kwietnia 08, 2016

BATIST STYLIST - HEAT & SHINE SPRAY, CZYLI WŁOSY PEŁNE SŁOŃCA

Suche szampony absolutnie uwielbiam, nieraz ratowały mnie z opresji. Oczywiście używam ich z rozwagą i w sytuacjach podbramkowych. Zdecydowanie wolę włosy umyć niż nagminnie używać tego rodzaju specyfików. Niemniej jest to produkt, którego nie może zabraknąć w mojej łazience, a nie tylko ja go używam, chociaż.. tylko ja go kupuję. Moja uwielbienie do szamponów Batiste nie maleje od ponad roku więc, gdy na Rossmanowskiej półce dojrzałam nowości z serii Batiste Stylist nie mogło się  to skończyć inaczej niż zakupem chociaż jednego produktu. Wybór padł na  termoochronny i nabłyszczający spray do włosów Heat & Shine Spray.


Batiste Stylist to nowa linia produktów w której znajduje się: spray wygładzający, lakier do włosów, texturyzujący spray do stylizacji,  spray zwiększający objętość włosów, proszek zwiększający objętość oraz termoochronny i nabłyszczający spray do włosów.

Co o produkcie pisze producent?
Termoochronny spray 2 w 1 nabłyszcza, a także chroni i odżywia włosy podczas zabiegów stylizacyjnych z użyciem prostownicy, lokówki lub suszarki. Specjalna formuła z keratyną, witaminą E i olejem Inca Inchi zabezpiecza włosy przed wysoką temperaturą do 230C oraz nadaje im wyjątkowy połysk. Produkt można zastosować w każdej chwili aby dodać fryzurze blasku.



Produkt kupiłam głównie z uwagi na właściwości nabłyszczające. Jednak wysoka termoochrona skusiła mnie aby spray przetestować w nieco hardkorowy sposób, czyli przy użyciu prostownicy. Wieczorem umyłam włosy, zastosowałam odżywkę i pozostawiłam do naturalnego wyschnięcia. Rano moje włosy po rozszesaniu najczęściej wyglądają tak:


O ile z przodu nie jest jeszcze najgorzej to tył.. ehhh.. Cóż, jest to oczywiście wina cięcia. Mam raczej gęste i ciężkie włosy. Przy takiej długości jaką mam aktualnie oraz prostym cięciu wyglądałyby na bardzo ciężkie i oklapnięte. Cieniowanie ma niestety swoje wady, jednak przy moich sztywnych, grubych, długich włosach jest to dobre rozwiązanie. Dzięki temu z łatwością zachowuje lekkość i odbicie u nasady włosów.

Takie poranne, nieujarzmione włoski postanowiłam poddać testowi ze sprayem Batiste. Temperaturę prostownicy ustawiłam na 130C. Rzadko ustawiam na wyższe temperatury w obawie przed zniszczeniem włosów. Mimo wysokiej termoochrony (230C) wolę jednak nie ryzykować spalenia. Prawdopodobieństwo, że tego typu produkty ochronią każdy włos na całej ich długości jest raczej mało prawdopodobne.. chronią tam gdzie mają styczność z włosem.

Włosy następnie dzieliłam na partie. Każdorazowo przed użyciem sprayu na pasmo włosów.. wstrząsałam, aby znajdujące się w środku drobinki miały możliwość wymieszania się z płynem.


Nie jestem jakąś wielką fanką kręconych włosów na mojej głowie. Zdecydowanie lepiej i naturalniej czuję się w prostych włosach, uczesanych na okrągłej szczotce. Jednak od czasu do czasu ma ochotę na małą plątaninę loków lub fal. Dodatkowo takie zabawy to świetny test dla różnego typu kosmetyków do stylizacji. Moje włosy są na tyle toporne na stylizację, że mało który produkt przechodzi test.


Mimo niskiej jak na prostownicę temperaturę moje włosy stosunkowo dobrze poddawały się zabiegowi. Włosy są miękkie i sprężyste. Nie używałam więcej żadnych produktów do stylizacji. W ciągu dnia miałam do załatwienia kilka spraw w różnych częściach miasta. Zatem w grę wchodziło działanie słońca, wiatru, klimatyzacji samochodowej, a także zgniatanie, dotykanie itp. Ale co z tym blaskiem? Blask oczywiście jest, ale nie byle jaki.


Promienie słoneczne odbijane są przez złote drobinki zawarte w sprayu.. ot cała sztuka. Jednak ich wyjątkowość polega na tym, że są bardzo drobne i delikatne. Zatem nie..nie będziemy wyglądać jak obsypane brokatem. Efekt jest bardzo subtelny i delikatny. Przy pierwszym psiku nie byłam w stanie zauważyć drobinek i prawdę mówiąc w sztucznym łazienkowym świetle nie widziałam żadnej różnicy, za to w świetle dziennym efekty są widoczne. Włosy są pełne blasku, a przez to wyglądają na zdrowe i zadbane.
Po skończonej stylizacji moim oczom ukazał się taki widok.


Moja dłoń była pokryta mikroskopijnymi złotymi drobinki. Efekt jest taki jak przy dotknięciu bardzo dobrze zmielonego rozświetlacza.. po prostu tafla. Ale nie tylko to zaskoczyło mnie pozytywnie w produkcie. Byłam przekonana, że produkt chociaż częściowo sklei moje włosy..chociaż najbardziej obstawiałam 3 sklejone strąki. Nic z tych rzeczy. Włosy wciąż były lekkie, miękkie i mogłam je przeczesać palcami.

Zapach produktu to jak dla mnie typowy lakier do włosów. Nic specjalnego, na szczęście na włosach nie pozostaje długo.


Znam moje włosy na tle, że wiem iż rozczesanie tak ułożonych włosów skończyłoby się ich rozprostowaniem i spuszeniem.Chciałam sprawdzić czy produkt przedłuży trwałość moich loków dlatego w ciągu dnia nie widziały one szczotki do włosów. Włosy ułożyłam około godziny 7 rano. Kolejne zdjęcie wykonałam około godziny 13. Międzyczasie załatwiałam kilka spraw na mieście i jeździłam samochodem. Tego dnia była bardzo ładna słoneczna pogoda około 20C z lekkim wiatrem. Po 6 godzinach na mojej głowie wciąż były loki chociaż ich skręt zdecydowanie się zmniejszył. Bez używania jakichkolwiek produktów do stylizacji moje włosy już o godzinie 10 byłyby proste.


Kolejne zdjęcie zrobiłam już pod powrocie do domu około godziny 17. Po godzinie 13 dużo więcej czasu przebywałam na dworze, gdzie międzyczasie wiatr przybrał nieco na sile. Zatem po 10 godzinach bez szczotkowania moje włosy to zwykłe posklejane strąki. Korciło mnie wielokrotnie aby je rozczesać. Moja prawa strona głowy obdarzona jest znacznie bardziej gęstymi i podatnymi na stylizację włosami niż lewa strona. Widać to doskonale na zdjęciu poniżej. Po prawej wciąż są widoczne koślawe skręty, a lewa jest niemal prosta.


Z rozczesaniem włosów nie miałam szczególnych trudności, co świadczy o tym, że produkt nie skleja. Ponadto moja szczotka po rozczesaniu nie świeciła się jak latarnia morska, chociaż trochę drobinek na niej się znalazło. Jednak ich obecność była do przewidzenia. Na ubraniu również nie znalazłam świecidełek, chociaż tego chyba najbardziej się obawiałam.
   Dla zainteresowanych podaję skład produktu.

Skład (INCI): Alcohol Denat., Butane, Isobutane, Propane, Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Phenyl Trimethicone, Aqua (Water), Dipropylene Glycol, PEG-12 Dimethicone, Mica, Perfum (Fragrance), Polyurethane-14 (and) AMP-Acrylates copolymer, Titanium Dioxide, Cocoyl Hydrolyzed Keratin, Isopropyl Myristate, Plukenetia Volubilis Seed Oil, Iron Oxide, Tocopherol, Aminomethyl Propanol, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Limonene, Linalool. 


Według mnie produkt spełnia obietnice producenta, chociaż ochrony do 230 C gwarantować nie mogę, bo tego nie sprawdzałam i sprawdzać nigdy nie będę. Jednak efekt słońca we włosach jest jak najbardziej prawdziwy ale subtelny. Dodatkowo spray minimalnie przedłuża trwałość fryzury. Oczywiście nie jest to super mocny lakier do włosów ale pamiętajmy, że produkt nie jest do tego przeznaczony. Produktu nie musimy stosować wyłącznie podczas używania prostownicy, suszarki czy lokówki. Jeśli mamy ochotę dodać naszym włosom odrobinę blasku to wystarczy użyć produkt, rozczesać włosy i gotowe. Jestem jak najbardziej na TAK, chociaż może nie do codziennego stosowania. Jednak przy tym produkcie nabrałam ochoty na testowanie kolejnych nowości od Batiste.

Co sądzicie o takich produktach?
Zbędny gadżet czy przydatny produkt?


33 komentarze:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger