lutego 22, 2018

MOJE PIERWSZE DIY: SÓL DO KĄPIELI, PEELING KAWOWY ORAZ ŚWIECE ZAPACHOWE. JAK KROK PO KROKU WYKONAĆ ŚWIECĘ ZAPACHOWĄ?

MOJE PIERWSZE DIY: SÓL DO KĄPIELI, PEELING KAWOWY ORAZ ŚWIECE ZAPACHOWE. JAK KROK PO KROKU WYKONAĆ ŚWIECĘ ZAPACHOWĄ?

Tego postu miało nie być.. wyszedł wyłącznie na prośbę i pytania co, jak, dlaczego, gdzie i.. zrób mi! Czy raczej: "Ty, kosmetyczny fronesis jeden! Też chcę świeczkę!!!" 😂 O świeczkach na sam koniec.. nawet nie waż się przewijać! Swoją przygodę jednego dnia zaczęłam od: soli do kąpieli, peelingu kawowego do ciała oraz świeczek i to było zdecydowanie za dużo na raz. W kuchni burdel jakich mało, bo przecież robiłam kilka rzeczy jednocześnie. Nie był to specjalnie dobry pomysł ale na szczęście nie zraziłam się.. wciąż działam ale pojedynczo. 

DIY - SÓL DO KĄPIELI



Sole do kąpieli to jeden z najprostszych produktów jakie można wykonać w zaciszu domu.Wcale nie muszą być przekombinowane, a często efektowności nadać im mogą proste składniki. Bazą mojej soli była sól Epsom. Wybrałam ją z uwagi na właściwości. Pozytywnie wpływa na skórę podrażnioną oraz ma dobroczynne właściwości przy bólach mięśni i stawów. Epsom to związek siarki i magnezu więc im dłużej moczymy cztery litery tym lepiej dla naszego organizmu.



Dla zróżnicowania dodałam również sól himalajską, która bogata jest minerały. Aby podczas moczenia się nie nudzić można obserwować przeróżne płatki suszonych kwiatów. Układać z nich wzorki.. lub wyławiać z wody jeden po drugim 😂 Dla mniej rozgarniętych całkiem spore płatki róż podesłane przez Aneczkę z bloga Aneczka Blog z własnej uprawy. Dla bardziej zatwardziałych wyławiaczy: płatki nagietka i bławatka. Za to płatki krokosza oraz kwiat granatu.. nie do wyłowienia 😈😂 Wszystko po to aby poczuć się jak królowa, skąpana w płatkach kwiatów. 

DIY - KAWOWY PEELING DO CIAŁA


Kawowy peeling do ciała to już bardziej złożona koncepcja, która od początku nie była do końca sprecyzowana. Bazą miała być kawa ale chciałam aby było to coś więcej. Kawę Robusta spotykam w większości gotowych peelingów kawowych i jest bardzo łatwo dostępna w sklepach. Jako bazę wspomagającą złuszczanie naskórka stanowi cukier trzcinowy (również dostępny w sklepach stacjonarnych) oraz nasiona malin, które otrzymałam od Aneczki z bloga Aneczka Blog. Można je dostać w sklepie Zrób Sobie Krem. Bazę łącząca stanowił olej ze słodkich migdałów, olek kokosowy oraz olej arganowy. Nie jestem do końca fanką oleju kokosowego dlatego dodałam dwa inne oleje. Ponadto olej migdałowy oraz arganowy mają mnóstwo fantastycznych właściwości. Ekstrakt z kawy to mój osobisty wymysł. Wpływa na tkankę tłuszczową oraz krążenie, działa również wyszczuplająco.. po prostu idealny surowiec do peelingów! Aby dodatkowo wzbogacić całość dodałam witaminę E oraz rozpuściłam w kąpieli wodnej masło kakaowe.. z tym ostatnim nie miałam co zrobić 😂



Jak sprawdził się peeling kawowy? Osobiście jeszcze się nie przekonałam, bo wciąż na mnie czeka.

DIY - ŚWIECE ZAPACHOWE Z WOSKU SOJOWEGO



Do wyrobów świec zainspirowała mnie Anna z bloga Co kręci Anulę. Byłam absolutnie pod wielkim wrażenie świecy jaką mi podarowała. Paliłam ją w okresie świąt i sprawiała mi tysiąc razy więcej radości niż wszystkie Yankee, Kringle i inne gotowce. Po prostu skradła serce. Śladem Anny spróbowałam własnych sił, choć miałam sporo wątpliwości ale udało się. Udało się na tyle, że już sama nie wiem czy więcej przyjemności sprawia mi wyrób świec i dzielenie się nim czy samo palenie. Jak zrobić najprostszą wersję? I czego potrzebujemy?


Wosk sojowy C3
Dlaczego ten, a nie inny? Nie wiem 😂 Szłam śladami Anuli. Wiem jednak, że jest to wosk przyjazny środowisku i biodegradalny. Nie sprawia problemów przy wyrobie świec i bardzo dobrze oddaje zapachy kompozycji oraz ma dość niską temperaturę topnienia 51-54 stopnie. Za 1 kg wosku płacę 24 zł (plus koszty wysyłki). Z jednego kilograma wychodzi mi około 6 świeczek.. ale są to dość spore świeczki.


Knoty drewniane oraz stopki do knotów
Wybór knotów jest dowolny ale od pierwszej świeczki postawiłam na drewniane. Głównie dlatego, że są oryginalne i ciekawie wyglądają. Podczas wyrobu świec okazało się, że są banalnie łatwe w użyciu: stoją same i nie potrzebują wsparcia, a przy ich paleniu wydobywa się odgłos palonego drewna co jest niezwykle przyjemne! 
Zanim jednak kupiłam pojemniki na świece zamówiłam knoty. Wybrałam szerokość 12mm na wysokość 152 mm. Ten rozmiar knota zalecany jest do świec o średnicy 5-7 cm. Natomiast knoty o średnicy 22 mm przeznaczone są do świec większych: 7,5 cm średnicy.


Odpowiednie pojemniczki na świece
W zasadzie nie ma większego znaczenia w czym będą nasze świece. Mogą to być szklanki których chcemy się już pozbyć, słoiki.. ale możemy również kupić coś extra. Pojemniczki, które widzisz na zdjęciu pochodzą ze sklepu Pepko. Mają średnicę 7cm i są w różnych wariantach. To absolutnie idealne pojemniczki na świece! Ich koszt to niecałe 5 zł za sztukę.


Zapach
To chyba największy dylemat z jakim się spotkałam.. wybór zapachu. Możesz kupić czyste zapachy np: cytrynę, pomarańczę, różę, miętę.. i dowolnie mieszać. Dla mnie bardzo dobrą opcją okazały się również gotowe mieszanki zapachów. Najbardziej popularna u mnie mieszanka to połączenie zapachu Kawy z Caffe Latte. Sama kawa jest dość surowa ale stanowi zazwyczaj bazę moich świec, aby jednak dodać jej trochę więcej słodyczy dodaję gotową mieszankę Caffe Latte. Spodobał mi się również gotowy zapach żurawiny z mandarynką oraz mieszanka soczystej pomarańczy ze Spicy Orange. Za to niewypałem okazał się zapach Cytrus z bazylią.. troszkę trąci cytrusowym Domestosem.


Wosk rozpuszczam w kąpieli wodnej. W tym celu przesypuję płatki wosku do słoika i wstawiam do garna z wodą. Ważne aby pilnować wody. Nie powinna się gotować, bo wosk może się odbarwić. Wystarczy, że co jakiś czas przemieszasz wosk (ja robię to przy użyciu patyka do szaszłyków) i gdy woda zaczyna osiągać wyższą temperaturę wyłączam palnik. Zanim wosk się rozpuści przygotowuję naczynie i knot.




Knoty które kupuję są na świecie od 5 do 7 cm średnicy. Naczynie ma 7cm ale obawiałam się, że pojedynczy knot nie poradzi sobie z ładnym wypalaniem wosku. Ponieważ sam knot i tak jest o połowę za długi przecinam go mniej więcej w połowie i osadzam w stopce. Nierówny brzeg docinam na równo.


Rozpuszczony wosk przelewam do pojemniczka... nie wstawiam knota. Drewniane knoty mają tę zaletę, że mogę je wstawić później. Po zalaniu naczynka woskiem, dodaję wybraną mieszankę zapachową. W tym przypadku jest to połączenie zapachu Kawy z Caffe Late. Początkowo dawałam około 50 kropel kawy oraz 20 caffe late.. obecnie jest to 100 kropel zapachu kawy i 20 cafe late. Jest to wyłącznie kwestią jak intensywny zapach podczas palenia chcesz uzyskać oraz samą intensywnością danego zapachu.


Po dodaniu zapachu mieszam.. mieszam.. mieszam. To dość istotne aby zapach dobrze rozprowadził się po całym wosku i nie osiadł na dnie.


Następnie wkładam ostrożnie knot ze stopką. Tu przyda się precyzja aby knot był na środku i przede wszystkim aby się nie przewrócił. Poza pilnowanie aby wosk nie został przegrzany to drugi punkt w którym należy zachować ostrożność.


Po wszystkim świece należy pozostawić na minimum 12 godzin w spokoju. Możesz patrzeć, podziwiać, wąchać.. palić nie można! Wosk w tym czasie musi się w pełni skrystalizować.


Świece z drewnianym knotem mają jedną niewielką wadę. Należy pozostawić około 3mm knota od płaszczyzny wosku. To dość trudne do trafienia. Dlatego za pierwszym razem dolewałam etapami kolejne warstwy wosku. Podczas wykonywania świecy, którą widzisz na zdjęciu również knot wystaje nieco więcej niż zalecane 3mm. problem będzie polegać na pierwszym rozpaleniu takiej świecy. Trzeba poświęcić jej chwilę aby knot załapał płomień.. ale to kwestia wyłącznie pierwszego rozpalenia.


Jednak to jak świeca później się pali i mruczy wydając dźwięki.. jest to warte zachodu.


Co gdzie kupuje:
Wosk C3 - Kraina świec
Knoty drewniane 12 mm do świec o średnicy 5-7 cm: Kraina świec
Knoty drewniane 22 mm do świec o średnicy 7,5 cm: Kraina świec
Stopka do knotów drewnianych: Kraina świec
Zapachy do świec: Kraina świecMagia Zapachów
Pojemniki na świece: Pepko

Potwierdzam, że talent do tego nie jest potrzebny. Wystarczą wyłącznie chęci. Kto się skusi na własne DIY?


lutego 20, 2018

AVALON ORGANICS - WRINKLE THERAPY WITH CoQ10 & ROSEHIP.. PERFEKCYJNY TONIK NIE DLA MIĘCZAKÓW

AVALON ORGANICS - WRINKLE THERAPY WITH CoQ10 & ROSEHIP.. PERFEKCYJNY TONIK NIE DLA MIĘCZAKÓW

Tonik.. substancja płynna stosowana po oczyszczeniu skóry w celu przywrócenia odpowiedniego pH.. czy raczej tonizacji. Może posiadać dodatkowe właściwości: ściągające, nawilżające, kojące czy oczyszczające. 
Czy można jednoznacznie zauważyć przywrócenie neutralnego pH na własnej skórze? Myjąc skórę silnymi detergentami i stosując tonik, którego zadaniem jest ściągnięcie skóry.. będzie to raczej trudne. Myjąc bardzo łagodnymi detergentami czy olejkami i stosując tonik też może być to trudne to zauważenia. Dlatego toniki często są pomijane w codziennej pielęgnacji. Skoro trudno zaobserwować ich działanie "gołym okiem" to po co marnować pieniądze? Tylko co z tym pH? Samo się wyrówna? Może lepiej nie ryzykować? 
To ostatnie podejście to ja! Działania toników na własnej skórze jakoś nie jestem w stanie jednoznacznie określić. Prędzej widzę działanie hydrolatów, bo po nie potrafię sięgać częściej i stosować w połączeniu z innymi produktami. Za to toniki.. używam bo należy. Czasem coś co niby jest szczegółem potrafi być bardzo istotnym spoiwem całości. A może by tak poszukać toniku, który da kopa mojej skórze? Taki, że będę w stanie od razu powiedzieć: On działa!


Od producenta:
Tonik do twarzy Avalon z koenzymem Q10 należy do serii intensywnie odmładzającej. Jego działanie polega na stymulacji komórkowej, dzieki której zmarszczki zostają wygładzone, koloryt wyrównany, a skóra gładka i napięta. Sposób użycia: po oczyszczeniu skóry, zwilżyć wacik tonikiem i dokladnie przetrzeć tarz i szyję. Dla uzyskania najlepszych rezultatów należy stosować całą serię Avalon Organics Repair Co10.

Ileż ja napsioczyłam na ten tonik. Jakież ja miałam trudne z nim początki. Już nawet planowałam go zamordować.. jakiś wypadek spowodować, a ostatecznie okazało się, że to nie jego wina. O co chodzi? O to, że za cholerę nie chciał się wchłaniać w wacik. Musiałam cierpliwie czekać aż złapie kontakt z wacikiem i łaskawie wsiąknie. Doprowadzało mnie to do szewskiej pasji.. a okazało się ostatecznie, że winne były waciki. To aż zaskakujące jak bardzo beznadziejne mogą być płatki kosmetyczne! Niestety za całe zło obarczyłam tonik i odstawiłam go i to na długo. W końcu po zmianie płatków kosmetycznych wróciłam do niego.. bo przecież zużyć trzeba! Tylko tym razem ze wszelkich zarzutów został oczyszczony. Tylko czy to coś dało?


Tak! Przede wszystkim byłam w stanie w ogóle go używać więc połowa sukcesu za nami. Towarzyszy mi już dość długo, bo kilka miesięcy, a wszystko za sprawą sporej objętości opakowania czyli 237 ml. Ponadto toniku nie używałam codziennie, bo nie byłam w stanie. Nie jest to produkt, który wyrówna pH i tyle. Nie jest to też produkt, który ma nawilżać skórę. Ogólnie jego działanie nazwane jest jako "intensywnie odmładzające" i pojęcia "intensywnie" nie należy tutaj lekceważyć.

W momencie gdy po przewie do toniku postanowiłam wrócić.. wymyśliłam sobie maseczkę tonikową z jego udziałem. Uwielbiam maseczki tonikowe, a jakiś czas temu zaopatrzyłam się w całkiem ładny zestaw skompresowanych maseczek bawełnianych. Po kilkunastu sekundach od nałożenia maseczki zaczęłam odczuwać delikatne mrowienie, po minucie pobiegłam sprawdzić czy nie dzieje się nic złego. Oj.. działo się! Skóra była czerwona! Zdjęłam maseczkę, przemyłam twarz, nałożyłam maseczkę do cery alergicznej z Lavery. Piekło okrutnie! Za 1,5 godziny musiałam wyjść do ludzi! Palić się ze wstydu już nie musiałam, bo już wyglądałam jak burak! Na szczęście maseczka po 15 minutach oraz litry wody termalnej złagodziły zmiany na tyle, że zauważalne były tylko pręgi przy czole. Z czasem wszystko znikło.

Tak.. to dowód na to, że tonik ma w składzie sporo składników aktywnych.


Jest to niewątpliwie plus ale nie dla każdego. Cery bardziej wrażliwe mogą na niego źle reagować i być może nie będzie się nadawać do codziennego użytku. W moim przypadku nie jest aż tak źle. Aplikowany na wacik, a później na skórę nie robi mi najmniejszej krzywdy.. ale.. pieni się. To dość irytujące. W składzie nie doszukałam się detergentów.. co z resztą byłoby dziwne. Mimo to tonik przy pocieraniu skóry wytwarza delikatną pianę. Ostatecznie aby tego efektu się pozbyć przelałam zawartość do butelki z atomizerem. Miało być idealnie ale w tej formie zaczął dokuczać mi zapach toniku. O ile różane aromaty mi nie przeszkadzają szczególnie to na lawendę tolerancję mam niską. Ostatecznie połączenie tych zapachów jest zwyczajnie przytykające.  Przy takiej aplikacji czuję się jakbym nurkowała. Głęboki wdech.. chlust toniku na twarz.. i nurkowanie. Dodatkowo odnoszę wrażenie, że jego siła przy takiej aplikacji zwiększyła się. Nie podrażnia mi skóry ale wyraźnie odczuwam jego działanie. Przy systematycznym użytkowaniu jest w stanie rozjaśnić skórę, wygładzić i sprawić aby była bardziej napięta.. i to działanie mi się podoba.

Skład (INCI): Aqua (Water), Aloe Barbadensis Leaf Juice, Glycerin, Quillaja Saponaria Bark Extract, Caprylyl / Capryl Glucoside, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil, Limonum (Lemon) Peel Oil, Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil, Rosa Cania (Rosehip) Seed Oil, Arnica Montana Flower Extract, Camelia Sinensis Leaf Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Lavandula Angustifolia (Lavender) Flower/Leaf/Steam Extract, Leucojum Aestivum Bulb Extract, Salix Alba (Willow) Bark Extract, Beta Pinen, Citric Acid, Glyceryl Caprylate, Linalyl Acetate, Polyglyceryl-5-Oleate, Ribose, Sodium Cocoyl Glutamate, Sodium Hyaluronate, Ubiquinone (CoQ10), Alcohol, Calcium Gluconate, Gluconolactone, Sodium Benzoate, Limonene, Linalool.

  • Aqua (Water) - woda
  • Sok aloesowy (Aloe Barbadensis Leaf Juice) - wykazuje silne właściwości lecznicze np. stany zapalne skóry, poparzenia, ukąszenia. Działa kojąco, gojąco, przeciwobrzękowo, oczyszczająco, niezastąpiony przy ranach czy otarciach. Dodatkowo ma działanie nawilżające
  • Gliceryna (Glycerin) - silnie hydrofilowa i higroskopijna substancja nawilżająca. Ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka, pomaga substancjom aktywnym przedostać się w głąb skóry
  • Wyciąg z kory mydłoki (Quillaja Saponaria Bark Extract) - naturalne mydło z doskonałymi właściwościami pieniącymi i myjącymi. Substancja ściągająca i przeciwzapalna
  • Caprylyl / Capryl Glucoside - naturalny detergent, posiada wysoką wartość spieniającą i oczyszczającą. Łagodny dla oczu.
  • Olejek pomarańczowy (Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil) - posiada działanie przeciwzapalne, tonizujące, bakteriostatyczne. Ma właściwości ściągające i zmniejszające pory
  • Olejek ze skórki cytryny (Limonum (Lemon) Peel Oil) - wykazuje silne działanie przeciwbakteryjne oraz antyoksydacyjne
  • Olejek lawendowy (Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil) - wykazuje działanie antyseptycznie i przeciwzapalne
  • Olej z nasion dzikiej róży (Rosa Canina (Rosehip) Seed Oil) - charakteryzuje się wysoką zawartością antyoksydantu w postaci beta-karotenu. Spełnia przede wszystkim funkcje regulujące i pomaga zachować dobrą kondycję skóry.
  • Wyciąg z arniki górskiej (Arnica Montana Flower Extract) - to bogate źródło flawonoidów, wykazuje działanie przeciwrodnikowe. Poprawia przepływ krwi przez naczynia krwionośne, działa przeciwzapalnie, zapobiega powstawaniu opuchlizny.
  • Wyciąg z zielonej herbaty (Camellia Sinensis Leaf Extract) - posiada właściwości antybakteryjne, antyoksydacyjne, wspomaga ochronę skóry przeciw promieniowaniu UVB/UVA. Posiada właściwości abtyzapalne i łagodzące, zmniejsza podrażnienia i zaczerwienienie.
  • Ekstrakt z rumianku pospolitego (Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract) - działanie przeciwzapalne, łagodzące, kojące i odżywcze
  • Ekstrakt z kwiatów i liści lawendy (Lavandula Angustifolia (Lavender) Flower/Leaf/Steam Extract) - korzystnie wpływa na ukrwienie i przepływ limfy, łagodzi podrażnienia i stany zapalne, przyśpiesza regenerację naskórka, a także częściowo chroni skórę przed bakteriami i grzybami
  • Ekstrakt z cebuli lilii białej (Leucojum Aestivum Bulb Extract) - posiada właściwości wygładzające, przeciwzapalne i ochronne. Działa również nawilżająco i zmiękczająco
  • Ekstrakt z wierzby białej (Salix Alba (Willow) Bark Extract) - działa ściągająco, przeciwzapalnie i antyoksydacyjnie. Tonizuje, odżywia i koi skórę.
  • Beta Pinen - jeden z głównych składników żywicy sosny i innych drzew iglastych, posiada działanie antyseptyczne
  • Kwas cytrynowy (Citric Acid) - zwiększa trwałość kosmetyki oraz jego stabilność, regulator pH
  • Glyceryl Caprylate - zmiękcza i wygładza powierzchnię oraz zapobiega odparowaniu wody z kosmetyku
  • Linalyl Acetate - stosowany w kompozycjach zapachowych jako substancja maskująca zapach innych składników
  • Polyglyceryl-5-Oleate - substancja zwilżająca, ułatwia kontakt mytej powierzchni z roztworem, przez co ułatwia usuwanie zanieczyszczań z powierzchni skóry
  • Ryboza (Ribose) - cukier prosty, niezbędny w procesie syntezy kluczowych nukleotydów
  • Sodium Cocoyl Glutamate - delikatna substancja myjąca pochodzenia naturalnego
  • Kwas hialuronowy (Sodium Hyaluronate) - działa nawilżająco, odmładzająco, wzmacniająco i poprawia elastyczność skóry. Ma także działanie regenerujące, przyśpiesza gojenie ran, działa przeciwzapalnie, likwiduje blizny i przebarwienia, wzmacnia barierę ochronną skory
  • Koenzym Q10 (Ubiquinone (CoQ10)) - posiada cenne właściwości dotleniające, rewitalizujące, odmładzające, przeciwzmarszczkowe i silnie działanie antyoksydacyjne
  • Alcohol - konserwant, chroni kosmetyk przed zepsuciem
  • Calcium Gluconate - substancja stabilizująca, działa przeciwzapalnie, przeciwwysiękowo i przeciwobrzekowo, wzmacnia ściany naczyń krwionośnych
  • Gluconolactone - w niewielkich stężeniach wykazuje silne działanie nawilżające, łagodzące zaczerwienienia i podrażnienia, wzmacnia skórę i naczynia krwionośne, reguluje, goi, likwiduje przebarwienia i blizny
  • Sodium Benzoate - konserwuje, chroni przed rozwojem drożdży, pleśni
  • Limonene - składnik kompozycji zapachowej
  • Linalool - składnik kompozycji zapachowej

Po bardziej wnikliwej analizie składu odnalazły się dwa detergenty odpowiedzialne za tworzenie piany. Są oczywiście łagodne.. ale są. Hmm..

Generalnie skład jest bardzo bogaty alee.. na zagranicznych stronach doszukałam się licznych pretensji użytkowników do producenta. Okazało się, że skład toniku został drastycznie zmieniony w ostatnim czasie. Sam tonik został "rozrzedzony" przez co jego działanie nie jest już tak dobre jak wcześniej. Skoro obecna wersja jest łagodna, to po poprzednią bałabym się sięgać 😂


Przede wszystkim czuję przed tym produktem respekt. Wszystkie toniki jakie używałam do tej pory nie byłam w stanie określić jako skuteczne.. były one albo delikatne albo niezauważalnie.. czyli coś tam robiły. W tym przypadku muszę zachować pewną ostrożność.. a przecież jest to "tylko" tonik. Nie jest opcja dla każdego. Cery bardziej wrażliwe mogą na niego źle zareagować więc warto być czujnym. Ostatecznie nie mogę go ocenić negatywnie, bo na to nie zasługuje.. ale powrotu również nie będzie.. bo się go obawiam 😅

Tonik kupiłam w sklepie iwos, obecnie jest już niedostępny (być może z uwagi na swoją moc). Za to czeka już na mnie jego brat w wersji z witaminą C, który ma rewelacyjne recenzje!

Znasz tonik o którym jednoznacznie możesz powiedzieć "On działa!"?


lutego 18, 2018

ORGANIQUE - REGENERUJĄCO-OCHRONNY KREM DO RĄK. NAJLEPSZY ZE WSZYSTKICH JAKIE MIAŁAM

ORGANIQUE - REGENERUJĄCO-OCHRONNY KREM DO RĄK. NAJLEPSZY ZE WSZYSTKICH JAKIE MIAŁAM

Czy istnieje ktoś taki jak antyfan kremów do rąk? Jeśli tak to być może byłabym pierwsza. Jak ja nie lubię tego czegoś używać. Nie trawię mieć tłustych czy oblepionych dłoni. Krem powinien się dla mnie wchłaniać niczym leciutki żel i po chwili powinnam łapać za różne przedmioty. Jego wchłanianie powinno trwać nie dłużej niż 30 sekund.. to próg mojej cierpliwości. Może mam jakąś nerwicę i nie jestem w stanie usiedzieć w bezczynności, a już szczególnie gdy muszę..
Może lepiej aż tak głęboko nie będę wnikać w zakamarki własnej psychiki.. jest tak zakręcona i zaplątana, że życia zabraknie aby ją naprostować 😂


Od producenta:
Luksusowy, regenerujący krem do rąk, o nowej, udoskonalonej formule i apetycznym zapachu słodkiej żurawiny/ Polecany do codziennej pielęgnacji zniszczonej, narażonej na działanie drażniących czynników rąk. Bogaty w proteiny ryżowe, kompleks Colhibin hamuje procesy degradacji kolagenu, wzmacnia i zapobiega utracie elastyczności. Masło Shea zapewnia odpowiednie natłuszczenie i regenerację, a gliceryna roślinna uzupełnia deficyt wilgoci w skórze. Alantoina i panthenol łagodzą podrażnienia i zapobiegają ich pwstawaniu, witamina E zapobiega procesom starzenia. Połączenie jedwabiu z ekstraktem z perły zapewnia aksamitne wykończenie i wygładzenie skóry.


Moja niechęć do użytkowania kremów oraz zamiłowanie do sprzątania bardzo mocno odbija się na moich dłoniach. Ostatnio postanowiłam zużyć wszystkie mocne detergenty w domu i przerzucić się na łagodniejsze i zdrowsze lub zwyczajnie sama je tworzyć.. zobaczymy co z tego wyniknie. Póki co ostra chemia i niechęć do kremów dobija moje dłonie. Naprawdę zmuszam się do jakiegokolwiek używania kremów, bo o systematyczności nie ma mowy. Nawet gdybym krem nosiła na szyi to nie byłby używany.. a to za chwilę coś będę robić więc jak skończę użyję, a to zaraz ręce umyję więc później, a to zaraz będę jeść.. a krem jako dodatek do kanapki.. bleeee... Powodów tysiące aby przekładać i w efekcie "samo się przekłada" do momentu gdy skóra na dłoniach zaczyna piekielnie swędzić, a pomiędzy palcami pojawiają się drobne ranki w wyniku pękającej skóry.


I tu wchodzi do działania ten kremiś! Zaaplikowany na noc z reguły radzi sobie samodzielnie z moimi strasznymi dłońmi więc już kolejnego dnia mogę znęcać się od nowa! To pierwszy taki krem, który tak bardzo przypadł mi do gustu. Nie pozostawia tłustej warstwy, wchłania się całkowicie pozostawiając skórę przyjemnie wygładzoną. Warstewka którą pozostawia jest nie do ruszenia.. nie jest to tylko zaschnięta skorupka, która pod wpływem dotknięcia znów robi się plastyczna czy mokra. Można ją oczywiście wyczuć ale daje uczucie satynowej skóry co jest dla mnie w kremach do rąk niezwykłe. Oczywiście można z kremem przesadzić przez co w efekcie dłużej będzie się wchłaniać.. i to zdarza mi się systematycznie powtarzać wieczorem ale robię to z premedytacją. Mimo wszystko ów wchłanianie trwa znacznie krócej niż w przypadku kremów które poznałam do tej pory.


Skład (INCI): Water, Cetearyl Alcohol, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Glyceryl Stearate Citric, Stearic Acid, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Hydrolyzed Silk, Pearl Extract, Hydrolized Rice Protein, Allantoin, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Acrylates/C 10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Sodium Hydroxid, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Parfum. 

Gdyby w składzie znajdowała się niemal sama chemia.. nie czepiałabym się. To jeden z nielicznych produktów pod względem którego podstawą są moje wymagania co do działania i szybkiego wchłaniania. Na szczęście skład jest całkiem w porządku.



Krem jest ze mną już prawie rok ale wynika to wyłącznie z faktu, że lepszego nigdy nie miałam i wyjątkowo go oszczędzam. To krem wyłącznie na kryzysowe sytuacje! Nawet mój mąż go uwielbia i bardzo go ceni. Chciał mi go nawet podkraść i zabrać ze sobą do pracy.. po moim trupie!
To minimalistyczne użytkowanie ma też inne podłoże.. krem jest już niedostępny. Obecnie w Organique można znaleźć inne serie produktów do rąk. Nie wykluczam, że są równie dobre i z pewnością pokuszę się o sprawdzenie. Mam nadzieję, że skład nie uległ szczególnie zmianie, a jedynie chodziło o odświeżenie szaty graficzne.


Tak! To najlepszy krem do rąk z jakim miałam przyjemność się poznać.. żałuję, że nie zrobiłam zapasów na 20 lat, bo inne kremy do rąk mogłyby dla mnie nie istnieć.

 Masz swój ulubiony krem do rąk?


lutego 14, 2018

CHIC CHIQ - A LA ROSE, MASECZKA Z TYSIĄCA PŁATKÓW KRÓLEOWEJ KWIATÓW.. RÓŻY DAMASCEŃSKIEJ

CHIC CHIQ - A LA ROSE, MASECZKA Z TYSIĄCA PŁATKÓW KRÓLEOWEJ KWIATÓW.. RÓŻY DAMASCEŃSKIEJ

Jak tam Walentynko? Dostałaś bukiet kwiatów? Może coś bardziej oryginalnego? Co byś powiedziała na sproszkowane płatki róży damasceńskiej w formie maseczki, która pięknie pachnie, ma cudowne bambusowe opakowanie i dba o Twoją skórę oraz zmysły? Ja byłabym zachwycona! Niestety mąż chory, ja coś ledwo domagam i chodzę z kąta w kąt nie mogąc znaleźć swojego miejsca. Na szczęście wieczorne rytuały wprawiają mnie w taką błogość, że zapominam o wszelkim zmęczeniu. Za to w Walentynki jestem zdania, że takie SPA powinno trwać cały dzień! Tylko czy jest coś co bardziej pasuje do domowego SPA niż maseczka z płatków róży damasceńskiej od CHIC CHIQ?


Od producenta:
Odmładzająca i upiększająca maseczka zawierająca płatki róży oraz olej jojoba, nadaje skórze zdrowy blask.

Już od czasów antycznych płatki róży były rozwiązaniem Kleopatry w przeciwstarzeniowej pielęgnacji skóry suchej. Róża ze swoimi odżywczymi właściwościami oraz relaksującym zapachem, w wielu kulturach, od wieków była pożądanym składnikiem w pielęgnacji urody.

Odmładzająca maseczka a la Rose jest przeznaczona dla wszystkich typów cer ze specjalnym przeznaczeniem do skóry suchej. Maseczka a la Rose w swoim składzie zawiera płatki róży Damasceńskiej, która dzięki swoim nawilżającym właściwościom zbalansuje idealnie Vata i Pitta doszę. Olej jojoba, bogaty w witaminę A i E, koi i nawadnia podrażnioną skórę, a trehaloza - naturalny cukier, który możemy znaleźć w roślinach, zatrzyma nawilżenie głęboko w skórze i pomoże w redukcji pierwszych oznak starzenia się skóry.

Maseczka a la Rose pozostawi skórę delikatną i odświeżoną, podczas gdy Ty zrelaksujesz się prze delikatnym zapachu olejku różanego.

Sposób użycia: Wymieszaj 2 do 3 łyżeczek proszku z ciepłą wodą do uzyskania gęstej konsystencji, rozprowadź równomiernie na oczyszczoną twarz. Zostaw na około 15 minut. Delikatnie zroluj, a pozostałość zmyj wodą. Używaj 3 razy w tygodniu.  


Nieustannie wciąż jestem pod wrażeniem pełnowymiarowych opakowań maseczek CHIC CHIQ. Zachwycają mnie za każdym razem gdy po nie sięgam.. patrzę.. podziwiam.. zerkam.. Ostatnio na bezczelnego wyciągam je gdy spodziewam się gości. Kończy się to tym, że w mojej łazience ludzie spędzają jakby więcej czasu niż to byłoby wskazane 😂 a bardziej odważni wyskakują z maseczką i dopytują "co to?" "ale to ładne!" "gdzie to kupić?"

Zaskakująca jest lekkość tych opakować. Mam deski bambusowe do krojenia i każda z nich jest cięższa. Nawet mój telefon jest cięższy choć z cegłówką nie latam. Choć może gabaryt maseczki nie jest mały to jednak torby podróżnej wcale specjalnie nie obciąży. Hmm.. chyba już zaplanowałam zabranie maseczek na wakacje.. choć jeszcze planów wakacyjnych nie mam.

Tak.. te opakowania należy podziwiać w milczeniu.


A co w środku? Bladoróżowy pyłek. Bardzo delikatny i drobno zmielony o subtelnym zapachu róży. Zazwyczaj "proszkowe" maseczki pachną dla mnie głównie pudrowo i dość ciężko jest wyczuć cokolwiek więcej ale w tym przypadku jest inaczej. 

Absolutnie uwielbiam zapach tej maseczki. Nie jest to intensywny zapach ale zdecydowanie wyczuwalny i to już w formie sproszkowanej, nabiera mocy wraz z połączeniem z wodą. Nie jest duszący, ani tym bardziej nie pachnie starszą panią. Wiem, że nie wszyscy skaczą z radości na wzmiankę "różany zapach" i ja również do tego grona należałam przez wiele lat. Pierwszy raz zaskoczyło między nami przy hydrolacie z róży damasceńskiej i głównie w tej formie ten zapach tolerowałam. Żele, balsamy do ciała.. już nie wspominając o perfumach.. fuuuu.. wszystko tylko nie róża! W końcu przestałam tolerować nie tylko różane aromaty ale same róże jako kwiaty. Piwonie, tulipany.. TAK! Róże.. phii.. Jak widać dobry impuls potrafi zmienić wiele! Wciąż do różanych zapachów podchodzę z dystansem i nieufnością ale jeśli już znajdę ten pięknie wyważony to jestem w pełni oczarowana, z przyjemnością sięgam i się delektuję.


Skład (INCI): Solum Diatomeae, Algin, Calcium Sulfate, Tetrasodium Pyrophosphate, Trisodium Phosphate, Diatomaceous Earth, Rosa Damascena Flos (Rose Petals), Lamii Albi Flos, Trehalose, Rose Damascena Flower Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Ascorbic Acid.
  • Solum Diatomeae (ditlenek krzemu) -  składnik pochodzenia naturalnego, wpływa na konsystencję produktu, może pełnić funkcję zagęstnika bądź działać przeciwzbrylająco
  • Algin (alginian sodu) - substancja roślinna, składnik wiążący wilgoć w naskórku i substancje kosmetyczne, higroskopijny. Stosowany m.in. w maseczkach do twarzy
  • Calcium Sulfate (siarczan wapnia)  - składnik dodający formułom kosmetycznym objętości (spulchnia), chroni kosmetyk przed zepsuciem minimalizując przepuszczalność światła.
  • Tetrasodium Pyrophosphate - składnik zagęszczający konsystencję, regulujący pH kosmetyków, zapobiega zbryleniu
  • Trisodium Phosphate - składnik podnoszący pH kosmetyków
  • Diatomaceous Earth (ziemia okrzemowa) - ma wysoką zawartość krzemu niezbędnego do utrzymania skóry w dobrej kondycji i wyrównania jej kolorytu. Posiada właściwości oczyszczające, dotleniające, delikatnie peelingujące, regenerujące, matujące oraz pobudza naturalną produkcję kolagenu
  • Rosa Damascena Flos (Rose Petals) (suszone płatki róży damasceńskiej) - wykazują działanie odmładzające, odświeżające, kojące i odkażające. Zawarte w nich przeciwutleniacze działają na skórę regenerująco oraz wspomagają produkcję kolagenu. Zawarty w płatkach olejek różany oprócz wyjątkowego zapachu, posiada szereg pielęgnacyjnych i aromaterapeutycznych właściwości. Poprawia nawilżenie skóry, przywraca prawidłowe pH skóry, posiada właściwości regenerujące. Działa uspokajająco i relaksująco
  • Lamii Albi Flos (kwiat jasnoty białej) - wykazuje działanie ściągające, przeciwkrwotoczne, wyraźnie przeciwzapalne, antybakteryjne
  • Trehalose - nawadniający antyoksydant na bazie cukru ma działanie rozjaśniające przebarwienia, mające podłoże hormonalne, posłoneczne, pozapalne i polekowe. Łagodzi stany zapalne, redukuje zaczerwienienia i jest ogromnym sprzymierzeńcem w leczeniu trądziku różowatego
  • Rosa Damascena Flower Oil (olejek różany) - otrzymywany z "królowej kwiatów", jest jednym z najpiękniejszych zapachów kwiatowych. Olejek różany wzmacnia, regeneruje, poprawia nawilżenie skóry, rozjaśnia przebarwienia oraz poprawia cerę z pękającymi naczynkami. Ma działanie ściągające i antyseptyczne. Pobudza produkcję kolagenu, dzięki czemu działa przeciwzmarszczkowo oraz przyśpiesza regenerację naskórka
  • Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil (olej jojoba) - bogaty w witaminę E, fitosterole, kwasy tłuszczowe oraz skwalen. Posiada wysoką zgodność biologiczną ze skórą, dzięki czemu szybko się wchłania i doskonale nawilża. Działa przeciwbakteryjnie, redukując stany zapalne. Ta cecha w połączeniu z redukcją wydzielania sebum sprawia, że świetnie nawilża skórę, usuwając nadmiar tłuszczu
  • Ascorbic Acid (witamina C), bierze udział w syntezie kolagenu, kwasu hialuronowego, elastyny oraz wszelkich białek w organizmie. Odpowiada za młodość skóry, jest jednym z najsilniejszych antyoksydantów
Podobnie jak w przypadku maseczki de la Mer skład również zachwyca. W tym przypadku jest jednak znacznie prostszy i mniej bogaty ale wcale nie znaczy, że gorszy. Osobiście jestem ogromną fanką hydrolatów z róży damasceńskiej. Chociaż moja skóra nie jest sucha to jednak ten hydrolat ukochała sobie najbardziej ze wszystkich. W maseczce znajdziemy sproszkowane płatki róży damasceńskiej oraz olejek z róży damasceńskiej. W związku z czym nie mogło być inaczej.. moja skóra pokochała maseczkę!


Maseczkę zaliczyłabym do typu algowych choć w mojej ocenie jest o jeden poziom wyżej.. o jeden bardzo wysoki poziom. O ile zwykłe "algówki" potrafiły zostawić na mojej twarzy piękne czerwone obwódki wokół twarzy i oczu, to CHIC CHIQ zupełnie tego nie robi. Zdarzyło mi się już niejednokrotnie przetrzymać maskę ale nigdy katastrofy to nie wywołało. Zarówno podczas nakładania, noszenia jak i zdejmowania niemal czuję jak każda komórka skóry się cieszy. Zaschnięte  partie zupełnie mnie nie dobijają.. nawet nie korci mnie aby się podrapać. Zwyczajnie relaksuję się ciesząc aromatem róż. W moim przypadku może to okazać się niezbyt roztropne, szczególnie gdy po maseczkę sięgam gdy jestem zmęczona. Relaksuje mnie ona na tyle, że po chwili włącza mi się ziewanie. W końcu się doigram i z nią zasnę 😅

Maseczkę standardowo rozrabiam z ciepłą wodą kranową i za każdym razem jestem bardzo zadowolona. Nie muszę maseczki tuningować olejami, hydrolatami, aloesem czy kawesem hialuronowym. To ogromny plus, bo w przeciwnym wypadku mogłabym się z nią zwyczajnie mijać. Sam proces rozrabiania jest banalnie prosty.. i piszę to ja! Ja, która nieraz potrafiła zepsuć algową maseczkę.. tak, da się. 

Po zdjęciu maseczki skóra jest wyraźnie ukojona. Moje świeże podrażnienia czy przebarwienia od razu wydają się jaśniejsze. Pory są oczyszczone i odkurczone. Skóra miękka i przyjemna w dotyku. W jej przypadku po maseczce nie czuję przymusu dodatkowego nawilżania choć tylko sporadycznie mi się to zdarza. Nie jest to jednak maseczka, która w ekstremalny sposób nawilża skórę.. robi to raczej delikatnie ale ten efekt w pełni mnie zadowala. To co w niej najbardziej cenię to fakt, że makijaż mineralny wygląda na takiej Chic Chiq-owej skórze ładniej i dłużej trzyma się w nienagannym ładzie. Bardzo lubię ten efekt.


Nie jestem szczególną fanką sypkich maseczek.. zazwyczaj jestem leniwcem i nie chce mi się bawić w rozrabianie. Jednak ostatnio to właśnie sypkie maseczki królują w mojej łazience i często sięgam po nie częściej niż po "gotowce". Być może wcześniej brakowało mi impulsu, który uruchomił odpowiedni przycisk w mózgu.. lub zwyczajnie poprzednie proszki nie powalały efektami. Skoro efektów brak to po co się męczyć? Tu jest inaczej. Przez CHIC CHIQ cierpią wszystkie inne maseczki.. muszę je w końcu gdzieś schować i zużyć te które posiadam, bo nienawidzę gdy mi się produkty marnują !

Pokochałam CHIC CHIQ za świetną jakość w stosunku do ceny, za wymierne efekty, naturalne składy, cudowny zapach, genialne opakowania, komfort noszenia i zdejmowania. Natomiast jeśli wciąż masz wątpliwości, świetną opcją są mini maseczki w formie saszetek. Jedna saszetka o pojemności 8 gram wystarczy na dwa sowite użycia. To również w pełni wystarczy aby przekonać się czy zainwestować w pełnowymiarowe opakowanie. 


Zapraszam również na post: CHIC CHIQ - DE LA MER, CZYLI STAROŻYTNA AJURWEDA W CZASACH NOW-AGE

oraz na Instagramowe konto Krytyk Kosmetyczny. Gosia dzisiaj również pod lupę wzięła jedną z maseczek CHIC CHIQ!

Skusiłaś się już na swoją CHIC CHIQ maseczkę?
Daj koniecznie znać jak się u Ciebie sprawdziła!


lutego 13, 2018

KAWOWY ROZPUSTA Z PEELING DO CIAŁA BIOLOVE

KAWOWY ROZPUSTA Z PEELING DO CIAŁA BIOLOVE

Nie piję kawy.. w sensie takiej normalnej kawy.. z kofeiną. Mogę bez niej żyć. Za to gdy mam potrzebę aby ciśnienie mi się podniosło dzwonię do męża i pytam czy ma w planie łaskawie naprawić odpływ od zlewu w kuchni, udrożnić odpływ prysznica (nie istotne, że z mojej winy się zapchał), zamontować pułki w szafie na buty, kupić sobie wieszaki i przestać mi podbierać, nauczyć się robić choć jedno dane na ciepło które nie będzie związane z kanapkami.. Nie rozumiem.. po co komu kawa?! Za to lubuje się w kawach smakowych.. najlepiej bezkofeinowych oraz uwielbiam zapach kawy.. tej zwykłej i w pełni aromatycznej. Więc gdy jest opcja zakupu peelingu kawowego.. to decyzja jest banalnie prosta!


Od producenta:
Naturalny peeling cukrowy z kawą i olejem Macadamia ujędrnia skórę i zwalcza cellulit.

Absolutnie jestem pod wrażeniem ogromnie długiego opisu produktu. Być może to i lepiej.. w końcu producent nie obiecuje tysiąca rzeczy tylko w prost podaje czego można się spodziewać lub oczekiwać. Zasadniczo ten opis wkurzałby mnie tylko w jednym przypadku.. gdy będąc w toalecie nie wezmę ze sobą telefonu i nie mam nic innego pod ręką do czytania. W tej perspektywie to już płyn do wc wydaje się być ciekawszą opcją 😂 Tak.. tak.. jak zwykle zbaczam z tematu. 


Lubię zapach kawy szczególnie w peelingach do ciała. Są one wówczas bardzo pobudzające i z zasady skuteczniejsze od tych na bazie cukru czy soli..i tak jest w tym przypadku. Szczególnie w przypadku porównania go do peelingu wiśniowo-waniliowego tej samej marki. Peeling ten wspominam dość dobrze choć podczas użytkowania zmienił się jego zapach. Na początku wyraźnie było czuć słodką wiśnię, a pod koniec wyłącznie przesłodzoną wanilię.. na jakiś czas z zapachu wanilii zostałam całkowicie wyleczona ale już wszystko wróciło do normy. W przypadku wersji kawowej zupełnie nie ma tego problemu. Od początku góruje tu prawdziwa mocna kawa i bardzo mi to odpowiada.


Peeling sam w sobie jest jednak bardziej cukrowy niż kawowy. Górują tu kryształki cukru nad drobinkami kawy ale już to samo połączenie sprawia, że peeling jest mocniejszy niż zwykle peelingi cukrowe.. tylko czy jest to, aż tak konieczne ? Hmm.. być może nie, ale dla każdego kto lubi mocniej poznęcać się nad skórą to będzie fajna opcja.

Skład (INCI): Sucrose, Butyrospermum Parkii Butter, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Coffea Arabica Seed Powder, Cocos Nucifera Oil, Tocopheryl Acetate, Parfum.

  • Sucrose (cukier) - składnik stosowany w produkcji peelingów mechanicznych, jako naturalna substancja ścierająca wierzchnią warstwę naskórka w celu wygładzenia i stymulacji skóry. 
  • Butyrospermum Parkii Butter (masło shea) - posiada właściwości odżywcze, nawilżające i łagodzące objawy suchości skóry. 
  • Macadamia Ternifolia Seed Oil (olej z orzechów makadamii) - uelastycznia skórę, zapobiega powstawaniu rozstępów, natłuszcza oraz silnie nawilża. 
  • Coffea Arabica Seed Powder (puder  kawowy) - składnik stosowany w produkcji peelingów mechanicznych, jako naturalna substancja ścierająca wierzchnią warstwę naskórka w celu wygładzenia i stymulacji skóry. Posiada również właściwości antybakteryjne, antycellulitowe, przeciwstarzeniowe, oczyszczające i antyseptyczne.
  • Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy) - tworzy na skórze odżywczą, silnie natłuszczająca i nabłyszczającą powlokę, która chroni skórę przez odparowaniem wilgoci i czynnikami zewnętrznymi.
  • Tocopheryl Acetate (witamina E) - przedłuża świeżość kosmetyku ale również wykazuje właściwości przeciwzmarszczkowe, odżywcze, wzmacniające i ochronne dla skóry.
  • Parfum - składnik kompozycji zapachowej

Wciąż rozważam czy peeling jest wart swojej ceny. Działa fajnie.. co do tego nie mam wątpliwości ale jedno opakowanie wystarczy mi na około 5-6 użyć.. załóżmy, że 6. Za peeling należy zapłacić 14 zł (oczywiście w standardowej promocji 30%.. bo kto kupuje w Kontigo w regularnych cenach? Com-on 😅) czyli każde użycie to około 2,33 zł. Żałuję, że nie notowałam sobie użyć innych peelingów do ciała.. dałoby mi to jakieś sensowne porównanie. Natomiast patrząc przez pryzmat niewielkiej pojemności 100 ml i 6 krotnego użycia to raczej wydajności odmówić nie można. Gdyby peeling przelewał się przez palce.. dwa użycia i denko. 


Tu na szczęście peeling jest konkretnie zbity przez co sensownie wydajny. Nabierając peeling na dłoń jest on w formie zbitej ale plastycznej bryłki, którą bez przeszkód rozciera się na skórze. Ilość uciekających drobinek podczas aplikacji i rozsmarowywania jest niewielka. Zazwyczaj jednak problemem nie jest jego rozprowadzanie ale.. pozbycie się.  Jeszcze ani razu nie miałam na tyle cierpliwości aby pokonać go wyłącznie wodą.. Mission Impossible! Drobinki kawy zwyczajnie przyklejam w się do skóry jak głupie, a na silny strumień wody reagują ziewaniem. I gadaj z nimi! Co robić?! Wyjść ubrana w paproszki? Wiem, że karnawał i można szaleć ale taki strój co później się sypie to ni w 5 ni w 10.


Najbardziej w tym wszystkim szkoda jest cudnej warstewki nawilżającej która pozostaje po peelingu. Genialnie nawilża skórę i zwyczajnie zbrodnią byłoby ją zmyć..  no ale paprochy ! I tu trudne pytanie.. co wybrać?  Z racji tego, że balsamów do ciała mam tyle, że przez najbliższe 2 lata z zapasów nie wyjdę wybieram zazwyczaj żel i walkę z drobinkami kawy.

I co? I to dobry pomysł. Minimalna ilość żelu świetnie radzi sobie z wredotą ale zupełnie nie ściąga warstewki nawilżające.. trochę tak, to jasne ale skóra wciąż jest bardzo dobrze natłuszczonej. Zapasy przez to będę miała kilka dni dłużej ale radość z używania ów peelingu jest zwyczajnie wyższa. Kolejnego dnia wciąż skóra jest bardzo komfortowa, wygładzona i nawilżona. Nie mam co do niego absolutnie żadnych zastrzeżeń, poza jednym.. chciałabym większą pojemność!


Lubię ten peeling chyba najbardziej z całej serii. Wiśnia była ok ale nie na tyle aby do niej wracać, miałam również wersję kokosową ale po odkręceniu wieczka dobrowolnie ją oddałam, bo choć lubię kokosowe nuty to ta była słodko-mdląca. Kawa to zdecydowanie najbezpieczniejsze wyjście dla mnie i jeśli miałabym polecić jeden z peeling z Biolove to byłby to właśnie ten.

A którą wersję peelingów Biolove Ty sobie upodobałaś?


Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger