Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dezodorant. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dezodorant. Pokaż wszystkie posty

listopada 25, 2019

NATURANY DEZODORANT AŁUNOWY NA HYDROLACIE RÓŻANYM DO BEAUTE MARRAKECH

NATURANY DEZODORANT AŁUNOWY NA HYDROLACIE RÓŻANYM DO BEAUTE MARRAKECH

Do dezodorantów nie mam bardzo wysokich wymagań. Nie testuję ich pod względem czasu kiedy to na mojej bluzce pojawi się pierwsza kropelka potu. Podstawą jest dla mnie zachowanie świeżości pod względem zapachu, a pot.. cóż, ja go toleruję szczególnie w okresie letnim. Stawiam wówczas na ubrania luźne i przewiewne, które dadzą mi psychiczną świadomość, że pomimo pocenia się nie mam ogromnych plam pod pachami. Stanowczo wolę takie rozwiązanie niż świadomość, że blokując kanaliki potowe sprzeciwiam się naturalnym procesom fizjologicznym, czyli działam przeciwko własnemu organizmowi. Dlatego od jakiegoś czasu używam wyłącznie naturalnych dezodorantów.
O moich preferencjach doskonale wiedziała Ania z bloga aneczkablog, która w prezencie podarowała mi m.in. dezodorant marki Beaute Marrakech.


Od producenta:
Dezodorant ałunowy jest połączeniem dwóch 100% naturalnych składników: ałunu potasowego oraz hydrolaru z kwiatów róży damasceńskiej. Ałun to naturalny minerał górski składający się ze związków glinu, jednak w przeciwieństwie do sili glinu wystepujących w dezodorantach nie przenika przez skórę, tworzy jedynie cienką warstewkę na jej powierzchni. Wykazuje działanie ściągajace, anyseptyczne i przeciwbakteryjne, dzięki czemu doskonale zwalcza przyczyny powstawania przykrego zapachu. Obecnia w kosmetyku woda różana regeneruje, koi oraz nawilża wrazliwą i podrażnioną skórę, a także wzmacnia naczynia krwionośne. Nadaje świeży, kawiatowy i subelny zapach. Dezodorant zapewnia długotrwałą świeżość, nie zatyka porów, pozwala skórze naturalnie oddychać. Nie brudzi ubrań. Nie zaiwera SLES, SLS, parabenów oraz sztucznych substancji zapachowych. Odpowiedni dla każdego rodzaju skóry.

Sposób użycia: Wstrząśnij przed użyciem. Rozpylić na osuszonej, umytej skórze, w miejscach potliwych.

Skład (INCI): Rosa Damascena Flower Water, Pottasium Alum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate.


Poprzednikami dezodorantu z Beaute Marrakech, były naturalne dezodoranty w kremie marki Pony Hutchen. Pomimo mojego uwielbienia do nich poczułam chęć na jakąś zmianę pod kątem aplikacji. Dlatego dezodorant w formie sprayu niezwykle mnie ucieszył. Traf chciał, że dezodorant swoje pierwsze testy miał przejść w ekstremalnych warunkach! Zabrałam go ze sobą w wakacyjny wyskok w Tatry. Kilkugodzinne wycieczki górskimi szlakami.. chyba na trudniejsze warunki nie mógł trafić. 

Opakowanie sprawdziło się fenomenalnie! Pojemność 100ml co stanowi dość sporo jak na tego typu produkt. Na szczęście smukła i lekka (niestety plastikowa) butelka nie stanowiła żadnego problemu w transporcie. W życiu codziennym również sprawdza się świetnie. Do tego spray, który wytwarza równomierną mgiełkę.. może jedynie mógłby wyrzucać mniej produktu z uwagi na niewielki obszar skóry, który ma pokryć.


Aromat róży damasceńskiej z miejsca przypadł mi do gustu. Uwielbiam hydrolaty z tej rośliny więc do zapachu jestem przyzwyczajona, a co więcej bardzo go lubię. Podczas rozpylania czuć go dość wyraźnie ale nie zostaje na skórze dłużej nich chwilę. 

Niestety w górach dezodorant zawiódł mnie na całej linii. Nie mam do niego o to szczególnych pretensji, bo 8-9 godzinne wspinaczki nie są łatwym wyzwaniem dla naturalnego dezodorantu. Spodziewałam się jednak, że dezodorant zapewni mi dłuższe uczucie świeżości niż dojście do początku szlaku. Chociaż nasz wypad był dość intensywny, to po każdym powrocie do apartamentu musiałam się odświeżyć.. nawet takim wypadzie na obiad gdzie przed wyjściem brałam prysznic. Taki obrót spraw zaczął mnie martwić.


Po powrocie do normalnego trybu życia byłam pewna, że sobie poradzi. W pracy nieco więcej stresu niż normalnie, a mój deo wymięka razem ze mną. Po trzech godzinach od wyjścia z domu czuję się nieświeżo. Pod koniec pracy staram się rąk nie podnosić do góry mimo, że ani kropli potu nie uroniłam. 

Apogeum i szczyt mojej tolerancji osiągnęliśmy w pewien weekend.. spokojny, spędzony na błogim lenistwie weekend. Wieczorem długie leniwe SPA, a rano.. śmierdzące pachy. Przecież ja tylko leżałam i pachniałam.. zero wysiłku nawet umysłowego nie mówiąc już o fizycznym. Tym razem miarka się przebrała. Dałam mu jeszcze dwa tygodnie testów.. i zwyczajnie NIE! Dezodorant nie chroni mnie przed potem czego oczywiście nie oczekiwałam, ale przede wszystkim nie chroni mnie przed namnażaniem bakterii, które są odpowiedzialne za nieprzyjemny zapach. Co gorsze, donoszę wrażenie, że przyśpiesza ich namnażanie, bo o wiele dłużej zachowuję świeżość nie używając niczego.


Dezodorant trafił do użytku na początku września. Obecnie, po dwóch miesiącach zużyłam 1/3 opakowania i nie jestem w stanie dłużej tej znajomości ciągnąć. Zapowiadał się cudownie. Fajna i wygodna aplikacja, zapach róży damasceńskiej, brak plam na ubraniach w wyniku jego użytkowania.. ale braku podstawowego zapewnienia świeżości nie jestem w stanie przeskoczyć. 
Może miałaś okazję używać tego dezodorantu i masz inne doświadczenia? Może to jedynie wina mojego pH skóry? Podziel się w komentarzu doświadczeniami.

stycznia 31, 2019

ZUŻYCIA STYCZNIA 2019

ZUŻYCIA STYCZNIA 2019

W styczniu nabawiałam się okropnego kataru, bólu głowy i bezsennych nocy.. to wszystko trwa sobie nieustannie więc cieszę się, że to już koniec felernego miesiąca. Gdyby była możliwość zgłoszenia reklamacji na koszmarny miesiąc to z przyjemnością bym skorzystała nawet gdyby oznaczało to stanie w kolejce przez dwa dni. Na szczęście przeżyłam za co mogę być wdzięczna. Za to kosmetycznie styczeń wcale nie był najgorszy. Kończę go dość skromnie.. to chyba najmniejsze denko w historii bloga! Z drugiej strony grudzień był miesiącem intensywnych porządków i zużyć więc równowaga jest zachowana.


FROM A FRIEND - GENTLE FACIAL SCRUB PLUM & OAT 
Na początku miałam trochę wątpliwości z uwagi na problem zmywania produktu ale wystarczyło, że zmieniłam podejście i zaczęłam używać peelingu w formie maseczki. Dzięki temu zyskał miano ulubieńca, bo niesamowicie pięknie odżywia skórę i sprawia, że kolejne kroki pielęgnacji ograniczam do niezbędnego minimum. Dodatkowo ma piękny bogaty skład, ślicznie pachnie i jest niesamowicie wydajny. Obecnie powstała nowa formuła peelingu, która nie wymaga użycia detergentu do zmycia produktu ze skóry.

Link do sklepu: From a Friend


LYNIA - ŻELOWY PEELING ENZYMATYCZNY PEEL-OFF Z OWOCÓW TROPIKALNYCH ORAZ EKSKLUZYWNA ZŁOTA MASKA PEEL-OFF W ŻELU Z OLEJKIEM ZE SKÓRKI POMARAŃCZOWEJ
Dwie maseczki peel-off, obie bardzo fajne i skuteczne ale porównując je ze sobą to tylko do jednej bym wróciła. Tą lepszą okazała się wersja z żelowym peelingiem enzymatycznym. Zwyczajnie lepiej poradziła sobie z oczyszczeniem skóry, a przy okazji odświeżyła, wygładziła i pozostawił nawilżoną skórę. Wersja ze skórką pomarańczową jedynie oczyściła ale nie w takim stopniu co poprzedniczka. Genialny wygląd iskrzącej od złotych drobinek maski stanowczo przegrywa z efektami jakie daje peeling enzymatyczny, a przecież w pielęgnacji chodzi przede wszystkim o efekty.


Link do sklepu: e-naturalne.pl


CHIC CHIQ - MASECZKA DE LA MER
Przez jakiś czas od maseczek Chic Chiq miałam przerwę ale ponownie do nich wróciłam. Wersja de la Mer o obłędnym jabłkowym zapachu była moją pierwszą i wciąż pozostaje ulubioną. Pięknie nawilża, odżywia i orzeźwia moją skórę przy okazji działają łagodząco na podrażnienia. Moja skóra te maseczki bardzo lubi dlatego mam je nieustannie w swoich zbiorach.

Link do sklepu: Chic Chiq


BE.LOVED - PAPAYA MANGO ANTI-AGING EYE CREAM
Niezwykły kremik o bardzo bogatym składzie i delikatnej piankowej konsystencji, który nie migruje do oczu, delikatnie napina skórę, momentalnie daje jej ukojenie oraz ładnie odżywia i chroni skórę. Do tego bez problemu dogaduje się z makijażem. Nie mam mu nic do zarzucenia. Dla mnie to krem który jest wart swojej ceny i z wielką przyjemnością do niego wrócę.

Link do sklepu: Be.Loved


BENTLEY ORGANIC - ŁAGODZĄCY I NAWILŻAJĄCY ŻEL POD PRYSZNIC Z LAWENDĄ, ALOESEM I OLEJEM JOJOBA
Miałam nadzieję, że lawendowa wersja żelu o działaniu łagodzącym i nawilżającym zatrze kiepskie przygody z innymi wersjami żelu.. ale nie. W dodatku okres suchego powietrza w domu i chłodnego na zewnątrz dodatkowo zemścił się na mnie. Żel wyjątkowo brutalnie przesuszył mi skórę, chociaż zazwyczaj nie mam z nią specjalnych problemów. Miała szczerą nadzieję, że będzie inaczej.. niestety nie.

Link do sklepu: ekodrogeria


MYDŁO STACJA - MASŁO DO CIAŁA ROZMARYN I GREJPFRUT
Najpierw mi śmierdziało, potem pachniało i relaksowało. Masło budziło we mnie skrajne emocje ale ostateczna ocena jest dość pozytywna. Ładnie koi i odżywia skórę ale nie jest to produkt dla każdego, bo nie wchłania się całkowicie. Na skórze pozostawia lekki film ale jest on całkiem przyjemny. W okresie zimowym sprawdza się całkiem dobrze, a samo masło radzi sobie z przesuszeniem, którego się nabawiłam.

Link do sklepu: Mydło Stacja


PONY HUTCHEN - DEZODORANT W KREMIE ROCK-A-HULA 
Mój ulubieniec. Niepozorny dezodorant w kremie, który wręcz zaskakuje swoją wydajnością i skutecznością. Nie blokuje samego procesu pocenia się, jednak skutecznie neutralizuje zapach. Towarzyszył mi w okresie letnim jak i zimowym, w różnych temperaturach, a także na siłowni i nigdy mnie nie zawiódł. W ruch idzie kolejna wersja dezodorantu Pony Hutchen.. są genialne!

Link do sklepu: bioana


stycznia 17, 2019

PONY HÜTCHEN - BIO CREAMEDEODORANT ROCK-A-HULA. NATURALNY DEZODORANT W KREMIE, KTÓRY W PEŁNI SPEŁNIA MOJE OCZEKIWANIA

PONY HÜTCHEN - BIO CREAMEDEODORANT ROCK-A-HULA. NATURALNY DEZODORANT W KREMIE, KTÓRY W PEŁNI SPEŁNIA MOJE OCZEKIWANIA

Proces pocenia jest tak samo naturalny jak oddychanie. Gorzej gdy nasz oddech potrafi zwalić z nóg, a zapach potu wyludnić małe miasteczko. Na problem potu zawsze staram się patrzeć dwojako. Z jednej strony wzmożone pocenie może być przyczyną choroby z czym jak najbardziej warto walczyć z drugiej strony może być wywołane poprzez stres, wzmożony wysiłek, temperaturę itp. O ile sam proces pocenia nigdy nie powinien być powodem naszego wstydu, to nieprzyjemny zapach który najczęściej (ale nie zawsze!) wynika z dobrze wykonanej pracy bakterii potrafi zepsuć humor.

Kiedyś za wszelką cenę zależało mi na tym aby zatrzymać proces pocenia. Zaczęłam sięgać po antyperspiranty, a z czasem po silniejsze blokery czyli produkty na tyle silne, że mogłam je stosować raz na tydzień. Zdałam sobie jednak sprawę, że działam przeciwko własnemu organizmowi. Blokuję mu naturalną drogę wydalania toksyn, a co za tym idzie szkodzę sama sobie.


Przez jakiś czas szukałam odpowiednich dla siebie dezodorantów, które zamiast działania blokującego wydzielanie potu będą walczyć z bakteriami odpowiedzialnymi za przykry zapach. Zaczęłam szukać wśród naturalnych dezodorantów ale po kilku nieudanych spotkaniach zaczęłam tracić wiarę. W końcu na mojej drodze stanęła marka Pony Hutchen.

Od producenta:
Dezodorant w kremie Pony Hütchen to skuteczna ochrona i jednocześnie delikatna pielęgnacja skóry. Dzięki swej lekkiej konsystencji dezodorant wchłania się bardzo szybko i nie pozostawia ani białych śladów na ubraniu, ani tłustego filmu, jak również nieprzyjemnego uczucia lepkości. Nasze dezodoranty nie zawierają szkodliwych soli aluminium, ani żadnych chemicznych środków konserwujących, a dzięki zastosowaniu najwyższej jakości maseł i olejów roślinnych z biologicznie czystych upraw są niezwykle skuteczne i bardzo wydajne - odrobina kremu zapewnia świeżość przez cały dzień, a słoiczek wystarcza na około pół roku.

Zastosowanie:
Nabierz odrobinę kremu palcem lub szpatułką, rozprowadź na suche pachy i dobrze wmasuj. Skóra nie musi być wilgotna, nasze dezodoranty przeprowadzają się idealnie na suchej skórze. W pierwszych dniach stosowania u osób, które nie są przyzwyczajone do tego typu dezodorantów, może zaistnieć potrzeba powtórnej aplikacji w celu zwiększenia skuteczności- należy dać skórze i gruczołów potowym czas na przyzwyczajenie się do nowej formy pielęgnacji.


Mój pierwszy dezodorant Pony Hutchen trafił do mnie ze sklepu Bioana. Pierwotnie zdecydowałam się na próbki zapachów, gdyż nie wiedziałam na co się piszę. Chociaż jednym z najpopularniejszych zapachów jest wersja a perfect match(a) (mieszanka zielonej herbaty z cytrusami i piżmem), to sama postawiłam na wersję rock-a-hula, która stanowi mieszankę zielonej herbaty, bergamotki i granatu. Ciepły, świeży, a zarazem radosny zapach naprawdę mnie oczarował ale w przypadku dezodorantów Pony Hutchen nie ma złych zapachów. Tu każda wersja jest wyraźnie inna ale każda z nich pachnie pięknie. Obecnie bez większego problemu jestem w stanie zamawiać produkty Pony Hutchen w ciemno, bo wiem, że kompozycje zapachowe nigdy mnie nie rozczarują. Zapach Rock-a-hula nie jest na tyle intensywny aby mógł zastąpić lub zepsuć zapach perfum. Jakiś czas po aplikacji jest wyczuwalny ale tylko w obrębie miejsca aplikacji. Dla mnie stanowi to przede wszystkim przyjemność z użytkowania dezodorantu, który w ciągu dnia jest całkowicie neutralny.


Słodkie opakowanie z różową wstążeczką cieszy oczy, a pojemność 50 ml wskazywała na to, że za miesiąc będę zmuszona szukać czegoś nowego. Nic z tych rzeczy. Dezodorant towarzyszył mi w okresie letnim, jesienią i właśnie zaczyna dobijać dna. Niby niepozorne, niewielkie opakowanie, a uparcie dotrzymuje mi kroku ósmy miesiąc. Zmieniające się warunki atmosferyczne, wysiłek, stres.. dezodorant nie miał ze mną lekko, ale największym wyzwaniem jakie mu postawiłam była siłownia. 
 
Początkowo sądziłam, że ten rodzaj aplikacji będzie stanowić dla mnie psychologiczny zgryz. Przyzwyczajenie do tradycyjnych kulek, sztyftów czy sprayu sprawiało, że nagłe przestawienie się na aplikację palcami było.. dziwne. Psychiczne przełamanie się przyszło bardzo szybko. Konsystencja, zapach, rozprowadzanie wszystko działało na korzyść i stało się czymś normalnym. Ponieważ szybko zauważyłam, że dezodorant wystarczy mi na znacznie dłużej niż zakładałam początkowo wprowadziłam do aplikacji szpatułkę. Szpatułką nabieram niewielką ilość dezodorantu, następnie rozprowadzam w palcach i aplikuję na skórę. Dzięki temu mam świadomość, że do opakowania nie wprowadzam niczego niepożądanego.


Konsystencja dezodorantu.. hmm.. tu jest pewien zgrzyt. W okresie chłodniejszym dezodorant ma stałą konsystencję. Jest ona jednak miękka i nie stanowi najmniejszego problemu przy nabieraniu i aplikacji. Za to w okresie letnim zamienia się w ciekłą. Dezodorant nie rozwarstwia się ale przy utrzymujących się przez dłuższy czas wysokich temperaturach zaczęłam zauważać, że na wierzchu jednak gromadzi się olejowa powłoczka. To wciąż nie stanowi jakiegoś szczególnego problemu w użytkowaniu czy aplikacji szczególnie gdy posługuję się aplikatorem. Dezodorant wciąż zachowywał swoje właściwości ochronne ale jest to pewne odstępstwo, które sprawia, że za zaletę uznać tego nie mogę.

Na szczęście producent był świadom tej wady i obecnie w sklepie Bioana dezodorant występuję już tylko w nowej ulepszonej formule. To świetna wiadomość i z całą pewnością będę chciała ją przetestować.. ale i tu jest "ale". Przy okazji zmiany formuły zmieniło się opakowanie. Być może jest bardziej wygodne ale to już nie ten sam słodki i dziewczęcy urok "starych" opakowań. Mając jednak do wyboru lepszą formułę lub słodkie opakowanie, istotniejsza wydaje się pierwsza opcja.




Jednym z największych problemów jakie napotkałam przy zmianie dezodorantów tradycyjnych na kremowe to ilość aplikowanego produktu. Tu sama muszę zdecydować ile nakładam i wbrew pozorom im więcej wcale nie oznacza, że dezodorant będzie chronił lepiej. Warto w tym przypadku zacząć od małych porcji, które mogą okazać się już za pierwszym razem całkowicie wystarczające. Dezodorant w niewielkiej warstwie skutecznie chroni przez przykrym zapachem, a przy okazji nie podrażnia skóry, ani nie pozostawia białych czy tłustych plam. Jeżeli warstwa aplikowanego produktu będzie zbyt duża.. może się to zmienić. W składzie dezodorantu występuje soda oczyszczona, która aplikowana w zbyt dużej ilości i często może przyczynić się do podrażnień skóry. Mi to się nigdy nie zdarzyło.. nie w przypadku dezodorantu Pony Hutchen. Mimo wszystko pewną dozę racjonalnego użytkowania warto zachować.

Skład (INCI): Solanum Tuberosum Starch, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Sodium Bicarbonate, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Brassica Campestris Seed Oil, Macadamia Termifolia Seed Oil, Zinc Oxide, Kaolin, Parfum, Limonene.

  • Solanum Tuberosum Starch (skrobia ziemniaczana) - wygładza i pielęgnuje, absorbuje nadmiar sebum, ściąga i oczyszcza pory
  • Cocos Nucifera (Coconut) Oil (olej kokosowy) - tworzy na powierzchni skóry silnie natłuszczającą, nabłyszczającą, zmiękczającą i odżywczą powłokę, która chroni skórę i włosy. Przynosi ulgę ściągniętej i wysuszonej skórze. Nadaje połysk i zmiękcza włosy. Ma również właściwości przeciwpróchnicze i wybielające zęby. Silnie komedogenny, nie zalecany do skóry tłustej, trądzikowej, skłonnej do wyprysków i stanów zapalnych. (Komedogenność: skala 5 na 5. Alergia: skala 1 na 5)
  • Sodium Bicarbonate (soda oczyszczona) - składnik o wielu właściwościach i szerokim zastosowaniu. Podnosi pH kosmetyków, w temp 50 C ulega rozkładowi, co objawia tworzeniem obfitej piany, jest podstawowym składnikiem kul do kąpieli. Zmiękcza wodę. Ma właściwości pochłaniające wilgoć, oczyszcza skórę z brudu, nadmiaru sebum i zaskórników, matuje, zwęża pory, delikatnie usuwa martwy naskórek, rozjaśnia. Znajduje zastosowanie w produktach do higieny jamy ustnej, usuwa płytkę nazębną i bakterie próchnicze, wybiela zęby. Pochłania także nieprzyjemne zapachy, spotykany w kosmetykach dezodorujących
  • Butyrospermum Parkii (Shea) Butter (masło Shea) - zwane masłem życia, intensywnie odżywia i regeneruje skórę, pozostawiając na niej ochronny płaszcz lipidowy. Pomaga zachować wilgoć i zmniejszyć utratę wody, zapobiegając przesuszeniu i łuszczeniu się skóry, a tym samym poprawia jej elastyczność. Pomaga redukować zmarszczki wywołane m.in. przesuszeniem naskórka
  • Brassica Campestris Seed Oil (olej z nasion rzepaku) - ma działanie zmiękczające, wygładzające. Nadaje się do cery suchej i dojrzałej. Częściej używany jako składnik aktywny. Obecne w oleju rzepakowym polifenole charakteryzują się silnymi właściwościami przeciwutleniającymi
  • Macadamia Ternifolia (Macadamia) Oil (olej z orzechów makadamii) - działa uelastyczniająco na skórę. Zapobiega powstawaniu rozstępów, sprzyja walce z nimi, a także z cellulitem. Oprócz właściwości natłuszczających, ma silne i głębokie działanie nawilżające. Szybko się wmasowuje i poprawia wygląd skóry oraz jej kondycję. Nie jest zalecany do skóry tłustej i trądzikowej. W dużych stężeniach może nasilać problemy trądzikowe (Komedogenność: skala 3 na 5. Alergia: skala 1 na 5)
  • Zinc Oxide (tlenek cynku) - fizyczny filtr przeciwsłoneczny, chroni powierzchnie na zasadzie ekranu (lustra), który odbija promieniowanie UVA i UVB. Zapobiega negatywnemu działaniu promieni słonecznych, przyśpieszających starzenie, zapobiega poparzeniom słonecznym, przebarwieniom, powstawaniu wolnych rodników, stresom oksydacyjnym. Zabezpiecza częściowo kosmetyki przed utlenianiem się ich składników wrażliwych na światło. Ma działanie gojące i przeciwzapalne. Dobry składnik pudrów do cery trądzikowej i tłustej, ponieważ pochłania sebum i podsusza wypryski. Zawierają go także maści, zasypki, płynne talki do leczenia wykwitów wirusowych (zajadów, opryszczki, owrzodzeń, wyprysków) Zapobiega odparzeniom i podrażnieniom skóry dziecięcej (Alergia: skala 1 na 5)
  • Kaolin Clay (biała glinka) - w kosmetykach kolorowych pełni funkcję rozjaśniacza, rozbiela produkty kolorowe i zapobiega ich zbrylaniu. Stosowana w pudrach na właściwości pochłaniające sebum i matujące. Może lekko bielić skórę. W kosmetykach pielęgnacyjnych stosowany jest w produktach myjących do twarzy, ciała, włosów, do tłustej skóry głowy - bardzo dobrze oczyszcza i dodaje objętości włosom. W maseczkach i peelingach do cery trądzikowej, tłustej i mieszanej - oczyszcza, podsusza, wygładza, ściąga pory, wyrównuje koloryt, ujędrnia i mineralizuje, lekko poleruje powierzchnie i działa przeciwzapalnie. Spotykana także w kremach, tonikach i pastach do zębów. Znajduje zastosowanie również w kosmetykach antycellulitowych, pomaga w spalaniu tłuszczu, wyciąga toksyny. Polecana do skóry suchej, naczynkowej i z trądzikiem różowatym, ponieważ jest najłagodniejszą z glinek i ma właściwości łagodzące. Jednak zbyt częste stosowanie dużych stężeń prowadzi do wysuszenia skóry i włosów. (Alergia: skala 1 na 5)
  • Parfum (Perfumy, Zapach) - ogólne określenie kompozycji zapachowej, która może być różnego pochodzenia. Maskuje niepożądane zapachy. Niektóre kompozycje zapachowe mogą być bardzo silenie drażniące, uczulające i toksyczne, w zależności od użytych komponentów, z jakich powstały
  • Limonene (limonen) - substancja zapachowa lub składnik kompozycji zapachowej. Znajduje się na liście groźnych alergenów. Obecność tej substancji musi być uwzględniona w wykazie składników INCI, gdy jej stężenie przekracza 0,001% w produkcie niespłukiwanym lub 0,01% w produkcie spłukiwanym (Alergia: skala 5 na 5)


Dezodoranty Pony Hutchen to pierwsze tego typu produkty z których jestem w pełni zadowolona. Chronią mnie przed nieprzyjemnym zapachem, nawet podczas mocniejszego treningu na siłowni, są komfortowe, nie podrażniają skóry, nie pozostawiają śladów i ślicznie pachną. Kusi mnie aby przetestować nową recepturę dezodorantów ale międzyczasie na jednym ze spotkań blogerskich na licytacji pojawiły się dezodoranty Pony Hutchen (w starszej wersji) i zgarnęłam niemal wszystkie 😍 W zapasach czeka na mnie wersja "król olch", która jest męską wersją ale pachnie na tyle ładnie, że nie mam najmniejszego zamiaru dzielić się z mężem oraz kultowy zapach "a perfact match(a)". Już bardziej udowodnić mojego nieskrywanej sympatii do tych dezodorantów nie mogę 😍

Inne dezodoranty, które testowałam:
Schmidt's - Naturalny dezodorant w kremie ylang-ylang + calendula




a na koniec pozostawiam Ci (nieco starą) listę:



marca 14, 2018

SCHMIDT'S - NATURALNY DEZODORANT W KREMIE YLANG-YLANG + CALENDULA

SCHMIDT'S - NATURALNY DEZODORANT W KREMIE YLANG-YLANG + CALENDULA

Przez jakiś czas cierpliwie zużywałam wszelkie dezodoranty i antyperspiranty aby w końcu dojść do etapu, gdy w mojej higienie paszek zagoszczą naturalne specyfiki. Jednym z pierwszych produktów, który zwrócił moja uwagę, zanim jeszcze odkryłam, że kosmetyki można kupić w innych miejscach niż stacjonarne drogerie.. tak.. było to aż tak dawno temu.. a może przesadzam? aż tak stara chyba nie jestem? Jestem? 😱 W każdym razie był to naturalny dezodorant w kremie marki Schmidt's. Pierwszy raz usłyszałam o nim na zagranicznych kanałach youtube. Szukałam przez lata i nigdzie nie mogłam go znaleźć. Ostatecznie jego posiadaczką stałam się dzięki wygranemu rozdaniu.. ale i tak musiał odczekać swoją kolej.. porządek przecież musi być!


Od producenta:
Dezodorant w słoiczku ylang ylang z nagietkiem. Wolny od aluminium, glikolu propylenowego, parabenów i ftalenów.

Zastosowanie:
Niewielka ilość produktu rozgrzać między palcami i zastosować.

Ostrzeżenia:
Tylko do użytku zewnętrznego, nie stosuj zbyt dużej ilości. Odstaw w przypadku wysypki lub podrażnienia.

Jakże wylewny opis producenta! W zasadzie same podstawowe i najważniejsze informacje. Nie ma nic na temat zapewnienia świeżości i czystości paszkom nawet przez 5 minut od aplikacji. Więcej informacji na temat dezodorantów można przeczytać na stronach sklepów.. dlaczego nie na opakowaniu? Wien.. wiem.. raz czepiam się, że producenci na swoich produktach tworzą elaboraty obiecując wszystko co tylko można.. a tu odwrotnie. Mimo wszystko w tym przypadku jakoś mało tego.

Zastanawiające i nieco przerażające może być ostrzeżenie "wysypka i podrażnienia" ! Wysypka na paszkach! 😱 Przecież to jest przerażające! A jeśli ktoś ma wrażliwą skórę? Po depilacji czy goleniu to już całkiem, każda skóra jest podrażniona i uwrażliwiona.. a potem deo, które zrobi masakrę taką, że przez tydzień będziesz chodzić z rękami w górze! Hmm.. jakieś plusy zawsze można znaleźć:
- możemy w tym czasie zdjąć i zawiesić firanki i zasłony w całym bloku
- możemy w tym okresie przeprowadzać dzieci przez ulicę
- możemy się przeszkolić w wykonywaniu sufitów podwieszanych z płyt kartonowo-gipsowych
opcji jest wiele, a zawsze nowy fach w ręku mamy 😂 Do odważnych świat należy!


Dobra! Koniec wygłupów! 
Pamiętam jak nakręciłam się na wersję z limonką, która wciąż cieszy się największą popularnością. Do mnie dotarła wersja ylang ylang z nagietkiem.. ale nie ważne.. ważne, że mam w końcu okazję sprawdzić to słynne cudo na sobie.

Genialnym posunięciem ze strony producenta jest stworzenie małych słoiczków dla osób, które chcą solidnie przetestować produkt lub zwyczajnie jako wersja podróżna. Oryginalne słoiczki są szklane i posiadają pojemność 56,7g, za to wersje mini to słoiczki plastikowe o czterokrotnie mniejszej pojemności, czyli 14,2g. Cenowo oczywiście mini pojemności są nieopłacalne.. ale jeśli jest to pierwsze podejście do naturalnych dezodorantów w kremie to bez sensu rzucać się na pełnowymiarowy produkt, a później się z nim męczyć. Z reszta sama wersja podróżna dezodorantu jest naprawdę bardzo (bardzo.. bardzo..) wydajna i bez najmniejszego problemu na jej podstawie można wydać werdykt czy chcę dalej iść w stronę Schmidt'sa czy zmieniam kierunek fascynacji.


Zapach.. hmm.. gdy go poczułam pierwszy raz.. zmarszczyłam nos. W zasadzie łapię się na tym marszczeniu za każdym razem, więc w imię wyższego dobra, czyli nie utrwalania zmarszczek ani produkowania nowych przestałam wsadzać nos do słoiczka. Nie chodzi tu w zasadzie o sam ylang ylang z nagietkiem ale o ogólny zapach dezodorantów Schmidt's. Dla mnie wszystkie, a w zasadzie wersja ylang ylang, limonka oraz lawenda mają dokładnie tą samą bazę zapachową, która gra główne skrzypce. Nie wiem co to jest.. soda w połączeniu z maranatą trzcinową? Daję słowo.. nie wiem co to jest ale czuję tą bazę zapachową w każdej wersji jaką miałam okazję wąchać. Dopiero w pod tonach czuć obiecany aromat, co jak dla mnie wcale sprawy nie ratuje. 

Inną sprawą jest to, że niektóre zapachy odbieram na swój niewyjaśniony sposób. Przykładowo, wszystkie mydła Yope pachną dla mnie tak samo nędznie. Pewnego pięknego dnia dorwałam się do wszystkich mydlanych testerów Yope i jedynie w pod tonach wyczuwałam: werbenę, wanilię, miód.. czy figę. Jednak ich baza była dla mnie taka sama i w efekcie bardzo rozczarowująca. Identyczną sytuację mam z dezodorantami w kremie Schmidt's. 

Na szczęście nie jest tak źle. Zapach intensywny jest tylko w opakowaniu. Po aplikacji i rozsmarowaniu ten zapach szybko się ulatnia więc nie jest to dla mnie jakąś szczególnie drażniącą kwestią. Nawet w ciągu dnia wpychając nos pod pachę nie czuję go.


Konsystencja jest twarda i zbita. Odpowiednią ilość dezodorantu wydobywam przy użyciu szkatułki, a gdy się zawieruszy ostatecznie wierzchem paznokcia. Wersje pełnowymiarowe są zaopatrzone w szpatułkę, którą trzyma się w słoiczku więc jest to nieco mniej problematyczne. Wydobyta grudka  wciąż jest sztywna ale wystarczy chwilę ogrzać w palcach aby stała się plastyczna. Niewielka ilość zupełnie wystarczy aby rozprowadzić produkt na skórze. Naprawdę nie ma najmniejszego sensu aplikować produktu więcej, tym bardziej, że sam producent zaleca ostrożność. W związku z czym: minimalizm wskazany! Słyszałam, że ktoś.. gdzieś.. kiedyś.. rzeczywiście doznał podrażnień po dezodorancie na bazie sody (nie koniecznie po Schmidt's) ale być może była to kwestia wrażliwości skóry na składnik lub stosowanie zbyt dużej ilości produktu.. lub częściej niż to było wskazane. Teorie, teoriami, a fakt jest taki, że moje paszunie mają się dobrze.


Nigdy nie miałam problemów z aplikacją produktu. Nawet jeśli skóra pod pachami była świeżo podrażnienia po goleniu. Nigdy nie czułam ze strony dezodorantu najmniejszego dyskomfortu. Nigdy nic nie piekło, nie swędziało.. pełny komfort. Nawet ich stosowanie jest całkiem zacne. Aplikując na suchą skórę nie muszę czekać aż się wchłonie.. po prostu od razu miejsce jest suche, mogę się ubierać, na ubraniach nie pozostają ślady. Miałam z jakimś dezodorantem sytuację, że zaaplikowany na suchą skórę nie chciał się wchłaniać, a im dłużej go miałam tym bardziej moje pachy były mokre. Ratowałam się chodzeniem z rękami podniesionymi do góry ale w końcu i tak spływał mi po żebrach. Tak.. to być wyjątkowy dramat o którym chciałam jak najszybciej zapomnieć. Z tym dezodorantem jest to zwyczajnie niemożliwe.

Generalnie nie mam mu nic do zarzucenia. Sam w sobie działa choć nie mam specjalnych problemów z potliwością.  Oczywiście nie hamuje pocenia, bo nie jest to antyperspirant ale skutecznie chroni przed nieprzyjemnym zapachem.. chociaż jestem niemal przekonana, że w pewnym stopniu chroni również przez mokrymi plamami.. ale bez przesady. Zdecydowanie jest to jeden z lepszych dezodorantów naturalnych jakie stosowana.


Skład (INCI): Butyrospermum Parkii  (Shea Butter), Sodium Bicarbonate (Baking Soda), Maranta Arudinacea (Arrowroot) Powder, Theobroma Cacao (Cocoa) Shea Butter, Tocopherol (Vitamin E), Calendula Officinalis (Calendula) Essential Oil, Cananga Odorata (Ylang-Ylang) Essential Oil, Humulus Lupulus (Hop) Extract.

  • Masło Shea - (Butyrospermum Parkii  (Shea Butter)) - nawilża, natłuszcza, odżywia. Na skórę działa zmiękczająco, kojąco i przeciwzmarszczkowo
  • Soda oczyszczona (Sodium Bicarbonate (Baking Soda)) - ma właściwości pochłaniające wilgoć, oczyszcza skórę z brudu, nadmiaru sebum i zaskórników, matuje, zwęża pory, delikatnie usuwa martwy naskórek, rozjaśnia. Pochłania nieprzyjemny zapach.
  • Maranta trzcinowa (Maranta Arundinacea (Arrowroot) Powder) - skrobia pozyskiwana z bulw karaibskiej rośliny. Stosowana jako zagęstnik
  • Masło kakaowe (Theobroma Cacao (Cocoa) Shea Butter) - masło o wysokiej zawartości antyoksydantów, zwalczających wolne rodniki. Polecane w pielęgnacji skóry suchej i łuszczącej się z uwagi na właściwości natłuszczające i uelastyczniające
  • Witamina E (Tocopherol (Vitamin E)) - przeciwutleniacz, nawilża, odbudowuje skórę, nawilża
  • Olejek eteryczny z nagietka (Calendula Officinalis (Calendula) Essential Oil) - pełni funkcję zapachową
  • Olejek eteryczny ylang ylang (Cananga Odorata (Ylang-Ylang) Essential Oil) - pełni funkcję zapachową
  • Wyciąg z chmielu zwyczajnego (Humulus Lupulus (Hop) Extract) - działa antyseptycznie, oczyszczająco, antybakteryjnie i przeciwgrzybiczo

Choć nie mam mu nic złego do zarzucenia to nie mam zamiaru wracać do dezodorantów Schmidt's. Miałam okazję przetestować próbki różnych dezodorantów Pony Hutchen i te pod względem konsystencji oraz zapachów odpowiadają mi o wiele bardziej. Już czeka na mnie wersja Rock a Hula, a dzięki niedawnym spotkaniu kolejne dwa dezodoranty Pony Hutchen w wersji Król Olch oraz kultowym zapachu a Perfect Matcha. Przygoda z dezodorantem Schmidt's rozczarowała mnie jedynie pod kątem zapachu.. a skoro wiem, że możne być lepiej to wybór jest prosty 😜

Używasz naturalnych dezodorantów?
Masz swojego ulubieńca?


Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger