Masowy szturm na produkty danej marki niemal nigdy na mnie nie działa.. a czasem im głośniej tym bardziej tracę zainteresowanie. Jednak gdy przez długi czas zachwyty nad produktami nie cichną w mojej głowie rodzi się myśl "a może warto spróbować ?". Często jednak do impulsu "posiadania" potrzebuję pomocy i tak było w przypadku Banii Agafii. Peeling dostałam w prezencie od Moniki z bloga Mama z różową torebką.
Dziękuję ! Chociaż w stosunku do Banii Agafii od dawna strugam
twardziela, to jednak na widok tego opakowania mój prawy kącik ust
poszybował w górę.
Opis producenta:
Zmiękczający peeling do stóp Bania Agafii efektywnie oczyszcza i zmiękcza zgrubiałą skórę. Aktywne składniki naturalne intensywnie odżywiają, stymulują procesy regeneracji i chronią skórę przed nadmierną suchością.
- liścia babki zwyczajnej - zawierają saponiny, dzięki czemu posiadają aseptyczne i gojące działanie
- pszczeli wosk - skutecznie chroni skórę przed przesuszeniem, zmiękcza ją,
- mielona kora wierzby białej - oczyszcza zrogowaciały naskórek, sprzyja głębokiemi odżywieniu i nawilżeniu,
- organiczny ekstrakt z szałwii - tonizuje skórę
Sposób użycia: lekkimi, masującymi ruchami nanieść niewielką ilość peelingu na suchą skórę, zmyj ciepłą wodą.
Nie jestem fanką opakowań typu "zapas mydła" o ile nie dotyczy tychże
zapasów mydeł. Takie opakowanie powinno być raz wyciśnięte i z automatu
wyrzucone do śmieci. W efekcie mam wrażenie, że zamiast pełnowymiarowego
produktu w użyciu mam próbkę, a ponieważ otwartych próbek lubię się
szybko pozbywać, to z takim opakowaniem zaczęłam się z czasem męczyć.
O ile pełne opakowanie mogłam jeszcze postawić, to po kilku
wyciśnięciach mogło już tylko leżeć. Leżeć i babrać się w różnych innych
specyfikach, które używam pod prysznicem oraz plątać się we włosach
które ostatnio wypadają mi garściami. Przy pełnym opakowaniu łatwo
wycisnąć zbyt wielką ilość produktu, przy mniejszej ilości produkt
trzeba ściągać w stronę wylotu. Jednak opakowanie ma jedną ważną zaletę.
Produkt można zużyć do końca.
Sam wygląd opakowania jest zwyczajnie brzydki. Szaro-bury i zupełnie
nijaki. Być może to kwestia kolorystyki, bo uważam, że opakowania masek
do twarzy wyglądają już nieco lepiej. W środku znajdziemy 100 ml specyfiku, który należy zużyć w ciągu 9 miesięcy od otwarcia, co nie stanowi najmniejszego wyzwania. Producent już na froncie opakowania informuje nas, że produkt nie zawiera SLS-ów i ma w 100% naturalny skład.. chociaż z tą naturalnością tak bym nie szalała.
Produkt
ma całkiem przyjemny lekko cytrusowy zapach. Jednak podczas stosowania
ten aromat gdzieś znika, ulatnia się. Jego wydajność oceniam jako słabą
do przeciętnej. Takie opakowanie wystarczy nie dłużej niż na miesiąc
przy regularnym stosowaniu. Atutem może być jego cena, która oscyluje w
granicach 5,70 (alezielony sklep.pl) zł do 7,99 zł (e-kobieca.pl) w zależności od sklepu.
Peeling zdecydowanie można zaliczyć do drobnoziarnistych. Po
nałożeniu i rozsmarowaniu niewielkiej ilości na stopy można odnieść
wrażenie, że zamiast peelingu używamy kremu. Jednak z czasem gdy część
wodnista specyfiku gdzieś się ulatnia/wchłania, możemy odczuć siłę tych
niepozornych drobinek. Wówczas dopiero czuję, że mam do czynienia z
peelingiem.. delikatnym peelingiem.
Produktu używam systematycznie co drugą kąpiel. Na potrzeby testu odstawiłam wszelkie pilniki, skrobaki, zdzieraki, dodatkowe namaczanie i nocne nawilżanie w skarpetkach. Pozostałam jedynie przy wmasowaniu niewielkiej ilości kremu po całym zabiegu. Nie zauważyłam, żadnych właściwości nawilżających ani odżywczych o których zapewnia producent. Nie widzę również aby moja skóra została poddana zabiegowi złuszczania. Jestem obecnie przed ostatnim wyciśnięciem produktu, a moje stopy są w gorszym stanie niż przed rozpoczęciem testów.
Jednak
podczas stosowania peelingu na stopy, moje dłonie również z niego
korzystały. Po wymasowaniu stóp, dokładam niewielką ilość produktu na
dłonie i dodatkowo poświęcam im jeszcze chwilę. Tu rezultat jest
znacznie bardziej zadowalający. Skóra dłoni faktycznie jest wygładzona
jednak żadnego odżywienia czy nawilżenia również nie zauważyłam. Jeśli po takim
wieczornym peelingu na dłonie nie nałożę warstwy kremu do rąk, to rano
budzę się z lekko swędzącą skórą dłoni.
Skład (INCI): Aqua, Glycerin, Stearic Acid, Capric/Caprilyc
Trigliceride, Cetearyl Alcohol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil,
Polyethylene, Coco-Glucoside, Sodium Hydroxide, Beeswax, Xanthan Gum,
Plantago Major Leaf Extraxt, Organic Salvia Officinalis Leaf Water,
Salix Alba (Willow) Bark Powder, Parfum, Citric Acid, Benzyl Alcohol,
Benzoic Adic, Sorbic Acid.
Myślę,
że peeling mógłby sprawdzić się na mniej wymagających i problematycznych
stopach. Moje, po ponad pół roku nauki tańca, licznych oficjalnych
wizytach, imprezie która wymagała całonocnej obecności na parkiecie oraz
po ostatnim chodzeniu po lesie, kamieniołomach i łąkach w 10 cm szpilkach, moje stopy są w
stanie opłakanym.. wręcz tragicznym. Powiedzieć, że mam
liczne odgniotki i zgrubienia to duże niedopowiedzenie.
Cóż..
moje pierwsze spotkanie z Banią Agafii nie zrobiło na mnie najmniejszego
wrażenia choć cieszę się, że miałyśmy okazję się poznać. Może gdyby moje stopy były w lepszym stanie bardziej byśmy się polubiły.
Jak tam wasze stópki ?
Bardziej nawilżacie czy złuszczacie?
Kochane, co możecie mi polecić na tak zniszczone stopki?
