grudnia 26, 2016

RESIBO - OLEJEK DO DEMAKIJAŻU

   Przejście z agresywnych  produktów do oczyszczania twarzy na delikatne olejki czy balsamy diametralnie przewróciło moją pielęgnację cery o 180 stopni. Początki oczywiście bywały trudne. Brakowało mi efektu mocno oczyszczonej skóry ale z czasem przekonałam się, że takie uczucie to nic dobrego. Obecnie nie wyobrażam sobie innego sposobu oczyszczania twarzy, a produktem który po raz kolejny mi przy tym towarzyszy to olejek Resibo.


   Od producenta:
   Olejek doskonale oczyszcza skórę twarzy. Dlaczego? Ponieważ oleje najlepiej rozpuszczają inne oleje, czyli sebum, a także produkty do makijażu i zanieczyszczenia. Natomiast specjalne włókno ściereczki doskonale je pochłania i usuwa.
   Jak to się dzieje, że olejek współgra zarówno ze skórą suchą, jak i tłustą? Skóra twarzy posiada naturalną warstwę hydrolipidową, dzięki której jest zabezpieczona przed negatywnymi czynnikami zewnętrznymi. Oczyszczając skórę każdego dnia naruszamy warstwę ochronną - cera sucha jest jeszcze bardziej odwodniona, natomiast tłusta broni się produkując jeszcze więcej sebum.
   Jak działa olejek? Olejek odżywia skórę suchą, nawadnia i dostarcza jej brakujących składników odżywczych. Twarz staje się gładka, miękka, zmarszczki i zaczerwienienia są mniej widoczne, a uczucie ściągnięcia zlikwidowane. Przy cerze tłustej olejek reguluje pracę gruczołów łojowych, dobrze ją oczyszcza oraz działa antybakteryjnie.
   Największą różnicę zobaczysz rano - przy regularnym stosowaniu twarz staje się wypoczęta, świeża i naturalnie promienna.


   Olejek otrzymujemy w kartonowej tubie wraz ze ściereczką. Opakowanie olejku to smukła butelka zaopatrzona w dozownik z funkcją Open - Stop. To moje drugie opakowanie olejku  i mogę z pełną świadomością powiedzieć, że od początku do końca butelka wygląda tak samo nienagannie jak w momencie wyciągnięcia jej z tuby. Również nigdy nie miałam problemów z dozownikiem. Prawdę mówiąc opakowanie jest na tyle solidne i estetyczne, że producent mógłby pokusić się o wprowadzenie uzupełniaczy, które byłyby po prostu tańsze.



   Nie wiem czy znajdzie się osoba, której grafika opakowań produktów Resibo nie przypadłaby do gustu. Wygląda to dość oryginalnie i bardzo estetycznie. W opakowaniu znajduje się 150 ml żółtej mazi, a przyjemność ta kosztuje 49,00 zł na stronie producenta.
   Zapach olejku nie jest powalający.. ale nie musi. Bazą jest tu olej lniany i właśnie taki zapach tutaj góruje. Lekko wyczuwalne są nieco cytrynowe nuty. Cała kompozycja jest dość przyjemna / neutralna w użytkowaniu. 
   Żółtawe zabarwienie olejku jest dla mnie nieco kłopotliwe. Nie chodzi tutaj o samo oczyszczanie ale o brudzenie ściereczek, które mi służą do demakijażu. Po kilku użyciach ściereczek, żółtawe zabarwienie zostaje mimo wielokrotnego prania. To sprawia, że ściereczki z czasem przestają wyglądać estetycznie, chociaż są czyste.


   Skład (INCI): Linum Usitatissimum Seed Oil (Olej z lnu zwyczajnego), Vitis Vinifera Seed Oil (Olej z pestek winogron), Crambe Abyssinica Seed Oil (Olej abisyńcki), Persea Gratissima Oil (Olej z awokado), Tocopherol (Witamina E), Leptospermum Scoparium Branch / Leaf Oil (Olej manuka), Parfum, Limonene (składnik kompozycji zapachowej).

   Skład jest prosty i nie ulega zmianom. Przyczepić można się jedynie do zawartości składników zapachowych.. można ale nie trzeba. Bazą jest tutaj olej z lnu zwyczajnego, który ma intensywny i cierpki zapach. Podejrzewam, że bez składników zapachowych olejek mógłby być nieco trudniejszy w użytkowaniu.
   Każdy z zawartych tutaj olejków pełni swoją wyjątkową rolę nie tylko w oczyszczaniu skóry ale także w jej pielęgnacji. Jednak chociażby z uwagi na olej z awokado czy olej z winogron, które poza swoimi dobroczynnymi właściwościami na skórę (m.in. odbudowywanie bariery lipidowej, właściwości nawilżające) mogą działać komedogennie, należy poświęcić nieco więcej uwagi na dokładne usunięcie produktu ze skóry. Jednak te 3-4 minuty więcej  poświęcone na oczyszczenie skóry są tego warte.



   Czy jest coś do czego się przyczepię? Owszem. 
   Są to ściereczki, które dostajemy wraz z olejkiem. Nie są złe. W zasadzie spełniają swoje zadanie. Jednak jak dla mnie są zwyczajnie za małe i za mało robią. Dlaczego?
   Początkowo, za nie do końca rewelacyjne efekty obwiniałam olejki i balsamy. Byłam również na etapie myślenia, że ta metoda nie do końca jest taka dobra, choć zdecydowanie lepsza od tradycyjnych żeli. Zdanie zmieniłam po tym jak zamówiłam na allegro ściereczki muślinowe od The Body Shop. Muślina nie tylko usuwała tłusty produkt oraz zanieczyszczenia i resztki makijażu z mojej skóry, ale także wykonywała bardzo skuteczny peeling skóry. Od tamtego momentu w moich zapasach mam kilkanaście szmatek muślinowych różnych wielkości i w różnych przedziałach cenowych. Wszystkie sprawdzają się świetnie. Zarówno te droższe od Liz Earle (dostępne na allegro <tutaj> za około 18 zł), The Body Shop (allegro <tutaj> za około 15 zł) czy zwykłe tańsze po 4 zł (allegro <tutaj>). W zapasach mam również bardziej miękkie i delikatniejsze ściereczki bawełniane czy małe ręczniki. Taka mieszanka i różnorodność materiałów stosowanych przy demakijażu olejkami jest według mnie bardzo istotna. 
   Po pierwsze, każdy rodzaj materiału inaczej traktuje naszą skórę. Bawełniane są bardziej delikatne, a muślina ostrzejsza.
   Po drugie, bawełniane ściereczki czy ręczniczki dłużej trzymają ciepło wody dzięki czemu kompres, który ma za zadanie otworzyć nasze pory w celu ich oczyszczenia jest bardziej skuteczny (muślina bardzo szybko traci ciepło).
   Po trzecie, priorytetem jest zachowanie higieny więc dobrym nawykiem jest częsta wymiana ściereczek na czyste, a brudne zwyczajnie wrzucamy do pralki.


   Cóż mogę napisać innego jak to, że nie wyobrażam sobie powrotu do innej metody oczyszczania. Oczywiście nie zawsze czuję się zmuszona do stosowanie olejków codziennie. Rano są to z reguły delikatne balsamy czy mleczka. Wieczorem, szczególnie po dniu gdy na mojej twarzy gościł makijaż są to wówczas olejki. Sięgam po nie również wieczorami gdy w ciągu dnia nie miałam makijażu ale mam ochotę na maseczkę. Dla mnie ta metoda jest jedną z najbardziej skutecznych, a przy tym delikatnych. Sama decyduję czy po całym dniu mam ochotę na bardziej oczyszczający ciepły kompres przy użyciu bawełnianego ręczniczka, czy na delikatne (lub mocniejsze) złuszczenie używając ściereczki muślinowej. 
   Bywa, że z ciekawości sięgam po różne formuły produktów oczyszczających jednak podstawą są dla mnie olejki i tak już zostanie.


   Olejek Resibo polecam nawet najbardziej zatwardziałym zwolenniczkom tradycyjnego demakijażu, a już szczególnie osobom, które od lat zmagają się z różnego typu niedoskonałościami cery. Dla mnie przejście na demakijaż przy użyciu olejków i balsamów był kluczowym momentem, w którym moje cera zaczęła wyglądać i czuć się lepiej. Ważne jest tutaj jednak nie tyle sam olejek jak i dopasowanie odpowiednich ściereczek. Przy bardziej wrażliwej cerze polecam bardziej miękkie i delikatne ściereczki bawełniane, przy mniej problematycznej można bez obaw pokusić się o częstsze stosowanie ściereczek muślinowych. Jednak zarówno muślina i bawełna są tu niezbędne.
   Naprawdę warto się przełamać i choć raz sprawdzić tę metodę na sobie.

   Kto jeszcze nie próbował olejków w oczyszczaniu?


18 komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger