Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Be The Sky Girl. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Be The Sky Girl. Pokaż wszystkie posty

kwietnia 19, 2020

BE THE SKY GIRL - PEEL ME TENDER, ROZŚWIETLAJĄCY PEELING KWASOWY DO TWARZY

BE THE SKY GIRL - PEEL ME TENDER, ROZŚWIETLAJĄCY PEELING KWASOWY DO TWARZY

Innowacyjne i nietypowe produkty zawsze budzą moją ciekawość.. a im dziwniej, tym lepiej. Ponadto peelingi to zdecydowanie jedne z moich ulubionych produktów pielęgnacyjnych i to z dość prostych względów.. efekt jest.. a raczej powinien być natychmiastowy. Peeling do twarzy firmy Be The Sky Girl trafił do mnie w dwóch turach. Jedna saszetka trafiła do mnie od Moni z bloga Mama z różową torebką, a druga partia od Gosi z bloga Krytyk kosmetyczny. Pierwszy raz o produkcie przeczytałam właśnie u Gosi.. i nie wiem czy jest większa fanka tego peelingu.


Od producenta: 
Rozświetlający peeling kwasowy do twarzy. Jestem enzymatycznym kwasowym peelingiem do twarzy. Silnie (ale nadal czule) oczyszczę i rozjaśnię Twoją skórę i przygotuję ją do dalszej pielęgnacji z serią Super Star. Spotykajmy się systematycznie, raz w tygodniu, a będziesz cieszyć się pięknym blaskiem i świeżością Twojej cery. 
Mam w sobie delikatne kwasy - azelianowy, migdałowy i cytrynowy, kompleks witamin - B (B3, B5 i B6), C i E, rozświetlającą mączkę owsianą

Sposób użycia: Zawartość saszetki wsyp do miseczki, następnie dodaj 6ml ciepłej wody i dokładnie wymieszaj do konsystencji pianki. Gotową piankę nałóż na skórę twarzy i szyi na 2-5minut. Najlepiej zmyj obficie ciepłą wodą.


U mnie już na początku pojawił się zgrzyt.. cenowy. Dwie saszetki (produkt pełnowymiarowy) na dwa użycia.. co raczej jest logiczne, to koszt 23 zł w cenie regularnej. Z miejsca ta kwota wydała mi się mocno przesadzona. W końcu jednorazowe podejście to koszt 11,50zł. Z drugiej strony maseczki w płachcie potrafią mieć wyższe ceny, a efektów czasem znaleźć nie potrafię. Wszystkie dylematy sprowadzały się do jednego.. działania. 

Moje pierwsze podejście było już obciążone opiniami innych. Spora część dziewczyn opisywała produkt jako mocny, z którym należy uważać. Do tego producent straszy zmywaniem po 2-5 minut. Trudno takich rzeczy nie brać pod uwagę. Lubię eksperymentować ale z buraczaną twarzą nikt nie chce skończyć.. nawet ja w imię testów i eksperymentów 😂


Biały proszek.. nic nadzwyczajnego. Spotkałam się już z taką wersją peelingów. Jednak magia zaczyna się od momentu dodania wody. Proszek zaczyna się pienić! Powstaje musowa pianka, którą obserwuje się jak na lekcji chemii podczas zadań praktycznych.W tym czasie zapominam o wszystkim. Nie dociera do mnie zapach, nie kojarzę czy objętościowo jest więcej papki czy może tyle samo.. po prostu podziwiam bombelkujące właściwości peelingu. Nie trwa to długo. Reakcja chemiczna w końcu się uspokaja pozostawiając w naczynku puszysty mus.

Czas zarzucić papkę na twarz.. oczyszczoną twarz. Pierwsze podejście stresujące. czas trzymania wg. producenta 2-5 minut. Tylko te 2 minuty to ja będę aplikować 😂 Mus trzyma się skóry, nic nie kapie, nie przemieszcza się. Jedna saszetka wystarczy na twarz.. na szyję brak. Wyczuwam szczypanie w bardziej wrażliwych miejscach i pieczenie w podrażnionych. Latam do lustra sprawdzać czy wciąż wyglądam jak z dowodu osobistego. Niestety psychika po 5 minutach wyraźnie karze zmywać więc się poddaję. Efekt jest.. ok. Wyczuwalnie skóra jest bardziej gładka ale żeby specjalnie wyróżniała się na tle innych peelingów? Nie.. raczej nie.


Skład (INCI): Talc, Avena Sativa Meal Extract, Azelaic Acid, Mandelic Acid, Urea, Citric Acid, Sodium Ascorbyl Phosphate, Sodium Bicarbonate, Cellulose Gum, Niacinamide, Sodium Starch Octenylsuccinate, Maltodextrin, Calcium Pantothenate, Tocopheryl Acetate, Pyridoxine HCL, Silica.
  • Talc (talk) - substancja absorbująca wilgoć. Zmniejsza tłustość kosmetyku, co powoduje poprawienie paramentrów sensorycznych kosmetyku. Działa przeciwzbrylająco. Zabezpiecza skórę przed podrażnieniem, poprzez ułatwienie poślizgu. Z tego względu szczególne zastosowanie ma w kosmetykach dla dzieci. W kosmetykach kolorowych jest używany jako substancja matująca.
  • Avena Sativa Meal Extract (wyciąg z nasion owsa) - wykazuje działanie antyalergiczne, wzmacnia skórę i jest bardzo łagodny. Działa zmiękczająco i nawilżająco, sprzyja regeneracji i łagodzi podrażnienia, świąd, egzemy, trądzik, oparzenia słoneczne.
  • Azelaic Acid (kwas azelianowy) - posiada wielokierunkowe działanie. Rozjaśnia przebarwienia, hamuje proces syntezy DNA w obrębie pobudzonych komórek barwnikowych. Działa przeciwtrądzikowo, bakteriostatycznie i bakteriobójczo na bakterie tlenowe i beztlenowe. Może być stosowany również w przypadku trądziku różowatego
  • Mandelic Acid (kwas migdałowy) - zmniejsza grubość warstwy rogowej skóry i normalizuje keratynizację, wzmacnia spoistość i zwartość głębszych warstw skóry. Regeneruje skórę z fotouszkodzeniami i przebarwieniami, działa depigmentacyjnie. Odbudowuje szarą, zmęczoną, postarzałą lub zaniedbaną skórę. Poprawia nawilżenie, uelastycznia, ujędrnia, wygładza, poprawia fakturę skóry, ujednolica, wygładza zmarszczki.
  • Urea (mocznik) - składnik ma zastosowanie w produktach kondycjonujących do skóry suchej i szorstkiej, z przymieszkowym zapaleniem skóry. W niskich stężeniach do 10% działa zmiękczająco i nawilżająco, w wyższych ma zdolność złuszczania naskórka, jego wysokie stężenia można spotkać w preparatach do stóp likwidujących zrogowacenia. Działa także buforująco na odczyn pH kosmetyków i zapobiega elektryzowaniu włosów. Sklasyfikowany jako potencjalny alergen. Może nasilać problemy trądzikowe, powodować wypryski i stany zapalne skóry. (Komedogenność: skala 2 na 5. Alergia: skala 2 na 5)
  • Citric Acid (Kwas cytrynowy) - regulator pH. Wykazuje działanie złuszczające, dzięki czemu usuwa przebarwienia i rozjaśnia skórę
  • Sodium Ascorbyl Phosphate (sól sodowa fosforanu askorbylu) - substancja o działaniu przeciwutleniającym i przeciwrodnikowym. Hamuje proces egzogennego starzenia się skóry wywołane m.in. przez UV lub dym papierosowy. Substancja o wysoce efektywnym działaniu. Znajduje zastosowanie w kosmetykach przeznaczonych do cery trądzikowej, cery dojrzałej, w preparatach po opalaniu oraz w kosmetykach anty-cellulitowych
  • Sodium Bicarbonate (soda oczyszczona) - składnik o wielu właściwościach i szerokim zastosowaniu. Podnosi pH kosmetyków, w temp 50 C ulega rozkładowi, co objawia tworzeniem obfitej piany, jest podstawowym składnikiem kul do kąpieli. Zmiękcza wodę. Ma właściwości pochłaniające wilgoć, oczyszcza skórę z brudu, nadmiaru sebum i zaskórników, matuje, zwęża pory, delikatnie usuwa martwy naskórek, rozjaśnia. Znajduje zastosowanie w produktach do higieny jamy ustnej, usuwa płytkę nazębną i bakterie próchnicze, wybiela zęby. Pochłania także nieprzyjemne zapachy, spotykany w kosmetykach dezodorujących.
  • Cellulose Gum (guma celulozowa) - zagęstnik, zapobiega rozwarstwianiu faz emulsji. W połączeniu z wodą guma tworzy żel. Dodatkowo składnik stabilizuje pianę w produktach z detergentami (Alergia: skala 1 na 5)
  • Niacinamide (niacynamid, witamina B3) - substancja aktywna. Stymuluje syntezę kolagenu, działa odmładzająco i przeciwzmarszczkowo. Rozjaśnia przebarwienia, poprawia nawilżenie, wzmacnia barierę lipidową skory, działa silnie antyoksydacyjnie, leczniczo, przeciwzapalnie i gojąco na skórę trądzikową (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 1 na 5)
  • Sodium Starch Octenylsuccinate (sól sodowa oktenylobursztynianu skrobiowego, E1450) - emulgator, tworzy i zagęszcza emulsje oraz inne konsystencje, zapobiega rozwarstwianiu faz, podnosi lepkość. Ma właściwości pochłaniające wilgoć, sebum, tłuszcz i pot. (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 1 na 5)
  • Maltodextrin (maltodekstryna) - poprawia i utrzymuje konsystencję kosmetyków emulsyjnych, kremów, balsamów, mleczek itd. Zapobiega wytrąceniu i osadzeniu pigmentów i innych substancji nierozpuszczalnych, perełek, mikroperełek. Ma właściwości odżywiające skórę i włosy, jest filmotwórczy i wygładzający. Ma także właściwości pochłaniające wilgoć, sebum, pot (Komedogenność: skala 1 na 5) 
  • Calcium Pantothenate (pantotenian wapnia) - składnik kondycjonujący skórę, włosy i paznokcie. Przyspiesza regenerację uszkodzonej skóry, ma działanie przeciwzapalne, wspomaga gojenie ran, oparzeń i owrzodzeń. Łagodzi wypryski alergiczne, skutki ukąszenia owadów i poprawia nawilżenie. Zapobiega wypadaniu włosów, wzmacnia paznokcie i przyspiesza ich wzrost. Wykazuje działanie antystaryczne i wygładzające, zapobiega elektryzowaniu włosów, ułatwia ich rozczesywanie. (Komedogenność: skala 1 na 5) 
  • Tocopheryl Acetate (octan tokoferylu, witamina E) - ma właściwości konserwujące, przedłuża świeżość kosmetyków,zapobiega utracie koloru i zmianie zapachu. Opóźnia proces utleniania substancji. Na skórę działa przeciwzmarszczkowo, silnie antyoksydacyjnie, odżywczo, wzmacniająco i ochronnie.Sklasyfikowany jako potencjalny alergen. Może pochodzić z genetycznie modyfikowanych upraw GMO. (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 2 na 5)
  • Pyridoxine HCL (chlorowodorek pirydoksyny) - korzystny dla skóry tłustej i trądzikowej. Reguluje pracę gruczołów łojowych, zmniejsza wydzielanie sebum, przyspiesza gojenie i regenerację uszkodzonej skóry, działa przeciwzapalnie i antyoksydacyjnie, zapobiega powstawaniu zaskórników oraz zmarszczek. Ma także właściwości antystatyczne, zapobiega elektryzowaniu włosów, wygładza i kondycjonuje skórę oraz włosy.
  • Silica (krzem, dwutlenek krzemu) - znajduje zastosowanie w kosmetykach przeciwłojotokowych, przeciwtrądzikowych, do cery mieszanej i tłustej, w kosmetykach do makijażu, pudrach. Ma zdolność rozpraszania światła. Wzmacnia włosy i paznokcie. Pochłania wilgoć, pot i sebum ze skóry, matuje. W dużych stężeniach może pogarszać stan skóry suchej. (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 1 na 5)

Ponieważ żadnego podrażnienia nie zauważyłam, to przy drugim podejściu pozwoliłam sobie na przedłużenie czasu trzymania peelingu. Niby wciąż w silnym skupieniu i z uwagą obserwowałam wszelkie dolegliwości ale czas wydłużyłam do szalonych 10 minut. Efekt zdecydowanie lepszy, a skóra wciąż bez draśnięcia. Przy trzecim spotkaniu.. zapomniałam o peelingu 😅 Trudno mi powiedzieć jak długo przetrzymałam.. ale zdążył zaschnąć. Zmywanie takiej skorupki wymagało użycia gąbki ale efekty były świetne. Skóra ewidentnie potrzebowała odświeżenia, a peeling spisał się wzorowo. Takie złuszczenie to ja rozumiem.. najmniejsza skórka nie sterczy!


Wciąż nieco trzyma mnie cenowy opór. Może to kwestia wyglądu saszetki, która sprawia wrażenie, że kupuje się próbkę, a nie pełnowymiarowy produkt 😅 Z drugiej strony cieszę się, że producent postawił na takie rozwiązanie, a nie na zestaw 5 szt, który mógłby kosztować 115zł. Dzięki temu każdy bez większego ryzyka może kupić jeden produkt bez przesadnego ryzyka, że po drodze coś może pójść nie tak.

Ostatecznie do produktu się przekonałam, chociaż wymagał indywidualnego podejścia i dopasowania. Z przyjemnością będę do niego wracać, a szczególnie przy okazji różnych wypadów.

Kochana! Pamiętaj o naszych wspaniałych manufakturach i rzemieślnikach. Obecnie przeżywają bardzo trudny okres.. jak my wszyscy. Jednak to od nas zależy czy przetrwają. Kupuj, pisz, mów o firmach które kochasz i polecasz. 
Dołącz do akcji #wspieramypolskiefirmy #wspieramypolskichproducentów

Na zdjęciach:
Zapraszam również do zapoznania się z ofertą Be The Sky Girl!

kwietnia 05, 2020

ZUŻYCIA MARCA 2020

ZUŻYCIA MARCA 2020

Zauważyłam pewną zależność.. im więcej postów w ciągu miesiąca pojawia się na blogu tym większe denko pod koniec miesiąca 😂 Z racji tego, że miesiąc był wyjątkowo zaganiany to na blogupostów pojawiło się niewiele.. chyba nie jest trudną zagadką jak wielkie produktów udało mi się w marcu zużyć. Przez chwilę rozważałam połączenie denka marcowego z kwietniowym ale chyba za bardzo drażniłby mnie fakt walających się po domu pustych opakowań. Z drugiej strony nie jest tak źle.. można by nawet stwierdzić, że denko jest niemal historyczne! Wszystko za sprawą dwóch pustych opakowań.. z działu makijaż!


BE THE SKY GIRL - PEEL ME TENDER PEELING KWASOWY

Wyjątkowa formuła peelingu. Myślę, że będę do niego wracać szczególnie przy okazji różnych wyjazdów, bo saszetka sprawdza się idealnie! Do peelingu miałam trzy podejścia i tak naprawdę dopiero ostatnie sprawiło, że mam chęć na powtórkę. Ewidentnie musiałam znaleźć na niego swój prywatny sposób. Pomimo wielu ostrzeżeń, że jest to mocny peeling na bazie kwasów i trzeba z nim uważać.. to mi zupełnie krzywdy nie robił, a im dłużej trzymałam go na twarzy tym lepszy efekt uzyskałam. 

Link do producenta: Be the Sky Girl


SESAME - ODŻYWCZO-REWITALIZUJĄCA MASECZKA Z ŻEŃ-SZENIEM

Chyba coraz bardziej odchodzę od produktów typu "jednorazowe maseczki". Większość z nich działa poprawnie, wcale lub źle. Z maseczkami marki Sesemis już miałam styczność i poprawnie je wspominam. Wersja z żeń-szeniem również okazał się poprawna.. ale to wciąż mnie nie satysfakcjonuje na tyle abym chciała zaopatrzyć się w zapas. Chciałabym aby po takich maseczkach efekt był zauważalny jeszcze na drugi dzień ale to jeszcze się u mnie nie zdarzyło. 

Link do producenta: Sesamis


TULUA - KREM DO TWARZY CODZIENNA KURACJA ORAZ NOWOŚĆ

O nowość nawet nie pytaj, bo nie mogę słówka pisnąć.. ale czekam aż pojawi się w sklepie bo zwyczajnie chcę mieć przy sobie. Za to kremik do twarzy "Codzienna kuracja z zieloną kawą, kolagenem i elastyną" nie sprostał moim oczekiwaniom. Zdecydowanie lepiej sprawdziła mi się wersja "Z efektem wow", jednak kremiku nie skreślam, bo aktualnie przechodzi metamorfozę składu.

Link do producenta: Tulua


CLOCHEE - DELIKATNY PEELING ENZYMATYCZNY I MASECZKA

Peeling Chlochee w porównaniu do Be The Sky Girl wypada znacznie słabiej, chociaż nie wiem czy można te dwa produkty ze sobą porównywać. Zdecydowanie produkt Clochee jest delikatniejszy ale za to można go trzymać na skórze dłużej i częściej sięgać. Być może przy systematycznym użytkowaniu efekty będą wymierne i tego nie wykluczam. Podobna sytuacja ma się w stosunku do maseczki. Stopień oczyszczenia nie robi na mojej skórze ogromnego wrażenia ale z drugiej strony preferuję po takie produkty sięgać częściej i aby były delikatniejsze niż przy pierwszym podejściu mieć spaloną twarz. Wstępnie nie jestem pod ogromnym wrażeniem ale nie czuję się rozczarowana. Nie wykluczam zaopatrzenia się w pełnowymiarowy zestaw tej dwójki w przyszłości.

Link do producenta: Clochee


KOSTKA MYDŁA - MYDŁO JEDWABNE

Obecnie nie mam czego fotografować więc posiłkuję się zdjęciem z recenzji, która pojawi się lada dzień. Mydełko przypadło mi na tyle do gustu, że nie miałam potrzeby wspomagać się tradycyjnym żelem. Do tego piękny wygląd i zatopione serduszko zwyczajnie mnie rozczulały. Piękna puszysta piana, brak wysuszenia czy ściągnięcia skóry. Chociaż mojemu sercu najbliżej do mydeł z funkcją peelingu to mydło jedwabne zdecydowanie należy do jednych z fajniejszych.

Link do producenta: Kostka Mydła


NATURE QUEEN - BALSAM DO CIAŁA POMARAŃCZA-CHILI

Balsam wprowadził mnie w maliny. Trafił do mnie na spotkaniu blogerek w Chełmie w połowie grudnia i niemal z miejsca trafił do użytku. Wszystko za sprawą "chili" oraz "linii rozgrzewająco-ujędrniającej". Obawiałam się, że zostanę z rozgrzewającym balsamem na okres lata, a to raczej kiepski pomysł. Ostatecznie okazało się, że chili jest tylko w zapachu, a z rozgrzewaniem skóry balsam nie ma nic wspólnego. W sumie to jedyne co mnie wkurzyło, bo sam w sobie był bardzo fajny i przyjemny. Nie pozostawiał wyczuwalnej warstwy i szybko się wchłaniał. Poziom nawilżenie momentami za mały ale nawet mój mąż z chęcią z niego korzystał od czasu do czasu.

Link do producenta: Nature Queen


ANDALOU NATURALS - DEEP CONDITIONING HAIR MASK

Uwielbiam ją! Działa cuda na moich włosach i zalicza się do dwóch najlepszych masek do włosów jakie kiedykolwiek miałam. Saszetka wystarczy mi na cztery aplikacje, a włosy obecnie mam gęste i długie do pasa. Po maskę sięgam najczęściej gdy moje włosy mocno jej potrzebują i nigdy mnie nie zawiodła. Z racji opakowanie jest to świetna opcja na wyjazd. Za to w domowym użytkowaniu zdecydowanie wolałabym wersję większą w słoiku lub tubie.. mam szczerą nadzieję, że taka opcja kiedyś się pojawi.

Link do sklepu: Iwos


REVERS - NAKED SKIN MATCH BLUR & MOISTURE

Tak.. zużyłam dwa podkłady! Jestem z siebie dumna! Oba podkłady marki Revers z tej samej linii ale w dwóch odcieniach 01 Classic Ivory oraz 03 Cremy Natural. To zdecydowanie lekki podkład, które nie tworzy widocznej maski. Momentami był dla mnie za lekko kryjący, a wówczas mieszałam go z innym podkładem lub korektorem. Bywało różnie. Raz byłam zadowolona, innym razem mocno zawiedziona. Jednak na trwałość podkładów wpływ ma wiele czynników i nie bez znaczenia jest to co aplikujemy pod. W ostatecznym rozrachunku podkłady oceniam dobrze. Głównie za strawą bardzo niskiej ceny oraz faktu, że okazały się nieraz lepsze od dużo droższych podkładów.

Link do producenta: Revers


DZIKI LAS - W DZIKIE WINO ZAPLĄTANI

To zużycie niem fizycznie boli. Cudowna świeca o genialnym aromacie. To opcja dla tych, którym wiecznie szkoda palić świece. Wystarczy zdjąć wieczko, a zapach bez palenia czuć przynajmniej na odległość dwóch metrów. Zapach winogrona jest tu niezwykle kuszący i aromatyczny. O ile w przypadku zapachów mój mózg musi zweryfikować czy mu się podoba czy nie, to ze świecami Dzikiego Lasu nie ma takiej potrzeby. Po prostu.. są cudowne.. chcę wszystkie!

Link do producenta: Dziki Las

marca 01, 2020

ZUŻYCIA LUTEGO 2020

ZUŻYCIA LUTEGO 2020

Upss.. wkradł się jakiś Error! Pomimo chęci nie wyrobiłam się jak należy ze zużyciami na ostatni dzień miesiąca. Chociaż podejrzewam, że znaczenie ma to tylko dla mnie 😅 Właśnie rozstałam się z kilkoma naprawdę fajnymi produktami, ale nie ma się co mazać.. w końcu czekają kolejne przygody, a do ulubionych zawsze mogę wrócić.


TULUA - PIANKA OCZYSZCZAJĄCA DO TWARZY
Zdecydowanie brakowało mi pianek oczyszczających w pielęgnacji. Tulua okazała się wyjątkowo delikatna dla skóry ale jednocześnie wystarczająco skuteczna. Świetnie sprawdzała się w porannym oczyszczaniu skóry z nocnej pielęgnacji, a także przy wieczornym demakijażu. Nie jest to jednak produkt, który sam sobie poradzi z podkładem ale wcale tego nie oczekiwałam. Więcej o piance Tulua już na dniach.


BE THE SKY GIRL - PEEL ME TENDER
Na temat peelingu Be The Sky Girl nie zdążyłam jeszcze wyrobić sobie opinii. Z pewnością jest to wyjątkowy produkt. Proszek, który pod wpływem wody zmienia się w puszystą, gęstą pianę. Mam wrażenie, że konsystencja tego produktu zmienia się na każdym etapie i aż trudno skupić się na czymkolwiek innym. Na szczęście w zapasie jeszcze dwie saszetki więc jest szansa, że ogarnę coś więcej niż zaskakująca konsystencja.


NOWA KOSMETYKA - TONIK Z KTÓRYM IDZIE GŁADKO
Odbiło mi się o uszy, że tonik zmienił nazwę.. ale nie nazwa jest tu najważniejsza. Tonik na bazie kwasów co oznacza, że należy uważnie z nim postępować i nie używać jak zwykłego. U mnie spisał się dobrze, chociaż warto przy nim obserwować potrzeby skóry nieco uważniej. Przy częstym stosowaniu musiałam robić przerwy, chociaż nie określiłabym go jako bardzo mocny. Cóż.. może więcej szczegółów opiszę w odrębnym poście 😉


TULUA - KREM ODŻYWCZY Z EFEKTEM "WOW" 
Mini wersję kremu znalazłam w  boxie Terra Botanica i szybko się zakochałam. Wersję 30 ml odziedziczyłam od Anuli z bloga Co kręci Anulę, a przecież na Wow zawsze znajdzie się miejsce w mojej pielęgnacji. Nie jest to krem super lekki. Jak nazwa wskazuje jest to wersja odżywcza. W teorii krem powinien być da mojej skóry za ciężki ale nie jest. Przy wieczornej pielęgnacji aplikuję typową dla mnie ilość i nie czuję dyskomfortu, chociaż krem potrzebuje chwili aby się wchłonąć. W dzień warstwa jest już znacznie uboższa ale również nie mam z nią problemu. Natomiast krem cudownie łagodzi moją skórę, nawilża, odżywia, sprawia, że jest ładniejsza. To krem do którego będę z wielką przyjemnością wracać.


UNI TOUCH - MASKA W PŁACIE HYDRATING MASK
Ultra cienka i delikatna tkanina. Bardzo fajnie skrojona na moje potrzeby, a to dość rzadkie. Obiło mi się o uszy, że maseczki są bardzo dobre ale nie jestem w stanie tego potwierdzić. Zwykłe maseczki na płacie bawełny pojawiają się u mnie sporadycznie i nie wiem do końca czego się po nich spodziewać. Ta była na pewno przyjemna ale nie zapadła mi w pamięć jako coś co odmieniło moją pielęgnację.


YASUMI - NAWILŻAJĄCA MASKA BIOCELULOZOWA Z ZIELONYM KAWIOREM I KWASEM HISLURONOWYM
Właśnie wykończyłam ostatnią z moich zapasów maseczkę nawilżającą z kawiorem od Yasumi. Pierwsze wrażenia mnie zachwyciły ale podczas używania kolejnych masek wcale nie słabły. Nieustannie podtrzymuję, że jest to jedna z najlepszych masek w płacie jakie kiedykolwiek miałam. Efekt jest wyraźnie odczuwalny jeszcze następnego dnia. Żałuję jedynie, że skład nie powala, bo zdecydowanie jestem zwolenniczką natury. 


YASUMI - MASKA BIOCELULOZOWA OCZYSZCZAJĄCA ORAZ MASKA BIOCELULOZOWA Z KOMÓRKAMI MACIERZYSTYMI
Na fali uwielbienia do wersji nawilżającej skusiłam się o przetestowanie innych wersji masek Yasumi na bazie biocelulozy. Chociaż obie maseczki były dość fajne i wyróżniają się na tle zwykłych, to jednak dość daleko im do mojego ulubieńca. Bioceluloza okazała się znacznie cieńsza, a efekty mniej efektowne. Jak widać królowa jest tylko jedna.


MIMOTO -  MASECZKA Z KWASEM HIALURONOWYM
Przyznaję, że ta maseczka przeszła całkowicie bez echa. Znalazła się w koszyczku denkowym i to jedyne co wskazuje, że była używana w lutym. Nie pamiętam materiału, kroju, efektów. Ewidentnie musiałam być bardzo zmęczona, kiedy po nią sięgałam. Z drugiej strony nie kojarzę problemów skórnych ani tym bardziej zachwytów.. po prostu przeminęła z wiatrem.


ALTERRA - MASECZKA MANUKA HONIG
Dwie kremowe maseczki marki Alterra. Nie szukaj ich w polskim Rossmannie. To akurat prezent od Anuli pochodzący z zagranicznej wizyty. Marka Alterra w naszym Rossmannie jakoś nie zwraca mojej uwagi ale te zagraniczne twory ciekawią o wiele bardziej. Maseczki na bazie miodu manuka bardzo mnie ciekawią i ze dwie mam na oku od jakiegoś czasu. Dlatego ta saszetka niesamowicie mnie ucieszyła. Skład jest bardzo ciekawy ale.. na drugim miejscu w składzie znalazł się alkohol (alkohol denat.) i rzeczywiście był dla mnie odczuwalny. Przy częstym stosowaniu mogłoby się skończyć różnie ale przy jednorazowym podejściu maseczka spisała się dość.. dobrze, jednak nie na tyle abym chciała do niej wracać.


FROM A FRIEND - KREM DO TWARZY CYTRYNA, PIETRUSZKA I BAMBUS
O genialnych właściwościach pietruszki w pielęgnacji twarzy słyszałam już dawno, jednak produktów z tym składnikiem jak na lekarstwo. W momencie kiedy poznałam markę From a Friend ten krem zwrócił moją uwagę na tyle, że wisi na mojej liście chciejstw i czeka aż ogarnę zapasy. Międzyczasie wraz z zamówieniem hydrolatów Ania z From a Friend podesłała mi próbkę kremu. To tylko podkręciło moje chciejstwo! Wstępnie odpowiada mi konsystencja, wchłanianie, zapach.. chę go poznać bliżej! Nnatomiast jeśli jesteś ciekawa konkretnej recenzji kremu to odsyłam do Moniki z bloga Mama z różową torebką i posta Form a Friend - Krem do twarzy Cytryna, Pietruszka & Bambus.

Jeśli nie znasz marki to odsyłam na stronę sklepu: From a Friend  (obecnie kremik z pietruszką jest na promocji!)


ZESTAW PRÓBEK MARKI POLEMIKA
Zestaw próbek marki Polemika znalazłam w ostatnim boxie Terra Botanica ze sklepu Lost Alchemy. Dobranie próbek tak aby tworzyły kompletną pielęgnację bardzo mi się podoba i tak właśnie to trio zużyłam. 
Hydrofilne masło oczyszczające. Masełko jest gęste ale błyskawicznie zamienia konsystencję na olejową, dzięki temu nie ciągnie skóry. Hasło "hydrofilowe" oznacza, że produkt łączy się z wodą i rzeczywiście to robi. Zmienia się wówczas w delikatną emulsję i bardzo łatwo zmywa. Mimo wszystko zawsze po takich produktach używam dodatkowo pianki lub żelu aby zmyć resztki produktu, bo jednak jakąś minimalną warstewkę na skórze wyczuwam. Wstępnie masełko wydaje się ciekawe.
Peeling-maska oczyszczająco-rozświetlająca. Z racji tego, że lubię tego typu produkty to właśnie ta próbka ciekawiła mnie najbardziej. Funkcja peelingu jest tu na wyjątkowo łagodnym i delikatnym poziomie.. nie tego się spodziewałam. Trudno mi tu odszukać funkcji peelingu chociaż bardzo delikatne drobinki są. Za to funkcja maseczki spisuje się fajnie. Całość trzyma się skóry, nie kapie, nie zjeżdża. Z łatwością mogę wytrzymać 15 minut. Delikatne mrowienie odczułam jedynie w dwóch bardziej wrażliwych miejscach. Peeling-maskę zmywam przy użyciu gąbki, bo tak jest łatwiej i szybciej. Skóra nie jest przesuszona, rozdrażniona.. ale odświeżona, nawilżona i ukojona. Nie jest to efekt wow ale produkt można używać 2-3 razy w tygodniu więc przy takiej częstotliwości efekty mogą być bardzo fajne. Wstępnie podoba nie się ten produkt i wpisuję na listę chciejstw.
Antyoksydacyjny krem - lekka konsystencja, która ładnie się wchłania pozostawiając skórę komfortową i niemal matową. Podejrzewam, że spisałby się w okresie letnim ale obecnie mam taki zapas, że nawet nie myślę o zakupie nowego kremu.


FULL MELLOW - MUS POD PRYSZNIC CHRISTMAS ORANGE
Naprawdę polubiłam ten mus. Innowacyjna formuła do kąpieli, świetny zapach i całkiem dobre działanie myjące. O dziwo podczas kąpieli nie sprawiał problemów. Nie przyklejał się do skóry, za to bez problemy tworzył pianę. Używałam z ogromną przyjemnością i nie czułam potrzeby wprowadzać nic więcej. Mus trafił już do ulubieńców. Gdyby nie świąteczne opakowanie nie kojarzyłabym go z okresem świątecznym, chociaż nuty pomarańczy z wyraźną skórką idealnie wpisywały się w klimat. Mus doczekał się recenzji: Christmas Orange Shower Mousse od Full Mellow, zupełnie nowa formuła produktów pod prysznic


FRESH&NATURAL - MALINOWY CUKROWY PEELING DO CIAŁA
To nie było moje pierwsze spotkanie z tym peelingiem.. ale raczej ostatnie. Z tym, że nie mam tu nic złego na myśli. Pierwszy peeling w ogromnej wersji 550ml kupiłam sama, a jakiś czas później dokładnie taką samą wersję dostałam w prezencie. Za każdym razem sprawdzał się super ale te duże pojemności wiążą się z dłuższymi spotkaniami. Do peelingów Fresh&Natural z chęcią będę jeszcze wracać.. ale do innych wersji i zdecydowanie do mniejszych opakowań.


BLANK - PEELING MYJĄCY DO CIAŁA MANDARYNKA
Peeling znalazłam w boxie Terra Botanica ze sklepu Lost Alchemy. Szybko dobiegły mnie głosy, że jest okropny 😂 zajrzałam na stronę producenta, aby sprawdzić skład i wskazówki. Okazało się, że jest to peeling na bazie czarnego mydła, czyli specyficznego brązowego lub zielono-brązowego glutka. Cóż.. to robi różnicę 😅 Miałam już styczność z takim mydłem i nie szczególnie się lubimy, jednak jest to wyłącznie kwestia osobistych preferencji. Aby spotkanie przebiegło w pomyślnej atmosferze do peelingu dołączyła rękawice.. i to pomogło! Tak po prawdzie, spodziewałam się czegoś dużo gorszego. Peeling pachnie cynamonem z pomarańczą i oczywiście posiada specyficzny zapach mydła czarnego ale nie odbieram go jako coś złego. Konsystencja lżejsza niż typowe czarne mydło.. łatwo się rozprowadza, dobrze myje, opcja złuszczania zdecydowanie z tych lżejszych ale rękawica to podkręca. Może nie był to mój kąpielowy ulubieniec.. ale ze wszystkich czarnych mydeł zdecydowanie najprzyjemniejszy!


SORAYA - ŁAGODZĄCA PIANKA DO HIGIENY INTYMNEJ
Kupiłam z ciekawości. Nie jestem szczególną fanką marki ale pojawienie się serii "plante" wprowadziło trochę zamieszania. Nie śledzę szczególnie opinii na temat serii ale z kilkoma się minęłam i nie kojarzę zachwytów.. chociaż wyjątkowego narzekania również nie. Pianka do higieny intymnej sprawdziła się u mnie dość przeciętnie. Myła, oczyszczała, odświeżała.. ale nieustannie miałam wrażenie, że jest zbyt mocna. Nie powodowała dyskomfortu ale niczego pozytywnego o niej powiedzieć nie mogę. Nie planuję powrotu.


ECO LIFE CANDLES -  ŚWIECA DO MASAŻU
Dla mnie to fajny patent na dłuższe weekendowe spa. Świeca podczas palenia wypełnia łazienkę delikatnym aromatem, który później jestem w stanie przenieść bezpośrednio na skórę. To zdecydowanie wyjątkowo przyjemny rytuał ale również taki na który należy mieć czas. Taka pielęgnacji jest dość specyficzna i wymaga pewnej wprawy. Zbyt duża ilość wosku może sprawić problemy w rozprowadzeniu i dodatkowo skończyć się może wyczuwalną warstwą na skórze. Dlatego warto poświęcić temu nieco więcej czasu i dokładności, aby efekt był naprawdę fajny i dał realne poczucie rozpieszczenia skóry i zmysłów.

O świecy i jej zastosowaniu pisałam w poście: Aromaterapia świecami, czyli świece do masażu marki Eco Life Candles


TAHE - SZAMPON DO WŁOSÓW GRUBYCH I SUCHYCH
Zawartość Cocamidopropyl Betainy nie wróżyła sukcesu. Jednak szampon miał śliczny zapach i naprawdę fajnie oczyszczał skórę głowy i włosy. Nie mogłam go używać przy każdym myciu ale skojarzenia mam dość przyjemne. Za to mój mąż poprosił mnie o zakup pełnowymiarowej wersji!


TAHE - MASKA DO WŁOSÓW
Zapach maski mnie nie powala. Co więcej mam z nim problem, bo to moja "ukochana" trawa. Nie trawa cytrynowa, tylko zwykła trawa. Natomiast sama maska okazała się świetna dla moich włosów. Bardzo ładnie je wygładzała i odżywiała. Jedynie końcówki potrzebowały jeszcze czegoś ekstra ale w ogólnym rozrachunku muszę jej przyznać miano jednej z lepszych masek jakie stosowałam. Chwilowo nie wiem czy do niej wrócę. Już zrobiłam zamówienie na maski marki Bema, a w zapasach czeka maska z olejem marula marki Andalou.


IT COSMETICS - CC+ YOUR SKIN BUT BETTER (w odcieniu Fair)
Słynny podkład marki It Cosmetics. Długo chodził mi po głowie z uwagi na genialne recenzje. Z racji problemów z dostępnością miałam sporo czasu na to aby przemyśleć zakup. Dzięki pomocy jednej z użytkowniczek Instagrama udało mi się dobrać odcień (Fair) i ostatecznie zamówić. Odcień jednak okazał się ciut za jasny.. ale łatwiej ogarnąć za jasny niż za ciemny. Ogólny stosunek do tego podkładu miałam.. różny. Raz byłam z niego niesamowicie zadowolona, a innym razem go nienawidziłam. Jednym z gorszych zarzutów jakie mam do niego to trudna sprawa ogarnięcia go na tyle aby nie był widoczny. Szersza opinia pojawi się na dniach na blogu.


YVES ROCHER - WERBENA
Jakiś czas temu przeżywałam ogromną fascynację i uwielbienie dla zapachu werbeny w kosmetykach. Dlatego gdy wpadłam na zapach wody toaletowej werbeny od Yves Rocher, zwyczajnie musiała być moja. Zapach lekki, orzeźwiający, zbliżony do cytrusów.. typowa werbena. Niestety nie okazał się szczególnie trwały, a pod koniec zaczął mi się nudzić więc towarzyszył mi tylko z doskoku. Nie planuję wracać.. co z resztą może okazać się trudne, bo z tego co kojarzę marka często wymienia swój asortyment.

stycznia 31, 2020

ZUŻYCIA STYCZNIA 2020

ZUŻYCIA STYCZNIA 2020

Pierwsze denko stycznia.. i jak co roku obfite nie jest. To efekt grudniowych porządków, które zostały skrupulatnie przeprowadzone. Mimo to coś tam jednak się znalazło z serii zużyć tradycyjnych ale pojawiły się i takie produkty, którym dałam ostatnią (miesięczną) szansę sprawdzenia się.. i dały ciała.. chociaż to zależy od punktu widzenia, bo równie dobrze to ja mogłam dać ciała 😅


BE THE SKY GIRL - PEEL ME TENDER
To podobno jeden z mocniejszych peelingów enzymatycznych, a ja siedziałam sobie z nim nawet 15 minut i żadnego podrażnienia nie odczułam. Co więcej wstępnie po tym pierwszym spotkaniu nawet mi się podoba, bo efekt jak najbardziej mnie zadowolił. W lutym powinien doczekać się swoich pięciu minut na blogu.


A JEDEN - HYDROLAT KOKOSOWY
Dopiero zaczynam odchodzić od ulubionej wersji z różą damasceńską, a wersja z kokosem to zdecydowany krok w inną stronę. Hydrolat znalazłam z bocie Terra Botanica, które w sklepie Lost Alchemy rozchodzą się niczym świeże bułeczki w ciągu 2-3 minut od pojawienia. Ale jeśli chodzi o sam hydrolat.. cóż.. był ok.


UNI TOUCH - HYDRATING MASK
Maseczka Uni Touch pochodzi ze spotkania blogerskiego. Otrzymałam dwie maseczki oraz genialną opaskę! W planie miałam zużycie maseczki jedna po drugiej ale stało się coś nieoczekiwanego. Nie chcę oskarżać o nic maseczki, dlatego chwilowo mam małą kwarantannę. Gdy skóra dojdzie do ładu ponownie użyję maseczki, a post powinien pojawić się w lutym.


DRESDEN ESSENZ - ŻEL POD PRYSZNIC Z POMELO
Niezwykle przyjemny i orzeźwiający zapach. Takie świeże zapachy wybieram najczęściej na okres letni ale nie mogłam tak długo przekładać tego spotkania. Używałam nałogowo, chociaż mam na ten rok silne postanowienie zmniejszenia do minimum zapasów mich mydeł w kostkach.. przy tym żelu nie było to możliwe. Pomimo tego, że moja skóra w okresie jesienno-zimowym o wiele łatwiej się przesusza to żel zupełnie nie pogłębiał tego stanu. Dzięki temu mogłam się cieszyć od początku do końca z jego obecności, a radość była tym większa, że był prezentem od Anuli z bloga Co kręci Anulę. Dziekuję



DESERT ESSENCE - ODŻYWKA Z MANGO
Nic się nie zmieniło.. wciąż ubolewam nad brakiem tej marki na naszym rynku. Szampony spisywały się u mnie genialnie i były niesamowicie wydajne. Z odzywkami miałam jednak nieco mniej wspólnego ale rewelacyjnie wspominam wersję kokosową. Tu natomiast mamy mango.. a mango kocham! Natomiast sama nie dała mi efektu wow.. była naprawdę dobra ale chyba okres zimowy jest dla moich włosów zbyt dramatyczny aby odżywka mogła sprostać tym wymaganiom. Miałam jednak na nią swój sposób. Wystarczyło na wypaciane odżywką włosy nałożyć czepek.. im więcej czasu dałam odżywce tym efekt był o wiele fajniejszy. Zdecydowanie lepiej sprawdzała mi się w roki 15-20 minutowej maski na włosy.. ale o tym więcej w lutowym poście.


SENSIQUE - CREATIVE EYESHADOWS ODCIEŃ 144 CHOCHLATE TRIO
Na pierwszy rzut oka.. genialna bazowa paletka neutralnych kolorów o wykończeniu matowym. Pierwsze macanie "palucham" pełen zachwyt nad pigmentacją. jednak kiedy pierwsza powłoczka została starta zaczęła się historia pełna rozczarowań i przekleństw. Najjaśniejszy cień okazał się tak twardy, że musiałam go zeskrobywać aby pędzel mógł cokolwiek nabrać. Równie dobrze mogłabym próbować na pędzel nabrać farbę ze ściany.. efekt ten sam. Najciemnijszy czekoladowy brąz po roztarciu okazywał się bordowy. Niby fajna magia ale osobiście oczekuję jakiejś podstawowej stabilności koloru. Jedynie na ciemny beż nie jestem w stanie narzekać.. ale mam już podobny w innych paletach, a dla dwóch beznadziejnych cieni z trzech nie opłaca mi się tej paletki trzymać. Prawdę mówiąc nawet nie jestem w stanie jej komukolwiek przekazać, bo jest aż tak zła. Pa maszkaro!

 
INGRID - SMOKY EYES SHADOW NR 118
W przeciwieństwie do zestawu cieni z Sensique ten jest w wiele bardziej godniejszy polecenia. Ponownie neutralne kolory. Same cienie są miękkie i niestety znacznie mniej napigmentowane. To opcja dla kogoś kto oczekuje lekkiego koloru. Osobiście jestem już przyzwyczajona do mocnej pigmentacji i lubię patrzeć jak cienie nabierają głębi na mojej powiece z każdym kolejnym muśnięciem. W tym przypadku tego nie ma. Paletka jednak nie jest zła na tyle abym miała ją wyrzucać do śmietnika.. powędrowała do siostry. 


CONSTANCE CARROLL - KOHL EYELINER ODCIEŃ 14 CREAMY
Mam identyczną kredkę innej marki. Nie widzę zupełnie różnicy w kolorze ale w twardości owszem. Kredka marki Constance Carroll jest o wiele twardsza przez co trudniej się nią pracuje. Zaznaczenie linii wodnej o wiele przyjemniej wykonać miękką kredką. Zapewne mogłabym znaleźć jej inne przeznaczenie np. podkreślić łuk brwiowy.. ale nie będę się oszukiwać, jeśli uda mi się sięgnąć po taką kredkę pięć razy w roku to będzie istne szaleństwo. Rzadko sięgam po taką kredkę.. może jeszcze nie doceniłam jej wystarczająco.. może to przyjdzie z czasem.. ale teraz i w najbliższym czasie nie widzę sensu aby walały się aż dwie.


INDIGO - PROTEIN BASE
Po tę bazę przestałam sięgać, a powód jest jeden.. trwałość. Robiła jakiś czas temu test porównawczy tej bazy z inną i wypadła niezwykle mizernie. Kiedy już robię manicure hybrydwy to oczekuję, że przetrwa minimum tydzień w dobrym stanie.. ale żeby nie było tak gorzko, to muszę przyznać, że baza ma jeden plus.. niezwykle łatwo ściąga się hybrydy.
Do testu bazy odsyłam do posta: Porównanie bazy Indigo i NeoNail


INDIGO - LAKIERPIJAMA PARTY
Z pozoru śliczny neutralny kolor odpowiedni na każdą okazję i świetnie łączący się z każdym innym kolorem. Problem mam z nim taki, że ciężko mi uzyskać jednolitą strukturę i krycie. Zawsze wychodzą jakieś prześwity. W zasadzie można by zadowolić się jedną warstwą która będzie wyraźnie przebijać.. ale i tak nigdy równa mi nie wyszła. Aby ogarnąć krycie tego lakieru muszę nałożyć minimum cztery warstwy.. to stanowczo za dużo zabawy, a do tego nigdy nie wiem czy efekt mnie zadowoli. To ostatnie moje spotkanie z marką.. sorry.

Przy okazji porządków w dziale mani będę miała do oddania trochę ozdób do paznokci. Jutro (sobota) lub najpóźniej pojutrze (niedziela) pojawi się nowy post, a na jego końcu będę ów drobiazgi. Wystarczy, że w komentarzu napiszesz, że chętnie je przygarniesz, a ja wyślę je do Ciebie (na terenie Polski) Także kto pierwszy.. ten lepszy.

grudnia 02, 2018

ZAKUPY LISTOPADA 2018 CZĘŚĆ 1

ZAKUPY LISTOPADA 2018 CZĘŚĆ 1

Tego się nie spodziewałam! Zostałam zmuszona do podzielenia nowości listopadowych na dwie części, bo popsułabym internety! Takiego ogromu jeszcze nie było.. być może nawet moje roczne denka to przy listopadowych nowościach są jakimś śmiesznym ułamkiem. W pierwszej kolejności miałam pokazać prezenty.. ale potrzebuję więcej czasu aby wszystko opisać. Dlatego dziś zapraszam na moje zakupy oraz paczki od producentów, a jutro szalone niespodzianki!


DOMKOVE - GRUSZKA Z WANILIĄ
Mój mały nabytek wynikający wyłącznie z chciejstwa i trochę w nagrodę za to, że tak ładnie wyczyściłam pudełko z woskami Yankee Candle.. no dumna jestem z siebie ! Mój plan to pójść w stronę świec i to tych naturalnych na bazie wosku sojowego. Przechadzając się po galerii Felicity w Lublinie, na stoisku z Yankee i Kringle moje oczy dojrzały polską markę naturalnych świec Domkove. Oryginalne zapachy, śliczne i proste słoiczki.. piękne!  Wersja gruszki z wanilią poszła na pierwszy ogień.. nie mogłam się oprzeć!

Odsyłam również na stronę producenta Domkove.. jeśli nie wiesz jak pachie 500+, albo Milion to masz szansę to nadrobić 😂


Zakupy w Ekozuzu.. zwyczajnie lubię ten sklep chociaż asortyment ograniczony jest do marek takich jak Bema, Couleur Caramel, Eco Life i KoZi. Kocham świece więc z wielką przyjemnością sprawdzę wszystkie, markę Bema dopiero będę poznawać chociaż już kilka produktów mocno mnie zaciekawiło i z wielką chęcią po nie sięgnę, za to najwięcej doświadczeń zdobywam obecnie z kolorówką od Couleur Caramel. Zdecydowanie przejście z typowo drogeryjnej kolorówki na taką z naturalnym składem wymaga trochę wysiłku.. ale już niejednokrotnie czytałam, że warto. Dlatego póki co przełamuję się i walczę ale już zdążyłam sobie jedną perełkę upolować i właśnie do niej wróciłam. Mowa o..


COULEUR CARAMEL - MASCARA BACKSTAGE 31
Właśnie zdenkowałam poprzednika i chociaż rzadko wracam do tych samych produktów i to jeden po drugim, to w tym przypadku nawet nie specjalnie miałam ochotę na nowe poszukiwania. Skorzystałam z kodu przy rejestracji, który dał mi 15% zniżki i ponownie mogę cieszyć się tuszem, który pomimo pewnej wady zasłużył sobie na miano jednej z najfajniejszych jakie używałam. Zauważyłam, że zmieniło się nieco opakowanie.. i dodatkowo zostały wprowadzone dwa kolory. Moja klasyczna czerń to numer 31, ale pojawił się już brąz z numerem 32 oraz bordo! z numerem 33. Porównywałam skład i zmienił się on jedynie o jedn składnik jednak nie sądzę aby zrobiło to jakąś diametralną różnicę. Niemniej postaram się aby post pojawił się jeszcze w grudniu.

Produkt kupisz w sklepie Ekozuzu.pl


COULEUR CARAMEL - NATURALNA ODŻYWKA DO RZĘS I BRWI
Ehh.. zapewne słyszałaś o tym "nie wyrywaj tak brwi, bo Ci później nie odrosną!" To prawda! Prędzej czy później przestaną rosnąć.. mnie już to spotkało i zdecydowanie żałuję tych kilku włosków, które nijak nie chcą wrócić. Rozważam nawet pójście w bardziej drastyczne środki.. bynajmniej nie w przeszczep.. nawet nie chcę wiedzieć z jakich miejsc te włosy miałyby być pobierane 😂 chodzi mi bardziej o produkt z bimatoprostem.. ale póki jest szansa, że uda się przywrócić do życia te kilka kłaczków za sprawą naturalnych odżywek to będę próbować. Odżywka w ruch idzie 02.12.2018.. post.. gdy będą efekty.. trzymaj kciuki.

Produkt kupisz w sklepie Ekozuzu.pl 


BEMA - REGENERUJĄCA NATURALNA MASKA DO WŁOSÓW 
Yyy.. gdy widzę takie niespodzianki w zamówieniu to zwyczajnie mnie przytyka. Zdaję sobie sprawę, że prowadzenie bloga ma pewne plusy i przywileje.. no ale ja sobie po cichaczu zrobiłam zamówienie, a oni mi takie piękne rzeczy tu wrzucają. No i nie wiem co powiedzieć, bo aż człowiekowi głupio, a z drugiej strony cieszy się jak dziecko 😅 Zarówno odżywka jak i maska do włosów na dniach pójdzie w ruch. W dodatku maska do włosów już ma całkiem fajne recenzje, a moim włosom w okresie zimowym przyda się mocniejsze dociążenie i regeneracja tym bardziej, że ostatnio jedna z odżywek, którą używam raczej miała kiepsko wpływa na kondycję moich włosów.. a nawet im zaszkodziła. Ratunek mile widziany.

Produkt kupisz w sklepie Ekozuzu.pl 


BEMA - PRÓBKI
Nie jestem pewna ale być może dostałam pół asortymentu sklepu w formie próbek 😂 Próbki lubię i szanuję, bo od jakiegoś czasu aby nie popełnić gafy pielęgnacyjnej to właśnie na podstawie próbek staram się podejmować decyzje zakupowe. Gdyby nie to, że w listopadzie zostałam hojnie obdarowana odlewkami od Madzi z Na tropie piękna to pewnie już bym się do tego zestawu dobrała. Jednak widziałam tu kilka bardzo ciekawych propozycji jak krem aloesowy czy z propolisem oraz kremy nawilżające z serii Viso/Face. Uuu.. trzeba się streszczać z tymi próbkami 😃


NEONAIL - LAKIERY HYBRYDOWA I BAZA
Rzadko zdarza mi się trafić na fajną promocję lakierów NeoNail. Chodzi mi głównie o taką promocję na stronie producenta, która wciąż będzie atrakcyjna pomimo poniesienia kosztów wysyłki. Zazwyczaj jestem zwolenniczką wybierania lakierów na podstawie wzorników. U siebie w mieście mam taką możliwość i chociaż lakiery są droższe niż u producenta o około 1-2 zł to i tak wolę pójść, przyłożyć do paznokci, sprawdzić jak dany kolor współgra z odcieniem skóry i czy faktycznie mi się podoba. Jednak tym razem okazja była na tyle fajna, że skusiłam się na internetowe zakupy.


NEONAIL - LAKIERY EXOTIC BANANA ORAZ UNRIPE OLIVES
Pierwszy żółty lakier to wpływ koleżanki, której po głowie chodzi manicure w odcieniach żółci. Sama z siebie o takich odcieniach raczej nie myślę, bo żółty mimo wszystko jest trudnym kolorem, który jak na mój gust z niewielką ilością karnacji potrafi się ładnie zgrać. Jednak może warto pobawić się trudniejszymi kolorami i stworzyć coś ciekawego. Wybrałam Exotic Banana z kolekcji Candy Girl, który ma stanowczy żółty kolor ale jednocześnie ma w sobie coś miękkiego.. nieco pastelowego.

Chodził również za mną od jakiegoś czasu inny dość ciekawy odcień zieleni. Z samą zielenią na paznokciach jest mi raczej nie po drodze, a w przypadku Unripe Olives z kolekcji Fall In Love uważam, że mało komu udało się wyciągnąć z tego koloru to co w nim najciekawsze. "Niedojrzałe oliwki" to trudny kolor.. ale mam na niego kilka pomysłów. W dodatku nie daj się zwieść swatchom krążącym w internecie, bo mało który oddaje jego prawdziwy kolor.

Produkt kupisz m.in. w sklepie producenta NeoNail: lakier Exotic Banana
Produkt kupisz m.in. w sklepie producenta NeoNail: lakier Unripe Olives


NEONAIL - LAKIERY LIGHT BEIGE ORAZ NATURAL BEAUTY
Jestem nudziarą.. takie życie. Chociaż może nie do końca. Ostre wzory czy żarówy  na wszystkich pazurach.. to nie ja. Jednak mocny kolor w formie akcentu lub w jakimś ciekawym wydaniu w połączeniu z elementami spokojnych kolorów.. jak najbardziej. Na ogół ciągnie mnie do ciekawych kolorów, a typowe nudziaki są zazwyczaj przeze mnie pomijane, a to przecież z nich najczęściej korzystam. Dlatego podczas składania zamówienia bezsprzecznie wiedziałam, że musi do mnie trafić coś bazowego. Postawiłam na kolekcję Milady, która sama w sobie jest bardzo spokojna i opiewa w przeróżne beże, brązy, róże i złota.
Ostatecznie trafił do mnie Natural Beauty, który okazał się nieco jaśniejszy niż na zdjęciach.. ale zdaję sobie sprawę, że to może być wina ustawień monitora. Na chwilę obecną nie jestem do końca przekonana, bo wydaje się być zbyt jasny ale z drugiej strony powinien świetnie współgrać ze wszystkimi kolorami jakie posiadam, a przecież oto chodziło. Jego neutralny odcień powinien dobrze współgrać również z ciepłym i chłodnym odcieniem skóry.. czyżby nude idealny?
W komplecie jako kolor bazowy trafił do mnie Light Beige. Jest to bardzo delikatny i jasny brąz rozbielony mlekiem. Śliczny i delikatny kolor, który świetnie będzie współgrać z kolorami, które już posiadam. Dodatkowo stanowi on genialne połączenie ze złotem.

Produkt kupisz m.in. w sklepie producenta NeoNail: lakier Natural Beauty
Produkt kupisz m.in. w sklepie producenta NeoNail: lakier Light Beige


NEONAIL - LAKIER SAND GLOW
Jeden z moich ulubionych.. i jedyny lakier brokatowy zaczyna gęstnieć na tyle, że trudno się nim pracuje. Lubię go na tyle, że miałam w planach do niego wrócić, a mowa o Champagne Kiss. Jednak chciałam spróbować czegoś innego co da podobny lub zbliżony efekt dlatego Sandy Glow z kolekcji Think Blink!.. i to jest strzał w dyszkę! Jest fenomenalny! To niemal same drobinki brokatu, które już przy pierwszym pociągnięciu dają całkowite krycie. Myślę, że z łatwością da się wykonać nawet bardzo szczegółowe i precyzyjne zdobienie przy użyciu cienkiego pędzelka.. szczerze.. lakier miałam na jednym paznokciu i to nieutwardzony.. ot maznęłam z ciekawości i na tej podstawie odcień różowego złota Shine Rose oraz srebro Twinkle White z tej samej kolekcji wpisuję na listę chciejstw. Po prostu piękne!

Produkt kupisz m.in. w sklepie producenta NeoNail: lakier Sandy Glow

Jeśli jesteś ciekawa jakie aktualnie mam w swojej kolekcji lakiery do paznokci to odsyłam do zakładki "w użyciu". Lakiery znajdują się niemal na samym końcu.. więc odpowiedzialności za zwichnięcia i inne kontuzje od scrollowania nie odpowiadam.


NEONAIL - BASE EXTRA COVER
Nie interesowałam się specjalnie bazami hybrydowymi ponieważ mam w użyciu dwie (jedna z Indigo, druga NeoNail) jednak ta baza zwróciła moją uwagę na paznokciach Pani, która w moim mieście sprzedaje produkty NeoNail. Pytałam o kolor, a tu okazało się, że to efekt nałożenia samej bazy. Baza ta idealnie zastąpi lakier o półprzezroczystym wykończeniu, a coś takiego ostatnio chodziło mi po głowie. Ponadto bazą według uznania mogę zapewnić kryjące wykończenie, przedłużyć paznokcie do 7 mm, wyrównać płytkę ale również ją nadbudować i co ciekawe to świetny podkład pod jasne kolory, które wymagają często kilku warstw aby uzyskać zadowalające krycie.

Produkt kupisz m.in. w sklepie producenta NeoNail: Base Extra Cover


Zakupy z "Czarnego Piątku".. ehh.. cóż to był za stresujący dzień! Szczególnie z dwóch głównych powodów.


Pierwszy sklep do którego się udałam.. a raczej oczekiwałam wybicia godziny 0:00 był Fler Organic. Okazało się, że nie tylko ja wówczas nie spałam ale również właścicielka sklepu z produktami Douces Angevines, Pani Joanna. Strasznie się cieszę z moich skromnych łupów..


DOUCES ANGEVINES - PEELING OCZYSZCZAJĄCY W PROSZKU LUMIERE
Kiedy sklep Fler Organic zapowiedział, że należy spodziewać się fajnej zniżki na kosmetyki Douces Angevines to wiedziałam, że pomimo sporych zapasów znajdę jakiś luz aby w końcu zacząć wprowadzać w pielęgnację te słynne kosmetyki. Wciąż mam sporą ilość próbek, które są wręcz absurdalnie wydajne! Jednak na podstawie dwóch próbek bardzo mocno w pamięć zapadł mi peeling do twarzy w sypkiej formie. Wiem, że sam pomysł sypkiej formuły peelingu do twarzy wydaje się być dziwny i być może kłopotliwy w użytkowaniu ale ten konkretny peeling sprawi, że włączy Ci się prawdziwe chciejstwo już po użyciu próbki. Skóra po tym peelingu była ślicznie oczyszczona, miękka i gładka, aż z automatu wpisałam produkt na listę chciejstw.. już mogę go wykreślić 😍

Peeling do twarzy znajdziesz w sklepie Fler Organic: Douces Angevines - Lumiere


DOUCES ANGEVINES - LINGETTE COTON BIO
Ściereczki do demakijażu towarzyszą mi od dawna.. ale na ogół są to ściereczki muślinowe, których używam wraz z balsamami/olejkami do demakijażu twarzy. Całkiem niedawno zaciekawiły mnie ściereczki/waciki, które mają wyprzeć z codziennego użytkowania tradycyjne waciki. Zaopatrzyłam się już w ściereczki bambusowe ale we Fler Organic znalazłam ściereczki wykonane w 100% z bawełny organicznej. Oj.. nie będę miała litości i z całą pewnością porównam je do bambusowych.. a może oba rodzaje pokocham jednakowo.. a może żadne ?

Ściereczki znajdziesz w sklepie Fler Organic: Douces Angevines - Lingette coton bio


DOUCES ANGEVINES - ZESTAW PRÓBEK PERFUM
Z tego co widziałam, zestawy próbek cieszyły się całkiem sporym zainteresowaniem podczas Black Friday.. i bardzo słusznie! Ja jestem zachwycona moimi próbkami, bo wiem jak bardzo potrafią być wydajne więc ich zakup to zdecydowanie dobra inwestycja. Mnie jednak najbardziej interesowały próbki perfum.. i głównie z ich powodu siedziałam czekając na wybicie godziny 0:00:00, bo bałam się, że szybko taka okazja się nie trafi. Dlaczego akurat perfumy? Bo te szeroko dostępne szybko mi się nudzą albo spotykam je na ulicy, a wówczas tracę zainteresowanie jeszcze szybciej. Nie ma szczególnego znaczenia jaką mają cenę.. te za 100zł i te za 500zł zwyczajnie mi się nudzą. Ostatnio postanowiłam, że za dwa zużyte flakony perfum, które błąkają się po mieszkaniu kupię coś wyjątkowego. Coś co będzie mnie intrygować za każdym razem, coś co nie jest powszechne ale ujmie mnie swoją wyjątkowością. Swoje poszukiwania zaczęłam od naturalnych perfum ale dostępność to dość duży problem. Dlatego próbki perfum Douces Angevines to dla mnie światełko w tunelu i krok bliżej do wyjątkowych perfum.

Próbki perfum znajdziesz w sklepie Fler Organic


DOUCES ANGEVINES - PRÓBKI  
Do tego wszystkiego Pani Joanna hojnie obdarowała mnie dodatkowymi próbkami, w tym również na moją gorącą prośbę spryskała karteczki dezodorantami Douces Angevines 😅 Wiem, że moja prośba mogła wydać się dziwna ale zapach przy takich produktach ma dla mnie duże znaczenie. Do tego peeling do ciała Au Jardin De Jasmine, który mam nadzieję jeszcze dzisiaj pójdzie w ruch.. bo trzymałam go tylko na potrzeby zdjęć. Serum pod oczy Lia, a dokładniej niebiański fluid wygładzający kontur oczu i ust, który jest podobno bardzo fajny i niesamowicie wydajny.. a w to akurat wierzą. Maravilia, niebiański fluid na dzień w formie kuracji ochronnej, który ma wzmacniać barierę ochronną skóry oraz coś co tak się składa jest wręcz fajnie wpisane w moje aktualne potrzeby (mam straszne zakwasy po piątkowej siłowni 😅), Acrobate czyli fluid do pielęgnacji ciała po wysiłku fizycznym.


Druga wisienka to sklep Ilcsi. Obserwują od bardzo dawna i co jakiś czas wracam aby sprawdzić co nowego i co się zmieniło. Obecnie trochę żałuję, że na zakupy nie skusiłam się w okresie kiedy maseczki do twarzy były dostępne dla detalicznych kupujących.. obecnie wyłącznie dla salonów kosmetycznych. Cóż.. trudno.. ale ją inne perełki, a w Black Friday (i do końca listopada) cały asortyment był przeceniony o 40%!


ILCSI - SERUM POD OCZY Z DZIKIEGO BZU
Ilcsi to wyłącznie naturalne produkty oparte na składnikach organicznych, certyfikowanych, pochodzące z własnych bio-plantacji, nietestowane na zwierzętach.. i z tego co słyszę i obserwuję.. mają potężną moc! Ale o producencie pogadamy sobie przy recenzji. Tymczasem zachodzę w głowę jakim cudem wyszłam z tego mojego gigantycznego chciejstwa na produkty Ilscji z jednym produktem! Jakim cudem?! W dodatku nie do końca z tym co zamierzałam kupić 😅 W planach miałam krem pod oczy, gdyż obecnie używany za chwilkę sięgnie dna, a tymczasem czeka na mnie już tylko serum Sape.. i tona próbek 😂 Jednak skupiając się na opisach wybór padł na serum pod oczy.. dopiero po fakcie zauważyłam, że jest to serum, a nie krem.. ale czy to źle? Aaa.. w życiu! Absolutnie każdy produkt z Ilcsi cieszy mnie równie mocno i nawet gdybym przypadkiem zamówiła krem do stóp to i tak bym była zadowolona.

Także.. nie nie nie.. nie oddam, nie zamienię, nie odsprzedam. Było trzeba sobie kupić tym bardziej, że promocja na Ilcsi trwała do 30 listopada, o czym informowałam na Instastory 😝




EZTI CANDLES - WOSKI ZAPACHOWE
Uuu.. ta świecowa marka przykuła moją uwagę na Ekocudach. Pojawiło się tam wiele ciekawych marek świecowych i nie mam wątpliwości, że każda z nich jest wyjątkowa jednak prostota i luksus z jakim kojarzą mi się te piękne sojowe świece sprawiła, że Ezti Candles głęboko zapadły mi w pamięć. Przez przypadek znalazłam w tym całym instagramowym chaosie informację o zniżce na wszystkie woski, a to wręcz idealna dla mnie możliwość sprawdzenia zapachów! W koszyku oczywiście miałam niemal wszystkie, bo ciekawi mnie wszystko ale ostatecznie jakimś cudem zdecydowałam się na zaledwie dwa woski i to te, którymi zachwyciła się Magda z Na tropie piękna. Madzia nawet nie wiesz, że stałaś się wyrocznią moich zakupów w Ezti 😅

Po więcej świecowych ślicznotek odsyłam do producenta: EZTI Candles


Nie mam pojęcia jakim cudem mój malutki zakątek znalazła Pani Katarzyna z Ekocudów.. a może czyta w myślach? Jeśli o mnie chodzi to przysięgam, że nie mam żadnych nadprzyrodzonych mocy ani nie bawię się w żadne laleczki Voodoo. Jednak jakimś szczęśliwym trafem zgrałyśmy się co do jednego.. promocja Ekocudów. Miałam w planach robić rozeznania marek, które się pojawiają oraz polecać to co u mnie się sprawdziło i jest godne uwagi oraz na koniec zrobić listę chciesjtw oraz ciekawych wystawców. Nie zależało mi na paczce, bo mam wszystkiego tyle, że oczy bolą i w zasadzie o tym pisałam.. no ale 😅


BE THE SKY GIRL - LIFTING SERUM
Marka zupełnie mi nieznana, chociaż gdzieś kilka razy się przewinęła i widziałam jedną recenzję u Moniki z bloga Mama z różową torebką. Na szczęście nie jest to ten sam produkt co u Moni więc liczę, że doznania zapachowe będą lepsze. Mam tu "wysoko stężone ekstrakty roślinne.. aby silnie odmłodzić i głęboko nawilżyć Twoją skórę". Ok.. kupując piwo już w sklepach nie pytają mnie o dowód więc zrobimy sobie teścik 😂

Serum znajdziesz na stronie producenta: Be The Sky Girl - Lifting serum


BE THE SKY GIRL - MUS DO CIAŁA WILD FOREST
Ten mus do ciała jednocześnie mnie cieszy i martwi. Z jednej strony sam fakt, że ma to być mus oraz zapach dzikiego lasu, który strasznie mnie ciekawi.. jednak ta ogromna pojemność już mnie nie cieszy 😅 Sporo mam produktów z tej kategorii i z tego co widzę jeszcze dużo czasu upłynie zanim będę mogła powiedzieć.. uwolniłam się!

Mus znajdziesz na stronie producenta: Be The Sky Girs - Mus do ciała Wild Forest


BE THE SKY GIRL - PRÓBKI
Wśród próbek znalazłam aż trzy rodzaje musów do ciała z czego jeden w wersji Wild Forest, a więc mojego pełnowymiarowego przyjaciela. Cieszy mnie to, bo będę mogła sprawdzić próbkę i zdecydować czy faktycznie chcę otwierać duże opakowanie. Oprócz Wild Forest (z nutą agrestu i czarnego bzu) znajduje się Sweet Life (z nutą czerwonych owoców) oraz Just Say Yes! (z nutą jaśminu i czarnego opium). Do tego próbka kremu do twarzy o działaniu rozjasniająco-liftingującym.



Produkty Zojo są mi już dość dobrze znane i przysięgam, że będę się starać opublikować z nimi post jeszcze w grudniu.. chociaż już dawno powinnam 😅 Jakimś cudem nikt mnie za to nie ściga, a marka od której pochodzą te w pełni naturalne suplementy odezwała się do mnie ponownie z uwagi na bardzo fajną współpracę z marką Resibo.. osobiście uważam, takie wspieranie się marek za coś godnego naśladowania!


ZOJO ELIXIRS - THE BEAUTY PAGEANT FORMULA
To jeden z najbardziej uniwersalnych eliksirów, ponieważ nie jest skoncentrowany na jakimś konkretnym działaniu, a na ogólnej kondycji naszego ciała. Przykładowo w ofercie są eliksiry skupione na zdrowej skórze, poprawiające metabolizm i wspomagające trawienie oraz spalanie tkanki tłuszczowej, jak również formuła skupiona na walce ze zmarszczkami, czy taka która stworzona jest na afrodyzjakach dzięki czemu ma podnieść libido 😇 To nie są proszki, które mają różne nazwy, a w środku wszystkie to samo 😅 Uuu.. muszę zaraz zrobić moje kulki mocy!


Pyszne są! Przepis znajdziesz na moim Instagramie w zapisanych relacjach 😘


RESIBO - SOS RESCUE KIT
Resibo znam ale głównie wracałam do ich olejku do demakijażu. To własnie od niego tak naprawdę zaczęła się moja miłość do zmywania makijażu olejem w połączeniu ze ściereczką. Sporo próbek Resibo gdzieś mam więc w grudniu z racji porządków będę chciała się w końcu do nich dobrać. Za to sam zestaw wydaje się być bardzo trafiony na okres zimy. mamy tu krem ratunkowy SOS, który ma chronić skórę przez działaniem czynników zewnętrznych.. czyli idealnie na mróz! Wydaje mi się, że ten kremik nie koniecznie dedykowany jest twarzy.. skorzystać z niego powinno również ciało. W zestawie mamy jeszcze krem do rąk, co w duecie tworzy kompleksową ochronę, a wraz z Eliksirem Zojo również ochronę od wewnątrz! Pięknie!

Oba produkty występują w sklepie producenta jako oddzielne: krem ratunkowy SOS oraz naturalny krem do rąk



Coś niesamowitego! Po poście z peelingiem do twarzy od From a Friend odezwała się do mnie twórczyni marki, która doceniłam moją szczerość i wnikliwość. Ania nie dość, że wzięła sobie do serca moją opinię, która przecież wytknęła produktowi wadę, to jeszcze poprawiła recepturę i obdarowała mnie tak piękną paczką.. i absolutnie nie oczekuje recenzji!.. ale recenzje będą! Bo jak tu o takich ślicznotkach nic nie napisać?


FROM A FRIEND - GENTLE FACIAL SCRUB PLUM & OAT (nowa wersja)
Oczywiście powstanie post porównujący nową wersję peelingu do starszej. Już zrobiłam zdjęcia ale formułę testowałam jedynie na dłoni i różnica jest ewidentna! Strasznie się cieszę, bo peeling sam w sobie (nawet z wadą) bardzo lubię i cenie. Tym bardziej, że jest to dla mnie produkt dwufunkcyjny, czyli zastępuje również maseczkę odżywczą. Nawet ta "niedoskonała" wersja trafiła do ulubieńców października!

Więcej na temat pierwszej wersji peelingu przeczytasz w poście: From a Frend - Gentle Facial Scrub Plum & Oat
Za to nową wersję peelingu znajdziesz na stronie sklepu From a Friend: Delikatny peeling do twarzy śliwka & owies


FROM A FRIEND - ORGANICZNY 100% HYDROLAT AROMATYCZNY Z RÓŻY GERANIUM
Wyczuwam tu niemały problem.. po pierwsze hydrolat (lubię hydrolaty, szczególnie różane), po drugie hydrolat różany (mój od zawsze najbardziej trafny wybór wśród hydrolatów, chociaż zazwyczaj były to wersje z róży damasceńskiej.. a tu róża geranium 😍), po trzecie prześliczna buteleczka z szarego, matowego szkła, która trafia w mój najbardziej czuły punkt estetyki! Więc pytam! Jak ja mam go używać? Skoro nie chcę aby się skończył 😅

Produkt znajdziesz na stronie sklepu From a Friend: 100% hydrolat aromatyczny z róży geranium


FROM A FRIEND - MAGIC FACE OIL
Albo to telepatia.. albo moje rosnące zamiłowanie do róż jest bardzo widoczne.. albo ktoś buszował w mojej niekończącej się liście chciejstw 😂 Żeby nie było.. kiedyś gardziłam kosmetykami, które miały cokolwiek wspólnego z różą. Przekonały mnie jednak hydrolaty, a z czasem nabrałam ogromnej chęci nabycia dość słynnego oleju z dzikiej róży marki Pai. Po drodze nam nie było, bo marka jest niedostępna w Polsce, a ściągać z zagranicy nigdy się nie opłacało. Natomiast pewien szkopuł tkwił w tym, że jest to olej i to w dodatku w dość sporej pojemności. Dlatego gdy w ofercie From a Friend dojrzałam olej ale w genialnej opranie oleju kukui, wyciągu z płatków róży damasceńskiej w skwalenie z trzcyny cukrowej, olej cacay, olej arganowy..olej z dzikiej róży.. witaminy C.. kwasu hailuronowego.. absolut z róży stulistnej.. no to kopara opada! Bez zastanowienia Pai zostało wywalone i zapomniane, a jego miejsce zastąpił "olej" z From a Friend. Nawet pojęcia nikt nie ma, że pisząc o tym oczy mi się świecą.. ok, teraz już wszyscy wiedzą 😅

Olejek znajdziesz na stronie sklepu sprzedawcy: From a Friend - Magiczny olejek do twarzy Róża Stulistna



HUMBLE - SZCZOTECZKA DO ZĘBÓW DLA DOROSŁYCH BAMBUSOWA
Kilka dni temu wymieniłam szczoteczkę do zębów ale z uwagi na to, że w zapasach nic już nie miałam, a obecna już mnie irytowała poszłam kupić pierwszą lepsza. Trafiło na Oral-B i to był dramat! Już szczotka do WC jest bardziej miękka i delikatna. Wybrałam się do mojej zielarni gdzie zawsze zaskoczą mnie jakimś ciekawym asortymentem i mocno liczyłam, że będą mieć również szczoteczki.. i była ta.. jedna.. i ostatnia. Kupiłam bo szału dostaję używając Oral-B. Na wszelki wypadek na dniach zrobię jakieś ciekawsze zakupy produktów do mycia zębów, bo niedługo wszystko mi się skończy.



Jarmark przedświąteczny.. o którym zupełnie nic nie wiedziałam i trafiłam przypadkiem jadąc do zielarni. na parkingu urocze domki, a tam cuda! Jednak tylko jeden domek krył coś co każda kobieta cieniąca naturalną pielęgnację doceni.. kosmetyki! Pani Agnieszka do której wyroby należą aż kipi pasą i miłością do tego co robi! W dodatku ma swój sklepik internetowy Hhygiene do którego serdecznie odsyłam.. i jest z mojego miasta! Z Chełma! Tak blisko!


HHYGIENE - MYDEŁKO Z NIEBIESKĄ GLINKĄ LAWENDOWO-RUMIANKOWE
Ślicznie wygląda, a do tego niebieska glinka i świeży lawendowo-rumiankowy aromat. Mydełko przeznaczone do cery tłustej ale mnie skusiła obietnica jedwabnej tekstury i obfitej piany.



HHYGIENE - MYDŁO Z OLEJEM Z MAKADAMIA I MANGO
Ja bym miała sobie odmówić zakupu mydła z dodatkiem oleju z mango? Pfff.. ja na pewno nie 😂 Do tego śliczny zapach będący mieszanką geranium, cytryny i neroli. Zarówno mango jak i macadamia sprzyjają walce z celullitem i rozstępami ale również koją podrażnienia skóry. Podobno po mydełku można sobie odpuścić balsamy do ciała.. brzmi bardzo obiecująco.



HHYGIENE - POMADKA OCHRONNA
Raczej jestem zwolenniczką pomadek z dodatkiem koloru, bo chętniej po takie sięgam i częściej pamiętam. Jednak Pani Agnieszka ma dar przekonywania. Jak tu odmówić sobie obietnicy "koniec z suchymi ustami!" Do tego śliczny zapach mięty, pomarańczy i lawendy!

Pomadkę znajdziesz tu: Hhygiene - Pomadka ochronna




SAPE - MINIATURKI
Raczej trudno uwierzyć, że marka wysłała mi takie maleństwa w paczce PR.. 😅 taka ściema raczej nie przejdzie wiec przyznam się zwyczajnie, że zrobiłam u nich zamówienie ale nic z tych rzeczy nie było dla mnie więc bez sensu aby je pokazywać. Swoją drogą słoiczek "Plastra na suche miejsca" jest strasznie uroczy. Za to w drugim pojemniczku nie bardzo wiem co jest, bo nie zostało opisane 😏 a może było na kartce załączonej do zakupów? Niee.. też nie, ale obstawiam mus do ciała Makadamia.

Produkty Sape znajdziesz u producenta: SAPE


LE BLEUET, CZYLI MARIKOWE PYSZNOŚCI
Tu również ślicznie pachnące dodatki do zakupów w Willow. Ostatnio poluję na ciekawe herbatki i szukam swoich smaków, a Marika ostatnio robiła własną herbatkę i oto ona! Przy okazji dopytywałam o herbaty Yogi Tea, które słyną ze swoich składów i pysznych smaków.. niestety do tanich nie należą, a sprawdzić u siebie w mieście nie mam jak. Dlatego saszetka klasycznej wersji herbatki od Yogi Tea strasznie mnie cieszy.

 

Przepis na tę śliczną herbatkę znajdziesz u Mariki w poście: Herbata na prezent? DIY z hibiskusa, czarnego bzu i róży - na odporność!



Uwielbiam przedświąteczne jarmarki! Na ogół najwięcej jest tam ozdób świątecznych, których nie mogę kupować, bo moja mama robi cuda i jeszcze by się obraziła 😅 ale dział spożywczy to wręcz ciągnie mnie jak mało co.


GOTUJ Z MARIOLĄ - DOMOWY KECZUP ORAZ PIGWA DO HERBATY
Już dawno przestały mi smakować delikatesowe keczupy. Staram się sprawdzać ich składy i jednak da się znaleźć coś ciekawego ale na ogół jest albo drogie albo wyprzedane. Kiedy dostrzegłam wśród rarytasów keczup od razu chwyciłam i nie wypuściłam! Co więcej zadzwoniłam do rodziców.. też kupili keczup i nawet testowali.. mówią, że petarda!

Do tego wśród słoiczków odnalazłam pigwę do herbaty! No błagam! Sezon herbaciany w pełni.. wręcz idealny produkt na wieczorne posiedzenia pod kocykiem.

Być może na zdjęciu mogło umknąć Twojej uwadze ale tam.. tam.. na dole leży wielgachny worek z dziwną substancją. Jest to 5 litrów soczku jabłkowego! Soczkiem zostałam poczęstowana na stoisku i był tak pyszny.. i trochę zimno było, że się cała zalałam ale tyle co przełknęłam to było warte zakupu😂 Bardzo fajny soczek.. tylko muszę rozkminić jak bezpiecznie go otworzyć aby nie zalać całej kuchni 😅 I pytanie.. kupisz gdzieś świeży soczek jabłkowy za 13zł za 5 litrów?

Po przepisy odsyłam na blog Pani Marioli! Jest tam przepis nie tylko na keczup z cukinii ale na wiele innych przetworów, dań czy ciast.


W sklepie Pole Na Stole zrobiłam drugie zakupy.. ale głównie z myślą o rodzinie. Niemal wszyscy Panowie w rodzinie dostaną Cytrynki w rumie, które poleciła mi na Instagramie Edyta. Jednak oprócz zakupów dla rodziny co nieco skubnęłam dla siebie.


OGRÓDEK DZIADUNIA - SYROP KORZENNY Z MIODEM ORAZ CYTRYNKI W RUMIE
Syrop "Iskierka dziadunia" jest mi już dobrze znany. Swoje pierwsze opakowanie znalazłam w.. Rossmanie! i gdy się skończył zaczęłam chodzić po Rossmanach.. nigdzie nie było. Przy okazji zakupów w Pole na stole obowiązkowo musiał trafić w moje ręce. Syropek jest pyszny nawet z samą wodą.. ale ostrzegam, że jest w nim cukier.. żeby nie było.
Skoro wszyscy w rodzinie będą się zajadać cytrynkami w rumie (teść z teściową wersją z imbirem) to my też chcemy! Cholera wie czy ktoś nas poczęstuje 😂



MANUAKTURA CIELEŚNICA - SYROP PĘDY SOSNY ORAZ KONFITURA JEŻYNA NA MIODZIE Z KOKOSEM
Na Cieleśnicę skusiłam się pod wpływem gorących poleceń Mariki z bloga Le Bleuet. Marika w zasadzie nie polecała (jeszcze) tych konkretnych produktów, ale mnie akurat mocno zaintrygowały.  Konfitura "Jeżyna na miodzie z kokosem", chyba niczego dodawać nie trzeba.. brzmi pysznie ale jeszcze się nie dobrałam. Jest to przygotowywana ręcznie konfitura, w której skład wchodzą jeżyny (55%), miód (22%), jabłko (17%), wiórki kokosowe oraz pektyna czyli substancja zagęszczająca.

Za to syrop z pędów sosny słynie z właściwości wykrztuśnych i bakteriobójczych więc jest idealny na okres przeziębień. Jednak ta szyszunia mnie rozwaliła 😍




ALPI - LASKOLADA
Na wiewiórowe rarytasy już dawno miałam chęć. W końcu dobrałam się do Laskolady, czyli kremu z orzechów laskowych i daktyli z manną kokosową i kakao. Laskolada już jest w użyciu.. i troszkę się zawiodłam.. w sensie, że spodziewałam się czegoś ciut słodszego. Bynajmniej nie oznacza to, że mi nie smakuje. Jednak bardziej chodziło i o produkt, którym będę mogła zaspokoić napad na coś słodkiego 😅

Laskoladę od Basi znajdziesz tutaj: Pole na stole: Alpi - Laskolada

Jak ja zgłodniałam pisząc ten post! 
Żyjesz? Podesłać soczek?
Jutro druga część.. dłuższa! Zrób kanapki 😅


Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger