maja 07, 2016

INGLOT - FREEDOM SYSTEM - MOJA KOLEKCJA CIENI - CZĘŚĆ 1

Od dobrych sześciu lat jestem wierna cieniom Inglota. Nie chodzi o to, że są tak rewelacyjne, że świata poza nimi nie widzę, a raczej o to, że dzięki samodzielnemu dobieraniu pojedynczych cieni stworzyłam paletę kolorów która w zupełności jest (była?) dla mnie wystarczająca. 


System Freedom jak nie patrzeć jest bardzo atrakcyjny. W końcu zamiast kupować 5 palet z których połowa cieni zostanie nienaruszona istnieje możliwość wybory i zakupu tylko tych, które będą w użyciu cały czas. Tak to wygląda przynajmniej w teorii, a jak wiemy praktyka jest rożna. Kiedy zaczynałam kompletować swoją kolekcję były dostępne w ofercie cienie okrągłe za około 12 zł oraz prostokątnych za około 15 zł. Obecnie dostępne są wersje tylko prostokątne i ewentualne okrągłe niedobitki. Poza samymi cieniami w systemie Freedom mamy możliwość do naszych paletek (kasetek) dobrać także: cienie do brwi, woski do brwi, rozświetlacze, róże, korektory, pudry do modelowania twarzy, pudry prasowane, podkłady, bronzery, pomadki oraz błyszczyki do ust, a nawet perfumy w kremie. Wybór nie jest łatwy. Nie chodzi tylko o sam wybór kolorów ale także wykończenia. Jeżeli chodzi o cienie mamy do wybory wykończenia: AMC SHINE, AMC, DOUBLE SPARKLE, MATTE oraz PEARL. Dziś przestawię moją kolekcję o wykończeniu AMC SHINE oraz PEARL.



Seria AMC SHINE jest dość niepozorna. Na wyspach Inglota wygląda całkiem przeciętnie, jednak po roztarciu pokazują swoją wyjątkowość. Bazę stanowi perłowe wykończenie, jednak dodano do nich bardzo delikatne drobinki, które w świetle słonecznym dodatkowo wydobywają kolor i świetlistą taflę perły. Cienie o tym wykończeniu są dość trwałe jednak wymagają nałożenia na powiekę bazy pod cienie. Sprawdzając ich kolor na wyspach Inglota możemy być zachwycone pigmentacją, jednak z pędzlami nie koniecznie się lubią i potrafią się nieco bardziej osypywać. Poniżej przedstawiam trzy cienie o wykończeniu AMC SHINE nałożone na bazę Gosh oraz za pomocą pędzla. Zdjęcia po lewej wykonane są przy świetle dziennym, a po prawej w zacienieniu.



AMC SHINE 110 to bardzo jasne złoto z delikatnym brzoskwiniową poświatą. Idealnie nadaje się do rozświetlania kącika oka (i tak go najczęściej używam) ale równie świetnie sprawdzi się na całą powiekę. To jeden z najpopularniejszych cieni z serii AMC SHINE.
 
 
 
AMC SHINE 111 to ciepły odcień złota czyli tzw. stare złoto. Absolutny faworyt z całej trójki. Jest bardzo mocno napigmentowany. Pod pewnym kontem można dostrzec nutki miedzi. Bardzo trudny do uchwycenia na zdjęciach, a przy tym bardzo niepowtarzalny.
 

AMC SHINE 128 to fiolet, który zachwycił mnie na wyspie Inglota, a w domu dużo stracił. Nie jestem w stanie uzyskać tak ładnej tafli za pomocą pędzli i bazy pod cienie, jak przy stoisku sprawdzając palcem. Bez bazy ledwo go widać. Nie tego oczekiwałam. Zawiera w sobie delikatne drobinki złota i srebra.






PEARL jak sama nazwa wskazuje są to cienie perłowe. To wykończenie należy do jednych z moich ulubionych i dość często po nie sięgam. Pigmentacja jest bardzo dobra. Konsystencja jest jakby delikatnie wilgotna. Bardzo dobrze się z nimi współpracuje i w ostateczności baza pod cienie w ich przypadku nie jest konieczna.






PEARL 393 Chociaż w opakowaniu wygląda na lekki pomarańcz to po roztarciu daje efekt subtelnej cielistej tafli. Prawdę mówiąc można pokusić się o to aby użyć go jako rozświetlacza do twarzy. Jednak najczęściej używam go do rozświetlenia oka oraz pod łukiem brwiowym.

 

PEARL 397 to piękny perłowy chłodny róż. Absolutny faworyt z serii perłowej. Pięknie rozświetla makijaż. Wystarczy niewielka ilość na środku powieki aby makijaż nabrał głębi i uroku.

 

PEARL 402 to również jeden z moich ulubieńców. Jest to ciepły jasny brąz ze złotą poświatą. Piękny i niepowtarzalny. 


PEARL 420  to jasna szarość ze srebrną poświatą. Bardzo fajnie prezentuje się w stonowanym makijażu na środku powieki.




PEARL 434 to odcień ciemnej szarości. Jednak w świetle dziennym dostrzec można złotą poświatę co jest dość dość nietypowe dla tego koloru.




PEARL 446 to kolor brudnej ciemnej śliwki z delikatną różową poświatą. Mimo, że kolor prezentuje się pięknie to cień jest nieco nieudany. Nie ma mowy o jego rozcieraniu, bo automatycznie traci kolor i staje się nijaki. Samodzielnie wygląda bardzo ładnie ale wymaga sprawnej ręki.






Jutro zapraszam na kolejną część, w której postaram się  przybliżyć cienie o wykończeniu MATTE i DOUBLE SPARKLE oraz podsumowanie.

Któryś z cieni szczególnie wpadł Wam w oko?


30 komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger