września 14, 2016

JOHN FRIEDA - BEACH BLONDE ODŻYWKA I MASKA

Tego lata fanki wysokich temperatur raczej nie mogły narzekać. Słoneczko piekło, a z nieba lał się żar. Mój "fafik" nie był z tego faktu specjalnie szczęśliwy i aby mu pomóc sięgałam po nożyczki i golarkę. Nawet przed kąpielami specjalnie się nie bronił. Podobnie jak mój psiak nie jestem specjalnie fanką tak wysokich temperatur, zdecydowanie lepiej odnajduję się w swetrach, lekkich szalikach, kozakach, a wieczorami  z kubkiem ciepłej herbaty, kocykiem, aromatycznym woskiem Yankee Candle / Kringle i dobrym filmem. To jak sobie radzę z upałami miałyście okazję przeczytać w poście Jak przetrwać upały? Tam m.in. wspomniałam o odżywce oraz masce do włosów z serii Beach Blonde od John Freda. Znacie?


Nie bez powodu ta seria produktów ma nazwę Beach Blonde. Zarówno szampon o którym pisałam w poście: John Frieda - Beach Blonde jak i odżywka oraz maska mają bardzo odświeżający zapach mentolu. Przy trzydziestostopniowym upale uczucie świeżości, także tej we włosach jest na wagę złota. Myśląc o lecie raczej żadna z nas nie ma w głowie wyobrażenia o przyklapniętej, tłustawej czuprynie tylko o lekkich zwiewnych falach muśniętych słońcem, delikatnie powiewających na ciepłym południowym wietrzyku. Jednak rzeczywistość bywa różna.


Od producenta:
Seria Beach Blonde umożliwi wykreowanie muśniętych morską bryzą plażowych fal niezależnie od pory roku. Z kosmetyków śmiało mogą korzystać nie tylko blondynki. Wyposażona w morskie i naturalne ekstrakty oraz filtry UV seria Beach Blonde pozwoli stworzyć odżywione i beztroskie fale, a orzeźwiający zapach przenosi wprost na skąpaną w słońcu, piaszczystą plażę. 
W skład całej serii wchodzi: oczyszczający szampon, odżywka ułatwiająca rozczesywanie, maska odżywiająca oraz spray z solą morską.



Sam szampon całkiem fajnie się u mnie sprawdził. To prawdziwie oczyszczająca i odświeżająca petarda. Jednak z uwagi na silne detergenty nie do końca jestem przekonana czy chcę do niego wrócić.. choć tego wciąż nie wykluczam. Z pewnością jako szampon do codziennego stosowania był dla mnie zbyt silny, jednak użyty raz na 2 tygodnie sprawdzał się całkiem fajnie.

To zdecydowanie jedne z tych produktów, które zostały starannie przemyślane pod każdym kątem. Zarówno kolorystyka opakowań jak i zapach mają sprawiać, że jeszcze przed użyciem produktu mamy poczuć przyjemne orzeźwienie.. i tak jest rzeczywiście. Jasnozielony, miętowy kolor opakowań oraz orzeźwiający zapach mentolu sprawiają, że jeszcze przed użyciem produktów kąciki ust idą w górę na samą myśl o schłodzeniu.  



Odżywa ma za zadanie orzeźwiać, odżywiać, wygładzać suche i splątane włosy. Dodać blasku, sprawiając, że włosy będą bardziej podatne na rozczesywanie i stylizację. W składzie zawiera olej z nasion kukui bogaty w kwasy omega.

W opakowaniu znajduje się 250 ml produktu, który powinnyśmy zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia. Miękki półprzejrzysty plastik sprawia, że wiemy ile produktu mamy w opakowaniu. Aby wydobyć resztki wystarczy postawić opakowanie na nakrętce. W ciągu maksymalnie minuty cała zawartość spłynie na dół dzięki czemu bez problemu jesteśmy w stanie zużyć całość, bez przecinania opakowania czy łamania paznokci.
 
   
Skład odżywki (INCI): Aqua, Cetearyl Alcohol, Behenamidopropyl Dimethylamine, Perfum, Dimethicone, Stearyl Alcohol, Lactic Acid, Isopropyl Palmitate, Benzyl Alcohol, Propylene Glycol, Mentha Piperita Leaf Extract, Disodium Edta, Menthol, Menthyl Lactatem, Glycerin Glycine, Distearyldimonium Chloride, Ethylhexyl Methosycinnamate, Malic Acid, Benzophenone-4, Aleurites Moluccana Seed Oil, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Limonene, Linalool.



Maska ma nam zafundować kurację regenerującą włosy na bazie morskich wodorostów i oleju monoi. Utrzymany w identycznej kolorystyce co reszta produktów słoiczek ma pojemność 150 ml. Podobnie jak w przypadku odżywki, na jego zużycie mamy 12 miesięcy.


 
Skład maski (INCI): Aqua, Cetearyl Alcohol, Dimethicone, Behenamidopropyl Dimethylamine, Glycerin, Perfum,  Stearyl Alcohol, Cetyl Esters, Isopropyl Palmitate, Benzoic Acid, Benzyl Alcohol, Lactic Acid, Propylene Glycol, Behentrimonium Chloride, Mentha Piperita Leaf Extract, Disodium Edta, Menthol, Menthyl Lactate, Polyquaternium-28, Glycine, Malic Acid,Ethylhexyl Methoxycinnamate, Benzophenone-4, Caprylic / Capric Triglyceride, Laminaria Ochroleuca Extract, Methylchloroisothiazolinone, Ceteryl Glucoside, Methylisothiazolinone, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, cocos Nucifera Oil, Gardenia TahitensisFlower Extract, CI 15985, CI 42090, Limonene, Linalool.



Konsystencja obu produktów jest do siebie zbliżona, choć maska jest nieco bardziej treściwa. W obu przypadkach nie miałam najmniejszych trudności z rozprowadzeniem produktu na włosach. Już w trakcie nakładania czuć jak włosy nabierają gładkości. Podczas nakładania innych masek niejednokrotnie odczuwałam szorstkość włosów i rzadko byłam w stanie przeczesać włosy palcami bez ich plątania. Tu jest zupełnie inaczej. Po chwili od nałożenia produktów jestem w stanie przeczesać włosy palcami lub nawet szczotką.. niesamowita gładkość.
 
 
Przed zabiegiem rozjaśniania, jaki sobie zafundowałam przed ślubem, zarówno odżywka jak i maska całkiem fajnie się u mnie sprawdzały. Teraz gdy włosy są przesuszone oba produkty.. są rewelacyjne. Niesamowicie wygładzają włosy. Sprawiają, że wyglądają na nawilżone, odżywione.. po prostu zdrowe. Do tego dochodzi zapach odświeżającego mentolu, który sprawia, że przez cały dzień (a nawet 2 dni) czuję świeżość mojej czuprynki. Dodatkowo moje włosy nieco łatwiej poddają się stylizacji i mimo przesuszenia nie mam najmniejszych problemów z rozczesywaniem.. nawet grzebieniem.
 
 
Nie jestem do końca zwolenniczką mocno chemicznych składów w produktach do włosów. Jednak te o bardziej przyjaznych składach rzadko kiedy lubią się z moimi farbowanymi włosami. Prawda jest taka, że moje "chemiczne włosy" kochają "chemiczne odżywki i maski" i nic na to nie poradzę. Uwielbiam gdy moje włosy pięknie wyglądają, są błyszczące, sypkie.. po prostu zadbane. Jedyna opcja to.. podporządkować się.
 
 
Nie jestem w stanie określić, który z produktów sprawdził się u mnie lepiej. Oba są naprawdę dobre i z chęcią wypróbuję inne produkty tej marki, tym bardziej, że sporą ilość widziałam niedawno w Rossmannie. Jeżeli trafię na promocję serii Beach Blonde to z pewnością sięgnę po nią ponownie. Swoją drogą nie do końca rozumiem czemu tak długo czekałam (rok?) na to aby rozpocząć korzystanie z produktów. Prawdopodobnie zmyliła mnie nazwa kojarząca się z latem.. i może ten mentol za którym w zimie nie przepadam. Jednak całą serię bez przeszkód można stosować cały rok i wbrew pozorom nie jest przeznaczona wyłącznie blondynkom.

Kto zna te produkty?



17 komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger