Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aubrey Organics. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aubrey Organics. Pokaż wszystkie posty

lutego 28, 2018

ZUŻYCIA LUTY 2018

ZUŻYCIA LUTY 2018

TAK! Kolejne udane denko! Wiem, że moje denka są spore ale gdy nowości co miesiąc przybywa tyle, że nie wiem w co ręce wsadzić to taki widok jak ten tutaj napawa szczęściem. W końcu równowaga musi być zachowana.. choć w tym miesiącu ilość nowości wręcz przytłacza 😅 To co? Kanapki gotowe?


EVELINE - ULTRADELIKATNY ŻEL MICELARNY 2 W 1
Ciekawa koncepcja użytkowania na dwa sposoby, czyli jako typowy płyn micelarny oraz jako typowy żel myjący. Jako płyn micelarny zupełnie się u mnie nie sprawdził w sensie, że nie byłam w stanie go w taki sposób użytkować. Chwilę zajmowało zanim się wchłonął w wacik, a moje waciki Isana są przecież elegancko chłonne. Stosowany jako żel spisywał się dużo lepiej w sensie.. dało się go używać. Natomiast nie różnił się niczym szczególnym w efekcie końcowym od wszystkich innych żeli drogeryjnych, czyli zwyczajnie podsuszał mi skórę.. i nieszczęście gotowe. Najgorsze chyba w tym wszystkim było palenie oczu.. a przecież ma nie szczypać! Fatalny.. zmęczyłam ina szczęście już o nim zapomniałam



E-NATURALNIE - PEELING ENZYMATYCZNY Z OWOCÓW TROPIKALNYCH
Pod koniec miesiąca zauważyłam, że jest go już naprawdę malutko.. może jeszcze dwa użycia i koniec! Zrobiłam zdjęcia.. recenzja już czeka.. zdążyłam! Zdradzić już teraz rezultat? No dobra.. jest świetny! Mój pierwszy peeling enzymatyczny, który działa i który naprawdę lubię. Zaskakujący jest nawet jego zapach.. śliczny! To taki grzeczny niepozorny produkt w który można się zakochać. 


AVALON ORGANICS - TONIK WRINKLE THERAPY WITH CoQ10 & ROSEHIP
Na początki za nim nie przepadałam.. ale z czasem doceniałam, a wręcz zaczęłam czuć przed nim prawdziwy respekt. To nie jest tonik dla bardzo wrażliwej skóry.. może dać do pieca przy codziennym użytkowaniu ale to zasługa składników aktywnych, którym jest nafaszerowany. Jeśli uważasz, że toniki nic nie robią.. to przy tym zmienisz zdanie.. ale ostrzegam, nie jest dla każdego..



AUBREY ORGANICS - MGIEŁKA NAWILŻAJĄCA Z WODY MINERALNEJ Z LODOWCA Z OLEJKIEM FRAGONIA
Bardzo ją polubiłam, nawet jej ziołowy zapach mnie urzekł. Bardzo przyjemna i delikatna mgiełka o właściwościach nawilżających, antybakteryjnych, kojących i oczywiście odświeżających. Żałuję, że jest tak słabo dostępna w Polsce, a jeśli już to przebitka cenowa wynosi co najmniej 100%. Przy okazji zagranicznych zamówień chętnie jeszcze do niej wrócę. Już za nią tęsknię.. a oszczędzałam jak mogłam 😭


 
THE ORDINARY - BUFFET
Serum peptydowe.. przy systematycznym użytkowaniu jakieś efekty przynosi ale aby używać systematycznie musiałam się do niego zmuszać. Niezwykle irytująca lepka warstwa wyjątkowo mnie irytowała. W ciągu dnia o ile siedziałam w domu okazjonalnie mogłam się przemóc ale w każdym innym wypadku niestety nie. Jego największą wadą było to, że zupełnie nie dogadywał się z podkładami (rolowały się razem z serum) ani z pozostałą pielęgnacją. W efekcie mogłam stosować wyłącznie na noc.. i w końcu zmęczyłam.


 
AUBREY ORGANICS - AGE-DEFYING THERAPY AHA MASK
Kolejny fajny produkt do pielęgnacji twarzy od Aubrey Organics. Póki co jestem pozytywnie zaskoczona kolejnymi produktami. Szampony nie do końca mi odpowiadają z uwagi na płynną konsystencję ale pielęgnacja buziaka.. póki co jestem na tak. Maseczka jeszcze bardziej rozbudziła we mnie ciekawość.. chętnie do niej wrócę ale i poznam inne maseczki Aubrey. Jedyny problem to dostępność..



MIODOWA MYDLARNIA - MASECZKA SŁODKI KOKOS
Najbardziej delikatna maseczka z całej czwórki.. przynajmniej tak odbiera ją moja cera. Choć może wcale nie taka najdelikatniejsza.. jako jedyna dała odczuć mojej cerze, że potrafi trochę poszczypać. Nic jednak złego się nie działo.. podrażnień brak, zaczerwienienia brak. Mogłam ją nosić bez obawy jednak efekty jej działania były delikatne.. choć nie była to maseczka skierowana do mojej cery. 


 
MIODOWA MYDLARNIA - MASECZKA LEN I CHIA
Chyba najbardziej zagadkowa z całej czwórki pod względem konsystencji ale i tak ją polubiłam. Zapach siemienia i nasion chia przypominał sianko.. na samą myśl rysuje się uśmiech na twarzy.  Maseczka łagodziła i koiła moją skórę, a drobinki fajnie spisywały się w roli peelingu. Ostatecznie chyba zbyt łagodna i delikatna ale wspominam bardzo dobrze.



MIODOWA MYDLARNIA - MASECZKA MIÓD I KURKUMA
Moja skóra chyba zwyczajnie lubi działanie kurkumy, bo tę maseczkę polubiła. Efekt gładkości skóry jest niesamowity i bardzo przyjemny. Nie jest to maseczka która złuszczy i całkowicie oczyści skórę.. ale pozostawi ją gładką.. Być może to nie jest logiczne, ale właśnie tak ta maseczka dział.



MIODOWA MYDLARNIA - MASECZKA GREEN POWER
Mój faworyt do którego chętnie wrócę. Jeśli doceniasz działanie spiruliny ale nie znosisz jej zapachu to to może być rozwiązanie. Wciąż czuć spirulinę ale nie jest to zapach który przytyka komórki mózgowe. Połączenie z zieloną glinką sprawia, że maseczka ma fajne właściwości oczyszczające. Zdecydowanie godna uwagi.


 
LAVERA - MASECZKA DO CERY ALERGICZNEJ Z BIO-WIESIOŁKIEM I BIO-MASŁEK SHEA
Polubiłam się z marką Lavera. testowałam kilka wersji maseczek Lavera ale najchętniej wracam do wersji z wiesiołkiem oraz do wersji z jojobą. Maseczka genialnie koi, regeneruje i nawilża skórę.. to taki opatrunek na skórę po nieciekawym eksperymencie 😅 Z pewnością wrócę, bo warto je mieć pod ręką.



SANA - KREM PO OCZY NAMERAKA HONPO WRINKLE EYE CREAM
Pierwszy krem z którego działania byłam zadowolona.. i najważniejsze.. nie migrował do moich oczu! Czy to naprawdę tak trudno jest zrobić taki krem? Przy systematycznym użytkowaniu pozostawia skórę nawilżoną, odżywioną i w lepszej kondycji ale wymaga systematyczności. Jego pojemność 25g w końcu zaczęła mnie męczyć.. bo jednak co za dużo to niezdrowo. Krem jednak nie jest bez wad.. nie dogaduje się z moimi podkładami mineralnymi i niestety nie posiada składu z którego byłabym w pełni dumna.



CALYPSO - GĄBKA CELULOZOWA
Po jednej przychodzi druga i tak w kółko. W styczniu i lutym gąbka była intensywnie użytkowana dzięki maseczkom z Miodowej Mydlarni. Sprawdza się jednak świetnie do ściągania wszelkich peelingów czy maseczek kremowych. Nie wyobrażam sobie aby mogło jej zabraknąć w mojej łazience.


ANDALOU - TONIK AGE DEFYING
Ta marka jest na moim celowniku. Ich składy mnie zwyczajnie pociągają. Tonik jest dość nietypowy. Jego zapach przypomina mi wodę po gotowanych ziemniakach, co ostatecznie zawsze doprowadza mnie do śmiechu.. dziwne skojarzenie ale nic innego do głowy mi nie przychodzi. Po aplikacji czuję na skórze delikatne mrowienie.. po prostu czuć, że ma moc. Moja ciekawość do marki została jeszcze bardziej rozbudzona! Odlewkę toniku dostała od Mariki z bloga Le Bleuet.. i u niej przeczytasz pełną recenzję toniku:



E-FIORE - KREM DO TWARZY SHEA
Próbka od Anuli z bloga Co kręci Anulę. Zachwyciłam się pierwszą próbką kremu z czarnuszką na tyle, że kupiłam pełnowymiarowe opakowanie. Jednak wersja shea jest równie bardzo mocno zachwalana.. ale jednak zupełnie inna. Ten kremik jest znacznie bardziej cięższy przez co dla mnie jest to wersja na noc. Pozostawia mokrą warstwę na skórze ale jest przy tym bardzo odżywczy. Nie zapycha moje skóry ale ładnie ją nawilżał i świetnie działał w połączeniu z innymi produktami. Do tego wszystkiego absolutnie genialny zapach.

TATA HARPER - PREPARAT ZŁUSZCZAJĄCO-OCZYSZCZAJĄCY
Pierwsze użycie. Jak to ładnie pachnie!  Delikatnie i subtelny zapach owoców, który z resztą bardzo lubię w kosmetykach do pielęgnacji.  Bardzo lekka formuła nieco lejąca. Drobinki złuszczające niby czuć gdzieś tam pod palcami ale zupełnie nie czuje ich na twarzy. To sprawia, że używanie jest bardzo komfortowe i przyjemne. Masowałam twarz dłużej niż robię to innymi peelingami, bo chciałam aby skóra skorzystała jak najwięcej.Ostatecznie próbkę używałam naprawdę długo! I jestem produktem totalnie zauroczona. Oczyszcza, wygładza, a przy tym realnie pielęgnuje. To produkt, który może zastąpić kilka! Sowitą próbkę dostałam od Joli z bloga Kosodrzewina

CLOCHEE - SERUM ODŻYWCZO-ODMŁADZAJĄCE
Odmłodzona się nie czuję ale to za mała pojemność abym mogła coś takiego stwierdzić. Natomiast samo serum wywarło na mnie pozytywne wrażenie. Jest lekkie, nie obciąża cery, ładnie odżywia.. czuć jego działanie, a skóra się z nim lubi. Nie mogę nic złego powiedzieć.. za to marką poczułam się zaciekawiona. Próbką obdarowała mnie Monika z bloga Mama z różową torebką.


MARION - AKSAMITNY ŻEL OCZYSZCZAJĄCY DO TWARZY JAPOŃSKI RYTUAŁ
Pisanie recenzji tego produktu mnie przerosło. Pisałam w trakcie stanów podgorączkowych które mnie dopadały i za każdym razem schodziłam na inne tematy 😂 W efekcie o samym produkcie jest tylko kilka zdań. Między innymi to, że nie używałam go do twarzy z uwagi na skład, a całkowicie wykorzystałam pod prysznicem do mycia ciała. Mył, przyjemny zapach.. i tyle.


BIOLOVE - KAWOWY PEELING DO CIAŁA
Żałuję, że te peelingi są tak mało wydajne.. ale z tych które miałam okazję używać lub wąchać to właśnie wersja kawowa najbardziej przypadła mi do gustu. Świetnie ściera, pozostawia skórę przyjemnie gładką i genialnie pachnie kawą. Sięgałam z wielką przyjemnością.. ale.. 5 - 6 użyć i koniec. To raczej fajna opcja na wyjazd.. choć chętnie spotkałabym się ponownie z tym peelingiem.



DIY BY ANECZKA - BABECZKI DO KĄPIELI 
Zielone papierki.. tyle zostało. Już dwa razy udało mi się skorzystać z wanny i gościnności rodziców. Oj.. brakowało mi tego, na szczęście przede mną kolejne kąpiele. Dwie babeczki z których skorzystałam w lutym były zupełnie różne. W jednej upchane były płatki kwiatów oraz błyszczące drobinki brokatu. Cudownie patrzyło się na tak mieniącą wodę. Druga babeczka mimo braku pływających drobinek wcale nie była gorsza. Aneczka zadbała o to aby jej "wypieki" miały genialne zapachy.. z przyjemnością czekam na kolejne możliwości wślizgnięcia się do łazienki rodziców. 


DIY BY KOSMETYCZNY FRONESIS - SÓL DO KĄPIELI
Mieszanka soli Epsom i soli himalajskiej z dodatkiem przeróżnych suszonych płatków kwiatów. Sól miała głównie cieszyć oczy i dłużej zatrzymać w wannie. Właściwości soli Epsom jest naprawdę wiele i warto w takiej kąpieli posiedzieć dłużej. Więcej o soli do kąpieli i innych moich wytworach przeczytasz w poście: Moje pierwsze DIY


ORGANIQUE - KREM DO RĄK REGENERATION & PROTECTION
Najlepszy krem do rąk jaki miałam! Po jednym użyciu regenerował skórę dłoni, przynosił ulgę, ładnie pachniał, nie pozostawiał tłustego filmu.. ideał. Oszczędzałam go okrutnie, bo już go w sprzedaży nie ma. Podejrzewam jednak, że została zmieniona jedynie etykieta, a w środku wciąż znajduje się ten sam produkt.. a przynajmniej mam taką nadzieję. Tymczasem mam w zapasach kolejne kremiki które muszę zużyć.. ale ten wspominam najlepiej ze wszystkich które miałam do tej pory. 

 

ALVERDE - BALSAM DO CIAŁA BIO-JAŚMIN
Kolejna próbka od Mariki z bloga Le Bleuet. Marika troszkę na ten balsam psioczyła, a ja go pokochałam.. choć to tylko próbka. Jaśmin od zawsze źle mi się kojarzył zapachowo, a ten balsam zupełnie to odczarował. Nabrałam chciejstwa na ten balsamik ale troszkę mi zejdzie gdy dojdę do punktu w którym będę mogła sobie na niego pozwolić i od razu zacząć używać 😢

Recenzja na blogu Le Bleuet: Rooibos, Jaśmin, Nagietek.. Alverde


BABCIA AGAFIA - MYDŁO MIODOWE DO WŁOSÓW I CIAŁA
W życiu bym tego produktu nie kupiła 😂 Podejrzewam, że gdybym je gdzieś dostała to przekazałabym dalej. Po pierwsze mam jakieś nikłe zaufanie do tej Babci, po drugie.. to mydło w maziowatej formie, które kojarzy mi się jedynie z konsystencją, właściwościami i zapachem czarnego mydła, którego nie lubię. Ale próbka.. próbkę mogę zmęczyć. Zapach zaskakująco ładny.. miodowy. Konsystencja też jakaś fajniejsza niż czarnego mydła.. ale, że niby włosy mam tym umyć? Umyłam! Przeżyłam! I biję pokłony.. jestem pozytywnie zaskoczona zarówno skutecznością mycia, łatwością stosowania i brakiem przykrych efektów. Połowę zużyłam do mycia ciała, drugą do włosów. Bardzo pozytywnie zaskoczona jestem. Próbkę dostałam od Mariki z bloga Le Bleuet


BENECOS - SZAMPON MORELOWY - próbka
Szampon kupiłam zanim jeszcze dokończyłam próbkę przesłaną od Mariki z bloga Le Bleuet. Przekonał mnie do tego już sam zapach moreli, który jest niezwykle słodki, a zarazem świeży. Dobrze myje, nie podrażnia mojej skóry głowy, nie mam z nią później żadnych nieprzyjemności. Więcej będzie w recenzji, a jeśli nie możesz się doczekać odsyłam do Mariki.


WOODEN SPOON - SZAMPON
Bardzo ładnie oczyszczał włosy i skórę głowy. Do tego świeży ziołowy zapach.. może jak dla mnie zbyt intensywny i ciężki.. na włosach już przyjemny i dodatkowo daje uczucie świeżości. Nieco żelowa konsystencja ale miałam problem z rozprowadzeniem go na włosach i utworzeniem piany.. dlatego sowita próbka wystarczyła mi na jedno użycie. Bez odżywki miałabym problem z rozczesaniem włosów. Raczej nie pobił moich innych szamponów ale żadnych strasznych rzeczy zarzucić mu nie mogę.

AGAFFIA - SZAMPON
Cóż to za gęstość! Cisnęłam i gniotłam butelczynę, a ten nie chciał lecieć 😂 Bardzo gęsty szampon, a przy tym wydajny. Świetnie oczyszczał skórę głowy i włosy ale bez odżywki po nim ani rusz. Jako szampon stosowany do mocniejszego oczyszczenia super ale na co dzień mogłabym mieć z nim problem. 

EUBONIA - SENSITIVE SHAMPOO
Bardzo przyjemny szampon dla wrażliwej skóry głowy. Prosty skład, delikatny zapach.. i robi co powinien. Dwie saszetki zużyłam przy jednym myciu z tym, że włosy zawsze myję podwójnie. Raz dla zruszenia brudu, dwa dla całkowitego wypłukania i oczyszczenia. Pozycja godna uwagi, a próbki dostałam do zamówienia ze sklepu Green Line


ACURE ORGANIC - ODŻYWKA DO WŁOSÓW SMOOTH + MANAGEBLE
Bardzo leciutka kremowa konsystencja, która bez problemu rozprowadza się na włosach. Moje końcówki, które zawsze są w najgorszym stanie (ale tragedii nie ma) chłonęły ją z wielką lubością. Odżywkę nakładałam nieco wyżej niż zazwyczaj to robię czyli do wysokości uszu.. nie obciążyła moich włosów ale pięknie je odżywiła i wygładziła. Niestety to za mało dla moich włosów.. szczególnie w sezonie grzewczym. Na drugi dzień włosy potrafiły się mocno puszyć i elektryzować.


GELACET PLUS - SUPLEMENT
Dzień mocniejszego stresu i już dziura na głowie gotowa 😭 Gelacet był pierwszym suplementem który rzeczywiście mi pomógł i to opakowanie miałam w swoich zapasach na czarną godzinę. Gdzieś mi opakowanie zwiało.. chyba mąż wyrzucił przedwcześnie 😅 O suplemencie i jego efektach możesz poczytać w podlinkowanej recenzji. 



100% PURE - PODKŁAD 2ND SKIN ORAZ KREMOWY PODKŁAD W ODCIENIACH CREAM
Obecnie używam podkładu kremowego w odcieniu White Peach. Obawiałam się, że zimą może okazać się dla mnie za ciemny dlatego pokusiłam się o próbki najjaśniejszego podkładu. Niestety odcień Cream jest dla mnie trupio jasny. Wiem już, że na odcień Cream nie mam co patrzeć nawet w zimie, a idealny jest dla mnie White Peach. Przy okazji miałam okazję sprawdzić inną wersję mojego ulubieńca czyli wersję dla skóry suchej 2nd skin w formie z pipetą.. genialne 😀 Kusiła mnie ta wersja ale również nie jest dla mnie. Na mojej skórze zachowuje się dość dziwnie, trudniej jest mi podkład rozpracować i mam wrażenie, że skóra wygląda na bardzo suchą.


JIMMY CHOO, RALPH LAUREN - PERFUMOWANE BALSAMY DO CIAŁA
Nie lubię tego typu produktów. Nie lubię po nie sięgać. irytują mnie. Oba produkty kupiłam w zestawie z perfumami. O ile Jimmy Choo perfumy lubię to Romance od Ralph Lauren zupełnie nie są w moim klimacie.. na szczęście perfumy Romance ostatnio udało mi się zużyć. Jednak gdy odnalazłam "to coś" to mnie trafiło. Nie będę się dalej męczyć choć zostało jakieś 1/4 produktu do zużycia. Może niedużo ale to mnie zwyczajnie przerasta. natomiast Jimmy Choo choć lubię to wiem, że będzie się dalej przewalać. Szkoda mi czasu i miejsca na takie produkty, a są już na tyle wiekowe, ze strach komuś oddać.


JENNIFER LOPEZ - GLOW BY JLO
To zupełnie nie moje klimaty.. nawet w 2%. Bardzo intensywny, ciężki, przytłaczający i męczący. Nos mi się marszczy za każdym razem gdy go czułam. Zużyłam ostatecznie na 2 razy.. akurat gdy miałam wyjść na zewnątrz na dłużej 😂

MICHAEL KORS - SEXY RUBY
Bardzo kobiecy.. ale w stronę starszych kobiet, a nie młodziutkich 😅 Przyjemne perfumy choć nie na tyle abym pokusiła się o pełniejszy wymiar. Niestety mają wadą.. są dość ulotne.


Uff.. chyba poszło ciałkiem ładnie. Szczególnie dumna jestem z maseczek.. a co tam.. z każdego zużycia jestem dumna.. nawet z każdej próbki. Idę śmieci wyrzucić i szykować koszyk na kolejne 😜 a międzyczasie należy się aktualizacja zakładek "w użyciu"😇 oraz "w zapasach" 😈 Tak.. luty mogę uznać oficjalnie za zamknięty.. choć jeszcze kilka godzin zostało.


lutego 08, 2018

AUBREY ORGANICS - SPARKLING GLACIER COMPLEXION MIST, CZYLI MGIEŁKA NAWILŻAJĄCA Z WODY MINERALNEJ Z LODOWCA Z OLEJKIEM FRAGONIA

AUBREY ORGANICS - SPARKLING GLACIER COMPLEXION MIST, CZYLI MGIEŁKA NAWILŻAJĄCA Z WODY MINERALNEJ Z LODOWCA Z OLEJKIEM FRAGONIA

Lubię wszelkiego rodzaju mgiełki, hydrolaty czy wody termalne. Wciąż jednak walczę aby używać ich częściej niż dotychczas. Postępy są ale wciąż mniejsze niż bym sobie tego życzyła. Największym plusem tego typu produktów jest możliwość aplikacji w formie atomizera, a najlepiej delikatnej i subtelnej mgiełki, która nie pozostawi na twarzy spływających kropel.. a z tym akurat różnie bywa. 
Jednym z takich produktów jest mgiełka nawilżająca z wody mineralnej z lodowca z olejkiem Fragonia, który wygrałam w rozdaniu u Mariki z bloga Le Bleuet.


Od producenta:
Odświeżająca cerę mgiełka łagodzi i zmiękcza skórę, zapewniając jednocześnie nawilżenie aż do 8 godzin. Olejek Fragonia o niezwykłych właściwościach aromaterapeutycznych, uspokaja i przywraca równowagę skórze jednocześnie ją nawilżając.

Pierwszy raz spotkałam się z olejkiem Fragonia.. w sensie, że pierwszy raz w ogóle o nim usłyszałam. Olejek ten pochodzi z Australii i został odkryty jakieś 17 lat temu. Jego zapach przypomina coś na wzór mieszanki drzewa herbacianego, oleju manuka i eukaliptusa. Jest często wykorzystywany w kompozycjach zapachowych perfum, gdyż jego zapach ma właściwości kojące, relaksujące i odprężające. Ponadto wykazuje właściwości antybakteryjne. 

Olejek Fragonia sam w sobie mnie zaciekawił ale na widok wody mineralnej z lodowca poczułam się wpuszczana w maliny. Woda z lodowca.. serio? Szkoda, że nie napisali z jakiego lodowca.. to akurat byłoby ciekawe. Z troszkę sceptycznym początkiem i tak miałam dość spore zaufanie do produktu z uwagi na markę Aubrey Organics oraz certyfikat NSF. Ufam tej marce na tyle, że w ciemno mogę kupować ich kolejne kosmetyki i wiem, że na bubla nie trafię.. co najwyżej nie do końca będzie mi coś odpowiadać.. a to przecież i tak dużo. W końcu o ilu markach możesz powiedzieć "ufam całkowicie"?

Całe szczęście, że znalazłam opis jak pachnie olejek fragonia, bo miałabym spory problem aby go opisać własnymi słowami.. może jedynie "ziołowo" przyszłoby mi do głowy, a tak.. zdecydowanie czuć tu nuty olejku herbacianego oraz eukaliptusa. Zapach manuka jest tu najsłabiej wyczuwalny choć jakaś delikatna nuta rzeczywiście się wydobywa. W sumie jest to zapach ziołowy ale bardzo przyjemny. Może perfumy o takim zapachu to nie byłby szczyt moich marzeń ale faktycznie ma w sobie coś co działa relaksująco i odprężająco. Sama w to nie wierzę.. ja zagorzała przeciwniczka ziołowych nut w kosmetykach zaczynam przechodzić na drugą stronę mocy.. choć może raczej jestem tak jedną nogą.. ale druga wciąż mocno stoi tak gdzie stała.

Zastanawiam się dlaczego tak długo zeszło mi z  opisem tego produktu.. ale chyba wiem. zawsze gdy zaczynam pisać recenzję zabieram ze sobą produkt przed komputer. Odkręcam, testuję, wącham, smaruję.. wszystko po to aby jak najdokładniej oddać wszystkie jego cechy. Wdychając zapach mgiełki podczas pisania recenzji zwyczajnie odpływałam. Mogłam w tym czasie pić kawę, a ostatecznie i tak włączało mi się ziewanie 😂 To tak jakbyś przebywała w idealnych warunkach klimatycznych dla swojego ciała i ktoś wykonywał Ci masaż pleców. Jesteś tak bardzo zrelaksowana, że zwyczajnie odpływasz. Stąd mam pewne zastrzeżenie. Producent powinien dać informację o tym, że produktem nie można się zaciągać jak jakiś narkoman.. pisząc to dalej się zaciągam. Gdyby mnie ktoś zapytał czy ten zapach jest ładny, w pierwszej chwili odpowiedziałabym, że nie !.. a potem kupiłabym buteleczkę. Tyle z nielogicznej logiki. Już sam fakt, że poświęciłam tyle słów na opisane samego zapachu jest niedorzeczny.


Skład (INCI): Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Leuconostoc / Radish Root Ferment Filtrate, Glycerin, Alcohol, Agoonis Fragrans Branch / leaf Oil, Lecithin, Aesculus Hippocastanum (Horse Chestnut) Extract, Calendula Officinalis Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Melissa Officinalis Flower / Leaf / Stem Extract, Humulus Lupulus (Hops) Flower Extract, Foeniculum Vulgare (Fennel) Seed Extract.

  • Aqua (Water) - woda
  • Sok aloesowy (Aloe Barbadensis Leaf Juice) - wykazuje silne właściwości lecznicze np. stany zapalne skóry, poparzenia, ukąszenia. Działa kojąco, gojąco, przeciwobrzękowo, oczyszczająco, niezastąpiony przy ranach czy otarciach. Dodatkowo ma działanie nawilżające
  • Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate - naturalny konserwant używany w produktach ekologicznych i organicznych
  • Gliceryna (Glycerin) - silnie hydrofilowa i higroskopijna substancja nawilżająca. Ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka, pomaga substancjom aktywnym przedostać się w głąb skóry
  • Alcohol - konserwant
  • Olejek Franonia (Agonis Fragrans Branch/Leaf Oil) - odkryty w 2001 roku, ma właściwości wyciszające, odprężające i łagodzi skutki stresu. Równoważy umysł i stabilizuje emocje. Ma bardzo przyjemny zapach, który działa kojąco i relaksująco na zmysły. Wykazuje silne działanie antybakteryjne i przeciwgrzybicze
  • Lecytyna (Lecithin) - naturalny emulgator oraz zagęstnik. Ma właściwości odżywcze, zmiękczające, uzupełnia w lipidy spoiwo międzykomórkowe, także w formie liposomów. Ułatwia wchłanianie substancji aktywnych. Na skórze początkowo daje uczucie lepkości, po czym wchłania się
  • Wyciąg z kory kasztanowca (Aesculus Hippocastanum (Horse Chestnut) Extract) - składnik rekomendowany przede wszystkim do skóry naczynkowej, przekrwionej, z trądzikiem różowatym. Działa przeciwzapalnie, przeciwbakteryjnie, przeciwkrwotocznie, uszczelnia naczynia krwionośne. Przyśpiesza gojenie i regenerację uszkodzonego naskórka
  • Wyciąg z nagietka lekarskiego (Calendula Officinalis Extract) - działa gojąco, łagodząco i antyseptycznie. Posiada właściwości przeciwpierwotniakowe, przeciwgrzybicze i antybiotyczne, działa ściągająco i oczyszcza skórę chroni przed podrażnieniami, stymuluje proces odnowy i przeciwdziała nadmiernemu złuszczanie się naskórka
  • Ekstrakt z rumianku pospolitego (Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract) - posiada właściwości przeciwzapalne, przyśpieszające gojenie się ran, przeciwbakteryjne i neutralizujące toksyny. Polepsza krążenie krwi i metabolizm w komórkach skóry, działa odmładzająco
  • Wyciąg z melisy (Melissa Officinalis Leaf Extract) - działa ściągająco, przeciwzapalnie, przeciwbakteryjnie i przeciwwirusowo
  • Wyciąg z chmielu zwyczajnego (Humulus Lupulus (Hops) Flower Extract) działa antyseptycznie, oczyszczająco, antybakteryjnie i przeciwgrzybiczo, łagodzi łojotokowe zapalenie skóry ŁZS. Ma właściwości ściągające, zmniejszające łojotok, zwęża pory, przyśpiesza golenie wyprysków i stanów zapalnych hamuje utlenianie witaminy C przedłużając jej działanie
  • Wyciąg z kopry włoskiego (Foeniculum Vulgare (Fennel) Seed Extract) - łagodzi podrażnienia, delikatnie napina skórę i działa ujędrniająco

W składzie na początku martwił mnie jedynie alkohol umiejscowiony dość wysoko. Jednak mam poniekąd doświadczenie z produktami do pielęgnacji twarzy, które wysoko w składzie mają alkohol i są moimi ulubieńcami np. Liquid Gold. Dlatego wiem, że mojej skórze takie produkty nie zawsze zrobią krzywdę, choć przy bardzo częstym stosowaniu może być różnie. W tym przypadku absolutnie nie ma to żadnego negatywnego wpływu. Zawartość aloesu, gliceryny i kilku wspaniałych wyciągów roślinnych robi świetną robotę.

Aloes z gliceryną bardzo przyjemnie nawilżają skórę, a zawarte wyciągi mają świetne działanie przeciwzapalne, kojące i wspomagające skórę skłonną do niedoskonałości. Bezpośrednio po oczyszczeniu skóry i zaaplikowaniu produktu nigdy nie czułam potrzeby natychmiastowej aplikacji kremu bądź serum. Sama mgiełka zapewnia uczucie komfortu. W ostatnim czasie zaczęłam sięgać po nią szczególnie często i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że moja skóra szybciej wraca do równowagi. 


Trzeba spojrzeć sobie w oczy i przyznać, że niektóre produkty potrafią uzależnić.. mgiełka Aubrey Organics to na szczęście dobre uzależnienie, choć nie koniecznie dla portfela. W sklepach marka jest droga i nie szczególnie opłacalna za to zagraniczny sklep iHerb oferuje bardzo rozsądne ceny. Mam w planach zakupy na iHerb ale wciąż się wstrzymuję z uwagi na zapasy.. natomiast mgiełkę zapewne zamówię w ilości hurtowej. Kocham tego ziołowego śmierdziuszka.. który tak pięknie pachnie.
Kto ma w planach zakupy na iHerb?


lutego 06, 2018

AUBREY ORGANICS - MASECZKA Z OWOCOWYMI KWASAMI AHA

AUBREY ORGANICS - MASECZKA Z OWOCOWYMI KWASAMI AHA

Marka Aubrey Organics jest jedną ze światowych liderów kosmetyków naturalnych. Na każdym produkcie znajdziesz wysokiej jakości certyfikat. Najczęściej jest to certyfikat NSF, ale pojawiają się także certyfikat BDIH oraz uznawany za jednej z najbardziej restrykcyjnych USDA Organic. Marka nie testuje na zwierzętach na żadnym etapie produkcji, nie znajdziesz tu glutenu, GMO, a ponadto wszystkie kosmetyki mogą być stosowane przez Wegan.

Swoją przygodę z marką rozpoczęłam od szamponów (normalizujący dla aktywnych, z biotyną) i mimo, że nie mogę o nich niczego złego powiedzieć to jednak nie do końca skradły mi serce. Za to o wiele bardziej zaciekawiła mnie pielęgnacja twarzy. To tu odnalazłam płyn aloesowy, któremu byłam wierna przez kilka opakowań. Po tym sukcesie zapragnęłam zagłębić się w pielęgnację Aubrey Organic nieco bardziej i tak trafiła do mnie maseczkę z owocowymi kwasami AHA.


Od producenta:
Oczyszczająca maska poprawia strukturę skóry i delikatnie złuszcza sprawiając, że cera wygląda młodo i jest miękka w dotyku. Skuteczne działanie antyoksydantów zawartych w olejku z owoców Rokitnika połączone jest z łagodną lecz efektywną mieszanką kwasów owocowych, które rozświetlają i łagodzą skórę  przywracając jej zdrowy blask.

Sposób użycia: na czystą skórę twarzy nałożyć maseczkę omijając okolice oczu. Pozostawić na 5 minut, następnie spłukać obficie wodą.


Miękka tubka zawiera 89 ml produktu. Nie mam w zasadzie jej nic do zarzucenia. Nadruk w całości można zdrapać paznokciem przez co z czasem pojawiają się jakieś przetarcia ale w związku z tym, że producent przykłada uwagę do tego aby opakowania były przyjazne środowisku to zasadniczo wcale mi to tak nie przeszkadza. Jasne, że jestem za tym aby opakowanie było przyjazne nawet jeśli jest to kosztem estetyki w późniejszym użytkowaniu. Gdyby opakowanie się rozlatywało lub zaczynało przeciekać raczej szczególnie szczęśliwa bym nie była.. za to problem niezniszczalnego nadruku.. to nie problem. Z resztą.. po kilku miesiącach użytkowania wcale tak źle nie wygląda.. tu ryska, tam ryska.. ale skończmy z tą powierzchownością, w końcu liczy się wnętrze.


Oczywiście nie jest to typowa maseczka. Zaskoczyła mnie tym, że nie posiada gładkiej struktury. Wyraźnie czuć drobinki ale nie są one ostre więc wykonanie peelingu raczej nie wchodzi w grę.. chyba, że bardzo delikatnego.  Zaskoczył mnie również zapach. Nie jest on urzekający ale uciążliwy też nie. Co dziwne miałam próbki maseczki w wersji nawilżającej i odczucia miałam niemal identyczne. Identyczna struktura z farfoclami i jeśli dobrze pamiętam to i zapach był do złudzenia podobny. Czuć tu przede wszystkim zioła i zasadniczo wcale mi to nie przeszkadza.

Te niewielkie 89 ml okazało się całkiem spore. Nie trzeba jej wiele aby pokryć twarz dzięki czemu okazała się wyjątkowo wydajna.. i całe szczęście! Marka Aubrey Organics jest u nas dość droga. Sklepy mają najczęściej przebitkę około 100% (od 77zł do 90 zł w zależności od sklepu) od ceny producenta ale zdarzają się bardzo fajne promocje około 50%, ewentualnie pozostaje zamawianie produktów m.in. na iHerb (cena maseczki około 40 zł).


Po przeczytaniu "trzymać 5 minut" ogarnął mnie strach. Serio.. bałam się, że te wszystkie kwasy wypalą mi twarz. Takich zabaw to ja nie lubię dlatego trochę ociągałam się z jej użytkowaniem. Na szczęście zupełnie niesłusznie. Maseczka okazała się delikatna dla mojej skóry i to nawet w okresach gdy była bardziej rozdrażniona. Początkowo trzymałam maskę maksymalnie 5 minut zalecanych przez producenta ale stopniowo ten czas wydłużała. Maseczka pod żadnym względem nie robi mi krzywdy, ani nie jest uciążliwa w noszeniu. Nie zastyga na skórze, nie kruszy się, nie osypuje i jest stosunkowo komfortowa.. to jednak nie oznacza, że zupełnie nic nie robi.

Jej delikatność wcale nie przekłada się na skuteczność. Zawarte tu kwasy owocowe, olej z rokitnika, aloes i wiele innych.. robią swoje. Maska bardzo fajnie oczyszcza skórę i wygładza ją. Złuszczenie nie jest tu ekstremalne i być może część osób może zwieść ale przy systematycznym używaniu efekt jest bardzo fajny. Z czasem skóra staje się wzmocniona. Maska zupełnie nie wysusza skóry, po jej zmyciu jest bardzo komfortowa, odżywiona i nawilżona. Sama najbardziej lubię maseczki z efektem wow już po pierwszym użyciu ale zdaję sobie też sprawę, że takie ciągłe fundowanie skórze mocniejszych cudaczków może nie do końca jej odpowiadać.


Skład (INCI): Aqua, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Glycerin, Oryza Sativa (Rice) Bran Wax, Cetyl Alcohol, Avena Sativa (Oat) Kernel Flour, Alcohol Denat, Cucumis Sativus (Cucumber) Seed Oil, Oenothera Biennis (Evening Primrose) Oil, Vaccinium Myrtillus Fruit Extract, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Chondrus Crispus (Carrageenan), Stearic Acid, Citrus Grandis (Grapefruit) Extract, Saccharum Officinarum (Sugar Cane) Extract, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil, Glycerin, Sodium Cocoyl Glutamate, Ascorbic Acid, Glyceryl Caprylate, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Citrus Limon (Lemon) Fruit Extract, Citrus Limon (Lemon) Peel Oil, Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil, Acer Saccharum (Sugar Maple) Extract, Tocopherol, Linoleic Acid, Linolenic Acid.
  • Aqua - woda
  • Masło shea (Butyrospermum Parkii (Shea) Butter) - właściwości odżywcze, nawilżające i łagodzące objawy suchości skóry. Pielęgnuje, nawilża i odżywia skórę
  • Sok aloesowy (Aloe Barbadensis Leaf Juice) - leczy stany zapalne skóry, poparzenia, ukąszenia. Działa kojąco, gojąco, przeciwobrzękowo, oczyszczająco. Dodatkowo ma działanie nawilżające
  • Gliceryna (Glycerin) - silnie hydrofilowa i higroskopijna substancja nawilżająca. Ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka, pełni rolę promotora, pomaga substancjom aktywnym przedostać się w głąb skry
  • Wosk z otrębów ryżu (Oryza Sativa (Rice) Bran Wax) - stosowany głównie jako środek zmiękczający, zagęszczający i środek wiążący
  • Cetyl Alcohol - składnik konsystencjotwórczy. Wpływa na właściwości aplikacyjne produktu, poprawia rozprowadzanie i daje poślizg
  • Koloidalna mączka owsiana (Avena Sativa (Oat) Kernel Flour) - posiada właściwości kojące, regeneracyjne, ochronne. Łagodzi objawy uczulenia i alergii zmniejszając swędzenie i zaczerwienienie. Ma silne właściwości antyalergiczne, antyoksydacyjne i przeciwzapalne
  • Alcohol Denat - konserwant, chroni kosmetyk przed zepsuciem
  • Olej z nasion ogórka (Cucumis Sativus (Cucumber) Seed Oil) - doskonale nawilża, uelastycznia i odświeża nawet najbardziej wrażliwą skórę. Niweluje cienie pod oczami. Odpowiedni do pielęgnacji cery dojrzałej, problemowej, zanieczyszczonej, trądzikowej oraz ze skłonnością do powstawania zaskórników
  • Olej z wiesiołka (Oenothera Biennis (Evening Primrose) Oil) - jeden z najbogatszych olei w witaminę F. Jest silnym antyoksydantem, chroni komórki przed niszczącym działaniem wolnych rodników. Z łatwością przenika w głąb skóry, działa regulująco, przeciwzapalnie, przeciwalergicznie i ochronnie oraz przeciwdziała przedwczesnemu starzeniu się skóry
  • Ekstrakt z soku borówki czarnej (Vaccinium Myrtillus Fruit Extract) - działa odżywczo, antyoksydacyjnie, wygładza, rozjaśnia i ujędrnia suchą skórę. Stosuje się go w pielęgnacji cery trądzikowej, ma on działanie bakteriobójcze, odtruwające i antyseptyczne
  • Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate - naturalny konserwant
  • Glyceryl Stearate - emolient, substancja re-natłuszczająca. Posiada właściwości wygładzające
  • Cetearyl Alcohol - emolient, tworzy konsystencję produktu
  • Ekstrakt z chrząstnicy kędzierzawej (Chondrus Crispus (Carrageenan) Extract) - składnik żelujący, nawilża, ujędrnia, przeciwzmarszczkowy, regulujący i łagodzący
  • Stearic Acid - emolient, tworzy emulsję
  • Wyciąg ze skórki grejpfruta (Citrus Grandis (Grapefruit) Extract) - posiada właściwości antyoksydacyjne, przeciwzmarszczkowe i wygładzające, pomaga w likwidacji zaskórników. Działa antybakteryjnie i przeciwzapalnie, wspomaga walkę z trądzikiem, reguluje pracę gruczołów łojowych, pomaga zmatowić skórę i zwęzić pory
  • Ekstrakt z trzciny cukrowej (Saccharum Officinarum (Sugar Cane) Extract) - nawilża i odżywia skórę. Zapobiega powstawaniu pierwszych oznak starzenia. Zwalcza trądzik i zaskórniki. Kwas glikolowy jest skuteczny w usuwaniu przebarwień, przyśpieszaniu odnowy komórkowej, redukcji drobnych i głębszych zmarszczek, spłyceniu blizn, nawilżeniu skóry, poprawie barwy i faktury skóry.
  • Olej z owoców rokitnika (Hippophae Rhamnoides Fruit Oil) - Karotenoidy odpowiadają za własności regeneracyjne, przeciwzmarszczkowe oraz antyoksydacyjne oleju, a także poprawiają koloryt skóry i chronią przed promieniowaniem słonecznym.
  • Gliceryna (Glycerin) - silnie hydrofilowa i higroskopijna substancja nawilżająca. Ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka, pełni rolę promotora, pomaga substancjom aktywnym przedostać się w głąb skóry
  • Sodium Cocoyl Glutamate - substancja myjąca łagodna dla skóry
  • Witamina C (Ascorbic Acid) - odpowiada za młodość skóry, jest jednym z najsilniejszych antyoksydantów. Rozjaśnia skórę, redukuje przebarwienia, poprawia koloryt, ujędrnia
  • Glyceryl Caprylate - emolient, wygładza powierzchnię i kondycjonuje
  • Wyciąg z owoców pomarańczy (Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract) - działa antyseptycznie i łagodząco. doskonały antyutleniacz. Ma właściwości ściągające i zmniejszające pory
  • Ekstrakt z cytryny (Citrus Limon (Lemon) Fruit Extract) - chroni skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników. Aktywuje procesy regeneracji i odnowy skóry
  • Olejek eteryczny z cytryny (Citrus Limon (Lemon) Peel Oil) - ma działanie dezynfekujące
  • Olejek lawendowy (Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil) - działa rozkurczająco i antyseptycznie
  • Wyciąg z klonu srebrzystego (Acer Saccharum (Sugar Maple) Extract) - wykazuje działanie keratolityczne, złuszcza martwe komórki skóry, likwiduje przebarwienia, rozjaśnia skórę, wyrównuje koloryt, wygładza, a także działa nawilżająco, przeciwzapalnie i antyoksydacyjnie
  • Witamina E (Tocopherol) - konserwant. Dodatkowo ma działanie silnie antyoksydacyjne, ujędrnia, działa odżywczo i przeciwstarzeniowo na skórę, wzmacnia ściany naczyń krwionośnych, poprawia ukrwienie skóry, chroni przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi
  • Linoleic Acid - posiada właściwości nawilżające, reguluje czynność gruczołów łojowych
  • Linolenic Acid - posiada właściwości nawilżające, reguluje czynność gruczołów łojowych
Po analizie składu łatwo dostrzec, że jest to produkt przeznaczony do cery trądzikowej z uwagi na składniki, które mają regulować pracę gruczołów, oczyszczać pory, działać dezynfekująco i antybakteryjnie. To również produkt dla cery podrażnionych i wrażliwych z uwagi na składniki kojące i łagodzące. Znajdzie się również dla kogoś kto patrzy przez pryzmat mijającego czasu 😜


Po ostatnich eksperymentach z produktami typowo drogeryjnymi moja skóra stwierdziła, że pokaże mi co o tym skoku w bok myśli. Bolące gulki i pojawiające się niedoskonałości oraz towarzyszące przesuszenie dały mi w kość. Jednak dzięki maseczce jakoś łatwiej i szybciej dochodzimy ze sobą do względnego porozumienia. Wszelkie podrażnienia szybciej znikają, świeże przebarwienia również. Nie odczuwam również efektu zapchanych porów. Myślę, że maseczka całkiem fajnie się do tego przyłożyła i jestem jej za to wdzięczna.


Jedyny problem jaki tu widzę to jej dostępność w rozsądnej cenie. Ponad 80 zł wydaje mi się jednak ceną przesadzoną, za to około 40 zł.. hmm.. zdecydowanie dobrą i atrakcyjną. W tej cenie byłabym w stanie maseczki używać systematycznie i systematycznie sięgać po kolejne opakowania. Pozostaje jednak w końcu pokusić się o zakupy na iHebr.. ewentualnie oczekiwać godnej uwagi promocji na produkty Aubrey Organics, czego sobie i Tobie życzę 😉

Jeśli masz jakieś informacje o dobrej cenie na produkty Aubrey daj znać!


lutego 03, 2018

ULUBIEŃCY STYCZNIA 2018

ULUBIEŃCY STYCZNIA 2018

Absolutnie wyjątkowo nie będę Cię męczyć ulubieńcami.. wyjątkowo! To nie znaczy, że ich nie będzie, bo tak dobrze to nie ma. Po prostu i zwyczajnie będzie ich mało. Nie to, że brakuje mi ciekawych i fajnych kosmetyków ale pomyślałam, że ulgowo pokaże coś czego jeszcze nie było, a jest warte uwagi. Więc znaj moją litość po ostatnim deku i zakupach 😜


MARTINA GEBHARDT - INTENSIVE CARE HAPPY AGING CAPS 
Te maleństwa robią niezłą robotę! To coś w stylu "jak nie wiesz czego chce Twoja skóra to właśnie to ją dopieści". Skład jest banalnie prosty i aż dziw, że te kapsułki tyle potrafią. W szklanym niemal prehistorycznym opakowaniu znajduje się 40 "rybek". Po jednej rybce zaaplikowanej na noc na oczyszczoną skórę, rano budzę się z fajnie nawilżoną, ukojoną, miękką, gładką i dopieszczoną skórą. Chyba nigdy nie wyjdę z porannego zaskoczenia, które fundują mi te maleństwa. Do tego 40 rybasków! aplikując jedną na tydzień od początku roku pociągnę z nimi do września! I pewnie by tak było gdybym połowy opakowania już nie rozdała z dopiskiem "musisz tego spróbować!"😂 A jeśli masz wątpliwości to poczekaj na recenzję, a jeśli ciekawość Cię zżera już teraz.. natychmiast!.. to możesz zawsze zamówić na testy jedną sztukę (tutaj)

Kupione w sklepie Green Line i kupię ponownie gdy zabraknie


AUBREY ORGANICS - SPARKLING GLACIER COMPLEXION MIST
Jestem tą dziwną osobą co buble zużywa szybko, a te naprawdę fajne produkty chomikuje i uważa na każdą zużywaną kropelkę. Tak, to jest dziwne zważywszy na to, że przecież ponownie mogę kupić produkt. Jeśli jakimś cudem jesteś facetem i trafiłeś tu przez przypadek.. uciekaj! Ten mroczny świat może Cię wchłonąć i nigdy nie znajdziesz drogi wyjścia.. my kobiety jesteśmy bardziej odporne na zawiłe tajemnice sensowności i totalnego bezsensu, gdzie jedno z drugim się przeplata.. uciekaj! Ale do rzeczy: mgiełka nawilżająca z wody lodowca z olejkiem fragonia, dostałam jakiś czas temu od Mariki z bloga Le Bleuet. Zatem z cyklu "to ma sens": fajnie nawilża, odświeża i łagodzi. Z cyklu to nie ma sensu: nigdy nie lubiłam ziołowych nut w kosmetykach.. a to ziółko lubię.. i to nawet bardzo. Co dziwne to właśnie ten produkt zaczął zmieniać moje podejście do ziołowych aromatów.. zaczęłam ich poszukiwać. Nie będę się za dużo wypowiadać o tym produkcie bo za kilka dni pojawi się jego recenzja.. jak zawsze.. szczegółowa.

Mgiełkę można kupić m.in. w sklepie Biosna lub na iHerb


E-NATURALNIE - PEELING ENZYMATYCZNY Z OWOCÓW TROPIKALNYCH
Byłam do niego sceptycznie nastawiona.. jak to do peelingów enzymatycznych. I tu znowu kobieca skrajność. nie do końca ufam peelingom enzymatycznym ale i tak ostatnio skłaniam się bardziej ku nim niż tradycyjnym z drobinkami. Pomału zaczęłam odchodzić od tych drapiących skórę, choć te z malutkimi drobinkami wciąż lubię i chętnie testuję. Jednak na chwilę obecną to mój jedyny peeling po który sięgam systematycznie. Wystarczy go zmieszać z odrobiną wody i nałożyć ja maseczkę. Kosztuje śmieszne pieniądze, a rzeczywiście radzi sobie z oczyszczeniem skóry i złuszczeniem. Może mega grubych skórek nie pokona za pierwszym zamachem ale jego efekty są jak najbardziej zadowalające. Zdecydowanie wart wypróbowania.

Kupiony w sklepie e-naturalnie


LILY LOLO - NATURALNA MASCARA
Tak troszkę miałam nadzieję, że to będzie bubel, bo marka mnie troszkę rozczarowała zerwanym kontaktem podczas ustalania szczegółów współpracy. Powodów może być wiele.. być może jestem po prostu do bani 😂 ale fakt jest taki, że to mój pierwszy (w końcu!) tusz do rzęs z naturalnym składem i jestem bardzo zadowolona! Ładnie wydłuża rzęsy, pogrubia.. może nie jest jakiś super trwały ale to mi zupełnie nie przeszkadza. Do tej pory chyba raz przyszłam do domu z lekko rozmazanym tuszem pod okiem ale patrząc przez perspektywę wszystkich tuszy jakie miałam to ten wypada naprawdę świetnie! Bardzo mi ten tusz pasuje i to pod każdym względem.. i chyba jako jeden z niewielu tuszy doczeka się własnej recenzji.

Mascarę Lily Lolo kupisz w sklepie Costasy

Mało ulubieńców? To uprzedzam, że w tej kwestii niewiele się zmieniło od ostatnich.  Wciąż świetnie sprawdzają mi się wszystkie produkty z Ulubieńców roku 💗


stycznia 02, 2018

ULUBIEŃCY ROKU 2017

ULUBIEŃCY ROKU 2017

W zeszłym roku rozpisałam się na temat rocznych ulubieńców w kilku postach. W tym roku zamierzam wprowadzić minimalizm kosmetyczny.. z naciskiem na uszczuplenie zapasów kosmetycznych co najmniej o połowę.. ale w takim razie może warto zawęzić również ulubieńców do tych największych perełek, które towarzyszyły mi w minionym roku?


POLNY WARKOCZ - PŁYN MICELARNY
Do niedawna moim ulubionym płynem micelarnym był różowy Garnier. Za cenę, przystępność, pojemność.. i brak pieczenia oczu. Reszta płynów była beznadziejna albo przeciętna podróżnym kątem. W przypadku esencji micelarnej Polny Warkocz uwiera mnie jedynie niewielka pojemność przez co dużo szybciej potrzebuję zamówień na kolejne palety. Poza tym płyn nie drażni moich oczu, radzi sobie z demakijażem świetnie, zmywa nawet wodoodporny tusz do rzęs i ma bardzo prosty i fajny skład. Lubię go.. nawet etykieta z rodem z czasów babcinych mnie cieszy.



CZARSZKA - AKSAMITNY BALSAM DO MYCIA TWARZY
Wiem, że nie każdy jest zachwycony metodą OCM i w pełni rozumiem niechęć do tłustych formuł na twarzy. Za to ja tę metodę uwielbiam, choć również w tej kwestii lubię sobie pomarudzić. Odnośnie aksamitnego balsamu nie mam za wiele uwag. Lubię go za przyjemną musową konsystencję, szybkość pozbywania się resztek makijażu, za zapach i całkiem przystępną cenę w stosunku do pojemności i wydajności. Na chwilę obecną nie mam na oku nic czym mogłabym ten balsam zastąpić, a to dość wyjątkowe.. ja zawsze mam upatrzonych co najmniej 5 zamienników każdego produktu.. czasem sama siebie za to nie lubię 😂 



AVALON ORGANICS - CLEANSING GEL Z WITAMINĄ C
Byłam już na etapie, że żaden żel do mycia buziaka nie jest dla mnie stworzony. Niemal wszystkie jak leciało delikatnie podsuszały mi skórę, a przy codziennym użytkowaniu z każdym kolejnym dniem było gorzej. To pierwszy żel który jest dla mojej skóry przyjazny.. nawet oczu nie szczypie gdy jakaś drobinka się do nich dostanie. Do tego zapach cytrusów, który uwielbiam! Miała być recenzja i rozdanie z tym żele.. ale grudzień okazał się za krótki. Na szczęście to nic straconego.. nadrobię w styczniu.


LIQPHARM - LIQ CC SERUM NIGHT Z 15% WITAMINĄ C
Pokochałam w swojej pielęgnacji witaminę C, a pierwszym produktem który najbardziej mnie zachwycił to serum od LiqPharm. Efekty widzę już po pierwszym użyciu, a do tego utrzymują się dłużej niż po innych mazidłach. Nawet nie kuszą mnie inne produkty z witaminą C, a gdy jestem pytana czy coś polecam z witaminą C to z miejsca odpowiadam LiqPharm.. a dalej mam pustkę w głowie.



INDEED LABORATORIES - PEPTA-BRIGHT  
Serum zwalczające przebarwieniom skóry, które świetnie sobie radzi, a przy tym nie ma żadnego przykrego wpływu na skórę. Wiem, że z nawet delikatnymi kwasami możemy skończyć jak łuszcząca się  jaszczurka.. ale z tym produktem jest to niemożliwe nawet przy codziennym użytkowaniu. Serum chyba najbardziej doceniłam gdy go zabrakło.. moja skóra bardzo się z nim lubi.



ALPHA-H - LIQUID GOLD
Tonik z kwasem glikolowym. Zdecydowanie warto go mieć. Nie należy do najtańszych produktów ale spisuje się rewelacyjnie i zawsze mogę na niego liczyć. W chwilach gdy moja skóra zaczyna wariować i sama nie wie w którą stronę ma iść daję je porządnego klapa w postaci Liquid Gold. To sprawia, że jest w szoku.. jakby ogłuszona ale przywołana zostaje do porządku. Opakowanie 100 ml wystarczy mi z powodzeniem na rok użytkowania. Po produkt sięgam wyłącznie doraźnie lub w chwilach zwątpienia.. nie używam na co dzień, bo nie mam takiej potrzeby. 



INDEED LABS - HYDRALOURO
Nie za bardzo wiem ile opakowań tego produktu zużyłam. Hydraluron to dosłownie magnes na wodę, a jak wiadomo nawet cera mieszana czy tłusta często zmaga się z niewystarczającym nawilżeniem. W składzie znajdziemy nie tylko kwas hialuronowy ale również algi oraz Propanediol, który jest świetnym nośnikiem substancji aktywnych. Po serum sięgam okazjonalnie na noc, a efekty przychodzą dość szybko. Ostatnio rozważam zakup czegoś innego.. ale tylko w ramach ciekawości i porównania.


LIQPHARM - LIQ Ce SERUM NIGHT Z 15% WITAMINĄ E
Rewelacyjne serum które w mig regeneruje skórę i ją odżywia. To taki kompres na skórę i pierwsza pomoc gdy skóra doznała jakichkolwiek podrażnień. Ale nie tylko.. serum świetnie się sprawdzi gdy chcemy odżywić skórę lub gdy nie do końca wiemy czego od nas chce. Jeśli boisz się witaminy C w produktach Liqpharm ale jakiś produkt chciałabyś wypróbować, to właśnie serum z witaminą E zawsze polecam. Niezależnie od rodzaju skóry czy wieku.. jestem przekonana, że się sprawdzi u każdego.

Właśnie uświadomiłam sobie, że o tym serum nie było recenzji! Co za niedopatrzenie! 😱


MASECZKI 
To zasługa Moniki z bloga Mama z różową torebką. Monia zaraziła mnie maseczkami na tyle, że tworzą największy zbiór moich zapasów kosmetycznych.. czego ani trochę nie żałuję. Pokochałam maseczki w płachcie nasączone tonikiem, hydrolatem, wodą aloesową w przeróżnych kombinacjach i dodatkach. Obecnie mam już co najmniej roczny zapas skompesowanych maseczek. 
Wcześniej nigdy nie miałam weny twórczej do sypkich maseczek ale obecnie to się zmieniło. Do moich ulubionych należą maseczki z Miodowej Mydlarni oraz całkiem niedawne odkrycie maseczki Chic Chiq.. które dosłownie uwielbiam i wiem, że będę z przyjemnością wracać.
Wciąż jednak cenię sobie gotowe wersje maseczek takie jak maseczka Aubrey Organics z kwasami AHA czy saszetkowe maseczki marki Lavera. 



Dwa produkty, które są bardzo uniwersalne. Stosuję zarówno w pielęgnacji twarzy, ciała jak i włosów i każde z nich absolutnie uwielbiam.. i oszczędzam jak tylko mogę. 

MIODOWA MYDLARNIA - MASŁO DO TWARZY I CIAŁA AMBROZJA
To puszysta pianka o cudownym słodkim zapachu.. który nie wiem nawet jak opisać. To zapach, który chętnie widziałabym w postaci perfum. Produkt sam w sobie mógłby nie robić nic.. tylko pachnieć, a i tak bym nałogowo do niego wracała. Masełko wspaniale koi i nawilża skórę. Używam od czasu do czas, bo nie chcę aby się skończyło.. nigdy!

WILLOW ORGANICS - FRUITY MOUSSE BALSAM DO TWARZY I CIAŁA
Absolutnie jestem fanką produktów Willow i z ciekawością wypatruję nowych cudaczków. Zapach Fruity Mousse podbił moje serce. To najładniejsza wersja werbeny z dodatkiem nuty słodkiej moreli z jaką się spotkałam. Sam zapach działa mnie nie bardzo odprężająco i kojąco. Jednak jego wielofunkcyjność jest niesamowita. 



WILLOW ORGANICS - FRUITY SUGAR SCRUB
Jedyne co mnie ratuje przed napadem na kolejne opakowania, to posiadanie balsamu Fruity Mousse oraz pokaźnych peelingowych zapasów. Natomiast to, że peeling do mnie powróci jest już kwestią przesądzoną. Niezwykle przyjemny i skuteczny peeling na bazie cukru o cudownie relaksującym zapachu werbeny z nutą słodkiej moreli. Tęsknię za nim.. 


ACHAE - PEELINGI DO CIAŁA
Już podczas pierwszego spotkania z peelingami marki Achae byłam pod wrażeniem ale ostatnio przeszli sami siebie. Obecnie pełnowymiarowe produkty pakowane są w cudowne opakowania, które kradną serce. Jednak zewnętrzna pokrywa wcale nie ustepuje miejsca temu co jest w środku. Ręcznie wykonywane peelingi na bazie soli, cukru bądź kawy o wspaniałych naturalnych zapachach.. absolutnie każdy znajdzie coś dla siebie, choć najlepiej przetestować wszystkie wersje.  


BODY BOOM - PEELING DO CIAŁA
Kawowe peelingi Body Boom zrobiły na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Póki co zużyłam dopiero pełnowymiarowe opakowanie peelingu w wersji kokosowej ale w zapasach mam wszystkie nimi wersje, które czekają na zużycie i solidną recenzję porównawczą. Kokosowa wersja śni mi się po nocach i wiem, że do peelingów Body Boom jeszcze wrócę. Jedno duże opakowanie wystarczy mi na pół roku systematycznego użytkowania.



JOICO - SZAMPON Z LINII BLOND LIFE ORAZ DEEP-PENETRATING RECONSTRUCTOR
Pokochałam produkty Joico i obecnie nie wyobrażam sobie aby mogło ich zabraknąć w mojej pielęgnacji włosów. Zapewniają mi kompleksową odbudowę struktury włosów przez co zupełnie przestałam kupować odżywki na bazie protein. Szampon z linii Blond Life nie zawiera w składzie Cocamidopropyl betaine przez co jest bardzo komfortowy w użytkowaniu, a przy tym rewelacyjnie oczyszczał moje włosy i sam w sobie je odżywiał. Za to słynny Rekonstruktor w pielęgnacji włosów towarzyszył mi maksymalnie raz w miesiącu i było to zupełnie wystarczające. Nie są to tanie produkty ale w moim przypadku niesamowicie wydajne i najlepsze z jakimi się spotkałam pod kątem produktów proteinowych.  



LAVERA - SZAMPON Z RÓŻĄ I PROTEINAMI GROCHU ORAZ SZAMPON DLA ALERGIKÓW
Markę Lavera pomalutku odkrywam i póki co jeszcze się na żadnym produkcie nie zawiodłam. Na szampony zdecydowałam się po przeczytaniu posta na blogu Co kręci Anule. Co prawda wybrałam nieco inne wersje ale i tak trafiłam w dyszkę! Obie wersje są systematycznie w użyciu, a szampon z różą używa nawet mój mąż. W styczniu pojawi się obowiązkowo recenzja obu szamponów.



BIONIGREE - SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY
Serum Bionigre zdeklasowało typowe peelingi do oczyszczania skóry głowy. Moim jedynym problemem jest to, że drobinki peelingów trudno mi wypłukać z gęstwiny jaką mam na głowie. W przypadku serum Bionigree ten problem nie istnieje przez co mam w planach wrócić do tego produkty w momencie gdy zużyję obecne produkty.



THE WET BRUSH - SZCZOTKI DO WŁOSÓW
Moje dwie śliczności. Gdyby to miało jakikolwiek sens to kupiłabym kilkanaście wersji. Poprzedniczkę czyli Tangle Teezer wyrzuciłam do kosza i ani trochę mi je nie brakuje. Różnica jest kolosalna.. Obecnie czekam cierpliwie na wersję składaną do torebki. The Wet Brush to zdecydowanie dobry zakup.


100% PURE - KREMOWY PDOKŁAD SUPER FRUIT
Nie pamiętam aby wcześniej była tak bardzo zadowolona z płynnego podkładu. To mój ulubieniec od dobrych kilku miesięcy i już drugie opakowanie. W zasadzie nie mam nic innego w formie płynnej czego mogłabym używać zamiennie ale też nie mam takiej potrzeby. Podkład ma kilka wad i należy nauczyć się z nim pracować oraz dobrać odpowiednią (nie tłustą) pielęgnację. To przepis na udany związek. 



MILANI - BAKED BLUSH LUMINOSO
Mój pierwszy róż który zadowala mnie pod każdym względem. Piękny kolor (na zdjęciu przekłamany) który ładnie zgrywa się z moją karnacją. Można z łatwością dozować intensywność.. ale ja lubię gdy wygląda subtelnie. Róż nie daje matowego efektu na policzkach, to raczej zdrowe i wielowymiarowe wykończenie zdrowych policzków. Spokojnie można sobie odpuścić nakładanie rozświetlacza.. ale to już zależy od indywidualnych preferencji. Lubię.. i nie oddam. 



CAILYN - PURE LUST EXTREME MATTE TINT
Zaczynam się martwić, bo te pomadki wcale łatwo dostać nie jest, a moja już niedługo sięgnie dna. Po matową pomadkę Cailyn sięgam gdy zależy mi na mocnym akcencie na usta oraz na niezawodnej trwałości. Uwielbiam te pomadki i z chęcią widziałabym u siebie większą kolekcję. Test trwałości znajdziesz w poście poniżej.




LORAC - PRO 3 PALETA CIENI DO POWIEK
Być może to za wcześnie aby całkiem niedawny nabytek wrzucac do ulubieńców roku, ale co ja poradzę, że zachwyciłam się już przy pierwszym uzyciu, a każde kolejne uświadamia mnie, że był to genialny zakup. Nie kolekcjonuję palet ani cieni do oczu.. obecnie posiadam dwie palety i to właśnie te ze zdjęcia. Wszytko inne przekazałam w dobre ręce. Paleta Lorac chodziła za mną od.. uwaga.. trzech lat. Więc stwierdzenie, że był to przemyślany zakup to mało powiedziane. Szukałam palety, o której każdym pojedynczym cieniu będę mogła powiedzieć "Tak! będę używać" i taka właśnie jest ta paleta. Kolory są utrzymane w ciepłej tonacji ale nie przesadnie ciepło-pomarańczowej czy czerwonej. To po prostu komplet bazowych i podstawowych cienie dzięki któremu wyczaruję makijaż dzienny jak i wieczorowy. Uwielbiam ją!

NABLA - DREAMY EYESHADOW PALETTE
Paleta Nabla z miejsca mnie oczarowała choć nie byłam do końca przekonana do jednego.. może dwóch cieni. Obecnie niemal za każdym razem wyciągam paletę Nabla aby na oko dodać jakiś ciekawszy akcent. Cienie jakościowo są fenomenalne.. nigdy wcześniej nie miałam styczności z taką pigmentacją i łatwością użytkowania. Z pewnością nie jest to paleta, ktora do gustu przypadnie każdemu ale dla mnie tworzy perfekcyjne uzupełnienie cieni Lorac.. i z tą dwójką jestem absolutnie zaspokojona pod względem makijażu oczu.. no prawie



M-BRUSH - PĘDZLE DO MAKIJAŻU OCZU
Wraz z zakupem nowych palet do oczu stwierdziłam, że warto zainwestować w nowe pędzle. Stare pędzle Hakuro przekazałam wraz z cieniami w dobre ręce zostawiając sobie kilka podrzędnych niedobitków. Już teraz wiem, że będę kupować kolejne pędzle M-Brush bo ich jakość jest fenomenalna. Pędzle w połączeniu z cieniami Lorac oraz Nabla sprawiają, że makijaż oczu to czysta przyjemność.. po prostu chce się siedzieć i nakładać kolejne kolory i warstwy. Niby szczegół.. a jaka różnica.



LAKIERY HYBRYDOWE
Zakup zestawu do robienia hybryd na paznokciach to był zdecydowanie dobry pomysł. Taka zabawa bywa oczywiście kosztowna.. szczególnie na początku, jednak patrząc na to, że w ciągu roku na hydrydy do salonu chodziłam około 5 razy to już dawało kwotę pełnego podstawowego zestawu do domowego mani. Odłożyłam.. kupiłam.. i ani przez chwilę nie żałowałam. Staram się jedynie nie popaść w nałogowe kupowanie kolejnych lakierów.. ustawiłam sobie poprzeczkę na 10 odcieniach i póki co wciąż się w tym limicie mieszczę.. ale całkiem niedawno Monika uraczyła mnie ogromną kolekcją lakierów, a gdy na to wszystko patrzę to mi się buźka sama ciesz. Nie wiem czy dam radę.. chcę wszystkie możliwe odcienie!


DIY BY ANULA , MARIKA, PŁATKI RÓŻ OD ANI
Zawsze podziwiam wszelkie wyroby kosmetyczne DIY.. ale gdy ich autorki dzielą się nimi ze mną to na widok tych cudów aż mi serce ściska. Ręcznie zbierane i suszone płatki róż przez Anię z bloga Aneczka blog,  wspaniała świeca oraz peeling do rąk działa Anny z bloga Co kręci Anulę oraz peeling do ciała w formie serca wraz z płukanką do włosów.. do moich włosów.. stworzony przez Marikę z bloga Le Bleuet. Chyba już zawsze będę się wzruszać pisząc o takich cudach.. alee.. te produkty tak bardzo mnie zachwycają, że w obecnym roku sama zakasam rękawy i biorę się do własnych produkcji! Niezwykle pomocna do tego będzie niedawna zdobycz czyli książka Mydło i Mazidło, czyli jak zostać czarownicą. Już nie mogę się doczekać!


Z OKAZJI NOWEGO ROKU 2018
CHCIAŁAM CI ŻYCZYĆ DUŻO ZDROWIA, 
ABYŚ CODZIENNIE SPOTYKAŁA SIĘ Z LUDZKĄ SERDECZNOŚCIĄ, 
BO TO JEDNAK PRZYWRACA WIARĘ W LUDZI. 
ABYŚ SPEŁNIŁA CHOĆ JEDNO WIELKIE MARZENIE I KILKA MNIEJSZYCH 
I
ABY NIGDY WOKÓŁ CIEBIE NIE ZABRAKŁO LUDZI,
 KTÓRZY CIE SZANUJĄ I KOCHAJĄ.



NA KONIEC WYNIKI ROZDANIA Z MASECZKAMI CHIC CHIQ!


Miejsce pierwsze i główna nagroda czyli zestaw 4 mini maseczek CHIC CHIQ wędruje do:

Basi z bloga BasiaBlog.pl


Natomiast nagrody pocieszenia w postaci czekoladowych maseczek CHIC CHIQ do:


oraz 

do Kariny i Adama z bloga Zdrowo Naturalnie


Dziękuję za udział i serdecznie gratuluję i czekam na dane do wysyłki 😘


Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger