Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olejek do demakijażu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olejek do demakijażu. Pokaż wszystkie posty

stycznia 10, 2019

PODLASKA MANUFAKTURA SVOJE I JEJ KREMOWY OLEJEK MYJĄCY IDEALNY DO DEMAKIJAŻU

PODLASKA MANUFAKTURA SVOJE I JEJ KREMOWY OLEJEK MYJĄCY IDEALNY DO DEMAKIJAŻU

W zeszłym roku skusiłam się na dość spore zakupy w manufakturze Svoje, przez co na blogu pojawiło się kilka ciekawych produktów marki. Z wielką przyjemnością śledziłam pojawiające się produkty i z całą pewnością wciąż będę. Niezwykle cenię sobie niewielkie manufaktury, chociażby za to, że nie atakują nas reklamami z każdej strony. Bardziej mam wrażenie, że czekają na odkrycie, że systematycznie przyciągają nowych odbiorców, którzy jak już wpadną w sidła to nawet nie chcą odejść nawet na chwilę. Tu zwyczajnie czuje się pasję z tworzenia i dzielenia.. i taki właśnie obraz towarzyszy mi myśląc o Svoje.


Opis producenta:
Wysokiej jakości masło shea, zimnotłoczony olej kokosowy, czy olej z konopii doskonale rozpuszczają zanieczyszczenia tłuste np. sebum, fluid, tusz do rzęs. Śladowa ilość delikatnego surfaktantu łączy rozpuszczone zanieczyszczenia z wodą. Jest to idealnie rozwiązanie do skóry normalnej, suchej i wrażliwej. Najlepiej zużyć w ciągu 2 miesięcy od otwarcia. Przechowywać w chłodnym, zacienionym miejscu. Nałożyć niewielką ilość na dłoń i delikatnie masując rozprowadzić olejek na twarzy. Demakijaż oczu najlepiej wykonać wacikiem lub delikatną myjką. Zmyć ciepłą wodą za pomocą myjki, wacika lub dłoni. Tak przygotowana skóra jest gotowa na drugi etap oczyszczania - delikatne mydło naturalne. Zaprzestać używania w razie reakcji alergicznej.


Hmm.. lubię balsamy i olejki do demakijażu, i strasznie lubię łączyć ich użytkowanie z różnego typu ściereczkami. Jednak w tej kategorii mazideł często mam styczność z substancjami, które są tłuste, bardzo tłuste, lepkie, śluzowate.. w skrócie.. ręką i wodą tego nie zmyjesz. Często wystarczająca jest dobra ściereczka ale mimo wszystko zawsze przy takich tłustszych mazidłach na wszelki wypadek sięgam po delikatny żel. Alternatywą dla takich produktów (niehydrofilowych) są papki z dodatkiem detergentu czy bardziej fachowo surfaktantu. Dzięki niemu rozmazany po całej twarzy brud łatwo łączy się z wodą i o wiele łatwiej taką maź z twarzy usunąć. Haczyk w tym, że wszystko zależy od tego jak mocnego surfaktantu użyto, jak wysoko jest w składzie i jakie ma towarzystwo. Zbyt mocny detergent może zepsuć ideę produktu, która w takich przypadkach zazwyczaj opiera się na delikatności dla skóry. Tworząc taki produkt nasz szanowny artysta staje przed dylematem.. ryzykować z surfaktantem czy pójść na łatwiznę i robić bez?


Właśnie z uwagi na tę trudność w zrobieniu naprawdę fajnego, olejowego produktu hydrofilowego czuję respekt przed każdym, kto podejmie się tego wyzwania.. i tak jest w przypadku Kremowego olejku myjącego z manufaktury Svoje. Zerkając na skład cmokam sobie pod nosem na widok oleju kokosowego, który coraz częściej zaczyna mnie irytować w kosmetykach do twarzy. Na szczęście to nie jest produkt, który na twarzy zostaje ani ten nieszczęsny kokos nie gra pierwszych skrzypiec. Jak przystało na manufakturę Svoje skład jest wręcz prosty! Można by tu przecież szaleć dodając różne niespotykane oleje ale z drugiej strony po co? Czy prostota nie może obronić się sama?

Skład (INCI): Butyrospermum Parkii Butter, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Cocos Nucifera Oil, Brassica Campestris Seed Oil, Caprylyl / Capryl Glucoside, Cannabis Sativa Seed Oil.

  • Butyrospermum Parkii (Shea) Butter (masło Shea) - zwane masłem życia, intensywnie odżywia i regeneruje skórę, pozostawiając na niej ochronny płaszcz lipidowy. Pomaga zachować wilgoć i zmniejszyć utratę wody, zapobiegając przesuszeniu i łuszczeniu się skóry, a tym samym poprawia jej elastyczność. Pomaga redukować zmarszczki wywołane m.in. przesuszeniem naskórka
  • Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej ze słodkich migdałów) - łagodny dla skóry olej zalecany do pielęgnacji każdego rodzaju skóry, zwłaszcza dziecięcej i alergicznej, podrażnionej, suchej i atopowej. Natłuszcza, odżywia, reguluje, wygładza i chroni. Wzmacnia płaszcz lipidowy skóry, polecany w celu zapobiegania rozstępom i tzw. pajączkom. Stosowany zbyt często i w dużych stężeniach może nasilać problemy trądzikowe (Komedogenność: skala 3 na 5. Alergia: skala 1 na 5)
  • Cocos Nucifera (Coconut) Oil (olej kokosowy) - tworzy na powierzchni skóry silnie natłuszczającą, nabłyszczającą, zmiękczającą i odżywczą powłokę, która chroni skórę i włosy. Przynosi ulgę ściągniętej i wysuszonej skórze. Nadaje połysk i zmiękcza włosy. Ma również właściwości przeciwpróchnicze i wybielające zęby. Silnie komedogenny, nie zalecany do skóry tłustej, trądzikowej, skłonnej do wyprysków i stanów zapalnych. (Komedogenność: skala 5 na 5. Alergia: skala 1 na 5)
  • Brassica Campestris Seed Oil (olej z nasion rzepaku) - ma działanie zmiękczające, wygładzające. Nadaje się do cery suchej i dojrzałej. Częściej używany jako składnik aktywny. Obecne w oleju rzepakowym polifenole charakteryzują się silnymi właściwościami przeciwutleniającymi
  • Caprylyl/Capryl Glucoside - naturalny detergent, niejonowy środek powierzchniowo czynny, uzyskany z surowców odnawialnych:alkohole tłuszczowe i glukoza roślinna. Posiada wysoką wartość spieniającą i oczyszczającą. Jest łagodny dla oczu i dobrze tolerowany przez skórę
  • Cannabis Sativa (Hemp) Seed Oil (olej z nasion konopi siewnej) - polecany do skóry dojrzałej, tłustej z trądzikiem oraz przy zapaleniach skóry. Wykazuje wysokie działanie odżywcze, immunostymulujące, regeneracyjne i przeciwstarzeniowe. Wpływa korzystnie na strukturę i wygląd skory, która staje się bardziej elastyczna i uzyskuje za sprawą zawartego chlorofilu ładniejszy koloryt. dzięki lekkiej formule i przeciwalergicznemu działaniu stosowany jest w kosmetykach dla dzieci

Przyjemnej wielkości 60 ml słoiczek z jednej strony wydaje się śmiesznie mały skoro ma skrywać produkt do demakijażu. Tu jednak warto skupić się na wydajności produktu, która u mnie jest wręcz ogromna. Maciupka ilość kremowego olejku wystarczy na pokrycie czoła, kolejna na jedną stronę twarzy i kolejna na drugą. Już przy trzeciej aplikacja na policzek, ta niepozorna papka na czole zaczyna się rozpływać! Kremowy olejek chociaż w słoiczku ma nieustannie stałą konsystencję (niezależnie od temperatury w mojej łazience) to w kontakcie ze skórą topi się błyskawicznie. Produkt charakteryzuje się niezwykle lekką konsystencją zarówno w słoiku jak i na skórze. Niby olej nie powinien się taki wydawać.. ale tu tak jest, dzięki czemu zyskuje ogromną wydajność.


Niewielka warstewka na skórze rozprowadza się fenomenalnie. Nie ma żadnego ciągnięcia skóry, a cały makijaż rozpływa się ekspresowo. Nawet przy codziennym użytkowaniu nigdy nie dokuczały mi jakieś niepożądane reakcje skórne. Czasem obawiam się, że takie nieustanne "męczenie" skóry cięższymi konsystencjami odbije się na jej zdrowiu ale w przypadku Svoje nic takiego nie zauważyłam. Kremowy olejek na tyle dobrze radzi sobie z usunięciem makijażu i pozostałych nalotów, że w pełni mu ufam. Jedynie w przypadku cięższego makijażu pozwalam sobie dla własnego spokoju powtórzyć oczyszczanie. 

Olejową warstewkę zmywam używając ściereczki muślinowej zmoczonej w ciepłej wodzie. Takie zmywanie przy użyciu ściereczki powtarzam kilkukrotnie, bo oprócz samego usunięcia zabrudzeń funduję sobie delikatne złuszczenie skóry. Na zakończenie w ruch idzie delikatny żel, w tej roli mój wielokrotny ulubieniec Avalon Orgnics

Jednak po mimo wielu pochwał i zachwytów nad kremowym olejkiem myjącym muszę zwrócić uwagę na coś co nieustannie mi przeszkadza. Mój problem w tym przypadku to.. oczy. Oczywiście nie chodzi o to, że coś piecze, podrażnia i chce mi je wypalić. Nie nie.. produkt sam w sobie jest niezwykle delikatny i łagodny nawet dla wrażliwej czy podrażnionej skóry. 


Nasz wspólny problem pojawia się przy demakijażu samych oczu. Niby tusz rozpuszcza się bez najmniejszego problemu. Podobnie cienie, kredki czy eyelinery. Usuwanie zabrudzeń to również pestka. Jednak po usunięciu mazi za pomocą ściereczki wciąż na rzęsach pozostaje tłusta warstewka. To nic nadzwyczajnego, bo mieści się to w ramach oczyszczania dwustopniowego.. ale nawet po użyciu łagodnego żelu wciąż mam wrażenie, że nadal jakieś drobinki olejku trzymają się moich rzęs. Zdarza się, że same powieki i rzęsy myję żelem jeszcze dwukrotnie, chociaż do oczyszczenia skóry nie mam już żadnych uwag.


Generalnie nie mam większych zastrzeżeń. Może po prostu mój żel jest zbyt delikatny i zwyczajnie wymusza na mnie dodatkowe mycie. Jednak dla świętego spokoju odpuściłam sobie zmywanie Kremowym olejkiem makijażu oczu. Robię to tradycyjnie przy użyciu wacika nasączonego płynem micelarnem, następnie przystępuję do demakijażu twarzy olejkiem, a potem całość zmywam żelem. Nie jest to dla mnie specjalne utrudnienie życia czy strata czasu, bo produkt sam w sobie jest na tyle przyjemny w użyciu, że bardzo chętnie po niego sięgam. Z drugiej strony jednak jakąś wadę ma.. ale to nie dyskwalifikuje go z gona produktów godnych polecenia.

Pozostałe recenzje produktów Svoje:

listopada 10, 2018

THE GREEN BALM ANGIELSKIEJ MARKI MOA, CZYLI NAGRADZANY PRODUKT NATURALNY O WSZECHSTRONNYM ZASTOSOWANIU

THE GREEN BALM ANGIELSKIEJ MARKI MOA, CZYLI NAGRADZANY PRODUKT NATURALNY O WSZECHSTRONNYM ZASTOSOWANIU

Prawda, że ten zestaw prezentuje się pięknie? To piękne zielone szkło i śnieżnobiała szmatka.. cudo. Na szczęście to wciąż za mało aby ślinić się na jakiś produkt.. liczy się jego wnętrze, a tu obietnice producenta są wręcz bajeczne. Nie jest to tylko balsam oczyszczający do twarzy ze ściereczką. Jego funkcjonalność potrafi zawstydzić nie jeden kosmetyk! Pytanie jak wiele z tych funkcji sprawdziło się u mnie i czy faktycznie w mojej ocenie jest wart światowego tytułu, który otrzymał w 2015 roku.


Od producenta:
To w pełni naturalny, zielony balsam głęboko nawilżający, oczyszczający i łagodzący podrażnienia. Odżywia skórę, ma właściwości kojące i regenerujące. Został stworzony na bazie wyłącznie naturalnych składników, głównie ręcznie zbieranych ziół. Zawiera oleje: sojowy, ze słodkich migdałów, kokosowy, herbaciany a także wosk pszczeli czy wyciąg z krwawnika pospolitego, który posiada właściwości regenerujące i łagodzące. Balsam MOA the green głęboko nawilża, ale także oczyszcza skórę - można bez obaw stosować go na wszelkie zmiany skórne. Może być również stosowany na skórę głowy oraz przesuszone włosy, świetnie sprawdza się w walce z łupieżem, poza tym łagodzi rany po ukąszeniach owadów oraz niweluje powstawanie rozstępów.
Kosmetyk zdobył złotą nagrodę jako najlepszy produkt do oczyszczania twarzy w konkursie The Green Parenting Natural Beauty Awards 2015.


Trudno było mi się oprzeć. Opis i zaszczytna nagroda ale to jednak jego wszechstronność sprawiła, że pomimo wysokiej ceny w końcu do mnie trafił. W całości wykonany z naturalnych składników i ogrom zastosowań takich jak: oczyszczanie, nawilżanie, kojenie oparzeń i ukąszeń, jako balsam do ust, płukanka na gardło, środek do pielęgnacji skóry głowy i włosów.. lista nie ma końca!

Balsam kupiłam jednak z myślą o oczyszczaniu przy użyciu ściereczki i w zasadzie tak właśnie mija mi jego użytkowanie. Niewielką ilość balsamu rozgrzewam w dłoniach i aplikuję na skórę. Chociaż w opakowaniu jego konsystencja jest stała, to bez problemu poddaje się ciepłu skóry i zmienia się w olejek. Pod względem konsystencji bardzo przypomina mi olej kokosowy.. z tą różnicą, że jest bardziej aksamitny.


Największym zaskoczeniem okazała się jednak dołączona do opakowania szmatka. Jest wykonana w 70% z bambusa i w 30% z bawełny. Jedna strona jest miękka i delikatna dla skóry, a druga delikatnie szorstka. Po zmoczeniu szmatki w ciepłej wodzie, przykładam miękką strone do skóry, a następnie ściągam warstewkę balsamu. Czynność zazwyczaj powtarzam, czyli ponownie aplikuję balsam i ściągam miękką stroną ściereczki. Aby mieć pewność, że całość resztek makijażu jak i samego balsamu została usunięta płuczę ściereczkę w bieżącej wodzie i kilka razy przecieram delikatnie skórę. Co kilka myć na zakończenie używam szorstkiej strony ściereczki, która działa jak peeling, pięknie usuwając nadprogramowe skórki.


Ze ściereczki korzystam bardzo chętnie. Jest na tyle duża, że przykrywa całą twarz co sprawia, że jest bardzo wygodna w użyciu. To zdecydowanie najfajniejsza ściereczka jaką miałam. Jej dwufunkcyjność sprawiła, że pokonała moje ulubione ściereczki muślinowe z The Body Shop. Niestety zdaję sobie sprawę, że wiecznie korzystać z niej nie będę, a z jej dostępnością jest raczej trudno. Najłatwiej można ją kupić w zestawie z balsamem, można ją dostać również w wersji solo ale już nie w Polsce. Jej koszt to około 30 zł.. więc też sporo. Wygląda na to, że będę musiała nacieszyć się tą którą mam, chociaż bliżej nam już do rozstania niż długich miesięcy wspólnej pielęgnacji.


Z samym balsamem mam jednak pewien problem. Nie mam mu nic do zarzucenia pod względem oczyszczania skóry, bo radzi sobie genialnie. Łatwo się rozprowadza, szybko usuwa zanieczyszczenia i makijaż (również z oczu), jest delikatny, nie podrażnia, ani nie zapycha skóry.. chociaż w tym przypadku należy przyłożyć się do jego usunięcia. Z uwagi na to, że nie jest to produkt hydrofilowy trudno jest go usunąć samą wodą. Kiedy aplikuję palcami balsam i chcę go zmyć z dłoni muszę sięgnąć po mydło.. inaczej balsam marze się. W połączeniu ze szmatką ten problem nie istnieje.. ale jeśli strzeliłoby mi do głowy zmycie go samą wodą, to byłoby to zwyczajnie niewykonalne. Z drugiej strony nie jest to coś co mi przeszkadza, bo szmatkę lubię ale jednak warto wziąć to pod uwagę gdybyś jednak miała na niego chęć.



A dlaczego ja już nie mam? Ehh.. bo miał to być cudowny produkt, mega funkcyjny.. po prostu na wszystko! Jednak nakładanie na skórę, która jest podatna na zapychanie produktu, który na pierwszym miejscu w składzie ma olej kokosowy (komedogenność 5 w skali od 1 do 5!) jest zwyczajnym proszeniem się o zapchanie. Zatem aplikacja w inny sposób niż demakijaż na skórę twarzy całkowicie odpada. Pozostaje aplikacja na suche miejsca na ciele ale tu służy mi masło kawowe od Hagi, które w tej funkcji wolę znacznie bardziej. Pielęgnacja skóry głowy.. hmm.. nie bardzo widzę nakładanie tak ciężkiej konsystencja na skalp.. jedynie na końcówki włosów mogłoby mieć to sens ale nie mam takiej potrzeby.


Skład (INCI): Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Glycine Soja (Soybean) Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Cera Alba (Beeswax), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Achillea Millefolium (Yarrow) Extract, Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Oil, CI 75810 (Chlorophyll), Limonene.
  • Cocos Nucifera (Coconut) Oil (olej kokosowy) - tworzy na powierzchni skóry silnie natłuszczającą, nabłyszczającą, zmiękczającą i odżywczą powłokę, która chroni skórę i włosy. Przynosi ulgę ściągniętej i wysuszonej skórze. Nadaje połysk i zmiękcza włosy. Ma również właściwości przeciwpróchnicze i wybielające zęby. Silnie komedogenny, nie zalecany do skóry tłustej, trądzikowej, skłonnej do wyprysków i stanów zapalnych. (Komedogenność: skala 5 na 5. Alergia: skala 1 na 5)
  • Glycine Soja Oil (olej sojowy) - tworzy na powierzchni skóry ochronny, odżywczy film, który zmiękcza, wygładza i natłuszcza. Dostarcza witaminę E, uelastycznia i przyśpiesza regenerację skóry. W dużych stężeniach może nasilić problemy trądzikowe, powodować wypryski i zaskórniki jednak w niewielkich stężeniach jest zalecany w pielęgnacji skoty tłustej i trądzikowej (Komedogenność: skala 2 na 5)
  • Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej ze słodkich migdałów) - łagodny dla skóry olej zalecany do pielęgnacji każdego rodzaju skory, zwłaszcza dziecięcej i alergicznej, podrażnionej, suchej i atopowej. Natłuszcza, odżywia, reguluje, wygładza i chroni. Wzmacnia płaszcz lipidowy skóry, Wzmacnia płaszcz lipidowy skóry, polecany w cely zapobiegania rozstępom i tzw. pajączkom. Stosowany zbyt często i w dużych stężeniach może nasilać problemy trądzikowe (Komedogenność: skala 3 na 5. Alergia: skala 1 na 5)
  • Cera Alba (wosk pszczeli) - bogaty w biologiczne czynne substancje, których idealna kompozycja pozwala na skuteczną pielęgnację nawet najwrażliwszych typów skóry. Zawiera proteiny, lipidy, węglowodany, witaminy, sole mineralne, mikroelementy. Wykazuje działanie nawilżające, natłuszczające, regenerujące i ochronne. (Komedogenność: skala 2 na 5. Alergia: skala 2 na 5)
  • Helianthus Annuus Seed Oil  (olej z nasion słonecznika) - pełni funkcję odżywczą, natłuszczającą, często stosowany w produktach ochronnych, z filtrami przeciwsłonecznymi. Działa przeciwzapalnie, łagodząco i przeciwrodnikowo. Dobrze się wchłania. Stosowany zbyt często i w dużych dawkach może nasilać problemy trądzikowe, zatykać pory skóry, powodować wypryski i zaskórniki (Komedogenność: skala 2 na 5. Alergia: skala 1 na 5)
  •  Achillea Millefolium (Yarrow) Extract (wyciąg z krwawnika pospolitego) - wykazuje działanie przeciwzapalne, łagodzące, przeciwkrwotoczne, bakteriostatyczne, przyśpiesza gojenie ran, stosuje się go w rożnych kosmetykach, także na błony śluzowe np. w pastach do zębów. (Alergia: skala 1 na 5)
  • Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Oil (olejek z drzewa herbacianego) - działa silnie natybakteriobójczo, wirusobójczo i przeciwgrzybicznie. Jest antyseptykiem, odkaża i działa przeciwzapalnie, a także odświeżająco i chłodząco. Wykorzystywany w leczeniu oraz w produkcji kosmetyków do skóry trądzikowej, tłustej, przeciw potliwości, w żelach pod prysznic, produktach do stóp itd. Działa leczniczo na opryszczkę. jest naturalną substancją zapachową. Może być nakładany bezpośrednio na skórę ale należy wówczas stosować wysoką ochronę UV (Alergia: skala 2 na 5)
  • CI 75810 (Chlorophyll) - zielony barwnik naturalny
  • Limonene (limonen) - substancja zapachowa lub składnik kompozycji zapachowej. Znajduje się na liście groźnych alergenów. Obecność tej substancji musi być uwzględniona w wykazie składników INCI, gdy jej stężenie przekracza 0,001% w produkcie niespłukiwanym lub 0,01% w produkcie spłukiwanym (Alergia: skala 5 na 5)


Zdaję sobie sprawę z tego, że nie wykorzystuję w pełni tego produktu. Jednak największym jego problemem jest zapach. Termin jego ważności to grudzień 2022! oraz 24 miesiące od otwarcia.. więc nie ma możliwości aby jego "aromat" mógł być wynikiem zepsucia. Szukałam informacji na blogach ale jedynie dotarłam do recenzji zagranicznych, a wrażenia zapachowe są dokładnie takie same jak moje.

Nakładając go na twarz czuję się jakbym przyłożyła twarz do wydechu starego samochodu, którego silnik bierze 10 litrów miesięcznie oleju i bliżej mu na złomowisko niż o tytuł zabytku motoryzacji. Serio, ten balsam wali spalinami.. beznyną.. i bynajmniej nie jest to defekt, bo niemal każda recenzja, którą czytałam tylko to potwierdza!

Jako czyścik do twarzy jestem w stanie go znieść, bo trwa to chwilę. Jednak zapach jest bardzo intensywny i aplikacja go na skórę.. gdziekolwiek, czy włosy.. no fuuu! Chyba mi się nie dziwisz dlaczego nie testowałam go jako środek do płukania gardła? Byłoby to obrzydliwe i nie wiem jak by się skończyło. W tym przypadku nic mnie nie obchodzi jak bardzo naturalny ma to skład.. śmierdzi niemiłosiernie! Jestem w stanie powiedzieć, że zapach benzyny na stacji paliw podczas tankowania samochodu jest o wiele bardziej przyjemny niż to.



Biję się z myślami jak to możliwe, że nikt z komisji przyznającej w 2015 roku nagrodę The Green Parenting Natural Beauty Awards nie wziął tego aspektu pod uwagę? Czyżby wszyscy mieli jakąś dysfunkcję komórek odpowiedzialnych za powonienie? Może jednak takie nagrody to zwyczajna ściema? Wzięli pod uwagę skład i opis producenta i ta daa! Szmatka oczywiście zasługuje na nagrodę.. ale to balsam ją dostał, a dla mnie jego zapach dyskwalifikuje go na tyle, że bliżej mu do nagrody kosmetycznego bubla. Z tego też względu jego cena wydaje się zwyczajnie absurdalna.. nie jest wart nawet ceny ściereczki. Chociaż gdyby był dodatkiem do ściereczki to kolejne opakowanie trafiłoby do garażu.. jako smar sprawdziłoby się perfekcyjnie!

Ehh.. boli 😥


maja 14, 2018

ALVERDE - OLEJOWY PŁYN DO DEMAKIJAŻU

ALVERDE - OLEJOWY PŁYN DO DEMAKIJAŻU

Wiem, że nie każdy popadł w obłęd użytkowania wyłącznie naturalnej pielęgnacji. Wiem też, jak łatwo i szybko można się do niej zrazić. Jednym z pierwszych produktów naturalnych w mojej pielęgnacji twarzy był olejek do oczyszczania w połączeniu ze szmatką muślinową. Przeszłam już przez olejek z Biochemii Urody, olejek Resibo (dwu-? trzykrotnie?), balsamy do demakijażu.. i w zasadzie na żaden z tych produktów nie mogłam psioczyć. Jednak gdyby moje pierwsze spotkanie z olejami do demakijażu zaczęło się od tego produktu.. uuuuuu.. być może wciąż myłabym twarz SLSami.


Od producenta:
Płyn olejowy delikatnie usuwający wodoodporny makijaż oka, czy też trwałych pomadek. Zawiera kombinację wysokiej jakości sześciu olejków zapewniających intensywne nawilżenie wrażliwych okolic oczu. Odżywcze olejki, takie jak olejek jojoba i lnkanuss - z upraw ekologicznych, wraz z rumiankiem, ekstraktem z ekologicznego aloesu, witaminą E. Pozostawia skórę świeżą, promienną. Produkt wegański, przebadany dermatologicznie.


Niby fajna mała buteleczka ale jej nie lubię.. wykonana jest z tak twardego plastiku, że nie idzie jej przycisnąć. Równie dobrze mogła być ze szkła. Na szczęście nie sprawia problemów w wydobyciem produktu. Wystarczy przechylić i wstrząsnąć.. tylko to ciągłe przechylanie.. wstrząsanie.. odkręcania.. zakręcanie... tu kropelka tam kropelka i butelka upaćkana. Niestety zwykłe przetarcie nie załatwia sprawy bo butelkę trzeba umyć i bynajmniej nie samą wodą. Po tygodniu w szafce mam upaćkaną półkę wiec siłą rzeczy produkt stoi na umywalce. Łatwiej jest mi przemyć umywalkę raz dziennie niż po tygodniu wyjmować wszystko z szafki i czyścić każdy produkt. Zwyczajnie nie lubię tego opakowania, chociaż dla oka jest przyjemne i minimalistyczne to w rzeczywistości jest strasznym brudasem.


Zapach produktu na szczęście jest dość przyjemny. Nie jest to coś za czym bym tęskniła czy raczej produkt po który sięgam z przyjemnością z uwagi na zapach.. jest tylko.. przyjemny. Delikatnie ziołowy w stronę rumianku.. ale przede wszystkim olejowy. Olejowy zapach.. czy to ma sens?

W zasadzie nasze początki wcale nie były takie złe. Makijaż zazwyczaj wstępnie zmywam płynem micelarnym, a w drugim kroku sięgam po olejowy płyn Alverde. Dozuję na zagłębienie dłoni, rozcieram w dłoniach i aplikuję na twarz. Jest to zdecydowanie najbardziej tłusta wersja produktu olejowego z jaką miałam styczność. Tu poślizg jest naprawdę duży, a w zasadzie można przy okazji wykonywać masaż twarzy. Cały makijaż niby schodzi bez większego problemu. Nawet bardziej trwały tusz czy pomadka z łatwością się poddaje ale.. problem nie stanowi rozpuszczenie makijażu, a zmycie samego oleju. Jeszcze nigdy nie musiałam tak często płukać szmatki muślinowej i zmywać twarz. Zazwyczaj trzy takie podejścia zawsze wystarczyły aby pozbyć się olejowej warstwy..  ale nie w tym przypadku. Tu bez użycia dodatkowego produktu do oczyszczania się nie obejdzie. Często jest to dodatkowe dwukrotne mycie aby pozbyć się uczucia tłustości na skórze. Międzyczasie lecą kolejne hektolitry wody.. i ktoś za to musi płacić.

Pewnego pięknego dnia doszłam w mojej pielęgnacji do etapu gdy na polu bitwy nie miałam żadnej alternatywy. Nie chciałam sięgać po kolejny produkt skoro wciąż mam olejowy płyn Alverde. Poniekąd przymusiłam się do regularnego użytkowania produktu ale dzięki temu mam lepszy pogląd na tego dziada. Po ponad dwóch tygodniach codziennego użytkowania miałam zapchany niemal każdy por. Nie pamiętam aby coś podobnego w takim stopniu spotkało mnie wcześniej. Płyn zwyczajnie przeciążył moją skórę. Absolutnie nie jestem w stanie używać go na co dzień, a obecnie po każdym jego użyciu myję twarz dodatkowymi produktami.. a najlepiej wszystkim co mi w ręce wpadnie. Spoko.. Domestos trzymam w innym pomieszczeniu 😅

Miałam jednak problemy z tym produktem od samego początku. Największym problemem okazał się demakijaż oczu. Z samym rozpuszczeniem tuszu spisywał się dość dobrze ale usunięcie produktu z delikatnych powiek było od początku problematyczne. Ściereczki muślinowe, czy bardziej delikatne bambusowe i tak okazywały się zbyt drażniące. Wielokrotność pocierania dawała o sobie znać w związku z czym całkowicie zażegnałam użytkowanie produktu w tych rejonach. Zwyczajnie się nie da.


Skład (INCI): Glycine Soja Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Helianthus Annuus Hybrid Oil, Octyldodecanol, Ricinus Communis Seed Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Plukenetia Volubilis Seed Oil, Chamomilla Recutita Flower Extract, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Tocopherol, Tocopheryl Acetate, Helianthus Annuus Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, Alcohol, Parfum, Linalool, Limonene, Citronellol, Geraniol, Citral, Benzyl Benzoate.

  • Glycine Soja Oil (olej sojowy) - tworzy na powierzchni skóry ochronny, odżywczy film, który zmiękcza, wygładza i natłuszcza. Dostarcza witaminę E, uelastycznia i przyśpiesza regenerację skóry. W dużych stężeniach może nasilić problemy trądzikowe, powodować wypryski i zaskórniki jednak w niewielkich stężeniach jest zalecany w pielęgnacji skoty tłustej i trądzikowej (Komedogenność: skala 2 na 5)
  • Olea Europaea Fruit Oil (oliwa z oliwek) - posiada działanie odżywcze, nawilżające oraz regenerujące skórę. Opóźnia objawy starzenia oraz wygładza skórę. Witaminy w niej zawarte przenikają w głąb skóry. Witamina F zawarta w oliwie chroni skórę przed nadmierną utratą wilgoci. Wzmacnia naturalną odporność skóry. Łagodzi objawy trądziku, wspomaga leczenie ran, atopowego zapalenia skóry, łagodzi objawy łuszczycy i łupieżu. Zapobiega niedrożności mieszków włosowych.
  • Helianthus Annuus Hybrid Oil (Hybrydowy olej słonecznikowy) - tworzy na skórze ochronny, natłuszczający film. Wzmacnia skórę. W dużych stężeniach może nasilić problemy trądzikowe, powodować wypryski i zaskórniki (Komedogenność: skala 3 na 5)
  • Octyldodecanol (oktylododekanol) - substancja roślinna. Wielofunkcyjny składnik. Emulguje i stabilizuje emulsje, ma właściwości ochronne, natłuszczające, kondycjonujące skórę i włosy. Zapobiega przeznaskórkowej utracie wody (Komedogenność: skala 2 na 5)
  • Ricinus Communis Seed Oil (olej rycynowy) - wytłacza się z nasion rącznika pospolitego (Roconus communis). Działa przeciwzapalnie antygrzybiczo, antywirusowo i przeciwbakteryjnie. Pomocny w leczeniu zaburzeń wydzielania sebum. Nawilża skórę i wspomaga jej funkcje ochronne. Zmiękcza zarówno skórę jak i włosy, rzęsy i brwi poprawiając ich kondycję. Stosowany głównie w celu wzmocnienia oraz odżywienia rzęs i brwi, pobudza cebulki do wzrostu, sprawia, że włosy stają się grubsze i szybciej rosną. Może przyciemniać włosy. Jako samodzielny składnik może wysuszać dlatego najlepiej stosować go w mieszance olei.
  • Simmondsia Chinensis Seed Oil (olej jojoba) - Tworzy na powierzchni skóry dobrze przywieralną, niezbyt tłustą warstwę, która chroni przed czynnikami zewnętrznymi (wiatr, mróz). Wykazuje działanie łagodzące, uelastyczniające, wzmacniające cement międzykomórkowy, zmiękczające i lekko nawilżające. Rekomendowany w produktach dla kobiet w ciąży, zapobiega powstawaniu rozstępów. W dużych stężeniach może nasilić problemy trądzikowe, powodować wypryski i zaskórniki (Komedogenność: skala 3 na 5)
  • Plukenetia Volubilis Seed Oil (olej Inca-Inchi) - posiada bardzo dużą zawartość wielonienasyconych, niezbędnych kwasów tłuszczowych Omega-3 i Omega-6 wśród wszystkich olejów jadalnych. Olej Inca-Inchi należy do grupy olejów bardzo dobrze przyswajalnych przez skórę. Polecany do pielęgnacji skóry i włosów. łatwo wnika i penetruje w głąb skóry, wbudowując się w struktury skóry i przynosząc silne nawilżenie, wzmocnienie bariery lipidowej i regenerację. Zwalcza wolne rodniki, zapobiega destrukcji DNA. Redukuje nadwrażliwość, poprawia elastyczność skóry, wpływa na produkcję kolagenu. Odpowiedni do pielęgnacji okolic oczu.
  • Chamomilla Recutita Flower Extract (ekstrakt z rumianku pospolitego) - ma właściwości przeciwzapalne, przyśpieszające gojenie się ran, przeciwbakteryjne, pobudzające przemianę materii w skórze. Łagodzi zaczerwienienie, stany zapalne, podrażnienie, łuszczenie się w świąd skóry.
  • Aloe Barbadensis Leaf Extract (ekstrakt z liści aloesu) - wykazuje silne właściwości lecznicze. Leczy stany zapalne skóry, spojówek, poparzenia. Działa przeciwbólowo, kojącom gojąco, przeciwobrzekowo, oczyszczająco. ma działanie nawilżające. Reguluje pracę gruczołów łojowych, pomaga zmatowić skórę i zwęzić pory. Może być nakładany na skórę jak i włosy. W stanie czystym może odparowywać ze skóry powodując przesuszenie, dlatego warto łączyć go z emolientami. Nie powinien być stosowany przez osoby uczulone na salicylany np. aspirynę (Alergia: skala 1 na 5)
  • Tocopherol (tokoferol, witamina E) - ma właściwości konserwujące, przedłuża świeżość kosmetyków,zapobiega utracie koloru i zmianie zapachu. Ma silne działanie antyoksydacyjnie, ujędrnia, działa odżywczo i przeciwstarzeniowo na skórę, wzmacnia ściany naczyń krwionośnych, poprawia ukrwienie skóry, chroni przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi, przyśpiesza regenerację skóry. Może pochodzić z genetycznie modyfikowanych upraw GMO. (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 1 na 5)
  • Tocopheryl Acetate (octan tokoferylu, witamina E) - ma właściwości konserwujące, przedłuża świeżość kosmetyków,zapobiega utracie koloru i zmianie zapachu. Opóźnia poroces utleniania substancji. Na skórę działa przeciwzmarszczkowo, silnie antyoksydacyjnie, odżywczo, wzmacniająco i ochronnie.Sklasyfikowany jako potencjalny alergen. Może pochodzić z genetycznie modyfikowanych upraw GMO. (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 2 na 5)
  • Helianthus Annuus Seed Oil  (olej z nasion słonecznika) - pełni funkcję odżywczą, natłuszczającą, często stosowany w produktach ochronnych, z filtrami przeciwsłonecznymi. Działa przeciwzapalnie, łagodząco i przeciwrodnikowo. Dobrze się wchłania. Stosowany zbyt często i w dużych dawkach może nasilać problemy trądzikowe, zatykać pory skóry, powodować wypryski i zaskórniki (Komedogenność: skala 2 na 5. Alergia: skala 1 na 5)
  • Ascorbyl Palmitate (palmitynian askorbylu) - pochodna witaminy C. Wpływa na jędrność i elastyczność skory, wzmacnia ścianki naczyń krwionośnych, rozjaśnia skórę i wpłwa na spłycenie zmarszczek. Spowalnia procesy starzenia się skóry. Obecność kwasu askorbinowego powoduje regenerację witaminy E.Wykazuje umiarkowane działanie złuszczające i wyrównuje koloryt skory oraz rozjaśnia plamy i przebarwienia. Zalecany poziom aplikacji w kremach do 8%, w serum olejowym do 2%.
  • Alcohol (alkohol) - konserwuje, zapobiega psuciu kosmetyków, rozpuszcza substancje nierozpuszczalne w wodzie. Pomaga składnikom aktywnym przenikać w głębsze warstwy skóry. Ma działanie dezynfekujące, przeciwzapalne. Substancja silnie drażniąca, Nie zalecana dla skóry dziecięcej, wrażliwej, atopowej, suchej czy naczynkowej. Może wysuszać i uszkadzać naskórek (Alergia: skala 4 na 5)
  • Parfum (Perfumy, Zapach) - ogólne określenie kompozycji zapachowej, która może być różnego pochodzenia. Maskuje niepożądane zapachy. Niektóre kompozycje zapachowe mogą być bardzo silenie drażniące, uczulające i toksyczne, w zależności od użytych komponentów, z jakich powstały.
  • Linalool (linalol)- substancja zapachowa lub składnik kompozycji zapachowej. Ma właściwości bakteriobójcze, przeciwdziała nieprzyjemnym zapachom. Jako dodatek do kosmetyków może wywoływać reakcje alergiczne. Uważany za groźny alergen. (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 4 na 5)
  • Limonene (limonen) - substancja zapachowa lub składnik kompozycji zapachowej. Znajduje się na liście groźnych alergenów. Obecność tej substancji musi być uwzględniona w wykazie składników INCI, gdy jej stężenie przekracza 0,001% w produkcie niespłukiwanym lub 0,01% w produkcie spłukiwanym (Alergia: skala 5 na 5)
  • Citronellol (Cytronelol) - składnik kompozycji zapachowej imitujący zapach róży i geranium. Jest klasyfikowany jako drażniący, wpisany na oficjalną listę potencjalnych alergenów. (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 3 na 5)
  • Geraniol (Geraniol) - składnik kompozycji zapachowej. Substancja wpisana na oficjalną listę potencjalnych alergenów. Sklasyfikowana jako groźny alergen. (Alergia: skala 4 na 5)
  • Citral (Cytral) - składnik kompozycji zapachowej. Składnik sklasyfikowany jako potencjalny, groźny alergen. (Alergia: skala 4 na 5)
  • Benzyl Benzoate (benzoesan benzylu) - Składnik kompozycji zapachowej. Może być rozpuszczalnikiem innych substancji zapachowych, działa również antybakteryjnie i chroni kosmetyk przed zepsuciem. Składnik sklasyfikowany jako potencjalnie groźny alergen (Alergia: skala 4 na 5). Niebezpieczny dla kobiet w ciąży.
Ogólnie skład nie jest beznadziejny ale do tej ogólnej beznadziejności przyczynia się wybór olei, które zastosowano. Spora część z nich wykazuje działanie komedogenne na poziomie do 3 w skali od 1 do 5. Codzienne użytkowanie produktów, nawet nie naszpikowanych w takiej ilości jak tutaj, składnikami o działaniu komedogennym przyczyni się do zapchania gruczołów łojowych.. i nieszczęście gotowe. Chociaż podatność na zapychanie w dużej mierze jest kwestią indywidualną.. a ja jestem jedną z tych co mówią "zapycha mnie wszystko" 😅


Osobiście uważam, że jest to fatalny produkt. Jego działanie zasadniczy jest poprawne, bo radzi sobie z rozpuszczeniem makijażu ale już ze zmyciem samego produktu jest problem. O ile użyję żelu, który da im realne poczucie czystości skóry to gdzieś na poziomie porów, komórek czy jak tego nie nazwać z każdym użyciem będzie narastać problem. Dlatego warto zwracać uwagę na to jakie oleje i olejki towarzyszą nam w pielęgnacji. O ile jedne spiszą się rewelacyjnie w pielęgnacji doraźnej to wcale nie oznacza, że przysłużą się w rutynie codziennej. Jednak pamiętać należy, że ten problem nie tyczy się wyłącznie samej pielęgnacji naturalnej, bo również chemiczne składniki potrafią mieć wysoką komedogenność. Finalnie produkt nie musi mieć tłustej konsystencji aby z czasem przyczynić się do zapchania porów.

Wiesza jakie składniki mają najwyższą (5 w skali 1 do 5) komedogenność?
Zwracasz na to uwagę?


grudnia 19, 2017

CZARSZKA - AKSAMITNY BALSAM DO MYCIA TWARZY, CZY TO SZALEŃSTWO MA JAKIEŚ SENSOWNE PODSTAWY?

CZARSZKA - AKSAMITNY BALSAM DO MYCIA TWARZY, CZY TO SZALEŃSTWO MA JAKIEŚ SENSOWNE PODSTAWY?

Posiadaczką balsamu Czarszki stałam się zupełnym fartem.. ale to jednak z czasem dotarło do mnie jak wielki fart miałam. Monika z bloga Mama z różową torebką dała mi cynk, że Paulina wypuściła na świat trzy balsamy. Zajrzałam do sklepu, poczytałam, wybrałam i zamówiłam.. a potem odświeżeniu strony wszędzie widniał napis: "Ten produkt nie występuje już w magazynie". To dość zaskakujące, choć chyba jeszcze bardziej zaskakuje mnie to, że te balsamy wciąż rozchodzą się jak świeże bułeczki.. chociaż nie.. nie bułki.. to raczej jak pierwsze asortymenty torebek Wittchena w Lidlu.


Równie zaskakujące okazały się recenzje po tygodniu od otwarcia sklepu. Ja rozumiem, że jest to produkt do oczyszczania i może okazać się fajny albo nie, w dość krótkim czasie.. no ale po tygodniu? Potem przyszła wielka fala miłości. Czy czytałaś negatywną recenzję? Dość ciekawe jest też to, że naprawdę niewiele osób toleruje na swojej skórze tłuste oleje i balsamy. Po wielkim Boom ! na metodę OCM mam wrażenie, że jedynie nieliczni wciąż są jej wierni.. i w pełni to rozumiem.. bo sama wciąż ją lubię. Są jednak produkty, które są nazywane hydrofilowymi co oznacza, że z łatwością można je zmyć samą wodą. Balsamy Czarszki do takich nie należą o czym sama od początku mówi w prost. Zatem skąd ta wielka i nagła miłość?


Od producenta:
Balsam jest kosmetykiem, który ma za zadanie usuwać makijaż, nawet długotrwały oraz usuwać zanieczyszczenia, które zebrały się na twarzy w ciągu dnia zapobiegając przy tym niepotrzebnemu przesuszeniu skóry. Aksamitna konsystencja i świeży, cytrusowy zapach mają dodatkowo uprzyjemnić wieczorny rytuał pielęgnacyjny. Balsam zawiera między innymi regenerujący olej jojoba, ujędrniający olej makadamia oraz wzmacniający naczynka olej z arniki górskiej.
Odpowiednio dobrane proporcje olejków eterycznych z różowego grejpfruta, mandarynki i słodkiej pomarańczy zapewniają pachnącą, energetyzującą eksplozję przyjemności i odświeżenia.


Nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń co do opakowania. Lubię szkło choć w mojej łazience drży ono na widok mojego męża. Pomimo ciągłego użytkowania etykiety wciąż wyglądają nienagannie. Sam słoik jest wygodny w użytkowaniu, choć na samym początku miałam mega problem z jego odkręceniem.. zdecydowanie Paulina powinna przestać trenować te bicepsy. Pojemność 100 ml w cenie 60 zł jest dla mnie jak najbardziej do zaakceptowania, bo jest to produkt wydajny. Miałam już przyjemność poznać balsam Take The Day Off z marki Clinique (125 ml za około 130 zł) oraz rumiankowy balsam do demakijażu marki The Body Shop (90 ml za 60 zł). Balsam Czarszki wciąż plasuje się wśród nich najbardziej atrakcyjnie cenowo.. a jak z resztą?


Przede wszystkim bardzo lubię ten balsam za zapach. Wyraźny zapach cytrusów, który pobudza i odpręża. To naprawdę wielka przyjemność.. szczególnie wieczorem gdy padam zmaltretowana na twarz. Wszelkie podrygi jakiegokolwiek bólu głowy od razu mijają.. ale ja to akurat z tych co zapach cytrusów w kosmetykach wielbią. Z tego też względu to właśnie aromat był punktem, który przeważył przy wyborze balsamu. 

Również przypadła mi do gustu konsystencja balsamu. Miękka i delikatna choć w słoiku trzyma swoją formę jak zaczarowana.. nie rusza jej zewnętrzna temperatura. Ale.. ale.. pod wpływem ciepła dłoni zaczyna się topić momentalnie i zmienia się w tłusty olejek. Dokładnie! Żadne tam kiziu miziu tylko solidna dawka tłustości..


W pełni mi to odpowiada. To typowe dla balsamów/olejków, które z wodą się nie lubią i w pełni należy przyjąć to na klatę.. lub omijać szerokim łukiem. Balsam wymaga dodatkowego zmycia żelem lub pianką ale z takimi produktami miałam już do czynienia i w mojej ocenie są lepsze i gorsze.. czy może raczej przyjemniejsze i mniej przyjemne. Balsam Czarszki zdecydowanie plasuje się w gronie tych bardziej przyjemnych. Choć konsystencja jest treściwa to jednak nie męczę się kilkukrotnie ze zmywaniem jak miało to miejsce w przypadku olejku do demakijażu z Biolove. Ale.. w pierwszej kolejności zmywam makijaż płynem micelarnym, w drugim kroku sięgam po balsam, zmywam go kilkukrotnie za pomocą ściereczki muślinowej zamoczonej w ciepłej wodzie, a na koniec przy użyciu gąbki Konjac oraz żelu z witaminą C marki Avalon Organics zmywam resztki. Po prostu ful opcja.. i wcale nie czuję abym moją skórę maltretowała.



Co w składzie piszczy?

Skład (INCI): Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Arnica Montana Infused Oil, Citrus Grandis (Grapefruit) Oil, Citrus Sinensis (Sweet Orange) Oil, Citrus Nobilis (Mandarin) Oil.

  • Masło shea - ma właściwości odżywcze, nawilżające i łagodzące objawy suchości skóry. Wykazuje działanie pielęgnujące, natłuszczające i nawilżające. dzięki niemu skóra jest gładka i miękka. Przyśpiesza gojenie ran, podrażnień i stanów zapalnych.
  • Olej z pestek winogron - działa ściągająco, gojąco i poprawia napięcie skóry. W czystej postaci może przesuszać i mocno ściągać.
  • Masło mango - posiada właściwości nawilżające i regenerujące. Może być stosowany jako środek powierzchniowo czynny - czyszczący.
  • Olej z awokado - działa natłuszczająco, regenerująco, silnie odżywczo i ochronnie. Olej zbliżony w budowie do lipidów skóry, dlatego jest wysoce tolerowany, polecany do skóry dojrzałej, suchej i wrażliwej.
  • Oliwa z oliwek - odżywia, nawilża oraz regeneruje skórę, opóźnia objawy starzenia oraz wygładza istniejące zmarszczki. Posiada dobroczynne działanie ochronne przed czynnikami zewnętrznymi, uzupełniając wszelkie niedobory lipidowe. Witaminy w niej zawarte z łatwością przenikają skórę.
  • Olej jojoba - wykazuje działanie łagodzące, uelastyczniające, wzmacniające cement międzykomórkowy skóry, zmiękczające, natłuszczające i lekko nawilżające.
  • Olej z orzechów makadamii - oprócz właściwości natłuszczające ma również silne i głębokie działanie nawilżające. Polecany do skóry, łuszczącej się i wrażliwej.
  • Olej z arniki - wzmacnia naczynka, działa kojąco na rany, obrzęki i choroby skóry. Posiada właściwości zmiękczające.
  • Olejek z pomarańczy słodkiej - posiada właściwości antyseptyczne, ogrzewające, relaksujące, przeciwzapalne, regenerujące.
  • Olejek grejpfrutowy - hamuje wydzielanie łoju, normalizuje procesy rogowacenia, zapobiega zaburzeniom rogowacenia mieszków włosowych.
  • Olejek klementynkowy - stosowany głównie jako substancja zapachowa. Posiada właściwości antyseptyczne, odświeżające, tonizujące, rozjaśniające, gojące i opóźniające procesy starzenia skóry.
Skład muszę uznać za dość prosty, bo oleje i masła tu zawarte są mi raczej znane. Nic specjalnie mnie tu nie zaskakuje, jednak często to proporcje produktów czy nawet jeden składnik potrafi sprawić, że produkt zwyczajnie staje się dobry.


Ucząc się na własnych błędach wiem, że wcale nie trzeba być agresywnym aby oczyścić skórę twarzy. Jeśli nie lubisz metody OCM za to, że jest "tłusta" to z żadnym balsamem czy olejkiem też się nie polubisz. To nie jest produkt który robi cuda ale z pewnością bardzo ładnie, delikatnie i przyjemnie oczyszcza skórę.. i tyle! Przy używaniu balsamu nie doświadczyłam niczego negatywnego, a jego stosowanie przyjęłam do świadomości jako coś normalnego i naturalnego. Nie zastanawiam się czego tu dzisiaj użyć.. po prostu sięgam po balsam. Wraz z pogłębiającym się dnem zaczynam jednak odczuwać pewien niepokój.. czyżby czekała mnie stresująca sobota pełna wojowniczego nastawienia, gdzie moją bronią będzie myszka i klikanie "Odśwież" w sklepie czarszka.pl 😱 Bo jednak do balsamu chętnie bym wróciła.. na szczęście mam w zapasach kilka fajnych produktów więc może międzyczasie to szaleństwo ustanie? Chociaż trochę? Ociupinkę?

Balsam zapewne kojarzysz, ale czy poznałaś lepiej?
Którą wersję wybrałabyś dla siebie?


września 22, 2017

PURE SKIN FOOD, CZYLI CZYSTA NATURA W WALCE O PIĘKNĄ SKÓRĘ

PURE SKIN FOOD, CZYLI CZYSTA NATURA W WALCE O PIĘKNĄ SKÓRĘ

Od dawna miałam chęć na przetestowanie w pełni organicznych produktów Pure Skin Food pochodzących z Graz w Austrii. Przemawiały do mnie nie tylko śliczne opakowania utrzymane w minimalistycznych kolorach i grafice ale sama nazwa marki i przede wszystkim składy. Nazwa zdecydowanie oddaje to co znajdziemy w środku czyli całkowicie czyste substancje najwyższej jakości, które będą karmić naszą skórę. Prawda, że brzmi cudownie?  Ale teoria zawsze jest bardzo obiecująca.. liczą się efekty!


Z dostępnego asortymentu Pure Skin Food najbardziej ciekawiły mnie olejki Beauty. Hydrolaty / Toniki również wydawały się ciekawe ale miałam co do nich sporo wątpliwości, czy są mi potrzebne przy moich zapasach. Jednak w sklepie Bioana była bardzo fajna oferta na wszystkie zestawy Pure Skin Food i to przekonało mnie całkowicie. 

Zdecydowałam się na zestaw skomponowany na potrzeby skóry wrażliwej, podrażnionej i skłonnej do alergii. Z mojego punktu widzenia to zawsze najbezpieczniejsze rozwiązanie. W końca każda cera miewa lepsze o gorsze dni. Moja w tych gorszych najczęściej jest podrażniona i wymaga ukojenia oraz łagodnego traktowania. Co jednak nie oznacza, że produkty kupiłam wyłącznie z myślą o takich dniach. Niejednokrotnie moja skóra daje mi znać, że tego całego nawilżania, natłuszczania, przesuszania, oczyszczania jest za dużo dlatego staram się aby moja pielęgnacyjna rutyna opierała się głównie na łagodnych produktach.. i ten zestaw wydał mi się idealny.

W jego skład zestawu wchodzi Tonik (hydrolat) z rumianku pospolitego oraz Olejek Beauty do skóry wrażliwej, alergicznej oraz cery normalnej


PURE SKIN FOOD - TONING MOISTURISER SOOTHING & STRENGHTENING CALMING CHAMOMILE

Od producenta:
Tonik nawilżający z rumiankiem doskonale tonizuje i nawilża skórę:
  • uspokaja suchą, napiętą i podrażnioną skórę
  • ma silne działanie przeciwzapalne
  • wyciąg z rumianku skutecznie działa na skórę przy wysypkach i trądziku
  • cudowanie uspokaja skórę po kąpieli słonecznej

Tonik można stosować do oczyszczania, usuwania makijażu, jako toner i balsam do twarzy oraz całego ciała i włosów.

Łagodny Tonik nawilżający powstał z czystych wyciągów roślinnych, zawiera wyselekcjonowane wysokiej jakości składniki pielęgnacyjne, nie zawiera alkoholu, sztucznych barwników, substancji zapachowych ani konserwantów.


W zestawie znajdowało się 50 ml opakowanie toniku ale bez przeszkód można je kupić oddzielnie w dwóch pojemnościach: 50 ml oraz 100 ml. Należy jednak wziąć pod uwagę krótki termin przydatności, bo zaledwie 3 miesięczny od otwarcia. Jeśli lubisz naturalną pielęgnację to z pewnością zaskoczona nie jesteś.. to często cecha naturalnych kosmetyków.

Tonik ma lekko żółtawy kolor co również jest typowe dla produktów na bazie rumianku, a także charakterystyczny zapach. Miałam już styczność z hydrolatem z rumianku ale ten zapach wydaje mi się bardziej intensywny. Dla niektórych może to okazać się zbyt drażniące dla nosa.. ale mi osobiście ta intensywność nawet pasuje. 

Miałam niewielkie problemy z dozownikiem. Mgiełka która się wydobywała miała kształt.. koła.. dziwne aby miała kształt trójkąta 😂 ale aplikując bezpośrednio w centralną część twarzy, środek otrzymywał mniej produktu niż broda, czoło i żuchwa. Nie jest to jakiś szczególny problem.. bo wystarczyło zmienić sposób aplikacji.. i nie będę się tego czepiać głównie dlatego, że każde psiknięcie to prawdziwa lekka mgiełka! Żadnego silnego strumienia.. tylko leciutka prosto na skórę.


Skład (INCI): Chamomilla Recutita Flower Water*, Limonene**.
*100% bio
**naturalny składnik olejków eterycznych

Rumianek pospolity na bazie którego stworzono tonik jest dość dobrze znaną i powszechną rośliną. Znajdziemy go w produktach do pielęgnacji skóry wrażliwej jak i podrażnionej. Posiada silne właściwości łagodzące oraz nawilżające w związku z czym sprawdzi się również na cerach delikatnych, naczynkowych czy trądzikowych. Ma działanie przeciwzapalne oraz antyseptyczne.

Jak go stosowałam?
Początkowo głównie w duecie z olejkiem, czyli po oczyszczeniu skóry tonik i kilka kropli olejku, ale także jako mgiełkę do odświeżenia skóry czy ukojenia. W każdym z tych przypadków spisywał się całkiem fajnie i rzeczywiście widziałam jego właściwości antyseptyczne i przeciwzapalne. W trudniejszym okresie fundowałam skórze maseczkę w płacie nasączoną tonikiem i również jako samodzielny produkt spisywał się całkiem dobrze.


W zasadzie nie mam co do tego produktu zastrzeżeń jeśli chodzi o jego działanie.. wątpliwości mam co do ceny, bo jednak hydrolat z rumianku pospolitego można znaleźć w kilkukrotnie niższej cenie. Nie mam za bardzo porównania jeśli chodzi o inne hydrolaty, bo jednak jeden drugiemu nie zawsze jest równy. Przykładowo bardzo lubię hydrolaty z róży damasceńskiej ale wiem z doświadczenia, że są lepsze i gorsze. Często to zależy od uprawy i pochodzenia danych roślin. W tym przypadku zakładam, że jest podobnie.. zatem z ceną idzie jakość, której odmówić nie mogę.


PURE SKIN FOOD - BEAUTY OIL FOR NORMAL & SENSITIVE SKIN

Od producenta:
Połączenie cennych, odżywczych właściwości olejków roślinnych przynosi cudowny efekt dla skóry.

bezzapachowy, bez olejków eterycznych
tłoczone na zimno oleje roślinne
olej z pestek moreli
olej jojoba bogaty w naturalną witaminę E
olejek z nasion chia i lnianki
cenne antyoksydanty

Roślinne olejki wnikają w skórę głębiej niż tradycyjne kremy pielęgnacyjne, dzięki czemu odżywiają również komórki dolnych warstw skóry. Bogate w kwasy tłuszczowe olejki nawilżają, chronia naszą skórę przed zanieczyszczeniami i czynią ją miękką i jędrną.

Zastosowane olejki mają silne działanie przeciwzapalne i tworzą przepuszczalną ochronę lipidową przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych, a ponadto przyśpieszają proces regeneracji skóry.


To był główny powód moich zakupów. Niewielka buteleczka z ciemno-zielonego szkła z niezawodną pipetą mieści w sobie 30 ml produktu. Tu również mamy trzy miesięczny okres ważności od otwarcia. Jedyne z czym się nie mogę zgodzić to zapach.. ja go wyczuwam. Fakt.. jest bardzo delikatny już w opakowaniu, a na skórze całkowicie niewyczuwalny.

Olejek zaskoczył mnie poniekąd konsystencja.. jest bardzo lekki. To nie jest typowy olejek, który na skórze pozostawi tłustą czy lepką warstwę! Niewielka ilość rozprowadzona na skórze sprawia, że praktycznie wcale go nie czuć.. nie tego się spodziewała, a w takie "rozczarowania" zawsze są mile widziane.


Później pomyślałam, że tak lekką konsystencję i pojemność zużyję w ciągu półtora miesiąca i nawet nie poczuję jakichkolwiek efektów. Ohh.. tak bardzo już dawno się nie pomyliłam. Aby zaaplikować olejek na twarz i szyję w wersji solo wystarczą mi.. DWIE KROPLE!

Już po kilku użyciach widziałam, że moja skóra jest zadowolona. Stała się bardziej odżywiona, ukojona, jędrniejsza, gładsza i ukojona. Stosowałam głównie na noc w postaci 2-3 kropli delikatnie roztartych w dłoniach i "wciśniętych" w skórę twarzy oraz szyi. Rano skóra wcale nie była nadmiernie przetłuszczona. W związku z czym pokusiłam się o stosowanie zestawu w porannej pielęgnacji, a także pod makijaż. Moja skóra nigdy tego duetu nie miała dosyć, a należy do mieszanych. Produkty zarówno dobrze sprawdzały się na suchych partiach skóry jak i na tłustych (strefa T). Nidy z ich powodu nie miałam przykrych dolegliwości w postaci wysypu niedoskonałości, zapchanych porów, podrażnienia.. a już po miesiącu stosowania zestaw zakwalifikował się do ulubieńców miesiąca.


Po dwóch miesiącach używania olejku jego zużycie było znikome. W sercu panika, bo jednak nienawidzę wyrzucać produktów tylko dlatego, że niewystarczająco ogarnęłam temat zużywania.. a już szczególnie nie takich produktów!

Na stronie sklepu znalazłam sporo sugestii jak jeszcze można wykorzystać olejek.

  • do demakijażu
  • jako dodatek to kremów
  • w pielęgnacji ciała np. po kąpieli zamiast balsamu
  • w pielęgnacji włosów - wtarty w końcówki włosów
  • w pielęgnacji paznokci - wtarty w skórki
  • jako składnik peelingi do ciała lub twarzy
  • jako składnik maseczek

W formie produktu do demakijażu olejek spisuje się rewelacyjnie. Jest o wiele lżejszy od olejków czy balsamów, które stosowałam dotychczas przez co w wiele łatwiej usunąć go z powierzchni skóry. Z samym oczyszczeniem skóry również radzi sobie bardzo dobrze, a moje oczy wcale nie protestują gdy dojdzie do przypadkowego spotkania. 

Równie fajnie sprawdza się w pielęgnacji ciała. Najbardziej polubiłam aplikować go w lekko wilgotną skórę. Bez najmniejszych przeszkód mogę się od razu ubrać, a skóra jest bardzo przyjemnie odżywiona. Sprawdził się szczególnie przy podrażnieniach po depilacji czy goleniu ale także aplikowany dodatkowo w ciągu dnia na łokcie, kolana, jako zamiennik kremu do rąk czy w formie kompresu na otarcia skóry.

Moje włosy również się z nim zaprzyjaźniły. Po ich wysuszeniu wcieram olejek w końcówki, które wcale nie są pod jego wpływem przeciążone czy klejące się w strąki. Za to od kilku dobrych miesięcy nie byłam u fryzjera na podcięcie końcówek i wciąż nie widzę takiej potrzeby.


Skład (INCI): Simmondsia Chinensis Oil (olej jojoba), Macadamia Ternifolia Seed Oil (olej z orzechów makadamii), Prunus Armeniaca Kernel Oil (olej z pestek moreli), Salvia Hispanica Seed Oil (olej z szałwii hiszpańskiej), Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy), Camelina Sativa Oil (olej z lnianki siewnej), Rosmarinus Officinalis Leaf Extarct (wyciąg z rozmarynu).

Olej jojoba tworzy na skórze lekką niezbyt tłustą warstwę chroniąc skórę przed czynnikami zewnętrznymi. Wykazuje działanie łagodzące,wzmacniające, zmiękczające oraz lekko nawilżające.

Olej z orzechów makadamii ma silne działanie uelastyczniające skórę dlatego często można go spotkać w produktach do ciała, włosów oraz twarzy. Spłyca zmarszczki i zapobiega powstawaniu nowych, skuteczny w walce z rozstępami i cellulitem, a dzięki silnym właściwościom nawilżającym znajduje zastosowanie także w pielęgnacji włosów.

Olej z pestek moreli jest mile widziany w produktach do pielęgnacji cer wrażliwych i alergicznych. Jest lekki i ma delikatne działanie napinające, wygładzające i odżywcze.

Olej z nasion szałwii hiszpańskiej dzięki wysokiej zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych wnika i penetruje w głąb skóry przynosząc silne nawilżenie, wzmocnienie bariery lipidowej i regenerację. Zwalcza wolne rodniki, działa antyoksydacyjnie, wzmacnia ochronę przeciwsłoneczną i zapobiega destrukcji DNA. Idealny do cer wrażliwych, atopowych, łuszczących, a także tłustych i trądzikowych. 

Olej kokosowy silnie natłuszcza i chroni skórę przed odparowaniem wilgoci i zewnętrznymi czynnikami.

Olej z lnianki siewnej posiada bardzo wysoką zawartość (dochodzącą do 90%) niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych. Posiada właściwości odżywcze i pomaga przy schodzeniach takich jak egzema czy łuszczyca. Sprawdzi się na cerach wrażliwych, delikatnych oraz dojrzałych. To jeden z lepszych "wymiataczy" wolnych rodników.

Ekstrakt z rozmarynu posiada silne działanie przeciwzapalne, antybakteryjne i przeciwgrzybicze. Pobudza krążenie, łagodzi objawy alergii, obrzęk oraz wzmacnia skórę i przyśpiesza procesy regeneracyjne.



Produkty Pure Skin Food znajdziesz w sklepie Bioana. Tylko zobacz jak są pięknie pakowane! Aż czuję się miłość nie tylko do kosmetyków ale i do klientów. Do tego widać jak bardzo sklep Bioana zwraca uwagę na rodzaj asortymentu, który nam oferuje. Tam nie ma produktu, którego nie chciałabym przetestować i tych produktów nie znajdziesz w żadnym innym sklepie. Sklep, który naprawdę mnie zauroczył i wbrew pozorom nikt nie kazał, prosił, błagał ani nie zapłacił abym tak napisała. Z resztą.. jeśli tam zaglądasz to wiesz o czym piszę 😜 
Do mojego zamówienia dodatkowo dostałam próbkę dezodorantu Pony Hütchen.. po prosty strzał w dziesiątkę!

Ponadto produkty Pure Skin Food są odpowiednie dla wegan i nie są testowane na zwierzętach. 


Słyszałaś o produktach Pure Skin Food?
Znasz sklep Bioana?


maja 25, 2017

BIOLOVE - OLEJEK DO DEMAKIJAŻU ORAZ SZMATKA BAMBUSOWA. GODNY PRZECIWNIK OLEJKU RESIBO?

BIOLOVE - OLEJEK DO DEMAKIJAŻU ORAZ SZMATKA BAMBUSOWA. GODNY PRZECIWNIK OLEJKU RESIBO?

Tak! Jestem fanka oczyszczania twarzy przy użyciu olejków, balsamów, pianek i wszelkich innych dziwnych konsystencji. Nie wiem czy to się kiedykolwiek zmieni ale, żeby nie było tak kolorowo.. także i tutaj mam pewne wymagania. Spośród olejków do demakijażu jednym z moich faworytów jest olejek Resibo i chętnie do niego wracam. Jednak chęć testowania nowości jest znacznie silniejsza. Taką nowością na rynku jest olejek do demakijażu Biolove.. ale czy będzie z tego Love na miarę Resibo?


Od producenta:
Naturalny olejek do demakijażu skóry mieszanej i normalnej. Dokładnie zmywa makijaż. Przy regularnym stosowaniu skóra staje się miękka, nawilżona i wygładzona.

Sposób użycia:
Nałóż niewielką ilość olejku na twarz i przez chwilę masuj. Zwilż ściereczkę bambusową ciepłą wodą i za jej pomocą zmyj z twarzy olej i resztki makijażu.


Olejek Biolove do demakijażu wpadł mi w oko w idealnym momencie, bo akurat na wykończeniu miałam olejek Resibo. Oba olejki mają dobre składy, identyczną pojemność 150 ml ale inne ceny. Za Resibo obecnie należy zapłacić 59 zł, a za Biolove 35 zł. Różnica znacząca, więc pozostaje tylko się cieszyć.. przynajmniej teoretycznie..


Opakowanie jest całkiem ładne i poręczne ale w użytkowaniu fatalne..  koszmarnie, tragicznie, fatalne.. Już po pierwszych użyciach olejek rozlał się wokół dozownika, a w końcu zawartość zaczęła wypływać każdą możliwie dostępną drogą. Po kilku kolejnych użyciach całe opakowania miałam już upaćkane, ale także półkę na której olejek urzęduje. Jeszcze kilka podejść i miałabym urypane inne kosmetyki, potem całą szafkę.. łazienkę.. dom.. blok.. miasto.. No dobra fantazja mnie ponosi :-D ale każda osoba, która nawet w granicach normy lubi czystość użytkowania kosmetyków, będzie tym opakowaniem poirytowana.


Na szczęście mam tendencję do przechowywania dobrych jakościowo opakowań.. na wypadek właśnie takiego przypadku. Olejek Biolove przelałam do opakowania po zużytym olejku Resibo. Teraz korzystanie jest o wiele bardziej przyjemne, wygodne i higieniczne. 

Olejek ma łagodny i przyjemny zapach co dodatkowo umila wieczorny rytuał oczyszczania. Jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że olejek Biolove jest jakby bardziej tłusty od Resibo. To wrażenie przekłada się na to, że za każdym razem sięgam po jeszcze dodatkową pompkę olejku, jeszcze raz dokładnie płuczę ściereczkę, jeszcze raz przemywam twarz.. a wrażenie wciąż tłustej mini powłoczki pozostaje. Nigdy po olejku mnie nie wysypało i nigdy nie miałam żadnych innych negatywnych objawów po jego użyciu. W związku z czym uważam, że moją skórę oczyszcza dobrze.. ale.. ta tłustość doprowadza mnie do szału. Mam ochotę ciągle się myć, a przecież pod palcami tej tłustości wcale nie wyczuwam. Omamy?

Ostatecznie do wieczornego rytuały oczyszczania wprowadziłam piankę oczyszczającą Neogen, która miała służyć mi głównie przy porannej pielęgnacji. Po przemyciu twarzy płynem micelarnym, sięgam po olejek Biolove (minimum 2 razy), a na zakończenie przemywam twarz używając pianki. Dzięki temu wrażenia tłustej warstwy pozbywam się całkowicie.


Skład (INCI): Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olejek ze słodkich migdałów), Vitis Vinifera Seed Oil (olejek z nasion winogron), Ricinus Communis Seed Oil (olejek rycynowy), Simmondsia Chinensis Seed Oil (olejek jojoba), Tocopheryl Acetate (witamina E), Argania Spinosa Kernel Oil (olejek arganowy), Hippophae Rhamnoides Fruit Oil (olejek z owoców rokitnika), Plukenetia Volubilis Seed Oil (olejek sacha inchi), Sclerocarya Birrea Seed Oil (olejek marula), Parfum.


Do wybory mamy dwa rodzaje olejków Biolove: do cery tłustej i mieszanej oraz do suchej. Jeśli zastanawiasz się jaki rodzaj olejku do oczyszczania wybrać to podpowiem.. wybierz ładniejsze opakowanie. Nie.. nie.. wszystko ze mną dobrze.. tzn. w granicach normy. Haczyk? Wersja przeznaczona do cery mieszanej i ta do cery suchej mają identyczne składy.. Identyczne!

Co więcej tej sam "błąd" występuje w przypadku olejków Nacomi (ten sam producent). Nawet miedzy Biolove, a Nacomi nie ma specjalnie drastycznych różnic w składach. Do połowy są identyczne, a druga połowa składu olejków Nacomi to dokładnie odwrotna kolejność drugiej połowy składu olejków Biolove. Zatem, jeśli się zastanawiasz nad zakupem to w pierwszej kolejności sprawdź ceny Biolove oraz Nacomi i kup to co jest tańsze. W innym wypadku wybierz opakowanie, które bardziej Ci się podoba.

Osobiście taką wtopę uważam za "nieco" żenującą.


Wraz z olejkiem kupiłam bambusową ściereczkę. Akurat tego typu gadżetów przy stosowaniu OCM nigdy nie jest za wiele. Niemal każda ściereczka jest inna i inaczej działa. Grubsze i bardziej delikatne ściereczki pięknie otworzą pory i oczyszczą skórę z zanieczyszczeń. Zadziałają na skórę jak parówka. Za to muślinowe poza oczyszczeniem usuną martwy naskórek więc z powodzeniem mogą zastąpić peeling ale nie warto z nimi przesadzać. 

Chociaż demakijaż olejkiem przy użyciu ściereczek jest mi już dość dobrze obeznany to jednak ze ściereczką bambusową nie miałam wcześniej styczności. Ściereczka Biolove z pewności zasługuje na pokłony z uwagi na wielkość. Jest po prost duża i takiej wielkości powinny absolutnie wszystkie ściereczki. 


Ściereczką składa się z dwóch warstw tkaniny obszytych wokół rąbka. Z pewnością wywarła na mnie lepsze wrażenie niż ściereczki muślinowe z allegro za niecałe 5 zł. Niestety bardziej liczy się działanie i komfort użytkowania, a tu niestety szmatki za 5 zł maja przewagę. Szmatka bambusowa w porównaniu do muśliny ma luźniejszy i większy ścieg. W efekcie mam wrażenie, że wcale nie jest tak skuteczna jak muślina. Przy jej używaniu nie jestem w stanie pozwolić sobie na to aby chociaż raz w tygodniu nie użyć peelingu.



Co do wykonania i jakości nie mam jej zupełnie nic do zarzucenia. Nawet po kilku praniach wciąż wygląda świetnie (zdjęcie poniżej). Wszelkie tłuste olejowe plamy bez problemu się odeprały w pralce.. przy 30 stopniowej temperaturze prania. Nie zaszkodziła jej również wyższa temperatura prania. Resztki podkładów, różu, bronzera czy nawet tuszu do rzęs pięknie zeszły, a szmatka wciąż wygląda jak nowa. Za to muślinowe szmatki wyglądają tak, że nie wiem czy ktoś nimi podłogi nie wycierał.. nawet świeżo po praniu.


Wydajność olejku uważam za całkiem dobra. Po prawie 2 miesiącach codziennego stosowania zostało mi nieco mniej niż połowa opakowania (stan obecny zdjęcie poniżej) więc podejrzewam, że posłuży mi jeszcze około 1,5 miesiąca. Zatem 3,5 miesiąca to naprawdę dobry rezultat. Podobną wydajność ma olejek Resibo.


Apel do producenta: Błagam.. zmieńcie to opakowanie! Przenigdy nie zaryzykowałabym podróży z tym opakowaniem.. nawet zawiniętym w 5 woreczków i 3 reklamówki.

Naprawdę nie wiem co sądzić o tym olejku. W zasadzie spełnia swoją rolę, tak samo ściereczka. Do tego wcale nie jest drogi i ma całkiem dobrą wydajność. Mimo wszystko czegoś mi tu brakuje, coś jest nie do końca tak jak powinno.. Ale co? To typ produktu o którym mogę powiedzieć, że warto spróbować ale sama nie wiem czy do niego wrócę.

Miałaś już kiedyś takie dylematy z kosmetykami ?
A może miałaś już z nim styczność i masz podobne uczucia?





Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger