września 27, 2016

REN - GLOBAL PROTECTION DAY CREAM

   Marka REN towarzyszyła mi przez niemal cały miniony rok. Maska, krem na dzień, mleczko, serum, produkt do oczyszczania, czy tonik.. w zasadzie każdy z tych produktów jest wart tego aby zaryzykować zakup. Obecnie pozostał mi już ostatni niedobitek w postaci kremu na dzień. Chociaż krem zrobił na mnie naprawdę bardzo dobre wrażenie to jednak nie do końca nam się układała współpraca. Czy to jednak oznacza, że był całkowicie zły? Nie do końca...



   Od producenta:
   Krem nawilżający, który uspokaja, nawilża i chroni skórę, szczególnie wrażliwą, nadając jej piękny, zdrowy wygląd. Doskonały także do skór skłonnych do zaczerwienienia lub narażonych na działanie zanieczyszczeń środowiskowych.
   Podstawowe zalety:
   - kwas Omega 3 i 7 odżywiają, wzmacniają skórę i przywracają jej właściwy poziom nawilżenia.
   - Bisabolol i nagietek redukują podrażnienia i poczucie dyskomfortu.


   Zdecydowanie jestem fanką opakowań kosmetyków REN. Taki minimalizm graficzny zawsze do mnie przemawia. Pompka typu airless? Takie rozwiązanie powinno być w każdym możliwym produkcie. Do ostatniej kropli możemy wycisnąć produkt, a przy tym wszystko odbywa się w higieniczny sposób. W opakowaniu mamy 50 ml produktu, który należy zużyć w ciągu 9 miesięcy.
   Co wyróżnia produkty marki REN od innych? Nie mamy tu nie wiadomo jakich certyfikatów ekologicznych. W końcu nie każdy producent kosmetyków chce "kupować" bardzo drogie certyfikaty, niektórzy wolą zainwestować te pieniądze w jakość produkowanych kosmetyków. Nie zawsze takie podejście się sprawdza, jednak w tym przypadku nie mam co do tego wątpliwości. Producent gwarantuje nam, że w jego produktach nie znajdziemy " NO parabens, sulphates, mineral oil, petrolatum, synthetic fragrance, synthetic colours, T.E.A, D.E.A, glycols silicones, pegs et al. Dodatkowo REN nie testuje na zwierzetach.


   Skład (INCI): Anthemis Nobilis (Chamomile) Flower Extract, Camellia Oleifera Seed Oil, Cetearyl Ethyhexanoate, Myristyl Myristate, Cetearyl Alcohol, Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Cetearyl Glucoside, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Triheptanoin, Oryzanol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Phenoxyethanol, Vaccinium Macrocarpon (Cranberry) Seed Oil, Ribes Nigrum (Black Currant) Seed Oil, Bisabolol, Calendula Officinalis  Flower Extract, Laminaria Ochroleuca Extract, Cassia Alata Leaf Extract, Pueraria Lobata (Kudzu) Symbiozome Extract, Carbomer, Sodium Hydroxymethylglycinate, Hippophae Rhamnoides Fruit Extract, Citrus Nobilis (Mandarin Orange) Peel Oil, Pelargonium Graveolens Flower Oil, Cinnamomum Camphora Linalloliferum (Ho Wood) Leaf Oil, Anthemis Nobilis (Chamomile) Flower Oil, Limonene, Citronellol, Geraniol, Linalool, Tocopherol.

   Zwróć uwagę na skład tego kremu.
   Nie tylko nie ma tu na pierwszym miejscu wody.. tu wcale nie ma wody! Brak wysoko w składzie taniego wypełniacza, który w zbyt wysokiej ilości zamiast nawilżać może wysuszać skórę, mowa oczywiście o  glicerynie. Za to mamy ogrom olejków i ekstraktów: ekstrakt z kwiatów rumianki rzymskiego, ekstrakt z nasion kamelii olejodajnej, olej z nasion sezamu indyjskiego, masło Shea, olej z pestek słonecznika, olej żurawinowy, ekstrakt z nagietka lekarskiego, olej z nasion czarnej porzeczki, ekstrakt z alg złotych, ekstrakt z liści strączyńca oskrzydlonego, ekstrakt z owoców rokitnika zwyczajnego, olejek ze skórki mandarynki pomarańczowej, olejek z kwiatów pelargonii pachnącej (olejek geraniowy), olejek z rumianku rzymskiego i kilka innych.
   Taka ilość dobrych składników w kremie ta prawdziwa rzadkość, jednak wcale nie mówię, że krem jest idealny.


  Bardzo często jest tak, że kremy przeznaczone do skóry wrażliwej poza łagodzeniem i nawilżaniem mają funkcje ochronne.. i taki jest właśnie ten krem. Niestety w kremie znalazły się również składniki, które mogą działać komedogennie: Cetearyl Alcohol, Myristyl Myristate, czy alergennie: Limonene, Linalool, Geraniol. O ile na substancje alergenne moja cera raczej nie reaguje, to na Myristyl Myristate reaguje zawsze. Efekt jest taki, że maksymalnie po dwóch tygodniach używania produktów z tym składnikiem moje pory są całkowicie zapchane, a nieprzyjaciół jest tyle, że nie jestem w stanie ich zliczyć. Nie ma żadnego znaczenia czy krem kosztował 200 zł czy 20 zł. Jeżeli jest w nim ten składnik, to nie jest to krem dla mnie, nie ważne jakie cuda wyprawiał u innych.


   W chwili zakupu tego kremu wciąż jeszcze nie wiedziałam co przyczynia się do powstawania niedoskonałości na mojej cerze. Oczywiście to nie tak, że każdy powinien unikać produktów z tym składnikiem. Zarówno zdolność do zapychania jak i alergii na dane składniki jest kwestią indywidualną. W końcu krem nie jest przeznaczony do cer skłonnych do niedoskonałości lecz do cer wrażliwych. W związku z tym nie mogę mieć pretensji do producenta, że takie składniki umieścił w składzie kremu. Co innego gdyby był to krem przeznaczony do walki z niedoskonałościami.. wtedy bym się wkurzyła.


   Mimo tego, że nie sprawdził się na mojej cerze wciąż uważam, że jest to jeden z fajniejszych kremów. Świetnie nawilża i daje niesamowite ukojenie skórze. Krem ma niezwykle przyjemną konsystencję, jest bardzo lekka, niemal piankowa. Błyskawicznie się wchłania nie pozostawiając uczucia lepkości czy błyszczenia skóry. Doskonale współpracuje z podkładami i bazami pod makijaż. Dba zarówno o suche partie skóry jak i o te bardziej tłuste. Być może poziom nawilżenia jaki zapewnia może się okazać zbyt mały na ochronę przed mrozami ale w okresach nieco cieplejszych z pewnością powinien być wystarczający.


   Krem ma jeszcze jedną wadę.. ma bardzo silny zapach. Niektóre z użytkowniczek tego kremu twierdzą, że niewiarygodnie śmierdzi, a innym zapach zupełnie nie przeszkadza. Jednak na jego obronę działa to, że zapach nie wynika z dodania substancji zapachowych w formie perfum, a jedynie jest to efekt zastosowanych naturalnych olejków i ekstraktów. Ostatecznie mamy dość silny rumiankowo-ziołowy aromat, który czuć jeszcze przez kilka chwil po nałożeniu. Dotyczy to jednak nie tylko samego kremu ale całej serii kosmetyków Evercalm.


   Niestety z powodu zapychania nie byłam w stanie używać go zbyt często. Po wydedukowaniu co jest przyczyną moich problemów, byłam zmuszona odstawić krem na jakiś czas. Powróciłam jednak do niego, ale w formie stosowania na dekolt. Niestety reakcja była dokładnie taka sama. Aktualnie jest przeterminowany ale dzielnie służy mi w pielęgnacji dłoni i stóp (o ile pamiętam).
   Mimo to, to z pewnością nie koniec mojej przygody z marką REN. Jeśli masz możliwość to zdecydowanie polecam sprowadzenie produktów bezpośrednio z Anglii, skąd pochodzi marka. Tam ceny są znacznie bardziej przyjazne (czasem nawet taniej o 70 zł !). Jednak świetną okazją do zdobycia ciekawych produktów są zestawy dostępne na stronie polskiej drogerii galilu.pl. Wówczas możemy w cenie np. 75 zł dostać pełnowymiarowy krem wart 200 zł oraz kilka mniejszych produktów. Ja już zacieram dłonie i nie mogę się doczekać nowych zestawów, które powinny pojawić się w przedświątecznym okresie. Osobiście najbardziej ciekawi mnie teraz seria Radiance, a w szczególności maska peelingująca Glycolactic Radiance Renewal Mask, która zbiera świetne recenzje. Godne uwagi są również serie: Clarimatte (dla cer mieszanych), seria Bio Retinodi (na bazie retinoidów), oraz seria Anti-Aging.


   Cena tego kremu w Polsce to 199,00 zł za 50 ml, cena na stronie producenta 28 funtów czyli około 140,00 zł. W zestawie z pełnowymiarowym mleczkiem zapłaciłam na stronie galilu.pl około 70,00 zł. Całkiem niezła okazja. Jedyny problem to taki, że trzeba być uważnym i się śpieszyć, bo zestawy rozchodzą się jak świeże bułeczki.


   Kogo zachęciłam do polowań?
   Miałyście okazję poznać kosmetyki REN?


14 komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger