grudnia 19, 2016

PRZEDŚWIĄTECZNE DENKO 2016

   Od listopada staram się niczego nowego nie otwierać, tylko zużywać.. zużywać.. zużywać. Postęp jest i widzę to wyraźnie po każdym mijającym tygodniu. To taki piękny widok, gdy na półkach robi się coraz więcej miejsca, a zapasy stopniowo się kurczą. Uwielbiam swoje.. jak i Twoje denka!


   Zaczynajmy.. ciepła herbatka oczywiście jak zawsze wskazana.


   LIQPHARM - LIQ CC SERUM LIGHT Z 15% WITAMINĄ C
   Jestem absolutną fanką tego serum. Z pewnością wypróbuję wersję bogatą, która również ma swoją rzeszę fanek. Jednak bardzo trudno było mi zużyć to serum głównie dlatego, że używam różnych produktów do pielęgnacji. Mimo, że serum przetrzymałam po terminie przydatności to wciąż świetnie się spisywało i żadnych przykrych skutków ubocznych nie zauważyłam. Uważam, że to jeden z lepszych krajowych produktów, a jego cena w stosunku do działania jest bardzo atrakcyjna. Zdecydowanie wart polecenia.  



   YUNIFANG - ROSE MASKA W PŁACIE
   Tu należą się pokłony dla Moniki z bloga Mama z różową torebką, która te maski odkryła. Ich zakup na aliexpress wychodzi taniej niż obecnie popularne maski w płatach, a efekty jakie dają są świetne. Zamówiłam wersję czerwoną tych masek ale każda z nich jest dobra. Wciąż czekam na dostawę.



   LESE - MASKA W PŁACIE ZE ŚLUZEM ŚLIMAKA
   Maska doczeka się recenzji wraz z pozostałymi dwiema maskami, które czekają na użycie. Ale już na wstępie zdradzę, że tak fajna jak maski z Yunifang nie była.


   VELVET CARE - PŁATKI KOSMETYCZNE
   Nigdy nie zastanawiam się jakie płatki biorę. Ich wybór najczęściej jest czystym przypadkiem. Nie widzę specjalnie różnicy między droższymi, a tymi tańszymi.


   EFEKTIMA - PŁATKI HYDROŻELOWE
   Płatki te pojawiają się niemal w każdym denku. Dawno żaden drogeryjny produkt tak bardzo mnie nie zachwycił. Jednak patrząc na cenę, to wcale nie jest to tania zabawa. Dotarły do mnie niedawno zamówione na aliexpress płatki pod oczy w słoiczku.. cenowo wychodzą o wiele korzystniej, ale czy się sprawdzą? Jeśli nie to wrócę do tych.


   YVES ROCHER - OLIWKA POD PRYSZNIC Z OLEJKIEM ARGANOWYM
   To coś między olejkiem a emulsją.. a ja lubię nieoczywiste konsystencje. Do tego dochodzi nieco orientalny zapach, który umila wieczorny prysznic. W chłodniejszym okresie sięgałam po niego znacznie chętniej niż w lecie, przez co teraz dość szybko się skończył. Skład nie jest idealny, ale przynajmniej nie zawiera SLSów.



   ISANA - MYDŁO W PŁYNIE MANGO & POMARAŃCZA
   Tego typu mydła służą mi jedynie do mycia rąk, przez co na ogół wystarczą mi na dość długo.. ale mój mąż zużywa je w tempie ekspresowym. Wersja mango z pomarańczą ma obłędny zapach. Bardzo chętnie wypróbuję inne ale nie wykluczam powrotu do tej konkretnej wersji zapachowej. Mimo wszystko wciąż boli mnie zawartość SLSów.


     MYJKA
   Kiedyś je uwielbiałam.. kiedyś znaczy gdy używałam żeli na bazie silnych detergentów. Myjka dodatkowo podnosiła poziom piany. Teraz strasznie się z nią męczyłam. Nie współdziała tak fajnie z mniej pieniącymi się produktami, przez co mój poziom irytacji systematycznie wzrastał. Myjka się rozwaliła i nie mam zamiaru jej reanimować. 


   FUSS WOHL - TARKA DO STÓP
   Używana na suche stopy potrafi dać bardzo fajne efekty. Jednak przy większym kryzysie jaki miałam nieco mnie zawiodła. Moja walka o gładkie stopy trwała zdecydowanie za długo. Mam już coś innego i chwilowo powrotu nie planuję..choć najgorsza nie była.


   THE BODY SHOP - MASEŁKO FUJI GREEN TEA
   Im dłużej sięgam po masełka The Body Shop tym bardziej mija mi na nie ochota. O ile pierwsze wrażenia zapachowe są przyjemne to z każdym dniem są bardziej drażniące. Nie wiem z czego to wynika.. ale już w połowie opakowania nie mogłam znieść zapachu i masełko lądowało wyłącznie na nogach. Planuję zrobić sobie separację na dłuższy okres do tych produktów. Poza tym na rynku takich masełek jest dużo w dodatku z lepszym składem.

   Post z recenzją: The Body Shop - Fuji Green Tea.


   L'ORIENT - NATURALNY KRYSZTAŁ ALUNU
   Mam go zwyczajnie dość. Poza tym dociera do mnie coraz więcej informacji o tym, że ałun wcale nie jest taki cudowny i naturalny jak o nim piszą różni producenci. Wręcz przeciwnie.. może się okazać równie szkodliwy co sole glinu (aluminium) w większości dostępnych dezodorantach i antyperspirantach. Pomału tworzę listę dezodorantów, które nie zawierają aluminium oraz ałunu. Myślałam, że lista będzie zawierać 20-30 propozycji ale chyba będzie tego znacznie więcej.


   CHANEL - CHANCE
   Bardzo spodobała mi się ta seria perfum Chanel. O ile jakąś szczególną fanką marki nie jestem, to jednak te perfumy mnie oczarowały. Z pewnością nie są przeznaczone dla młodych dziewczyn, ale każda kobieta prawdopodobnie je doceni. Perfumy są koszmarnie drogie i od lat ich cena trzyma się bez zmian. Póki co w tej kategorii mam trochę zapasów i niczego nowego nie potrzebuję.. ale na Chanel miejsce zawsze znajdę.


   KALLOS - MASKA MLUEBERRY
   Całkiem dobra maska ale tylko dobra. Mam chyba jednak w stosunku do masek nieco wyższe wymagania. W zasadzie wszystkie jak dotąd testowane maski Kallos były tylko dobry.. a może nawet przeciętne. Z pewnością jeszcze jakieś maski Kallos kupię aby przekonać się czy coś mnie zachwyci bardziej niż tylko trochę. 


   BATISTE - SUCHY SZAMPON DARK & DEEP BROWN
   Jako jedyny nie pozostawia na moich włosach białego nalotu. Prawdopodobieństwo, że do niego wrócę jest wysokie. Obecnie kupiłam już coś co dopiero weszło na nasz rynek, a przywędrowało z Anglii. Zobaczymy który z szamponów okaże się lepszy.


   GUMKI DO WŁOSÓW
   Z gumkami do włosów muszę zrobić porządny przegląd. Niemal zawsze po domu chodzę w związanych włosach i od czasu do czasu wychodzę w kucyku czy warkoczu. Gumki frote (fioletowa) wcale nie trzymają mi włosów.. ślizgają się. Za to te gumowe pękają i potrafią ciągnąć włosy czego nie znoszę. Moje ulubione sprężynkowe gumki giną mi w niewyjaśnionych okolicznościach. Choć w tym roku w kilka się zaopatrzyłam, to nie mogę znaleźć ani jednaj.


   GOSH - BAZA POD PODKŁAD
   Nie zużyłam i nie zużyję. Tragedii z nią nie ma ale specjalnie zadowolona też nie jestem. Przy częstszym stosowaniu potrafi mnie po niej zapchać. Poza tym oprócz jej w użyciu mam bazę Benefita po którą sięgam znacznie częściej. Szkoda mi miejsca na tą bazę i drażni mnie jej ciągłe przestawianie. Od ponad pół roku nie użyłam jej ani razu. Bez sensu. W planach mam poszukać bazy, która nie będzie oparta na silikonach.

   Post z recenzją: Gosh - Velvet Touch Foundation Primer.


   SKIN 79 - KREMY BB
   Kolejne próbki kremów BB zużyte. Wersja zielona wymagała wsparcia wersji bronzowej. Zielona zdecydowanie za jasna, a brązowa zdecydowanie za ciemna. Za to mieszanka sprawdziła się całkiem dobrze. Z wersją pomarańczową nie musiałam tyle kombinować. Wciąż uważam, że są warte przetestowani w formie próbek, choć mnie żadna wersja nie zachwyciła na tyle aby kupić pełnowymiarowe opakowanie.



   SENSIQUE - ZMYWACZ DO PAZNOKCI O ZAPACHU ARBUZA
   Z reguły kupuję zmywacze Sensique, bo są tanie i robią to co powinny. Nie przykładam większego znaczenia do zmywaczy, a już szczególnie ostatnio bo dość rzadko sięgałam po lakiery do paznokci. Kupuję najczęściej opakowania uzupełniające i przelewam do opakowania z pompką. Nie planuję szukać czegoś innego więc z pewnością wrócę.


   EVELINE COSMETICK - PREPARAT DO SKÓREK
   Preparaty do skórek to prawdziwe wybawienie. Przez bardzo długi czas kupowałam tą wersję, jednak od jakiegoś czasu mam wersję od Sally Hansen i przy niej się zatrzymam. Oba preparaty są równie dobre, jedynie Sally Hansen ma bardziej poręczne opakowanie.

   Koszyczek denkowy opróżniony ale z pewnością przed końcem roku pojawi się kolejne denko. Wstępnie zrobiłam porządki w kolorówce. Do końca roku dam sobie czas na przemyślenia jakim produktom podarować ostatnią szansę.

   Jak tam Wasze porządki w kosmetykach? 



16 komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger