marca 30, 2020

NOWA KOSMETYKA - TONIK NA SKÓRKI, PORY I INNE ZMORY.. CZYLI TONIK Z KWASAMI NA NIEPRZYJACIÓŁ

NOWA KOSMETYKA - TONIK NA SKÓRKI, PORY I INNE ZMORY.. CZYLI TONIK Z KWASAMI NA NIEPRZYJACIÓŁ

Zdecydowanie jestem ogromną fanką boxów Terra Botanica, które są nieodłącznym elementem sklepu Lost Alchemy. Nie dość, że pełno w nich bardzo ciekawych produktów, to jeszcze są tak dobrane aby każdy, niezależnie od preferencji czy rodzaju skóry chciał sprawdzić wszystko! Dosłownie! Dziś właśnie o jednym z takich produktów. Tonik marki Nowa Kosmetyka pojawił się w pierwszym październikowym boxie. "Tonik z którym gładko idzie", a obecnie przemianowany na "Tonik na skórki, pory i inne zmory", to produkt kwasowy. Z założenia ma sprzyjać odblokowaniu ujść gruczołów łojowych, oczyszczeniu i odświeżeniu skóry. Teoretycznie jest produktem skierowanym do cer problematycznych ale inne typy cer również z powodzeniem mogą się z nim polubić.


Od producenta:
"Tonik na skórki, pory i inne zmory" jest połączeniem lekkiego złuszczania kwasu mlekowego oraz kwasów AHA zawartych w kwiecie hibiskusa z tonizującym działaniem naparu z dzikiej róży i mięty. Uzupełnia pielęgnację nakierowaną na odblokowanie ujść gruczołów łojowych, oczyszczanie i odświeżanie cery.

W naszym toniku znajdziesz:
  • Napar z owoców dzikiej róży - owoce róży są bogate w cały arsenał witamin i składników o działaniu przeciwutleniającym, choćby takich jak flawonoidy i proantocyjanidyny
  • Napar z kwiatów hibiskusa - zawiera sporo naturalnych kwasów, jak choćby: cytrynowy, jabłkowy, winowy, szczawiowy oraz kwas hibiskusowy, czym podbija działanie złuszczające toniku
  • Napar z liści mięty - genialnie odświeża i tonizuje
  • Kwas mlekowy - pomaga w stymulowaniu procesów złuszczania skóry, czyli pozbycia się martwych komórek naskórka. Dzięki temu może krok po kroku odblokowywać ujścia gruczołów łojowych i ujarzmiać suche skórki. W naszym toniku zawarty jest w stężeniu 2%
  • Mocznik - składnik nawilżający, który naturalnie wytwarza nasza skóra, a który w najmniejszym stopniu nie blokuje porów. Pomaga utrzymać w naskórku wodę, wygładza i zmiękcza. Bez obaw, mimo mało wdzięcznej nazwy, mocznik nie ma nic wspólnego z moczem 😉
Sposób użycia: Używaj mnie tylko raz dziennie, wieczorem, a w przypadku cery suchej, nieprzepadającej za częstym stosowaniem toników kwasowych, nieco rzadziej np. raz na dwa dni. Podczas stosowania mnie zaprzyjaźnij się również z filtrami UV.


Już na początku nie obyło się bez problemów. Sęk w tym, że opakowanie z pompką.. chociaż fajne i wygodne stanowiło problem logistyczny. Od jakiegoś czasu w mojej łazience nie znajdziesz tradycyjnych płatków kosmetyczny, a tylko te wielokrotnego użytku. Płatki te służą mi przede wszystkim do demakijażu. Aplikacja toniku nie wchodzi w grę, gdyż większość tego co wchłonie płatek jest z miejsca stracona, a ja nie lubię marnotrawienia produktów! Przez chwilę myślałam o tym aby wymienić atomizer na spray. W większości przypadków ma to sens, a ponadto uwielbiam aplikować toniki w ten sposób. Tylko, że to produkt "kwasowy", a delikatna skóra oczu możenie być w pałni zadowolona takim traktowaniem. Ostatecznie przeprosiłam się z.. dłońmi i to właśnie one służyły mi do aplikacji toniku. Nie jest to mój ulubiony sposób ale sprawdzał się wyśmienicie.

Ciemna buteleczka i równie ciemny tonik o ziołowym aromacie. Na szczęście tonik nie "brudził" skóry, a zapach podczas aplikacji nie był szczególnie wyczuwalny. Drobne zadrapania czy ranki nie grymasiły podczas kontaktu, a skóra reagowała całkiem dobrze.


Skład (INCI): Aqua with infusions of: Rosa Canina Fruit, Hibiscus Rosa Sinesis Flower, Mentha Piperita Leaf, Lactic Acid, Urea, Potassium Hydroxide, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol.
  • Aqua with infusions of Rosa Canina Fruit, (napar z owoców dzikiej róży) - bogaty w witaminę C, dzięki czemu rozjaśnia cerę i przebarwienia. Posiada właściwości zmiękczające, nawilżajace i wygładzające. Działa przeciwzapalnie, ściągająco, przyśpiesza gojenie frobnych otarć i zadrapań naskórka. Ponadto chroni skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników, wzmacnia włókna kolagenu i elastyny.
  • Aqua with infusions of Hibiscus Rosa Sinesis Flower (napar z kwiatów hibiskusa) - posiada silne właściwości przeciwutleniające i hamujące aktywność enzymów proteolitycznych (elastazy i kolagenazy) powodujących degradację kolegenu. Posiada właściwości odżywcze i nawilżające oraz ma wysoką zawartość witaminy C. Zmniejsza stany zapalne. 
  • Aqua with infusions of Mentha Piperita Leaf (napar z mięty pieprzowej) - wykazuje właściwości odświeżające, pobudzające oraz tonizujące. Łagodzi podrażnienia, działa antybakteryjnie oraz odkażająco. W przypadku cery tłustej i mieszanej zmniejsza pory oraz łagodzi podrażnienia, a także przyspiesza gojenie się ran. Przywraca odpowiedni odczyn skóry oraz posiada właściwości rozjaśniające.
  • Lactic Acid (kwas mlekowy) - substancja nawilżająca. Ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka. Działa keratoplastycznie (zmiękcza warstwę rogową), a w wyższych stężeniach złuszcza zrogowaciały naskórek. Odblokowuje pory skóry i działa antybakteryjnie, dzięki czemu zapobiega tworzeniu ognisk zapalnych. Pomocny przy trądziku, polecany do pielęgnacji ciała i skóry włosów. Stężenie w produkcie gotowym 1-10%, w silnych peelingach 30-50%
  • Urea (mocznik) - składnik ma zastosowanie w produktach kondycjonujących do skóry suchej i szorstkiej, z przymieszkowym zapaleniem skóry. W niskich stężeniach do 10% działa zmiękczająco i nawilżająco, w wyższych ma zdolność złuszczania naskórka, jego wysokie stężenia można spotkać w preparatach do stóp likwidujących zrogowacenia. Działa także buforująco na odczyn pH kosmetyków i zapobiega elektryzowaniu włosów. Sklasyfikowany jako potencjalny alergen. Może nasilać problemy trądzikowe, powodować wypryski i stany zapalne skóry. (Komedogenność: skala 2 na 5. Alergia: skala 2 na 5)
  • Potassium Hydroxide (wodorotlenek potasu) - stosowany w formułach kosmetycznych jako regulator pH
  • Dehydroacetic Acid (kwas dehydrooctowy) - łagodny konserwant. Zapobiega zepsuciu kosmetyku, chroni przed mikroorganizmami. (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 1 na 5)
  • Benzyl Alcohol (alkohol benzylowy, fentylometanol) - pełni rolę rozpuszczalnika. Stosowany również jako składnik kompozycji zapachowej z uwagi na jaśminową woń. To również konserwant, a także pełni funkcję regulatora lepkości. Zalecana ilość w produkcie 0,2-0,8%. Jako substancja konserwująca, jest dopuszczony przez instytucje certyfikujące kosmetyki naturalne. (Alergia: skala 2 na 5)

W pierwszych dniach pozwoliłam sobie na codzienne stosowanie toniku. Za każdym razem przy wieczornej pielęgnacji komponowałam produkty tak, aby skóra oprócz dawki "kwasowej" dostawała sporą dawkę odżywczo-nawilżającą. Mimo wszystko tonik zaczął wygrywać, a skóra prosiła o odpoczynek. Zdecydowanie nie doceniłam jego działania. Po kilkudniowej separacji i ochłonięciu wróciliśmy do negocjacji. Skończyło się na stosowaniu produktu wieczorem co drugi lub w ostateczności co trzeci dzień. Takie rozwiązanie okazało się najbardziej satysfakcjonujące. Przy codziennym używaniu efekty były widoczne dość szybko.. wygładzenie, rozjaśnienie.. ale było to zbyt intensywne, bo skóra przy okazji zaczęła robić się bardziej wrażliwa. Za to rzadsze stosowanie sprawiło, że efekty nie były już tak bardzo namacalne, a z każdym kolejnym dniem skóra wyglądała na bardziej zadowoloną. Z czasem skóra wymagał konkretniejszej pomocy w złuszczeniu. To efekt działania toniku, który przyczyniał się do przyśpieszonego rogowacenia naskórka, a to dla mnie żadne wyzwanie gdyż peelingi i maseczki to moje ulubione działy pielęgnacji.

Z czasem rzeczywiście zauważyłam poprawę, skóra stała się bardziej świeża, jaśniejsza i bardziej jednolita, a pory zaczęły wyglądać lepiej. Jedynie mały nielogiczny epizod w postaci niekontrolowanego wysypu w styczniu spędzał mi sen z powiek. Do tej pory nie jestem w stanie wyłonić winowajcy, a mogło to być wszystko łącznie z jedzeniem na czele. Tonik w tym czasie musiałam odstawić, bo rozdrażniona skóra zdecydowanie potrzebowała bardzo delikatnego traktowania. Po unormowaniu zawirowań nie miałam większych obaw co do powrotu i intuicja mnie nie zawiodła. Tonik wciąż robił swoje, bez jakichkolwiek komplikacji i marudzenia ze strony skóry.


Tonik okazał się skuteczny, a moja skóra zaskakująco dobrze na niego reagowała. Oryginalnie produkt występuje w pojemności 100ml. Wyjątkowo w boxie mieliśmy okazję sprawdzić wersję 50ml, która na moje potrzeby i zapasy kosmetyczne okazała się idealna. Cena toniku również jest  przyjemna. Wartość 25zł za 100ml za produkt "kwasowy" to wyjątkowo przyjemna cena.
Tonik znajdziesz m.in. w sklepie Lost Alchemy
Miałaś okazję cieszyć się boxem Terra Botanica? Stosujesz produkty na bazie kwasów w pielęgnacji?

Kochana! Pamiętaj o naszych wspaniałych manufakturach i rzemieślnikach. Obecnie przeżywają bardzo trudny okres.. jak my wszyscy. Jednak to od nas zależy czy przetrwają. Kupuj, pisz, mów o firmach które kochasz i polecasz. 
Dołącz do akcji #wspieramypolskiefirmy #wspieramypolskichproducentów

marca 29, 2020

TULUA, ULTRA ŁAGODNA PIANKA OCZYSZCZAJĄCA W CODZIENNEJ PIELĘGNACJI

TULUA, ULTRA ŁAGODNA PIANKA OCZYSZCZAJĄCA W CODZIENNEJ PIELĘGNACJI

Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego jak bardzo tęskniłam za tego typu produktami w codziennym oczyszczaniu. Pianki do mycia to wciąż dla mnie jedynie element oczyszczania, a nie podstawa.. przynajmniej w wieczornej pielęgnacji. Za to rano, do zmycia wieczornej pielęgnacji są absolutnie wystarczające. Patrząc na pianki w ten sposób istotną ich cechą jest dla mnie ich delikatność, a wbrew pozorom nie każda pianka taka jest. 


Od producenta:
Stworzyliśmy piankę do twarzy, która łączy siłę oczyszczenia z ultra łagodnym dbaniem o Twoją skórę. Stanowi idealny początek każdej kuracji - oczyszczenie pod demakijażu, przed kremem i makijażem. Pianka ma lekką, aksamitną i niesamowicie delikatną konsystencję. Nadaje się do każdego rodzaju cery - suchej, wrażliwej, mieszanej, dojrzałej, szczególnie jednak dla cery naczynkowej.

Oto ile dobra zawiera pianka. Hydrolat z geranium, którego rolą jest silne nawilżenie i zmiękczenie, złagodzenie podrażnień. Hydrolat z rumianku, który zadba o pielęgnację wrażliwej skóry wokół oczu (szczególnie, gdy jest zmęczona), złagodzi zaczerwienienia. Hydrolat z drzewa herbacianego, którego głównym zadaniem jest działanie antyseptyczne, bakteriobójcze i zwalcza bakterie beztlenowe odpowiedzialne za powstawanie zmian trądzikowych, normalizuje też pracę gruczołów łojotokowych, działa regenerująco, zmniejsza nadmierne wydzielanie sebum.


Zdecydowanie zbyt długo odkładałam powrót do pianek oczyszczających. Wiem, że na rynku ich nie brakuje ale większość posiada mocne detergenty na które moja skóra źle reaguje. O wiele delikatniejsze potrafią być żele, a to nieco zaburza logikę produktów typu "pianka". 

Moje oczekiwania? Pianka powinna być przede wszystkim delikatna.. delikatniejsza niż żele do mycia twarzy, nie wysuszać, nie podrażniać. Przy okazji powinna być łagodna dla oczu. W składzie, jeśli już musi być Cocamidopropyl Betaine to niech będzie jak najdalej w składzie i możliwie w jak najlepszy towarzystwie. Miłym akcentem będzie przyjemny odświeżający zapach.. i naprawdę mam problem ze znalezieniem takiej pianki. 


Skład (INCI): Hydrolat z geranium, hydrolat z rumianku, hydrolat z drzewa herbacianego, woda, związek powierzchniowoczynny, łagodna substancja myjąca, olej ze słodkich migdałów, emulgator, substancja nawilżająca, gliceryna, niejonowy środek powierzchniowo czynny, guma ksantanowa, puder z liści aloesu, naturalny olejek eteryczny z trawy cytrynowej, naturalny konserwant.

Podczas składania zamówienia na stronie sklepu Tulua, kierowałam się składem. Na opakowaniu skład jest uproszczony w języku polskim, a na stornie.. brak. To efekt zmian jakie Tulua wprowadza. Obecnie pianka jest poddawana metamorfozie! Prawdę mówiąc mi zupełnie niczego w niej nie brakowało.. a tu taka niespodzianka! Miałam w planach złożyć zamówienie na nową piankę, a tu Tulcia coś kombinuje 😂

Cóż.. posiłkować muszę się swoją pamięcią. Pamiętam, że w składzie znajdował się detergent Cocamidopropyl Betaine, którego staram się unikać z uwagi na reakcję alergiczną, która w przypadku skóry twarzy objawia się przesuszeniem skóry.. a stąd już tylko krok do prawdziwej katastrofy. Jednak w przypadku pianki Tulua postanowiłam zaufać producentowi, głównie za sprawą szeregu fajnych składników takich jak trzy rodzaje hydrolatów przed pojawieniem się detergentów. To już raz się u mnie sprawdziło i tym razem nie było inaczej.


Pojemność 200ml oraz gęsta, bogata piana mogły wróżyć tylko jedno.. niezłą wydajność i tak rzeczywiście było. Pianka służyła mi dzielnie przez trzy miesiące. Większość produktów Tulua należy przechowywać w lodowce.. ale na szczęście pianka tego nie wymagała. O ile w przypadku kremów jestem w stanie ogarnąć bieganie do kuchni, to już w przypadku pianki mogło okazać się nieco irytujące. Temperatura przechowywania do 25 stopni oraz termin zużycia 4 miesiące od daty zakupy.. całkowicie i bez problemu zrealizowany. 

Jedyne co mogłoby budzić wątpliwości w stosunku do marki, która produkuje świeże kosmetyki to.. plastikowe opakowanie pianki. Jednak plastik plastikowi nie równy, a tu mamy plastik oznaczony symbolem HDPE, czyli jeden z najbezpieczniejszych, który ponadto możemy używać wtórnie.. ale nie musimy. Tulua prowadzi akcję "zero waste", a to oznacza, że opakowania można odesłać i otrzymać rabat 10% na kolejne zamówienie.. i mam zamiar z tego skorzystać.


A co z pianką? Okazała się ultra delikatna dla mojej skóry i oczu. Z przyjemnością sięgałam po nią rano. Nie pozostawiała skóry ściągniętej ani przesuszonej za to ładnie ściąga nocną pielęgnację. Trudno mi było pozostawić ją jedynie w porannej pielęgnacji. Wspomagałam się nią przy doczyszczaniu twarzy po czarnej paście Iossi do oczyszczania twarzy, a także przy zmywaniu innych mazideł olejowych czy maseczkowych. 

Zapach trawy cytrynowej okazał się przyjemnie odświeżający, chociaż momentami męczył. Jednak z perspektywy czasu i w porównaniu do aktualnie używanej pianki stwierdzam, że bardzo mi tego aromatu brakuje 😂

Z obietnic producenta zdecydowanie to co dla mnie było najbardziej istotne czyli działanie oczyszczające oraz antybakteryjne zdało egzamin. W trakcie używania pianki na mojej skórze nie pojawiało się zbyt wiele niedoskonałości, poza styczniowym epizodem z wysypem, który równie dobrze mógł mieć podłoże.. pokarmowe 😅 W tym czasie nie zrezygnowałam z używania pianki.. i sądzę, że przyczyniła się częściowo do złagodzenia objawów.


Nie wiem co kombinuje Tulua z moją pianką.. ale ewidentnie coś ulepsza. Jestem niesamowicie ciekawa jaka "nowa" wersja pianki trafi do sprzedaży i czy różnica będzie zauważalna.. a może na rynek trafi inna wersja zapachowa? Bo faktycznie przy jednej wersji używanej systematycznie, opakowanie za opakowaniem, można się zmęczyć zapachem.. nawet jeśli miały to być najpiękniejszy zapach świata 😅

Kochana! Pamiętaj o naszych wspaniałych manufakturach i rzemieślnikach. Obecnie przeżywają bardzo trudny okres.. jak my wszyscy. Jednak to od nas zależy czy przetrwają. Kupuj, pisz, mów o firmach które kochasz i polecasz. 
Dołącz do akcji #wspieramypolskiefirmy #wspieramypolskichproducentów
Zapraszam do śledzenia strony Tulua. Niedługo pojawią się zupełnie nowe produkty.. i jak w przypadku pianki również udoskonalone 😍 a przy okazji odświeżania asortymentu trwają w najlepsze różne promocje i rabaty!

marca 22, 2020

NOWOŚCI LUTEGO 2020

NOWOŚCI LUTEGO 2020

Uuu.. nie jest lekko. Blog spadł w hierarchii spraw codziennych i coraz trudniej mi organizować publikację postów. Wciąż mam jednak nadzieję, że to tylko chwilowe zawirowania. Tymczasem zaległości rosną nieubłaganie, a korzystając z luźniejszego weekendu staram się nadrobić co się da. Nowości jeszcze nigdy nie pojawiły się z takim opóźnieniem.. ale lepiej późno niż wcale 😅

Świece z Dzikiego Lasu pojawiają się tu sporadycznie.. znacznie częściej pokazuję je na Instagramie na który zapraszam. Moja miłość do świeć z biegiem czasu rośnie ale proporcjonalnie do jakości świec.. a te bez wątpienia są genialne. Jeśli wiecznie jest Ci żal odpalić świecę, to Dziki Las jest dla Ciebie. Dokładnie tak! Wystarczy, że zdejmę drewniane wiek, a zapach świecy rozchodzi się po pomieszczeniu.. bez palenia!


DZIKI LAS - RESET RESET
Świecowy Reset w interpretacji Dzikiego Lasu to mieszanka melisy z lawendą. Patrząc na moje osobiste preferencje to dość nietypowy dla mnie wybór, jednak z racji tego, że wersja mango oraz w dzikie wino zaplątani całkowicie zawładnęły moim sercem to jestem w stanie zaryzykować z każdą wersją zapachową. Nie wiem jak oni w tym Dzikim Lasku to robią ale robią to niezwykle dobrze! Chociaż czy w tym przypadku warto mówić o samym zapachu? Drewniane wieczka, ceramiczne naczynka.. wszystko produkowane w kraju i starannie kontrolowane. Etykiety z możliwością oderwania i wykorzystania całego pojemniczka. Już mam tysiące pomysłów.. ale do tego potrzeba mi więcej.. więcej i jeszcze więcej świeczuszek 😍

Link do produktu: Dziki Las - Reset reset


Ludzie z Dzikiego Lasu do przetestowania podesłali mi tealighty abym mogła sprawdzić inne zapachy:
  • Kąpiel z pianą, czyli kokos i wanilia - pachnie dokładnie tak jak brzmi, to opcja dla tych co kochają się w słodkich i otulających zapachach.
  • Joga dla początkujących, czyli mandarynka z zieloną herbatą - ta wersja zdecydowanie trafi do mnie w następnej kolejności. Idealnie wpisze się w wiosenno-letnie wieczory. Zapach jest lekki, odświeżający z nutą słodkiej mandarynki. 
  • Chodź na kawęęę..., czyli kawa i wanilia - tu poczułam się zaskoczona, zdecydowanie trumf wiedzie kawa.. mocna konkretna kawa świeżo zmielona, a wanilia to tylko lekkie przełamanie goryczki. Żadna tam late, czy kawa ze słodkim syropem..


Ostatni z trzymiesięcznej subskrypcji box Terra Botanica ze sklepu Lost Alchemy. Wciąż jestem pod wrażeniem doboru produktów. Bez dwóch zdań zestawy są niesamowicie uniwersalne. Nie ma tu produktu wepchanego na siłę.  Z każdego pudełka jestem niesamowicie zadowolona.. chociaż na chwilę planuję przerwę wyłącznie z myślą o tym aby zmniejszyć zapasy kosmetyczne.


VEOLI BOTANICA - MAKE IT CLEAR
Czyli połączenie mleczka z żele.. tak wstępnie określają konsystencję dziewczyny, które już się do niej dobrały. Marka wielokrotnie wpadała mi w oko ale dopiero przy boxie w końcu zajrzałam na stronę sklepu aby sprawdzić co jeszcze ma w swoim asortymencie.. i te produkty robią wrażenie. Z przyjemnością sięgnę po kojącą mgiełkę-tonik, wygładzający peeling z pestek owoców chociaż zazwyczaj jestem fanką złuszczania enzymatycznego więc bardziej maseczka gommage z efektem rozświetlenia.. trudne wybory.. ale najpierw.. ogarniam zapasy



A JEDEN - HYDROLAT BŁAWATKOWY
Hydrolaty to moja miłość. Z wersją bławatkową miałam styczność jeden raz i całkowicie przepadałam. Bławatek słynie z niesamowitych właściwości łagodzących, i kojących skórę. Do tego hydrolatu jeszcze się nie dobrałam i grzecznie czeka w kolejce.



BIOUP - ELIKSIR REWITALIZUJĄCY MANGO
Uwielbiam mango! Od samego początku gdy Wiola zdradziła markę BioUp liczyłam, że to właśnie żółciutki eliksir pojawi się w kolejnej edycji boxa. Obecnie na brak produktów do pielęgnacji twarzy narzekać nie mogę, dlatego trudno by mi było ogarnąć pełnowymiarową wersję tego serum. Na szczęście w boxach terra Botanica mamy często styczność z wyjątkowymi zmniejszonymi wersjami produktów, a to mi niesamowicie odpowiada!

Link do produktu - BioUp - Eliksir rewitalizujący


RESIBO - MULTIFUNKCYJNY PEELING DO TWARZY I KREM LIFTINGUJĄCY
Jakiś czas temu byłam ogromną fanką olejku do demakijażu marki Resibo. na tamten okres nie miał sobie równych. Trafiały do mnie przy okazji różnych zakupów inne produkty marki i tu już takiego zachwytu nie było. Z pojawianiem się nowych produktów wolałam poczekać na opinię innych.. i efekt jest taki, że wciąż nic do mnie nie trafiło w pełnowymiarowym opakowaniu. W końcu markę przestałam śledzić.. aż tu w boxie znalazłam peeling! Peelingi uwielbiam więc odsunęłam od siebie wszelkie opinie aby mieć swój własny, świeży pogląd i radość z poznania zupełnie dla mnie nowego produktu.



IOSSI - MORELA AKSAMITNA KURACJA DO RĄK
Ten krem do rąk zrobił nie mało szumu jeszcze zanim się pojawił. Wiadomo było, że Iossi wypuszcza nowość która jednocześnie trafi do boxa Terra Botanica. Nowością okazał się produkt do rąk, którego skład został skomponowany na ideał. Wyobraźnia maniaczek kremów do rąk z miejsca została pobudzona. Za to ostudzeniem zapałów okazała się wysoka cena. Krem mojej szczególnej ciekawości nie wzbudził ale jak to w przypadku kremów do rąk.. gdyby nie box zapewne spotkania by nie było. Mimo wszystko cieszę się, że do mnie trafił, bo pierwsze wrażenia dziewczyn są bardzo dobre, a mnie w tym roku czeka wyjątkowo dużo pracy fizycznej.


Paczka ambasadorska od marki Tulua. Niesamowicie się cieszę, że jestem w gronie ambasadorek, gdyż marka ma niesamowite podejście do pielęgnacji, do klientów i do jakiejkolwiek krytyki. Absolutnie najmniejsze uwagi bierze sobie do serca. Niesamowicie się zmienia, rozwija i dąży ku jeszcze lepszej wersji samej siebie, chociaż momentami uważam, że lepiej się już nie da.


TULUA - SERUM POD OCZY ORAZ NOWOŚĆ NR 1
Zdecydowanie jestem fanką tego serum pod oczy! Ponieważ jedno mam w użyciu to, to powędrowało do mojej kochanej Aneczki! Trudno opisać to serum, bo jest zupełnie inne od wszelkich produktów pod oczy, a do tego działanie w pełni mnie satysfakcjonuje. Za to drugi produkt to.. tajemnica. Jako ambasadorka marki Tulua do testo dostałam nowość, która być może w takiej wersji lub udoskonalonej trafi za jakoś czas do sprzedaży. Już teraz mogę zdradzić, że produkt bardzo przypadł mi do gustu i sięgną denka.. nie mogę się doczekać jego premiery!

Link do produktu: Tulua - Serum pod oczy


TULUA - KREM DO RĄK
Nie jestem maniaczką kremów do rąk, jednak w obecnej sytuacji bardzo częste mycie oraz środki do dezynfekcji wyraźnie dają mi popalić. Dlatego kremik do rąk mnie ucieszył i z miejsca trafił do użytku. Ogrom dobroczynnych składników jest tu godna podziwu ale dla mnie najważniejsze jest w kremach do rąk to aby mi nie przeszkadzały. Nie znoszę czuć tłustej warstwy.. a krem Tulua jej nie pozostawia. Chociaż nie mam w zwyczaju nosić w torebce kremu to obecnie towarzyszy mi codziennie.. łącznie z żelem do dezynfekcji. Wstępnie kremik zapowiada się bardzo dobrze.. ale przed nim wyjątkowo trudny test.

Link do produktu: Tulua - Krem do rąk

Ściskam! Uważajcie na siebie i chrońcie bliskich! 💗😷

marca 01, 2020

ZUŻYCIA LUTEGO 2020

ZUŻYCIA LUTEGO 2020

Upss.. wkradł się jakiś Error! Pomimo chęci nie wyrobiłam się jak należy ze zużyciami na ostatni dzień miesiąca. Chociaż podejrzewam, że znaczenie ma to tylko dla mnie 😅 Właśnie rozstałam się z kilkoma naprawdę fajnymi produktami, ale nie ma się co mazać.. w końcu czekają kolejne przygody, a do ulubionych zawsze mogę wrócić.


TULUA - PIANKA OCZYSZCZAJĄCA DO TWARZY
Zdecydowanie brakowało mi pianek oczyszczających w pielęgnacji. Tulua okazała się wyjątkowo delikatna dla skóry ale jednocześnie wystarczająco skuteczna. Świetnie sprawdzała się w porannym oczyszczaniu skóry z nocnej pielęgnacji, a także przy wieczornym demakijażu. Nie jest to jednak produkt, który sam sobie poradzi z podkładem ale wcale tego nie oczekiwałam. Więcej o piance Tulua już na dniach.


BE THE SKY GIRL - PEEL ME TENDER
Na temat peelingu Be The Sky Girl nie zdążyłam jeszcze wyrobić sobie opinii. Z pewnością jest to wyjątkowy produkt. Proszek, który pod wpływem wody zmienia się w puszystą, gęstą pianę. Mam wrażenie, że konsystencja tego produktu zmienia się na każdym etapie i aż trudno skupić się na czymkolwiek innym. Na szczęście w zapasie jeszcze dwie saszetki więc jest szansa, że ogarnę coś więcej niż zaskakująca konsystencja.


NOWA KOSMETYKA - TONIK Z KTÓRYM IDZIE GŁADKO
Odbiło mi się o uszy, że tonik zmienił nazwę.. ale nie nazwa jest tu najważniejsza. Tonik na bazie kwasów co oznacza, że należy uważnie z nim postępować i nie używać jak zwykłego. U mnie spisał się dobrze, chociaż warto przy nim obserwować potrzeby skóry nieco uważniej. Przy częstym stosowaniu musiałam robić przerwy, chociaż nie określiłabym go jako bardzo mocny. Cóż.. może więcej szczegółów opiszę w odrębnym poście 😉


TULUA - KREM ODŻYWCZY Z EFEKTEM "WOW" 
Mini wersję kremu znalazłam w  boxie Terra Botanica i szybko się zakochałam. Wersję 30 ml odziedziczyłam od Anuli z bloga Co kręci Anulę, a przecież na Wow zawsze znajdzie się miejsce w mojej pielęgnacji. Nie jest to krem super lekki. Jak nazwa wskazuje jest to wersja odżywcza. W teorii krem powinien być da mojej skóry za ciężki ale nie jest. Przy wieczornej pielęgnacji aplikuję typową dla mnie ilość i nie czuję dyskomfortu, chociaż krem potrzebuje chwili aby się wchłonąć. W dzień warstwa jest już znacznie uboższa ale również nie mam z nią problemu. Natomiast krem cudownie łagodzi moją skórę, nawilża, odżywia, sprawia, że jest ładniejsza. To krem do którego będę z wielką przyjemnością wracać.


UNI TOUCH - MASKA W PŁACIE HYDRATING MASK
Ultra cienka i delikatna tkanina. Bardzo fajnie skrojona na moje potrzeby, a to dość rzadkie. Obiło mi się o uszy, że maseczki są bardzo dobre ale nie jestem w stanie tego potwierdzić. Zwykłe maseczki na płacie bawełny pojawiają się u mnie sporadycznie i nie wiem do końca czego się po nich spodziewać. Ta była na pewno przyjemna ale nie zapadła mi w pamięć jako coś co odmieniło moją pielęgnację.


YASUMI - NAWILŻAJĄCA MASKA BIOCELULOZOWA Z ZIELONYM KAWIOREM I KWASEM HISLURONOWYM
Właśnie wykończyłam ostatnią z moich zapasów maseczkę nawilżającą z kawiorem od Yasumi. Pierwsze wrażenia mnie zachwyciły ale podczas używania kolejnych masek wcale nie słabły. Nieustannie podtrzymuję, że jest to jedna z najlepszych masek w płacie jakie kiedykolwiek miałam. Efekt jest wyraźnie odczuwalny jeszcze następnego dnia. Żałuję jedynie, że skład nie powala, bo zdecydowanie jestem zwolenniczką natury. 


YASUMI - MASKA BIOCELULOZOWA OCZYSZCZAJĄCA ORAZ MASKA BIOCELULOZOWA Z KOMÓRKAMI MACIERZYSTYMI
Na fali uwielbienia do wersji nawilżającej skusiłam się o przetestowanie innych wersji masek Yasumi na bazie biocelulozy. Chociaż obie maseczki były dość fajne i wyróżniają się na tle zwykłych, to jednak dość daleko im do mojego ulubieńca. Bioceluloza okazała się znacznie cieńsza, a efekty mniej efektowne. Jak widać królowa jest tylko jedna.


MIMOTO -  MASECZKA Z KWASEM HIALURONOWYM
Przyznaję, że ta maseczka przeszła całkowicie bez echa. Znalazła się w koszyczku denkowym i to jedyne co wskazuje, że była używana w lutym. Nie pamiętam materiału, kroju, efektów. Ewidentnie musiałam być bardzo zmęczona, kiedy po nią sięgałam. Z drugiej strony nie kojarzę problemów skórnych ani tym bardziej zachwytów.. po prostu przeminęła z wiatrem.


ALTERRA - MASECZKA MANUKA HONIG
Dwie kremowe maseczki marki Alterra. Nie szukaj ich w polskim Rossmannie. To akurat prezent od Anuli pochodzący z zagranicznej wizyty. Marka Alterra w naszym Rossmannie jakoś nie zwraca mojej uwagi ale te zagraniczne twory ciekawią o wiele bardziej. Maseczki na bazie miodu manuka bardzo mnie ciekawią i ze dwie mam na oku od jakiegoś czasu. Dlatego ta saszetka niesamowicie mnie ucieszyła. Skład jest bardzo ciekawy ale.. na drugim miejscu w składzie znalazł się alkohol (alkohol denat.) i rzeczywiście był dla mnie odczuwalny. Przy częstym stosowaniu mogłoby się skończyć różnie ale przy jednorazowym podejściu maseczka spisała się dość.. dobrze, jednak nie na tyle abym chciała do niej wracać.


FROM A FRIEND - KREM DO TWARZY CYTRYNA, PIETRUSZKA I BAMBUS
O genialnych właściwościach pietruszki w pielęgnacji twarzy słyszałam już dawno, jednak produktów z tym składnikiem jak na lekarstwo. W momencie kiedy poznałam markę From a Friend ten krem zwrócił moją uwagę na tyle, że wisi na mojej liście chciejstw i czeka aż ogarnę zapasy. Międzyczasie wraz z zamówieniem hydrolatów Ania z From a Friend podesłała mi próbkę kremu. To tylko podkręciło moje chciejstwo! Wstępnie odpowiada mi konsystencja, wchłanianie, zapach.. chę go poznać bliżej! Nnatomiast jeśli jesteś ciekawa konkretnej recenzji kremu to odsyłam do Moniki z bloga Mama z różową torebką i posta Form a Friend - Krem do twarzy Cytryna, Pietruszka & Bambus.

Jeśli nie znasz marki to odsyłam na stronę sklepu: From a Friend  (obecnie kremik z pietruszką jest na promocji!)


ZESTAW PRÓBEK MARKI POLEMIKA
Zestaw próbek marki Polemika znalazłam w ostatnim boxie Terra Botanica ze sklepu Lost Alchemy. Dobranie próbek tak aby tworzyły kompletną pielęgnację bardzo mi się podoba i tak właśnie to trio zużyłam. 
Hydrofilne masło oczyszczające. Masełko jest gęste ale błyskawicznie zamienia konsystencję na olejową, dzięki temu nie ciągnie skóry. Hasło "hydrofilowe" oznacza, że produkt łączy się z wodą i rzeczywiście to robi. Zmienia się wówczas w delikatną emulsję i bardzo łatwo zmywa. Mimo wszystko zawsze po takich produktach używam dodatkowo pianki lub żelu aby zmyć resztki produktu, bo jednak jakąś minimalną warstewkę na skórze wyczuwam. Wstępnie masełko wydaje się ciekawe.
Peeling-maska oczyszczająco-rozświetlająca. Z racji tego, że lubię tego typu produkty to właśnie ta próbka ciekawiła mnie najbardziej. Funkcja peelingu jest tu na wyjątkowo łagodnym i delikatnym poziomie.. nie tego się spodziewałam. Trudno mi tu odszukać funkcji peelingu chociaż bardzo delikatne drobinki są. Za to funkcja maseczki spisuje się fajnie. Całość trzyma się skóry, nie kapie, nie zjeżdża. Z łatwością mogę wytrzymać 15 minut. Delikatne mrowienie odczułam jedynie w dwóch bardziej wrażliwych miejscach. Peeling-maskę zmywam przy użyciu gąbki, bo tak jest łatwiej i szybciej. Skóra nie jest przesuszona, rozdrażniona.. ale odświeżona, nawilżona i ukojona. Nie jest to efekt wow ale produkt można używać 2-3 razy w tygodniu więc przy takiej częstotliwości efekty mogą być bardzo fajne. Wstępnie podoba nie się ten produkt i wpisuję na listę chciejstw.
Antyoksydacyjny krem - lekka konsystencja, która ładnie się wchłania pozostawiając skórę komfortową i niemal matową. Podejrzewam, że spisałby się w okresie letnim ale obecnie mam taki zapas, że nawet nie myślę o zakupie nowego kremu.


FULL MELLOW - MUS POD PRYSZNIC CHRISTMAS ORANGE
Naprawdę polubiłam ten mus. Innowacyjna formuła do kąpieli, świetny zapach i całkiem dobre działanie myjące. O dziwo podczas kąpieli nie sprawiał problemów. Nie przyklejał się do skóry, za to bez problemy tworzył pianę. Używałam z ogromną przyjemnością i nie czułam potrzeby wprowadzać nic więcej. Mus trafił już do ulubieńców. Gdyby nie świąteczne opakowanie nie kojarzyłabym go z okresem świątecznym, chociaż nuty pomarańczy z wyraźną skórką idealnie wpisywały się w klimat. Mus doczekał się recenzji: Christmas Orange Shower Mousse od Full Mellow, zupełnie nowa formuła produktów pod prysznic


FRESH&NATURAL - MALINOWY CUKROWY PEELING DO CIAŁA
To nie było moje pierwsze spotkanie z tym peelingiem.. ale raczej ostatnie. Z tym, że nie mam tu nic złego na myśli. Pierwszy peeling w ogromnej wersji 550ml kupiłam sama, a jakiś czas później dokładnie taką samą wersję dostałam w prezencie. Za każdym razem sprawdzał się super ale te duże pojemności wiążą się z dłuższymi spotkaniami. Do peelingów Fresh&Natural z chęcią będę jeszcze wracać.. ale do innych wersji i zdecydowanie do mniejszych opakowań.


BLANK - PEELING MYJĄCY DO CIAŁA MANDARYNKA
Peeling znalazłam w boxie Terra Botanica ze sklepu Lost Alchemy. Szybko dobiegły mnie głosy, że jest okropny 😂 zajrzałam na stronę producenta, aby sprawdzić skład i wskazówki. Okazało się, że jest to peeling na bazie czarnego mydła, czyli specyficznego brązowego lub zielono-brązowego glutka. Cóż.. to robi różnicę 😅 Miałam już styczność z takim mydłem i nie szczególnie się lubimy, jednak jest to wyłącznie kwestia osobistych preferencji. Aby spotkanie przebiegło w pomyślnej atmosferze do peelingu dołączyła rękawice.. i to pomogło! Tak po prawdzie, spodziewałam się czegoś dużo gorszego. Peeling pachnie cynamonem z pomarańczą i oczywiście posiada specyficzny zapach mydła czarnego ale nie odbieram go jako coś złego. Konsystencja lżejsza niż typowe czarne mydło.. łatwo się rozprowadza, dobrze myje, opcja złuszczania zdecydowanie z tych lżejszych ale rękawica to podkręca. Może nie był to mój kąpielowy ulubieniec.. ale ze wszystkich czarnych mydeł zdecydowanie najprzyjemniejszy!


SORAYA - ŁAGODZĄCA PIANKA DO HIGIENY INTYMNEJ
Kupiłam z ciekawości. Nie jestem szczególną fanką marki ale pojawienie się serii "plante" wprowadziło trochę zamieszania. Nie śledzę szczególnie opinii na temat serii ale z kilkoma się minęłam i nie kojarzę zachwytów.. chociaż wyjątkowego narzekania również nie. Pianka do higieny intymnej sprawdziła się u mnie dość przeciętnie. Myła, oczyszczała, odświeżała.. ale nieustannie miałam wrażenie, że jest zbyt mocna. Nie powodowała dyskomfortu ale niczego pozytywnego o niej powiedzieć nie mogę. Nie planuję powrotu.


ECO LIFE CANDLES -  ŚWIECA DO MASAŻU
Dla mnie to fajny patent na dłuższe weekendowe spa. Świeca podczas palenia wypełnia łazienkę delikatnym aromatem, który później jestem w stanie przenieść bezpośrednio na skórę. To zdecydowanie wyjątkowo przyjemny rytuał ale również taki na który należy mieć czas. Taka pielęgnacji jest dość specyficzna i wymaga pewnej wprawy. Zbyt duża ilość wosku może sprawić problemy w rozprowadzeniu i dodatkowo skończyć się może wyczuwalną warstwą na skórze. Dlatego warto poświęcić temu nieco więcej czasu i dokładności, aby efekt był naprawdę fajny i dał realne poczucie rozpieszczenia skóry i zmysłów.

O świecy i jej zastosowaniu pisałam w poście: Aromaterapia świecami, czyli świece do masażu marki Eco Life Candles


TAHE - SZAMPON DO WŁOSÓW GRUBYCH I SUCHYCH
Zawartość Cocamidopropyl Betainy nie wróżyła sukcesu. Jednak szampon miał śliczny zapach i naprawdę fajnie oczyszczał skórę głowy i włosy. Nie mogłam go używać przy każdym myciu ale skojarzenia mam dość przyjemne. Za to mój mąż poprosił mnie o zakup pełnowymiarowej wersji!


TAHE - MASKA DO WŁOSÓW
Zapach maski mnie nie powala. Co więcej mam z nim problem, bo to moja "ukochana" trawa. Nie trawa cytrynowa, tylko zwykła trawa. Natomiast sama maska okazała się świetna dla moich włosów. Bardzo ładnie je wygładzała i odżywiała. Jedynie końcówki potrzebowały jeszcze czegoś ekstra ale w ogólnym rozrachunku muszę jej przyznać miano jednej z lepszych masek jakie stosowałam. Chwilowo nie wiem czy do niej wrócę. Już zrobiłam zamówienie na maski marki Bema, a w zapasach czeka maska z olejem marula marki Andalou.


IT COSMETICS - CC+ YOUR SKIN BUT BETTER (w odcieniu Fair)
Słynny podkład marki It Cosmetics. Długo chodził mi po głowie z uwagi na genialne recenzje. Z racji problemów z dostępnością miałam sporo czasu na to aby przemyśleć zakup. Dzięki pomocy jednej z użytkowniczek Instagrama udało mi się dobrać odcień (Fair) i ostatecznie zamówić. Odcień jednak okazał się ciut za jasny.. ale łatwiej ogarnąć za jasny niż za ciemny. Ogólny stosunek do tego podkładu miałam.. różny. Raz byłam z niego niesamowicie zadowolona, a innym razem go nienawidziłam. Jednym z gorszych zarzutów jakie mam do niego to trudna sprawa ogarnięcia go na tyle aby nie był widoczny. Szersza opinia pojawi się na dniach na blogu.


YVES ROCHER - WERBENA
Jakiś czas temu przeżywałam ogromną fascynację i uwielbienie dla zapachu werbeny w kosmetykach. Dlatego gdy wpadłam na zapach wody toaletowej werbeny od Yves Rocher, zwyczajnie musiała być moja. Zapach lekki, orzeźwiający, zbliżony do cytrusów.. typowa werbena. Niestety nie okazał się szczególnie trwały, a pod koniec zaczął mi się nudzić więc towarzyszył mi tylko z doskoku. Nie planuję wracać.. co z resztą może okazać się trudne, bo z tego co kojarzę marka często wymienia swój asortyment.

lutego 16, 2020

AROMATERAPIA ŚWIECAMI, CZYLI ŚWICE DO MASAŻU MARKI ECO LIFE CANDLES

AROMATERAPIA ŚWIECAMI, CZYLI ŚWICE DO MASAŻU MARKI ECO LIFE CANDLES

Pomysły producentów kosmetycznych czasem totalnie mnie zaskakują. Uwielbiam innowacyjne produkty, ciekawe zapachy, zaskakujące konsystencje, podwójne działanie.. to zawsze mnie intryguje. Chociaż teoretycznie większą możliwość kombinacji można by przypisać producentom kosmetyków,  które powstają w laboratorium w wyniku mieszania składników chemicznych, poddawaniu ich różnej obróbce.. to jednak mam wrażenie, że o wiele większą fantazję posiadają producenci kosmetyków naturalnych.. i to z nimi najchętniej trzymam sztamę!



Skąd takie wnioski skoro na zdjęciach.. świeca? Ponieważ jest to świeca przeznaczona do pielęgnacji ciała.

Od producenta:
Świece do masażu Eco Life Candles to połączenie ciepłej aromatycznej świecy sojowej i naturalnych składników odżywczych pielęgnujących skórę. Idealny pomysł na relaks po ciężkim dniu, wyjątkowy romantyczny wieczór we dwoje, czy nietuzinkowy prezent dla bliskiej osoby.

Świeca do masażu dzięki zawartości naturalnych olejków, witaminy A, E, masła shea oraz olejku kokosowego, nawilża, regeneruje oraz wygładza skórę. Jednocześnie podczas masażu subtelny zapach świecy odpręża i uspokaja, przenosi umysł i zmysły w stan błogiego spokoju i relaksu.

Instrukcja obsługi: Świece należy zapalić na około 10 minut i poczekać aż wosk dobrze się roztopi, czyli zmieni swoją konsystencję na płynną. Następnie należy zgasić świecę, odczekać chwilkę i wylać na dłoń. Ciepły wosk rozprowadzić i wmasować bezpośrednio w skórę.



Świece Eco Life Candles są mi już znane i jestem ich absolutną fanką. Sama od jakiegoś czasu zainspirowana Anulką z bloga Co kręci Anulę tworzę własne świece na bazie naturalnego wosku sojowego. Jednak stworzenie odpowiedniej mieszanki zapachowej, takiej która po zapaleniu świecy będzie wyjątkowa i niepowtarzalna to wcale nie jest taka prosta sprawa. Moje skromne świece są proste w swych aromatach.. a Eco Life Candles zwyczajnie uwielbiam za wyjątkowe kompozycje.

Jednak w przypadku dwie  do masażu to zupełnie odrębny temat. Takiej świecy nie odważyłabym się wykonać. Tu bardzo istotna jest kompozycja i ilość poszczególnych substancji.. a zapach pod kątem intensywności schodzi na drugi plan.




W przypadku świecy przeznaczonej do masażu podstawą jest ograniczona ilość olejków zapachowych. Tu nie można przesadzić, gdyż taka świeca z miejsca traci właściwości pielęgnacyjne i może nam służyć tylko w roli domowego umilacza.

Za mniejszą ilością substancji zapachowych idzie mniejsza intensywność zapachu przy paleniu. W tym wypadku jest to odczuwalne.. jednak bez obaw.. Świeca do masażu z Eco Life Candles mają wystarczającą moc aby wypełni  zapachem łazienka podczas kąpieli.


Świecę zazwyczaj odpalam przed kąpielą. Im więcej czasu dam świecy tym więcej roztopionego wosku do pielęgnacji uzyskam. Aby uniknąć oparzeń przed użyciem wosku gaszę świece i daję jej chwilę do ostygnięcia.. dosłownie chwilkę. Wówczas wosk jest przyjemnie gorący ale pięknie rozprowadza się w dłoniach, a później na skórze. Warto w tym przypadku zachować umiar i rozprowadzać niewielkie ilości. Dzięki temu unikniemy zbyt obfitej warstwy na skórze. Nie ukrywam, że stosowanie takiego produktu w pielęgnacji wymaga wprawy i wyczucia. Jednak odpowiednio użytkowane świeca da nam nie tylko przyjemny relaks podczas  kąpieli ale zaopiekuję się skórą.

To co najbardziej mnie rozbraja to fakt, że świeżo roztarty wosk na skórze daje jeszcze bardziej intensywny aromat niż sama palona świeca. Zapach "ekskluzywny" to mieszanka nieco korzennych aromatów, które w świecach bardzo lubię.

Niezwykle ciepły zapach, który momentalnie mnie relaksuje, a domowe Spa od razu wskakuje na wyższy poziom. Aromat towarzyszy mi jeszcze długo,  chociaż z czasem traci na intensywności.



Świeca towarzyszy mi głównie w okresie jesienno zimowym. Głównie dlatego, że jest to świeca, a po drugie wszelkie mazidła do ciała stosuje niemal tylko w tym okresie. Latem stawiam głównie na bardzo delikatne żele o kremowych konsystencjach, która nie wysuszają skóry. Balsamy czy masła to dla mojej skóry, a raczej komfortu za wiele. Nie jestem zwolenniczką tłustych formuł na skórze o żadnej porze roku, a stosowanie świec mogłoby temu zaprzeczać. Jednak wystarczy się przyłożyć, aby być z nich w pełni zadowoloną. 


Znasz już świece Eco Life Candles ze sklepu Ekozuzu?



Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger