stycznia 22, 2020

CHIC CHIQ - AAM FACE, ZŁUSZCZAJĄCA OWSIANKA O ZAPACHU TROPIKALNYCH OWOCÓW

CHIC CHIQ - AAM FACE, ZŁUSZCZAJĄCA OWSIANKA O ZAPACHU TROPIKALNYCH OWOCÓW

Moja miłość do produktów Chic Chiq trwa niemal od pojawienia się marki na rynku. Zachwyciła mnie innowacyjność i wyjątkowość tych produktów, a także naturalne składy i przede wszystkim działanie ma moją skórę. Z wielkim entuzjazmem sięgam po każdą nowinkę, która się pojawia. W przypadku maseczek mam już swoje ulubione typy ale i tak w domu mam chyba każdą wersję.. a na pewno każda u mnie gościła. Również całkiem niedawno cieszyłam się peelingiem do ciała Aam Body, który pomimo wyjątkowej formuły zaskoczył mnie bardzo pozytywnie, jednak czy to oznacza, że z peelingiem do twarzy będzie tak samo?


Złuszczanie to istotny punkt pielęgnacji. W przypadku pielęgnacji ciała nie boję się mocniejszych peelingów, bo ich poziom "mocy" jestem w stanie sama regulować poprzez odpowiedni nacisk dłoni. Jednak skóra twarzy to już odrębny temat.

Od producenta:
Twój pierwszy krok w ajurwedyjskiej pielęgnacji skóry - odświeżający, oczyszczający peeling do twarzy z ryżem i cukrem kokosowym do zatrzymania prawidłowego nawilżenia w skórze, ciecierzycą do delikatnego oczyszczenia porów skóry oraz prawdziwy owoc mango dla odżywienia dzięki witaminom A, E, C oraz zawartości magnezu.
Aam Face zaopiekuje się suchą skórą Vata dosza, wrazliwą/mieszaną skórą Pitta dosza oraz tłustą skórą Kapha dosza.

Sposób użycia:
1. Weź trochę peelingu na rękę
2. Dodaj trochę wody
3. Delikatnie wmasuj w skórę twarzy i zmyj wodą

W przypadku wystąpienia podrażnienia,  zaprzestać używania. Przechowywać w suchym miejscu


Domem dla peelingu jest aluminiowe opakowanie pokryte z zewnątrz papierem i wyposażone w zamknięcie strunowe. Czy to lepsze rozwiązanie od tradycyjnego słoika? Być może mniej efektowne niż słynne bambusowe opakowania maseczek.. ale z nimi mało co można porównać. Natomiast to opakowanie okazało się zwyczajnie praktyczne. Nie mam problemu z wydobyciem odpowiedniej ilości produktu, a z resztą i tak do rozrobienia peelingu korzystam z miseczki ceramicznej ponieważ to znacznie upraszcza cały proces.

Nie spotkałam się wcześniej z taką konsystencją peelingów do twarzy. Jest jak piasek na pięknej złocistej plaży. Różnorodny, miękki i delikatnie wilgotny. Ta wilgoć uświadomiła mi, że do zamykania opakowania mam się przykładać. Żal gdyby ta wilgoć się ulotniła. Chociaż peeling jest wilgotny to nie tworzy grudek ani się nie zlepia. Pomimo prób nie udało mi się zrobić bałwana ☃️ Ta puszystość zdecydowanie mi imponuje.


Do rozrobienia peelingu używam ceramicznej miseczki od mojej kochanej Pauliny z Planeta P Ceramika.  Mam wówczas lepszą kontrolę nad tym ile peelingu potrzebuję i jakiej ilości wody mam dodać. W przypadku dłoni zwyczajnie trudniej jest mi to określić, a przy okazji mniej wygodnie aplikować peeling jedną ręką. Z peelingiem Aam Body nie miałam problemu z aplikacją bezpośrednio na mokrą skórę, chociaż nie był to mój ulubiony patent.. ale w przypadku Aam Face to zupełnie nie działa.
 
Do wymieszanie peelingu wystarczy dosłownie kilka kropli wody. Peeling pięknie chwyta każdą kroplę i zmienia się w.. owsiankę. Pyszną i aromatyczną owsiankę. Osobiście szczególną fanką owsianek nie jestem ale taką owocową wciągnęłabym momentalnie. Tak właśnie dla mnie pachnie peeling, tropikalną owsianką.


Skład peelingu jest na tyle ładny, że autentycznie można go jeść!


Skład (INCI): Oryza Sativa, Sucrose (coconut), Oryza Sativa Oil,  Mango Fruit Powder, Citrus Aurantium Powder, Citrus Aurantium Fiber, Cicer Arietinum, Sodium Chloride, Tocopherol Acetate.

  • Oryza Sativa (ryż siewny) - w peelingu ma działanie złuszczające ale jego wyciąg posiada właściwości osłaniające, łagodzące, i przeciwstarzeniowe
  • Sucrose (cukier kokosowy) - pomaga zatrzymać nawilżenie wewnątrz skóry
  • Oryza Sativa (Rice) Bran Oil (olej ryżowy) - zawiera szereg aktywnych biologicznie składników - kwasy tłuszczowe omega-6 i omega-9, przeciwutleniacze, witaminę E, karoteny, koenzym Q10, skwalen, minerały. Dzięki temu, olej ryżowy wspomaga regenerację komórek i opóźnia procesy starzenia, poprawia napięcie skory, nawilża skórę, ma właściwości kojące. Nie uczula, bardzo łatwo się wchłania, nie pozostawia tłustych śladów na skórze.
  • Mango Fruit Powder (puder z mango) - źródło witaminy A, E, C oraz magnezu
  • Citrus Aurantium Powder (puder ze skórki pomarańczy) - posiada działanie antyseptyczne, przeciwbakteryjne. Oczyszcza i rewitalizuje skórę
  • Citrus Aurantium Fiber (włókna pomarańczy) - to naturalny surowiec zabezpieczający przed rozwarstwianiem emulsji
  • Cicer Arietinum (ciecierzyca pospolita) - bogactwo protein
  • Sodium Chloride (chlorek sodu) - poleruje, ściera i redukuje nieprzyjemny zapach. Wpływa na konsystencję kosmetyków. Może wysuszać skórę i włosy lub działać drażniąco
  • Tocopheryl Acetate (octan tokoferylu, witamina E) - ma właściwości konserwujące, przedłuża świeżość kosmetyków,zapobiega utracie koloru i zmianie zapachu. Opóźnia proces utleniania substancji. Na skórę działa przeciwzmarszczkowo, silnie antyoksydacyjnie, odżywczo, wzmacniająco i ochronnie.Sklasyfikowany jako potencjalny alergen. Może pochodzić z genetycznie modyfikowanych upraw GMO. (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 2 na 5)

Jaka jest różnica w składzie między  peelingiem Aam Body, a Aam Face? Żadna! Skład jest dosłownie identyczny. Jednak w peelingu do ciała zmielone ziarna są nieco większe niż w peelingu do twarzy.



Peeling Aam Face nie chwyta się tak fajnie skóry jak robił to Amm Body. Dlatego miseczka jest tu dla mnie punktem nie do zastąpienia. Mogę stopniowo aplikować peeling na mokrą skórę twarzy etapami. To wcale nie oznacza, że nie będzie się osypywał. Zbyt duża ilość peelingu zwyczajnie odpada, to po części wina przyzwyczajenia do wersji do ciała.. trzeba trochę powalczyć ze sobą i dojść do własnych odkryć ile peelingu potrzebuję na czoło, brodę, policzki itd.

Jeśli chodzi o samo złuszczanie.. no właśnie.. tu jednak widzę problem. Odzwyczaiłam skórę od peelingów mechanicznych na rzecz delikatnego złuszczania enzymatycznego ewentualnie kwasowego. Mechaniczne peelingi zwyczajnie mojej skórze nie służą. Z peelingiem Aam Face muszę być niezwykle ostrożna i delikatna. Mimo to i tak na każdy ruch ręką skóra wyraźnie się czerwieni pomimo starania się o delikatne traktowanie. Ostatecznie peeling zaczęłam stosować ciut inaczej.


Zaczynam od nałożenia na mokrą skórę, gdzie podczas aplikacji wykonuję delikatne ruchu na co skóra już zaczyna marudzić.. ale gdy tylko kończę ten proces przechodzę do masażu.. ust. Tak! Peeling absolutnie genialnie sprawdza się przy złuszczaniu ust. Od kiedy go stosuję w taki sposób moje usta nie są przesuszone i zdecydowanie pięknie prezentują się w pomadkach. W tym czasie skóra korzysta z dobroczynnych składników zawartych w peelingu, a jest tego prawdziwy ogrom. Ewentualne suche skórki w tym czasie miękną, a podczas zmywania ponownie wykonuję bardzo delikatny masaż przez co efekt jest naprawdę fajny.. chociaż nie idealny.

Skóra po peelingu Aam Face jest zauważalnie odświeżona ale przede wszystkim odżywiona, nawilżona i przyjemnie miękka. To tak naprawdę nie jest tylko peeling, z łatwością mogę mu przypisać działanie całkiem fajnej maseczki. Pielęgnacja twarzy po jego użyciu nie wymaga ode mnie wiele, chociaż zazwyczaj staram się po peelingach sięgać po maseczkę nawilżającą lub łagodzącą. Nie dlatego, że mam twarz w kolorze gotowanego buraka.. ewentualne zaczerwienienie dość szybko samo ustępuje i w żadnym wypadku nie mam poczucia, że porysowałam sobie skórę i  będzie przez tydzień się leczyć.. nic z tych rzeczy.

Peeling pozostawia na skórze delikatną powłoczkę, która nie jest tłusta ani nie lepi się. Osobiście traktuję ją jako coś cennego i wartościowego dla skóry dlatego po użyciu peelingu nie sięgam po piankę czy żel do mycia twarzy. Ta subtelna powłoczka jeszcze mnie nie zawiodła, a odnoszę wrażenie, że służy mojej skórze.


To chyba jedyny przypadek produktu Chic Chiq gdzie nie wszystko zaskoczyło. To głównie efekt upodobania mojej skóry, która mechaniczne peelingi dość trudno znosi. Na szczęście z łatwością doszukałam się innych zalet Aam Face dzięki czemu z użytkowania mogłam wynieść nieco przyjemności i dobroci dla skóry. Natomiast czy mogę go polecić? Jeśli Twoja skóra lubi peelingi mechaniczne to jak najbardziej, chociaż pamiętaj aby obchodzić się z nimi ostrożnie. Przy cerach bardzo wrażliwych, delikatnych i cienkich (jak moja) to spotkanie może okazać się nieco trudniejsze ale wówczas polecam sposób użycia z którego ja korzystała, czyli pozostawienie peelingu i wykonanie złuszczenia ust, a jeśli za dużo peelingu rozrobiłaś to wykonaj peeling dłoni (działa rewelacyjne!)

Jeśli nie znasz jeszcze marki Chic Chiq i kochanej Pati to serdecznie polecam! 
A po ceramiczne miseczki odsyłam do Paulinki z Planeta P Ceramika.. tylko zostawcie coś dla mnie!

stycznia 19, 2020

10 NAJWIĘKSZYCH BUBLI 2019 ROKU

10 NAJWIĘKSZYCH BUBLI 2019 ROKU

Nie jestem marudą. Narzekanie też nie jest w moim stylu. Czasem wolę coś przemilczeć niż robić komukolwiek przykrość. Jednak kosmetyczne buble mają swoją pierwszą odsłonę! W końcu to dość osobista sprawa, bo coś co u mnie nie gra u innych może okazać się hitem. 

Jednak w przypadku gdy jesteś w jakimś stopniu kompatybilna z moimi ulubieńcami to jest szansa, że z bublami również. Kto trafił na niechlubną listę?


MYDŁO STACJA - PEEL-MASECZKA OWOCOWE PODRÓŻE
Maseczkę kupiłam na fali pierwszych zachwytów. Byłam na tyle przekonana, że to będzie hit również u mnie, że obdarowałam kolejne osoby. No i klapa.. maseczka zupełnie nie robi na mnie wrażenia. Najbardziej rozczarowała mnie funkcja peelingu, która jest tak znikoma, że jej nie zauważam. W dodatku okrutnie ciężko ją zmyć.. okrutnie. Początkowo używałam gąbki Gessie, która jest moim hitem ale maseczka już mi jedną zniszczyła. Nie dość, że trudno ją usunąć z twarzy, z rąk, to dodatkowo nie sposób domyć gąbki. Jej plusem z pewnością jest to, że nie robi krzywdy (pomimo zawartości silnie komedogennych olejów wysoko w składzie), nie zastyga, przyjemnie pachnie i po 5 godzinach noszenia.. delikatnie odżywia. Naprawdę staram się zrozumieć zachwyty nad nią.. ale nie potrafię.


BIOLIQ - AKTYWNA KURACJA STYMULUJĄCA
Poddaję się! Męczyło mnie to coś i choćbym chciała to nie chciałam i nie lubiłam tego używać. Produkt przeznaczony do pielęgnacji twarzy i szyi. Do twarzy tego nigdy nie używałam ale szyja i dekolt miały kilka razy nikłą przyjemność. Niby serum.. z pędzelkiem, który kiepsko rozprowadza produkt (lepiej dłonią), niby lekkie.. ale ta lepka powłoka pod którą skóra się dusi.. a po kilku użyciach wysyp na  dekolcie. Nie dziękuję! Dramat.


MAKEUP UEASER - MINI SZMATKA DO USUWANIA MAKIJAŻU SAMĄ WODĄ
Robiłam do niej kilka podejść, bo jednak przyzwyczajona jestem do innego typu szmatek.. a już na pewno większych. Niestety zupełnie się u mnie nie sprawdziła i to z trzech powodów. Pierwszy: niedorzeczna wielkość do demakijażu całej twarzy. W końcu przeznaczyłam ją tylko do demakijażu oczu ale wówczas zupełnie o niej zapominałam. Drugi: materiał, woda po nim spływała. Oczywiście jest milusi i puszysty ale to opcja na przytulankę. Miałam wrażenie, że po mojej skórze się ślizga, a nie czyści. Trzeci: po jej użyciu wciąż miałam tusz na rzęsach i podkład na twarzy. Pomysł fajny, bo jednak lubię takie wynalazki.. tylko przydałoby się zmienić materiał.. a najlepiej wszystko.


BENTLEY ORGANIC - ŁAGODZACY I NAWILŻAJĄCY ŻEL POD PRYSZNIC Z LAWENDĄ, ALOESEM I OLEJEM JOJOBA
Spotkanie z marką Bentley Organic zaczęłam od szamponów. W efekcie jedyny o którym mogę powiedzieć coś miłego to wersja z pomarańczą. Pozostałe to takie mehh.. ale.. ich żele to katastrofa. Jak można tak bardzo skopać żel? Przecież wydaje się jednym z najłatwiejszych produktów do wykonania 🤯 jak widać można. Żele z Bentley Organic okrutnie wysuszają mi skórę, do tego jeśli mam jakieś mikroskopijne ranki to żel odnajduje je z łatwością i pali jakbym wysypała na każdą kilogram soli. Fatalny wybór dla siebie.. dla kogokolwiek.. ale jeśli bardzo kusi Cię sprawdzenie to polecam sięgnąć po miniaturki 😉



BEAUTE MARRAKESH - NATURALNY DEZODORANT ALUM & ROSA DAMASCENA WATER
O tym dezodorancie również muszę wspomnieć. W zasadzie tolerowałam go stanowczo za długo i zbyt wiele szans mu dawałam. Przygoda zaczęła się od wyjazdu w Tatry, gdzie ochronę przed potem zapewnił mi zerową.. ale nie tylko przed potem 🤢 ok.. stwierdziłam, że to jednak za wysokie wymagania jak dla niego. Po powrocie niestety nic się nie zmieniło. Mogłam wieczorem wziąć prysznic, a rano budziłem się z mało ciekawym zapachem spod pach. Noo.. nie, to już przegięcie. Dezodorant działa dokładnie odwrotnie niż powinien. Zamiast chronić to przyspiesza namnażanie bakterii, które odpowiadają za przykry zapach potu. Nie byłam w stanie go zużyć.. Chociaż zużyłam stanowczo za dużo.
Ps. Tak.. deo był w terminie ważność i zgodnie z zaleceniem producenta przed użyciem wstrząsałam butelką.. czasami miałam chęć walić o ściany ale bałam się, że glazurę uszkodzę 😂



ANWEN - ZESTAW ODŻYWEK DO WŁOSÓW ŚREDNIOPOROWATYCH
Bez jaj.. 🤦‍♀️ Odżywka "Nawilżający Bez"w ciągu roku zawitała do mnie aż dwa razy.. aż DWA razy. Nie sprawdziła się za pierwszym razem i nie wiem co mnie podkusiło aby robić moim włosom to samo ponownie.. to już podchodzi pod seryjne morderstwo. Ale do rzeczy.. za pierwszym razem odżywka towarzyszyła mi w okresie zimowym i na długich niepodcinanych włosach. Za drugim razem w okresie letnim na świeżo obciętych (około 10cm) włosach. Za każdym razem.. z perspektywy czasu mogę to powiedzieć.. zniszczyła mi włosy 🙀
Włosy stają się po niej szorstkie i matowe, a do tego ich rozczesanie to koszmar. Mniej szkód wyrządziłabym dbając o włosy samym szamponem.. przez miesiąc! Co więcej przy drugim podejściu wersji z Bzem towarzyszyły dwie inne Zieloną herbata i Irys.. nie zapobiegły katastrofie, nie polepszyły niczego. Wyjątkowo źle wspominam te spotkania.



DR.ORGANIC - ORGANIC CONDITIONER POMEGRANATE
Nie. Po prostu.. NIE! Odżywka zupełnie nic dobrego z moimi włosami nie robiła. Nawet nie byłam w stanie używać jej przy każdym myciu, bo wówczas moje włosy zaczynały się puszyć i elektryzować jak szalone. Nawet zapach granatu jakiś mało powiązany z granatem. Oczekiwania miałam spore, bo podobno to bardzo fajna marka ale pierwsze spotkanie raczej tego nie potwierdza. Wspominam fatalnie.. ale czy gorzej niż odzywki Anwen?


L.A.GIRL - MATTE FLAT FINISH PIGMENT GLOSS
Makijażowy dramat.. chociaż w tym przypadku to wręcz tragedia. Dwie pomadki o totalnie matowym wykończeniu, czyli coś co lubię szczególnie w okresie jesienno-zimowym. Wszystko pięknie.. ładne, twarzowe kolory, mocny pigment. Wszystko do czasu aż zastygną..


.. wówczas usta wyglądają jakbym pół roku spędziła na bezludnej wyspie bez wody do picia. Usta to jeden wielki suchar! W dodatku wciąż wargi potrafią się ze sobą kleić. Pomadki okropnie schodzą przy jedzeniu. Wyraźnie się łuszczą w wewnętrznej stronie i nie ma absolutnie żadnej możliwości aby zrobić poprawkę. Trzeba je zmyć i nakładać na nowo. Tylko żeby to zmywanie było takie proste. Wacik i płyn micelarny to za mało! Ba! Nawet peeling sobie z nimi nie radzi tak łatwo! Oczywiście można poudawać, że wszytko jest ok.. i tak to powinno wyglądać ale nawet jeśli nic nie jem to i tam potrafią się ukruszyć i spaść na brodę.. jak na załączonym obrazku..


Nie byłam w stanie ich używać.. a naprawdę się starałam.


SENSIQUE - CREATIVE EYESHADOWS
Podobna historia.. kolory wyglądają świetnie! Co więcej w teorii jest to dla mnie podstawowy zestaw, który jestem zużyć.. gdyby tylko jakość była jakaś przeciętna. Tymczasem od początku nie ogarniam tych cieni. To chyba jakiś odpad fabryczny, bo wierzyć mi się nie chce, że ktoś prowadził nad nimi jakąkolwiek kontrolę jakości.

Jasny cień to skorupa. Nie jestem w stanie go wydobyć na pędzel.. nawet taki do malowania ścian!  Ba! Ledwo jestem w stanie go wydrapać paznokciem 🤯
Za to najciemniejsze cień.. ten śliczny ciemny brąz.. jest czerwony. Autentycznie staje się totalna czerwienią na powiekach. Po jego użyciu czerwone mam nawet pędzle. Być może część osób byłaby zachwycona tak wyjątkowym cieniem.. ale nie ja. Co to za paletka ze skamieniałym cielakiem, czerwonym brązem i tyle szczęścia normalnym mlecznym beżem. Jednak dla jednego cienie nie będę trzymać minipaletki, bo wiem że nawet nie będzie chciało mi się po nią sięgać


I niech cię nie zwiodą te piękne swache.. to tylko tutaj tak ładnie i kusząco się prezentuje. Jakość jest fatalna.. i nie wiadomo czego się finalnie po nich spodziewać


INDIGO - PROTEIN BASE
Opinie tu mogą być podzielone ale to również kwestia oczekiwań. Ja od lakierów hybrydowych oczekuję trwałości, a ta baza temu przeczy. Robiłam test porównawczy tej bazy w różnych kombinacjach i możliwościach.. wypadła fatalnie. Natomiast jeśli lubisz często zmieniać swoje mani to zapewne będziesz zadowolona, bo bardzo szybko odchodzi z paznokci.


stycznia 06, 2020

ULUBIENCY ROKU 2019: MAKIJAŻ

ULUBIENCY ROKU 2019: MAKIJAŻ

Makijażowe podsumowanie roku 2019.. to nie jest dla mnie łatwa sprawa.. chociaż? Nie jestem zwolenniczką posiadania ogromnej ilości produktów do makijażu, bo to mnie przytłacza. Nie lubię wyrzucać, a zużyć kolorówkę jest niezwykle trudno, szczególnie gdy nie maluję się codziennie. Dlatego staram się stawiać na produkty, które naprawdę mi odpowiadają i nie kupować kolejnych tylko dlatego, że jestem ich ciekawa lub jest to nowość.

I tak.. tak.. wiem : "kolorówkę się używa, a nie zużywa" 😹



CHARLOTTE TILBURY - AIRBRUSH FLAWLESS FINISH W ODCIENIU MEDIUM
Jedyny puder o którym mogę powiedzieć, że jest moim najlepszym. Sęk jednak w tym, że poziom zadowolenia z niego będzie zależny tylko od naszych oczekiwań. To nie jest puder utrwalający, nie przedłuży makijażu, nie nadaje specjalnie koloru chociaż akurat wersja medium jest jednak ciut dla mnie za ciepła :-D Jest to puder wykończeniowy, czyli dosłownie ostatnia warstwa naszego makijażu. Wiem.. od razu masz wizję ledwo trzymającej się tapety ale wcale tak źle nie jest. Puder daje niezwykle cienką powłoczkę bluru.. czyli sprawia, że nasze pory, zmarszczki są wygładzone i mniej widoczne, a ogólny wygląd makijażu nabiera pewnej lekkości. Nie jest to matowe wykończenie skóry, w zasadzie ciężko je określić. Nie ma tu żadnych drobin czy brokatu. Niby nic się nie świeci ale jednak od skóry bije pewien blask. Nie jest to tania impreza więc warto poczytać sobie o nim więcej opinii przed zakupem, jednak mam prośbę.. jeśli czytasz opinię, że puder jest do d.. bo nie utrwala makijażu to olej to. Ewidentnie osoba która o nim pisała nie zapoznała się z przeznaczeniem pudru.

Link do sklepu: Cult Beauty UK



PHYSICIANS FORMULA - BUTTER BRONZER
Z działu róż, broznzer, rozświetlacz jedynie bronzer marki Physicans Formula jest tym po który najchętniej sięgam. Jego kolor niezwykle mi odpowiada. Do tego trudno zrobić sobie nim krzywdę. Jest dobrze napigmentowany ale bardzo ładnie się rozciera bez pozostawiania plam. Niezależnie od tego jaki podkład czy puder mam na twarzy, bronzer ładnie się trzyma. Nie waży się, nie wygląda ciężko.. i w zasadzie nie jet do końca matowy. Jego ciekawa (nieco wilgotna) formuła oraz genialny zapach masła murumuru sprawia, że naprawdę chce się go używać. 

Link do sklepu: Ezebra



COULEUR CARAMEL- POMADKI
Dwie pomadki o dwóch różnych wykończeniach. Jaśniejsza to wersja błyszcząca z numerem 254 i jest ze mną najdłużej. Noszę ją niemal na każdą okazję. To pomadka która rewelacyjnie wygląda szczególnie do opalonej skóry. Ładnie podkreśla usta, jest niezwykle kremowa i świetnie napigmentowana. Ustom nadaje mokry blask.. ale nie nachalny. Efekt jest delikatny, przez co pomadka nie wybija się na pierwszy plan, a jedynie podkreśla to co powinna. Z całą pewnością będę do niej wracać za każdym razem gdy się skończy!
Za to druga pomadka to już wersja matowa. Chociaż usilnie firmy kosmetyczne starają się wypchnąć matowe wykończenie ma ustach aby móc wciskać nam kolejne to ja usilnie pozostaję przy matowym wykończeniu szczególnie w okresie jesienno-zimowym. Piękna zgaszona czerwień to numer  126. Chociaż w czerwieniach mało kiedy czuję się swobodnie to taka wersja niesamowicie mi odpowiada. Nie krzyczy z daleka, nie oślepia.. jest po prostu ładna i stonowana. Pomadka sama w sobie nie jest tempa.. nie mam żadnego problemu z jej rozprowadzeniem, ani z noszeniem. Nie wysusza ust nie ściąga ich. Pełen komfort. 

Link do sklepu: Ekozuzu nr 254 oraz Ekozuzu nr 126



LORAC PRO 3 - PALETA CIENI
Moja absolutnie podstawowa paleta do codziennego makijażu. Uwielbiam za genialną jakość cieni i za piękne kolory. Dla jednych okaże się zabójczo nudna. Nawet założę się, że część osób na sam widok kolorów zaczęła ziewać.. NIE SPAĆ! Każdy z cieni jest rewelacyjnie napigmentowany.. jedynie nad cielistym cieniem o nazwie Canvas mogę pomarudzić, bo jest najtwardszy, a to bywa czasem upierdliwe. natomiast w porównaniu do innych palet wciąż bije je na głowę więc aż tak źle z nim nie jest. Cienie mają niezwykłą konsystencję. Nie są suche ani pudrowe. mają w sobie pewną.. mokrą miękkość ale nie aż tak aby pod naciskiem miały się zapadać. Paletę kupiłam z okazji urodzin dwa lata temu i wciąż nie dobiłam do dna w żadnym cieniu chociaż ewidentnie się zbliżam. Z matami pracuje się genialnie. Ładnie się rozcierają i fajnie budują. Za to błyszczący rząd satynowo-perłowych cieni daje efekt wow. Wymaga jednak nieco innej pracy. Aby cienie były mocno skoncentrowane najlepiej aplikować je palcem.. jest to jednak norma w przypadku tego typu cieni, a wszystko zależy od efektu jaki chcemy uzyskać.

Link do sklepu: Look Top



NABLA - DREAMY EYESHADOW PALETTE
Nabla to moja druga ukochana paleta z tym, że nieco bardziej szalona w porównaniu do Lorac. Z tego też względu sięgam po nią o wiele rzadziej. Jednak jakość tej palety jest niesamowita. Cienie są tu nawet bardziej napigmentowanie niż w przypadku Lorac. Nie jest to jakaś mega drastyczna różnica ale jednak. W przypadku Nabli wystarczy musnąć cień pędzlem i już jest z czym pracować. Pomimo tego, że paleta bardzo mi się podobała to nie byłam przekonana czy taki cień jak Seniorita kiedykolwiek będzie w użyciu.. był! i to nie raz! Żeby nie było tak kolorowo paleta ma wadę o nazwie Delirium.. fatalna jakość cienia. Zupełnie nie chwyta pędzla, a jeśli już to prędzej wyląduje na policzku niż na powiece. Z resztą ja w fioletach nie czuję się za dobrze więc nie jest to jakaś bolesna strata. Za to cała reszta? Absolutnie genialna i wyjątkowa!

Link do sklepu: e-zebra



COULEUR CARAMEL - MASCARA BIO
W zasadzie trudno tu mówić o jednym tuszu do rzęs, bo na wyróżnienie tak naprawdę zasługują wszystkie tusze marki Couleur Caramel. Wersji Bio w pięknym biało-drewnianym opakowaniu używam od początku grudnia i przyznaję rację innym dziewczynom.. jest świetna! Jednym z hitów 2019 rok będzie również wersji Revolution, o której również złego słowa powiedzieć nie mogę. Z naturalnymi maskarami często jest ten problem, że się rozmazują, słabo podkreślają rzęsy.. ale nie Couleur Caramel. Na chwilę obecną nie planuję zdradzać ich z innymi. Co więcej maskara Bio będzie do zdobycia w rozdaniu na blogu, bo tak właśnie zagłosowała większość, a jeśli robić rozdania to tylko z największymi perełkami!

Link do sklepu: Ekozuzu


CLAVIER - KĘPKI RZĘS
Tego się nie spodziewałam w 2019. Kiedyś miałam kilka spotkań z kępkami, paskami czy połówkami rzęs ale były to jednorazowa przygody. Szału nie było. Zazwyczaj takie sztuczny twór czułam i w jakimś stopniu zawsze mi trochę przeszkadzał. Gorzej gdy wyglądało do zbyt nachalnie i sztucznie. Jednak kępki Clavier pokochałam przy pierwszym spotkaniu. Są cudownie delikatne.. ale również paseczek jest tak skonstruowany, że zupełnie się nie odcina przy powiece. Mogę spokojnie pominąć wykonanie kreski, która ma za zadanie kamuflować widoczność sztucznych rzęs. Nawet siedzące obok mnie osoby nie dostrzegają, że je mam. Prędzej pada pochwała ogólnego makijażu 😁 Genialne są.. a na ten rok mam już solidny zapas ❤

Link do producenta: Clavier



KOBO - EYEBROW SHAPING GEL 
Żele do brwi to zdecydowanie moja ulubiona forma podkreślania brwi. Nie lubię bawić się w nic innego. Lekkie podkreślenie zazwyczaj w pełni mnie zadowala i mam w nosie to, że nie wpisuje się w aktualne trendy. Jego dodatkowym plusem jest to, że pięknie ściąga ewentualny puder, który zebrał się na brwiach podczas makijażu. Żelem niezwykle łatwo się pracuje. Nigdy nie miałam wrażenia, że przesadziłam, a w chwili gdy się spieszę dobrze jest mieć tę pewność, że nie muszę się zbytnio starać. 
Link do produktu: Kobo - Eyebrow Shaping Gel

W tym roku stawiam jednak na przekraczania swoich granic. Już dawno na moich powiekach nie gościł eyeliner.. a przecież dwa czekają gotowe do użycia. Podobnie z pomadą do brwi i rozświetlaczem... tak. Jak widać można nie czuć mięty do rozświetlaczy 😂 co nie oznacza, że jestem fanką totalnego matu 😉 Jestem ciekawa czym mnie 2020 rok zaskoczy w kwestii makijażu.


stycznia 03, 2020

ULUBIEŃCY ROKU 2019: PIELĘGNACJA CIAŁA I WŁOSÓW

ULUBIEŃCY ROKU 2019: PIELĘGNACJA CIAŁA I WŁOSÓW

Witam w kolejnym podsumowaniu ulubieńców roku 2019!
Miałam cichy plan aby w końcu rozbić tę kategorię.. ale jednak we włosowej kategorii moi ulubieńcy leżą. To zapewne wina tego, że poza szamponem i odżywką/maską nie robię z nimi nic więcej. Produkty do stylizacji są mi w zasadzie obce. Być może w tym roku uda się rozszerzyć moją pielęgnacje o coś więcej.. trzymaj kciuki! A tymczasem zapraszam na podsumowanie..


EC LAB - ULTRA ODŻYWCZY KREM-ŻEL POD PRYSZNIC Z MANGO
Ten żel wspominam z wielkim sentymentem i z całą pewnością do niego wrócę. Oprócz niego poluję na wersję z linii SPA, która jest podobno genialna. Niezwykle przyjemny żel o kremowej konsystencji, który obłędnie pachnie mango. Nie wysusza skóry, podczas kąpieli daje gęstą, miękką  ale niezbyt obfitą pianę.. a mi to bardzo odpowiada. 



REPUBLIKA MYDŁA - LAWENDER LAKE
Po pierwsze mydło, po drugie zapach lawendy. Jeszcze rok temu nawet nie śniło mi się, że polubię się z jakimkolwiek mydłem, ani o tym, że znajdę zapach lawendy w kosmetyku który będzie mi odpowiadać. Za jednym zamachem Republika Mydła zmieniła moje podejście do tych obu rzeczy. Pierwsze mydełko, które pielęgnuje moją skórę, nie pozostawia dziwnego nalotu, nie wysusza. Do tego śliczny lawendowy zapach przełamany rumiankiem od którego jestem uzależniona.

Link do producenta: Republika Mydła


SVOJE - MYDŁO MASUJĄCE Z PEELINGIEM KAWOWYM
Prawdziwe narzędzie tortur, a z drugiej strony.. to tylko mydło. lepiej tego nie lekceważyć gdyż zarówno strona z wypustkami do masażu jak i strona z kawowym peelingiem mają swoją niesamowitą moc! Masaż jest konkretny, chociaż nacisk na skórę zależy od nas. Mydełko ma bardzo przyjemny zapach trawy cytrusowej i rozmarynu, co podczas masażu dodatkowo daje uczucie świeżości i mały zastrzyk energii.

Link do producenta: Svoje


BODY BOOM - PEELINGI KAWOWE
Peelingi Body Boom to moje ulubione peelingi kawowe. Na zdjęciu mała gromadka mini wersji ale to wcale nie oznacza, że wszystkie się u mnie sprawdziły. Wersję zapachową najlepiej dostosować do swoich upodobań. Osobiście najbardziej zaskoczyła mnie wersja z miętą.. ten efekt odczuwalnego chłodu jest obłędny! Idealna wersja na lato.. niestety nie najbliższe. W zapasach mam dwie duże wersje peelingow Body Boom gdzie jeden wystarczy mi na minimum 4 miesiące użytkowania, a oprócz nich inne peelingi. Jednak wracam do nich z wielką przyjemnością i poznaje nowe limitowane edycje.

Link do producenta: Body Boom
Link do recenzji: Peelingi Body Boom


CHIC CHIQ - PEELING AAM BODY
Kolejny innowacyjny produkt Chic Chiq, który skradł moje serce. Poniekąd wypełnił pustkę po produktach Willow Organics, bo jakimś cudem właśnie przypomina mi Willowki, chociaż to zupełnie inne konsystencja, inny zapach.. ale działanie podobne. Cudownie wygładza skórę otulając ją pielęgnacją najwyższej jakości. Niezwykle fajny w użyciu, chociaż wymaga pewnej wprawy.

Link do producenta: Chic Chiq


WILLOW ORGANICS - FRUITY SUGAR SCRUB
W 2019 marka Willow zamknęła swoją działalność.. szczęśliwi ci co zdołali zaopatrzyć się w zapasy. Chociażz wszystkie produkty Willowków pokochałam to jednak peeling jest na szczycie mojego uwielbienia. Cudowny zapach, ładne działanie złuszczające wraz z genialną pielęgnacją. To prawdziwa przyjemność go używać. W zapasach kosmetycznych na czarną godzinę uchował mi się jeszcze jeden peeling.



SZMARAGDOWE ŻUKI - HYPERICUM
Ten kremik tyle razu uratował moje dłonie z trudnych sytuacji, że bez wahania jestem w stanie nazwać go najlepszym. Niewielka ilość wystarczy aby pokryć dłonie, dzięki czemu jest niezwykle wydajny. Do tego posiada piękny, ziołowy zapach. Korzystam z niego głównie w sytuacjach kryzysowych takich jak po pracach w ogrodzie, intensywnym sprzątaniu czy.. skręcaniu zbrojenia na fundamenty domu. Zwyczajnie nie ma sobie równych, a ja specjalnie o dłonie nie dbam, a kremów nie lubię używać.

Link do producenta: Szmaragdowe żuki - Hypericum


PONY HUTCHEN - NATUALNY DEZODORANT W KREMIE
Dezodoranty Pony Hutchen zrobiły na mnie ogromne wrażenie, a była to jeszcze "stara" wersja "nieudoskonalona".  Faktycznie przy wyższej temperaturze zmieniały konsystencję co nieco utrudniało aplikację ale obecnie już tego nie robią. Pomimo tej walki i tak je uwielbiałam, a zużyłam trzy! Wydajne, skuteczne i pięknie pachnące! Z wielką przyjemnością zapoznam się z nową odsłoną

Link do sklepu: Bioana


DOUCES ANGEVINES - PIĘCIOSEZONOWY FLUID DO CIAŁA BAUME DE L'HIMALAYA
Ten produkt zwyczajnie trudno opisać. Nie jest to zwykła pielęgnacja ciała.. to raczej pielęgnacja naszego samopoczucia. Fluid do ciała, który dodaje energii, wzmacnia nasze dobre samopoczucie.. lub dosłownie pomaga je odnaleźć. Cudownie łagodzi bóle głowy czy mięśni. Spisuje się przy osłabieniu czy przeziębieniu. Sporą próbkę wysłałam koleżance Weronice (serdecznie odsyłam do jej profilu i Instagramie) i po pierwszym użyciu była równie zachwycona.

Link do sklepu: FlerOrganic


LAVERA - SZAMPONY
Szampony marki Lavera wypełniają mi pustkę po marce Desert Essence. Mają dobre składy, bez Cocamidopropyl Betaine na którą moja skora głowy reaguje przesuszeniem, a dodatkowo polubił je mój mąż. na chwilę obecną chyba przeszłam przez większą część szamponów Lavera i niedługo zatoczę kółko. Na zdjęciu ostatnia zużyta wersja.. dość specyficzna bo jest to szampon z odżywką ale sprawdził się nam bardzo fajnie. Natomiast bardziej polecam zacząć przygodę od bardziej standardowych formuł jak pomarańcza z zieloną herbatą, wersja dla alergików, z różą i proteinami grochu, a obecnie u nas na łazienkowej półce melisa cytrynowa z miętą


BEMA - REGENERUJĄCA MASKA DO WŁOSÓW
Ta maska ma ogromny potencjał. Używałam jej zazwyczaj w czasie kiedy miałam więcej czasu, bo im dłużej siedzi na moich włosach tym lepszy efekt zauważam. Pięknie nawilża, wygładza i dociąża włosy ale bez przesadnego obciążenia. Włosy są genialnie miękkie i gładkie. Maskę zazwyczaj nakładałam na mocno odciśnięte włosy, które przykrywam czepkiem oraz dodatkowo ręcznikiem. Taki kompres dodatkowo wzmacnia jej działanie. Do tej pory jestem pod takim wrażeniem, że śmiało mogę nadać jej tytuł najlepszej maski EVER! Już próbowałam do niej wrócić ale jest rozchwytywana.. jednak przy kolejnych zakupach w Ekozuzu będzie moja!

Link do sklepu: Ekozuzu


YOPE - ODŻYWKA DO WŁOSÓW ŚWIEŻA TRAWA
Normalnie nie lubię się z marką Yope, a to wyjątkowy przypadek, chociaż mam mu do zarzucenia jedno.. fatalny zapach. Bardzo chętnie bym sobie po nim pojechała ale fakt jest taki, że moje włosy i skóra głowy zwyczajnie polubiły się z tą odżywką pomimo mojego wewnętrznego sprzeciwu. Odżywka pięknie wygładza włosy, a jednocześnie nadaje im lekkości. Zdecydowanie najlepsza odżywka jaką miałam w ubiegłym roku pod względem działania.. i przyznaję to z wielkim bólem, bo fajną marki nie jestem.

Link do produktu: Yope - Odżywka do włosów świeża trawa


Jak się ma rok 2018 do 2019? Mała analiza: ULUBIEŃCY ROKU 2018: PIELĘGNACJA CIAŁA I WŁOSÓW

Republika Mydła - Lavender Lake
Nic się nie zmieniło. Mydło poznałam w 2018 ale bardzo chętnie wracałam do niego w 2019. W zasadzie jest to pierwsze mydło, które zostało aż tak wyróżnione. Uwielbiam za piękny zapach łączący lawendę z rumiankiem oraz za działanie peelingujące dzięki płatkom owsianym. 

Willow Organics - Fruity Sugar Scrub
Tutaj identycznie bez zmian. Uwielbiałam Willowki z będę je wspominać z ogromnym sentymentem.

Miodowa Mydlarnia - masło do twarzy i ciała z woskiem pszczelim Ambrozja
Masełko o wyjątkowym zapachu i dobrych właściwościach pielęgnacyjnych. Jednak wciąż bardziej kojarzę je z uwagi na zapach. Wiem, że powstały o tym samym zapachu perfumy w kremie i chyba obecnie bliżej jest mi do perfum ale tylko z uwagi na spore zapasy w masłach do ciała

Douces Angevines - Dwufazowy Płyn do kąpieli Les Larmes D'Ondine "Łzy Nimfy"
Płyn do kąpieli o niezwykłej kompozycji zapachowej. Mieszanka zapachu jodły, gorzkiej pomarańczy, ylanylang.. niby taka nie moja, a jednak tak strasznie wciągająca i niesamowicie relaksująca. Taka kąpiel wspaniale łagodziła bóle mięśni, poprawiała samopoczucie, relaksowała i zmniejszała stres. Za to skóra nabierała przyjemnej gładkości i miękkości bez tłustej warstwy. Niesamowity płyn.. z reszta jest to typowe dla całej marki.

Pony Hutchen - Dezodorant w kremie Rock-a-hula
Dezodoranty które bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Z przyjemnością wrócę.. chociaż już do nowej wersji 

Pony Hutchen - Perfumy w kremie
Perfumy wciąż mam.. i to zaopatrzyłam się w 2 sztuki. Bardzo liczę na to, że pojawią się nowe wersje zapachowe, bo niesamowicie odpowiada mi ten typ perfum. Nimi mini wersje, ale idealne do torebki.. ba! nawet do spodni i wcale niczego im nie brakuje jeśli chodzi o intensywność.

Desert Essence - Szampony
Genialne szampony, których naprawdę mi brakuje. Wciąż mam szczerą nadzieję, że mara się pojawi.. lub chociaż będzie można ją zamówić z iHerb bez dowalenia cla. Jeśli nadarzy się okazji to zrobię solidny zapas szamponów. 

Joico - Proteinowa pielęgnacja
Podobnie jak w przypadku szamponów Desert Essence, tu również nie ma jednego produktu, chodzi o całą gamę produktów Joico. Jedna duża odżywka była w stanie zapewnić moim włosom maksimum proteinowej pielęgnacji na najwyższym poziomie na przynajmniej rok. Wystarczyło, że po produkt sięgałam raz na miesiąc.. dosłownie. Z wielką przyjemnością wrócę do produktów Joico w tym roku.

Bionigree - Serum oczyszczające do skóry głowy
Rewelacyjnie się u mnie sprawdził! Koniecznie chcę wrócić w tym roku ale bardziej w okresie letnim gdyż cudownie chłodzi skórę głowy, oczyszcza ją i łagodzi. Do tego pięknie przedłuża świeżość włosów tuż u nasady.

The Wet Brush - Szczotka Dazzlers w kolorze silver
W tym temacie nic się nie zmieniło, to wciąż moja ulubiona szczotka do włosów. Szczotka nie ciągnie włosów, delikatnie je rozczesuje i nie drapie skóry głowy.. oraz ślicznie wygląda.


Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger