kwietnia 18, 2016

MISSHA - PERFECT COVER BB CREAM

Koreańskie kremy od jakiegoś czasu robią dużo szumu. Nic dziwnego. Są świetną alternatywą dla podkładów i niemal wszystkie posiadają wysoką ochronę UV. Od jakiegoś czasu poszukuję mojego perfekcyjnego kremu BB. Póki co bez większych zachwytów wypróbowałam kilka drogeryjnych wynalazków i w żadnym z tych przypadków nie byłam w stanie dosięgnąć dna. Totalne rozczarowanie. W końcu przyszedł czas na krem BB z odległych krain. Pierwszym koreańczykiem na którego się skusiłam to słynny Perfect Cover BB Crem od firmy Missha. Jak sprawdził się u mnie?
 

Opis producenta:
Wielofunkcyjny krem BB. Doskonale kryjący, chroniący przed promieniami UV, rozjaśniający i redukujący zmarszczki. Perfekcyjnie kryje - skutecznie kryje niedoskonałości, nadaje efekt wygładzonej i promiennej skóry, zachowując jej naturalny wygląd. Doskonały efekt ochronny przed promieniami UV - SPF 42 PA +++ bez konieczności stosowania innych kremów z filtrami.
Główne składniki:
  • ekstrakt z rumianku - ma działanie przeciwzapalne, łagodzi i koi podrażnioną skórę. Pomaga także odbudować komórki skóry oraz osłabia reakcje alergiczne
  • ekstrakt z rozmarynu - zapobiega starzeniu się skóry. Działa łagodząco, kojąco, przeciwutleniająco oraz przeciwgrzybicznie
  • Ceramidy - główny składnik warstwy zrogowaciałej naskórka, który utrzymuje skórę nawilżoną oraz chroni ją przed odwodnieniem
  • kwas hialuronowy - chroni skórę przez podrażnieniami lub bakteriami oraz utrzymuje skórę nawilżoną, tworząc cienką i przezroczystą warstwę ochronną na naskórku
  • gatulina RC - ekstrakt pozyskany z pączków buku wpływa na ujędrnienie i nawilżenie skóry.

Producent zaleca stosowanie kremu po wykonaniu podstawowej pielęgnacji skóry. Dla uzyskania bardziej naturalnego wyglądu należy wykończyć makijaż pudrem. 

Prawda, że brzmi to genialnie?

Nad zakupem Perfect Cover BB Cream zastanawiałam się dość długo. Międzyczasie przeczytałam na jego temat wiele recenzji. W śród nich były pełne zachwytu ale również i takie które oceniały produkt jako całkiem przeciętny.
 

Początkowo planowałam zakup kremu w najjaśniejszym odcieniu 13. Głównie dlatego, że w okresie zimowym jestem wyjątkowo blada, a produkty z kwasami dodatkowo robią swoje. Niestety ten odcień był (i chyba wciąż jest) dostępny tylko w największej pojemności. Nie chciałam kupować od razu 50 ml w cenie 56,20 zł, bo od początku interesowała mnie wersja 20 ml w cenie 28,70 zł. Dlatego ostatecznie wybrałam odcień 21 Light Beige. W razie gdyby okazało się, że odcień jest dla mnie za ciemny, produkt używałabym w lecie. Oczywiście zakup mniejszej pojemności jest nieopłacalny w porównaniu do wersji 50 ml, jednak nie chciałam ryzykować zakupu z nietrafionym kolorem, a potem męczyć się i kombinować z jego zużyciem przez pół roku albo i dłużej. 


Kremik dotarł do mnie około 10 stycznia i po trzech miesiącach jest już na wykończeniu. Uważam, że jak na 20 ml pojemność i niemal codzienne użytkowanie jest to całkiem dobry wynik.

Początkowo miałam trudności z jego aplikacją. Nie jestem fanką dotykania twarzy palcami.. nawet czystymi. Aplikacja kremu gąbką całkowicie mija się z celem. Zdecydowanie więcej produktu zostaje w gąbce niż na twarzy. Próbowałam również ze zwilżoną gąbką ale krem strasznie się mazał. Po kilku nieudanych próbach sięgnęłam po pędzle: typu flat top (Hakuro H50S), z okrągłą główka (Hakuro H52) oraz języczkowy (Hakuro H18) to również nie było to. Najlepszym sposobem aplikacji okazały się palce. Świeżo nałożony produkt daje dość błyszczącą taflę, jednak trzeba dać mu chwilkę aby dopasował się do naszej karnacji i nieco stracił tego "rozświetlenia".



Producent zaleca po nałożeniu kremu wykończyć całość pudrem. Ja jednak najczęściej sięgałam po ręcznik papierowy, który delikatnie dociskam do twarzy. Wbrew pozorom w ten sposób nie uzyskuję matowego wykończenia, a raczej zdrowo rozświetloną skórę. Ten efekt bardzo mi się podoba.
 

Produkt testowałam w okresie od stycznia do połowy kwietnia. W temperaturach jakie w tym okresie panowały krem spisywał się całkiem nieźle. Jednak w dniach kiedy było nieco cieplej (około 23 stopni) zauważyłam, że radzi sobie nieco gorzej i wymagał częstszych poprawek. Obawiam się, że na mojej mieszanej cerze w lecie mógłby się nie sprawdzić. Jednak w temperaturze 28C - 32C mało jaki podkład, a już tym bardziej krem BB sobie radzi. Krem w ciągu dnia oczywiście wymaga poprawek. Najczęściej sięgam wówczas po bibułki matujące, co załatwia sprawę ewentualnie nadmiernego błyszczenia. Produkt ma bardzo dobre krycia jak na krem BB. Być może dorównuje niektórym podkładom. Jednak większych niedoskonałości czy silniejszych przebarwień nie zakryje i w tym przypadku warto sięgnąć po korektor. Jeżeli w ciągu dnia nie miałam możliwości poprawy, to po 5-6 godzinach krem zaczynał się nieestetycznie ważyć w strefie T.



Konsystencja kremu jest bardzo lekka, nieco wodnista ale nie na tyle aby spływała lub utrudniała aplikację. Bardzo ładnie stapia się z cerą. Nie podkreśla suchych skórek ani nie wchodzi w pory dodatkowo je uwidaczniając. W moim przypadku krem dodatkowo niwelował widoczność porów co jest dla mnie ogromnym plusem.

Po aplikacji zdecydowanie należy dać mu trochę czasu na dopasowanie. Nie polecam od razu po aplikacji sięgać po puder.. krem mógłby wówczas przyjąć więcej produktu niż jest to potrzebne.



Jeśli chodzi o kolor, to należę do osób posiadających jasną karnację (ale jeszcze nie porcelanową). Jeśli to Wam coś podpowie to swojego czasu byłam wierną posiadaczką słynnych podkładów Revlon Colorstay w odnieniach 180 Sand Beige oraz 150 Buff. Z tym, że 180 był dla mnie nieco za ciemny, a 150 za jasny. Dlatego najczęściej kolory te ze sobą mieszałam. Odcień 21 uważam za strzałem w dziesiątkę. Jednak odcień ten ma dość chłodną tonację przez co nieraz miałam wrażenie, że wyglądam nieco.. ziemiście. Dobrym rozwiązaniem jest nałożenie pudru o nieco cieplejszych pigmentach.



Zapach jak dla mnie jest raczej chemiczny ale nie utrzymuje się długo. Nie jestem szczególnie podatna na smrodliwe produkty do pielęgnacji. Wychodzę raczej z założenia, że jeśli coś jest dobre to może śmierdzieć byleby działało. Jednak rozumiem, że jest grono osób które tego nie akceptują. Zastanawiające jest jednak to, że w składzie znajduje się Perfume (Fragrancie) a mimo to produkt wciąż pachnie chemicznie.



W przesyłce dostałam dodatkowo dwie próbki w odcieniu 23 Natural Beige oraz 27 Honey Beige.
Poniżej od strony lewej prezentuję odpowiednio odcienie: 21 Light Beige, 23 Natural Beige oraz 27 Honey Beige. O ile odcień 23 jakość szczególnie mnie nie zaskoczył.. po prostu nieco ciemniejsza wersja 21 w tym samym odcieniu, to odcień 27 wywołał niemały zdziwienie. Chyba muszę wspomnieć, że między kolorem 23, a 27 nie ma innych kolorów. Zatem jeżeli dla kogoś wersja 23 jest jeszcze za jasna to przy zakupie odcienia 27 można być bardzo zaskoczonym.



Dwa pierwsze odcienie to typowe beże z tym, że 23 ma nieco cieplejszą tonację w porównaniu do 21. Odcień 27 nie ma nic wspólnego ze swoimi poprzednikami.. nawet nie wiem jak go skomentować.

 

Na koniec zobaczmy skład.
Skład (INCI): Water (Aqua), Cyclomethicone, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Zinc Oxide, Caprylic / Capric Triglyceride, Mineral Oil, Phenyl Trimethicone, Talc, Arbutin, Hydrolyzed Collagen, Dimethicone, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Squalane,Adenosine, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, PEG-10 Dimethicone, Polyethylene, Beeswax (Cera Alba), Glycerin, Propylene Glycol, Caviar Extract, Algae Extract, Rosa Canina Fruit Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Fagus Sylvatica Bud Extract, Ceramide 3, Rosmarinus Officinalis (Rosemery) Leaf Extract, Chamomilla Reculita (Matricaria) Flower Extract, Sodium Hyaluronate, Sodium Chloride, Fragrance (Perfum), Methylparaben, Propylparaben, Disodium EDTA, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Butylphenyl Methylpropional, Benzyl Salicylate, Hydroxycitronellal, Alpha-Isomethyl Ionone, Hexyl Cinnamal, Linalool, Citronellol. May Contain: Titanium Dioxide (CI 77891), Iron Oxides (CI 77491, CI 77492, CI 77499).

Skład nie jest szczególnie dobry ale nie jakoś wybitnie zły. Najbardziej rażą mnie parabeny, których zdecydowanie chcę unikać. O ile w większości zdążyłam już pozbyć się produktów ze związkami, które mają wpływ na układ hormonalny to jakoś w kremie BB się ich nie spodziewałam.. a tu niespodzianka. W kilku przypadkach spotkałam się z opinią, że krem zapycha. W moim przypadku nic takiego nie miało miejsca, chociaż moja skóra jest na to dość podatna.

Uważam, że krem zdecydowanie jest wart wypróbowania. Jeśli ktoś ma ochotę sprawdzić krem bez ponoszenia większych kosztów i ryzyka zamówienia nieodpowiedniego odcienia, to świetnym rozwiązaniem jest zakup próbek z polskiej strony sklepu Missha.pl (15 próbek w cenie 4 zł) lub z allegro.

Według mnie krem ma zdecydowanie więcej zalet niż wad. Mimo kilku składników których wolałabym nie widzieć w składzie nie wykluczam powrotu do niego. Jeżeli w okresie wiosenno - letnim nie znajdę godnego zastępcy, bardzo możliwe, że ponownie znajdzie się na blogu.

Wolicie kremy BB czy wierne jesteście jedynie podkładom?
Jakie kremy BB już testowałyście i co możecie polecić?


29 komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger