Zdarza Ci się kupić produkt, który później plącze się miesiącami po półkach? Robisz do niego kilka podejść ale w końcu sama nie wiesz jak go wykorzystać aby to miało sens? Mi się zdarza.. rzadko.. ale jednak. Taką przygodę miałam z płynem aloesowym marki Aubrey Organics. Niby bardzo uniwersalny produkt.. ale przez jakiś czas patrząc na niego w głowie miałam.. pustkę.. do czasu.
Samą firmę Aubrey Organics uważam za jedną z lepszych, produkujących
kosmetyki organiczne. Większość produktów posiada certyfikat USDA
Organic, NSF, BDIH, dodatkowo nie testuje na zwierzętach, produkty nie zawierają
glutenu, są wolne od GMO i mogą być stosowane przez Wegan.
Od producenta:
Nawilżająco - łagodzący żel pielęgnacyjny z
czystego aloesy (98%). Nie ma lepszego rozwiązania dla przesuszonej i
szorstkiej, wystawionej na słońce skóry, niż aloes. Ten produkt to
czysty, otrzymywany z liści aloesu ekstrakt, który jest najlepszym
naturalnym czynnikiem nawilżającym i łagodzącym skórę. Noś go zawsze
przy sobie w torebce czy plecaku na wypadek zbyt długiej ekspozycji na
słońce, a także trzymaj jeden w lodówce - ukoi Twoją skórę w mgnieniu
oka.
Mam Cię! Pewnie nie czytałaś opisu producenta. Przyznaj się w komentarzu! W skrócie producent skupia się, na tym, że produkt jest świetny na oparzenia słoneczne. Nie mam co do tego wątpliwości.. ale zastosowań tego płynu jest tak wiele, że dziwi mnie takie ograniczenie. Ale po kolei..
Nieduża buteleczka o dziwnej pojemności 118 ml zawiera ciemno żółty, wodnisty płyn. Mechanizm otwierający sprawia trochę problemu, jakby nie chciał się do końca otworzyć. Myślę, że w tym przypadku o wiele fajniej sprawdziłby się spray. Za czysty płyn aloesowy, który nie jest do końca czysty (ale to norma) zapłaciłam około 44,00 zł. To czy jest to dużo czy mało, zależy od tego jak go używamy. Stosowany na ciało bardzo szybko sięgnie dna, ale w pielęgnacji twarzy powinien nam troszkę posłużyć.
Ten produkt wybrałam nie bez powodu. Skład należy do najkrótszych jakie znalazłam, a głównym składnikiem jest czysty sok aloesowy wydobywany z wewnętrznej części liścia. To gwarantuje mi, że w środku znajdę to czego oczekuję, czyli dużą zawartość wysokiej jakości składnika. W produkcie znajduje się konserwant (ekologiczny) dzięki czemu termin przydatności jest do 2018 roku. Dla mnie to bardzo dobra wiadomość, bo niektóre kosmetyki potrafię zużywać w ekstremalnie żółwim tempie.
Produkt zagościł u mnie w lipcu 2016 z myślą o tym aby łagodził skórę
jeśli niechcący przedobrzę z ekspozycją słoneczną. Nic takiego się nie
stało, a o produkcie zupełnie zapomniałam. Przez 3-4 miesiące był
jedynie przekładany z miejsca na miejsce, a ja nie do końca wiedziałam
gdzie chcę go widzieć.. w pielęgnacji ciała, skóry głowy i włosów czy
jednak w pielęgnacji twarzy.
Ostatecznie padło na
pielęgnację twarzy w formie toniku, ale toniki i hydrolaty mam, a
kolejny do szczęścia nie jest mi specjalnie potrzebny. I tak kolejne
miesiące produkt trafił na ławkę rezerwowych. Przełomem
stał się komentarz Ani, która mi uzmysłowiła, że w czeluściach szafek i
pojemniczków mam zachomikowane skompresowane maseczki. Od razu po nie
pobiegłam. Maski te genialnie sprawdzają się do potrzymania wilgoci
masek glinkowych, czy jako samodzielne maski w połączenie z
hydrolatami.. opcji ich zastosowania jest naprawdę wiele. Ania pisała o
maskach w tym poście. Drugim impulsem był post z listą zastosowań żelu aleosowego u
Agnieszki z bloa aGwer. Z miejsca pobiegłam po płyn aloesowy i skompresowane maski.. i przepadłam.
Skompresowaną maskę w formie tabletki moczę w wodzie, a gdy się już całkiem "rozwinie" odsączam z wody. Do granic możliwości, ale tak aby nic nie ściekało nasączam maskę w płynie aloesowym i nakładam na oczyszczoną twarz. Trzymam do momentu, aż maska zacznie wysychać i albo dokładam porcję płynu aleosowego albo maskę ściągam i wyrzucam.
Taki kompres wspaniale wpływa na wszelkie podrażnienia. Tuż po zdjęciu maski skóra jest ukojona i ładnie nawilżona. Nie pamiętam aby jakakolwiek inna maska miała tak dobry wpływ na moją skórę pod tym kątem. Absolutnie wszystkie drogeryjne maski mogą się schować i wstydzić. Ukojenie skóry jest wyraźne nawet po tym jak przesadzę z trzymaniem maski glinkowej. Najczęściej staram się nakładać taką maskę przed spaniem. Moja skóra zupełnie niczego więcej nie potrzebuje.. jedynie krem pod oczy, balsam na usta i chociaż 7 godzin snu.
Czy jest to drogi produkt? Wszystko zależy od tego jak będzie
używany. W tej formie, czyli jako maska jego cena jest śmiesznie niska.
Opakowanie 118 ml wystarczy mi na powiedzmy 15-20 zastosowań. Do tego
doliczmy koszt skompresowanej maski, którą na allegro dostaniemy w
zawrotnej cenie 0,25 gr za sztukę i otrzymujemy cenę 3,18 - 2,45 zł. Cenę
możemy dodatkowo zbić jeśli zamiast skompresowanych masek będziemy robić
własne np. z chusteczek Tami, które idealnie się do tego nadają..
wystarczy wyciąć odpowiednio otwory.
Skład (INCI): Aloe Barbadensis (Aloe) Leaf Juice, Leuconostoc /
Radish Root Ferment Filtrate (konserwant ekologiczny), Cyamopsis Tetragonoloba (Guar) Gum (zagęstnik, stabilizator),
Citric Acid (regulator pH), Aqua.
Na stronie sklepu Bioeco, gdzie można produkt kupić w cenie 44,00 zł widnieje nieco inny skład: Aloe
Barbadensis (Aloe) Leaf Juice, Citrus Grandis (Grapefruit) Extract,
Cyamopsis Tetragonoloba (Guar) Gum, Tocopherol (Vitamin E). W
zasadzie skład ten jest bardziej ciekawy.. ale może się to odbić na znacznie krótszym terminie ważności. Jednak z mojego doświadczenia wynika, że prędzej sklep nie zrobił aktualizacji składu. Jakby nie było.. w momencie gdy mój
żel aloesowy sięgnie dna bez zastanowienia sięgnę po kolejną butelkę..
niezależnie od wersji składu.
Produkt poza odmienieniem mojego podejścia do masek uratował coś
jeszcze.. aloes, który rośnie sobie szczęśliwy na moim oknie w kuchni.
Przyznam, że już nieraz patrzyłam na niego pożądliwym okiem ale dopóki
na łazienkowej półce jest Pure Aloe Vera jego życiu nic nie zagraża.
Stosujesz w pielęgnacji aloes?
Masz swój ulubiony patent na jego stosowanie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz