Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yunifang. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yunifang. Pokaż wszystkie posty

lipca 31, 2018

ZUŻYCIA LIPCA 2018

ZUŻYCIA LIPCA 2018

Uuu.. jak ja się obecnie cieszę, że w czerwcu zrobiłam zapas zdjęć. Lipiec miałam tak pracowity, że moje dłonie nadają się tylko do trzymania w kieszeniach spodni 😅 No takiego powera i chęci do prac ogrodowych chyba jeszcze nigdy nie miałam. Pęcherz gonił pęcherz.. otarcia, zranienia.. a potem domowe SPA. W efekcie niemal każdy omówiony w lipcu produkt trafił tu.. do denka!


POLNY WARKOCZ - RUMIANKOWA ESENCJA MICELARNA
Mój ulubieniec do którego chętnie wracam.. a raczej jak już kupuję to w ilości hurtowej. Lubię za delikatność i skuteczność jednoczenie. Nie muszę pocierać oczu, nie szczypie, działa już przy niewielkiej ilości na waciku przez co jest wydajny. Z przyjemnością będę wracać, a póki co mam jeszcze jedną buteleczkę w zapasie i kilka innych płynów micelarnych więc bardzo możliwe, że zrobię sobie krótką przerwę.. ale wrócę. Z resztą poza rumiankową esencją Polny Warkocz wypuścił kilka innych produktów, które już wpakowałam na wishlistę 



AVALON ORGANICS - INTENSE DEFENSE ŻEL DO MYCIA TWARZY Z WITAMINĄ C
Powrót do niego po 2 miesięcznej przerwie to prawdziwa ulga. W zasadzie nic więcej mi nie potrzeba. Podwójne mycie twarzy zapewnia mi zmycie makijażu i dobre oczyszczenie skóry. Nie wysusza, nie podrażnia, nie ściąga.. nie widzę żadnych wad ani nic czego mogłabym się przyczepić. Może jedynie to zasychanie kropelki żelu na wylocie dozownika bywa irytujące.. ale to kropla w morzu zalet. Ulubię, w zapasie kolejne 3 opakowanie i z pewnością będą kolejne.



AVEBIO - TONIK BAMBUSOWY
Niby niewielka pojemność, a jego zużycie to wcale nie takie hop-siup. Przy częstym użytkowaniu podrażniał mi skórę ale doraźnie spisywał się dobrze. Niestety nie jestem w stanie używać go w formie rozpylanej bezpośrednio na skórę, bo tak strasznie przytyka nozdrza i odbiera oddech, że martwię się o swoje zdrowie 😅 Zdecydowanie za dużo miałam z nim przebojów aby móc w pełni docenić jego działanie. Cieszę się, że w końcu dobił dna. 



ISANA - PŁATKI KOSMETYCZNE BIO
Ciągle sobie powtarzam, że chociaż na chwilę się od nich oderwę i kupię coś innego ale również niebielonego chlorem.. i ciągle zapominam. W najbliższym czasie również się nie zapowiada żadna zmiana, bo ostatnio zaopatrzyłam się w ich zapas. Jest jednak światełko w tunelu, bo dzisiaj brutalnie uświadomiono mi likwidację Rossmanna, którego miałam pod domem. Jeśli chodzi o same płatki to lubię je za delikatność i chłonność. Widzę różnicę pomiędzy nimi, a resztą.


VIANEK - ŁAGODZĄCA MASECZKA DO TWARZY DO CERY PODRAŻNIONEJ
Przyjemna i nic ponadto. Kremowa konsystencja, którą tuż przed otwarciem należy porządnie w opakowaniu wymieszać, bo jeśli tego nie zrobimy to część maski będzie gęsta, a reszta bardziej płynna. Chociaż byłam przekonana, że dobrze wymieszałam zawartość to i tak przy aplikacji miałam różne konsystencje. Dobrze się rozprowadza, w noszeniu jest komfortowa, delikatnie zastyga. Zmywanie jest problematyczne i bez pomocy gąbki trwać to może bardzo długo. Samo działanie maski jest jedynie poprawne. Nie podrażnia mojej nielubiącej glinek skóry ale również nie zauważyłam aby łagodziła podrażnienia. Jedynie lekkie działanie wygładzające i oczyszczające mogę jej przypisać.


COSNATURE - MASECZKI: ROKITNIK I POMELO
Ponownie.. całkiem poprawne maseczki ale nic więcej. Niczym specjalnym mnie nie zachwyciły ale również nie zaszkodziły. Konsystencja obu jest w zasadzie identyczna ale różnią się zapachem (chociaż jest bardzo delikatny). Jednak z uwagi na sporą ilość składników komedogennych nie planuję do nich wracać, bo i tak nie mogłabym ich używać często.



YUNIFANG - RÓŻOWA MASKA W PŁACHCIE
Uwielbiam te maseczki za rodzaj materiału z którego są wykonanie. Jest niesamowicie delikatny i cienki. Mimo to zaskakująco długo utrzymuje wilgoć. Płachta świetnie przylega do twarzy, nie zjeżdża, nie przesuwa się, mogę w niej gadać, chodzić, pochylać się. Jeszcze ani razu maski z Yunifang nie zaszkodziły mojej skórze. Po tym spotkaniu jestem w końcu w stanie określić mojego faworyta, a jest nim wersja czerwona z żeń-szeniem.



LA CAFE DE BEAUTE - ODMŁADZAJĄCA MASKA DO TWARZY "CHOCOLETTO" Z NATURALNYM KAKAO
W końcu dobrałam się do zestawu maseczek w kapsułkach od La Cafe De Beaute! Na pierwszy ogień poszła wersja z czekoladą i rzeczywiście jest czekoladowa. Nic więcej nie piszę.. recenzja trzech różnych maseczek ale o podobnym działaniu będą pojawiać się w najbliższym czasie. Na pierwszy ogień idą wersje o działaniu odmładzającym.


YUNIFANG - PŁATKI POD OCZY
Bardzo przyjemnie mi się ich używało. Rzeczywiście poprawiały stan okolic oczu ale to nie jest opcja na 5 minut. Zdecydowanie warto w nich posiedzieć nieco dłużej. Genialny delikatny materiał, który nie ściąga skóry ani nie zjeżdża. Esencja jest gęsta i długo utrzymuje wilgoć. Efekt zauważalny, spojrzenie wypoczęte, skóra wokół oczu dobrze nawilżona i komfortowa. Nie mam zastrzeżeń.



RODIAL - SUPER ACIDS X-TREME ACID RUSH PEEL
Bałam się tego produktu.. brzmi na bardzo silny. Saszetka powinna wystarczyć na twarz i szyję ale ledwo co wystarczyła na twarz, a przecież wcale takiej dużej głowy nie mam.. chyba. Lekki przezroczysty żel, bez drobinek i całkowicie bezzapachowy. Ekspresowo się wchłania, komfortowy.. w ciągu 15 minut nic nie czuć aby coś strasznego się działo.. w zasadzie nic nie czuć. Po zmyciu skóra jest przyjemnie wygładzona, fajnie odświeżona i matowa. Niestety zabrakło mi tu efektownego złuszczenia naskórka, a to miał być główny cel produktu.

MARTINA GEBHARDT - ALOE VERA FACE LOTION
Niewielką próbkę 2ml zużyłam na raz, a to stanowczo za wiele i niemal nigdy takiej ilości kremu nie nakładam. Nie wiem co mi strzeliło do głowy. Ostatecznie emulsją pokryłam twarz, szyję, dekolt i.. piersi 😅 Wydajność mega! Konsystencje lekkiego mleczka o ziołowym aromacie. Potrzebuje chwili na wchłonięcie ale efekt jest bardzo fajny. Skóra pozostaje przyjemnie nawilżona, bez efektu świecenia ale też nie jest w pełni matowa. Brak uczucia lepiej warstwy. Rano skóra była bardzo dobrze nawilżona. Mój suchy placek w okolicy bruzdy nosowo wargowej został całkowicie ujarzmiony.. znikł i więcej się nie pojawił. Ani jednej suchej skórki, żadnego zapchania, nawet złowieszczej kropeczki.. zero. Obawiam się, że przy codziennym użytkowaniu lotion mógłby okazać się za ciężki w okresie letnim ale stosowany co kilka dni powinien być wybawieniem dla mojej skóry i idealnym kremem na co dzień w okresie jesienno-zimowy. Muszę jeszcze dorwać próbkę aby sprawdzić jak zachowa się pod makijażem.

Próbki produktów Martina Gebhardt można zamówić w sklepie Green-line. Emulsja Aloe Vera występuje w dwóch pojemnościach 30 ml w cenie 57 zł oraz 100ml (!) w cenie 119 zł. Wersję 100ml używałabym również do ciała, bo inaczej nigdy by się nie skończyła 😂 Tak.. spodobała mi się na tyle, że zrobiłam rozeznanie i wpisałam na Wish Listę. Przy okazji przypominam o genialnych szpatułkach szklanych do aplikacji kremów!


SYLVECO - UJĘDRNIAJĄCE MYDŁO NATURALNE
Zdecydowanie najgorsze z całej trójki mydeł od Sylveco jakie użytkowałam. Pozostawiało moją skórę tępą. Jedyne skojarzenia to tylko te najgorsze ze stosowania mydeł do których zraziłam się na tyle, że przez lata nie chciałam o żadnych mydłach słyszeć. Uhh.. źle wspominam.. bardzo źle.



SYLVECO - ODŻYWCZE MYDŁO MATURALNE
Po wersji ujędrniającej miałam mieszane uczucia ale wersja odżywcza podreperowała honor mydeł Sylveco. Mydło okazało się delikatne i przyjemne dlatego dość chętnie po nie sięgałam. Mimo wszystko to wciąż nie jest mydło do którego bym z przyjemnością chciała wrócić. Wciąż plasuje się w kategorii przeciętnych mydeł, a ja szukam czegoś ekstra!



EO LABORATORIE - KAWOWE PEELINGI
Pod względem złuszczenia nie mam im nic do zarzucenia. Skóra po ich użyciu jest bardzo przyjemnie wygładzona. Jednak już samo użytkowanie to droga przez mękę. Peelingi mają grudki, które utrudniają aplikację, są bardzo suche, pozostawiają lekki osad na skórze, który należy dodatkowo zmyć przy użyciu żelu. Jednak najbardziej rozczarowały mnie zapachy, ani czekolada ani cynamon nie grały tu głównych skrzypieć.. było trzeba tych aromatów szukać. Szkoda.



IDEA TOSCANA - ZESTAW MINIATUR (ŻEL, BALSAM I KREM DO RĄK)
Zestaw miniaturek, które bardzo uprzyjemniły mi wieczorne domowe SPA. Przede wszystkim śliczny zapach o ziołowej bazie. Zestaw zaskoczył mnie swoją wydajnością. Byłam przekonana, że w przypadku żelu będzie to jednorazowe spotkanie ale nawet od wystarczyłby na mały urlop.bardzo przyjemnie wspominam balsam, który nie pozostawiał na skórze tłustej warstwy. Za to skóra po nim była jedwabiście gładka.



SHEFOOT - SKARPETKI NAWILŻAJĄCE I PLASTRY NA PIĘTY
Ten zestaw produktów w sierpniu doczeka się recenzji. O ile skarpetki z esencją nie są specjalną nowością to plastry na pięty w które należy nosić przez 8 godzin (najlepiej w nich spać) to coś z czym spotkałam się po raz pierwszy. Do tego zestawu w recenzji zbiorczej dołączy jeszcze zabieg na domowe SPA oraz krem do stóp.

AVALON ORGANICS - SZAMPON Z OLEJKIEM Z DRZEWA HERBACIANEGO
Bardzo fajny szampon! Już teraz muszę przyznać, że brakuje mi orzeźwienia jakie dawał. Zawsze stroniłam od szamponów na bazie olejku z drzewa herbacianego ale widzę, że był to poważny błąd. Szampon Avalon Organics porównywałam w poście do szamponu Desert Essence i minimalnie bliżej mi do Desert Essence. Jednak do Avalon również z wielką przyjemnością bym wróciła. Genialny!



ANDALOU NATURALS - MASKA DO WŁOSÓW Z EGZOTYCZNYM OLEJEM MARULA
Tęsknię! Genialna maska, która po jednym użyciu zrobiła na moich przeproteinowanych włosach efekt wow! Włosy po niej są zregenerowane, błyszczące, lejące, lśniące.. po prostu wow! Z wielką przyjemnością ponownie.. bzdura! Ja muszę mieć jej zapas!



LE CAFE DE BEAUTE - MASKA DO WŁOSÓW I SKÓRY GŁOWY Z CZEPKIEM
Skoro jedna maska wow! to druga maska.. wow! ale z licznymi przekleństwami. Nigdy nie miałam tak oblepionych włosów. Podejrzewam, że gdybym nie myła włosów przez miesiąc to i tak byłyby w lepszym stanie niż po tej masce. W dodatku przez kilka solidnych myć nie byłam w stanie jej wymyć. największy włosowy horror jaki miałam.



FARMONA - JANTAR ODŻYWKA Z WYCIĄGIEM Z BURSZTYNU DO WŁOSÓW I SKÓRY GŁOWY
O tej odżywce czytałam już wiele i wiele dziewczyn chwaliło efekty. Wypadanie włosów i to w dość paskudny sposób nie jest mi obce więc chętnie przy takich mało przyjemnych okazjach testuję tego typu produkty. Odżywkę Jantar przelałam do butelki z pipetą aby łatwiej aplikować.. ale to nic nie pomogło. Starałam się być systematyczna ale to mnie zwyczajnie przerosło. W efekcie nie zauważyłam żadnych efektów, a w dodatku miałam spore zastrzeżenia co do składu. Recenzja miała być.. ale nie będzie, bo w zasadzie nie ma o czym pisać.


MARK HILL - VOLUME SERUM 
Niemal zupełnie nie widzę efektów po użytkowaniu tego produktu. Ma zapewniać bujną fryzuję, z odbiciem od nasady. Po jego zastosowaniu należy wysuszyć włosy na szczotce ale przecież już sam ten fakt za każdym zrazem zapewnia mi satysfakcjonujące odbicie włosów od nasady. Równie dobrze w środku mogłaby być sama woda. Zupełnie bez sensu. 



LANCOME - MONSIEUR BIG
Tusz dostałam w prezencie i niemal od razu zaczęłam używać. Na jego temat krążą raczej dobre recenzje ale sama nie jestem w stanie ich potwierdzić. Tusz rzeczywiście jest w stanie zrobić świetny efekt na rzęsach ale zazwyczaj wymaga to niezwykłej cierpliwości, uwagi, skupienia.. Ehh.. recenzja na dniach.


KRINGLE - SPARKLING
Gdy na zewnątrz towarzyszą mi wysokie temperatury nie mam najmniejszej ochoty na jakiekolwiek palenie świec, ale lato jest na tyle zwariowane w tym roku, że trudno się połapać czy to wiosna, lato czy jesień. Sparkling to dla mnie wyjątkowy zapach na chłodny i pochmurny letni wieczór. Jest zarazem ciepły jak i orzeźwiający.. dokładnie jak pyszna lemoniada. Bez problemu pozwalałam sobie palić go nawet w środku dnia.


lipca 22, 2018

AZJATYCKIE PŁATKI POD OCZY I ZESTAW MASECZEK W PŁACHCIE, PONOWNE SPOTKANIE Z MARKĄ YUNIFANG

AZJATYCKIE PŁATKI POD OCZY I ZESTAW MASECZEK W PŁACHCIE, PONOWNE SPOTKANIE Z MARKĄ YUNIFANG

Nie jestem specjalnie ufna w stosunku do azjatyckich produktów, a już tym bardziej tych z aliexpress. Jest jednak pewien wyjątek, a dotyczy on masek firmy Yunifang. Pierwsze spotkanie zawdzięczam Monice z bloga Mama z różową torebką i bez wątpienia mogę ją nazwa promotorką tej marki w Polsce. Od Moni wraz z zestawem maseczek, które bardzo lubię otrzymałam zestaw pielęgnacyjnych płatków pod oczy.. a takie rzeczy wprost uwielbiam!



Niestety wyjątkowo opisu producenta ani składu nie będzie. Mój chiński wciąż nie jest perfekcyjny.. wybacz 😅 ale dla bardziej zamiłowanych w języku i kulturze pozostawiam zdjęcia z opisem i składem.

W opakowaniu znajdują się trzy zestawy płatków pod oczy, a każdy zestaw jest oddzielnie zapakowany. Nietypowy kształt obejmujący okolicę pod okiem, a także powiekę wprawił mnie w osłupienie. Pierwszy raz spotkałam się z takim kształtem. Ma to oczywiście sens ale mi zawsze bardziej zależy na pielęgnacji okolicy pod okiem. W przypadku kremów pod oczy zawsze dodatkowa ilość leci na powiekę.. nie zaniedbuję tej okolicy ale w przypadku płatków było mi ich zwyczajnie szkoda. Ostatecznie płatki przecinałam aby skupić ich działanie tam, gdzie jest bardziej potrzebne. Dzięki czemu mogłam się nimi cieszyć dwa razy dłużej.



Połowa płatka sięga mi od wewnętrznego kącika oka do.. linii włosów! Tak! Są aż tak długie! To co je jeszcze wyróżnia od innych do tej pory używanych przeze mnie płatków pod oczy to materiał. Jest bardzo lekki, przyjemny, cienki, świetnie przylega do skóry, nie zjeżdża, nie przesuwa się, a przy tym jest chłonny i długo utrzymuje wilgoć. Producent zaleca trzymanie produktu od 10 do 15 minut ale bez przeszkód jestem w stanie ten czas przedłużyć do 20 minut. Szkoda by mi było wyrzucać wciąż bardzo mokry produkt. Właśnie z tego względu po płatki sięgam w dni kiedy rano mam więcej czasu.



Komfort ich użytkowania jest ogromny. Bez przeszkód mogę się pochylać, sprzątać, gotować.. nawet ćwiczyć! Płatki siedzą na swoim miejscu i ani o milimetr nie drgną. Nie dają wrażenia sztywnego przyklejenia do skóry, bo wciąż jestem w stanie mrugać, spoglądać w dół, w górę.. i strzelać głupie miny na poranne pytanie męża " Co chcesz do picia?" Skoro od początku małżeństwa piję rano kawę.. zbożową.. tak wiem, że to nie jest prawdziwa kawa 😂 Sęk w tym, że materiał tych płatków z łatwością przebił moje ulubione hydrożelowe przylepy podoczne.


Płatki działają, a przynajmniej z ich efektów jestem zadowolona. Ładnie nawilżają, koją, a spojrzenie po ich użyciu jest bardziej wypoczęte. W dodatku w każdym opakowaniu pozostaje tak dużo esencji, że jestem w stanie wykorzystać ją wtórnie wraz ze skompresowaną maseczką w płachcie.



Wraz z płatkami pod oczy Monika obdarowała mnie zestawem czterech maseczek, również firmy Yunifang. O dwóch z nich już pisałam w poście: Azjatyckie maski w płatach - Lcosin i Yunifang, gdzie można zobaczyć jak wyglądają i z jak cienkiego i delikatnego materiału są stworzone.


Podobnie jak w przypadku płatków pod oczy tu również w opakowaniu pozostaje mnóstwo esencji do wykorzystania. Dlatego każda z masek wystarczyła mi na dwa użycia. Z wersją czerwoną i złotą już miałam okazję się poznać i było to jedynie przypomnienie ich działania.W tej kwestii niewiele się zmieniło ale jednak bardziej oświeciło.


YUNIFANG - POMEGRANATE (CZERWONA)
Maska wybielająca i rozjaśniająca z przeciwutleniaczami na bazie granatu.

Jedyny problem jaki z nią zawsze mam to efekt obklejenia skóry tuż po zdjęciu. Dlatego korzystam z niej zanim położę się spać, a czasem nawet siedzę z nią w łóżku. Oblepienie podczas snu zupełnie mi nie przeszkadza, a tym bardziej, że to mija. W okresie letnim uczucie chłodu jaki daje już mi tak nie przeszkadza. Rano skóra jest przyjemnie gładka, ujędrniona i nawilżona. Bardzo przyjemna maseczka.


YUNIFANG - GINSENG (ZŁOTA)
Maska z żeń-szeniem o właściwościach nawilżających i przeciwzmarszczkowych.

Zapach żeń-szenia pomieszany z ogórkiem to nie jest jej mocna strona. Trochę śmierdzi ale głównie w opakowaniu i zaraz po wyjęciu. Daje uczucie przyjemnego liftingu. Skóra po niej jest przyjemnie napięta ale nie ściągnięta, a dodatkowo ładnie nawilżona i komfortowa. Efekt utrzymuje się przez cały dzień.. a to sprawia, że jest to prawdopodobnie moja ulubiona maska ze wszystkich "Yunifangów".. i w przyszłości to właśnie ją zamówię jako punkt obowiązkowy.


YUNIFANG - LONGYA LILY (LILIOWA)
Maska z lilią o właściwościach rozjaśniających i nawilżających dla każdego typu skóry.

Delikatna i przyjemna. Nie zauważyłam efektu rozjaśnienia skóry.. jedynie przyjemne nawilżenie ale też nie na takim poziomie jakim bym chciała. Podejrzewam, że mogła się przyczynić do powstania dwóch niedoskonałości na moim policzku ale pewności nie mam. To byłoby dość zaskakujące, bo nigdy z maskami Yunifang nic podobnego mnie nie spotkało.


YUNIFANG - HONEY (ŻÓŁTA)
Maska z miodem o właściwościach nawilżających i rozjaśniających do cery normalnej i suchej.

Gdyby nie wersja z żeń-szeniem to właśnie ta miałaby szansę triumfować. Niestety wciąż wolę znieść smrodek żeń-szeniowej wersji, bo jednak efekty są nieco lepsze. To nie znaczy, że wersja z miodem była zła czy przeciętna. Spisała się bardzo fajnie. Nawilżyła skórę i delikatnie napięła. Promienny wygląd jak najbardziej zauważalny.


Moniś pięknie dziękuję Ci za taką niespodziankę. Uświadomiłaś mi tylko jak bardzo brakuje mi w szczególności wersji czerwonej maseczek. Za to płatki pod oczy w materiałowej wersji są pierwszymi jakie polubiłam!


maja 03, 2018

NOWOŚCI KWIETNIA 2018

NOWOŚCI KWIETNIA 2018

I co ja mam powiedzieć? Szlaban na zakupy.. może nie do końca.. nazwę to "ograniczone zakupy".. tak trochę dyplomatycznie 😅 W zasadzie już chyba trzeci albo czwarty miesiąc kupuję głównie to co jest mi niezbędne, skończyło się lub naprawdę chcę przetestować. Idzie mi to całkiem fajnie. W końcu widzę jak moje zapasy kurczą się. Z czterech koszy wypełnionych po brzegi kosmetykami zostało trzy! Oby tak dalej!
Standardowo zacznę od moich zakupów.. bo jest ich najmniej. Za resztę odpowiedzialne są już inne osoby.. ja umywam rączki..


ISANA - PŁATKI KOSMETYCZNE NIEBIELONE CHLOREM
Jak dla mnie bezkonkurencyjne. Pojawiły się w denku więc muszą pojawić się w zakupach. Zawsze kupuję na promocji i biorę minimum dwie paczki. Są bardzo miękkie, delikatne i chłonne. Pierwsze płatki o których mogę powiedzieć, że lubię i widzę różnicę na tle innych. Ostatnio chodzi mi po głowie przetestowanie innych płatków kosmetycznych z serii Bio ale jeśli robię już zakupy w sklepach internetowych to zawsze o nich zapominam, a te.. tak łatwo dostępne.. wystarczy przejść przez ulicę.


SEMILAC - ODTŁUSZCZACZ
Moja 100 ml pojemność pierwszego odtłuszczacza z NeoNail, którą kupiłam rok temu dopiero teraz dobiła dna 😅 Jak widać nie robię hybryd nałogowo i to się raczej nie zmieni. Wolę aby moje paznokcie od czasu do czasu miały urlop.. im też się należy. Za to jeśli chodzi o tę wielką butlę. Nie widzę żadnej różnicy pomiędzy odtłuszczaczami NeoNail czy Semilac. Podobnie sprawa wygląda z acetonem. Wybrałam największą 500ml pojemność, bo wychodzi najbardziej korzystnie cenowo. Użytkowanie tak wielkiej butli nie jest specjalnie wygodne dlatego przelewam do butelek 100ml po NeoNail. Wielkie butle nie są notorycznie otwierane i zamykane więc produkty nie wietrzeją i nie tracą na jakości. Proste 😁


REPUBLIKA MYDŁA - LAVENDER LAKE
Mydełko to moja zdobycz przywieziona z Lubelskiej Veganmani. O całym przedsięwzięciu dowiedziałam się od Gosi z Esy, Floresy, Fantasmagorie. Oprócz pysznego jedzenia pojawili się wystawcy kosmetyków naturalnych. Z mojego punku widzenia najciekawsze było stoisko Republiki Mydła. Nie jestem do końca mydlana.. ale to w dużej mierze wina wcześniejszych wyborów. Dlatego w tym roku zaczynam się delikatnie przełamywać.. ale pomału.. nie wszystko na raz. Moje zakupy w Republice Mydła były naprawdę spore ale wszystkie mydełka poza jednym pojechały w różne strony Polski. Ze mną została wersja o zapachu lawendy przełamana rumiankiem! Haczyk ? Nie znoszę lawendy w kosmetykach.. ale ta kompozycja jest naprawdę piękna i urzekająca!


TOMEK TOMCZYK - BLOGER I SOCIAL MEDIA ORAZ BLOG, PISZ, KREUJ, ZARABIAJ
Trochę bezczelny, ironiczny, sarkastyczny.. ale trudno się z nim nie zgodzić. Książki Tomka czyli autora bloga JasonHunt poleciła mi Agnieszka z bloga Ekodystrykt. Najpierw zaczęłam czytać wybrane posty, a ostatecznie stwierdziłam, że warto kupić książki. Książki dorwałam w śmiesznej cenie na allegro. Są używane ale w świetnym stanie.. tylko po co mi one? Nie jestem przekonana co do tego czy chcę aby blog był moją pracą.. ale nie wiem w jakim kierunku się to wszystko rozwinie więc zarzekać się nie będę.. Jasne! Chcę być lepsza, chcę się rozwijać, bo sprawia mi to wielką przyjemność tylko, że.. wchodząc w świat blogerski stajesz się jego częścią.. a tę część nie stanowią maszyny tylko ludzie, a z nimi jest już różnie. W pewnym momencie może się okazać, że ta radość z pisania jest coraz mniejsza. O ile nie zawsze możemy wybrać sobie sąsiadów czy współpracowników to w przypadku świata zza szkła monitora owszem.. bo kto nam zabroni otaczać się wyłącznie życzliwymi nam ludźmi? Takie podejście mi się podoba i o takim pisze Tomek.


Pierwszą paczuszkę otrzymałam od Gosia z bloga Esy, Floresy, Fantasmagorie na wspomnianej już Veganmani. Strasznie polecam odwiedzenie takiej imprezy niezależnie od tego czy jesteś Vege czy nie. Jedzenie jest pyszne..chociaż z jednego stoiska nic mi nie smakowało 😅 Cóż.. azjatyckie jedzenie to nie moje klimaty ale poza tym jednym wyjątkiem wszystko było genialne. Nawet największy mięsożerca jakiego znam nie narzekał! Jeśli jesteś z Wrocławia, Gdańska lub Warszawy to już są zaplanowane kolejne spotkania:

19 maja we Wrocławiu
19 sierpnia w Gdańsku
25 listopada Warszawa

.. ale.. co z tą paczuchą?!


BENTLEY ORGANIC - ŁAGODZĄCY I NAWILŻAJĄCY ŻEL POD PRYSZNIC Z LAWENDĄ, ALOESEM I OLEJEM JOJOBA
Wciąż mam awersję do lawendy w kosmetykach ale staram się ją przełamywać. Zapach prawdziwych krzaczków lawendy uwielbiam więc to niemożliwe aby wszystkie kosmetyki o tym zapachu mi śmierdziały. Gosia uprzedziła mnie, że ma dla mnie coś lawendowego, a jest to żel pod prysznic z Bentlay Organic. Marka jest mi już trochę znana, bo miałam styczność z szamponami oraz żelami.. ale nie z tą wersją.


COSNATURE - MASECZKA MULTI-ODŻYWCZA Z ROKITNIKIEM ORAZ MASECZKA UPIĘKSZAJĄCA Z RÓŻOWYM POMELO
Za to z Cosnatur miałam bardzo mało styczności chociaż całkiem sporo o niej czytałam. Gosia obdarowała mnie dwoma rodzajami maseczek, a maseczek nigdy za mało! 


MYDEŁKO Z MANGOSTANU POCHODZĄCE Z TAJLANDII
Gosia w tym roku zaliczyła wspaniałą podróż do Tajlandii.. okrutnie zazdroszczę! Na moje niesamowite szczęście kawałek tej przygody trafił do mnie. Zostałam obdarowana prześlicznym mydełkiem z mangostanu z kawałkiem sznureczka. Całość zapakowana była w folię ale na potrzeby zdjęć i z ciekawości ją zdjęłam. Zapach jaki rozszedł się po mieszkaniu towarzyszył mi jeszcze drugiego dnia! Mydełko obwinęłam kilka razy folią spożywczą, potem folią bąbelkową.. powstała wielka kula, a i tak wciąż wyczuwam zapach mydełka! Niesamowite!

Jeśli jesteś ciekawa Tajlandii, zapraszam na blog Gosi. W poście Bambusowe łodzie Złotego Buddy znajdziesz opis podróży, ciekawych miejsce które warto odwiedzić oraz masę pięknych zdjęć.


Druga paczka to wygrana w rozdaniu u kolejnej Gosi, ale tym razem Krytyka kosmetycznego. Genialne rozdanie z trzema kremami marki dr. Organic. Wygrywały trzy osoby.. w tym JA! Oczywiście na samym produkcie głównym się nie skończyło.. Gosię jak zwykle poniosła fantazja 😹


DR. ORGANIC - ORGANIC VIRGIN OLIVE OIL NIGHT CREAM
Marka dr. Organic jest mało popularna w Polsce ale zdecydowanie warto zwrócić na nią uwagę. Składy produktów są bardzo fajne i cieszą się bardzo dobrymi opiniami. Wersja na noc z oliwką skusiła mnie "uderzeniową mocą nawilżenia". Moja skóra należy do mieszanych ale to czego nie toleruje to przesuszenie. Przesuszona skóra to wyjątkowo wredna i podła skóra. Takiej skóry nie lubimy.


ECOCERA - MASECZKA KOSMETYCZNA Z WĘGLEM AKTYWNYM
W życiu tego nie widziałam ani nie słyszałam. Nie wiem skąd Gosia wynajduje takie rzeczy. Uwielbiam maseczki, a wersji oczyszczających masek jak na złość nie mogę dopasować do swojej skóry. Najczęściej są albo za delikatne albo za mocne.. nic pośrodku. Dlatego maseczek oczyszczających nigdy za mało.. chociaż u mnie akurat się nie przelewa.. w wersjach oczyszczających oczywiście. Nie mam zamiaru czytać wcześniej opinii.. niech ma czystą kartę.



PRÓBKI... DUUUUŻO PRÓBEK I ODLEWEK
Bardzo lubię próbki. Na chwilę obecną rzadko zdarza mi się coś kupić w ciemno. Produkt musi mnie wyjątkowo zaciekawić aby coś takiego miało miejsce lub zwyczajnie mam duże zaufanie do marki.  Tak jest w przypadku Bionigree. Bardzo fajnie sprawdziło się u mnie serum oczyszczające i jeszcze do niedawna miałam je w planach ponownie kupić. Cieszę się na możliwość sprawdzenia szamponu oraz odżywki nawilżającej. Sporo ciekawych opinii czytałam o marce Bema, a tu trafił do mnie krem do rąk. Do tego masa odlewek bardzo fajnych produktów! Aj.. aj.. testowanko!
  • Bionigree - szampon, odzywka i serum.
  • Vianek - krem do twarzy na dzień i na noc
  • Bema - Krem do rąk
  • Make Up For Ever - Podkład Ultra HD
  • Naturative - Men after-shave balm
  • Donegal - Zdobienie do paznokci
  • Avalon Organics - Rewitalizujący krem pod oczy z witaminą C
  • Naturative - Różany peling do ust
  • EoLab - Krem do twarzy fioletowy SPF15
  • Dr Norel - Tonik z kwasem migdałowym
  • Olej z nasion pietruszki
  • Orientana - Bio serum Neen&Tulsi
  • Anwen - Maska do włosów kokos & glinka
  • Natura Siberica - Balsam do włosów równowaga i objętość
  • Zielone Labolatorium - Aksamitny krem do stóp
  • Vianek - Łagodzący olejek do demakijażu
  • Botame - Kem do rąk mango
Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości dlaczego nie mam potrzeby robienia zakupów? 😂


Trzecia paczucha jaka do mnie zawitała to ekspres prosto od Moniki z bloga Mama z różową torebką. Jeśli jesteś maniaczką nowości makijażowych to trzymaj się teraz krzesła.. i to mocno!



ANASTASIA BEVERLY HILLS - PALETA SOFT GLAM
Nie.. nie! To nie prezent.. chociaż cieszę się tak jakby był 😅 Monika przesłała mi swoją paletę Soft Glam do przetestowania. Jestem fanką typowo nudnych kolorów idących w ciepłą tonację. W tym przypadku jest to dla mnie najładniejsza paleta od ABH. Niektóre kolory mnie zaskoczyły, bo nie spodziewałam się, że sięgnę po żółte odcienie które znajdują się w palecie.. a jednak. Praca z tą paletą to wyłącznie przyjemność. Jeszcze mam trochę czasu aby się nią nacieszyć.. mam nadzieję, że nikt za nią nie płacze 😅



GLAM-SHOP - PALETA CIENI
Dawno temu bawiłam się w kupowanie pojedynczych cieni z myślą, że kupuję tylko to co mi się podoba i co będę używać. Niestety nie do końca to się sprawdziło i zaprzestałam takich praktyk.. a teraz mam chęć stworzyć paletę z cieniami Glam-Shop 😅 W kilku już zdążyłam się zakochać, a zdjęcia ani trochę nie są w stanie oddać ich uroku. To również świetna jakość i przyjemność z użytkowania. Mam chyba tylko jedno zastrzeżenie. Wołałabym aby cienie było o połowę mniejsze i tańsze. Serioo.. te jak dla mnie są wyjątkowo duże. Przy mojej systematyczności wykonywania makijażu oka nie wiem czy byłabym w stanie je zużyć. Niestety tą paletę również będę musiała zwrócić Moni.


YUNIFANG - MASECZKI W PŁACIE
Uwielbiam te maseczki! Nie pamiętam abym miała lepsze maski w płacie. Ich tkanina jest niezwykle cienka, świetnie przylega do skóry, a najważniejsze jest to, że po użyciu masek odczuwam efekty ich działania. O trzech z nich już pisałam w poście o azjatyckich maskach w płatach (zerknij jaki niesamowity materiał mają!), a z wersją żółtą będzie to moje pierwsze spotkanie. Monia! Strasznie dziękuję, bo okrutnie mi ich brakowało, a moje zapasy maseczkowo trochę mnie blokują z zakupami 😅


YUNIFANG - HMM... ?
Niestety nie wiem do końca co to jest ale zakładam, że są to albo maseczki w płacie albo płatki pod oczy. Oczywiście najprostszą opcją jest zapytać Moni ale ja chyba za bardzo uwielbiam niespodzianki 😂 Zatem mam niespodziankę w niespodziance, a to mnie dodatkowo ekscytuje. Markę Yunifang już troszkę znam i to z wyłącznie dobrej strony. Oj.. nie wiem co to ale i tak się strasznie jaram 😂



PRÓBKI OD MONIKI
Kolejna dawka próbek, a znam tylko jedną i jest nią szampon Eubiona. Markę Lavera znam głównie z szamponów które przypadły mi do gustu, za to z pielęgnacją zaczynam się poznawać i efekty tej znajomości również są bardzo ciekawe. Dlatego z każdej próbki tej marki strasznie się cieszę. Troszkę poznałam markę Martina Gebhardt i wiem, że w kwestii składów można ufać każdemu z produktów. Pozostałe marki jak i próbki perfum to dla mnie pierwsze spotkanie.
  • Lavera - Sensitive balsam do ciała
  • Lavera - Hydro Effect krem na dzień
  • Lavera - Anti-aging moistuising cream
  • Eubiona - Sensitive Shampoo
  • Ziołolek - Linovit A+E
  • Martina Gebhardt - Aloe Vera Face Lotion
  • Linomag - Żel do mycia ciała i glowy
  • Sesderma - Reti Age Anti-aging cream
  • Chloe - Chloe
  • Givenchy - L'ange Noir
  • Paco Rabanne - 1 Million

MARTYNA PADUCHOWSKA - SZAMANKA OD UMARLAKÓW
Recenzja Moni bardzo mnie zaciekawiła. Nie jest to tematyka po którą sięgnęłabym w księgarni czy bibliotece.. raczej odłożyłabym na miejsce. Jednak Monika ma dar przekonywania i łamania własnych barier. Niestety nie miałam jeszcze okazji zabrać się za książkę, ale mam nadzieję, że uda się to jak najszybciej nadrobić. Jeśli jesteś ciekawa co o książce pisała Monika to zapraszam do recenzji: Martyna Raduchowska - Szamanka od umarlaków


Ponowna paczka od Gosi z kanału Krytyk kosmetyczny i totalna niespodzianka. Z tą kobietą należy uważać na to co się pisze 😂


BIONIGREE - SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY
Teraz już wiem co znaczyło "trzeba uważać na to co się pisze". Jeszcze nie zdążyłam jej ochrzanić za tą wysyłkę, bo miała solidnie serum przetestować sama zanim stwierdzi, że chce się go pozbyć, a ta butelka wygląda na nieruszoną! I co? Okazuje się, że Gosia mi zwyczajnie kupiła nówkę! Po prostu kopara mi opadła.. bo jak to? Za co? I weź tu z taką rozmawiaj 😂 ogołocą Cię z najmniejszych planów zakupowych na najbliższe miesiące. Serum oczywiście z miejsca idzie do użytku, bo nie mam już żadnego produktu w tej kategorii. Strasznie się cieszę, a więcej o serum pisałam w poście: Bionigree - Serum oczyszczające do skóry głowy


Na koniec dwa wygrane produkty z serii Home Decor, którymi muszę się pochwalić..


PLECIONE HISTORIE - PODUSZKA
Od dawna zarzekam się, że sama zrobię poduszkę supełkową.. i coś mi nie wychodzi 😅 Dlatego gdy pojawiła się okazja na wygranie dowolnie wybranej poduszki ze sklepu Plecione historie, nie mogłam nie spróbować ! Absolutnie śliczna, wyjątkowa, do tego mięsista, zbita, nie traci fasonu i.. moja! Mąż ma całkowity zakaz dotykania 😂 Towarzyszy mi wieczorami w moim punkcie zarządzania światem. Wiem jedno.. takiej genialnej jakości poduszki sama bym nie zrobiła. Uwielbiam i chcę więcej!

Zachęcam do śledzenia strony FB Plecione historie.. pojawiają się tam bardzo fajne promocje, a czasem konkursy.



WIOSENNY BUKIET
Na koniec coś wyjątkowego, bo to nie jest zwykła dekoracja kwiatowa. Dla Ciebie zapewne będzie ale dla mnie ma wyjątkową moc.. moc życia. Wiosenny bukiet wylicytowałam na aukcji poświęconej zbiórce pieniędzy na leczenie Sławka.. męża Ani z bloga Wszystko smacznie. Każda przelana wówczas złotówka miała niesamowitą moc.. lepiej niż to zrobiła Ania w poście Leczenie zakończone! Udało się! nie mogę opisać. Cieszę się ogromnie, że mogłam w tym uczestniczyć, a o całej historii będzie przypominać mi piękny wiosenny bukiet stworzony przez Panią Katarzynę.

To co? Wcale nie takie przytłaczające te nowości i dużo ich nie ma. 
Daj znać czy miałabyś ochotę na pierwsze wrażenia z paletami cieni? 
A może zrobić porównawczy post z paletami: Anasasii, glam-shop, Lorac i Nabli?


Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger