Co robicie z lakierami, których kolor, faktura, wykończenie nie do końca się wam podoba? Wyrzucacie? Oddajecie? Czy przechowujecie przez lata od czasu do czasu dając mu szansę, której z reguły ponownie nie przechodzi?
Taki zgrzyt miałam z lakierem Sally Hansen z serii Insta-Dri w kolorze Emerald Express. Wyjątkowo trudny we współpracy osobnik. Jego perłowe wykończenie pozostawiało widoczne smugi, czego bardzo nie lubię. Dodatkowo kwadratowa końcówka pędzelka, która okrutnie utrudniała malowanie.
Najczęściej manicure z jego udziałem kończył się zalanymi skórkami lub
niedociągnięciami. Dlatego omijałam go szerokim łukiem, chyba że miałam
naprawdę dużo czasu aby się z nim bawić. I to właśnie jeden z takich wieczorów odmienił naszą relację, a noc
całkowicie to zrujnowała.
Byłam zła, w końcu naprawdę się starałam aby
lakier na moich paznokciach wyglądał estetycznie, a tu rano ślady od
poduszki i kołdry. Nie mogłam tego tak zostawić, w końcu napracowałam się. Na pomoc ruszył Top Coat o wykończeniu matowym z Golden Rose, i to był strzał w dziesiątkę!
Wszelkie ryski i odciski od poduszki zostały wygładzone, perłowe wykończenie zostało zamienione na satynowe, ewentualne niedociągnięcia wokół skórek zostały nieco zniwelowane. Po prostu nowe życie lakieru.
Top Coat w zasadzie nie zmienił koloru lakieru, jedynie wpłynął na wykończenie. W takiej wersji lakier najbardziej mi odpowiada. Jednak z pewnością będę chciała wypróbować jeszcze wersję z Top Coat o wykończeniu błyszczącym.
Zalegają u was trudne we współpracy lakiery?
