kwietnia 24, 2019

ORIANTANA - TRZY MASECZKI Z NATURALNEGO JEDWABIU: GRANAT, ALGI CZY ŚLIMAK?

ORIANTANA - TRZY MASECZKI Z NATURALNEGO JEDWABIU: GRANAT, ALGI CZY ŚLIMAK?

Szczęśliwi ci co blogów nie mają. Myk jest taki, że chcąc opisać produkt jednorazowego użytku muszę mieć na niego czas. Nie tylko czas aby użyć ale również czas aby na bieżąco opisać działanie. Może inni mają inaczej ale ja mam gigantyczną sklerozę i inne opcje (jeśli chcę coś zrobić dobrze) muszę ogarniać na bieżąco. Do tego typu produktów należą właśnie jednorazowe maseczki w płachcie, których na szczęście dużo nie mam ale ostatnio zmuszam się do porządków w zapasach kosmetycznych. Tym oto sposobem zawzięłam się na maseczki marki Orientana.


MASKA Z NATURALNEGO JEDWABIU NA TWARZ "GRANAT I ZIELONA HERBATA"

Od producenta:
Maska na twarz wykonana z naturalnego jedwabiu, wzbogacona biopeptydami i nasączone wyciągami z granatu i zielonej herbaty,  które działają ujędrniająco, detoksykująco, rozświetlająco oraz mocno nawilżająco. Efekt natychmiastowy.

Dzięki zastosowaniu naturalnego jedwabiu maska doskonale przylega do twarzy przez co następuje równomierne wnikanie substancji aktywnych. Nie wymaga pozycji leżącej.

Stosowanie: wyjmij maseczkę z opakowanie i delikatnie rozłóż. Maseczka składa się z dwóch połączonych ze sobą części: jedwabnej i foliowej. Nałóż na oczyszczona twarz białą stroną na zewnątrz, a jedwabną do twarzy. Lekko dociśnij. Zdejmij foliową część, pozostawiając jedwabną na twarzy. Pozostałość płynu z saszetki wetrzyj w szyję i dekolt. Maseczkę pozostaw na 25-30  minut. Potem zdejmij. Stosuj 2-3 razy w tygodniu.


Maseczka na bardzo cienki i delikatny materiał. Dodatkowo wyposażona w sztywną folię aby realne było jest rozłożenie. Bez trudu nakłada się na twarz, jednak nie jest idealnie skrojone na moje potrzeby. Posiada "ciut" za małe otwory na oczy ale wystarczy, że je delikatnie przytnę wzdłuż nosa i pomiędzy oczami aby ładnie przylegały.. co do reszty nie mam zastrzeżeń.

Maseczka jest delikatna i bardzo ładnie trzyma się skóry. Mogę się z nią krzątać po domu bez obawy, że zaraz odpadnie. Nie ślizga się, nie przemieszcza.. gdyby nie delikatne działająca esencja mogłabym o niej zupełnie zapomnieć.

Skład (INCI): Aqua, Butylene Glycol, Collagen, Palmitoyl Pentapeptide-3, Tripeptide-1, Punica Granatum Fruit Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Acetyl Hexapeptide-3, Euxyl PE-9010, Allantoin, Dipotassium Glycyrrhizinate, Euxyl K-220, Rosa Damascena Oil, Hyaluronic Acid, Disodium EDTA.


Esencja przy aplikacji zrobiła na mnie dobre wrażenie. Cudownie chłodne i kojące uczucie.. czysta przyjemność. W opakowaniu wyczuwam świeży owocowy aromat.. może nieco cukierkowy ale podczas noszenia, całkowicie ulotny. Bez problemu maseczkę jestem w stanie trzymać zalecane przez producenta 25-30 minut. Nic uciążliwego czy niepokojącego się nie dzieje i nie zwraca mojej uwagi. Maseczka z czasem coraz bardziej traci swoja wilgoć co daje się odczuć.


Skóra po masce wydaje się ukojona i przyjemnie odżywiona, jednak efekt nie jest spektakularny. Na drugi dzień mam wrażenie, że skóra dostała za mało.. wszystkiego. Na szczęście obyło się bez niespodzianek.



MASKA Z NATURALNEGO JEDWABIU NA TWARZ "ALGI FILIPIŃSKIE I ALOES"

Od producenta:
Maska na twarz wykonana z naturalnego jedwabiu, wzbogacona biopeptydami i nasączone wyciągami z alg filipińskich i aloesu,  które działają przeciwzapalnie, kojąco, ujędrniająco i mocno nawilżająco. Regulują natłuszczenie i wydzielanie sebum. Efekt natychmiastowy.

Dzięki zastosowaniu naturalnego jedwabiu maska doskonale przylega do twarzy przez co następuje równomierne wnikanie substancji aktywnych. Nie wymaga pozycji leżącej.

Stosowanie: wyjmij maseczkę z opakowanie i delikatnie rozłóż. Maseczka składa się z dwóch połączonych ze sobą części: jedwabnej i foliowej. Nałóż na oczyszczona twarz białą stroną na zewnątrz, a jedwabną do twarzy. Lekko dociśnij. Zdejmij foliową część, pozostawiając jedwabną na twarzy. Pozostałość płynu z saszetki wetrzyj w szyję i dekolt. Maseczkę pozostaw na 25-30  minut. Potem zdejmij. Stosuj 2-3 razy w tygodniu.


Przed aplikacją rozmasowałam maskę w dłoniach ponieważ jakiś czas stała w pionie i dało się zauważyć, że esencja spłynęła na dół.

Już widzę, że będę się powtarzać ale uwielbiam ten cienki i delikatny materiał maski. Genialnie przylega do twarzy, chociaż wymaga niewielkich docinek przy oczach. Mogę oglądać film, pisać posty.. czy zwyczajnie się relaksować. Zupełnie mnie nie krępuje, nie drażni skóry, nie blokuje mimiki twarzy.

Skład (INCI): Aqua, Butylene Glycol, Collagen, Palmitoyl Pentapeptide-3, Tripeptide-1, Algea Extract, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Acetyl Hexapeptide-3, Euxyl PE-9010, Allantoin, Dipotassium Glycyrrhizinate, Euxyl K-220, Rosa Damascena Oil, Hyaluronic Acid, Disodium EDTA.


Zapach esencji maski troszkę mnie zaskoczył.. poczułam płyn do płukania tkanin. Świeży, zaskakujący.. ale przyjemny. Towarzyszył mi zaledwie podczas aplikacji, a raczej podczas wyjmowania maski z opakowania. 

Sama esencja przyjemnie śluzowata.. serio to całkiem przyjemne! Cudownie chłodna i kojąca skórę. Niemal momentalnie skóra czuje się lepiej. Podobnie jak poprzedniczka traci wilgoć z czasem ale bez trudu utrzyma ją przez 25-30 minut. W tym czasie nic nie zwraca mojej uwagi. Skóra czuje się dobrze.


Trochę minęło czasu po zdjęciu maski, aż mogłam dotknąć skóry. Esencja na skórze wciąż była wyczuwalna przez co nieco lepka. Nie jest to raczej typ maski, po której można zrobić makijaż. Gdy skóra wchłonęła całkowicie esencję mogłam realnie ocenić efekty. Cera była przyjemnie wygładzona ale wciąż miałam wrażenie, że coś na niej siedzi. Niby cera wydaje się promienna, rozjaśniona, wygładzona to czuć lekkie ściągnięcie. 

Nie zdecydowałam się na to aby w takim stanie pozostawić skórę na noc, bo trochę mnie to irytowało. Zwilżyłam skórę tonikiem oraz nałożyłam krem, to zdecydowanie ulżyło mojej psychice. Rano skóra wyglądała dobrze. Nic jej nie brakowało. Została ukojona, ewentualne podrażnienia zminimalizowane. 

Esencja która pozostała w opakowaniu wystarczyła mi na ponowne użycie maski.. tylko tym razem z nowym płatem 😉

 

MASKA Z NATURALNEGO JEDWABIU NA TWARZ "ŚLUZ ŚLIMAKA"

Od producenta:
Maska na twarz wykonana z naturalnego jedwabiu, wzbogacona biopeptydami i nasączone wyciągiem ze śluzu ślimaka, który ma działanie trójstopniowe:

1. usuwa martwe komórki naskórka
2. uelastycznia, ujędrnia, odżywia skórę
3. wyrównuje koloryt i rozjaśnia przebarwienia

Dzięki zastosowaniu naturalnego jedwabiu maska doskonale przylega do twarzy przez co następuje równomierne wnikanie substancji aktywnych. Nie wymaga pozycji leżącej.

Stosowanie: delikatnie rozłóż maseczkę, która składa się z części foliowej i jedwabnej. Nałóż na oczyszczona twarz białą stroną na zewnątrz, a jedwabną do skóry. Lekko dociśnij, zdejmij folię. Jedwab pozostaw na twarzy 25-30 minut. Płyn z saszetki wetrzyj w szyję i dekolt. Stosuj maksymalnie 2 razy w tygodniu.

 

Przy poprzednich maseczkach zauważyłam, że rozgrzanie maski przed aplikacją to całkiem dobry pomysł. Dlatego w przypadku tej wsadziłam ją sobie pod swój chudy tyłek na dobre 10 minut. Cieplusią maseczkę nałożyłam na twarz, nieco poprzycinałam przy oczach aby lepiej dopasować i gotowe. 

Skład (INCI): Aqua, Simmondsia Chinensis Oil, Butylene Glycol, Collagen, Tripeptide-1, Snail Secretion Filtrate, Dipotassium Glycyrrhizinate, Xanthan Gum, Euxyl PE-9010, Allantoin, Euxyl K-220, Hyaluronic Acid.


Neutralny zapach oraz przyjemnie śluzowata esencja zrobiły na mnie dobre wrażenie. Zdecydowanie jestem fanką materiału tych maseczek, chociaż bez dopasowania w okolicach oczu się nie obyło. Maseczka całkowicie komfortowa, bez jakiegokolwiek rozdrażnienia, bez uczucia ciepła. Przyjemnie chłodna przez pierwsza minutę, a później ogrzana ciepłem skóry zupełnie neutralna.
Z łatwością mogłam o niej zapomnieć przez 25-30 minut, później zaczęła robić się zbyt sucha abym mogła ją lekceważyć. Cera przyjemnie nawilżona, ukojona i przez pierwsze minuty lepka. Esencję zostawiłam do całkowitego wchłonięcia. Rano nie było żadnych nadprogramowych niespodzianek.
Chociaż spisała się bardzo dobrze to nie mogę jej opisać jako cud pielęgnacji. Nie jest to maska intensywnie pielęgnująca ale za to przyjemna w użyciu i z chęcią spotkam się z nią ponownie.

 
Maseczki może nie zrobiły na mnie porażającego wrażenia ale zużyte w ciągu jednego tygodnia z przerwami co drugi dzień raczej miały dobry wpływ na moją skórę. Bardzo możliwe, że nie doceniłabym ich potencjału opisując każdą oddzielnie. Być może to również efekt większej dbałości o cerę ale jeśli to z samego faktu użytkowania maseczek to i tak było warto. To co mnie szczególnie urzekło to rodzaj materiału, który jest bardzo delikatny i genialnie trzyma się skóry. Esencje w maseczkach są nieco lepkie ale skóra je akceptuje i chyba nawet lubi. Maseczki są przyjemne w użytkowaniu, nie powodują niespodzianek, w jakimś stopniu pielęgnują cerę ale chciałabym czegoś więcej. Z drugiej strony to wciąż jedne z lepszych i przyjemniejszych masek w płachcie jakie miałam okazję używać więc nie ma co na nie narzekać.
 

kwietnia 23, 2019

VIANEK - REWITALIZUJĄCY PŁYN MICELARNY Z EKSTRAKTEM MIŁORZĘBU JAPONSKIEGO I OWOCÓW TARNINY

VIANEK - REWITALIZUJĄCY PŁYN MICELARNY Z EKSTRAKTEM MIŁORZĘBU JAPONSKIEGO I OWOCÓW TARNINY

Płyny micelarne Vianka dość dobrze mi się kojarzą. Może nie są moimi faworytami ale stanowczo są w lidze produktów, które mogę testować z psychiczną pewnością, że nie zrobią mi krzywdy i będą spełniać moje oczekiwania co do działania oraz składu. Wersja rewitalizująca do cery dojrzałej nie była na mojej liście zakupowej ale podczas zakupów w sklepie Iwos, coś mi się skojarzyło, że jakaś Viankowa seria bardzo ładnie pachnie. Co prawda, pomyliłam serię ujędrniającą z odżywczą ale wcale tak źle nie trafiłam.. płyn pachnie ślicznie!


Od producenta:
Delikatny płyn micelarny dokładnie usuwa makijaż twarzy i okolic oczu, nie podrażniając nawet wrażliwej cery. Zawiera ekstrakty z liści miłorzebu japońskiego i owoców tarniny, które dzięki właściwościom antyoksydacyjnym, chronią przed uszkodzeniami ze strony wolnych rodników i przedwczesnemu starzeniu skóry. W połączeniu z olejem z wiesiołka i witaminą E pozwala na skuteczny demakijaż bez naruszania płaszcza hydrolipidowego. Po użyciu płynu pozostawia przyjemne uczucie komfortu i świeżości.

Sposób użycia: nanieś płyn na płatek kosmetyczny i delikatnie przetrzyj skórę twarzy, szyi i dekoltu. Aby usunąć makijaż oczu, na zamkniętej powiece przytrzymaj nasączony płatek i ściągnij w kierunku rzęs.


Kolejny udany zapach zaraz po serii odżywczej. Jest dość wyraźny czego zazwyczaj w płynach micelarnych nie lubię ale ten stanowi jakiś nieodgadniony wyjątek. Nieco słodki, trochę kwiatowy.. wprawia mnie w relaksujący nastrój więc jak mogę mieć mu za złe, że pachnie?

Nie mam zastrzeżeń co do zmywania makijażu z twarzy. Radzi sobie bardzo sprawnie, bez przesadnego tarcia i jeżdżenia po skórze wacikiem. Dość szybko pozbywam się makijażu nawet wodoodpornego korektora z Make Up For Ever, czy matowych, zastygających pomadek. Przy okazji moja skóra nie cierpi katuszy. Nawet jeśli zdarza jej się słabszy okres to płyn micelarny nie sprawia, że staje się mniej komfortowa. Nic nie szczypie, nie piecze, nie podrażnia i przede wszystkim.. płyn nie pieni się podczas użytkowania. 

Jedynie przy demakijażu oczu zdarza się, że jakiś kącik oka zareaguje delikatnym rozdrażnieniem ale jest to niezwykle sporadyczne. Zazwyczaj płyn radzi sobie bardzo sprawnie z demakijażem oczu. Wystarczy chwilę przytrzymać płatek kosmetyczny nasączony płynem aby szybko pozbyć się makijażu. Od jakiegoś czasu jestem wierna tuszom z Couleur Caramel z serii Backstage, które są naturalne więc nie powinny stanowić jakiegoś specjalnego wyzwania.. ale z cieniami, tuszem do brwi czy kreskami tak łatwo już nie jest.


Skład (INCI): Aqua, Glycerin, Cocoglucoside, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Prunus Speciosa Fruit Extract, Oeonthera Biennis Seed Oil, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Cocamidopropyl Betaine, Lactic Acid, Phytic Acid, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum.

  • Aqua (Water ) (Woda) - naturalny rozpuszczalnik
  • Glycerin (gliceryna) - silnie hydrofilowa i higroskopijna substancja nawilżająca. Ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka, pomaga substancjom aktywnym przedostać się w głąb skóry. Skuteczna zwłaszcza w kosmetykach z dużą ilością wody. Łagodzi podrażnienia, przyśpiesza regenerację uszkodzonej skóry, wygładza zmarszczki, zmiękcza naskórek, likwiduje zrogowacenia. Kosmetyki z dużą zawartością gliceryny są zwykle nieco lepkie na skórze. (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 1 na 5)
  • Coco-Glucoside (glukozyd kokosowy) -  naturalna substancja myjąca. Jest stosowana w produktach organicznych, ponieważ jest wyjątkowo łagodna dla skóry. Wzmacnia pianę w produktach pieniących. Poprawia konsystencję. Umożliwia połączenie z wodą substancji nierozpuszczalnych lub trudno rozpuszczalnych w wodzie. (Alergia: skala 1 na 5)
  • Ginkgo Biloba Leaf Extract (wyciąg z miłorzębu japońskiego) - wykazuje bardzo silne działanie antyoksydacyjne. Hamuje enzymy odpowiedzialne za utlenianie białek i witamin w skórze. Poprawia mikrokrążenie, poprawia ukrwienie skóry, minimalizuje powstawanie zaskórników i ma działanie przeciwzapalne. Kobiety w ciąży nie powinny stosować wysokiego stężenia tego składnika ze względu na ryzyko krwawień
  • Prunus Speciosa Fruit Extract (ekstrakt z owoców tarniny) - dzięki właściwościom antyoksydacyjnym, chroni przed uszkodzeniami ze strony wolnych rodników i przedwczesnemu starzeniu skóry. Wykazuje działanie silnie ściąggające i odżywiające skórę. Tarnina działa łagodząco i wygładzająco na skórę
  • Oeonthera Biennis Seed Oil (olej z wiesiołka) - zawiera 9% GLA i aż 73% kwasu cis-linolowego, dlatego uważany jest za najbogatsze naturalne źródło biologicznie aktywnej witaminy F. Zawarta w oleju witamina E, jako silny antyoksydant, chroni komórki przed niszczącym działaniem wolnych rodników. Olej stosowany jest w leczeniu wszelkiego typu podrażnień skóry, atopowym zapaleniu, egzemy, łuszczycy, świerzbiączce, łupieżu, wypadaniu włosów i łamliwości paznokci
  • Panthenol (pantenol) - niezastąpiony w preparatach przyśpieszających gojenie, łagodzących podrażnienia, poparzenia i alergie, nawilżających, kojących, kosmetykach po opalaniu, do szorstkiej i problematycznej skóry. Dobrze wpływa na włosy, pogrubia je, nawilża, wzmacnia, nabłyszcza i wygładza, a także na paznokcie. Bardzo dobrze i głęboko się wchłania.  (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 1 na 5)
  • Tocopheryl Acetate (octan tokoferylu, witamina E) - ma właściwości konserwujące, przedłuża świeżość kosmetyków,zapobiega utracie koloru i zmianie zapachu. Opóźnia proces utleniania substancji. Na skórę działa przeciwzmarszczkowo, silnie antyoksydacyjnie, odżywczo, wzmacniająco i ochronnie.Sklasyfikowany jako potencjalny alergen. Może pochodzić z genetycznie modyfikowanych upraw GMO. (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 2 na 5)
  • Cocamidopropyl Betaine (kokamidopropylbetaina) - Substancja myjąca, pianotwórcza stosowana w produktach do mycia twarzy, ciała, włosów. Łagodzi potencjalne działanie drażniące anionowych substancji myjących np. SLS. Składnik uznawany za bezpieczny w produktach przeznaczonych do spłukiwania. Może przesuszać skórę wrażliwą. W 2004 roku substancja otrzymała tytuł alergena roku. (Alergia: skala 1 na 5)
  • Lactic Acid (kwas mlekowy) - substancja nawilżająca. Ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka. Działa keratoplastycznie (zmiękcza warstwę rogową), a w wyższych stężeniach złuszcza zrogowaciały naskórek. Odblokowuje pory skóry i działa antybakteryjnie, dzięki czemu zapobiega tworzeniu ognisk zapalnych. Pomocny przy trądziku, polecany do pielęgnacji ciała i skóry włosów. Stężenie w produkcie gotowym 1-10%, w silnych peelingach 30-50%
  • Phytic Acid (kwas fitowy, IP6) - naturalny składnik pozyskiwany m.in z ziaren zbóż o silnym działaniu rozjaśniającym przebarwienia, obkurczającym rozszerzone naczynka oraz antyoksydacyjnym. Nie uwrażliwia skóry na promienie UV (może być stosowany latem). Wykazuje aktywność antyoksydacyjną i przeciwstarzeniową. Zapobiega powstawaniu przebarwień i zmniejsza istniejące. Działa silnie przeciwnowotworowo, chroni DNA przed uszkodzeniem i wspomaga jego naprawę
  • Benzyl Alcohol (alkohol benzylowy, fentylometanol) - pełni rolę rozpuszczalnika. Stosowany również jako składnik kompozycji zapachowej z uwagi na jaśminową woń. To również konserwant, a także pełni funkcję regulatora lepkości. Zalecana ilość w produkcie 0,2-0,8%. Jako substancja konserwująca, jest dopuszczony przez instytucje certyfikujące kosmetyki naturalne. (Alergia: skala 2 na 5)
  • Dehydroacetic Acid (kwas dehydrooctowy) - łagodny konserwant. Zapobiega zepsuciu kosmetyku, chroni przed mikroorganizmami. (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 1 na 5)
  • Parfum (Perfumy, Zapach) - ogólne określenie kompozycji zapachowej, która może być różnego pochodzenia. Maskuje niepożądane zapachy. Niektóre kompozycje zapachowe mogą być bardzo silenie drażniące, uczulające i toksyczne, w zależności od użytych komponentów, z jakich powstały

Nie jest to jednak płyn micelarny po który mogę sięgnąć oglądając film, a późnij dokończyć demakijaż. Po jakiś 5 minutach po użyciu płynu zaczynam mieć wrażenie, że moja skóra nie oddycha.. że coś na niej jest. Nie jestem w stanie wyczuć tego manualnie dotykając twarzy.. to jedynie takie dziwne wrażenie. Zazwyczaj i tak mam w zwyczaju przechodzenie do dalszych kroków oczyszczania skóry.. ale raz na jakiś czas zdarzy się, że po powrocie do domu usiądę przed komputerem, tabletem, telewizorem czy telefonem oglądam coś i jednocześnie używam płynu micelarnego. W przypadku wersji rewitalizującej Vianka chwilę po wstępnym demakijażu zaczynam czuć jakieś lekkie ciepełko na skórze.. leciutką powłoczkę.. i nie mogę dokończyć filmu. Muszę pójść się umyć. Niby tak czy siak trzeba.. ale takich wrażeń zazwyczaj z płynami micelarnymi nigdy nie miałam. Z drugiej strony nic złego się nie dzieje, zapach jest przyjemny, a dodatkowe popędzanie aby ruszyć tyłek i mieć szansę na jakąś bardziej wymyślną wieczorną pielęgnacje mogę odczytać jedynie na plus.


Dość dobrze oceniam płyn micelarny z serii rewitalizującej. Z całą pewnością należy do tych co dość sprawnie i skutecznie radzą sobie z oczyszczeniem skóry, a przez to zyskuje na wydajności. Nie mam specjalnie co do niego zastrzeżeń, jedynie niewielki problem widzę w zastosowaniu CAPB w składzie, którego moja skóra przy częstym spotkaniu bardzo nie lubi. Z tego też względu po płyn nie sięgałam na co dzień, a jedynie przy mocniejszym makijażu. Tak użytkowany spisywał się u mnie bardzo dobrze, a dodatkowo przyjemny zapach umilał proces demakijażu.

Masz swoj ulubiony płyn micelarny?

kwietnia 21, 2019

MAKE UP FOR EVER - FULL COVER EXTREME CAMOUFLAGE CREAM, CZYLI KILKA SŁÓW O JEDNYM Z NAJMOCNIEJ KRYJĄCYCH KOREKTORÓW NA RYNKU

MAKE UP FOR EVER - FULL COVER EXTREME CAMOUFLAGE CREAM, CZYLI KILKA SŁÓW O JEDNYM Z NAJMOCNIEJ KRYJĄCYCH KOREKTORÓW NA RYNKU

Strasznie mało tu kolorówki ale mam nadzieję to pomału odczarowywać. Mimo wszystko o pielęgnacji pisze się znacznie łatwiej. W przypadku kolorówki warto wziąć pod uwagę nie tylko wszystkie aspekty produktu ale również pielęgnację, która jest aplikowana pod taki produkt, jak również pozostałe produkty makijażu. Wpływ może mieć wszystko na ocenę, więc dobrze jest ją gruntowanie przebadać. Korektor to akurat jeden z tych nieszczęsnych produktów, który zazwyczaj znajduje się między młotem, a kowadłem. Nie ma lekko, a wymagania w stosunku do niego zazwyczaj są ogromne. Z czasów kiedy jeszcze nie interesowałam się naturalnym działem makijażu pozostał mi produkt marki Make Up For Ever. Kupiony w perfumerii Sephora, został mi polecony, a odcień odpowiednio dobrany.. jak się spisał?


Od producenta:
Full Coover jest korektorem kamuflującym w kremie, dostosowującym się do potrzeb który maskuje zarówno drobne jak i poważne niedoskonałości skóry. Dzięki stabilnej formule jest odporny w najbardziej ekstremalnych warunkach przez cały dzień.

Zdaję sobie sprawę, że jest to już dość kultowy produkt i dobrze znany, jednak przed jego zakupem nie wnikałam specjalnie w opinie na jego temat, ani tym bardziej po zakupie czy przed opisem wrażeń z jego użytkowania.

Termin ważności to 12 miesięcy od otwarcia.. i z całą pewnością towarzyszył mi bite dwa lata.. oczywiście na moją odpowiedzialność. W tym czasie nic się z nim nie działo. Konsystencja się nie zmieniła, podobnie zapach, czy działanie dlatego nie widziałam potrzeby aby go wyrzucać.. aż do teraz.


Korektor - kamuflaż.. to określenie najlepiej oddaje jego działanie. Krycie jest tu niezwykle konkretne z dodatkową możliwością budowania ale wymaga pewnej wprawy i dokładności. To niej jest korektor, który wybaczy pośpiech i niechlujstwo. Nie jest łatwy we współpracy nawet gdy poświęcę mu więcej uwagi. Potrafi się zemścić w postaci widocznych plam i podbić strukturę skóry. To wszystko z miejsca sprawia, że nie jest to korektor który można aplikować pod okolice oczu. W moim przypadku nawet wypielęgnowana skóra pod oczami z tym korektorem potrafi wyglądać na bardzo wysuszoną.. dlatego tych praktyk szybko zaprzestałam.

Przez cały okres użytkowania miałam z nim zmienną relację love / hate.

Nie potrafiłam go dopasować do żadnej pielęgnacji, ani do żadnego podkładu czy pudru. Aplikowany punktowo pod podkład czy na podkład dość szybko uwidaczniał się w postaci plam, które wyróżniały się ciastkową strukturą. Najgorzej spisywał się w okresie letnim kiedy pod wpływem temperatur skóra mocniej pracowała. Potrafił się ważyć, robić plamy.. ale nigdy! przenigdy.. nie oksydował. 

Stabilność koloru to coś co jest dla mnie niezwykle istotne. O ile widoczność korektora wiąże się raczej z moją nieudolnością aplikacji lub brakiem porozumienia z pielęgnacją czy podkładem to zmiana koloru jest już ewidentnie winą produktu.. a tu tego nie ma i nigdy nie było. 


To właśnie stabilność koloru i bardzo dobre dopasowanie do odcienia mojej karnacji sprawiły, że chciałam o korektor powalczyć. 

Kwestia rozwiązania solowego spoczęła na laurach i z tym raczej się nie pogodziłam. Na szczęście znalazłam dla niego zastosowanie, które w pełni mnie satysfakcjonowało. Korektor przez większość swojej pojemności służył mi jako.. wzmocnienie krycia podkładów i kremów BB. 

Niewielką ilość korektora mieszałam na dłoni z podkładem lub kremem BB, a następnie aplikowałam gąbką na skórę. Ponieważ korektor sam w sobie jest produktem trwałym i szybko zastygającym, to swoje właściwości przekazywał podkładom. Szczególnie upodobałam sobie mieszanie go z kremem Illuminating Supple Blemish Cream BB marki Klairs. Zwiększone krycie, trwałość, brak oksydacji.. to dokładnie to czego potrzebowałam w kremie Klairs.


Skład (INCI): Aqua (Water), Polyglyceryl-3 Diisostearate, Isododecane, Cyclopentasilocane, Glycerin, Polyethylene, Disteardimonium Hectarite, Microcrystalline Cellulose, Phenoxyethanol, Sodium Myristayl Glutamate, Magnesium Sulfate, Silica Dimethyl Silylate, Sodium Chloride, Xanthan Gum, Propylene Carbonate, Talc, Chlorphenesin, Methylparaben, Propylparaben, Octyldodecyl Myristate, Sodium Dehydroacetate, Capparis Spinosa Fruit extract, Allantoin, Dimethicone/Vinyl Dimenhicone Crosspolymer, Tetrasidium EDTA, Aluminum Hydroxide, BHT, [+/- CI 77891 (Titanium Dioxide), CI 77491 (Iron Oxides), CI 77492 (Iron Oxides), CI 77499 (Iron Oxides)]

Chociaż producent zapewnia, że jest to produkt "Non-Comedogenic" to przy systematycznym użytkowaniu (nawet w formie rozcieńczonej) potrafił z czasem wpływać negatywnie na skórę. W dodatku wodoodporna formuła z miejsca wymagała mocniejszego oczyszczania skóry, a na dłuższą metę moja skór bardzo źle znosi takie traktowanie. Stąd rozwiązanie zagadki, jakim cudem nie udało mi się zużyć korektora o pojemności 15ml w ciągu roku.. zwyczajnie nie mogłam go używać często.



Korektor ma sporo wad ale podejrzewam, że w rękach fachowca i osoby ze sporą dawką cierpliwości stanie się potężną bronią w kamuflowaniu niedoskonałości i przebarwień. Pod tym względem nie mogę mu zarzucić absolutnie nic, bo spisuje się rewelacyjnie, a przy okazji zapewnia trwałość. 

Podejrzewam, że najlepiej sprawdzi się w duecie z równie mocnym i trwałym podkładem, a ja takich nie posiadam stąd pewny zgrzyt z podkreślaniem tekstury skóry i jego widocznością. Ogromnym plusem jest również jego wydajność. Niezależnie od tego czy używałam go miejscowo czy mieszałam z innymi produktami był niewiarygodnie wydajny. Niewielka kropka potrafiła zakryć bardzo konkretne przebarwienie, a co wymieszania z innym podkładem potrzeba niewielkiego paska.


W pełni rozumiem dlaczego ten korektor został mi polecony. Ma dokładnie to czego od korektorów powinno się oczekiwać i pod tym względem raczej nikogo nie zawiedzie. Inną kwestią jest to jak go używamy i z czym łączymy.. być może jego widoczność to wyłącznie moja wina.

Dodatkowo pełnił u mnie od czasu do czasu funkcję bazy pod cienie. Bardzo fajnie wyrównywał koloryt skóry, a także ładnie trzymał cienie. Jednak z uwagi na to, że szybko zasychał to równie szybko należało pracować z cieniami. 

Nie planuję powrotu do niego, z uwagi na skład oraz wodoodporną formułę. Dodatkowo dla mojej skóry jest zbyt ciężki na co dzień ale w roli produktu na większe wyjścia, gdy potrzebuję większego krycia i przedłużonej trwałości niemal zawsze trafia do użytku.. tym oto sposobem lada dzień trafi do miesięcznego denka. Z jednej strony cieszę się, a z drugiej czuję niepokój, bo nie pamiętam abym o jakimkolwiek korektorze pisała cokolwiek dobrego 😬 



kwietnia 14, 2019

JAPOŃSKA PIELĘGNACJA SPECJALNA, CZYLI MITOMO EYE & CHEEK MASK Z EKSTRAKTEM ZE ŚLUZU ŚLIMAKA I EGF (CZYNNIK WZROSTU NASKÓRKA)

JAPOŃSKA PIELĘGNACJA SPECJALNA, CZYLI MITOMO EYE & CHEEK MASK Z EKSTRAKTEM ZE ŚLUZU ŚLIMAKA I EGF (CZYNNIK WZROSTU NASKÓRKA)

Maska nosowo-ustna.. hmm.. pierwszy raz mam styczność z produktem, który został stworzony specjalnie z myślą o naszych bruzdach nosowo-wargowych. Z czasem oczywiście zaczyna pojawiać się tam problem ale to w dużym stopniu zależy od mimiki twarzy. Z drugiej strony patrząc na osobę z takimi bruzdami z góry wiemy, że mamy do czynienia z osobą radosną 😄 Tak czy siak.. ze zmarszczkami nawet mimicznymi raczej się walczy niż się nimi chwali. 

Na taki ciekawy pomysł wpadła japońska marka Mitomo, która doczekała się swojego dystrybutora w Polsce. Na stronie sklepu znajdziesz różne wersje maseczek w płachcie. Występują z typowymi składnikami takimi jak: kwas hialuronowy, kolagen, olej arganowy ale nie brak tu zaskakujących składników: olej koński, łożysko, platyna, złot, Sake czy jad pszczeli.

Maska trafiła do mnie w ramach spotkania Secrets Meeting, gdzie marka Mitomo była jednym ze sponsorów spotkania.


Od producenta:
Maska nosowo-ustna z ekstraktem ze śluzu ślimaka i EGF. Regenerująca maska przeznaczona do każdego rodzaju cery, ekstrakt ze śluzu ślimaka zawiera naturalne składniki ujędrniające i regenerujące skórę, natomiast EGF to czynnik wzrostu naskórka wspomagający regenerację i odnowę komórek. Maska może być stosowana również pod oczy.

Sposób użycia: Nałożyć maskę na oczyszczoną twarz. Uważać aby preparat nie dostał się do oczu. Pozostawić na 20-30 minut, pozostały preparat wmasować w skórę.

Skład (INCI): Aqua, Glycerin, Butylene Glycol, Dipropylene Glycol, Sodium Hyaluroate, Carbomer, RH-Oligopeptige-1, Triethanolamine, Sodium Acrylates Copolymer, Acetyl Hexapeptide-8, Dipotassium Glycynhizate, Allantoin, Ubiquinone, Polivinylpyrrolidone, Snail Secretion Foltrate, Chlorphenesin, Phenoxy Ethanol, Fragrance.


Płatki wyposażone zastały w białą folię, dzięki której bez problemu można je wyciągnąć i zaaplikować na skórę. Chyba pierwszy raz spotykam się z tą metodą jeśli chodzi o tego gabarytu produkty. Przy pełnych maskach na twarz jest to dość powszechne  i specjalnie nie dziwi. Jednak tutaj ma to sens głównie z tego względu, że płatki są wykonane z bardzo delikatnej i cienkiej tkaniny. 

Największym zaskoczeniem była esencja. Jak to często w swoich postach opisuje Monika z bloga Mama z różową torebką (uwaga nowy adres bloga!) "cudownie oślizły płat" 😂 to w tym przypadku nie wiem czy byłby taki cudowny. Płaty faktycznie są bardzo dobrze nasączone ale esencja jest gęsta, a przy okazji lepka i śluzowata. Przyzwyczaiłam się, że tego typu esencje są bardziej wodniste i nieco lepkie, a nie klejące.. ale czy to jest wada? Niekoniecznie. W końcu coś mnie zaskoczyło.

Zapach zupełnie nie zwrócił mojej uwagi. Nic nie powodowało łzawienia oczu, nic nie migrowało.


Przez pierwsze minuty czułam przyjemne chłodzenie.. z czasem delikatne mrowienie.. a później w zasadzie nic szczególnego. O ile efekt chłodzenia był bardzo przyjemny, to mrowienie nieco mnie zaniepokoiło. Dopiero wówczas zdałam sobie sprawę, że na delikatną skórę pod oczami nałożyłam coś co jest przeznaczone partie twarzy w których skora jest grubsza. Z drugiej strony w opisie jak byk jest napisane, że mogę. Na szczęście płat jest na tyle cienki i delikatny, że bez zdejmowania mogę kontrolować czy coś złego się nie dzieje.. i nic się nie działo. To nieco niepokojące uczucie trwało nie dłużej niż minutę ale i tak dość mocno utkwiło w mojej psychice jako istotny punkt programu. Dalej było już tylko nudno.. nic nie piekło i nie ściągało. Czyli dokładnie to czego od płatków pod oczy oczekuję. Nie musiałam niczego poprawiać, płat siedział tam gdzie go przykleiłam. Mogłam spokojnie o nich zapomnieć i robić swoje. Niby nudno.. ale to akurat zaleta.


Zalecane przez producenta 20-30 minut to zdecydowanie szczyt możliwości płatków. Dzięki gęstej esencji nie tracą wilgoci w ekspresowym tempie ale przetrzymanie ich dłużej niż zalecany czas nie ma sensu.. nawet gdybym bardzo chciała. Materiał bez problemu odchodzi od skóry, pozostawiając nico lepka, gęsta maź, która nie za specjalnie daje się wklepać.. klei się. Postanowiłam dać jej szansę i pozostawiłam samej sobie. Po 10 minutach niemal całkowicie wchłonęła się w skórę, a po kolejnych 5 minutach zupełnie nie byłam w stanie jej odnaleźć. Skóra w miejscu gdzie były płatki odcinała się od miejsc, gdzie śluz nie miał możliwości działać. Zaskoczył mnie efekt wygładzenia i nawilżenia. Wyczuwałam pod oczami delikatne napięcie ale w pozytywnym sensie. Skóra wyglądała na wypoczętą i świeżą. 

Od dawna jestem wielką fanką płatków pod oczy ale do tej pory zawsze prym wiodły wersje hydrożelowe. W tym przypadku muszę przyznać, że Mitomo to jedne z lepszych o ile nie najlepsze płatki na delikatnej bawełnianej (jedwabnej?) tkaninie, które dały tak fajny i zauważalny efekt.

Używasz płatków pod oczy?


kwietnia 11, 2019

INTENSYWNA PIELĘGNACJA ZNISZCZONYCH WŁOSÓW Z MASKAMI L'BIOTICA

INTENSYWNA PIELĘGNACJA ZNISZCZONYCH WŁOSÓW Z MASKAMI L'BIOTICA

Niezwykle rzadko sięgam po jednorazowego użytku maski.. a już szczególnie do włosów. Jakoś mi w tej roli nie pasują. W dodatku przy mojej długości i gęstości włosów zawsze mam poczucie, że jedna saszetka to stanowczo za mało. Zdarza się, że tego typu produkty trafiają do mnie w ramach większych zakupów i ciekawości.. albo w wyniku podarku. Maski do włosów L'Biotica trafiły do mnie dzięki uprzejmości marki L'Biotica, która była jednym ze sponsorów spotkania blogerskiego Secrets Meeting w Puławach.


L'BIOTICA - WYGŁADZAJĄCA MASKA DO WŁOSÓW MONOI HAIR MASK

Od producenta:
Luksusowy czepek - maska do włosów to profesjonalny zabieg do samodzielnego wykonania w domu.
Wygładzająca maska do włosów z olejem monoi w postaci czepka nasączonego produktem z wysoką zawartością składników aktywnych. Olej monoi to macerat gardenii tahitańskiej w oleju kokosowym, który nawilża, wzmacnia oraz ułatwia rozczesywanie włosów. Nawet najbardziej zniszczone pasma, pozostawia miękkie, lśniące i zregenerowane. Egzotyczny zapach monoi budzi zmysły.
Keratyna uzupełnia niedobór naturalnych składników budulcowych osłonki włosa. Wygładza, reperuje zniszczone i przywraca prawidłowy poziom nawilżenia. Olej makadamia stanowi bogate źródło kwasów omega, harmonijnie funkcjonujących z naturalnymi lipidami skóry. Czepek gwarantuje łatwość aplikacji i widoczny efekt już po 15-20 minutach.

Sposób użycia:
Na umyte, dokładnie osuszone ręcznikiem włosy nałóż czepek. W przypadku długich, gęstych włosów  zwiąż włosy w kucyk, aby ułatwić rozprowadzenie maski.Naklejką mocującą zabezpiecz czepek przed zsunięciem. Rozprowadź równomiernie preparat na całej długości włosów. Pozostaw czepek na 15-20 minut. Dokładnie spłucz włosy strumieniem letniej wody.


Miałam już raz styczność z maską do włosów w postaci czepka ale doświadczenia mam delikatnie ujmując.. koszmarne. To wcale nie oznacza, że do maski L'biotika jestem uprzedzona. Zawsze bardzo ciekawią mnie nietypowe rozwiązania pielęgnacyjne i staram się nie zrażać tylko dlatego, bo jakieś marce produkt nie wyszedł.. czy może raczej moje włosy/skóra się z nim nie dogadały. W przypadku L'biotica zauroczył mnie czepek. A co! Różowy i do tego w serduszka! Wygląda słodko.. ewidentnie mam dzień słodziaka.. kto mnie przytuli?

Producent wpakował maskę bezpośrednio do czepka. Jest ona gęsta i nie przemieszcza się samoistnie. W innym przypadku uznałabym to za dziwne rozwiązanie ale tu (o dziwo) to się sprawdza.


Włosy umyłam, porządnie wysuszyłam ręcznikiem i wpakowałam kłaki do środka. Z racji tego, że mam bardzo długie włosy starałam się najpierw rozprowadzić maskę miętosząc je w czepku, a dopiero później założyć czepek. Nigdy nie czuję potrzeby aby moje włosy u nasady miały kontakt z maskami czy odżywkami. To są "nowe" włosy i zawsze są w lepszej kondycji niż te na długości. Dlatego skupiłam się na tym aby maskę rozprowadzić przynajmniej na połowie długości włosów, a już szczególnie na końcach.

Do czepka dołączony jest pasek, który ma za zadanie dostosować obwód czepka do obwodu głowy. Dzięki temu wszystko ma się trzymać na miejscu.. i rzeczywiście tak jest. Chodzenie po domu w czepku jest komfortowe, chociaż można pokusić się dodatkowo o założenie ręcznikowego turbana aby dodatkowo usztywnić czepek i zatrzymać ciepło.. mi się nie chciało 😅


Skład (INCI): Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Steartrimonium Chloride, Cetrimonium Chloride, Amodimethicone, Behentrimonium Chloride, PEG-20 Sterate, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Olea Europaea (Olive) Fruti Oil, Trideceth-12, Cyclohexasiloxane, Paraffinum Liquidum, Butyrospermum Parkii (Shea) Oil, Hydroxyethylcellulose, Panthenol, Keratin, Sesamum Indicum (Sesame) Seed Extract, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Gardenia Taitensis (Tiare) Flower Extract, Phytosterols, Vanillyl Butyl Ether, Chlorphenesin, Parfum.

Maska ma bardzo ładny zapach, chociaż pod czepkiem nie jest to specjalnie wyczuwalne ale gdy pozbyłam się czepka, zapach niemal momentalnie wypełnił łazienkę. Maskę trzymałam dłużej niż zaleca producent.. ale zwyczajnie o niej zapomniałam, co przemawia na jej korzyść. Maska genialnie zmieniła strukturę włosów, co czuć podczas spłukiwania. Na całej długości włosy wydają się cudownie wygładzone i pięknie pachną. Efekt wygładzenia był na tyle mocny, że mogłam palcami przeczesać nierozczesane włosy, zupełnie nie czując oporu!


Z uwagi na to, że po maskę sięgnęłam w niedzielę przed południem, a na 15 miałam już wykupiony bilet do kina, nie miałam specjalnie wyboru i włosy musiałam wysuszyć suszarką. Suszenie włosów na szczotce oczywiście dodatkowo wygładza włosy, co działa na plus maski, jednak nawet suszenie wydało mi się inne niż zazwyczaj. Włosy wręcz wypadały ze szczotki! Może nie były specjalnie podatne na podkręcenie ale to jak się układały, jakie były lejące, sypkie, a przy okazji odpowiednio dociążone.. zasługuje na medal.



Ten efekt utrzymał się do kolejnego mycia, co w moim przypadku miało miejsce dopiero we wtorek. W tym czasie włosy miały się rewelacyjnie. Nie puszyły się, nie elektryzowały, były miękkie, lejące, pięknie się układały. Nawet gdy związałam włosy na noc, rano nie odgniotły się tak mocno jak zazwyczaj. Wystarczyło, że je przeczesałam i wyglądały świetnie.



Wersja w saszetce znacznie mniejszą ekscytację i ciekawość we mnie budziła z racji tego, że to "tylko" saszetka. Hasła typu "intensywna regeneracja" w przypadku pielęgnacji włosów już dawno nie robią na mnie wrażenia. Czy jest coś co mnie tu zaciekawiło? Owszem. Ciekawie brzmi ta "malina moroszka i olej z róży".


 L'BIOTICA - MASKA INTENSYWNIE REGENERUJĄCA

Od producenta:
Baicapil zgodnie ze standardami certyfikacji COSMOS to naturalny składnik, będący połączeniem trzech roślin: tarczycy bajkalskiej, kiełków soi i pszenicy, które redukują utratę włosów, stymulują wzrost i zwiększają ich gęstość. Składnik pobudza rozwój włosów, a faza wzrostu włosa ulega znacznemu wydłużeniu.
Ekstrakt z maliny Moroszki z certyfikatem COSMOS intensywnie nawilża włosy suche, zniszczone, wymagające regeneracji. Ekstrakt zawiera witaminy A, E i C, dzięki którym stymuluje odnowę komórkową skóry głowy i przyspiesza wzrost silnych, mocnych i zdrowych włosów.
Kompleks oleju i ekstrakt z Róży z certyfikatem ECOCERT poprawia krążenie krwi w skórze głowy, łagodzi podrażnienia, wzmacnia cebulki i przyspiesza wzrost włosów.

Maska intensywnie regenerująca Biovax Botanic została opracowana w nowoczesnym laboratorium L'biotica w oparciu o wyselekcjonowane, naturalne i bezpieczne składniki. Zawartość w składzie kosmetyku surowców organicznych i certyfikowanych jest gwarancją dbałości o wysoką jakość produktu. maska intensywnie regenerująca Biovax Botanic zawiera składniki organiczne i certyfikowane ECOCERT oraz COSMOS.

Efekt na włosach: Gęste, mocne włosy, pobudzone do wzrostu. Wygładzone, nawilżone, naturalnie lśniące włosy. Wzmocnione cebulki włosów, redukcja wypadania

Sposób użycia: Na umyte, osuszone ręcznikiem włosy rozprowadzić odpowiednią ilość maseczki. Starannie wmasuj we włosy. Pozostaw na 15 minut lub dłużej. następnie dokładnie spłucz włosy chłodną wodą. Kurację należy powtarzać co 3-5 dni.


Konsystencja bardzo gęsta. To ewidentnie nie jest odżywka, tylko konkretna maska. Zastanawiałam się czy taka pojemność (20ml) wystarczy na moją długość włosów. Przez chwilę sądziłam, że zatrzymam się jedynie na połowie długości włosów, bo maska jedynie ślizgała się po moich włosach ale po chwili ugniatania i wcierania (a raczej wciskania) pięknie pokryła włosy niemal na całej długości.

Dość szybko zaczęłam wyczuwać zmianę w strukturze włosów ale nie była to tak zaskakująca zmiana jak w przypadku wygładzającej maski z czepkiem. Bardzo możliwe, że efekt byłby o wiele ciekawszy gdybym maskę zostawiła na dłużej niż typowe 5 minut.. niestety czas mi na to nie pozwolił.


To co wyjątkowo umiliło mi pielęgnację włosów to zapach soczystych malin. Wyczuwalny był nie tylko podczas aplikacji i rozprowadzaniu ale jeszcze chwilę po spłukaniu. 

Skład (INCI): Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Distearoylethyl Dimonium Chloride, Cetrimonium Chloride, Rosa Gallica Flower Extract, Rosa Damascena Flower Oil, Rubus Chamaemorus Friut Extract, Scutellaria Baicalensis Root Extract, Glycine Soja Germ Extract, Triticum Vulgare Germ Extract, Arginine, Decyl Glucoside, Dicaprylyl Ether, Glyceryl Oleate, Ceteareth-20, Parfum, Propanediol, Gluconolacyne, Lactic Acid, Citric Acid, Sorbic Acid, Calcium Glucobate, Benzoic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate.

Skład tej maski jest znacznie przyjaźniejszy i ładniejszy niż w przypadku poprzedniczki. Natomiast moje włosy już niejednokrotnie pokazały, że kochają silikony. Naturalna pielęgnacja sprawdza się u mnie rewelacyjnie jeśli chodzi o szampony i wcierki.. ale odżywki i maski to już trudniejszy temat.


Nie spodziewałam się rewelacji po tej masce ale myliłam się. Żałuję, że nie miałam więcej czasu aby pozostawić ją na włosach pod czepkiem, bo z pewnością efekt byłby jeszcze lepszy. Maska wyraźnie wygładziła, włosy nabrały dodatkowego blasku, były sprężyste i odpowiednio dociążone. Nie był to tak genialny efekt jak w przypadku wersji z czepkiem ale czepek miałam na włosach ponad pół godziny, a wersję z malinami niecałe 5 minut.

Z przyjemnością wrócę jeszcze do obu wersji masek, bo mogą okazać się idealnym ratunkiem na wysuszone słońcem i wiatrem kosmyki.

Serdecznie polecam sprawdzić obie maski. Wersja z malinami z serii Botanic występuje w saszetce (cena około 2,50zł) oraz w pełnowymiarowym opakowaniu (za około 20zł). Maska z czepkiem występuje w dwóch wersjach: odbudowa keratynowa oraz intensywna regeneracja (każda po około 13zł/szt).
Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger