to, że nie wpisuje się w aktualne trendy. Jego dodatkowym plusem jest to, że pięknie ściąga ewentualny puder, który zebrał się na brwiach podczas makijażu. Żelem niezwykle łatwo się pracuje. Nigdy nie miałam wrażenia, że przesadziłam, a w chwili gdy się spieszę dobrze jest mieć tę pewność, że nie muszę się zbytnio starać. 
Link do produktu: Kobo - Eyebrow Shaping Gel

W tym roku stawiam jednak na przekraczania swoich granic. Już dawno na moich powiekach nie gościł eyeliner.. a przecież dwa czekają gotowe do użycia. Podobnie z pomadą do brwi i rozświetlaczem... tak. Jak widać można nie czuć mięty do rozświetlaczy 😂 co nie oznacza, że jestem fanką totalnego matu 😉 Jestem ciekawa czym mnie 2020 rok zaskoczy w kwestii makijażu.


Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger