czerwca 25, 2017

10 CIEKAWYCH PRODUKTÓW, O KTÓRYCH MOGŁAŚ NIE WIEDZIEĆ: ZŁUSZCZANIE TWARZY

10 CIEKAWYCH PRODUKTÓW, O KTÓRYCH MOGŁAŚ NIE WIEDZIEĆ: ZŁUSZCZANIE TWARZY

Uwielbiam się złuszczać! Chociaż wiadomo, że nie warto z tym nadmiernie przesadzać chyba, że uparcie chcemy poznać strukturę naszych kości nie patrząc na konsekwencje. Załóżmy jednak, że każdy z nas poddaje się takiej obróbce w normalnym zakresie. Cera wówczas jest wygładzona i oczyszczona, a świeżo odsłonięte komórki z przyjemnością pochłaniają wszelkie dobrodziejstwa aplikowane później. Czy można nie lubić złuszczania?

Kolejny post z serii o 10 ciekawych produktach o których mogłaś nie wiedzieć. Tym razem z inicjatywy Mariki z bloga Porcelanowe Włosy na ruszt rzuciłyśmy peelingi do twarzy chociaż ja poprosiłam o nieco szersze podejście do tematu jako ogólnie o produktach złuszczających. Wynika to z faktu, że po tradycyjne peelingi sięgam niezwykle rzadko z uwagi na to, że bardzo dobrze zastępują mi je szmatki muślinowe przy codziennym oczyszczaniu twarzy. Poza tym jestem fanką nietypowych rozwiązań i tu kilka takich znajdziesz.


JOHN MASTERS ORGANISC - ZŁUSZCZAJĄCY ŻEL DO TWARZY Z JOJOBĄ I ŻEŃ-SZENIEM

Są osoby którym złuszczanie nie jest straszne i mogłyby to robić częściej niż raz na tydzień. W przypadku nieco grubszej skóry nie ma co do tego szczególnych przeciwwskazań ale w takim przypadku warto wybrać coś delikatniejszego. Ciekawa propozycją może być żel do twarzy z jojobą i żeńszeniem marki John Masters Organics. Ziołowe i roślinne wyciągi oraz olejki eteryczne dodatkowo dotlenią i odżywią skórę. Żeń-szeń poprawi krążenie krwi co przyczyni się do redukcji zmarszczek i wzmocni skórę, a jojoba delikatnie złuszczy.

Skład (INCI): Aloe barbadensis (aloe vera) leaf juice, helianthus annuus (sunflower) seed oil, simmondsia chinensis (jojoba) wax beads, glycerin, cocoglucoside, coconut alcohol, leuconostoc/radish root ferment filtrate, triticum vulgare (wheat) germ oil, arctostaphylos.

Produkt znajdziesz w sklepie: Organicall (pojemność 118 ml, cena: 150,00 zł)


FITOMED - MASECZKA - PEELING KORUND + KWAS MLEKOWY

Tej pozycji nie mogło zabraknąć. Korund jest bardzo popularnym składnikiem peelingów ale występować może także solo. W tym przypadku wybrałam propozycję od Fitomed, czyli połączenie maseczki z peelingiem. Maseczka przeznaczona jest głównie do cery tłustej i mieszanej. Jest bardzo silna i warto z nią uważać, a osoby z cerą wrażliwą, delikatną, suchą i naczynkową mogą sobie z miejsca odpuścić zainteresowanie. Po nałożeniu maseczki na twarz możemy ją pozostawić na około 2 minuty lub od razu przejść do masowania. Następnie warto nałożyć łagodzącą lub odżywczą maseczkę.

Skład (INCI): Aqua, Korund, Lactic Acid, Glycerin, Hydroxyethyl Acrylatem, Sodium Hyluronate, Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, D-panthenol, Trilaureth-4-phosphate, Caprylic / Capric Triglyceride, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerine.

Produkt znajdziesz w sklepie: Blisko Natury (pojemność: 50 ml, cena: 27,00 zł)


KOZMETICS - SEA SALT & COCONUT

Nie do końca jestem przekonana do soli w peelingach do twarzy ale to dlatego, że nie do końca je lubię w pielęgnacji ciała. Jednak w tym przypadku mogłabym zrobić wyjątek. Peeling ma krótki naturalny skład i urocze logo koźlątka nawiązujące do nazwiska właścicielki dr Magdaleny Kozioł. Sklep funkcjonuje w języku angielskim ale warto wcześniej wysłaś wiadomość, bo sklep może zaoferować niższą cenę dla dostaw w Polsce.

Skład (INCI): Sodium Chloride (Dead Sea Salt), Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Tocopherol, Citrus Limon (Lemon) Peel Oil, Salvia Sclarea (Clary) Oil, Limonene, Linalol from essential oils.

Produkt znajdziesz w sklepie: Kozmetics (pojemność 120ml, cena: 7 funtów):


BIOAROMA - NATURALNY PEELING DO TWARZY Z DROBINKAMI LAWENDY I YLANG-YLANG

Już na pierwszy rzut oka widać, że mamy tu do czynienia z naturą. Brak tu jednolitej konsystencji i zabarwienia, a drobinki lawendy widać gołym okiem. To właśnie ziarenka lawendy mają tu właściwości oczyszczające i zluszczające, a olejek ylang-ylang oraz olejek lawendowy mają za zadanie pielęgnować skórę, zapobiegać infekcjom, leczyć stany zapalne oraz regulować wydzielanie sebum. Prawdziwy rarytas jeśli lubisz zapach lawendy w kosmetykach.

Skład (INCI): Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Cananga Odorata (Ylang Ylang) Flower Oil, Lavandula Angustifolia (Lavender) Flower Oil, Geraniol, Farnesol Linalool, Benzyl Benzoate (składniki olejków eterycznych, w 100% naturalne).

Produkt znajdziesz w sklepie: Eternel (Pojemność: 40 ml, Cena: 45,00 zł obecnie w cenie promocyjnej!)


ANTIPODES - REINCARNATION

Produkty Antipodes w tych zestawieniach to już chyba tradycja. Niestety nic na to nie poradzę, że gdzieś podświadomie mnie do nich ciągnie. Tym razem przedstawiam delikatny peeling, który ma usuwać martwy naskórek i oczyszczać skórę dzięki drobinkom jojoba oraz olejowi z nasion marchewki. Olej z awokado dodatkowo dogłębnie odżywia, olej z nagietka pielęgnuje, a olej z pestek moreli nawilża i wygładza. Przy całym procesie towarzyszyć ma zapach drzewa cedrowego i słodkiej pomarańczy.

Skład (INCI): Aqua, Kaolin, Prunus Armeniaca (apricot oil), Buxus Chinensis (hydronated jojoba oil), Glycerine (vegetable), Glycerol Stearate, Cetearyl Wheat Straw Glycosides, Cetearyl Alcohol, Titanium Dioxide, Tocopherol Acetate (Vitamin E), Persea Gratissima (avocado oil), Calendula Officinalis (calendula/marigold oil), Santalum Album (Sandalwood Oil), Citrus Sinensis (Orange Oil), Dipteryse Odorata (Tonka Bean Oil), Daucas Carota Sativus (Carrot Seed Oil), Citrus Grandis (Grapefruit Seed Extract), Phenoxyethanol, Iodopropynyl Butylcarbarmate.

Produkt znajdziesz w sklepie: Lavande (pojemność 75 ml, cena 129,00 zł)


SKIN & TONIC LONDON - GENTLE SCRUB

Coś dla fanek nietypowych rozwiązań i oryginalnych składników. Peeling na bazie skrobi kukurydzianej i płatków owsianych! Bez chemii, konserwantów i sztucznych aromatów ale w formie sypkiej. Dla jednych może być to wadą.. dla innych zaletą ale taka formuła sprawia, że produkt jest wielofunkcyjny. Pół łyżeczki zmieszane z wodą tworzy papkę, która posłuży jako peeling ale możemy dodać do proszku łyżeczkę miodu lub jogurtu i otrzymamy nawilżającą maseczkę do twarzy.

Skład (INCI): Zea Mays (skrobia kukurydziana), Avena Sativa (płatki owsiane), Francuska Róż, glinka, jogurt probiotyczny w proszku, Rosa Mosqueta (suszone nasiona dzikiej róży), Pelagonium Gravolens (olejek eteryczny z bodziszka).

Produkt znajdziesz w sklepie: Organicall (pojemność: 100 g, cena: 99,95 zł)


NEOGEN - BIO-PEEL GAUZE PEELING WINE

Tego produktu nie mogło zabraknąć w tym zestawieniu, bo po prostu jest w moich planach zakupowych. Są to jednorazowe waciki do delikatnego złuszczania martwego naskórka. Podstawowym składnikiem jest resweratrol pochodzący z czerwonego wina, który pomaga w procesie oczyszczania i jest silnym przeciwutleniaczem, co dodatkowo przeciwdziała starzeniu się skóry. Używanie płatków ma nam zapewnić oczyszczenie chemiczne jak i mechaniczne. W opakowaniu znajduje się 30 wacików ale spokojnie.. nie używamy ich codziennie. Wystarczy dwa razy w tygodniu co wystarczy nam na 15 tygodni!

Skład (INCI): Water, Disodium EDTA, Glicerin, Butylene Glycol, PEG/PPG-17/6 Copolymer, Tromethamine, Benzophenone-5, Wine Extract, Sodium Hyaluronate, Vitis Vinifera (Grape) Seed, Rubus Fruticosus (Blackberry) Fruit Extract, Rubus Idaeus (Raspberry) Fruit Extract, Vaccinium Angustifolium (Blueberry) Fruit Extract, Tartaric Acid, Glycolic Acid, Vlactic Acid, Coptis Chinensis Root Extract, CI 15985, CI 17200, CI 42090, Alcohol Denat., PEG-60 Hydrogenated Castrol Oil, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Fragrance, Carbomer.

Produkt znajdziesz w sklepie: Kontigo (30 wacików, cena 115,00 zł)


REN - GLYCOLACTIC RADIANCE RENEWAL MASK

Tej pozycji nie mogło zabraknąć.. choć jest najdroższa w całym zestawieniu. Z marką Ren już miałam okazję poznać się bliżej i chociaż z ich dostępnością nie ma większych problemów to jednak ceny kosmetyków w Polsce są znacznie wywindowane w porównaniu do kraju pochodzenia (Anglia). Niemniej maska peelingująca pojawiła się się na mojej noworocznej liście życzeń więc i tu musiała się pojawić. Co ją wyróżnia? To, że maska jest oparta na bioaktywnych składnikach. Zawiera kompleks kwasów owocowych: mlekowy, glikolowy, jabłkowy i cytrynowy oraz papainę. Warto polować w tym przypadku na promocyjne oferty (poniżej 160 zł).

Skład (INCI): Polysorbate 60 (Source Rape Seed Oil), Glycerin (Source Coconut Oil), Citrus Aurantium Bergamia (Bergamot) Fruit Water, Lecithin (Source Soybean), Lactic Acid (Source Wheat), Ribes Nigrum (Black Currant) Seed Extract, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Passiflora Quadrangularis Fruit Extract, Citrus Medica Limonum (Lemon) Fruit Extract, Ananas Sativus (Pineapple) Fruit Extract, Vitis Vinifera (Grape) Fruit Extract, Alcohol denat. (Source Grape), Vaccinium Macrocarpon (Cranberry) Seed Oil, Xanthan Gum (Source Corn), Maltodextrin, Carica Papaya (Papaya) Fruit Extract, Parfum (100% Natural Fragrance), Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Oil, Citrus Nobilis (Mandarin Orange) Peel Oil, Citrus Tangerina (Tangerine) Peel Oil, Citrus Grandis (Grapefruit) Seed Oil, Limonene, Linalool, Citral, Phenoxyethanol (Source Aromatic Ether), Sodium HydroxymethylGlycinate (Source Amino Acid), Hippophae Rhamnoides (Seabuckthorn) Berry Oil, Tocopherol (Vitamin E).

Produkt znajdziesz w sklepie: Galilu (pojemność 50 m,l cena 230,00 zł)


PIERRE DE PLAISIR - KAMIEN PEELINGUJĄCY DO TWARZY

O tym produkcie pierwszy raz usłyszałam od jednaj z Was. Od razu zaczęłam szperać o co z tym produktem chodzi. bardziej kojarzy mi się to z pumeksem i twarzy złuszczoną jak po spotkaniu z asfaltem. Okazuje się, że kamień peelingujący to w 100% naturalna glinka wyrabiana ręcznie. Poza samym złuszczeniem naskórka można tym cudaczkiem wykonywać relaksujący masaż. Z pewnością zalecany jest tu umiar w nacisku ale to akurat dotyczy wszystkich peelingów.

Produkt znajdziesz w sklepie: Pierre De Plaisir (cena: 18,00 zł)


COSRX - BLACKHEAD SILK FINGER BALL

Nie każdy ma potrzebę złuszczania całej twarzy lub po prostu lubi mieć większą kontrolę nad złuszczanym obszarem. Z pomocą przyjdą kokony jedwabników, które są w 100% ekologiczne i hipoalergiczne. Wystarczy zamoczyć w ciepłej wodzie (na 2-3 minuty) jeden kokon. nałożyć na palec wskazujący i delikatnie masować skórę w problematycznych okolicach. Jeden kokon wystarczy na 2-3 użycia, a za opakowanie 12 sztuk zapłacimy 22 zł. 

Produkt znajdziesz w sklepie: Kokosklep (ilość 12 sztuk, cena 22 zł)


Zapraszam również do zapoznania się z listą Mariki: 10 ciekawych produktów, o których mogłaś nie wiedzieć: kosmetyki złuszczające.

oraz pozostałymi postami z cyklu 10 ciekawych produktów:




Wpadło coś w oko?


czerwca 23, 2017

NACOMI - KAWOWY PEELING DO CIAŁA

NACOMI - KAWOWY PEELING DO CIAŁA

Mój pierwszy peeling kawowy.. chociaż może nie znowu taki pierwszy ale w takiej wersji owszem. Tak.. dokładnie.. nigdy wcześniej w mojej łazienkowej karierze nie miałam styczności z peelingiem w formie sypkiej. Zawsze były to gotowe papki. Oczywiście miałam już spotkanie z peelingiem kawowym o dobrym i naturalnym składzie. Jednym z takich peelingów, które najmilej wspominam pochodził z Mydlarni u Franciszka.. fantastyczne działanie i cuuudowny zapach. Kupowałam go wyłącznie okazjonalnie, bo był drogi i mało wydajny, a od jakiegoś czasu (2 lat) w ogóle go nie ma.. ale fakt jest też taki, że przestałam za nim tęsknić. Rewelacyjny był również peeling kawowy z kardamonem od leśnych ludzi z Alchemii Lasu. Prawdziwe cudeńko! Tylko.. to nie o tym miał być post! Aga! Skup się! Nacomi!

Ostrzeżenie: Podczas czytania zabrania się spożywania posiłków i picia napojów. Grozi zadławieniem. Robisz to na własna odpowiedzialność!


Od producenta:
Peeling kawowy na bazie kawy robusty i olejków zimnotłoczonych. jedyne rozwiązanie w walce z cellulitem. Ekstremalnie ujędrnia skórę i nawilża. Idealny po treningu i do regularnej pielęgnacji.

Kawa robusta pobudza krążenie i poprawia wygląd skóry. Za sprawą ekstraktu z kawy redukuje cellulit i ujędrnia. Cukier trzcinowy idealnie złuszcza martwy naskórek oraz dba o odpowiednie nawilżenie skóry. Sól z Morza Martwego pomaga w oczyszczeniu skóry z toksyn. Masło kakaowe uelastycznia, ujędrnia skórę i wygładza. Olej arganowy działa odmładzająco oraz antyoksydacyjnie. Olej ze słodkich migdałów jest świetnym emolientem, wygładza i nawilża. Witamina E to witamina młodości.

Skład (INCI): Coffea Robusta Seed Powder, Sucrose, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Maris Sal, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Argania Spinosa Kernel Oil, Parfum.


Początkowo nie byłam przekonana do tego typu opakowania. Obawiałam się, że pod prysznicem bardzo szybko namoknie i zacznie się rozlatywać. Jednak ten niby papierowy materiał jest dość odporny. Może nie sprawdza się rewelacyjnie pod prysznicem, bo jednak wyjmowanie z niego peelingu jest troszkę kłopotliwe. Ale.. ja.. fanka opakowań z odzysku przesypuję sobie część peelingu do wygodnego opakowania z nakrętką, łyżeczką wyjmuję porcję peelingu i przechodzę do aplikacji. Dla mnie w tego typu opakowaniach może być wszystko. Nawet poszłabym o krok dalej pisząc, że z przyjemnością mogłabym chodzić do drogerii z własnymi opakowaniami, na miejscu je napełniać i płacić tylko za czysty produkt! Albo chociaż za oddaną buteleczkę dostawać zniżkę na kolejny produkt. Czy świat nie byłby wówczas piękniejszy?


W grudniu dopadło mnie peelingowe szaleństwo.. dosłownie! Zaopatrzyłam się wówczas w słynny peeling BodyBoom w wersji kokosowej oraz dwa peelingi Nacomi truskawka i kokos. Gdzieś w styczniu wersję truskawkową przekazałam szwagierce, która niemal od razu zabrała się za używanie i była zachwycona. Zdecydowanie więcej powodów mi nie trzeba na rozpoczęcie testowania i jeszcze w styczniu otworzyłam swoją wersję kokosową.


Po 6 miesiącach używania peelingu dotarło do mnie, że wcale wersji kokosowej nie posiadam tylko podstawową. Błagam.. nie wnikaj i o nic nie pytaj.. po prostu silnie sobie ubzdurałam, że moja wersja jest kokosowa. Przez ten okres szukałam aromatu kokosowego i jak łatwo się domyśleć.. nie znalazłam go 😂 Peeling zdecydowanie pachnie kawą. A teraz usiądź.. siedzisz? No więc..

...dla mnie kawa mogłaby nie istnieć...
...jestem w stanie bez niej funkcjonować..
... i nie muszę jej pić każdego poranka. 

Kawa to dla mnie przysmak ale tylko w wersji z dodatkami. Uwielbiam smakowe kawy, takie na słodko z pianką i syropem. Mogę się wówczas obejść bez deserku, bo taka kawa to deser sam w sobie. W domu za to piję wyłącznie okazjonalnie kawę.. zbożową z mlekiem, a w zasadzie mleko z dodatkiem kawy. Wiem, wiem.. bluźnie 😅

Za to sam zapach kawy w kosmetykach bardzo lubię, mam wręcz wrażenie, że ich zapach odpręża i pobudza mnie bardziej niż samo picie kawy.


W przypadku peelingu Nacomi (w wersji podstawowej) mam mały zgrzyt zapachowy. Ta kawa jest gorzka, a za taką nie przepadam. Z zapachem w opakowaniu w zasadzie jest wszystko w porządku. Podczas użytkowania pod prysznicem również choć nie rozpływam się szczególnie nad aromatem. Problem pojawił się później. Pewnego pięknego wieczoru, gdy od stóp do głów skrupulatnie poddałam ciało peelingowej obróbce, a następnie wskoczyłam w piżamkę i dołączyłam do męża na kanapie aby wspólnie spędzić spokojny wieczór oglądając film.. coś poczułam.

Mój mąż znowu zaczął palić te wstrętne, śmierdzące papierochy!

Wieczorne przytulaski zamieniły się we wrzaski.. na jakieś 10 minut. To jednak nie od męża poczułam zapach tanich fajek.. to byłam ja! Moja skóra miała zapach papierosów. Jakbym po jakiejś mocno zakrapianej imprezie wytarzała się w popielniczce! Dokładnie tak pachnie dla mnie peeling Nacomi w wersji podstawowej. Sprawdzałam kilkukrotnie i zawsze jest to samo. Na szczęścia zapach ten wyczuwam przez jakąś godzinę od kąpieli, a później zupełnie się ulatnia. Uff.. mąż wybaczył.. rozwodu nie było 😇


Początkowo sama byłam tym produktem zachwycona. Rezultat gładkiej skóry jaki można z łatwością uzyskać stosując peeling jest fenomenalny! Trudno nie zakochać się we własnej skórze na nowo. Moja pierwsza przygoda z peelingiem kawowym zapowiadała się rewelacyjnie mimo zapachu fajek towarzyszącemu mi przez jakiś czas po kąpieli. Jednak im dłużej nasza przyjaźń trwała tym bardziej traciła na wiarygodności.


Z czasem zaczęło mnie irytować to, że po każdej kąpieli muszę czyścić prysznic. Drobinki kawy wchodziły wszędzie, a dodatkowo pozostawał lekki osad. Spłukanie kawy z ciała również sprawia problem. Niemal za każdym razem gdy już byłam pewna, że  wszystkiego się pozbyłam i sięgałam po ręcznik aby wytrzeć skórę.. na ręczniku znajdowałam resztki paprochów. Ale to jeszcze nic..


Jestem fanką białych ręczników w łazience. Pewnego wieczoru po zastosowaniu peelingu sięgnęłam po ręcznik i na szybko wytarłam skórę. Zazwyczaj po kąpieli owijam się ręcznikiem i przystępuję do pielęgnacji twarzy, a w tym czasie woda za skóry najczęściej sama odparowuje. Tym razem było inaczej, a po przetarciu skóry moim oczom zamiast bieli ukazały się brzydkie żółto-brązowe plamy. Taaaa.. to był peeling. Wnerwiona wróciłam pod prysznic umyć się po peelingu. Przecież to jest zwyczajnie głupie!


Od tamtej pory za każdym razem po użyciu peelingu dodatkowo myję skórę żelem. Bez problemu pozbywam się wówczas paprochów, żółto-brązowego osadu oraz zapachu. Nie zauważyłam aby peeling miał jakieś dodatkowe właściwości nawilżające dzięki zastosowanym w składzie olejkom więc zasadniczo moja skóra na niczym nie traci. Ostatecznie mogę cieszyć się jej niezwykłą gładkością bez wcześniej opisanych.. niedogodności.


Peeling sam w sobie jest bardzo ostry. Jedynie jestem w stanie porównać go do ostrości rękawicy Kessa. To naprawdę bardzo mocny zdzierak i można sobie zrobić nim krzywdę. Dlatego warto postępować z nim delikatnie. Prawdę mówiąc pisząc to zdanie uświadomiłam sobie, że z rękawicą Kessa miałam mniej problemów, a efekt był identyczny.


Niezmiennie od samego początku irytuje mnie to jak sporo peelingu marnuje się podczas kąpieli. Chociaż zawsze aplikuję peeling na mokrą skórę i staram się nakładać niewielkie ilości, to i tak spora ilość drobinek od razu ląduje w brodziku. Produkt sam w sobie i tak jest bardzo wydajny ale mimo wszystko nie lubię niczego marnować.


Szczerze. Obecnie mam już wstępne porównanie do innych peelingów kawowych i wiem, że może wyglądać to wszystko o wiele lepiej. Z obecnej perspektywy peeling mogę ocenić wyłącznie jako przeciętny, bo wiem już, że kawowy peeling może pachnieć naprawdę fajnie, z łatwością poddawać się spłukaniu, nie pozostawiać brudnej skóry, nawilżać skórę, być wydajniejszy, działać równie dobrze i sprawiać masę frajdy. Chociaż efekty ze stosowania peelingu Nacomi są naprawdę rewelacyjne, bo przede wszystkim peeling pozostawia skórę fantastycznie wygładzoną to i tak nigdy więcej do niego nie wrócę.. w końcu o mały włos nie stał się przyczyną rozwodu!

To jak? Dasz mu szansę?


czerwca 20, 2017

L'ORIENT - MASKA ALGOWA Z RYŻEM, KOLAGENEM MORSKIM, OLEJKIEM RÓŻANYM NA KONTUR OCZU

L'ORIENT - MASKA ALGOWA Z RYŻEM, KOLAGENEM MORSKIM, OLEJKIEM RÓŻANYM NA KONTUR OCZU

Dawno temu byłam wielbicielką algowych masek. Masowo zaopatrywałam się w duże pojemności masek z Bielendy. Były niezwykle wydajne ale z czasem zaczęły mnie męczyć. Po latach zupełnie przypadkiem natknęłam się w Mydlarni u Franciszka na promocję "druga maska za pół ceny". Sympatyczna pani w sklepie rozpływała się w zachwytach nad maską na kontur oczu i mimo, że do końca przekonana nie była.. kupiłam.


Od producenta:
Algi morskie to naturalny koncentrat niezbędny dla zachowania urody związków mineralnych, witamin, enzymów, pierwiastków śladowych i innych związków witalnych. Między innymi zawierają łatwo przyswajalne żelazo, magnez, cenne witaminy, zwłaszcza z grupy B, makroelementy i mikroelementy oraz nienasycone kwasy tłuszczowe. Okłady z alg oczyszczają skórę z toksyn, dotleniają, regenerują, poprawiają koloryt, wygładzają powierzchnię naskórka. Stymulują syntezę kolagenu i elastyny w skórze. Są znakomicie tolerowane przez ludzką skórę.

Maska ta stworzona została z myślą o pielęgnacji delikatnej skóry wokół oczu. Połączenie alg, pudru ryżowego i kolagenu działa natychmiastowo, niwelując oznaki zmęczenia, sińce, opuchliznę. Redukuje zmarszczki, wygładza i napina skórę wokół oczu. Działanie to wzmocnione jest poprzez regenerujące i stymulujące właściwości olejku różanego.

Stosowanie: 
Porcję proszku (połowa zawartości saszetki na 1 zabieg) wymieszać z przygotowaną wystudzoną (temp. ok. 20 stopni C) wodą, aż do uzyskania jednolitej konsystencji ( maska powinna osiągnąć konsystencję budyniu). Tak przygotowaną maskę należy niezwłocznie nałożyć na oczy i okolice oczu. Po upływie co najmniej 15 minut maskę należy podważyć i odciągnąć od skóry jednym pociągnięciem. Dla dobra naszej skóry zaleca się nakładać 1-2 razy w tygodniu/


Algowe maski L'Orient zapakowane są w miękkie aluminiowe (?) saszetki. Po przecięciu opakowania należy jak najszybciej zużyć zawartość. Ryzyko rozsypania jest tu dość spore i zdecydowanie brakuje strunowego zapięcia. Oczywiście maskę można przechowywać pionowo ale sam fakt ciągłego kontaktu z powietrzem podświadomie zmusza do zużycia w stosunkowo szybkim czasie. 


Według producenta saszetka powinna wystarczyć na dwa użycia ale według mnie na 4, a nawet 6. Jedna łyżeczka sypkiego produktu rozrobiona z wodą i nałożona szerokim łukiem na okolice oczu w dodatku grubą warstwą zwyczajnie spływa. To po prostu za dużo! Trzymając się proporcji producenta okolice oczu zaczynać się powinny przy linii czoła na pępku kończąc! Ja rozumiem, że są wyjątki i czasem im więcej tym lepiej ale jeśli z mojej twarzy zaczynają zwisać algowe gluty to chyba dobrze nie jest.


Zdecydowaną zaletą maski jest jej śliczny błękitny kolor. Samo jej rozrobienie i noszenie sprawia mnóstwo radości. Niestety jej kolor nie wynika z naturalnych składników, a z dodatku niebieskiego pigmentu, który jest pochodzenia syntetycznego.

Skład (INCI): Solum Diatomeae (Diatomaceous Earth), Algin Calcium Sulfate Hydrate, Oryza Sativa (Rice) Starch Bentoite, Tetrasodium Pyrophasphate, Hydrolyzed Collagen, CI 74160 (Pigment Blue 15), Rosa Damascena Flower Oil.


Maskę warto rozrabiać w cieplejszej lub zwyczajnie podgrzanej wodzie. O wiele łatwiej jest wówczas uzyskać jednolitą masę. Zaraz po rozrobieniu należy nałożyć maskę na.. no właśnie.. na co? Maskę niby należy nakładać na oczy i okolice oczu. Będąc w gabinecie kosmetycznym  i pochrapując na fotelu bez żadnych zastrzeżeń mogę pozwolić sobie na nałożenie maski na powieki i okolice oczu.. ale w domu? Stojąc przed lustrem w łazience mogę nałożyć maskę na jedno oko i z drugim otwartym bezpiecznie z niej wyjść.. ale zakleić obu sobie nie dam. Jeśli nawet dostosowałabym się do zaleceń producenta to i tak wciąż miałabym obawy.. a jeśli z maską wydepiluję sobie rzęsy? Jakoś mnie to wszystko nie przekonuje. 


Ostatecznie maskę nakładam pod oczy. Po kilku minutach maska zastyga ale wciąż jest miękka w dotyku. Początkowo daje uczucie lekkiego chłodzenia. Jednak z czasem coraz bardziej mam wrażenie, że skóra pod nią zaczyna się pocić. Dodatkowo maska zaczyna się delikatnie skurczać przez co dolna powieka zaczyna "schodzić" w dół.. pod dolną powiekę dostaje się powietrze.. powieka i oko zaczynają się robić suche.. oko się w pełni nie zamyka..  WTF?! Zastygnięte obrzeże maseczki ściąga skórę, po jej podważeniu i ściągnięciu skóra w tym miejscu jest zaczerwieniona.. i taki stan utrzymuje się przez jakąś godzinę. Aby tego uniknąć warto wcześniej zaaplikować solidną porcję kremu ewentualnie dodać olejku do maski w trakcie jej rozrabiania. A co z konturem? Bez większych zmian. Ehh...


Powrót sprzed lat do algowych masek nie specjalnie napawa mnie radością. Nieco za dużo tutaj kombinacji i przykrych niespodzianek. Dla mnie maska powinna działać sama w sobie (chociaż w jakimś stopniu) i dopiero wówczas ewentualnie mogę ją podrasowywać. W przypadku okolic oczu zdecydowanie lepiej sprawdzają się mi płatki hydrożelowe, a przy tym nie wymagają kombinacji i specjalnego wysiłku. 

Jak stoisz z algowymi maskami ?
Może masz na nie swój sposób?
 

czerwca 18, 2017

W POSZUKIWANIU IDEAŁU. BAZA HYBRYDOWA: NEONAIL KONTRA INDIGO + WYNIKI ROZDANIA Z LIQPHARM

W POSZUKIWANIU IDEAŁU. BAZA HYBRYDOWA: NEONAIL KONTRA INDIGO + WYNIKI ROZDANIA Z LIQPHARM

Gdyby lakiery hybrydowe miały swój dekalog, to na pierwszym miejscu byłoby "Nie będzie innych lakierów bardzie trwałych ode mnie". No to może warto sprawdzić jak poszczególne bazy lakierowe mają się do siebie? Nie jestem szczególną maniaczką hybrydową.. moje zbiory są dość ograniczone ale to akurat napawa mnie dumą. No dobrze.. kusi mnie posiadanie dziesiątek kolorów ale z doświadczenia wiem, że nie byłabym w stanie tego wszystkiego zużyć, a wyrzucać czegokolwiek nie lubię. W związku z czym uparcie staram się ograniczać moje zakupy hybrydowe. Wyjątek mogą stanowić bazy oraz topy, bo ich zużycie zawsze jest najszybsze. W końcu obu produktów używamy niezależnie od koloru. Bazy stanowią niezaprzeczalny fundament hybrydowego manicure.. więc, który fundament jest najbardziej stabilny?


Na chwilę obecną jestem posiadaczką dwóch baz NeoNail Hard Base oraz Indigo Protein Base.

NEONAIL - HARD BASE
Baza zapewnia jeszcze lepszą trwałość, przyczepność i odporność na ścieranie. Jest to podstawowa baza hybrydowa NeoNail

W ofercie NeoNail znajdują się następujące bazy:
  • Hard Base - baza podstawowa (omawiana)
  • Base Extra - baza samopoziomująca do przedłużania i naprawy paznokci

INDIGO - PROTEIN BASE
Baza przeznaczona do słabych i zniszczonych paznokci, wypełniona po brzegi proteinami. Delikatna formuła bezpieczna dla paznokci, ma chronić płytkę paznokci przed czynnikami zewnętrznymi oraz urazami mechanicznymi. Paznokcie są trwałe i ultra wytrzymałe. Bazą Indigo można także przedłużyć łoże paznokcia o 3 mm, skorygować nierówności płytki i nadbudować krzywą C. Nie jest to standardowa baza hybrydowa.

W ofercie Indigo znajdują się następujące bazy:
  • Gel Polish Base Removable -  baza podstawowa
  • Protein Base Removable - baza proteinowa dla słabych paznokci z możliwością przedłużenia i budowania krzywej C (omawiana)
  • Ultra Strong Base Gel - maksymalna przyczepność, należy spiłować aby usunąć.
  • Liquid Base Removalbe - dla osób z nadpotliwością lub problemami hormonalnymi. należy utwardzać po jednym paznokciu.

Być może nie jest to do końca sprawiedliwe porównanie. W końcu do walki staje baza podstawowa z NeoNail oraz baza przeznaczona do przedłużania z porcją protein z Indigo.. ale w życiu sprawiedliwości nie ma.

Wszystkie paznokcie przygotowałam w ten sam sposób więc każda baza miała identyczny start. Niesprawiedliwy wydał mi się podział: lewa ręka baza nr 1, prawa ręka baza nr 2. Wiadomo, że więcej pracuje się prawą ręką (pozdrawiam dyskryminowanych leworęcznych 😂). Ostatecznie podział jest następujący.


Bardziej uczciwie już się nie da.. ale żeby było jeszcze ciekawiej użyłam trzech różnych lakierów kolorowych. Na kciukach oraz palcach wskazujących jest lakier hybrydowy Realac w odcieniu 08 (Monia dziękuję!), na środkowych brokatowy NeoNail w odcieniu Champagne Kiss, na palcach najmniejszych Indigo w odcieniu Pijama Party, a palce serdeczne to mieszanka całej trójki.


Wszystko zostało wykończone matowym topem z NeoNail. To w zasadzie jedyna niesprawiedliwość, której można się tu doszukać, jednak czy to ma prawo w znacznym stopniu zaważyć na jakości.. nie sądzę ale w przyszłości równię zamierzam to sprawdzić.. więc spokojnie.


Nie chciałam w żaden sposób wpływać na jakość manicure. W związku z czym pielęgnację dłoni przez tydzień ograniczyłam tylko do ich mycia i w sytuacjach ostatecznej konieczności.. kremowania. Tydzień minął mi dość intensywnie przez co mój manicure miał ekstremalnie trudne warunki: mycie dwóch samochodów połączone z woskowaniem, pranie jasnej tapicerki w samochodzie, domowe porządki, pranie w rękach, obiady, zmywanie i oczywiście standardowa praca: przerzucanie rusztowań, odbiór tynków i trochę pracy przy komputerze. Oto jak przetrwał mój manicure po tygodniu bez szczególnej troski.



Na obu kciukach widoczne są niewielkie ubytki. Jednak w przypadku Indigo są nieco większe. Z jednej strony jestem w stanie podważyć lakier Indigo. W przypadku NeoNail również ale w znacznie mniejszym stopniu.



Spodziewałam się, że palce wskazujące oberwą najbardziej, a już w szczególności palec prawej dłoni z lakierem NeoNail. Jednak gorzej zniósł trudy życia codziennego palec lewy z Indigo. To tutaj lakier odwarstwił się najbardziej ze wszystkich. Przy prawej dłoni z bazą NeoNail jedynie mogę czepić się lekkiego starcia koloru na końcówce ale to wciąż nie jest powód aby zdejmować hybrydę. W przypadku Indigo istnieje spore ryzyko, że w drugim tygodniu będę miała tu nieestetyczny odpryski, a na tak intensywnym kolorze rzuca się to jeszcze bardziej niż przy neutralnym.



Chociaż brokatowy lakier NeoNail jest dość ciekawy to w pracy jest ciężki. Trudno uzyskać nim całkowite krycie, najczęściej wiąże się to z przesuwaniem drobinek brokatu przy użyciu pędzelka ale i tak kończy się na 2-3 warstwach koloru. W efekcie powstaje dość spora warstwa ale i tak pierwsze skrzypce gra tu blask więc nie jest to specjalnie zauważalne. Byłam przekonana, że przy tak grubej i ciężkiej warstwie brokatu nic nie będzie się działo ani z bazą NeoNail ani z Indigo. Niestety, na prawej dłoni w jednym kąciku mogę podważyć lakier.. ponownie jest to baza Indigo.



W przypadku palców serdecznych na ich końcach jest połączenie: baza, kolor Indigo, kolor Realac, matowy top NeoNail. Tutaj również najsłabiej wypada Indigo. W przypadku NeoNail zupełnie nie mam się czego przyczepić.



W przypadku małych palców byłam niemal pewna, że tu żadnych zmian nie będzie. Niestety tak jak w przypadku poprzednich porównań tutaj najsłabiej wypada Indigo. Bez problemu mogę podważyć manicure. W przypadku NeoNail, choćbym chciała nic takiego się nie dzieje.



Sprawę trwałości mamy jasną.. Indigo dało ciała.. ale co ze zdejmowaniem i nakładaniem hybryd? Baza Indigo jest o wiele bardziej gęsta od NeoNail. Z NeoNail niemal od samego początku miałam troszkę problemów. Bardzo rzadka niemal wodnista baza potrafiła zalać skórki, a dodatkowo cofała się. Przy jej stosowaniu najlepszym wyjściem było utwardzanie każdego palca z osobna. Z Indigo jest dokładnie odwrotnie. Baza jest gęsta ale dzięki temu ma się nad nią większą kontrolę i bez problemu można nałożyć ją na wszystkie paznokcie i dopiero wówczas utwardzić.



Jeśli chodzi o ściąganie baz to przyznaję, że nie spodziewałam się tu jakiejkolwiek różnicy.. ale myliłam się. Jak widzisz na zdjęciu powyżej palec wskazujący oraz serdeczny niemal całkowicie pozbawione są wszystkich warstw. Na pozostałych trzech paznokciach lakier jest dość mocno złuszczony (wciąż twardy) ale po zdjęciu tej warstwy na płytce paznokci wciąż była wyczuwalna pozostałość bazy. Nie obyło się bez dodatkowego trzymania paznokci w acetonie ale na koniec te trzy paznokcie i tak wymagały spiłowania pilnikiem warstwy bazy.. a była to baza NeoNail.


Ostatecznie mamy dwa skrajne przypadki. Proteinowa baza Indigo ma znacznie gorszą trwałość ale jest łatwiejsza w nakładaniu i o wiele łatwiej jest ją usunąć z płytki paznokcia. Znowu NeoNail nie zawiedzie pod względem trwałości ale jest trudna we współpracy, a przy jej usuwaniu niezbędne staje się opiłowanie płytki paznokcia co z pewnością nie jest obojętne dla zdrowia paznokci.

Na chwilę obecną sama nie wiem z której bazy jestem bardziej zadowolona. Ani jedna ani druga nie wpłynęła negatywnie na stan moich paznokci. Obie jednak mają dość znaczące wady i myślę, że po ich zużyciu do żadnej nie wrócę. 

Moja opinia jest subiektywna. Nie jestem specjalistką w wykonywaniu manicure hybrydowego, nie przechodziłam żadnego szkolenia jednak staram się wykonywać manicure zgodnie z danymi podanymi na stronach producentów lakierów hybrydowych.


WYNIK ROZDANIA Z LIQPHARM



Dziękuję Wam serdecznie za udział w rozdaniu oraz wasze typy ulubionych produktów do pielęgnacji twarzy. Prawie większość Waszych ulubieńców jest mi totalnie nieznana i z przyjemnością się nimi bardziej zainteresuje. Ściskam, a Monice gratuluję! Czekam na dane do wysyłki wraz z numerem telefonu dla kuriera.

Uważasz takie porównanie za sprawiedliwe?
Spodziewałaś się, że zmiana samej bazy może tak znacząco wpłynąć na jakość manicure?
Jakiej bazy hybrydowej obecnie używasz?

Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger