grudnia 15, 2017

DRUGIE URODZINY BLOGA - ROZDANIE ZE SKLEPEM IWOS

DRUGIE URODZINY BLOGA - ROZDANIE ZE SKLEPEM IWOS

Nadszedł ten piękny dzień! To już równo dwa lata, gdy siedzę sobie przed komputerem i piszę.. tylko, że pisać można równie dobrze w notatniku. Zatem tu nie o pisanie chodzi, a o interakcję.. z Tobą. Tak.. to Ty jesteś głównym tworem tego miejsca. Ty tu zaglądasz, zostawiasz po sobie ślad choć nie zawsze w formie komentarza ale swoją obecnością sprawiasz, że mi się chce siedzieć, pisać, buszować w zakamarkach sklepów i odnajdować prawdziwe perełki. Ponadto samo tworzenie tego miejsca to bardzo rozwojowe zajęcie. Szkolę się w fotografii, w pisaniu, rozwijam swój zmysł estetyczny ale również przede wszystkim poznaje mnóstwo wspaniałych osób.. w tym również Ciebie.

Rozdań na blogu w tym miesiącu jeszcze kilka będzie (więc bądź czujna) ale chciałam Cię serdecznie zaprosić właśnie do tego rozdanie, bo jest dla mnie wyjątkowe. Blog obchodzi drugie urodziny i to w bardzo wyjątkowy sposób.

Fundatorem nagród jest sklep Iwos! To miejsce, gdzie wszystkie kosmetyki przechodzą przez czujne oko i wysokie wymagania odnoście składów, jakości i skuteczności. Nie prześlizną się produkty na bazie SLSów, parabenów czy składników pochodzących z ropy naftowej. Jeśli masz pytania zapraszam serdecznie do kontaktu, bo tam zostaniesz otoczona opieką, wysłuchana i w pełni profesjonalnie obsłużona. A jeśli mieszkasz w Rzeszowie i nigdy jeszcze nie odwiedziłaś stacjonarnie sklepu.. to nawet się nie przyznawaj tylko szybko nadrób zaległości! Ale do rzeczy..

Wraz z Panią Mariolą (pozdrawiam serdecznie) wybrałyśmy dla Was prawdziwe perełki! Nie wiem czy będę w stanie je oddać..nie wiem..😂

Do wygrania są dwa zestawy:


Nagroda główna to:

DESERT ESSENCE - COCONUT SHAMPOO, czyli szampon kokosowy, który głęboko odżywia, regeneruje i nawilża włosy. W składzie znajdziesz mnóstwo składników aktywnych, bez silnych detergentów które mogą podrażniać skórę głowy i bez alkoholu. To jednak nie oznacza, że szampon zrobi jeden wielki przyklap 😂 Najlepiej sama sprawdź recenzje na jego temat.. ja wpisuję na listę chciejstw.

OKANI BEAUTY - HYDROLAT NEROLI, kocham hydrolaty, a jednym z moich ulubionych jest właśnie ten z kwiatów gorzkiej pomarańczy. Działa przeciwzapalnie, łagodząco i regenerująco.

BURT'S BEES - BEESWAX LIP BALM, o balsamach i pomadkach marki Burt's Bees krążą legendy. Są uwielbiane na świecie i zdobywają wiele prestiżowych nagród jak Red Green Beauty Awards. Stworzone na bazie wosku pszczelego z dodatkiem lanoliny, która cudownie zmiękcza najbardziej zatwardziałe skórki oraz olejku migdałowego. Ehh.. sama prężę się aby zużyć moje balsamowe zapasy.. a pomadki Burt's Bees chcę wszystkie!


Nagroda pocieszenia:

OKANI BEAUTY - WODA RÓŻANA Z PŁATKÓW RÓŻY DAMASCEŃSKIEJ, od hydrolatu z płatków róży damasceńskiej zaczęła się moja miłość do hydrolatów. Jeśli wybieram nową firmę to zawsze przygodę zaczynam właśnie od tej wersji. Hydrolat różany koi skórę suchą i zmęczoną i choć moja skóra jest mieszana to tę wersję bardzo sobie ukochała.

BURT'S BEES - POMEGRANATE LIP BALM, druga wersja balsamu do ust ale w wersji z dodatkiem olejku z granatu. To nie tylko delikatny kolor na naszych ustach ale również działanie antyoksydacyjne.. w końcu nasze usta będą się wolniej starzeć i będą soczyście całuśne 😘


ZADANIE!
Niestety tym razem produktów tak łatwo nie oddam! Jak się nikt nie zgłosi to dla mnie lepiej.. zużyję sama wszystko, a potem będę KUSIĆ i NĘCIĆ! tak długo aż się poddasz i sama kupisz. Ale możesz wyzwanie podjąć, zgłosić się.. wygrać.. i kusić mnie oraz innych 😂 To jak?

Zadanie związane ze sklepem Iwos!

JAK MYŚLISZ? DLACZEGO W LOGO SKLEPU JEST SOWA?

Uprzedzam, że tu nie ma złej odpowiedzi. Z pewnością każda będzie dobra. Nie musisz pisać rozprawy na ten temat, bo być może wystarczy jedno zdanie. Jeśli już coś Ci świta.. napisz. Jeśli wpadniesz na nową teorię podczas niedzielnego obiadu.. zgłoś to! Czas masz do końca roku.. być może sylwester przyniesie nowe 😈 💭 teorie.





Wyniki zostaną ogłoszone dniu 10.01.2018r.

Regulamin rozdania:
1. Rozdanie trwa od 15.12.2017 do 31.12.2017r.
2. Organizatorem jest autorka bloga Kosmetyczny Fronesis, a fundatorem nagród sklep IWOS.
3. Aby wziąć udział w rozdaniu należy być publicznym obserwatorem bloga.
4. Będzie mi bardzo miło jeśli udostępnisz informację o rozdaniu w dowolny sposób.
5. Produkty stanowiący nagrodę główną wygrywa jedna osoba, której odpowiedz została wyłoniona spośród wszystkich jako najciekawsza. Wybór ten zostanie podjęty we współpracy z Panią Mariolą ze sklepu IWOS. Nagroda nie podlega wymianie na ekwiwalent pieniężny.
6. Produkty stanowiące nagrodę pocieszenia wygrywa jedna osoba. nagroda nie podlega wymianie na ekwiwalent pieniężny.
7. Wynik rozdania ukażą się 10.01.2018 r. Na dane do wysyłki czekam 3 dni od momentu ukazania się wyników (jeśli do tego czasu dane osoby się nie zgłoszą się zostaną wybrane kolejne).
8. Wysyłka wyłącznie na terenie Polski za pośrednictwem Poczty Polskiej.
9. Rozdanie nie jest grą losową w rozumieniu ustawy z dnia 19.11.2009 roku o grach hazardowych (Dz.U. 09.201.1540 z póź. zm.)
10. Rozdanie nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz.u. z 2004 roku Nr.4, poz.27 z póź. zm.)
11. Warunkiem udziału w Rozdaniu jest podanie danych osobowych w celu przekazania nagrody.
12. Zgłaszając się do rozdania akceptujesz warunki Regulaminu rozdania i wyrażasz zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych zgodnie z ustawą o Ochronie Danych Osobowych (Dz.U. z 1997 nr 133 poz.83).


Kto już zapomniał o rozdaniu przedurodzinowym ? ! Miło mi ogłosić, że zwyciężczynią tej oto nagrody


jest:


Kochana! Dziękuję Ci serdecznie za udział w rozdaniu i cieszę się ogromnie, że możesz ze mną świętować dzisiejszy dzień! Mam nadzieję, że nie spoczniesz na laurach, bo o kolejne produkty również warto powalczyć 😘 Czekam na dane do wysyłki.

Wspaniałego piątku ! I jeszcze lepszego weekendu !



grudnia 14, 2017

RAPAN BEAUTY - TEST MINI MASECZEK GLINKOWYCH

RAPAN BEAUTY - TEST MINI MASECZEK GLINKOWYCH

O maseczkach Rapan Beauty od jakiegoś czasu jest głośno. Wzbudziły również moją ciekawość na tyle aby odwiedzić stronę producenta i poczytać na blogach nieco więcej recenzji niż trzy. Niestety tylko na tym się skończyło. W tym roku z produktami na bazie glinek miałam tak dużo do czynienia, że uświadomiłam sobie, że miłości z tego nie będzie..  i to niezależnie od marki. Zdecydowana większość maseczek glinkowych wpływa na moja skórę niekorzystnie i na te chwilę jedynie wspominam dobrze maseczkę Lush - Cosmetics Warrior z dodatkiem czosnku. W związku z czym szczególnej chęci posiadania masek Rapan Beauty nie miałam, choć jakiś procent mojej ciekawości wzbudziły. Tę ciekawość zaspokoić postanowiła Monika z bloga Mama z różową torebką.. przesyłając mi mini opakowania trzech maseczek Rapan.. kocham takie miniaturki !


Od producenta:
Linia Power of Nature to gotowe do użycia maseczki do twarzy oparte na SMOC, czyli kompleksie naturalnych mineralno-organicznych substancjach aktywnych. Bazą dla kompleksu są peloidy (niebieska i żółta glinka oraz błoto iłowo-siarkowe). Wykorzystywane są również naturalne substancje aktywne pochodzenia organicznego,m.in. "smocza krew", czyli ekstrakt z żywicy drzewa smoczego, ekstrakt ze śluzu ślimaka, ekstrakt z owoców Akai, ekstrakt z olejku chińskiej cytryny Yuzu czy olejek migdałowy.

To wszystko brzmi naprawdę świetnie! Ale do dzieła..


 Przyznam szczerze, że sądziłam iż będę musiała się solidnie nagłówkować aby wychwycić jakiekolwiek różnice między maseczkami. Chyba po prostu przyzwyczaiłam się, że spora część producentów oferuje dziesiątki maseczek, które w obrębie jednej firmy działają identycznie.. ale nie w tym przypadku. Tu każda z maseczek jest dosłownie inna i bez trudno można znaleźć swojego faworyta.

RÓŻOWA MASECZKA INTENSIVE CARE DO KAŻDEGO RODZAJU SKÓRY

Bardzo mnie ta maseczka zaskoczyła ale bardzo.. bardzo.. negatywnie. Jest najbardziej sucha i gruboziarnista z całej trójki. Gdy zaaplikuję ją w jednym miejscu i zaraz obok dokładam kolejną część to w tym pierwotnym miejscu maseczka schodzi mi razem z palcem. To wyjątkowo irytujące.. ale nie to było najgorsze. Gdy nakładam ją na brodę i przechodzę do policzka, to broda zaczyna mnie dosłownie palić żywym ogniem. Zdaję sobie sprawę z tego, że moja skóra ma problem z tolerancją glinki co wcale nie oznacza, że Ciebie spotka to samo.. ale tak mocnej i szybkiej reakcji nigdy wcześniej nie miałam.

Skład (INCI): Yellow Clay, Blue Clay, Sulphide-Silt Mud, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Croton Lechleri Resin Powder, Snail Secretion Filtrate.

Podejrzewam, że przyczyną może być mieszanka glinki żółtej i niebieskiej. Dzięki mieszaniu różnych typów glinek uzyskujemy mocniejsze działanie i to okazało się zgubne dla mojej słabo tolerującej glinki skóry. Niestety nie jestem w stanie jej używać.. to mocno ponad mój próg tolerancji cierpienia nawet w imię lepszego wyglądu.


NIEBIESKA MASECZKA NIEBIESKA GLINKA + SMOCZA KREW DO SKÓRY SUCHEJ I MIESZANEJ

Niebieska maseczka z przeznaczeniem do skóry suchej i mieszanej okazała się najbardziej przyjemna w konsystencji. Jest z całej trójki najbardziej "kremowa" i najłatwiej poddaje się rozprowadzeniu. Maseczka zasycha na skórze ale nie łuszczy się ani nie odpada.. chyba, że mamy wyjątkowy słowotok.. lub jemy kanapkę.. ale wówczas gdy zaczyna coś chrupać między zębami to nie koniecznie będzie oznaczać chrupkie pieczywo. Zmywa się bezproblemowo, a skóra pozostaje gładka i oczyszczona.

Skład (INCI): Blue Clay, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Croton Lechleri Resin Powder, Citrus Junos Fruit Extract.

Niestety tu również dokuczało mi nieprzyjemne pieczenie skóry ale na tyle, że byłam w stanie je znieść. Za to skóra wcale nie była zaczerwieniona choć uczucie ciepła pozostawało przez jakiś czas nawet po zmyciu maseczki. W kolejnych dniach nie wystąpiło żadne uczulenie, wysyp.. nic.



ŻÓŁTA MASECZKA ŻÓŁTA GLINKA + ŚLUZ ŚLIMAKA DO SKÓRY TŁUSTEJ I MIESZANEJ

Złotka maseczka na bazie żółtej glinki okazała się dla mojej skóry najbardziej łagodna. Jej tekstura jest dość chropowata ale nie sprawiała najmniejszych problemów w rozprowadzaniu. Musiałam to jednak robić delikatniej niż w przypadku niebieskiej, gdyż ów drobinki wydawały się dość ostre i drażniące. Po aplikacji skóra nie krzyczała.. choć delikatne ciepło dało się wyczuć. Zastyga na skórze i potrafi delikatnie się kruszyć. 

Skład (INCI): Yellow Clay, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Snail Secretion Filtrate, Euterpe Oleracea Fruity Extract.

Przy zmywaniu sprawiała mi trochę kłopotów ale tylko z uwagi na ostre drobinki. Zmywanie jej dłonią wiązało się ze sporym dyskomfortem.. to jak ostry kamyk, który wpadł do buta. Na szczęście mam swoje niezastąpione celulozowe gąbki! Z nimi proces zmywania był znacznie ułatwiony choć i tak byłam zmuszona robić to delikatniej niż zazwyczaj.


Naprawdę ubolewam nad tym jak moja skóra reaguje na maseczki glinkowe. Nie mogę powiedzieć, że te maseczki są złe i odpuść je sobie, bo Ci twarz wypali. Jeśli znasz już glinkowe maseczki i masz z nimi dobre doświadczenia to warto spróbować chociażby tej małej trójki. Gdyby nie marudzenie mojej skóry osobiście wybrałabym wersję niebieską za najbardziej przyjemną teksturę, zmywanie i najfajniejszy efekt wygładzenia skóry.. ale.. coś ja mogę skoro skóra protestuje 😢

Cóż mogę powiedzieć.. chyba żadne ziemne papu mojej skórze po prostu nie służy. A może to wpływ podświadomości? W końcu zawsze przerażały mnie bagienka, jeziorne blotka czy zamulone łąki.. gdzie stary zatopiony kalosz czy opona po prostu czyha na moje życie, a wystające patyki tylko wyciągają się w moją stronę aby mnie porwać w otchłań wstrętnego błotka 😱 Poczułaś ten strach.. poczułaś?

Poznałaś już maseczki Rapan Beauty?
Dasz im szansę?


Na koniec mam jeszcze dla Was kody rabatowe ! Oba ważne są do 31.12.2017 roku w sklepie Rapan Beauty!



PS. W przesympatycznej rozmowie Panią Anią, jedną z przedstawicielek rodzinnej firmy Rapan Beauty dowiedziałam się bardzo ciekawych informacji o maseczkach. Różowa maseczka jest najsilniejsza z całej trójki i sprawdzi się nakładana w okresie problemów skórnych. Zaczerwienie może wystąpić ale z czasem skóra powinna lepiej ją tolerować. Niebieska maseczka rzeczywiście może szczypać i dokładnie takie objawy występowały u mnie. Jest to zasługa składników aktywnych, a jak wiadomo im więcej składników aktywnych tym lepsze działanie.. a przecież tu o działanie chodzi! Bo kto chce maseczkę która nie robi nic? 😂 Zatem skoro Twoja skóra dobrze toleruje glinki to warto przetestować! Jeśli nie wiesz jaką wybrać sprawdź na sobie mini zestaw.. a może masz już swoją ulubioną? Jeśli masz wątpliwości to zachęcam do kontaktu z marką.. z pewnością doradzą i pomogą 😉




grudnia 12, 2017

DOMOWA MIKRODERMABRAZJA Z PEELINGIEM DO TWARZY BIOAMARE

DOMOWA MIKRODERMABRAZJA Z PEELINGIEM DO TWARZY BIOAMARE

Milutka i gładka skóra.. kto tego nie lubi? Z drugiej strony złuszczanie to konieczność ale raczej większość osób to lubi. Kiedyś bardzo lubiłam peelingi mechaniczne.. potem testowałem enzymatyczne choć z dość przeciętnym skutkiem.. dalej nastała era szmatę muślinowych, aż w końcu pokusiła się o peeling z korundem z BioAmare. Jego poprzednia bardziej żelowa wersja cieszyła się ogromnym uznaniem.. obecnie już zastąpiona nową wersją. Ale czy ta różnica jest jakaś drastyczną? Jeśli tak to na plus.. prawda? Bo po co robić produkt gorszy?


Od producenta:
Przedstawiamy wzbogacony naturalnym ekstraktem roślinnym peeling pozwalający uzyskać efekt mikrodermabrazji w domowym zaciszu. Peeling ma kremową konsystencję, która zapewnia delikatne oczyszczenie skóry, a jednocześnie nie podrażnia jej. Zapanuj nad dokuczliwymi zmianami trądzikowymi z pomocą naszego peelingu, który reguluje wydzielanie sebum i zapobiega ich powstawaniu. Oprócz oczyszczenia skóry zawarte w nim składnik zadbają również o jej nawilżenie i regenerację.


Miękka tubka o pojemności 75 ml. Łatwo dostępny produkt, nawet stacjonarnie w sklepach Tesco. W środku zielona maź o kremowo-chemicznym zapachu, który na szczęście nie drażni i nie męczy szczególnie. Konsystencja delikatna, kremowa ale przy masowaniu wyraźnie wyczuwalne drobinki korundu. Początkowo byłam bardzo podekscytowana tym produktem, bo to mogła być prawdziwa perełka za śmiesznie niską cenę i do tego powszechnie dostępna.


Słyszałam już wiele o działaniu korundu ale jego moc zawsze mnie przerażała. Dlatego doceniem jego moc i wiem, że postępować należy z nim ostrożnie. Przy mało delikatnych dłoniach można nabawic się podrażnienia więc początki z peelingiem były bardzo nieśmiałe.. i bardzo bardzo ostrożne. Delikatne nawilżenie skóry, a potem bardzo subtelne z minimalnym naciskiem na skórę masowanie.. I co? Nic. Skóra niby oczyszczona ale wszelkie skórki jak były tak są dalej. Po kilku kolejnych podejściach i ciut mocniejszym nacisku pomyślałam, że może warto peeling pozostawić na skórze przez kilka minut.. może objawi swoje enzymatyczne właściwości? Nie. Później przeczytałam recenzje Moniki z profilu Krytyk Kosmetyczny, która pisała co prawda o siostrzanej marce Nacomi ale trikiem mógłby się okazać po prostu dłuższy masaż. Hmm.. ok. Mam tyle czasu.. mogę go poświęcić co jakiś czas z myślą o skutecznym złuszczaniu.


Rzeczywiście im dłużej masowałam tym efekt gładkości skóry był bardziej zadowalający choć kosztem delikatnego rozdraznienia skóry. Grunt jednak, że peeling w jakimś stopniu działa, bo to jednak sprawia, że nie jest totalnym gniotem. Tylko co z tego skoro nie działa tak jakbym tego oczekiwałam. Skóra jest gładka ale nawet delikatnych skórek na mojej twarzy nie rusza.

Całkiem niedawno (w ostatni piątek) po raz pierwszy sięgnęłam po serum z retinolem LiqPharm. W przypadku retinolu na klatę trzeba brać ryzyko łuszczenia się skóry. Początkowo nic takiego nie widziałam do czasu aż w sobotę wieczorem sięgnęłam po podkład.. od kącika ust do linii szczęki wielka łuszcząca się plama. Fakt łuszczenie mnie troszkę zaskoczył, bo jednak miałam nadzieję, ze moja skóra lepiej przyjmie to spotkanie, ale to że podkład podkreślił wszystko tak, że po oczach biło z odległości 2 metrów.. wkurzyło mnie i to bardzo mocno! Bo rano użyłam tego peelingu! Delikatny choć staranny peeling ze szczególną koncentracją w strefie T.. w tym również brody! Skórki były bardzo delikatne.. mocniejszy podmuch wiatru by sobie z nimi poradziła.. więc pytam.. co jest z tym produktem nie tak ? ! Przecież ma potencjał.. w końcu to korund ! To ja robię coś nie tak ? Powinnam biceps trenować?  Wiatr jeszcze mnie nie przewraca więc chyba tak źle ze mną nie jest.


Skład (INCI): Aqua, Alumina, Vitis Vinifera Seed Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil,  Cetyl Alcohol,  Ricinus Communis Seed Oil,  Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Calophyllum Inophyllum Oil,  Stearic Acid, Glicerin, Urtica Dioica Extract, Benzyl Alcohol, Sodium Lauroyl Glutamate, Parfum, Aloe Barbadensis Extract,  Dehydroacetic Acid, CI 47005, CI 42090, CI 73015.


Nie zostało mi go wiele ale nie chce mi się dalej go używać.. szkoda mi twarzy i nerwów. Stosowany delikatnie niewiele robi, stosowany mocniej wygładza ale nie usuwa suchych skórek, a skóra reaguje rozdrażnieniem. Nie widzę tu żadnej zalety.. ale może moje przesuszone dłonie będą nim zachwycone..

A gdzie tam! Dłonie wygładza, ale żeby jakieś przesuszenia zmiękczyć czy zminimalizować po szorowaniu łazienki.. NIE. 

Ręce opadają.. po prostu nie kupuj tego.


grudnia 11, 2017

YANKEE CANDLE - WHITE TEA

YANKEE CANDLE - WHITE TEA

Jestem wielką fanką herbat! Pije codziennie kilka, choć kawą też nie gardzę ale wyłącznie zbożową z dużą ilością mleka. W herbatach też potrafię wybrzydzać.. nie lubię mocnych, wciąż nie mogę przekonać się do zielonej, a najbardziej lubię herbaty smakowe szczególnie wersje zimowe.. zatem jestem ostatnio w swoim żywiole. Lubię w tej kwestii eksperymentować dlatego też wosk o zapachu White Tea był bardzo oczywistym wyborem. 


White Tea pochodzi z kolekcji Pure Essence z 2016 roku. Producent opisuje zapach jako delikatny, relaksujący aromatem białej herbaty z kilkoma kroplami cytryny.

Rzeczywiście tak jest. Sam wosk w formie stałej jest delikatny i łagodny, a przecież to właśnie wówczas zapachy potrafią bić mocno po nosie.. nie w tym przypadku. Wyczuwam w nim cytrynową nutę, herbatę i coś bardzo pudrowego i troszkę męczącego.



Jednak po rozpaleniu ta pudrowość znika.. ale zapach białej herbaty wcale się nie wzmaga. To wciąż bardzo subtelny i delikatny zapach, który z pewnością nikogo nie przyprawi o zawroty głowy. Sprawdzi się nawet latem w gorący wieczór czy zimą gdy mamy dość cięższych otulających zapachów.



Nie jest to kiepski zapach ale poleciłabym go osobom, które mają delikatny zmysł węchu oraz prawdziwym koneserom świec. Takie osoby zdecydowanie bardziej docenią jego wyjątkowość. Dla mnie ten zapach jest zbyt łagodny.. czasem go zwyczajnie nie czuję lub zastanawiam się czy tealight czasem nie zgasł.

Są tu fanki zimowych herbatek?


grudnia 10, 2017

BIOLOVE - BALSAM W STRAYU DO CIALA O ZAPACHU KOKOSA

BIOLOVE - BALSAM W STRAYU DO CIALA O ZAPACHU KOKOSA

Gdy tylko balsam w formie sprayu pojawił się w ofercie marki Biolove wiedziałam, że w końcu do mnie trafi! Największy dylemat towarzyszył mi przy wyborze zapachu.. malina czy kokos? W okresie letnim miałam już kilka produktów otwartych i wiedziałam, że nijak nie wcisnę między nie dodatkowego balsamu, ale na okres jesienny.. owszem. Ostatecznie padło na wersję kokosową, bo idealnie wpisuje się w moje upodobanie do ciepłych zapachów w okresie jesienno-zimowym.


Tylko coś z tym moim balsamem jest nie tak.. i wciąż żyłabym w błogiej nieświadomości gdyby nie Anula z bloga Co kręci Anulę! Zapytała czy nie miałabym ochoty na balsam w sprayu, bo jej coś nie idzie.. męczy się. Jasne! Tym bardziej, że zrobiło się u mnie nieco luźniej. Balsam przyszedł.. i zdecydowanie różnił się od mojego!

Mój balsam z terminem ważności do marca 2018 był o wiele bardziej żółty, a zapach.. wody z cukrem? 
Balsam od Anuli z terminem do końca listopada tego roku..  biały z zapachem kokosa. Kupiłam przeterminowany? Źle przechowywałam i się zepsuł? Co jest?! Nie będę już tego rozstrzygać bo to bez sensu. W ruch poszedł balsam od Anuli, a swojej wersji zwyczajnie się brzydzę i boję. W związku z czym doczekał się dziewiczej śmierci.


Od początku podejrzewałam, że balsam może mieć lekką konsystencję ale i tak byłam zaskoczona. Jest bardzo leciutki, rozprowadza się jak woda.. czy może raczej jak żel aloesowy. Wchłania się ekspresowo choć nie do kóńca. Gdy aplikuje go na łydki i przechodzę do ud to łydki już mam niemal suche. Prawdziwe Pendolino! Skoro tak.. to oczekiwałam również, że produkt będzie się całkowicie wchłaniać pozostawiając skórę jedwabiście gładką. Niestety.. po jego użyciu czuje na skórze lekką warstewkę. Niby komfortowa, niby się nie klei, niby wszystko dobrze ale mnie wkurza. Może latem nie zwróciłabym na to najmniejszej uwagi.. ale na jesieni coś mnie tu irytuje.. albo głupia baba się uczepiła i zdania zmienić nie chce.. starość? 😲 Niby się wchłania.. ale się nie wchłania.. czy ktoś pojmuje o co mi chodzi?


Skład (INCI): Aqua, Glycine Soja Oil, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Glycerin, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Parfum, Benzyl Alcohol, Stearic Acid, Sodium Lauroyl Glutamate, Dehydroacetic Acid.

Co zatem oferuje nam producent z ciekawszych rzeczy:
  • olej sojowy - emolient tłusty, tworzy ochronny filtr, wygładza, zmiękcz i natłuszcza. Dostarcza witaminę E, cennego przeciwutleniacza, zapobiega starzeniu skóry i zmarszczkom, uelastycznia i przyśpiesza regenerację zniszczonej skory.
  • olej kokosowy - emolient tłusty, tworzy na powierzchni skóry odżywczą, silnie natłuszczającą, nabłyszczającą i zmiękczającą powłokę, która chroni skórę przez odparowaniem wilgoci i czynnikami zewnętrznymi, wiatrem, klimatyzacją.
  • gliceryna - silnie hydofilowa i higroskopijna substancja nawilżająca. ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka, pełni rolę promotora, pomaga substancjom aktywnym przedostać się w głąb skory, zarazem jest humektantem i delikatnym konserwantem. Łagodzi podrażnienia, przyśpiesza regenerację uszkodzonej skóry, wygładza zmarszczki, zmiękcza naskórek.
  • pantenol - niezastąpiony w preparatach przyśpieszających gojenie, łagodzących podrażnienia, poparzenia i alergie, nawilżających, kojących, w kosmetykach po opalaniu, do szorstkiej i problematycznej skóry. Dobrze wpływa na włosy, pogrubia je, nawilża, wzmacnia, nabłyszcza i wygładza.
  • witamina E - ma właściwości konserwujące ale również opóźnia proces utleniana substancji. wykazuje niezwykłe działanie dla skóry, przeciwzmarszczkowe, silnie antyoksydacyjne, odżywcze, wzmacniające i ochronne. Poprawia także nawilżenie skóry.
pozostałe składniki mają za zadanie tworzyć konsystencję, wpływać na aplikację i przedłużać żywotność kosmetyku.


Poczepiam się jeszcze bardziej, bo dobrze mi idzie. Aplikacja.. aplikacja na ciało prosto z atomizer jest śmiechu warta. Tworzy się piękne kółeczko z suchą dziurą w środku. Aplikacja z przeciętnej odległości nie ma sensu, bo na skórze pozostaną dwa paski, a resztą poczęstujemy ścianę. Dlatego od początku aplikuję balsam bezpośrednio na dłoń,  rozcieram w obu dłoniach i rozsmarowuję na skórze. Tylko w taki razie po co ten spray? Jednak nie mogę wykluczyć tego, że ta wada pojedynczego egzemplarza.



Również zapach poniekąd mnie zawiódł. Generalnie nie jestem wielką fanką kokosowych zapachów, bo dość często są one niezwykle sztuczne, mdłe lub przesłodzone. Ten zapach jest zupełnie bezosobowy. W opakowaniu jest najlepiej wyczuwalny ale nie czuję się nim poruszona.. za to na skórze równie dobrze mogłabym wąchać wodę. Być może dla bardziej czułych nosów będzie to plus ale ja w chłodnym okresie lubię gdy moja skóra pachnie nieco bardziej intensywnie.


Pozwoliłam sobie przeprowadzić również mały test. Po kąpieli zaznaczyłam ołówkiem poziom zużycia balsamu, przeszłam do aplikacji na całe ciało i ponownie oznaczyłam zużycie. Nie wiem jak Ty się na to zapatrujesz ale ja byłam zaskoczona ilością zużycia.. dla mnie to dużo. Z łatwością policzyłam, że produkt sięgnie dna jeszcze przed końcem listopada i miałam rację.


Zabawne jest to, że nie mogę jednoznacznie powiedzieć, że ten produkt nie sprawdziłby się u mnie w okresie letnim. Bardzo lekkie nawilżenie, brak nachalnego zapachu, bardzo subtelna powłoczka która nie jest tłusta i lepiące brzmi jak idealny produkt na wysokie temperatury. Za to obecnie jest to produkt, który mnie męczy i mam go serdecznie dość. Być może w przyszłości rozważę powrót ale jeśli już to wyłącznie do wersji malinowej, bo o niej czytałam bardziej pochlebne opinie.

Zapraszam na blog ME AND MY PASSIONS, gdzie znajdziesz recenzję:
Malinowy duet od Biolove - balsam i żel pod prysznic.

Znasz spraye do ciała Biolove ?


Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger