sierpnia 12, 2018

MONSIEUR BIG i 12 x WIĘCEJ OBJĘOŚCI RZĘS Z MASKARĄ OD LANCOME

MONSIEUR BIG i 12 x WIĘCEJ OBJĘOŚCI RZĘS Z MASKARĄ OD LANCOME

Systematycznie staram się zużywać produkty do makijażu, których składy trudno określić jako naturalne lub chociaż przyjazne. O ile w przypadku pielęgnacji idzie ten temat ogarnąć znacznie szybciej i łatwiej to produkty do makijażu ciągną się dość długo. Jest jeszcze kwestia prezentów. Ów nie każdy zdaje sobie sprawę, że dążę do wymiany mojej kolorówki na bardziej przyjazną skórze.. z drugiej strony to nie jest łatwe zadanie, a już szczególnie w przypadku tuszy do rzęs. Nawet najbardziej zatwardziałe zwolenniczki naturalnej pielęgnacji w tej kwestii potrafią się poddać. Więc nawet u mnie mały skok w bok raczej nie razi po oczach.. tym bardziej, że jest to wyższa półka i wręcz kultowy produkt Lancome Monsieur Big, który dostałam w prezencie od szwagierki.


Od producenta:
Pogrubiająca maskara Monsieur Big od Lancome dla efektu rzęs o 12 x większej objętości nawet przez 24h. Monsieur Big od Lancome posiada specjalną szczoteczkę, która precyzyjnie rozdziela rzęsy i otula je ultra-kremową, jedwabiście lśniącą formułą wzbogaconą nasyconymi pigmentami. Podkreśla spojrzenie intensywną czernią i zapewnia efekt 12 x zwiększonej objętości rzęs nawet przez 24h.

Idealna, by wykonać codzienny makijaż, nie rozmazuje się, a profilowana końcówka szczoteczki z miękkimi, falistymi włoskami nie pozostawia grudek.

Formuła maskary Monsieur Big od lancome zawiera specjalne woski i polimery, by dokładnie przylegać do rzęs, dzięki czemu spektakularnie je wydłuża i nadaje im niesamowitej objętości.


Proste, tradycyjne opakowanie bez nadmiernej ilości opisów i tekstów. W zasadzie nic specjalnego. Prosta elegancja. Jednak wytłoczona różyczka dodaje pewnego uroku i czaru. Tusz wyposażony jest w tradycyjną szczoteczkę. Włoski szczoteczki są bardzo miękkie, a sama szczota jest ogromna! Nie pamiętam aby miała okazję używać większej. Formuła tuszu faktycznie jak deklaruje producent jest kremowa i zastanawiam się czy połączenie kremowej konsystencji z bardzo miękkim włosiem szczoteczki to była dobre połączenie. Czarna maź oblepia szczoteczkę. Trudno zdjąć nadmiar tuszu, bo włoski szczotki potrafią się wówczas położyć i tak zostać. Ostatecznie zdejmuję zazwyczaj nadmiar tuszu z samej końcówki szczoteczki, bo inaczej nie byłabym w stanie pomalować rzęs. 

Ostateczny efekt jest rzeczywiście BIG. Rzęsy są mocno wydłużone i pogrubione.. po prostu wyraźnie widoczne (na zdjęciu poniżej efekt. Z lewej strony rzęsy z maskarą Monsieur Big, z prawej strony rzęsy niepomalowane) Tusz zasycha na rzęsach przez co je utrwala. Dla mnie to plus. Moje rzęsy są z natury proste i aby użytkowanie maskar miało jakikolwiek sens muszę wcześniej użyć zalotki. Tusze, które są zazwyczaj bardzo mokre (przynajmniej na początku) potrafią podkręcone rzęsy wyprostować.. a to już mnie irytuje. W przypadku Monsieur Big ani razu nie miałam tego problemu. Konsystencja od samego początku jest kremowa i dobrze utrwala skręt rzęs. Nie mam zwyczaju w ciągu dnia dotykać rzęs ani mocniej mrugać powieką co mogłoby skutkować osypywaniem się tuszu.. ten problem u mnie raczej nie występuje. Tusz trzyma się rzęs przez cały dzień i pod tym względem nie mam żadnych zastrzeżeń.


Największym problemem w przypadku Monsieur Big jest dla mnie jego aplikacja. Być może ze dwa razy pomalowałam rzęsy tak aby nie musieć wspomagać się patyczkami kosmetycznymi. A to upaciałam powiekę (dolną, górną, obie..), a to skleiło kilka rzęs do kupy, a to jakieś grudy. Nawet jeśli aplikację przeprowadzałam w dużym skupieniu z uprzednią sesją medytacji i ćwiczeniami wdechu i wydechu to i tak zawsze "coś" musiało się stać. Z tą maskarą zwyczajnie należy uważać. W moim przypadku jedno przeciągnięcie po rzęsach dawało mocny wieczorowy efekt. Drugim problem to fakt, że szczoteczką trudno było dotrzeć do nasady rzęs. Oczywiście było to możliwe ale za każdym razem kończyło się jednym wielkim oblepieniem na długości i wymazanymi powiekami.

Chociaż Monsieur Big nie jest produktem wodoodpornym to wymagał nieco więcej wysiłku w usunięciu niż tradycyjne maskary. Mimo, że miałam złudzenie dobrze oczyszczonych rzęs po użyciu płynu micelarnego to po dodatkowym myciu twarzy żelem zdarzało się, że w lustrze ujrzałam lekką pandę. 

Skład (INCI): Aqua, Paraffin, Potasium Cetyl Phosphate, Copernicia Cerifera Cera / Carnauba Wax, Ethylene / Acrylic Acid Copolymer, Styrene / Acrylates / Ammonium Methacrylate Copolymer, Cera Alba / Beeswax, Synthetic Beeswax, Bis-Diglyceryl Polyacyladipate-2, Polybutene, Cetyl Alcohol, Divinyldimethicone / Dimethicone Copolymer, Steareth-20, Glyceryl Dibehenate, Steareth-2, C12-13 Pareth-23, C12-13 Pareth-3, Tribehenin Acacia Senegal Gum, Glyceryl Behenate, Sodium Laureth Sulfate, Disodium Edta, Hydrogenated Jojoba Oil, Hydrogenated Palm Oil, Hydroxyethylcelulose, caprylyl Glycol, Tetrasodium Edta, Ethylenediamine/Stearyl Dimer Dilinoleate Copolymer, Butylene Glycol, BHT, Pentaerythrityl Tetra-di-t-butyl Hydroxyhydrocinnamate, Potassium Sorbate, Sodium Dehydroacetate, Phenoxyethanol, [+/- May Contain / Peut Contenir: CI 77499 / Iron Oxides]


Monsieur Big trafił już do lipcowego denka, a towarzyszył mi przez cztery miesiące. Jego konsystencja pomimo dość długiego jak na tusz do rzęs okresu (zazwyczaj 3 miesiące) wciąż nie uległa zmianie i w zasadzie wciąż mogłabym go używać.. ale zwyczajnie już nie chcę.

Pomimo, że obietnica producenta odnośnie zwiększonej objętości uważam za spełnioną to jednak ilość wad stanowczo stawiają maskarę w gronie produktów do których nie będę miała ochoty wracać.. nigdy! Nigdy więcej!

Jeden z najlepszych tuszy do rzęs jakie używałam to?


sierpnia 08, 2018

MIEĆ CIASTKO CZY ZJEŚĆ CIASTKO? CZYLI ŻEL POD PRYSZNIC BROWNIE Z POMARAŃCZĄ OD BIOLOVE

MIEĆ CIASTKO CZY ZJEŚĆ CIASTKO? CZYLI ŻEL POD PRYSZNIC BROWNIE Z POMARAŃCZĄ OD BIOLOVE

Wiem że nie każdy lubi słodycze.. ja uwielbiam chociaż nie wszystkie, jeśli już to domowe wypieki i nie w dużej ilości 😅 w zasadzie czasem wystarczy mi sam aromat aby nagle chęć na coś słodkiego mi przeszła. Pewnego dnia przy takim małym ataku na słodycze okazało się, że mój w dom świeci pustkami. W szufladzie orzeszki ziemne, których nie znoszę, a w kuchni cukier.. no.. aż tak zdesperowana to nigdy nie byłam. Z zapasów wyciągnęłam Brownie z pomarańczą i wskoczyłam pod prysznic.


Żel Biolove z brownie i pomarańczą to dla mnie idealna opcja na okres jesienno-zimowy.. ale jak widać w środku lata i największych upałów też może włączyć się nietypowe chciejstwo. Cóż.. zdecydowanie należę do osób, które dzielą zapachy na letnie i zimowe. Ciepłe i ciężkie aromaty latem zwyczajnie mnie męczą, a lekkie i orzeźwiające w okresie zimowym sprawiają, że jest mi zimno.. chociaż jak widać zdarzają się pewne odchyłki od normy.

Smukłe butelki Biolove są mi już znane i wciąż niewiele mam im do zarzucenia. Zatyczka wciąż jest bardzo delikatna i łatwo są zerwać przy ciągłym otwieraniu i zamykaniu. Równie aktualna jest kwestia naklejek z terminem przydatności.. nie podoba mi się jak łatwo jest to odkleić. W zasadzie samo odchodzi przy pierwszych kontaktach z wodą.. już raz trafił mi się zepsuty produkt.. a coś takiego potrafi zrazić. Więcej zastrzeżeń nie wnoszę.


Zapach do dosłownie wielki kawał czekoladowego ciasta z mocną pomarańczową nutą. Jeśli kiedykolwiek marzyłaś o tym aby zamienić się w wielki kawał pysznego ciasta na widok.. ba! nawet na samą myśl o Tobie ludzie zaczęliby się ślinić.. to to jest rozwiązanie 😂 

Zapach żelu jest intensywny i nieustannie podczas kąpieli wyczuwalny. Wyjątkowo w tym przypadku muszę uznać za zaletę to, że zapach na skórze nie pozostaje. Gdybym jeszcze po kąpieli przez jakiś czas wyczuwała zapach brownie poczułabym się przytłoczona.. a może nawet zbierałoby mi się na mdłości. W moim przypadku słodycze są: ok.. ale toleruję je w niewielkich ilościach i niezwykle rzadko mam na nie chęć.


Skład (INCI): Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Glycerin, Panthenol, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Benzyl Alcohol, Citric Acid, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil, Perfum, Dehydroacetic Acid, Limonene, Linalool, Citral, Citronellol.
  • Aqua (Water ) (Woda) - naturalny rozpuszczalnik
  • Cocamidopropyl Betaine (kokamidopropylbetaina) - Substancja myjąca, pianotwórcza stosowana w produktach do mycia twarzy, ciała, włosów. Łagodzi potencjalne działanie drażniące anionowych substancji myjących np. SLS. Składnik uznawany za bezpieczny w produktach przeznaczonych do spłukiwania. Może przesuszać skórę wrażliwą. W 2004 roku substancja otrzymała tytuł alergena roku. (Alergia: skala 1 na 5)
  • Lauryl Glucoside (poliglukozyd laurylowy) - detergent, niejonowa substancja powierzchniowo czynna. bezpieczny dla środowiska, biodegradalny. Substancja łagodna dla skóry, łagodzi ewentualne drażniące działanie silniejszymi detergentami. Usuwa zanieczyszczania z powierzchni skóry i włosów
  • Glycerin (gliceryna) - silnie hydrofilowa i higroskopijna substancja nawilżająca. Ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka, pomaga substancjom aktywnym przedostać się w głąb skóry. Skuteczna zwłaszcza w kosmetykach z dużą ilością wody. Łagodzi podrażnienia, przyśpiesza regenerację uszkodzonej skóry, wygładza zmarszczki, zmiękcza naskórek, likwiduje zrogowacenia. Kosmetyki z dużą zawartością gliceryny są zwykle nieco lepkie na skórze. (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 1 na 5)
  • Panthenol (pantenol) - niezastąpiony w preparatach przyśpieszających gojenie, łagodzących podrażnienia, poparzenia i alergie, nawilżających, kojących, kosmetykach po opalaniu, do szorstkiej i problematycznej skóry. Dobrze wpływa na włosy, pogrubia je, nawilża, wzmacnia, nabłyszcza i wygładza, a także na paznokcie. Bardzo dobrze i głęboko się wchłania.  (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 1 na 5)
  • Coco-Glucoside (glukozyd kokosowy) -  naturalna substancja myjąca. Jest stosowana w produktach organicznych, ponieważ jest wyjątkowo łagodna dla skóry. Wzmacnia pianę w produktach pieniących. Poprawia konsystencję. Umożliwia połączenie z wodą substancji nierozpuszczalnych lub trudno rozpuszczalnych w wodzie. (Alergia: skala 1 na 5)
  • Glyceryl Oleate (monogliceryd kwasu oleinowego) - emulgator. Dobrze nawilża, utrzymuje wilgoć skory. Stosowany m.in. w kosmetykach naturalnych. Tworzy na powierzchni skóry i włosów film, który zapobiega nadmiernemu odparowaniu wody z powierzchni, przez co kondycjonuje skórę i włosy. Nadaje połysk.  (Komedogenność: skala 3 na 5)
  • Benzyl Alcohol (alkohol benzylowy, fentylometanol) - pełni rolę rozpuszczalnika. Stosowany również jako składnik kompozycji zapachowej z uwagi na jaśminową woń. To również konserwant, a także pełni funkcję regulatora lepkości. Zalecana ilość w produkcie 0,2-0,8%. Jako substancja konserwująca, jest dopuszczony przez instytucje certyfikujące kosmetyki naturalne. (Alergia: skala 2 na 5)
  • Citric Acid (Kwas cytrynowy) - regulator pH. Wykazuje działanie złuszczające, dzięki czemu usuwa przebarwienia i rozjaśnia skórę
  • Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil (olejek eteryczny pomarańczowy) - działa antyspetycznie, bakteriobójczo, odmładza skórę, nawilża,reguluje wydzielanie sebum, odżywia, eliminuje toksyny. Ma właściwości ściągające i aromaterapeutyczne
  • Parfum (Perfumy, Zapach) - ogólne określenie kompozycji zapachowej, która może być różnego pochodzenia. Maskuje niepożądane zapachy. Niektóre kompozycje zapachowe mogą być bardzo silenie drażniące, uczulające i toksyczne, w zależności od użytych komponentów, z jakich powstały
  • Dehydroacetic Acid (kwas dehydrooctowy) - Łagodny konserwant. Zapobiega zepsuciu kosmetyku, chroni przed mikroorganizmami. (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 1 na 5)
  • Limonene (limonen) - substancja zapachowa lub składnik kompozycji zapachowej. Znajduje się na liście groźnych alergenów. Obecność tej substancji musi być uwzględniona w wykazie składników INCI, gdy jej stężenie przekracza 0,001% w produkcie niespłukiwanym lub 0,01% w produkcie spłukiwanym (Alergia: skala 5 na 5)
  • Linalool (linalol)- substancja zapachowa lub składnik kompozycji zapachowej. Ma właściwości bakteriobójcze, przeciwdziała nieprzyjemnym zapachom. Jako dodatek do kosmetyków może wywoływać reakcje alergiczne. Uważany za groźny alergen. (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 4 na 5)
  • Citral (Cytral) - składnik kompozycji zapachowej. Składnik sklasyfikowany jako potencjalny, groźny alergen. (Alergia: skala 4 na 5)
  • Citronellol (Cytronelol) - składnik kompozycji zapachowej imitujący zapach róży i geranium. Jest klasyfikowany jako drażniący, wpisany na oficjalną listę potencjalnych alergenów. (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 3 na 5)

Lubię konsystencję żelu. Jest śliska, jakby lekko żelowa. Z łatwością sunie po skórze, a przy tym nie pieni się specjalnie, co bardzo mi odpowiada. Skóra jest oczyszczona, a jednocześnie gładka i przyjemna. Nie zauważyłam aby żel przesuszał moją skórę ale również właściwości nawilżających czy odżywczych również nie jestem w stanie mu przypisać. Moja skóra w okresie letnim niemal niczego ode mnie nie wymaga, a żel jest dla niej całkowicie neutralny.


Lubię żele Biolove, chociaż dość szybko dopadł mnie przesyt. Z pewnością jeszcze do nich wrócę ale prędzej przy jakieś nowej i oryginalnej gamie smaków.. zapachów. Wersję z brownie z pewnością będę miło wspominać, bo chociaż jest słodka i przy częstym użytkowaniu (2-3 razy dziennie) potrafi jednak zmęczyć to zdecydowanie pozytywnie zapada w pamięć.

Mieć ciastko czy zjeść ciastko? W tym przypadku to nie dylemat..zamień się w ciastko!


sierpnia 05, 2018

ULUBIEŃCY LIPCA 2018

ULUBIEŃCY LIPCA 2018

Chyba można oficjalnie uznać lipiec za miesiąc największego marudzenia 😅 A to za gorąco, a to deszczu nie ma.. znowu za gorąco.. a teraz za dużo deszczu.. i znowu za gorąco. Nie jestem szczególną fanką lata, ani leżenia plackiem na plaży. Zdecydowanie wolę aurę jesienną z szalikiem, kaloszkami i wieczornym odpalanie świec zapachowych.. ale gdy jesień jest mocno deszczowa i pochmurna to tego słonka jednak mi brakuje. Okres obecnych upałów traktuję jako zwyczajne ładowanie baterii gdyby w jesieni i zimie tego słonka mi brakowało. To również czas cięższej pracy na działce, którą porządkujemy.. odciski, a potem odciski na starych odciskach i odparzenia po rękawicach to już norma.. ale.. czy promienie słoneczne to nie jest najlepszy sposób na przyswajanie witaminy szczęścia? Jasne! Wszystko w rozsądnym umiarze.. ale przecież niemal we wszystkim można znaleźć plusy. Hmm.. czyżbym przedawkowała już witaminę D?


PURITY VISION - WODA RÓŻANA 
Nie spodziewałam się, że tak bardzo polubię się z tą wodą różaną. Ubzdurałam sobie, że to nie jest czysta woda kwiatowa ale w składzie znajduje się wyłącznie ekstrakt z kwiatów róży damasceńskiej z rodzaju Rosa Damascena Mill. Zapach jest bardziej intensywny od hydrolatów różanych, które miałam okazję do tej pory poznawać ale jestem już na tyle przyzwyczajona do tego aromatu, że mi nie przeszkadza.. wręcz przeciwnie! Nieustannie hydrolaty różane wciąż są tymi do których najbardziej lubię wracać. Recenzja w sierpniu.


DOUCES ANGEVINES - LES LARMES D'ONDINE - OLEJEK DO KĄPIELI  
Smutek i żal.. właśnie dobił dna. W sierpniu mieliśmy ostatnią wspólną kąpiel. Wyjątkowy i nietypowy aromat, który mocno wbija się w pamięć. Mocne, leśne nuty nigdy nie były dla mnie atutem.. raczej ich unikałam na rzecz czegoś bardziej bezpiecznego. Jednak kompozycje zapachowe produktów Douces Angevines są wyjątkowe. Kompozycje zapachowe nie są tu przypadkowe, a skład dobierany jest z myślą o działaniu.. i rzeczywiście działa. Niby zwykły umilacz kąpielowy, a niesamowicie działa na zmysły, rozładowuje napięcie i stres, udrożnia drogi oddechowe i pielęgnuje skórę.. aż nie chce się z wanny wychodzić! Produkty Douces Angevines znajdziesz w sklepie TobeEco.



ANDALOU NATURALS - DEEP CONDITIONING HAIR MASK
Ehh.. maska trafiła do lipcowego denka i już za nią strasznie tęsknię. Zdecydowanie przy pierwszych zakupach na iHerb trafi do koszyka w całkiem obfitych zapasach. Z moimi włosami, które ostatnio zaniedbałam zrobiła cuda i to już przy pierwszym użyciu. Zastosowana nawet na skórę głowy nie przyczyniła się do obciążenia ani przyklapnięcia. Skóra głowy ją polubiła chociaż niemal nigdy nie aplikuję tam odżywek/masek. W moim przypadku często jest tak, że jeśli maska dobrze spisze się na końcach włosów to przy skórze głowy zrobi masakrę. Za to gdy skóra głowy maskę polubi, a włosy u nasady nie będą przesadnie obciążone i oblepione to końce włosów wyglądają jak stara miotła. Za to ta maska to jakiś ewenement! Włosy na całej długości ją kochają!


 
BIONIGRE - SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY
Peeling skóry głowy to już nieodzowny element pielęgnacji mojej skóry głowy. Zdecydowanie mojej głowie i włosom to służy ale nie każdy peeling jest łatwy w użyciu.. nie dotyczy to Bionigree. Wodnista formuła bez drobinek sprawia, że nie mam problemu z wypłukaniem farfocli z włosów, a świeży mentolowy zapach serum oczyszczającego jest niesamowitym odprężeniem i odświeżeniem przy 30-sto stopniowym upale. To moje drugie opakowanie serum. Po pierwszym miałam chęć na kilka eksperymentów z peelingami na bazie różnych drobinek złuszczających.. i męczyłam się. Po wykończeniu wszystkich peelingów, dzięki Gosi z profilu Krytyk Kosmetyczny trafił do mnie mój utęskniony peeling. Strasznie się ucieszyłam na ponowne spotkanie.. i chyba już się nie rozstaniemy. U mnie sprawdza się rewelacyjnie!



NYX - SOFT MATTE LIP CREAM
Nieustannie wciąż bardzo lubię te pomadki i na okrągło do nich wracam. Mimo, że ich wykończenie jest matowe to całkowicie wybaczają mi suche skórki na ustach. Ładnie się zjadają, nie wysuszają ust, nie rozlewają się poza krawędź, mają dobrą pigmentację i bardzo twarzowe kolory. 


W okresie letnim moim największym ulubieńcem kolorystycznym jest najjaśniejszy odcień wpadający w lekki pomarańcz, który jednocześnie genialnie współgra z opalenizną, mowa o Zurich (pierwszy od prawej). Ulubieńcem przez cały rok jest za to Cannes (w środku), a Prague to opcja na letnie wieczorne wyjścia z minimalistycznym makijażem twarzy i przykuwającym uwagę kolorem na ustach. Żałuję jedynie, że ich składy nie są bardziej przyjazne.. w końcu pomadki się zjada.

Jak tam kumulacja witaminy D? Nadmiar czy wciąż niedobory? 😂


sierpnia 02, 2018

NOWOŚCI LIPCA 2018

NOWOŚCI LIPCA 2018
 
Pod względem zdrowotnym lipiec kojarzy mi się bardziej z migreną i światłowstrętem.. miałaś coś takiego? Na szczęście to nie jest blog o zdrowiu i marudzeniu ale o kosmetykach.. moich kosmetykach.. z mojej łazienki i.. jeszcze tej "niewielkiej" drogerii w mojej sypialni 😅 która co miesiąc się.. zmniejsza! A ta! Surprise! Gdybym tylko jeszcze nie brała udziałów w rozdaniach.. bo coś ostatnio mam do nich szczęście.


NCLA - LAKIERY Z KOLEKCJI MARZENY KANCLERSKIEJ

Moja czerwcowa wygrana, która miała dość spore trudności z transportem. Poczta Polska nawaliła na całej linii. Paczka priorytetowa zawiesiła się w transporcie i słuch o niej zaginął.. na szczęście w lipcu dotarła cała i zdrowa.

Być może to dziwne ale bardzo brakowało mi klasycznych lakierów. Co jednak nie oznacza, że z lakierów hybrydowych mam zamiar zrezygnować.. to niesamowita wygoda! Natomiast do hybryd staram się jednak podchodzić zdroworozsądkowo. Z pewnością odcięcie dopływu powietrza i światła do płytki paznokciowej nie może być korzystne, do tego dochodzi również lampa po której zawsze mam wysuszone na wiór dłonie. Dlatego często pomiędzy hybrydami robię robię przerwę, która trwa czasem miesiąc, a zdarza się, że dwa miesiące. Międzyczasie wypada jakaś jednodniowa impreza i tu nie zawsze mam chęć czy siły siedzieć i dłubać. Szykując się do zakupu tradycyjnego lakieru.. tak.. tylko jednego lakieru.. chciałam aby, był to lakier z dobrym składem. Nadarzyła się jednak okazja na udział w rozdaniu Ani na profilu mystrawberryfields ze współpracą z marką NCLA... i udało się! Marce już wielokrotnie się przyglądałam. Zarówno lakiery hybrydowe jaki i tradycyjne są pozbawione toksyn (formuła 7 free) i są w pełni wegańskie! O samych lakierach z całą pewnością jeszcze napiszę. Ale już teraz skradły mi serce bardzo klasycznymi kolorami, które uwielbiam!

Sklep: NCLA są dostępne w Polsce na stronie polskiego producenta shopncla.pl


COULEUR CARAMEL - TUSZ DO RZĘS MASCARA BACKSTAGE
Podobno jedna z najlepszych mascar z fajnym naturalnym składem. Skutecznie zostałam namówiona po przeczytaniu dwóch postów na blogu Ekodystrykt oraz Emza. Dodatkowych recenzji nie potrzebuję. Z tuszami na szczęście mam tak, że używam jednej i nie posiadam żadnych zapasów. Po 3-4 miesiącach tusz wymieniam. W związku z czym ten od dnia pierwszego sierpnia poszedł w ruch! Jednak nie był to tusz na szczycie mojej listy ale dobra promocja w sklepie Ekozuzu i kod zniżkowy którym podzieliła się ze mną kochana Anulka skutecznie zmienił moje plany. Dziękuję!

Sklep: Ekozuzu


ISANA - PŁATKI KOSMETYCZNE NIEBIELONE CHLOREM
Wiem, że to jest już nudne. Kupiłam ponownie chociaż miałam przy okazji zakupów w jakimś sklepie internetowym zamówić inne ale równie z serii Bio (bez chloru). Pech chciał, że akurat dobiłam do ostatniego płatka, a zakupów internetowych na ówczesną chwilę nie planowałam. Wystarczył cynk od Moni (Mama z różową torebką), że płatki są na promocji i bez zastanowienia poszłam i wykupiłam wszystkie jakie były.. a było już tylko cztery.

Sklep: Rossmann

Inne marki płatków organicznych niebielonych chlorem: Simply Gentle, Masmi (tradycyjne), Masmi (duże), Avril, Bocoton, Organyc


Pani Kinga właścicielka marki Be.Loved na Instagramie zorganizowała rozdanie z genialnymi produktami z okazji trzecich urodzin marki. Zgadnij kto m.in. wygrał jedną paczkę


BE.LOVED - PAPAYA MANGO ANTI-AGING EYE CREAM
Kremy pod oczy to produkty z którymi ciężko jest mi się dogadać. Najgorsza wersja kremu to taka, która migruje mi do oczu niezależnie od tego jak mikroskopijną ilość nałożę i w jakiej odległości. Od jakiegoś czasu zupełnie przerzuciłam się na kremy koreańskie, bo żaden z nich mi tego nie robił, a Polskie owszem. Ostatnio w planach miałam zakup kremu kawowego ze 100% Pure ale Be.Loved zmienił moje plany.. przynajmniej przesunął je na późniejszy okres. Krem z mango i papają brzmi naprawdę nieźle. Czytając obietnice i skład mogę przyznać tylko jedno.. nie mogę się doczekać użytkowania! 



BE.LOVED - SERUM VITAMIN VAMP
Trudno znaleźć w asortymencie marki coś czego nie chciałabym sprawdzić na sobie. W zasadzie trudno ułożyć tu jakąś hierarchię produktów najbardziej chcianych, czy jakieś top 10. Jednak jeśli chodzi o to serum to z pewnością znalazłoby się na wysokim miejscu takiej listy. Już macane.. zdjęcia zdobione.. tylko używać!



BE.LOVED - LIP & CHEEKS
Nie mogę wyjść z podziwu jak pięknie jest opakowanie tego produktu. Nie powstydziliby się go najwięksi projektanci mody czy czołówka makijażowych guru. O ile w kwestii opakowania mogliby konkurować to zapewne rozłożyliby się w kwestii naturalnego składu. A jak! Można? Można! Jest to oczywiście rodzaj rozświetlacza na usta i policzki. W rozmowie z panią Kingą wiem, że pojawią się aż cztery odcienie, a prace nad tym produktem trwały dwa lata! Dzięki dodatkowi pigmentu Lip & Cheeks powinien sprawdzić się również jako cień na powieki. Oj.. aż żal go używać 😍

Sklep: jeszcze nie dostępny w ofercie


XITIAN - SKOMPRESOWANE MASECZKI W PŁACHCIE
Nieustannie poszukuję maseczek, które będą w dość dobrym stopniu skrojone na moją twarz. fajnie jakby jeszcze dobrze przylegały niezależnie od tego czym je nasączę. Póki co nie miałam szczególnie na co narzekać, chociaż ideału nie znalazłam.. za to w tej kwestii prawdopodobnie wyręczyła mnie Anula (Co kręci Anulę). Anna znalazła coś wyjątkowego! Już sprawdziłam na sobie! Maseczki Xitian mają znacznie cieńszy materiał niż te z którymi się spotykałam oraz są świetnie skrojone!



Oprócz maseczek w paczce nalazłam: płatki pod oczy, próbkę masła orzechowego Fresh&Natural oraz.. pyszności! Dżem z rabarbaru na ostro! Poezja smaku! 


SAPE - OCZYSZCZENIE PEELMASKA
Uwielbiam połączenie maseczki z peelingiem. Niezależnie czy jest to enzymatyczna wersja peelingu czy bardziej mechaniczna.. nie ma to znaczenia. Zwyczajnie uwielbiam wielofunkcyjne produkty. Na produkt SAPE miałam chęć w chwili kiedy się pojawił, a do realizacji tego chciejstwa przekonała mnie promocja i pewna.. Pani która miała z tym produktem problem 😅 We wrześniu powinien pójść w ruch! W przepięknie zapakowanej paczce od SAPE znalazłam jeszcze dwie próbki mydełek: ryżowego i  węglowego. Super! Bo poszukuję mydła doskonałego, a we wrotki w SAPE są mydlane wtorki.. chyba, że ze względu na zmianę stanu cywilnego właściciele zapomnieli 😂 Cóż.. mieli prawo.

Sklep: SAPE


HAMMAM - PUMEKS Z MAROKAŃSKIEJ GLINKI CZERWONEJ
Moja szwagierka wie doskonale, że lubuję się w naturalnej pielęgnacji i z wyjazdu do Warszawy przywiozła mi genialny prezent. Zdecydowanie jestem fanką tego typu pumeksów. Są niezawodne, świetnie ścierają, łatwe w utrzymaniu w czystości.. zalet jest ogrom! Obecnie mam już podobny w użyciu dlatego ten chwilowo ląduje w zapasach ale z całą pewnością nie zmarnuje się!

Sklep: Hammam


COULEUR CARAMEL - PODKŁAD W SZTYFCIE  ODCIEŃ 12
Na podkład miałam chęć już od jakiegoś czasu, chociaż nie byłam przekonana do takiej formy. Ostatecznie padło na markę It Cosmetics i słynny CC+ Your Skin But better w odcieniu Fair ale okazał się nieco za jasny. Niby ratowanie się lekkim bronzerem zdaje egzamin ale.. 40% rabatu na produktu m.in. Couler Caramel w Kontigo skutecznie mnie przekonało do sprawdzenia sztyftu na który i tak miałam chęć. Odcień 12 w opakowaniu wydaje się fajny i odpowiedni.. ale to trochę za mało.. muszę sprawdzić na twarzy! W planach mam dokończyć krem BB od Kairs i niezwłocznie zacząć używać Couleur Caramel.. bo nie wiadomo ile tego lata jeszcze będzie 😅

Sklep: Kontigo



UŚMIECHNIĘTE OCZY - DOMOWE PRZETWORY
Jeszcze na koniec pochwale się moim zamówieniem u Żan z bloga Uśmiechnięte oczy. Uwielbiam domowe przetwory! Mogę je wsuwać na okrągło. Cukinii z carry i trawą cytrynową już dawno nie ma.. mniam! A reszta czeka grzecznie na swoją kolej. Dżemy z jagody kamczackiej w wersji solo oraz w duecie z truskawką na chmurce twarogu/białego serka na świeżo upieczonej bułce.. czy można nie mieć ślinotoku? Za to w ostatnim słoiczku jest pasta z papryczek chili.. czeka na swój debiut jako baza (część bazy) do domowej pizzy.


Takie genialne wygrane konkursy i tyle pyszności! Dlaczego ja jeszcze nie gram w lotto?!
I tak.. w Kontigo na promocji 40% kupiłam tylko.. TYLKO i wyłącznie jeden produkt  😇
Grzeczna Agniesia! Bardzo grzeczna.

lipca 31, 2018

ZUŻYCIA LIPCA 2018

ZUŻYCIA LIPCA 2018

Uuu.. jak ja się obecnie cieszę, że w czerwcu zrobiłam zapas zdjęć. Lipiec miałam tak pracowity, że moje dłonie nadają się tylko do trzymania w kieszeniach spodni 😅 No takiego powera i chęci do prac ogrodowych chyba jeszcze nigdy nie miałam. Pęcherz gonił pęcherz.. otarcia, zranienia.. a potem domowe SPA. W efekcie niemal każdy omówiony w lipcu produkt trafił tu.. do denka!


POLNY WARKOCZ - RUMIANKOWA ESENCJA MICELARNA
Mój ulubieniec do którego chętnie wracam.. a raczej jak już kupuję to w ilości hurtowej. Lubię za delikatność i skuteczność jednoczenie. Nie muszę pocierać oczu, nie szczypie, działa już przy niewielkiej ilości na waciku przez co jest wydajny. Z przyjemnością będę wracać, a póki co mam jeszcze jedną buteleczkę w zapasie i kilka innych płynów micelarnych więc bardzo możliwe, że zrobię sobie krótką przerwę.. ale wrócę. Z resztą poza rumiankową esencją Polny Warkocz wypuścił kilka innych produktów, które już wpakowałam na wishlistę 



AVALON ORGANICS - INTENSE DEFENSE ŻEL DO MYCIA TWARZY Z WITAMINĄ C
Powrót do niego po 2 miesięcznej przerwie to prawdziwa ulga. W zasadzie nic więcej mi nie potrzeba. Podwójne mycie twarzy zapewnia mi zmycie makijażu i dobre oczyszczenie skóry. Nie wysusza, nie podrażnia, nie ściąga.. nie widzę żadnych wad ani nic czego mogłabym się przyczepić. Może jedynie to zasychanie kropelki żelu na wylocie dozownika bywa irytujące.. ale to kropla w morzu zalet. Ulubię, w zapasie kolejne 3 opakowanie i z pewnością będą kolejne.



AVEBIO - TONIK BAMBUSOWY
Niby niewielka pojemność, a jego zużycie to wcale nie takie hop-siup. Przy częstym użytkowaniu podrażniał mi skórę ale doraźnie spisywał się dobrze. Niestety nie jestem w stanie używać go w formie rozpylanej bezpośrednio na skórę, bo tak strasznie przytyka nozdrza i odbiera oddech, że martwię się o swoje zdrowie 😅 Zdecydowanie za dużo miałam z nim przebojów aby móc w pełni docenić jego działanie. Cieszę się, że w końcu dobił dna. 



ISANA - PŁATKI KOSMETYCZNE BIO
Ciągle sobie powtarzam, że chociaż na chwilę się od nich oderwę i kupię coś innego ale również niebielonego chlorem.. i ciągle zapominam. W najbliższym czasie również się nie zapowiada żadna zmiana, bo ostatnio zaopatrzyłam się w ich zapas. Jest jednak światełko w tunelu, bo dzisiaj brutalnie uświadomiono mi likwidację Rossmanna, którego miałam pod domem. Jeśli chodzi o same płatki to lubię je za delikatność i chłonność. Widzę różnicę pomiędzy nimi, a resztą.


VIANEK - ŁAGODZĄCA MASECZKA DO TWARZY DO CERY PODRAŻNIONEJ
Przyjemna i nic ponadto. Kremowa konsystencja, którą tuż przed otwarciem należy porządnie w opakowaniu wymieszać, bo jeśli tego nie zrobimy to część maski będzie gęsta, a reszta bardziej płynna. Chociaż byłam przekonana, że dobrze wymieszałam zawartość to i tak przy aplikacji miałam różne konsystencje. Dobrze się rozprowadza, w noszeniu jest komfortowa, delikatnie zastyga. Zmywanie jest problematyczne i bez pomocy gąbki trwać to może bardzo długo. Samo działanie maski jest jedynie poprawne. Nie podrażnia mojej nielubiącej glinek skóry ale również nie zauważyłam aby łagodziła podrażnienia. Jedynie lekkie działanie wygładzające i oczyszczające mogę jej przypisać.


COSNATURE - MASECZKI: ROKITNIK I POMELO
Ponownie.. całkiem poprawne maseczki ale nic więcej. Niczym specjalnym mnie nie zachwyciły ale również nie zaszkodziły. Konsystencja obu jest w zasadzie identyczna ale różnią się zapachem (chociaż jest bardzo delikatny). Jednak z uwagi na sporą ilość składników komedogennych nie planuję do nich wracać, bo i tak nie mogłabym ich używać często.



YUNIFANG - RÓŻOWA MASKA W PŁACHCIE
Uwielbiam te maseczki za rodzaj materiału z którego są wykonanie. Jest niesamowicie delikatny i cienki. Mimo to zaskakująco długo utrzymuje wilgoć. Płachta świetnie przylega do twarzy, nie zjeżdża, nie przesuwa się, mogę w niej gadać, chodzić, pochylać się. Jeszcze ani razu maski z Yunifang nie zaszkodziły mojej skórze. Po tym spotkaniu jestem w końcu w stanie określić mojego faworyta, a jest nim wersja czerwona z żeń-szeniem.



LA CAFE DE BEAUTE - ODMŁADZAJĄCA MASKA DO TWARZY "CHOCOLETTO" Z NATURALNYM KAKAO
W końcu dobrałam się do zestawu maseczek w kapsułkach od La Cafe De Beaute! Na pierwszy ogień poszła wersja z czekoladą i rzeczywiście jest czekoladowa. Nic więcej nie piszę.. recenzja trzech różnych maseczek ale o podobnym działaniu będą pojawiać się w najbliższym czasie. Na pierwszy ogień idą wersje o działaniu odmładzającym.


YUNIFANG - PŁATKI POD OCZY
Bardzo przyjemnie mi się ich używało. Rzeczywiście poprawiały stan okolic oczu ale to nie jest opcja na 5 minut. Zdecydowanie warto w nich posiedzieć nieco dłużej. Genialny delikatny materiał, który nie ściąga skóry ani nie zjeżdża. Esencja jest gęsta i długo utrzymuje wilgoć. Efekt zauważalny, spojrzenie wypoczęte, skóra wokół oczu dobrze nawilżona i komfortowa. Nie mam zastrzeżeń.



RODIAL - SUPER ACIDS X-TREME ACID RUSH PEEL
Bałam się tego produktu.. brzmi na bardzo silny. Saszetka powinna wystarczyć na twarz i szyję ale ledwo co wystarczyła na twarz, a przecież wcale takiej dużej głowy nie mam.. chyba. Lekki przezroczysty żel, bez drobinek i całkowicie bezzapachowy. Ekspresowo się wchłania, komfortowy.. w ciągu 15 minut nic nie czuć aby coś strasznego się działo.. w zasadzie nic nie czuć. Po zmyciu skóra jest przyjemnie wygładzona, fajnie odświeżona i matowa. Niestety zabrakło mi tu efektownego złuszczenia naskórka, a to miał być główny cel produktu.

MARTINA GEBHARDT - ALOE VERA FACE LOTION
Niewielką próbkę 2ml zużyłam na raz, a to stanowczo za wiele i niemal nigdy takiej ilości kremu nie nakładam. Nie wiem co mi strzeliło do głowy. Ostatecznie emulsją pokryłam twarz, szyję, dekolt i.. piersi 😅 Wydajność mega! Konsystencje lekkiego mleczka o ziołowym aromacie. Potrzebuje chwili na wchłonięcie ale efekt jest bardzo fajny. Skóra pozostaje przyjemnie nawilżona, bez efektu świecenia ale też nie jest w pełni matowa. Brak uczucia lepiej warstwy. Rano skóra była bardzo dobrze nawilżona. Mój suchy placek w okolicy bruzdy nosowo wargowej został całkowicie ujarzmiony.. znikł i więcej się nie pojawił. Ani jednej suchej skórki, żadnego zapchania, nawet złowieszczej kropeczki.. zero. Obawiam się, że przy codziennym użytkowaniu lotion mógłby okazać się za ciężki w okresie letnim ale stosowany co kilka dni powinien być wybawieniem dla mojej skóry i idealnym kremem na co dzień w okresie jesienno-zimowy. Muszę jeszcze dorwać próbkę aby sprawdzić jak zachowa się pod makijażem.

Próbki produktów Martina Gebhardt można zamówić w sklepie Green-line. Emulsja Aloe Vera występuje w dwóch pojemnościach 30 ml w cenie 57 zł oraz 100ml (!) w cenie 119 zł. Wersję 100ml używałabym również do ciała, bo inaczej nigdy by się nie skończyła 😂 Tak.. spodobała mi się na tyle, że zrobiłam rozeznanie i wpisałam na Wish Listę. Przy okazji przypominam o genialnych szpatułkach szklanych do aplikacji kremów!


SYLVECO - UJĘDRNIAJĄCE MYDŁO NATURALNE
Zdecydowanie najgorsze z całej trójki mydeł od Sylveco jakie użytkowałam. Pozostawiało moją skórę tępą. Jedyne skojarzenia to tylko te najgorsze ze stosowania mydeł do których zraziłam się na tyle, że przez lata nie chciałam o żadnych mydłach słyszeć. Uhh.. źle wspominam.. bardzo źle.



SYLVECO - ODŻYWCZE MYDŁO MATURALNE
Po wersji ujędrniającej miałam mieszane uczucia ale wersja odżywcza podreperowała honor mydeł Sylveco. Mydło okazało się delikatne i przyjemne dlatego dość chętnie po nie sięgałam. Mimo wszystko to wciąż nie jest mydło do którego bym z przyjemnością chciała wrócić. Wciąż plasuje się w kategorii przeciętnych mydeł, a ja szukam czegoś ekstra!



EO LABORATORIE - KAWOWE PEELINGI
Pod względem złuszczenia nie mam im nic do zarzucenia. Skóra po ich użyciu jest bardzo przyjemnie wygładzona. Jednak już samo użytkowanie to droga przez mękę. Peelingi mają grudki, które utrudniają aplikację, są bardzo suche, pozostawiają lekki osad na skórze, który należy dodatkowo zmyć przy użyciu żelu. Jednak najbardziej rozczarowały mnie zapachy, ani czekolada ani cynamon nie grały tu głównych skrzypieć.. było trzeba tych aromatów szukać. Szkoda.



IDEA TOSCANA - ZESTAW MINIATUR (ŻEL, BALSAM I KREM DO RĄK)
Zestaw miniaturek, które bardzo uprzyjemniły mi wieczorne domowe SPA. Przede wszystkim śliczny zapach o ziołowej bazie. Zestaw zaskoczył mnie swoją wydajnością. Byłam przekonana, że w przypadku żelu będzie to jednorazowe spotkanie ale nawet od wystarczyłby na mały urlop.bardzo przyjemnie wspominam balsam, który nie pozostawiał na skórze tłustej warstwy. Za to skóra po nim była jedwabiście gładka.



SHEFOOT - SKARPETKI NAWILŻAJĄCE I PLASTRY NA PIĘTY
Ten zestaw produktów w sierpniu doczeka się recenzji. O ile skarpetki z esencją nie są specjalną nowością to plastry na pięty w które należy nosić przez 8 godzin (najlepiej w nich spać) to coś z czym spotkałam się po raz pierwszy. Do tego zestawu w recenzji zbiorczej dołączy jeszcze zabieg na domowe SPA oraz krem do stóp.

AVALON ORGANICS - SZAMPON Z OLEJKIEM Z DRZEWA HERBACIANEGO
Bardzo fajny szampon! Już teraz muszę przyznać, że brakuje mi orzeźwienia jakie dawał. Zawsze stroniłam od szamponów na bazie olejku z drzewa herbacianego ale widzę, że był to poważny błąd. Szampon Avalon Organics porównywałam w poście do szamponu Desert Essence i minimalnie bliżej mi do Desert Essence. Jednak do Avalon również z wielką przyjemnością bym wróciła. Genialny!



ANDALOU NATURALS - MASKA DO WŁOSÓW Z EGZOTYCZNYM OLEJEM MARULA
Tęsknię! Genialna maska, która po jednym użyciu zrobiła na moich przeproteinowanych włosach efekt wow! Włosy po niej są zregenerowane, błyszczące, lejące, lśniące.. po prostu wow! Z wielką przyjemnością ponownie.. bzdura! Ja muszę mieć jej zapas!



LE CAFE DE BEAUTE - MASKA DO WŁOSÓW I SKÓRY GŁOWY Z CZEPKIEM
Skoro jedna maska wow! to druga maska.. wow! ale z licznymi przekleństwami. Nigdy nie miałam tak oblepionych włosów. Podejrzewam, że gdybym nie myła włosów przez miesiąc to i tak byłyby w lepszym stanie niż po tej masce. W dodatku przez kilka solidnych myć nie byłam w stanie jej wymyć. największy włosowy horror jaki miałam.



FARMONA - JANTAR ODŻYWKA Z WYCIĄGIEM Z BURSZTYNU DO WŁOSÓW I SKÓRY GŁOWY
O tej odżywce czytałam już wiele i wiele dziewczyn chwaliło efekty. Wypadanie włosów i to w dość paskudny sposób nie jest mi obce więc chętnie przy takich mało przyjemnych okazjach testuję tego typu produkty. Odżywkę Jantar przelałam do butelki z pipetą aby łatwiej aplikować.. ale to nic nie pomogło. Starałam się być systematyczna ale to mnie zwyczajnie przerosło. W efekcie nie zauważyłam żadnych efektów, a w dodatku miałam spore zastrzeżenia co do składu. Recenzja miała być.. ale nie będzie, bo w zasadzie nie ma o czym pisać.


MARK HILL - VOLUME SERUM 
Niemal zupełnie nie widzę efektów po użytkowaniu tego produktu. Ma zapewniać bujną fryzuję, z odbiciem od nasady. Po jego zastosowaniu należy wysuszyć włosy na szczotce ale przecież już sam ten fakt za każdym zrazem zapewnia mi satysfakcjonujące odbicie włosów od nasady. Równie dobrze w środku mogłaby być sama woda. Zupełnie bez sensu. 



LANCOME - MONSIEUR BIG
Tusz dostałam w prezencie i niemal od razu zaczęłam używać. Na jego temat krążą raczej dobre recenzje ale sama nie jestem w stanie ich potwierdzić. Tusz rzeczywiście jest w stanie zrobić świetny efekt na rzęsach ale zazwyczaj wymaga to niezwykłej cierpliwości, uwagi, skupienia.. Ehh.. recenzja na dniach.


KRINGLE - SPARKLING
Gdy na zewnątrz towarzyszą mi wysokie temperatury nie mam najmniejszej ochoty na jakiekolwiek palenie świec, ale lato jest na tyle zwariowane w tym roku, że trudno się połapać czy to wiosna, lato czy jesień. Sparkling to dla mnie wyjątkowy zapach na chłodny i pochmurny letni wieczór. Jest zarazem ciepły jak i orzeźwiający.. dokładnie jak pyszna lemoniada. Bez problemu pozwalałam sobie palić go nawet w środku dnia.


Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger