Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tulua. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tulua. Pokaż wszystkie posty

lipca 05, 2020

ZUŻYCIA CZERWCA 2020

ZUŻYCIA CZERWCA 2020

Zazwyczaj opóźnienia w zużyciach się u mnie nie zdarzały.. a tu psikus. Z porządkami byłam zmuszona poczekać do weekendu.. a weekend również potrafił zaskoczyć obowiązkami 😅 Na szczęście nie zabrakło czasu na bardzo konkretne spa.. a przy okazji do zużyć ostatnim rzutem trafiły kolejne puste opakowania. To raj dla mojej duszy.. z każdym kolejnym krokiem uwalniam swoją kosmetyczną przestrzeń. Jest pięknie.. tylko te zalegające recenzje zaczynają przytłaczać 😅


MY MAGIC ESSENCE - TAKE IT OFF
Żelowo-olejowa formułą.. dokładnie tak, ani do końca żel ani olejek. Na szczęście jest to formuła, która rewelacyjnie łączy się z wodą więc demakijaż jest niesamowicie ułatwiony. Ja jednak ukochałam sobie Take It Off w roli produktu do masażu twarzy. Jego niesamowity zapach trawy cytrynowej cudownie odprężał i relaksować. Jedna pompka okazywała się wystarczająca więc mimo pozornie małej pojemności jak na produkt do oczyszczania okazał się całkiem wydajny. Z wielką przyjemnością jeszcze do niego wrócę, a po więcej szczegółów na jego temat i analizę składu zapraszam na post: Niezwykły eliksir o złotym kolorze i wyjątkowej konsystencji, czyli Take It Off z marką My Magic Essence


TULUA - PIANKA DO TWARZY
Drugie opakowanie z rzędu pianki marki Tulua. Pokochałam za delikatność, a przy okazji za skuteczność w oczyszczaniu. Moja skóra nawet przy codziennym użytkowaniu pianki nie marudziła, a z drugiej strony pianka szybko rozprawiała się z makijażem, zmywaniem olejowych formuł czy maseczek. Skóra ani razu nie była ściągnięta, ani nie reagowała przesuszeniem. Mało jest produktów do oczyszczania na bazie detergentów o których mogę powiedzieć, że moja skóra je toleruje, a piankę Tulua moja skóra lubi bardzo. Z całą pewnością będę do niej wracać, a więcej powodów dlaczego warto się skusić znajdziesz w poście: Tulua, ultra łagodna pianka oczyszczająca w codziennej pielęgnacji


D'ALCHEMY - ALL-OVER BLEMISH SOLUTION
Płyn do demakijażu D'Alchemy okazał się u mnie wielkim hitem, a co z kremem? Używałam go z przyjemnością z kilku względów. Moja skóra wyjątkowo go lubiła chociaż nie odznaczał się jakąś szczególną cechą. Jest to przede wszystkim lekki krem, który nie obciąża skóry podatnej na zapychanie, świetnie współgra z innymi produktami pielęgnacyjnymi, a do tego bardzo dobrze zgrywa się z makijażem. To bardzo dobry produkt dla cer tłustych i mieszanych, a już w szczególności w okresie letnim kiedy wszystko wydaje się za ciężkie, a skóra ma dość.



LOVELY DAY - HYALURON + BLOOM ORAZ CHARCOAL MANUKA
Dwie maseczki firmy Lovely Day, której zapewne nie kojarzysz. Nie jest to szczególnie popularna marka (pochodzi z Berlina) w Polsce, a przez uciekła z naszego rynku. Kiedy się o tym dowiedziałam podjęłam męską decyzję o zakupie chociaż tych produktów, które najbardziej chcę przetestować.. a są to oczywiście maseczki. Obie wersje wprowadziłam do swojej pielęgnacji jednocześnie.. a jakież one wydajne się okazały. Przy dwóch opakowaniach po 100g moja maseczkowa rutyna w ciągu tygodnia była całkiem bogata. Obie maseczki jeszcze w tym miesiącu doczekają się osobnych recenzji, a jeśli chcesz wiedzieć już teraz to odsyłam do dziewczyn:


O! FIGA - UWAGA GRANAT! ŻEL POD OCZY
Hmm.. muszę jeszcze poważnie przemyśleć co chcę o nim napisać. W pielęgnacji okolic moich oczu okazał się dość kontrowersyjny. Ma kilka wad ale również zalet. W związku z czym jego szaleńcza wydajność może okazać się bardziej wadą niż zaletą 😅 W internetowym świecie krążą o nim jednak bardzo dobre opinie.. a ja mam małego gula, bo praktycznie mało kto zauważał wady. 


TULUA - SERUM POD OCZY
Z produktami Tulua bardzo się polubiłam.. ale krem do twarzy w wersji wow, pianka do oczyszczania oraz to serum pod oczy to jest sztos! Święta trójca do której z uwielbieniem będę wracać 😍 Serum odznaczyło się nie tylko pod moimi ślepiami ale również w psychice. Zazwyczaj produkty pod oczy pełzną mi do oczu wywołując poranną ślepotę.. a tu gęste jak masło (piankowe masło) serum, które robi genialną robotę. Więcej informacji o serum pojawi się na dniach, a tymczasem odsyłam do obserwowania marki Tulua, bo pojawiają się ciekawe wyzwania z nagrodami oraz masa nowości!


COULEUR CARAMEL - ODŻYWKA DO RZĘS I BRWI
To nie jest odżywka, która zapewni efekt spektakularnych rzęs czy brwi. Jej skład nie opiera się na ryzykownych wspomagaczach, przed którymi ostrzegają nas lekarze. Ta odżywka ma za zadanie wzmocnić rzęsy i brwi i przy takim nastawieniu efekty nikogo nie zawiodą. Mi zależało głównie na wzmocnieniu brwi.. i tylko w tym celu jej używałam. Doczekałam się odrośnięcia kilku kłaczków o których już dawno zapomniałam, a istniejące włoski zdecydowanie się wzmocniły. To wciąż nie jest piorunujący efekt jak z salonu.. ale jest i w dodatku osiągnięty naturalnymi sposobami


LAQ - ŻEL POD PRYSZNIC MELON
Pod wieloma względami żel okazał się świetny, chociaż nie mogę mu zarzucić jednej wady.. słabo mył. Zapach, konsystencja, przyjemność z użytkowania.. to wszystko jest na tyle fajne, że do produktu chce się wracać. Jednak nie jest to żel, który domyje skórę po powrocie z działki kiedy jesteś cała wynurana w piachu czy ziemi. To zdecydowanie produkt, który odświeży z codziennej warstewki potu i kurzu. Z drugiej strony czy jest potrzeba katowania skóry produktami z silnymi detergentami tylko dla samej zasady oczyszczenia skóry, aż zacznie skrzypieć? Jako produkt na co dzień spisywał się świetnie.. tylko przy weekendach muszę brać poprawkę, że z nim jeden prysznic to za mało. Więcej o melonowym żelu przeczytasz w poście: Melonowy żel od LaQ.. a Tobie zwrócił w głowie?


WILLOW ORGANICS - FRUTI MOUSSE
To prawdopodobie ostatni produkt marki Willow jaki widzisz z uwagi na zawieszenie działalności. Do mnie trafiły jedne z ostatnich produktów marki i chronię je jak tylko mogę aby rozstanie przeciągać do granic terminów ważności. Mus do ciała i twarzy o pięknym tropikalnym zapachu koił zmysły, a ogrom dobroczynnych maseł i olei pięknie odżywiały i pielęgnowały skórę. Serce płacze na samą myśl że to ostatni musik Willow i więcej nie będzie.. na szczęście jeszcze uchowałam peeling do ciała.


NATURO LOGIA - SZAMPON W KOSTCE OCZYSZCZAJĄCY SKRZYP
Zaskakująco dobrze sprawdziła się u mnie moja pierwsza kostka szamponu. Nie spodziewałam się niczego szczególnego.. w zasadzie byłam nawet trochę bardziej niż sceptyczna. Jednak wiele mnie zaskoczyło podczas użytkowania, a w efekcie jestem skłonna do niej wrócić! Co więcej, nawet mój mąż o nią pyta.. a to już prawdziwy ewenement! Po więcej informacji odsyłam do postu: Naturologia - Oczyszczający skrzyp, moje pierwsze spotkanie z szamponem w kostce.

 
BANIA AGAFII - BALSAM DO WŁOSÓW MALINA MOROSZKA 
Niestety balsam okazał się zbyt delikatny i lekki dla moich włosów. Miałam podejrzenie, że w okresie letnim kiedy staram się stawiać na nico lżejsze produkty Malina Moroszka poradzi sobie.. ale spotkania kończyły się puchem na głowie. Jako produkt uzupełniający pielęgnację powinien się sprawdzić na włosach cięższych i grubszych.. ale za to o wiele bardziej zadowolone powinny być osoby z włosami delikatnymi i cienkimi. Więcej o balsamie przeczytasz w poście: Bania Agafii - Balsam do włosów Malina Moroszka.


ORGANIQIE - MGIEŁKA DO CIAŁA BLOOM ESSENCE
Chociaż trudno odnaleźć mi się w typowo kwiatowych aromatach to z tą mgiełką nie miałam problemu. Papach jest idealny na ciepły okres. Nie czułam się z nic ociężała, nie był duszący, ani ciepły. To zapach, który z łatwością opisać jako świeży i lekki a wszystko w otoczeniu kwiatów. Mgiełki jednak nie używałam jako produktu do ciała, z uwagi na substancje zapachowe. To mimo wszystko produkt, który ma nadawać zapach i odświeżać, a pielęgnacja jest w tym przypadku trzeciorzędną funkcją. Mgiełkę mogę z pewnością polecić chociaż dla tych co kochają mango informuję, że również jest taka wersja. Po więcej odsyłam do postu: Organique - Mgiełka do ciała Bloom Essence.


EZTI CANDKES - WOSK SOJOWY EXOTIC SUMMER
Egzotyczne wakacje w tym roku zdecydowanie nie wypalą ale przecież nikt mi nie zabroni pomarzyć. Z woskiem Exotic Summer wystarczy tylko zamknąć oczy. EZTI oczarowała mnie wyglądem świec, później zakochałam się w zapachach wosków, a aktualnie moje zbiory wciąż się powiększają. Zdecydowanie zostałam fanką marki. Po więcej szczegółów o Exotic Summer odsyłam do postu, a w najbliższych nowościach pojawią się zupełnie nowe dyfuzory zapachowe, które kupiłam korzystając z promocji.

 Uff.. wyczerpujące to denko 😅

kwietnia 05, 2020

ZUŻYCIA MARCA 2020

ZUŻYCIA MARCA 2020

Zauważyłam pewną zależność.. im więcej postów w ciągu miesiąca pojawia się na blogu tym większe denko pod koniec miesiąca 😂 Z racji tego, że miesiąc był wyjątkowo zaganiany to na blogupostów pojawiło się niewiele.. chyba nie jest trudną zagadką jak wielkie produktów udało mi się w marcu zużyć. Przez chwilę rozważałam połączenie denka marcowego z kwietniowym ale chyba za bardzo drażniłby mnie fakt walających się po domu pustych opakowań. Z drugiej strony nie jest tak źle.. można by nawet stwierdzić, że denko jest niemal historyczne! Wszystko za sprawą dwóch pustych opakowań.. z działu makijaż!


BE THE SKY GIRL - PEEL ME TENDER PEELING KWASOWY

Wyjątkowa formuła peelingu. Myślę, że będę do niego wracać szczególnie przy okazji różnych wyjazdów, bo saszetka sprawdza się idealnie! Do peelingu miałam trzy podejścia i tak naprawdę dopiero ostatnie sprawiło, że mam chęć na powtórkę. Ewidentnie musiałam znaleźć na niego swój prywatny sposób. Pomimo wielu ostrzeżeń, że jest to mocny peeling na bazie kwasów i trzeba z nim uważać.. to mi zupełnie krzywdy nie robił, a im dłużej trzymałam go na twarzy tym lepszy efekt uzyskałam. 

Link do producenta: Be the Sky Girl


SESAME - ODŻYWCZO-REWITALIZUJĄCA MASECZKA Z ŻEŃ-SZENIEM

Chyba coraz bardziej odchodzę od produktów typu "jednorazowe maseczki". Większość z nich działa poprawnie, wcale lub źle. Z maseczkami marki Sesemis już miałam styczność i poprawnie je wspominam. Wersja z żeń-szeniem również okazał się poprawna.. ale to wciąż mnie nie satysfakcjonuje na tyle abym chciała zaopatrzyć się w zapas. Chciałabym aby po takich maseczkach efekt był zauważalny jeszcze na drugi dzień ale to jeszcze się u mnie nie zdarzyło. 

Link do producenta: Sesamis


TULUA - KREM DO TWARZY CODZIENNA KURACJA ORAZ NOWOŚĆ

O nowość nawet nie pytaj, bo nie mogę słówka pisnąć.. ale czekam aż pojawi się w sklepie bo zwyczajnie chcę mieć przy sobie. Za to kremik do twarzy "Codzienna kuracja z zieloną kawą, kolagenem i elastyną" nie sprostał moim oczekiwaniom. Zdecydowanie lepiej sprawdziła mi się wersja "Z efektem wow", jednak kremiku nie skreślam, bo aktualnie przechodzi metamorfozę składu.

Link do producenta: Tulua


CLOCHEE - DELIKATNY PEELING ENZYMATYCZNY I MASECZKA

Peeling Chlochee w porównaniu do Be The Sky Girl wypada znacznie słabiej, chociaż nie wiem czy można te dwa produkty ze sobą porównywać. Zdecydowanie produkt Clochee jest delikatniejszy ale za to można go trzymać na skórze dłużej i częściej sięgać. Być może przy systematycznym użytkowaniu efekty będą wymierne i tego nie wykluczam. Podobna sytuacja ma się w stosunku do maseczki. Stopień oczyszczenia nie robi na mojej skórze ogromnego wrażenia ale z drugiej strony preferuję po takie produkty sięgać częściej i aby były delikatniejsze niż przy pierwszym podejściu mieć spaloną twarz. Wstępnie nie jestem pod ogromnym wrażeniem ale nie czuję się rozczarowana. Nie wykluczam zaopatrzenia się w pełnowymiarowy zestaw tej dwójki w przyszłości.

Link do producenta: Clochee


KOSTKA MYDŁA - MYDŁO JEDWABNE

Obecnie nie mam czego fotografować więc posiłkuję się zdjęciem z recenzji, która pojawi się lada dzień. Mydełko przypadło mi na tyle do gustu, że nie miałam potrzeby wspomagać się tradycyjnym żelem. Do tego piękny wygląd i zatopione serduszko zwyczajnie mnie rozczulały. Piękna puszysta piana, brak wysuszenia czy ściągnięcia skóry. Chociaż mojemu sercu najbliżej do mydeł z funkcją peelingu to mydło jedwabne zdecydowanie należy do jednych z fajniejszych.

Link do producenta: Kostka Mydła


NATURE QUEEN - BALSAM DO CIAŁA POMARAŃCZA-CHILI

Balsam wprowadził mnie w maliny. Trafił do mnie na spotkaniu blogerek w Chełmie w połowie grudnia i niemal z miejsca trafił do użytku. Wszystko za sprawą "chili" oraz "linii rozgrzewająco-ujędrniającej". Obawiałam się, że zostanę z rozgrzewającym balsamem na okres lata, a to raczej kiepski pomysł. Ostatecznie okazało się, że chili jest tylko w zapachu, a z rozgrzewaniem skóry balsam nie ma nic wspólnego. W sumie to jedyne co mnie wkurzyło, bo sam w sobie był bardzo fajny i przyjemny. Nie pozostawiał wyczuwalnej warstwy i szybko się wchłaniał. Poziom nawilżenie momentami za mały ale nawet mój mąż z chęcią z niego korzystał od czasu do czasu.

Link do producenta: Nature Queen


ANDALOU NATURALS - DEEP CONDITIONING HAIR MASK

Uwielbiam ją! Działa cuda na moich włosach i zalicza się do dwóch najlepszych masek do włosów jakie kiedykolwiek miałam. Saszetka wystarczy mi na cztery aplikacje, a włosy obecnie mam gęste i długie do pasa. Po maskę sięgam najczęściej gdy moje włosy mocno jej potrzebują i nigdy mnie nie zawiodła. Z racji opakowanie jest to świetna opcja na wyjazd. Za to w domowym użytkowaniu zdecydowanie wolałabym wersję większą w słoiku lub tubie.. mam szczerą nadzieję, że taka opcja kiedyś się pojawi.

Link do sklepu: Iwos


REVERS - NAKED SKIN MATCH BLUR & MOISTURE

Tak.. zużyłam dwa podkłady! Jestem z siebie dumna! Oba podkłady marki Revers z tej samej linii ale w dwóch odcieniach 01 Classic Ivory oraz 03 Cremy Natural. To zdecydowanie lekki podkład, które nie tworzy widocznej maski. Momentami był dla mnie za lekko kryjący, a wówczas mieszałam go z innym podkładem lub korektorem. Bywało różnie. Raz byłam zadowolona, innym razem mocno zawiedziona. Jednak na trwałość podkładów wpływ ma wiele czynników i nie bez znaczenia jest to co aplikujemy pod. W ostatecznym rozrachunku podkłady oceniam dobrze. Głównie za strawą bardzo niskiej ceny oraz faktu, że okazały się nieraz lepsze od dużo droższych podkładów.

Link do producenta: Revers


DZIKI LAS - W DZIKIE WINO ZAPLĄTANI

To zużycie niem fizycznie boli. Cudowna świeca o genialnym aromacie. To opcja dla tych, którym wiecznie szkoda palić świece. Wystarczy zdjąć wieczko, a zapach bez palenia czuć przynajmniej na odległość dwóch metrów. Zapach winogrona jest tu niezwykle kuszący i aromatyczny. O ile w przypadku zapachów mój mózg musi zweryfikować czy mu się podoba czy nie, to ze świecami Dzikiego Lasu nie ma takiej potrzeby. Po prostu.. są cudowne.. chcę wszystkie!

Link do producenta: Dziki Las

marca 29, 2020

TULUA, ULTRA ŁAGODNA PIANKA OCZYSZCZAJĄCA W CODZIENNEJ PIELĘGNACJI

TULUA, ULTRA ŁAGODNA PIANKA OCZYSZCZAJĄCA W CODZIENNEJ PIELĘGNACJI

Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego jak bardzo tęskniłam za tego typu produktami w codziennym oczyszczaniu. Pianki do mycia to wciąż dla mnie jedynie element oczyszczania, a nie podstawa.. przynajmniej w wieczornej pielęgnacji. Za to rano, do zmycia wieczornej pielęgnacji są absolutnie wystarczające. Patrząc na pianki w ten sposób istotną ich cechą jest dla mnie ich delikatność, a wbrew pozorom nie każda pianka taka jest. 


Od producenta:
Stworzyliśmy piankę do twarzy, która łączy siłę oczyszczenia z ultra łagodnym dbaniem o Twoją skórę. Stanowi idealny początek każdej kuracji - oczyszczenie pod demakijażu, przed kremem i makijażem. Pianka ma lekką, aksamitną i niesamowicie delikatną konsystencję. Nadaje się do każdego rodzaju cery - suchej, wrażliwej, mieszanej, dojrzałej, szczególnie jednak dla cery naczynkowej.

Oto ile dobra zawiera pianka. Hydrolat z geranium, którego rolą jest silne nawilżenie i zmiękczenie, złagodzenie podrażnień. Hydrolat z rumianku, który zadba o pielęgnację wrażliwej skóry wokół oczu (szczególnie, gdy jest zmęczona), złagodzi zaczerwienienia. Hydrolat z drzewa herbacianego, którego głównym zadaniem jest działanie antyseptyczne, bakteriobójcze i zwalcza bakterie beztlenowe odpowiedzialne za powstawanie zmian trądzikowych, normalizuje też pracę gruczołów łojotokowych, działa regenerująco, zmniejsza nadmierne wydzielanie sebum.


Zdecydowanie zbyt długo odkładałam powrót do pianek oczyszczających. Wiem, że na rynku ich nie brakuje ale większość posiada mocne detergenty na które moja skóra źle reaguje. O wiele delikatniejsze potrafią być żele, a to nieco zaburza logikę produktów typu "pianka". 

Moje oczekiwania? Pianka powinna być przede wszystkim delikatna.. delikatniejsza niż żele do mycia twarzy, nie wysuszać, nie podrażniać. Przy okazji powinna być łagodna dla oczu. W składzie, jeśli już musi być Cocamidopropyl Betaine to niech będzie jak najdalej w składzie i możliwie w jak najlepszy towarzystwie. Miłym akcentem będzie przyjemny odświeżający zapach.. i naprawdę mam problem ze znalezieniem takiej pianki. 


Skład (INCI): Hydrolat z geranium, hydrolat z rumianku, hydrolat z drzewa herbacianego, woda, związek powierzchniowoczynny, łagodna substancja myjąca, olej ze słodkich migdałów, emulgator, substancja nawilżająca, gliceryna, niejonowy środek powierzchniowo czynny, guma ksantanowa, puder z liści aloesu, naturalny olejek eteryczny z trawy cytrynowej, naturalny konserwant.

Podczas składania zamówienia na stronie sklepu Tulua, kierowałam się składem. Na opakowaniu skład jest uproszczony w języku polskim, a na stornie.. brak. To efekt zmian jakie Tulua wprowadza. Obecnie pianka jest poddawana metamorfozie! Prawdę mówiąc mi zupełnie niczego w niej nie brakowało.. a tu taka niespodzianka! Miałam w planach złożyć zamówienie na nową piankę, a tu Tulcia coś kombinuje 😂

Cóż.. posiłkować muszę się swoją pamięcią. Pamiętam, że w składzie znajdował się detergent Cocamidopropyl Betaine, którego staram się unikać z uwagi na reakcję alergiczną, która w przypadku skóry twarzy objawia się przesuszeniem skóry.. a stąd już tylko krok do prawdziwej katastrofy. Jednak w przypadku pianki Tulua postanowiłam zaufać producentowi, głównie za sprawą szeregu fajnych składników takich jak trzy rodzaje hydrolatów przed pojawieniem się detergentów. To już raz się u mnie sprawdziło i tym razem nie było inaczej.


Pojemność 200ml oraz gęsta, bogata piana mogły wróżyć tylko jedno.. niezłą wydajność i tak rzeczywiście było. Pianka służyła mi dzielnie przez trzy miesiące. Większość produktów Tulua należy przechowywać w lodowce.. ale na szczęście pianka tego nie wymagała. O ile w przypadku kremów jestem w stanie ogarnąć bieganie do kuchni, to już w przypadku pianki mogło okazać się nieco irytujące. Temperatura przechowywania do 25 stopni oraz termin zużycia 4 miesiące od daty zakupy.. całkowicie i bez problemu zrealizowany. 

Jedyne co mogłoby budzić wątpliwości w stosunku do marki, która produkuje świeże kosmetyki to.. plastikowe opakowanie pianki. Jednak plastik plastikowi nie równy, a tu mamy plastik oznaczony symbolem HDPE, czyli jeden z najbezpieczniejszych, który ponadto możemy używać wtórnie.. ale nie musimy. Tulua prowadzi akcję "zero waste", a to oznacza, że opakowania można odesłać i otrzymać rabat 10% na kolejne zamówienie.. i mam zamiar z tego skorzystać.


A co z pianką? Okazała się ultra delikatna dla mojej skóry i oczu. Z przyjemnością sięgałam po nią rano. Nie pozostawiała skóry ściągniętej ani przesuszonej za to ładnie ściąga nocną pielęgnację. Trudno mi było pozostawić ją jedynie w porannej pielęgnacji. Wspomagałam się nią przy doczyszczaniu twarzy po czarnej paście Iossi do oczyszczania twarzy, a także przy zmywaniu innych mazideł olejowych czy maseczkowych. 

Zapach trawy cytrynowej okazał się przyjemnie odświeżający, chociaż momentami męczył. Jednak z perspektywy czasu i w porównaniu do aktualnie używanej pianki stwierdzam, że bardzo mi tego aromatu brakuje 😂

Z obietnic producenta zdecydowanie to co dla mnie było najbardziej istotne czyli działanie oczyszczające oraz antybakteryjne zdało egzamin. W trakcie używania pianki na mojej skórze nie pojawiało się zbyt wiele niedoskonałości, poza styczniowym epizodem z wysypem, który równie dobrze mógł mieć podłoże.. pokarmowe 😅 W tym czasie nie zrezygnowałam z używania pianki.. i sądzę, że przyczyniła się częściowo do złagodzenia objawów.


Nie wiem co kombinuje Tulua z moją pianką.. ale ewidentnie coś ulepsza. Jestem niesamowicie ciekawa jaka "nowa" wersja pianki trafi do sprzedaży i czy różnica będzie zauważalna.. a może na rynek trafi inna wersja zapachowa? Bo faktycznie przy jednej wersji używanej systematycznie, opakowanie za opakowaniem, można się zmęczyć zapachem.. nawet jeśli miały to być najpiękniejszy zapach świata 😅

Kochana! Pamiętaj o naszych wspaniałych manufakturach i rzemieślnikach. Obecnie przeżywają bardzo trudny okres.. jak my wszyscy. Jednak to od nas zależy czy przetrwają. Kupuj, pisz, mów o firmach które kochasz i polecasz. 
Dołącz do akcji #wspieramypolskiefirmy #wspieramypolskichproducentów
Zapraszam do śledzenia strony Tulua. Niedługo pojawią się zupełnie nowe produkty.. i jak w przypadku pianki również udoskonalone 😍 a przy okazji odświeżania asortymentu trwają w najlepsze różne promocje i rabaty!

marca 22, 2020

NOWOŚCI LUTEGO 2020

NOWOŚCI LUTEGO 2020

Uuu.. nie jest lekko. Blog spadł w hierarchii spraw codziennych i coraz trudniej mi organizować publikację postów. Wciąż mam jednak nadzieję, że to tylko chwilowe zawirowania. Tymczasem zaległości rosną nieubłaganie, a korzystając z luźniejszego weekendu staram się nadrobić co się da. Nowości jeszcze nigdy nie pojawiły się z takim opóźnieniem.. ale lepiej późno niż wcale 😅

Świece z Dzikiego Lasu pojawiają się tu sporadycznie.. znacznie częściej pokazuję je na Instagramie na który zapraszam. Moja miłość do świeć z biegiem czasu rośnie ale proporcjonalnie do jakości świec.. a te bez wątpienia są genialne. Jeśli wiecznie jest Ci żal odpalić świecę, to Dziki Las jest dla Ciebie. Dokładnie tak! Wystarczy, że zdejmę drewniane wiek, a zapach świecy rozchodzi się po pomieszczeniu.. bez palenia!


DZIKI LAS - RESET RESET
Świecowy Reset w interpretacji Dzikiego Lasu to mieszanka melisy z lawendą. Patrząc na moje osobiste preferencje to dość nietypowy dla mnie wybór, jednak z racji tego, że wersja mango oraz w dzikie wino zaplątani całkowicie zawładnęły moim sercem to jestem w stanie zaryzykować z każdą wersją zapachową. Nie wiem jak oni w tym Dzikim Lasku to robią ale robią to niezwykle dobrze! Chociaż czy w tym przypadku warto mówić o samym zapachu? Drewniane wieczka, ceramiczne naczynka.. wszystko produkowane w kraju i starannie kontrolowane. Etykiety z możliwością oderwania i wykorzystania całego pojemniczka. Już mam tysiące pomysłów.. ale do tego potrzeba mi więcej.. więcej i jeszcze więcej świeczuszek 😍

Link do produktu: Dziki Las - Reset reset


Ludzie z Dzikiego Lasu do przetestowania podesłali mi tealighty abym mogła sprawdzić inne zapachy:
  • Kąpiel z pianą, czyli kokos i wanilia - pachnie dokładnie tak jak brzmi, to opcja dla tych co kochają się w słodkich i otulających zapachach.
  • Joga dla początkujących, czyli mandarynka z zieloną herbatą - ta wersja zdecydowanie trafi do mnie w następnej kolejności. Idealnie wpisze się w wiosenno-letnie wieczory. Zapach jest lekki, odświeżający z nutą słodkiej mandarynki. 
  • Chodź na kawęęę..., czyli kawa i wanilia - tu poczułam się zaskoczona, zdecydowanie trumf wiedzie kawa.. mocna konkretna kawa świeżo zmielona, a wanilia to tylko lekkie przełamanie goryczki. Żadna tam late, czy kawa ze słodkim syropem..


Ostatni z trzymiesięcznej subskrypcji box Terra Botanica ze sklepu Lost Alchemy. Wciąż jestem pod wrażeniem doboru produktów. Bez dwóch zdań zestawy są niesamowicie uniwersalne. Nie ma tu produktu wepchanego na siłę.  Z każdego pudełka jestem niesamowicie zadowolona.. chociaż na chwilę planuję przerwę wyłącznie z myślą o tym aby zmniejszyć zapasy kosmetyczne.


VEOLI BOTANICA - MAKE IT CLEAR
Czyli połączenie mleczka z żele.. tak wstępnie określają konsystencję dziewczyny, które już się do niej dobrały. Marka wielokrotnie wpadała mi w oko ale dopiero przy boxie w końcu zajrzałam na stronę sklepu aby sprawdzić co jeszcze ma w swoim asortymencie.. i te produkty robią wrażenie. Z przyjemnością sięgnę po kojącą mgiełkę-tonik, wygładzający peeling z pestek owoców chociaż zazwyczaj jestem fanką złuszczania enzymatycznego więc bardziej maseczka gommage z efektem rozświetlenia.. trudne wybory.. ale najpierw.. ogarniam zapasy



A JEDEN - HYDROLAT BŁAWATKOWY
Hydrolaty to moja miłość. Z wersją bławatkową miałam styczność jeden raz i całkowicie przepadałam. Bławatek słynie z niesamowitych właściwości łagodzących, i kojących skórę. Do tego hydrolatu jeszcze się nie dobrałam i grzecznie czeka w kolejce.



BIOUP - ELIKSIR REWITALIZUJĄCY MANGO
Uwielbiam mango! Od samego początku gdy Wiola zdradziła markę BioUp liczyłam, że to właśnie żółciutki eliksir pojawi się w kolejnej edycji boxa. Obecnie na brak produktów do pielęgnacji twarzy narzekać nie mogę, dlatego trudno by mi było ogarnąć pełnowymiarową wersję tego serum. Na szczęście w boxach terra Botanica mamy często styczność z wyjątkowymi zmniejszonymi wersjami produktów, a to mi niesamowicie odpowiada!

Link do produktu - BioUp - Eliksir rewitalizujący


RESIBO - MULTIFUNKCYJNY PEELING DO TWARZY I KREM LIFTINGUJĄCY
Jakiś czas temu byłam ogromną fanką olejku do demakijażu marki Resibo. na tamten okres nie miał sobie równych. Trafiały do mnie przy okazji różnych zakupów inne produkty marki i tu już takiego zachwytu nie było. Z pojawianiem się nowych produktów wolałam poczekać na opinię innych.. i efekt jest taki, że wciąż nic do mnie nie trafiło w pełnowymiarowym opakowaniu. W końcu markę przestałam śledzić.. aż tu w boxie znalazłam peeling! Peelingi uwielbiam więc odsunęłam od siebie wszelkie opinie aby mieć swój własny, świeży pogląd i radość z poznania zupełnie dla mnie nowego produktu.



IOSSI - MORELA AKSAMITNA KURACJA DO RĄK
Ten krem do rąk zrobił nie mało szumu jeszcze zanim się pojawił. Wiadomo było, że Iossi wypuszcza nowość która jednocześnie trafi do boxa Terra Botanica. Nowością okazał się produkt do rąk, którego skład został skomponowany na ideał. Wyobraźnia maniaczek kremów do rąk z miejsca została pobudzona. Za to ostudzeniem zapałów okazała się wysoka cena. Krem mojej szczególnej ciekawości nie wzbudził ale jak to w przypadku kremów do rąk.. gdyby nie box zapewne spotkania by nie było. Mimo wszystko cieszę się, że do mnie trafił, bo pierwsze wrażenia dziewczyn są bardzo dobre, a mnie w tym roku czeka wyjątkowo dużo pracy fizycznej.


Paczka ambasadorska od marki Tulua. Niesamowicie się cieszę, że jestem w gronie ambasadorek, gdyż marka ma niesamowite podejście do pielęgnacji, do klientów i do jakiejkolwiek krytyki. Absolutnie najmniejsze uwagi bierze sobie do serca. Niesamowicie się zmienia, rozwija i dąży ku jeszcze lepszej wersji samej siebie, chociaż momentami uważam, że lepiej się już nie da.


TULUA - SERUM POD OCZY ORAZ NOWOŚĆ NR 1
Zdecydowanie jestem fanką tego serum pod oczy! Ponieważ jedno mam w użyciu to, to powędrowało do mojej kochanej Aneczki! Trudno opisać to serum, bo jest zupełnie inne od wszelkich produktów pod oczy, a do tego działanie w pełni mnie satysfakcjonuje. Za to drugi produkt to.. tajemnica. Jako ambasadorka marki Tulua do testo dostałam nowość, która być może w takiej wersji lub udoskonalonej trafi za jakoś czas do sprzedaży. Już teraz mogę zdradzić, że produkt bardzo przypadł mi do gustu i sięgną denka.. nie mogę się doczekać jego premiery!

Link do produktu: Tulua - Serum pod oczy


TULUA - KREM DO RĄK
Nie jestem maniaczką kremów do rąk, jednak w obecnej sytuacji bardzo częste mycie oraz środki do dezynfekcji wyraźnie dają mi popalić. Dlatego kremik do rąk mnie ucieszył i z miejsca trafił do użytku. Ogrom dobroczynnych składników jest tu godna podziwu ale dla mnie najważniejsze jest w kremach do rąk to aby mi nie przeszkadzały. Nie znoszę czuć tłustej warstwy.. a krem Tulua jej nie pozostawia. Chociaż nie mam w zwyczaju nosić w torebce kremu to obecnie towarzyszy mi codziennie.. łącznie z żelem do dezynfekcji. Wstępnie kremik zapowiada się bardzo dobrze.. ale przed nim wyjątkowo trudny test.

Link do produktu: Tulua - Krem do rąk

Ściskam! Uważajcie na siebie i chrońcie bliskich! 💗😷

marca 01, 2020

ZUŻYCIA LUTEGO 2020

ZUŻYCIA LUTEGO 2020

Upss.. wkradł się jakiś Error! Pomimo chęci nie wyrobiłam się jak należy ze zużyciami na ostatni dzień miesiąca. Chociaż podejrzewam, że znaczenie ma to tylko dla mnie 😅 Właśnie rozstałam się z kilkoma naprawdę fajnymi produktami, ale nie ma się co mazać.. w końcu czekają kolejne przygody, a do ulubionych zawsze mogę wrócić.


TULUA - PIANKA OCZYSZCZAJĄCA DO TWARZY
Zdecydowanie brakowało mi pianek oczyszczających w pielęgnacji. Tulua okazała się wyjątkowo delikatna dla skóry ale jednocześnie wystarczająco skuteczna. Świetnie sprawdzała się w porannym oczyszczaniu skóry z nocnej pielęgnacji, a także przy wieczornym demakijażu. Nie jest to jednak produkt, który sam sobie poradzi z podkładem ale wcale tego nie oczekiwałam. Więcej o piance Tulua już na dniach.


BE THE SKY GIRL - PEEL ME TENDER
Na temat peelingu Be The Sky Girl nie zdążyłam jeszcze wyrobić sobie opinii. Z pewnością jest to wyjątkowy produkt. Proszek, który pod wpływem wody zmienia się w puszystą, gęstą pianę. Mam wrażenie, że konsystencja tego produktu zmienia się na każdym etapie i aż trudno skupić się na czymkolwiek innym. Na szczęście w zapasie jeszcze dwie saszetki więc jest szansa, że ogarnę coś więcej niż zaskakująca konsystencja.


NOWA KOSMETYKA - TONIK Z KTÓRYM IDZIE GŁADKO
Odbiło mi się o uszy, że tonik zmienił nazwę.. ale nie nazwa jest tu najważniejsza. Tonik na bazie kwasów co oznacza, że należy uważnie z nim postępować i nie używać jak zwykłego. U mnie spisał się dobrze, chociaż warto przy nim obserwować potrzeby skóry nieco uważniej. Przy częstym stosowaniu musiałam robić przerwy, chociaż nie określiłabym go jako bardzo mocny. Cóż.. może więcej szczegółów opiszę w odrębnym poście 😉


TULUA - KREM ODŻYWCZY Z EFEKTEM "WOW" 
Mini wersję kremu znalazłam w  boxie Terra Botanica i szybko się zakochałam. Wersję 30 ml odziedziczyłam od Anuli z bloga Co kręci Anulę, a przecież na Wow zawsze znajdzie się miejsce w mojej pielęgnacji. Nie jest to krem super lekki. Jak nazwa wskazuje jest to wersja odżywcza. W teorii krem powinien być da mojej skóry za ciężki ale nie jest. Przy wieczornej pielęgnacji aplikuję typową dla mnie ilość i nie czuję dyskomfortu, chociaż krem potrzebuje chwili aby się wchłonąć. W dzień warstwa jest już znacznie uboższa ale również nie mam z nią problemu. Natomiast krem cudownie łagodzi moją skórę, nawilża, odżywia, sprawia, że jest ładniejsza. To krem do którego będę z wielką przyjemnością wracać.


UNI TOUCH - MASKA W PŁACIE HYDRATING MASK
Ultra cienka i delikatna tkanina. Bardzo fajnie skrojona na moje potrzeby, a to dość rzadkie. Obiło mi się o uszy, że maseczki są bardzo dobre ale nie jestem w stanie tego potwierdzić. Zwykłe maseczki na płacie bawełny pojawiają się u mnie sporadycznie i nie wiem do końca czego się po nich spodziewać. Ta była na pewno przyjemna ale nie zapadła mi w pamięć jako coś co odmieniło moją pielęgnację.


YASUMI - NAWILŻAJĄCA MASKA BIOCELULOZOWA Z ZIELONYM KAWIOREM I KWASEM HISLURONOWYM
Właśnie wykończyłam ostatnią z moich zapasów maseczkę nawilżającą z kawiorem od Yasumi. Pierwsze wrażenia mnie zachwyciły ale podczas używania kolejnych masek wcale nie słabły. Nieustannie podtrzymuję, że jest to jedna z najlepszych masek w płacie jakie kiedykolwiek miałam. Efekt jest wyraźnie odczuwalny jeszcze następnego dnia. Żałuję jedynie, że skład nie powala, bo zdecydowanie jestem zwolenniczką natury. 


YASUMI - MASKA BIOCELULOZOWA OCZYSZCZAJĄCA ORAZ MASKA BIOCELULOZOWA Z KOMÓRKAMI MACIERZYSTYMI
Na fali uwielbienia do wersji nawilżającej skusiłam się o przetestowanie innych wersji masek Yasumi na bazie biocelulozy. Chociaż obie maseczki były dość fajne i wyróżniają się na tle zwykłych, to jednak dość daleko im do mojego ulubieńca. Bioceluloza okazała się znacznie cieńsza, a efekty mniej efektowne. Jak widać królowa jest tylko jedna.


MIMOTO -  MASECZKA Z KWASEM HIALURONOWYM
Przyznaję, że ta maseczka przeszła całkowicie bez echa. Znalazła się w koszyczku denkowym i to jedyne co wskazuje, że była używana w lutym. Nie pamiętam materiału, kroju, efektów. Ewidentnie musiałam być bardzo zmęczona, kiedy po nią sięgałam. Z drugiej strony nie kojarzę problemów skórnych ani tym bardziej zachwytów.. po prostu przeminęła z wiatrem.


ALTERRA - MASECZKA MANUKA HONIG
Dwie kremowe maseczki marki Alterra. Nie szukaj ich w polskim Rossmannie. To akurat prezent od Anuli pochodzący z zagranicznej wizyty. Marka Alterra w naszym Rossmannie jakoś nie zwraca mojej uwagi ale te zagraniczne twory ciekawią o wiele bardziej. Maseczki na bazie miodu manuka bardzo mnie ciekawią i ze dwie mam na oku od jakiegoś czasu. Dlatego ta saszetka niesamowicie mnie ucieszyła. Skład jest bardzo ciekawy ale.. na drugim miejscu w składzie znalazł się alkohol (alkohol denat.) i rzeczywiście był dla mnie odczuwalny. Przy częstym stosowaniu mogłoby się skończyć różnie ale przy jednorazowym podejściu maseczka spisała się dość.. dobrze, jednak nie na tyle abym chciała do niej wracać.


FROM A FRIEND - KREM DO TWARZY CYTRYNA, PIETRUSZKA I BAMBUS
O genialnych właściwościach pietruszki w pielęgnacji twarzy słyszałam już dawno, jednak produktów z tym składnikiem jak na lekarstwo. W momencie kiedy poznałam markę From a Friend ten krem zwrócił moją uwagę na tyle, że wisi na mojej liście chciejstw i czeka aż ogarnę zapasy. Międzyczasie wraz z zamówieniem hydrolatów Ania z From a Friend podesłała mi próbkę kremu. To tylko podkręciło moje chciejstwo! Wstępnie odpowiada mi konsystencja, wchłanianie, zapach.. chę go poznać bliżej! Nnatomiast jeśli jesteś ciekawa konkretnej recenzji kremu to odsyłam do Moniki z bloga Mama z różową torebką i posta Form a Friend - Krem do twarzy Cytryna, Pietruszka & Bambus.

Jeśli nie znasz marki to odsyłam na stronę sklepu: From a Friend  (obecnie kremik z pietruszką jest na promocji!)


ZESTAW PRÓBEK MARKI POLEMIKA
Zestaw próbek marki Polemika znalazłam w ostatnim boxie Terra Botanica ze sklepu Lost Alchemy. Dobranie próbek tak aby tworzyły kompletną pielęgnację bardzo mi się podoba i tak właśnie to trio zużyłam. 
Hydrofilne masło oczyszczające. Masełko jest gęste ale błyskawicznie zamienia konsystencję na olejową, dzięki temu nie ciągnie skóry. Hasło "hydrofilowe" oznacza, że produkt łączy się z wodą i rzeczywiście to robi. Zmienia się wówczas w delikatną emulsję i bardzo łatwo zmywa. Mimo wszystko zawsze po takich produktach używam dodatkowo pianki lub żelu aby zmyć resztki produktu, bo jednak jakąś minimalną warstewkę na skórze wyczuwam. Wstępnie masełko wydaje się ciekawe.
Peeling-maska oczyszczająco-rozświetlająca. Z racji tego, że lubię tego typu produkty to właśnie ta próbka ciekawiła mnie najbardziej. Funkcja peelingu jest tu na wyjątkowo łagodnym i delikatnym poziomie.. nie tego się spodziewałam. Trudno mi tu odszukać funkcji peelingu chociaż bardzo delikatne drobinki są. Za to funkcja maseczki spisuje się fajnie. Całość trzyma się skóry, nie kapie, nie zjeżdża. Z łatwością mogę wytrzymać 15 minut. Delikatne mrowienie odczułam jedynie w dwóch bardziej wrażliwych miejscach. Peeling-maskę zmywam przy użyciu gąbki, bo tak jest łatwiej i szybciej. Skóra nie jest przesuszona, rozdrażniona.. ale odświeżona, nawilżona i ukojona. Nie jest to efekt wow ale produkt można używać 2-3 razy w tygodniu więc przy takiej częstotliwości efekty mogą być bardzo fajne. Wstępnie podoba nie się ten produkt i wpisuję na listę chciejstw.
Antyoksydacyjny krem - lekka konsystencja, która ładnie się wchłania pozostawiając skórę komfortową i niemal matową. Podejrzewam, że spisałby się w okresie letnim ale obecnie mam taki zapas, że nawet nie myślę o zakupie nowego kremu.


FULL MELLOW - MUS POD PRYSZNIC CHRISTMAS ORANGE
Naprawdę polubiłam ten mus. Innowacyjna formuła do kąpieli, świetny zapach i całkiem dobre działanie myjące. O dziwo podczas kąpieli nie sprawiał problemów. Nie przyklejał się do skóry, za to bez problemy tworzył pianę. Używałam z ogromną przyjemnością i nie czułam potrzeby wprowadzać nic więcej. Mus trafił już do ulubieńców. Gdyby nie świąteczne opakowanie nie kojarzyłabym go z okresem świątecznym, chociaż nuty pomarańczy z wyraźną skórką idealnie wpisywały się w klimat. Mus doczekał się recenzji: Christmas Orange Shower Mousse od Full Mellow, zupełnie nowa formuła produktów pod prysznic


FRESH&NATURAL - MALINOWY CUKROWY PEELING DO CIAŁA
To nie było moje pierwsze spotkanie z tym peelingiem.. ale raczej ostatnie. Z tym, że nie mam tu nic złego na myśli. Pierwszy peeling w ogromnej wersji 550ml kupiłam sama, a jakiś czas później dokładnie taką samą wersję dostałam w prezencie. Za każdym razem sprawdzał się super ale te duże pojemności wiążą się z dłuższymi spotkaniami. Do peelingów Fresh&Natural z chęcią będę jeszcze wracać.. ale do innych wersji i zdecydowanie do mniejszych opakowań.


BLANK - PEELING MYJĄCY DO CIAŁA MANDARYNKA
Peeling znalazłam w boxie Terra Botanica ze sklepu Lost Alchemy. Szybko dobiegły mnie głosy, że jest okropny 😂 zajrzałam na stronę producenta, aby sprawdzić skład i wskazówki. Okazało się, że jest to peeling na bazie czarnego mydła, czyli specyficznego brązowego lub zielono-brązowego glutka. Cóż.. to robi różnicę 😅 Miałam już styczność z takim mydłem i nie szczególnie się lubimy, jednak jest to wyłącznie kwestia osobistych preferencji. Aby spotkanie przebiegło w pomyślnej atmosferze do peelingu dołączyła rękawice.. i to pomogło! Tak po prawdzie, spodziewałam się czegoś dużo gorszego. Peeling pachnie cynamonem z pomarańczą i oczywiście posiada specyficzny zapach mydła czarnego ale nie odbieram go jako coś złego. Konsystencja lżejsza niż typowe czarne mydło.. łatwo się rozprowadza, dobrze myje, opcja złuszczania zdecydowanie z tych lżejszych ale rękawica to podkręca. Może nie był to mój kąpielowy ulubieniec.. ale ze wszystkich czarnych mydeł zdecydowanie najprzyjemniejszy!


SORAYA - ŁAGODZĄCA PIANKA DO HIGIENY INTYMNEJ
Kupiłam z ciekawości. Nie jestem szczególną fanką marki ale pojawienie się serii "plante" wprowadziło trochę zamieszania. Nie śledzę szczególnie opinii na temat serii ale z kilkoma się minęłam i nie kojarzę zachwytów.. chociaż wyjątkowego narzekania również nie. Pianka do higieny intymnej sprawdziła się u mnie dość przeciętnie. Myła, oczyszczała, odświeżała.. ale nieustannie miałam wrażenie, że jest zbyt mocna. Nie powodowała dyskomfortu ale niczego pozytywnego o niej powiedzieć nie mogę. Nie planuję powrotu.


ECO LIFE CANDLES -  ŚWIECA DO MASAŻU
Dla mnie to fajny patent na dłuższe weekendowe spa. Świeca podczas palenia wypełnia łazienkę delikatnym aromatem, który później jestem w stanie przenieść bezpośrednio na skórę. To zdecydowanie wyjątkowo przyjemny rytuał ale również taki na który należy mieć czas. Taka pielęgnacji jest dość specyficzna i wymaga pewnej wprawy. Zbyt duża ilość wosku może sprawić problemy w rozprowadzeniu i dodatkowo skończyć się może wyczuwalną warstwą na skórze. Dlatego warto poświęcić temu nieco więcej czasu i dokładności, aby efekt był naprawdę fajny i dał realne poczucie rozpieszczenia skóry i zmysłów.

O świecy i jej zastosowaniu pisałam w poście: Aromaterapia świecami, czyli świece do masażu marki Eco Life Candles


TAHE - SZAMPON DO WŁOSÓW GRUBYCH I SUCHYCH
Zawartość Cocamidopropyl Betainy nie wróżyła sukcesu. Jednak szampon miał śliczny zapach i naprawdę fajnie oczyszczał skórę głowy i włosy. Nie mogłam go używać przy każdym myciu ale skojarzenia mam dość przyjemne. Za to mój mąż poprosił mnie o zakup pełnowymiarowej wersji!


TAHE - MASKA DO WŁOSÓW
Zapach maski mnie nie powala. Co więcej mam z nim problem, bo to moja "ukochana" trawa. Nie trawa cytrynowa, tylko zwykła trawa. Natomiast sama maska okazała się świetna dla moich włosów. Bardzo ładnie je wygładzała i odżywiała. Jedynie końcówki potrzebowały jeszcze czegoś ekstra ale w ogólnym rozrachunku muszę jej przyznać miano jednej z lepszych masek jakie stosowałam. Chwilowo nie wiem czy do niej wrócę. Już zrobiłam zamówienie na maski marki Bema, a w zapasach czeka maska z olejem marula marki Andalou.


IT COSMETICS - CC+ YOUR SKIN BUT BETTER (w odcieniu Fair)
Słynny podkład marki It Cosmetics. Długo chodził mi po głowie z uwagi na genialne recenzje. Z racji problemów z dostępnością miałam sporo czasu na to aby przemyśleć zakup. Dzięki pomocy jednej z użytkowniczek Instagrama udało mi się dobrać odcień (Fair) i ostatecznie zamówić. Odcień jednak okazał się ciut za jasny.. ale łatwiej ogarnąć za jasny niż za ciemny. Ogólny stosunek do tego podkładu miałam.. różny. Raz byłam z niego niesamowicie zadowolona, a innym razem go nienawidziłam. Jednym z gorszych zarzutów jakie mam do niego to trudna sprawa ogarnięcia go na tyle aby nie był widoczny. Szersza opinia pojawi się na dniach na blogu.


YVES ROCHER - WERBENA
Jakiś czas temu przeżywałam ogromną fascynację i uwielbienie dla zapachu werbeny w kosmetykach. Dlatego gdy wpadłam na zapach wody toaletowej werbeny od Yves Rocher, zwyczajnie musiała być moja. Zapach lekki, orzeźwiający, zbliżony do cytrusów.. typowa werbena. Niestety nie okazał się szczególnie trwały, a pod koniec zaczął mi się nudzić więc towarzyszył mi tylko z doskoku. Nie planuję wracać.. co z resztą może okazać się trudne, bo z tego co kojarzę marka często wymienia swój asortyment.

Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger