grudnia 18, 2016

SALT OF THE EARTH - NATURAL DEODORANT

   Chyba nie ma takiej osoby, której nazwa marki Satl of The Earth nie chwyciłaby za serducho. Mnie chwyciła nie tyle nazwa ale i opis, funkcjonalność oraz nagrody jakie ten produkt zebrał. Mowa oczywiście o naturalnym dezodorancie. Jednak wbrew pozorom nie jest to produkt wyłącznie skierowany do kobiet. Z powodzeniem mogą go używać także mężczyźni. Są tu jacyś?


   Od producenta:
   Dezodorant zapewnia długotrwałą ochronę przed nieprzyjemnym zapachem potu, jednak nie blokuje mechanizmu pocenia się. Zawiera naturalne sole mineralne, aloes i sodę, które nie dopuszczają do pojawienia się nieprzyjemnego zapachu.
   Bezzapachowa formułą dezodorantu pozwala na użycie zarówno przez mężczyzn jak i kobiety.
   Sposób użycia: przed użyciem wstrząsnąć, zastosować na umytą, suchą skórę pod pachami.


   Produkt kupiłam przy okazji innych zakupów w sklepie iwos.pl. Skusiłam się na małą wersję podróżną, bo to zawsze bezpieczny wybór i wystarczający na przetestowanie produktu. Jednak inną kwestią jest to czy takie małe opakowanie jest opłacalne. Najczęściej nie, a w tym przypadku wyjątkowo nie opłacalne. Za taką miniaturkę o pojemności 20 ml zapłacimy około 14 zł, a za pełnowymiarowy produkt 100 ml prawie 18 zł. Różnica cenowa to jedynie 4 zł, a różnica pojemności to prawdziwa przepaść. Zdawałam sobie z tego sprawę od początku. Jednak te 14 zł to wciąż niewiele i w razie bubla nie musiałabym się specjalnie męczyć ze zużyciem takiego kosmetyku. 


   Plusem takiego poręcznego opakowania jest z pewnością fakt, że można go zabrać w podróż bez niepotrzebnego przeciążania bagażu. Zarówno opakowanie, grafika jak i nazwa marki skradły moje serce. Jedyne zastrzeżenia mam do aplikatora. Spodziewałam się tu raczej mgiełki, a mam dość mocny rozprysk. Nie jest to coś co mi specjalnie utrudnia stosowanie produktu ale mogłoby być ciut lepiej.


   Sam płyn jest bezbarwny i zupełnie bezzapachowy przez co nadaje się zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn. Dla pań które jednak preferują wersje zapachową producent stworzył dezodorant w wersji lawendowo-waniliowej. Jest on jednak droższy i za 100ml opakowanie należy zapłacić około 28 zł. Dla mnie brak zapachu z pewnością nie jest wadą. Często dezodorant w połączeniu z perfumami tworzy wyjątkowo kiepską kompozycję dlatego warto mieć coś neutralnego. 


   Od dawna jestem przeciwniczką używania antyperspirantów, a zwolenniczką dezodorantów. Jednak wielokrotnie spotykam się z myleniem tych produktów, które z założenia mają różne działanie. Antyperspiranty blokują wydzielanie potu, a dezodoranty jedynie ukrywają przykry zapach. Bazą antyperspirantów są najczęściej szkodliwe dla naszego zdrowia związki aluminium (glinu), jednak znajdziemy je również w większości drogeryjnych dezodorantów. Z pewnością w ten temat warto bardziej się zagłębić.. ale zrobię to przy innej okazji.


  Zmęczona poszukiwaniem dezodorantu o bezpiecznym składzie dla mojego zdrowia sięgnęłam w końcu po ałun.. ale po latach używania wszystko może się znudzić. Od jakiegoś czasu chodzą za mną wersje dezodorantów w słoiczkach ale wciąż nie jestem do końca przekonana do takiej formuły.. choć z pewnością w końcu się skuszę. Z kolei dezodorant Salt Of The Earth z miejsca wydał mi się idealnym rozwiązaniem. Łatwa, szybka i higieniczna aplikacja. Ale co z działaniem? Jest tak jak opisuje producent, czyli.. nie cuchnę.W składzie nie ma alkoholu więc nic nie szczypie. Nie robi też białych plam na ubraniach. Działa tak jak powinien, czyli pocę się w naturalny sposób ale rozwój bakterii powodujący przykry zapach jest zahamowany.


   Co jeszcze ciekawego? Dezodorant może być stosowany przez wegan i wegetarian. Nie jest testowany na zwierzętach. Jest wielokrotnie nagradzanym produktem naturalnym. Nie zawiera alkoholu, parabenów, aluminium czy substancji zapachowych. Opakowanie jest wielokrotnego użytku i można kupić nawet litrową butelkę uzupełniającą (choć w Polsce nie jest ona chyba dostępna). Bez problemu produkt dostaniesz w Anglii, bo stamtąd pochodzi. Jednak jego cena w Anglii jak i w Polsce jest niemal identyczna (groszowa różnica). Na iwos.pl gdzie znalazłam produkt do wyboru mamy jedynie 3 wersje o których już wspominałam. Angielski asortyment wzbogacony jest o różne pojemności i wersje zapachowe. Dla zainteresowanych podaję stronę producenta: crystalspring.co.uk.


   Skład (INCI): Aqua (Water), Potassium Alum (siarczan potasowo-glinowy - czysta sól mineralna naturalna), Propamediol (glikol roślinny), Triethyl Citrate (cytrynian trietylu), Aloe Barbadensis Leaf Juice (aloes), Galactoarabinan (polisacharyd otrzymywany z modrzewia), Sodium Bicarbonate (soda oczyszczona), Sclerotium Gum (zagęstnik), Sodium Anisate (sól kwasu anyżowego pozyskiwanego z kopru)

   Niby producent zapewnia, że w składzie nie znajdziemy aluminium.. ale mam wątpliwości co do Potassium Alum. Jest to oczywiście Ałun ale i o tym produkcie krąży wiele informacji, jakoby nie jest bezpieczny dla naszego zdrowia.
   O ile od dawna staram się unikać:
- Aluminium Chloride (chlorek glinu);
- Aluminium Chlorhydrate (chlorowodorek glinu);
- Aluminium Zirconium Tetrachlorohydrex (tetrahydroksychlorek glinowocyrkonowy GLY);
- Aluminium Sulphate (siarczan glinu);
- Aluminium Phenosulphate (fenosiarczan glinu).
ze względu na ich udowodnioną badaniami szkodliwość (uszkodzenia DNA, rak piersi, Alzheimer) oraz na to, że w kosmetykach są dodawane w wysokich stężeniach 15%-25% wagowych.
   Prawdopodobnie myliłam się także co do Ałunu (z ang. Alum).


   Okres jesienno-zimowy to czas gdy wysokie temperatury nam nie dokuczają. Jeśli na co dzień stosujesz produkty z aluminium, to w tym okresie szczególnie zachęcam do przejścia lub chociaż wypróbowania czegoś bardziej naturalnego. Z pewnością doczekasz się listy naturalnych dezodorantów, bo po wykończeniu tego będę poszukiwać czegoś o jeszcze lepszym i z pewnością bezpieczniejszym składzie (także w formie kremowej).

   Nie jestem hipokrytką i od razu przyznaję, że na mojej półce stoi antyperspirant Etiaxil, który w składzie zawiera Aluminium Chloride oraz Aluminium Lactate. Jednak sięgam / sięgałam po niego wyłącznie w wyjątkowych sytuacjach jak egzamin, gdzie trzeba zachować pokerową twarz, większe imprezy typu wesele gdzie przepocona sukienka może wprawiać w zakłopotanie itp. W tym roku Etiaxil posłużył mi tylko dwa razy i nie sądzę aby tego typu specyfiki towarzyszyły mi w życiu częściej.
   Mimo wszystko pamiętajmy, że nasze zdrowie jest najważniejsze!

   Znasz badania jakie zostały przeprowadzone na ludziach chorych na raka czy Alzheimer.. a raczej na zwłokach?
   Wiesz, że ludzki organizm nie potrafi się pozbyć Aluminium, co oznacza, że przez lata kumuluje się wyrządzając nieodwracalne szkody?
   Kto pod choinkę chce zafundować sobie i bliskim bezpieczny naturalny dezodorant?
  


10 komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger