grudnia 10, 2016

AZJATYCKIE MASKI W PŁATACH - LCOSIN I YUNIFANG

   Nie wiem czy miałaś okazję poznać osobę bardziej sceptycznie nastawioną do masek w płatach niż ja. Po pierwsze maska jednokrotnego użytku za 15 zł! Aby zauważyć długofalowe działanie musiałabym używać ich przez miesiąc co 3-4 dzień.. albo nawet przez dwa miesiące, a to daje jakieś 160 zł co miesiąc. W takim razie mój Liquid Gold od Alpha-H, który wystarczy mi na rok, to tanioszka, a przecież efekty widzę po pierwszym użyciu.
   Na mój sceptycyzm.. może nawet nieświadomie.. postanowiła wpłynąć Monika, wysyłając mi całą zgraję maseczek w płacie. No i się zaczęło!



   O tym jak sprawdziły się poszczególne maski przeczytasz niżej. Ja jednak wcześniej zwrócę uwagę na to co najbardziej mnie w maskach w płatach irytuje. Tu akurat bez zmian uważam, że 15 zł (cena promocyjna!) za jednokrotnego użytku maskę to dużo. W przypadku masek Yunifang, o których mowa cena ta jest nawet o połowę niższa! Maski te dostajemy w opakowaniu w którym znajduje się 7 masek, każda w oddzielnym opakowaniu. Za taki zestaw płacimy około 11$, co po aktualnym kursie 4,20 zł daje 46,20 zł za opakowanie co oznacza, że za jedną płacimy około 6,60 zł! Różnica cenowa jest znacząca, tym bardziej, że bez problemu możemy znaleźć sprzedawcę, który maski dostarczy za darmo. Jedyny ból.. to oczekiwanie na dostawę.
   Mimo wszystko nie opłaca się kupować produktów, które nie działają lub działają bardzo mizernie. Jak jest w tych poszczególnych przypadkach?


   LCOSIN - ALOE HYALURONIC ACID MASK
   Maska na bazie kwasy hialuronowego z aloesem. Przeznaczona do cery trądzikowej ma za zadanie nawilżać i łagodzić. 
   Bardzo dobrze nasączona.. aż przesadnie, bo druga połowa substancji została w opakowaniu. Sam materiał nie jest specjalnie dopasowany do twarzy i trzeba się troszkę nagimnastykować. Maska ładnie nawilża i łagodzi. Po zdjęciu, pozostaje wilgotna nieco lepka warstwa. Maskę nałożyłam przed pójściem spać i lepkość tej warstwy nie pozwoliła mi na to abym mogła swobodnie zasnąć. Nie byłam w stanie dłużej czekać aż substancja się wchłonie. Wiem, że w nocy wytarłabym twarz w poduszkę więc byłam zmuszona nadmiar warstwy ściągnąć wacikiem. Wacik pozostawił na twarzy włókna i cała przygoda skończyła się zmycie wszystkiego z twarzy. Cóż, to mój błąd.. przy kolejnych maskach tylu błędów naraz nie popełniłam.

   Kolejne maski, której najbardziej mnie ekscytowały to maski producenta Yunifang. Chyba najbardziej zauroczyły mnie te minimalistyczne opakowania w świetnych kolorach.


   Sposób użycia zalecany przez producenta
   Krok 1: oczyścić twarz z makijażu oraz wszelkich toksyn środowiskowych, które namnożyły się na naszej twarzy
   Krok 2: delikatnie rozłożyć maskę, usunąć warstwę perłową i nałożyć maskę na twarz, dostosowując odpowiednio otwory do oczu, nosa i ust.
   Krok 3: usunąć niebieski podkład i zrelaksować się przez 10-20 minut. 
   Krok 4: Wmasuj pozostałość produktu w szyję i dłonie. Maski używaj 3 razy w tygodniu.


   Pierwszy raz spotykam się z 3 warstwową maską. Wszystkie maski Yunifang pod tym względem są identyczne. Z jednej strony "perłowa" foliowa warstwa, która jest dość gruba i sztywna. Do tego te przecinki na oczka z jednej strony mnie zmartwiły, a z drugiej rozbawiły do łez.



   Z drugiej strony niebieska warstwa, która bardziej przypomina jakiś kompozyt polimerowy. Jest dość sztywny i przyznaję, że te dwie warstwy (właściwą maskę i część niebieską) dość trudno nałożyć na twarz. Jednak aby chociaż dopasować odpowiednio otwory do twarzy jest to jak najbardziej wykonalne. Choć przy sztucznych rzęsach, które nosze od jakiegoś czasu jest to wyjątkowo komiczne doświadczenie.



   Środkowa warstwa to coś wyjątkowego. Niezwykle delikatny i cienki materiał.. niczym pajęczyna misternie utkana przez pająka. Po dopasowaniu otworów zdejmujemy niebieską warstwę i możemy dopracować ułożenie maskę do naszej twarzy.. spokojnie te przecinki na oczy bez problemu można powiększyć. Płat maki jest rewelacyjnie nasączony i genialnie trzyma się do twarzy.



   Co do właściwości technicznych nie mam najmniejszych zastrzeżeń. Wszystko się pięknie trzyma, nic nie kapie. Sama maska jest bardzo komfortowa w noszeniu.


   YUNIFANG - GINSENG (ZŁOTA)
   Maska z żeń-szeniem o właściwościach nawilżających i przeciwzmarszczkowych.

   Pierwsze wrażenie? Kurczę jak to capi. No ale śmierdzi żeń-szeniem więc, czym innym miałoby pachnieć? Zapach jak zawsze jest dla mnie rzeczą drugorzędną o ile produkt działa. Podczas noszenia zapach wciąż był wyczuwalny, choć miałam nadzieję, że z czasem zniknie. Dawała dość mocne uczucie.. liftingu :-) Skóra była ładnie napięta ale nie było to nic niekomfortowego, wręcz przeciwnie. Dodatkowo ładnie nawilżyła. Skóra po rozsmarowaniu pozostałości i ich wchłonięciu była bardzo gładka i przyjemna w dotyku.


   YUNIFANG - ROSE (JASNY RÓŻ)
   Maska rozjaśniająca i nawilżająca skórę na bazie róży.

   W tym przypadku zapach był bardzo neutralny. Zupełnie nie przeszkadzał w noszeniu maski. Po zdjęciu i wmasowaniu pozostałości skóra również była ładnie napięta i rozjaśniona. Gładkość skóry jaka mi towarzyszyła w ciągu dnia po tej masce jest niesamowita. Takiej gładkości nie dał mi jeszcze żaden peeling ani inna maska. Skóra rewelacyjnie nawilżona. Nie potrzebny jest żaden krem. Po tej masce nałożyłam podkład, który dość dobrze się trzymał. Jednak ta gładkość skóry sprawiała, że w kółko jak obłąkana miałam ochotę dotykać twarzy przez co podkład w końcu zaczął się mazać.


   YUNIFANG - POMEGRANATE (CZERWONA)
   Maska wybielająca i rozjaśniająca z przeciwutleniaczami na bazie granatu.

   Ponownie efekt ujędrnienia i genialnego wygładzenia skóry. Świetnie również nawilża. W tym przypadku chyba najbardziej odczuwałam uczucie chłodu. Nie wiem czy to samo działanie maski czy po prostu temperatura w mieszkaniu się zmieniłam. Zapach nieco chemiczny, może ogórkowy. Skóra wyraźnie rozjaśniona i satynowo gładka. Genialne uczucie!


   YUNIFANG - BLACK ROSE (FIOLETOWA)
   Maska nawilżająca anti-aging z czarnej róży.

   Absolutnie świetne nawilżenie, a przy tym ujędrnienie skóry. Miałam jednak wrażenie, że może ciut przesadzony jest ten efekt "liftingu". Jednak nawet tutaj wciąż nie czułam żadnego nieprzyjemnego ściągnięcia. Maska także świetnie nawilżała i koiła skórę. Zapach zupełnie neutralny. 


   Już przy pierwszym użyciu masek Yunifang odważyłam się na przetrzymanie ich do częściowo suchego płata. Resztki, które pozostały w opakowaniu dokładałam do bardziej suchych partii, przez co mogłam każdą z masek cieszyć się nieco dłużej. Po zdjęciu płata rozmasowywałam pozostałości. Gdy substancje się całkowicie wchłonęły, mogłam podziwiać niewiarygodnie satynową w dotyku skórą. Ten efekt dała mi każda z tych masek. Żadna z nich mnie nie uczuliła i nie powodowała jakichkolwiek przykrości w postaci niedoskonałości. Nic z tych rzeczy, wręcz przeciwnie. Skóra była na tyle ładnie nawilżona i odżywiona, że mogłam darować sobie nakładanie kremu.
   Być może moja recenzja nie jest wystarczająco obiektywna, bo są to wrażenia po jednorazowym użyciu. Jednak te pierwsze wrażenia są na tyle pozytywne, że w tej chwili czekam już tylko na przesyłkę z aliexpress. Na wstępie zdecydowałam się na wersję z granatem, czyli czerwoną. Nie jest to niczym specjalnym podyktowane, bo każda z nich przypadła mi do gustu. Jednak mam nadzieję, że przy częstszym stosowaniu zauważę różne efekty jakie każda z tych masek oferuje. Z pewnością będę chciała wrócić do pozostałych, a może nawet przetestować inne warianty.

   Winowajcą tego posta, mojego zauroczenia masami w płacie oraz (co najgorsze) osobą odpowiedzialną za założenie konta na aliexpress jest Monika z bloga Mama z różową torebką. Pozdrawiam i dziękuję !

   Nie jestem rasistką.. ale te otwory wyglądają jak przecinki.. sama powiedź !
   Mój mąż twierdził, że to nie są otwory na oczy tylko na brwi.. ha ha ha ha..


16 komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger