Nie potrafię odnaleźć się w typowo zimowych zapachach proponowanych przez Kringle czy Yankee Candle. Zapach drzew czy śniegu nie do końca mi odpowiadają. Jednak w zapachach jedzeniowych odnajduję się znacznie łatwiej.
Od producenta:
Intrygujący, bogaty zapach imbiru zaskoczy Cię
intensywnością doznań. Delikatna słodycz, współgrająca z korzenną,
ziemistą, odrobinę pikantną nutą otuli Cie ciepłem i energią.
Ginger Root kupiłam w kwietniu, jednak to zdecydowanie nie była odpowiednia pora na tego typu zapach. Imbir ma w końcu właściwości rozgrzewające. Teraz gdy o wiele chętniej zanurzam się wieczorami w otchłań grubych kocyków i wielkich skarpet.. Ginger Root zwyczajnie pokochałam.
Dominujący jest tutaj zapach korzenia imbiru. Gdyby producent zostawił go w takiej formie z pewnością kręciłabym nosem. Jedak imbir został przełamany soczystą skórką pomarańczową, mandarynką, gałką muszkatołową i kardamonem.
Zapach jest intensywny i wyraźny. W niewielkim pokoju może okazać się zbyt duszący, jednak w przypadku mieszkania sprawdza się świetnie, rozprowadzając woń po wszystkich zakamarkach. Choć nie byłam
do końca przekonana o słuszności jego wyboru to teraz jest to jeden z
moich ulubionych zapachów jesieni. Dzięki niemu doceniłam rozgrzewające herbaty z dodatkiem imbiru.
Zapach powinien przypaść do gustu fankom rozgrzewających aromatów. Ginger Root to prawdziwa świeżości przełamana słodyczą z dodatkiem pikantnych dodatków, która momentalnie rozgrzewa.
Wiesz, że imbir to silny afrodyzjak?
