lipca 21, 2021

PIYKNA FRELA Z MANUFAKTURY PRZAJA CI, CZYLI ROZŚWIETLAJĄCY KOKTAJL DLA SKÓRY O CUDOWNYM ZAPACHU BANANÓW I CYTRYNY

PIYKNA FRELA Z MANUFAKTURY PRZAJA CI, CZYLI ROZŚWIETLAJĄCY KOKTAJL DLA SKÓRY O CUDOWNYM ZAPACHU BANANÓW I CYTRYNY

Rozświetlające produkty do ciała kuszą mnie co roku już na początku okresu wiosennego. W końcu muśnięte słońcem skóra plus subtelnie rozświetlenie to przepis na pięknie wyglądającą skórę. Jednak w rzeczywistości wygląda to tak, że moja opalenizna nigdy równomierna nie jest, bo leżenie plackiem na plaży nie jest dla mnie. W efekcie moja opalenizna jest przypadkowa i wynika z dłubania w ogrodzie lub z jakieś aktywności fizycznej w słońcu lub w ostateczności po prostu jest "z butelki".
Za to jeśli chodzi o produkty rozświetlenie.. albo efekt zazwyczaj jest tak subtelny, że można uznać go za zerowy albo jest tak brokatowy, że ludzi na ulicach oślepia. Z dwóch wersji wolę.. pierwszą 😅
Czy znalazłam w końcu coś sensownego? Tak!

Olejek rozświetlający manufaktury Przaja Ci to prezent od Ani z bloga Aneczka blog. Paczkę otrzymałam jeszcze w grudniu z masą wspaniałości z manufaktury Przaja Ci ale to właśnie olejek ze wszystkich produktów wywołam natychmiastowy efekt wow.. z trzech powodów:
  •  w pełni naturalny (jak wszystkie produkty)
  •  efekt rozświetlający (akurat chodził mi po głowie, bo już w grudniu myślałam o produkcie na okres letni)
  • o zapachu BANANÓW i CYTRYNY! (cóż to za mieszanka smaków?!)

 A jak przedstawia swój produkt producent?


Od producenta:

Piykno frela to cudowny olejek o obłędnym zapachu bananów i cytryn. Złota mika zawarta w olejku pięknie się mieni na ciele i rozświetla skórę. Oleje ze słodkich migdałów i olej z pestek winogron oraz wit. E pielęgnują ciałko, można stosować także na włosy.

Produkt VEGAN, wytwarzany ręcznie.

 

Zacznijmy jednak od wad, bo niestety jedną znalazłam i jest to.. etykieta. Wystarczyło, że przy użytkowaniu kapnęła na nią kropelka olejku rozświetlającego i pozostała tłusta plama. Z każdym kolejnym użytkowaniem dochodziły kolejne kropelki, aż w końcu etykieta stała się zupełnie ciemna i nieczytelna.

Kocham śliczne małe buteleczki, które wyglądają estetycznie na mojej półce.. ale Piykna frela przy reszcie wymuskanych księżniczek wygląda jak niechlujna Fiona 😂 Cóż.. nie oceniajmy po wyglądzie, bo jednak nie jedna z tych ślicznotek na półce mnie zawiodła, a Pykna frela.. nigdy!

Opakowanie w formie szklanej buteleczki z pipetą sprawdza się całkiem nieźle.. chociaż pompka byłaby bardziej wdzięczna w użytkowaniu. Jednak mając na uwadze podniesienie kosztów z uwagi na zmiany jakie byłoby trzeba wprowadzić to zdecydowanie jestem za opcją pozostawienia wszystkiego bez zmian! W końcu liczy się wnętrze.

Zapach olejku jest nietypowy, zaskakujący, radosny, świeży i jednocześnie słodki. Połączenie bananów z cytryną podbiło moje zmysły! To jak przypadkowe odkrycie ulubionego smaku lodów. Jak powiew delikatnego, chłodnego powietrza przy 35 stopniowym upale. Jak sączenie chłodnego napoju pod koronami drzew w ciepły dzień (ale bez komarów i innego kąsającego robactwa).


A co z efektem rozświetlającym? Jest, i to.. konkretny! Jednak efekt zależy od tego jaką warstwę i ile warstw zaaplikuję. Zazwyczaj aplikuję olejek na mokrą skórę. Wówczas jestem w stanie rozprowadzić subtelną warstwę, taką która zapewni mi delikatne rozświetlenie skóry ale również pielęgnację bez wyczuwalnej warstwy. Jednak kiedy chcę nieco bardziej zabłysnąć nakładam dwie warstwy.. i świecę się jak choinka. Mimo wszystko to wciąż jest dla mnie efekt w pełni akceptowalny, elegancki i śliczny. Oczywiście skóra jest nieco bardziej obciążona olejami ale podwójną dawkę funduję sobie w miejsca, które mnie nie będą irytować, czyli takie jak piszczele, ramiona, dekolt ale głównie w obrębie kości obojczyków. 
 
Po aplikacji Piyknej frelii na skórę, resztki które pozostały na dłoniach wcieram w kosmyki włosów. Nie obciąża to moich włosów, za to nadaje blasku i sprawia, że nieco bardziej otula mnie radosny aromat.
 

Skład Piyknej jest naturalny i prosty. Z uwagi na zawarte oleje i drobinki efekt jest taki, że całość "złota" osadza się na dnie. Przed użyciem musimy wstrząsnąć buteleczką.

Skład (INCI): Vitis Vinifera Oil (olej z pestek winogron), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej ze słodkich migdałów), Tocopheryl Acetate (witamina E), Mica CI 77019, CI 77499 (złota mika), Silicon Dioxide, Tin Oxide, Parfum, Limonene, Citral, Hexyl Cinnamal, Geraniol, Citronellol, Eugenol.

Uwielbiam go! W zasadzie za całokształt, za niezwykłą wydajność i jeszcze świetny stosunek ceny do jakości i pojemności (37zł za 50ml, a dla osób chcących przetestować mniejszą pojemność jest wersja 10ml w cenie 15zł). Prosty skład, świetnej jakości drobinki, które na skórze potrafią zrobić subtelną taflę z nutą drobinek cudnie odbijających światło. Całość wykończona zapachem, który urzeka. Nie potrzebne już nic więcej.. będę nałogowo wracać!
 

kwietnia 01, 2021

SZURU-BURU.. ZAMIAST ŻELU POD PRYSZNIC! CZYLI MYJĄCY MUS Z FUNKCJĄ PEELINGU O PIĘKNYM ZAPACHU PIWONII OD FIRMY LaQ

SZURU-BURU.. ZAMIAST ŻELU POD PRYSZNIC! CZYLI MYJĄCY MUS Z FUNKCJĄ PEELINGU O PIĘKNYM ZAPACHU PIWONII OD FIRMY LaQ

Sentyment do żelu LaQ w wersji zapachowej piwonii mam ogromny. W krótkim czasie do niego wróciłam i z pewnością zrobię to jeszcze nie raz. Zalet ma sporo: stosunkowo tani, wydajny, opakowanie z pompką, nie wysusza skory i przede wszystkim.. zapach! Kocham piwonie! Zarówno w wersji kwiatów jak i zapachu.Dlatego naturalną koleją rzeczy było to, że sięgnę po peeling z tej samej linii. 


 Od producenta:

Nawet diament wymaga oszlifowania. Właśnie dlatego stworzyliśmy dla Ciebie super słodki peeling w lekkim, świetnie pieniącym się musie. Cukier usunie martwy naskórek i sprawi, że Twoja skóra stanie się doskonale wygładzona. Delikatne substancje myjące skutecznie ją oczyszczą. Masło shea, gliceryna roślinna, nawilżające ekstrakty z lnu, płatków owsianych i mleka ryżowego nie pozwolą na jej przesuszenie. Dla wzmocnienia ujędrniającego i antycellulitowego działania dodaliśmy ekstrakty z zielonej kawy, cynamonu, imbiru i papryki. Efektem jest oczyszczona, gładka, pięknie pachnąca skóra, przygotowana do dalszego rozpieszczania.

Sposób użycia:

Szuru-buru, szuru-buru! Zamiast żelu pod prysznic. 

Przyznaję, że nie byłam w pełni świadoma konsystencji produktu. Peeling kupiłam z myślą o.. złuszczaniu, a tu zazwyczaj preferuję konkretne efekty. Nie czytałam opisu, a z niego jasno wynika, że jest to peeling myjący w formie musu i rzeczywiście tak jest.

Moje zaskoczenie było spore kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po produkt pod prysznicem, a okazała się nieco innym typem peelingu. Trudno tu mówić o konkretnym złuszczeniu. To zdecydowanie produkt z typu myjących z funkcją peelingu jako drugorzędny.. czy nawet trzeciorzędny aspekt. 

Czy to źle? Absolutnie! Uwielbiam nietypowe, ciekawe konsystencje, a ta zdecydowanie do takich należy. Mus jest mięciutki i puszysty. Bez problemów wydobywam produkt z opakowania mokrymi dłońmi i rozprowadzam po skórze. Nie ucieka, nie spływa tylko świetnie trzyma się skory i po niej sunie tworząc przyjemną pianę. Na początku do głosu dochodzą drobinki cukru przez co zalicza się lekki peeling do czasu ich rozpuszczenia.

 

Radość z użytkowania jest ogromna. Ostatecznie produkt zaczęłam traktować jako zamiennik żelu, bo świetnie sprawdzał się w tej roli z pominięciem kilku miejsc 😘 Po rozpuszczeniu drobinek cukru pozostała powłoczka świetnie nadawała się jako poślizg dla maszynki ale przede wszystkim świetnie zastępuje żel. Mus świetnie oczyszcza skórę, odświeża ją, a po kąpieli nie odczuwam dyskomfortu w postaci suchej czy ściągniętej skóry.  


 
 
Skład (INCI): Sucrose, Vegetable Glycerin, Aqua, Sorbitol, Sodium Cocoyl/Lauroyl Isethionate, Disodium Lauryl Sulfosuccinate, Sodium Chloride, Butyrospermum Parkii Butter, Green Coffee Bean Extract, Oryza Sativalac Extract, Avena Sativa Kernel Extract, Linum Sativum Seed Extract, Levvulinic Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Perfum, Limonen, Hydroxycitronellal, Benzyl Salicylate, Alpha-Isomethyl Ionone, Butylphenyl Methylpropional, CI 17200.

Pomimo niewielkiego kontaktu z wodą (mokre dłonie) mus nie uległ zniszczeniu czy zepsuciu. Starałam się unikać zamoczenia bezpośredniego ale nie jest to w pełni wykonalne pod prysznicem. Mimo wszystko, mus przetrwał do końca w świetnym stanie używalności. To oznacza, że w ewentualną podróż mogę zabrać ze sobą mus zamiast żelu. Minimalizuję wówczas ryzyko rozlania żelu w podróży.. ale bez płynu do higieny raczej się nie obejdzie. Cóż.. nie wszystko da się zastąpić.

Co z zapachem? Najlepsze zostawiłam sobie na koniec. Uwielbiam ten zapach! Jest przepiękny! Słodki, kwiatowy, wyrazisty, otulający. Pachnie tak jak tylko piwonie mogą pachnieć. Za nic bym tu niczego nie zmieniała.

Zarówno żel jaki i mus z funkcją peelingu są moimi faworytami w asortymencie LaQ i trudno będzie to pobić.

marca 26, 2021

MASECZKA ROZŚWIETLAJĄCA Z MUROWANYM EFEKTEM WOW! CZYLI GENIALNE MASKA PUMPKIN HONEY GLYCOLIC MASK OD ANDALOU NATURALS

MASECZKA ROZŚWIETLAJĄCA Z MUROWANYM EFEKTEM WOW! CZYLI GENIALNE MASKA PUMPKIN HONEY GLYCOLIC MASK OD ANDALOU NATURALS

 

Moja przygoda z Pumpkin Honey Glycolic Mask od Andalou rozpoczęła się od.. konkretnego podrażnienia 😅 Nie doceniałam jej za pierwszym razem. Maskę przetestowałam w formie 8g czyli całkiem porządnej, próbki. Już na początku wiele rzeczy mi się spodobało ale zalecane przez producenta "zostaw na 10-20 minut" zupełnie nie posłużyło mojej skórze. Mimo wszystko po tej akcji maseczkę wpisałam na listę chciejstw! Dlaczego?

Nie.. nie lubię terroryzować mojej skóry 😅 Pomimo przykrego efektu końcowego zauważyłam wiele pozytywów. Skóra  była pięknie złuszczona i rozjaśniona już po pierwszym użyciu. Stwierdziłam, że chce jej dać drugą szansę, na moich zasadach i w większym opakowaniu. 

Aktualnie produkty Andalou można dostać w sklepie Iwos. Niestety z powodu restrykcji oraz pandemii nieco trudniej o asortyment ale co jakiś czas się pojawia, a wówczas.. kto pierwszy ten lepszy.

Opis produktu ze strony sklepu Iwos:

Rozświetlająca maska z kwasem glikolowym, dynią i miodem manuka bogata w beta karoten. Łagodnie, ale skutecznie usuwa martwe komórki skory, złuszcza poprawiając koloryt i wygładzając skórę. Cera staje się rozświetlona i ożywiona. 

Maseczka zawiera dynię bogatą w beta karoten oraz naturalne substancje złuszczające skórę. Kwasy AHA w postaci kwasu glikolowego rozpuszczają martwe komórki naskórka, wygładzają i rozjaśniają skórę, dzięki czemu zyskuje ona na promienności i kolorycie.

Miód manuka ma silne działanie przeciwbakteryjne, hamuje rozwój stanów zapalnych, regeneruje skórę. Działa rozświetlająco i wygładzająco, pomaga zachować wilgoć wewnątrz skóry, chroni przed przesuszeniem.

Ananas zawiera naturalne enzymy o właściwościach eksfoliujących, nautralizuje tłusty film na skórze.

Maseczka zawiera również roślinne komórki macierzyste, które stymulują skórę do regeneracji i odbudowy. Witamina C poprawia koloryt i rozświetla jednocześnie wzmacniając naczynka i funkcje obronne skóry.

Sposób użycia:

Nanieś na czystą wilgotną lub suchą skórę, zostaw na 10-20 minut, spłucz chłodną wodą.

Opakowanie to plastikowy słoik w pomarańczowym kolorze utrzymanym w linii produktów Brightening. Opakowanie z możliwością podglądania ile substancji zostało.. ku naszej rozpaczy. Całość prezentuje się przyjemnie dla oka, a z drugiej strony ta "pomarańcza" przypomina o złuszczaniu skóry niemal przy każdym otwarciu szafki.

Zapach poniekąd mnie zaskoczył. Wiem, że to "Pumpkin Honey" ale czy każdy produkt z mango na opakowaniu lub w nazwie pachnie mango? Szczególnie jeśli mówimy o produktach do twarzy? Tu dynię czuć ewidentnie. Jest świeża, lekka, nieco pikantna i słodka jednocześnie. 

Konsystencja lekkiego musu owocowego to chyba najlepsze określenie. Dosłownie przypomina zblendowane owoce, gdzie bez trudu doszukamy się kawałków. Maska świetnie chwyta się skóry i po niej sunie. Bez trudu mogę osiągnąć cienką warstewkę ale równie dobrze grubszą.

Nałożona na skórę dość szybko daje o sobie znać, dlatego w przypadku połączenia maski Glicolik Mask z moją skórą, która ewidentnie jest podatna na działanie składników zawartych w maseczce, pośpiech w aplikacji jest wskazany. 

Podczas rozprowadzania maseczki staram się unikać wrażliwych miejsc jak okolice oczu i ust gdzie skóra jest delikatniejsza. Taki kontakt mógłby się zakończyć bardzo szybkim zmywaniem maski i chłodzeniem skóry litrami hydrolatów. Już w pierwszej minucie po aplikacji zaczynam odczuwać delikatne mrowienie, dlatego nie zdarzyło mi się trzymać maseczki dłużej niż pięć minut. 

Maseczka ma ogromny plus w postaci konsystencji która nie spływa, nie migruje i nie zasycha. Dzięki czemu nie muszę jej pilność, a w razie kiedy wyraźnie odczuwam finał jej działania, szybko zmyć. 

Co ważne, nie każdy reaguje na maseczkę w ten sam sposób. Czytałam, że ów "mrowienie" warto przeczekać i nie koniecznie kończy się podrażnieniem czy zaczerwienieniem skóry. Dlatego podatności mojej skóry proszę nie przekładać na efekty u siebie.

Skład (INCI): Cucurbita Pepo (Pumpkin) Puree, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Purified Water (Aqua), Vegetable Glycerin, Manuka Honey, Hydroxypropyl Starch Phosphate, Tocopherol, Fruit Stem Cells (Malus Domestica, Solar Vitis), and BioActive Berry Complex, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Calophyllum Inophyllum (Tamanu) Seed Oil, Limnanthes Alba (Meadowdoam) Seed Oil, Glycolic Acid, Magnesium Ascorbyl Phosphate (Vitamin C), Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Ananas Sativus (Pineaplle) Fruit Extract, Saccharum Officinarum (Sugar Cane) Extract, Citrus Medica Limonum (Lemon) Fruit Extract, Xanthan Gum, Sodium Hyaluronate, Lecithin, Caprylyl Glycol, Aspalathus Linearis (Rooibos) Extract, Phenethyl Alcohol, Ethylhexylglycerin, Eugenia Coryophyllus (Clove) Flower Extract, Myristic Fragrans (Nutmeg) Kernel Powder, Cinnamomum Cassia (Cinnamon) Bark Powder.

 

Po zmyciu maseczki skóra za każdym razem jest wyraźnie wygładzona, odświeżona i oczyszczona. Pory wyraźnie są zmniejszone ale nie towarzyszy temu ściągnięcie. Z uwagi na reakcję mojej skóry zawsze po maseczce nakładam bogatą pielęgnację mającą na celu nawilżyć skórę ale bez jej obciążenia. W ruch najczęściej idą hydrolaty w sporej ilości oraz obowiązkowo maseczka o działaniu nawilżającym lub odżywczym, a na koniec lekkie serum i krem. 

Maseczka od Andalou przyzwyczaiła mnie do tego, że gdy po nią sięgam to wiąże się to z pełnowymiarowym spa. Trudno na coś takiego narzekać. 

Uwielbiam ją i żałuję, że jest tak spory problem z dostępem. Mam nadzieję, że szybko się to zmieni z naciskiem na politykę USA, która za czasów Trumpa wprowadziła utrudnienia w transporcie m.in. kosmetyków do krajów UE. Oby nowy prezydent miał więcej serca dla kobiet w europie, bo maseczkę Pumpkin Honey Glycolic Mask widziałabym u siebie cały czas.

marca 23, 2021

BEMA COSMETICI - MATUJĄCA MASECZKA DO TWARZY DLA KAŻDEJ CERY, O DZIAŁANIU OCZYSZCZAJĄCYM, LEKKO NAWILŻAJĄCYM I KOJĄCYM

BEMA COSMETICI - MATUJĄCA MASECZKA DO TWARZY DLA KAŻDEJ CERY, O DZIAŁANIU OCZYSZCZAJĄCYM, LEKKO NAWILŻAJĄCYM I KOJĄCYM

 

Nie jestem szczególną fanką produktów matujących. Ani w pielęgnacji ani w makijażu. Zazwyczaj takie produktu wysysają z mojej skóry nawilżenie, która w dodatku na takie zabiegi jest bardzo podatna. W efekcie muszę walczyć o doprowadzenie skóry do ładu, a to już nie jest takie łatwe i szybkie. 

Tym bardziej cieszy mnie zmiana trendów na przełomie lat. Jeszcze kiedyś każda z nas dążyła do matowej skóry.. a obecnie "glow" robi furorę. Tak.. tylko z tym "glow" równie łatwo przesadzić 😂 W końcu nie chodzi o to aby skora wyglądała na tłustą. 

Niemniej od produktów matujących raczej stronię.. chyba, że jest to produkt marki Bema.


Bema to marka, która kojarzy mi się z bezpieczeństwem i dobrą jakością. Większość produktów jakie mi towarzyszyły stały się albo hitami do których notorycznie wracam ale zwyczajnie dobrymi produktami. Ani razu żaden z produktów mnie nie zawiódł czy rozczarował na tyle abym miała problem z jego zużyciem czy co gorsza.. mogłabym nazwać bublem.

Bez ogródek polecam markę osobom, które szukają dobrej jakości kosmetyków z przyjemnymi składami. Wiem, że nie będę się wstydzić takiego polecenia. 

Stąd również moja zaufanie do matującej maseczki do twarzy od Bemy.

Od producenta:

Miękka, kremowa maseczka oczyszczająca i regulująca wydzielanie sebum, dzięki wyciągom z cennych składników amazońskich lasów, jak balsam kopaiwa i orzechy brazylijskie. Maseczka zwiększa chłonność skóry i odżywia ją we wszystkie składniki aktywne. Formuła wzbogacona została także w kaolin, kory natlenia i regeneruje skórę, jednocześnie usuwając z niej wszelkie zanieczyszczenia.

Sposób użycia:

Nałóż cienką warstwę maseczki na twarz i dekolt i pozostaw na 10-15 minut. Po upłynięciu wskazanego czasu nadmiar maseczki ściągnij wacikiem. Przemyj twarz letnią wodą.


Opakowanie to ciężki szklany słoik z matowego szkła z zielonymi napisami oraz plastikowa zakrętka ze srebrnym paskiem. Całość wygląda schludnie i "czysto". Nie każdy jest fanem słoikowych rozwiązań.. ja również nie pałam uwielbieniem ale nie wszystko da się zamknąć w opakowanie airless. 

Słoik zabezpieczony jest przed pierwszym otwarciem osłonką. Dzięki czemu mamy pewność, że produkt jest świeży i pierwsze będziemy miały z nim kontakt. Zdecydowanie wszystkie słoiki powinny być wyposażone w tego typu ochronę. 

Jedyny problem jaki mi się nasuwa przy większej ilości produktów marki Bema to stosunkowo podobne opakowania w danej linii. W okresie kiedy używałam maseczki (tak.. to bardzo zaległa recenzja) używałam również peelingu enzymatyczno-mechanicznego. Od frontu opakowania nie różnią się zupełnie niczym. Zdarzało się, że myśląc o danym produkcie sięgałam losowo i wówczas sprawdzałam czy jest to peeling czy maska. Z drugiej strony odpowiada mi minimalistyczny wygląd i pewna schematyczność opakowań, które finalnie na półce wyglądają schludnie. Przy dwóch podobnych opakowaniach nie jest to nic uciążliwego.. ale przy pięciu lub większej ilości zrobiłoby się nieciekawie.

Konsystencja maseczki do niemała zagadka. Wydaje się typowa, kremowa.. a jednak ma w sobie nietypowy poślizg i zwartość. Z łatwością jestem w stanie nałożyć ultra cienką powłoczkę. Pomimo zawartości glinki w składzie nie boje się tego, bo maseczka nie zasycha. 

Jest niezwykle komfortowa w noszeniu, nie ściąga skóry, nie szczypie, nie mrowi, nie sprawia żadnego dyskomfortu. Za to ślicznie pachnie.. budyniem. Zmywanie to również łatwizna, chociaż ja od lat używam do tego wspomagaczy w postaci gąbek, ściereczek itp.

Skład (INCI): Aqua, Dicaprylyl Carbonate, Cetearyl Glucoside, Cetearyl Alcohol, Glycine Soja (Soyben) Oil, Glycerin, Oryza Sativa (Rice) Germ Oil, Titanium Dioxide, Cocoglycerides, Potassium Cetyl Phosphate, Kaolin, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Copaifera Officinalis (Balsam Copaiba) Resin, Bertholletia Extract Seed Oil, Glyceryl Caprylate, Phosphaitidylcholine, Sodium Chloride, Tocopherol, Cirtic Acid, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum, Fragrance.

Maseczka nie robi efektu wow przy pierwszym użyciu, chociaż to zależy od naszych oczekiwań. Z pewnością zaskoczy brak wysuszenia skóry i jej wołania o nawilżenie. W końcu nie zapominajmy, że jest to produkt "matujący".  Po dłuższym użytkowaniu przestało mnie to szokować, a skopiłam się na innych aspektach maseczki takich jak obiecane matowienie.

Tak, maseczka matuje skórę ale nie w sensie, że po jej zmyciu mamy matową skórę. Zawiłe? Już tłumaczę. Maseczka zdecydowanie działa na oczyszczenie porów i ich regulacji. Czyli z czasem używania maseczki skóra jest oczyszczana, a praca gruczołów się normalizuje. 

Maseczkę nakładałam zarówno na suche partie skóry jak i te przetłuszczające się. Żadna z partii nie doznała szoku. Co więcej! Maseczka ma działanie nawilżające i łagodzące.

Zdecydowanie nie jest to produkt typowo oczyszczający, o którym pomyślę w pierwszej kolejności jeśli mam silną potrzebę oczyszczenia skóry. Zazwyczaj w takich sytuacjach myślę o peelingach enzymatycznych.. i w drugim etapie właśnie o maseczce matującej Bema. Mam wówczas pewność, że takie duo nie spowoduje wysuszenia mojej skóry, a co lepsze to właśnie maseczka byłaby w stanie moją skórę lekko ukoić jeśli przesadzę z trzymanie peelingu. 

Producent opisuje produkt jako przeznaczony do każdej cery i jak najbardziej mogę to potwierdzić, a do maseczki z wielką przyjemnością wrócę. 

W produkty Bema i Courel Caramel zaopatruję się w sklepie Ekozuzu. W razie pytań lub wątpliwości polecam kontakt z właścicielką Anią.

Odsyłam również do innych recenzji produktów Bema:

Bema Cosmetici - Peeling enzymatyczny i mechaniczny w jednym

Bema Cosmetici - Pielęgnacja, ochrona i komfort z żelem do higieny intymnej Bema Love Bio

Bema Cosmetici - Perełka z Ekozuzu, czyli rewelacyjna maska do zniszczonych włosów marki Bema. Mój hit w pielęgnacji włosów na 2019 rok .. uwaga.. wciąż mam tę maskę w użyciu i zapasach.. używam systematycznie.

Bema Cosmetici - Delikatne i skuteczne oczyszczanie twarzy bez przesuszenia i ściągnięcia skóry z delikatną emulsją (żelem) oczyszczająco-matującym marki Bema

Bema Cosmetici - Cudownie kojący zmysły i poprawiający jakość skory, tonizujący żel pod prysznic marki Bema

oraz do Ani z bloga Aneczka blog i jej opinii na temat Maseczki do twarzy Bema Love bio - Ekozuzu.pl


marca 21, 2021

SPIRULINA Z CHLORELLĄ, NATURALNY ŻEL POD PRYSZNIC OD beBIO OD EWY CHODAKOWSKIEJ

SPIRULINA Z CHLORELLĄ, NATURALNY ŻEL POD PRYSZNIC OD beBIO OD EWY CHODAKOWSKIEJ

W początkowej fazie kariery Ewy Chodakowskiej sama zaczęłam ćwiczyć słynny Skalpel.. efekty byłe niezłe, ćwiczenia proste, a sama Ewa sympatyczna i motywująca. Z czasem powstała marka beBio sygnowana imieniem Ewy wraz z jej wizerunkiem ale pomimo pewnej sympatii sprzed kilku lat jakoś nie miałam parcia na te produkty kosmetyczne. Wiedziałam, że są.. widziałam gdzie są dostępne.. kilka razy przeszłam obok.. i tyle. Do czasu aż moja Anula uznała, że powinnam to nadrobić wysyłając mi żel w formie prezentu.

Wówczas po raz pierwszy realnie miałam w dłoni produkt beBio by Ewa Chodakowska i był to żel pod prysznic w wersji Spirulina i chlorella - algi

Od producenta:

Naturalny żel pod prysznic z ekstraktem z algi chlorelli i spiruliny

Żel pod prysznic zawiera 99,4% składników pochodzenia naturalnego. To kompleks łagodnych substancji myjących pozyskiwanych między innymi z oleju kokosowego i nasion rzepaku. Żel delikatnie myje skórę, pielęgnuje ją i nawilża. Neutralne pH i bogactwo składników odżywczych sprawia, że żel jest łagodny i delikatny dla skóry. Wzbogacony jest minerałami z morskiej soli, która dodatkowo wspiera funkcjonowanie skóry dzięki obecności kompleksu mikroelementów i soli mineralnych sodu (Na), magnezu (mg) i wapnia (Ca). To przyjemność dla Twojej skóry i zmysłów.

Zawiera naturalne ekstrakty z alg - chlorelli oraz spiruliny i naturalny sok z liści aloesu.

Ekstrakt z alg niebieskich - spiruliny ma działanie łagodzące i kojące. Ekstrakt z alg zielonych - chlorelli dostarcza właściwości odżywczych dla skory. Sok z liści aloesu doskonale nawilża, łagodzi podrażnienia, pielęgnuje skórę i pomaga zachować jej naturalną równowagę. Żel zawiera wyłącznie substancje zapachowe pochodzenia naturalnego, nuta zapachu jest świeża i witalizująca.

To, co mnie zawiodło..

Opakowanie pod względem wizualnym jest kiepskie. Zazwyczaj biała baza opakowań jest w stanie wiele obronić ale nie to.. Umówmy się, że jest to jednak moje własne poczucie estetyki i to, że jestem przeciwna zabiegom udostępniania własnego wizerunku na opakowaniach.. własnej marki lub marki, która zaprosiła nas do stworzenia własnej linii. Takich przypadków w historii było już kilka.. i absolutnie żadna mnie nie przekonała. Z tego co się orientuję szata graficzna już zaczyna być zmieniana (bez wizerunku Ewy) co uważam, za bardzo dobre posunięcie.

Dwa.. kolor żelu 😂 Tym razem już na pół żartem. Po spirulinie i chlorelli spodziewałam się zielnego koloru produktu, a jest.. bezbarwny! Ale jakim cudem i dlaczego? Do tej pory nie mogę się z tym pogodzić. 

Opakowanie samo w sobie jest bardzo fajnie. W miarę zgrabna tuba o pojemności 200 ml z miękkiego plastiku. To wszystko składa się na wygodę użytkowania. W dodatku już kończę produkt, a wciąż "zawias" zatyczki działa poprawnie i nie widać aby miał się urwać.. a to się zdarza. Nie mam problemu z otwieraniem (nawet mokrą dłonią) czy dozowaniem produktu.

Sam żel ma fajną, gęstą konsystencję. Nie przelewa się przez place i z łatwością rozprowadza się po skórze. Wystarczy niewielka ilość aby wyszorować kolejne partie ciała. Zdolność do tworzenia piany jest niewielka ale nie ma to żadnego wpływu na zmniejszenie wydajności produktu. Do tego warstewka która się tworzy na skórze po rozprowadzeniu żelu jest idealna jako poślizg dla maszynki.

Skład (INCI): Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Glycerin, Coco-Glucoside, Sea Salt, Lauryl Glucoside, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Sodium Benzoate, Glyceryl Oleate, Parfum, Citric Acid, Spirulina Platensis Extract, Chlorella Vulgaris Extract, Potassium Sorbate, Coumarin.

Doszły mnie słuchy, że zapach jest jedną z największych wad produktu.. a mi się podoba. Jest wyrazisty zarówno w opakowaniu jak i podczas użytkowania. Ma w sobie pewną delikatność wymieszaną ze słodyczą i świeżością. Do tej pory nie poczułam, że jestem nim zmęczona. Wieczorem bardzo chętnie po niego sięgam, bo daje mi uczucie odświeżenia ale w ciekawym ciepłym wariancie. Bardzo chętnie poddaję się aromatowi i daję się zrelaksować. 

Skóra mojego ciała na ogół nie jest wymagająca, jednak z uwagi na porę roku i wyjątkowo spore przymrozki musiałam walczyć z przesuszającą się skórą. Żel okazał się bardzo delikatny dla skóry. Myje, ale bez wysuszenia czy szczypania ewentualnych podrażnień. Nie jest to jednak opcja obym mogła pominąć aplikację balsamu do ciała czy masła.. to nie ta pora roku. Niemniej nie widzę zwiększania problemu przesuszenia. 

W efekcie końcowym czuje się mile zaskoczona. Nie spodziewałam się fajerwerków ale produkt sam w sobie wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Wiem, że dostępne są większe opakowania żeli ale z uwagi na wydajność zdecydowanie wolałabym się ograniczyć do wersji 200 ml. Podejrzewam, że większe opakowanie na dłuższy okres stałoby się dla mnie meczące. Za to wersja 200ml to świetna opcja na wyjazd z uwagi na wydajność, niewielką powierzchnie i wygodę użytkowania.. tylko gdzie tu jechać? Cóż.. ja czekam na lepsze czasy.

Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger