Zdecydowanie za mało czasu i uwagi poświęcam maseczkom do twarzy. W końcu to istotna część pielęgnacji, chociaż nie najważniejsza. Maseczki potrafią w szybki i efektowny sposób poradzić sobie z aktualnie irytującym problemem: ukoić skórę, oczyścić, nawilżyć.. do wybory do koloru. Sęk w tym, że do drogeryjnych maseczek w formie saszetek bardzo się zraziłam po tym jak kilkukrotnie dostałam silnej alergii. Od tamtego czasu jedyne maseczki jakim ufam to te na bazie glinek.

Pierwsze glinki w jakie się zaopatrzyć to te w formie sypkiej pochodzące z Your Natural Side. Obecnie pozostała mi już ostatnia glinka w wersji czerwonej.
Opis producenta:
Glinka ta przeznaczona jest głównie do pielęgnacji cery zmęczonej, mieszanej i tłustej, a zarazem wrażliwej w tym naczynkowej. Łagodzi objawy trądziku różowatego. Poprawia krążenie krwi i limfy. Polecana jest również do kąpieli wyszczuplających. Skutecznie regeneruje podrażniony naskórek i wzmacnia kruche i nadwrażliwe naczynka. Przyśpiesza gojenie podrażnień i mikrourazów skóry.

Na stronie producenta znaleźć możemy przykłady zastosowań czerwonej glinki.
Maseczka i maski do ciała - do glinki dodaj 2 łyżeczki ulubionego olejku (cera sucha i zwiotczała) i łyżeczkę wody kwiatowej (cera mieszana i tłusta) i mieszaj do uzyskania gładkiej masy. Nałóż na twarz i trzymaj około 10 minut. Następnie zmyj maseczkę ciepłą przygotowaną wodą i nawilż skórę olejkiem. Stosuj 1-2 razy w tygodniu.
Okłady - glinkę wsyp do szklanego naczynia, zalej świeżą wodą tak, aby pokrywała ona glinkę całkowicie. Następnie masę wymieszaj drewnianą łopatką. Przed zastosowaniem naczynie połóż w pobliżu źródła ciepła. Ogrzany okład z glinki stosuj na wybrane partie ciała.
Kąpiele - do wanny wsyp 100g glinki i zalej ciepłą wodą. Ma ona zastosowanie przy przeziębieniach, działa również relaksująco i odprężająco
Mycie zębów - zanurz mokrą szczoteczkę w proszku. Myj zęby i dziąsła tak jak zwykłą pastą
Mycie włosów - wymieszaj: 10g glinki, 20ml wody kwiatowej, 1 żółtko kurze. Pastę nanieś na włosy i trzymaj 15 minut. Spłucz wodą. Pielęgnacja włosów glinką zmniejsza ich łamliwość i wypadanie. Poprawia ukrwienie skóry, działa przeciwłupieżowo.
Glinka znajduje się w lekkim plastikowym słoiczku który mieści 100g produktu. Aktualnie szata graficzna została minimalnie zmieniona ale zawartość opakowania to wciąż 100% Illite. Cena produktu jest bardzo przystępna, bo kosztuje jedynie 15 zł. Wydajność oczywiście zależy od nas i tego jak dużo zużywamy glinki, jak często po nią sięgamy i do czego nam służy. Osobiście glinkę stosowałam wyłącznie w formie maseczki na twarz.. wybaczcie jeśli kogoś zawiodłam. Nie chcę skłamać ale wydaje mi się, że moją glinkę mam co najmniej od dwóch lat. Zdecydowanym plusem takich glinek jest to, że mają bardzo długie terminy ważności i neutralny zapach.

Ze stosowaniem różnego typu półproduktów zdecydowanie należy uważać. To jak bardzo silna okaże się taka maseczka często zależy od nas. Istotne jest to z czym wymieszamy naszą glinkę i jak długo trzymamy ją na skórze. Mimo, że próbowałam różnych kombinacji to jednak najbardziej preferuję wersję z hydrolatem różanym i kilkoma kroplami kwasy hydraluronowego. Kwas dodatkowo sprawia, że maseczka jest bardziej wilgotna i nie muszę ciągle jej nawilżać w obawie aby nie wyschła. Tego typu maseczki są tanie i skuteczne jednak wymagają od nas więcej uwagi. Kiedyś uwielbiałam babrać się w tego typu maseczkach. Tworzyć różne warianty w zależności od rodzaju hydrolatu, olejku, serum czy kwasu hydraluronowego. Obecnie się zestarzałam i zdecydowanie wolę gotowe papki. Chociaż nie wykluczam tego, że jeszcze po nie sięgnę, ale może w innej wersji. Ponownie rozkwita we mnie zaufanie do maseczek i mam ochotę wypróbować coś co nie koniecznie będzie glinkowe.
Tak na uboczu przyznam, że bardzo podoba mi się nazwa marki: Your Natural Side.
Nie pytam czy wolicie gotowe maseczki czy te w formie półproduktu, bo to raczej logiczne, że im prościej tym lepiej, ale może miałyście okazję korzystać już z takich półproduktów?
Pierwsze glinki w jakie się zaopatrzyć to te w formie sypkiej pochodzące z Your Natural Side. Obecnie pozostała mi już ostatnia glinka w wersji czerwonej.
Opis producenta:
Glinka ta przeznaczona jest głównie do pielęgnacji cery zmęczonej, mieszanej i tłustej, a zarazem wrażliwej w tym naczynkowej. Łagodzi objawy trądziku różowatego. Poprawia krążenie krwi i limfy. Polecana jest również do kąpieli wyszczuplających. Skutecznie regeneruje podrażniony naskórek i wzmacnia kruche i nadwrażliwe naczynka. Przyśpiesza gojenie podrażnień i mikrourazów skóry.
Na stronie producenta znaleźć możemy przykłady zastosowań czerwonej glinki.
Maseczka i maski do ciała - do glinki dodaj 2 łyżeczki ulubionego olejku (cera sucha i zwiotczała) i łyżeczkę wody kwiatowej (cera mieszana i tłusta) i mieszaj do uzyskania gładkiej masy. Nałóż na twarz i trzymaj około 10 minut. Następnie zmyj maseczkę ciepłą przygotowaną wodą i nawilż skórę olejkiem. Stosuj 1-2 razy w tygodniu.
Okłady - glinkę wsyp do szklanego naczynia, zalej świeżą wodą tak, aby pokrywała ona glinkę całkowicie. Następnie masę wymieszaj drewnianą łopatką. Przed zastosowaniem naczynie połóż w pobliżu źródła ciepła. Ogrzany okład z glinki stosuj na wybrane partie ciała.
Kąpiele - do wanny wsyp 100g glinki i zalej ciepłą wodą. Ma ona zastosowanie przy przeziębieniach, działa również relaksująco i odprężająco
Mycie zębów - zanurz mokrą szczoteczkę w proszku. Myj zęby i dziąsła tak jak zwykłą pastą
Mycie włosów - wymieszaj: 10g glinki, 20ml wody kwiatowej, 1 żółtko kurze. Pastę nanieś na włosy i trzymaj 15 minut. Spłucz wodą. Pielęgnacja włosów glinką zmniejsza ich łamliwość i wypadanie. Poprawia ukrwienie skóry, działa przeciwłupieżowo.
Glinka znajduje się w lekkim plastikowym słoiczku który mieści 100g produktu. Aktualnie szata graficzna została minimalnie zmieniona ale zawartość opakowania to wciąż 100% Illite. Cena produktu jest bardzo przystępna, bo kosztuje jedynie 15 zł. Wydajność oczywiście zależy od nas i tego jak dużo zużywamy glinki, jak często po nią sięgamy i do czego nam służy. Osobiście glinkę stosowałam wyłącznie w formie maseczki na twarz.. wybaczcie jeśli kogoś zawiodłam. Nie chcę skłamać ale wydaje mi się, że moją glinkę mam co najmniej od dwóch lat. Zdecydowanym plusem takich glinek jest to, że mają bardzo długie terminy ważności i neutralny zapach.
Ze stosowaniem różnego typu półproduktów zdecydowanie należy uważać. To jak bardzo silna okaże się taka maseczka często zależy od nas. Istotne jest to z czym wymieszamy naszą glinkę i jak długo trzymamy ją na skórze. Mimo, że próbowałam różnych kombinacji to jednak najbardziej preferuję wersję z hydrolatem różanym i kilkoma kroplami kwasy hydraluronowego. Kwas dodatkowo sprawia, że maseczka jest bardziej wilgotna i nie muszę ciągle jej nawilżać w obawie aby nie wyschła. Tego typu maseczki są tanie i skuteczne jednak wymagają od nas więcej uwagi. Kiedyś uwielbiałam babrać się w tego typu maseczkach. Tworzyć różne warianty w zależności od rodzaju hydrolatu, olejku, serum czy kwasu hydraluronowego. Obecnie się zestarzałam i zdecydowanie wolę gotowe papki. Chociaż nie wykluczam tego, że jeszcze po nie sięgnę, ale może w innej wersji. Ponownie rozkwita we mnie zaufanie do maseczek i mam ochotę wypróbować coś co nie koniecznie będzie glinkowe.
Tak na uboczu przyznam, że bardzo podoba mi się nazwa marki: Your Natural Side.
Nie pytam czy wolicie gotowe maseczki czy te w formie półproduktu, bo to raczej logiczne, że im prościej tym lepiej, ale może miałyście okazję korzystać już z takich półproduktów?
