września 30, 2016

LOVELY - MATOWY EYELINER

   W zasadzie niemal nigdy nie oceniam kosmetyków po kilku użyciach. Nawet jeśli nie zapałałam do jakiegoś produktu minimalną sympatią to wciąż do niego wracam.. a nuż coś się zmieniło. Zdarza się choć wyjątkowo rzadko, że z czasem jednak coś zaskakuje, są to jednak sporadyczne wyjątki. Podobna sytuacja miała miejsce z matowym eyelinerem od Lovely. Jak zakończyła się nasza wspólna historia?

 

   Od producenta:
   Eyeliner matte, który daje zupełnie matowe wykończenie na oku, a lekko roztarty idealnie pasuje do przydymionego makijażu. Aplikatorem w pędzelki można narysować równą, idealnie matową kreskę. Eyeliner matte jest bardzo trwały i wydajny.

 

   Nawet nie wiem od czego zacząć. Może od zalet: yyyy.... pędzelek ujdzie choć jest wyjątkowo sztywny, a teraz przejdę do wad. Z tym czymś nie da się pracować. Konsystencja jest gęsta przez co na pędzelek nabiera się stanowczo za dużo produktu. Gdy zdejmę jego nadmiar to jest jeszcze gorzej, bo nie można narysować dłuższej kreski niż 5 milimetrów. Dokładanie do tego kolejnych kresek wcale nie powoduje, że mam jednolitą kreskę tylko jakbym klasę w której uczyła się ładnie rysować szlaczki i literki przespała.

 

   Rysowanie z nadmiarem produktu też nie wchodzi w grę, bo produkt nie rozchodzi się równomiernie. Najczęściej na brzegach linii jest jego więcej, a w środku potrafi przebijać. Oczywiście można go wówczas w tych prześwitach nadbudować, jednak nadmiar produktu na powiece jest wówczas widoczny.. i to nie koniecznie z bliska.

 

   Nawet próba pociągnięcia szybkiej i prostej kreski na dłoni sprawia, że widoczne są prześwity i zygzaki. Na powiece oczywiście potrzebujemy znacznie więcej czasu i precyzji jednak z tym produktem jest to niemożliwe. Być może byłoby łatwiej gdyby tak szybko nie zasychał.. ale pewnie szukam dla niego jakiegokolwiek wytłumaczenia.

 

   Jak widać po opakowaniu jest to produkt nowy.. choć użeram się z nim od ponad roku. Jeszcze nigdy nie wyszłam z tym produktem na powiekach z domu. Zawsze kończyło się zmyciem makijażu i albo zaczynałam od nowa z pominięciem eyelinera albo z nerwów kończyło się na tuszu do rzęs. Jednak niedawno ponownie dałam mu szansę. Tym razem z dużą dozą cierpliwości zaaplikowałam produkt na powiekę. Nie wnikałam, w to, że nie wygląda identycznie na obu powiekach, bo i tak dzień spędzałam w domu. Chciałam sprawdzić jak będzie się zachowywać na moich tłustych powiekach. I co? Po jakiś 20 minutach zauważyłam, że eyeliner się osypuje, chociaż bardziej właściwe dla tego zjawiska będzie określenie "odchodzi płatami".

 

   Skład (INCI): Aqua, Propylene Glycol, Copernicia Cerifera Cera, VP/Hexadecene Copolymer, Phenoxyethanol, Stearic Acid, Glyceryl Stearate, Palmitic Acid, Potassium Sorbate, Xanthan Gum, Potassium Hydroxide, Hectorite, Cellulose, Ethylhexyglycerin, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Tocopherol, [+/-]: CI 77499, CI 77007, CI 77891, CI 77491, CI 77492.

 

   Trwałość tego produktu jest wyjątkowo mizerna. Z pewnością możemy się spodziewać matowego wykończenia ale nie będzie ani równomierne ani estetyczne. O rozcieraniu nawet nie ma mowy. Jedynie jestem pod wrażeniem jego wydajności, ale to dotyczy każdego produktu po który się nie sięga. Bo niby jak mam go zużyć, skoro nie da się go używać ? 

    Omijajcie ten produkt na Rossmannowskich wyprzedażach.



Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger