maja 14, 2019

PEŁNE UROKU MYDEŁKO GLICERYNOWE OD LAQ


Tak.. można.. i da się! 🐻 Słodki mały miś w roli mydełka. Nie znam osoby, która na taki widok nie wydałaby wewnętrznego okrzyku radości, a w moim wydaniu pisk nawet nie był szczególnie stłamszony. Kocham misie od dziecka i zawsze wolałam je od plastikowych lalek. Mentalny powrót do lat dzieciństw zawsze jest przyjemny. Tylko zgrzyt pojawił się w użytkowaniu mydełka.. bo niby jak narazić tego maluszka na kontakt z wodą?!


Od producenta:
Ręcznie wykonane mydełko glicerynowe wzbogacone o trzy szlachetne masła: shea, kakaowe i mango, które pielęgnują skórę zapobiegając jej wysuszeniu. Doskonale się pieni i łagodnie oczyszcza. Nie zawiera składników drażniących, PEG-ów, SLS I SLES.

Skład (INCI): Aqua, Glycerin, Sorbitol, Sodium Stearate, Sodium Laurate, Propylene Glycol, Sodium Oleate, Sodium Myristate, Sodium Chloride, Glyceryl Mono Laurate, Cocamidopropyl Betaine, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Manigifera Indica (Mango) Seed Butter, Sodium Tetrasidium Etidronate, Parfum, CI 12490, CI 15510, CI 19140, CI 51319, CI 74160, CI 74260, CI 77266.


Wykonanie mydełka jest absolutnie genialne! Oczy, pyszczek, uszy, ogonek, faktura nawiązująca do futerka. Biję pokłony dla marki LaQ za tak precyzyjną robotę. Mydełko bez dwóch zdań sprawia, że w człowieku budzi się wewnętrzne dziecko.

Tylko jak długo można tego misia trzymać w foliowym opakowaniu? Jakby  nie patrzeć jest to produkt użytkowy.. z jednej strony żal, a z drugiej bez sensu aby przewalał się w zakamarkach pudełka z zapasami. Przez jakiś czas zdobił porcelanową mydelniczkę przy umywalce, a gdy już opatrzył się wystarczająco trafił do użytku.

Początkowo skromnie i sporadycznie do mycia dłoni, tak aby jak najmniej uszkodzić misia.. a pewnego dnia pod prysznic.

Miś jest typowym mydelkiem na bazie gliceryny, chociaż tu towarzyszą mu masła takie jak: shea, kakaowe czy mango. Niestety to w moim przypadku nie ratuje sytuacji. Od zawsze moja skóra nie znosi gliceryny, a już szczególnie w kwestii mydeł. To główny wyznacznik moich mydełkowych zakupów: brak gliceryny w składzie.


Mydełko tworzy gęstą stabilną pianę, która gładko sunie po skórze. Towarzyszy temu nieco świeży aromat ale wyczuwam również typową, mydlaną nutę. Niby wszystko jest w porządku ale mydełka nawet z minimalną ilością gliceryny gdzieś w środku lub pod koniec składu sprawiają, że czar pryska gdy tylko przychodzi do spłukania piany. Moja skóra momentalnie robi się tępa, a po wytarciu wilgoci woła o solidną dawkę nawilżenia. Z tego też względu  nie jestem w stanie takich mydeł używać.. i jeszcze nie zdarzyło się abym wytrwała z takim myjadłem do końca.. chociaż mis stanowi wyjątek.

Pod prysznicem szybko zaczął tracić swój uroczy pyszczek i stał się bezkształtną bryłką, do której mimo wszystko wciąż czułam pewną sympatię.


W tym wyjątkowym przypadku jestem w stanie uznać wyższość wyglądu nad działaniem. Miś mnie totalnie zauroczył i rozczulił.. i tak go właśnie zapamiętam. Chociaż gliceryna w mydłach jest podstawowym punktem do odrzucenia produktu, to w tym przypadku mimowolnie przymykam na to oko. Swoją drogą to bardzo uroczy prezent.. i coś czuję, że mało kogo będzie stać na to aby taką uroczą kryszynkę zabrać pod prysznic. Czy tylko ja byłam taka brutalna?



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger