Moja miłość do wosków jest niepodważalna. Chociaż na początku nie pojmowałam jak można się takimi banałami zachwycać, to teraz sama mam ochotę obdarowywać bliskich kominkami i woskami. Moje pierwsze woski pochodziły z kolekcji Yankee Candle. Jednak przy okazji wizyty w Lubelskiem Felicity, pani ekspedientka ze stoiska z woskami podsunęła mi pod nos Kringle Watercolors i przepadłam.
Z miejsca tzw. akwarele stały się moim ukochanym zapachem. Właśnie tak
chciałabym aby zawsze pachniał mój dom. Cudownym zapachem drogich
perfum, zarazem świeżych i delikatnych. Balans pomiędzy kwiatowymi, a
owocowymi nutami zachowany do perfekcji. Wiosna zamknięta w małym
opakowaniu.
Jeden z najbardziej popularnych zapachów Kringle jest połączeniem woni kwiatowych, leśnych owoców, piżma i kory drzewa sandałowego. Dla mnie jest niepowtarzalny i wyjątkowy. Towarzyszy mi niezależnie od pory roku. To chyba jeden z nielicznych zapachów, gdzie zamiast wosku mogłabym pokusić się o największą świece. Lekko przeraża mnie świadomość, że stacjonarnie są tak trudno dostępne. Jednak przy większych zakupach internetowych z pewnością do koszyka wpadnie kilka wosków Watercolors.
Macie swój ulubiony zapach Yankee Candle lub Kringle?
Czy jeszcze szukacie swojego ulubieńca?
