listopada 17, 2016

PAŹDZIERNIKOWE DENKO 2016

   Wyjątkowa zmiana planów. Z reguły moje denka dotyczą całego kwartału, jednak z uwagi na zbliżające się święta rozpoczęłam przedświąteczne porządki, co owocuje dość sporym zasobem zużytych lub nie do końca zużytych produktów. Nie jestem w stanie w dalszym ciągu przechodzić obok i tak już zapełnionego kosza.. to wbrew mojej naturze. Dlatego w tym okresie denka pojawią się co miesiąc.. choć podejrzewam, że to grudniowe będzie naprawdę wyjątkowe.. zobaczymy.



   Do takiego rozłożenia denek, motywuje mnie jeszcze jedno.. postanowienie, że w tym okresie skupię się na zużywaniu. Ponadto nie ze wszystkimi produktami chcę wejść w Nowy Rok, bo nie wszystko mi się sprawdziło, a z niektórymi pora się rozstać ze względu na zbliżający się termin ważności.
   

   JASON NATURAL - SUPER-C CLEANSER
   Żel do oczyszczania twarzy o świetnym pomarańczowo-mandarynkowym zapachu. Niestety przy zbyt częstym stosowaniu wysuszał mi skórę, chociaż w jego składzie nie ma SLSów ani parabenów. Sama marka Jason jest u nas dostępna ale nie w pełnym asortymencie. Tego konkretnego żelu na próżno szukać, ale ze względu na przyjazne składy warto markę poznać bliżej. 
   Recenzja: Jason Natural - Super-C Cleanser.


   REN - GLOBAL PROTECTION DAY CREAM
   Samą markę REN bardzo sobie cenię. Niestety seria Evercalm dość brutalnie pokazała mi, że nie jest serią dla mojej skóry. W składzie tej serii występuje składnik, który przyczynia się do zapychania porów mojej skóry, przez co nie byłam w stanie przez dłuższy czas używać tego kremu. Jednak sama seria jest godna uwagi i warto na te produkty polować w postaci zestawów.


   MAKE ME BIO - FEATHERLIGHT
   Krem przeznaczony dla skóry tłustej i mieszanej. Całkiem fajnie sprawdzał mi się w cieplejszym okresie. Nie przetłuszczał skóry dość dobrze nawilżał. Nie robił nic złego. Dobrze współpracował z podkładami. Całkiem poprawny krem z dobrym składem. Nie wykluczam tego, że jeszcze na kremy Make Me Bio się skuszę. Ten konkretny doczekał się recenzji, którą znajdziesz tutaj: Make Me Bio - Featherlight.


   L'BIOTICA - KOLAGENOWE PŁATKI POD OCZY
   Płatków pod oczy nigdy za wiele. Śmiało mogę powiedzieć, że jestem fanką tego typu produktów. Osobiście jednak minimalnie bardziej wolę te w formie hydrożelowej. Do tych jednak z pewnością również powrócę.


   EFEKTIMA - HYDROŻELOWE PŁATKI POD OCZY
   Wersja złota najbardziej przypadła mi do gustu. Potrafię z nimi zasnąć, a rano oderwać wysuszone na wiór płatki. Skóra rano jest nawilżona i bez opuchlizny czy zmęczenia.Wciąż kupuję zapasy gdy tylko pojawi się promocyjna cena.


   SEPHORA - MASKA W PŁACIE Z AWOKADO
   Maska z awokado to wersja odżywcza i regenerująca. Ma za zadanie także koić skórę. Poza tym, że maska była dość dobrze wycięta i świetnie nawilżona, to samych efektów na skórze nie zauważyłam. Nie jestem przekonana czy jest warta wydania 19 zł.


   LCOSIN - ALOE HYALURONIC ACID MASK
   Jedna z masek, które dostałam od Moniki z bloga Mamy z Różową Torebka. Maska na bazie kwasu hialuronowego z aloesem o działaniu nawilżającym i łagodzącym. Bardzo dobrze nasączony materiał. Miałam wrażenie, że druga połowa substancji została w opakowaniu. Bardzo mocno nawilża i ładnie koi skórę. Sam materiał nie jest specjalnie dopasowany do twarzy i trzeba się troszkę nagimnastykować. Po zdjęciu, pozostaje wilgotna nieco lepka warstwa. Maskę nałożyłam przed pójściem spać i lepkość tej warstwy nie pozwoliła mi aby swobodnie zasnąć. Wiem, że w nocy wytarłabym twarz w poduszkę więc musiałam nadmiar warstwy ściągnąć wacikiem. Być może to mój błąd. Maskę dostaniecie na aliexpress w cenie 9,70$ za 6 sztuk masek.


   PURLES - ODNAWIAJĄCY KREM EKSFOLIUJĄCY
   Tego kremu używałam w złym momencie, czyli przy okazji używania innych produktów złuszczających. Efekt jest taki, że nie widziałam żadnych rezultatów. Na szczęście mam w zapasie jeszcze jedną próbkę i tym razem jej nie zmarnuję. Lubię tego typu produkty.  Za pełnowymiarowy 50 ml krem zapłacimy 103 zł.


   CIEN - PŁATKI KOSMETYCZNE
   Płatki kosmetyczne Cien znajdziemy w Lidlu. Z regóły nie przywiązuje się do takich produktów ale te są naprawdę fajne. Szczególnie przypadły mi do gustu duże owalne płatki. Są mięciutkie i nie pylą się, tak jak to potrafią robić niektóre. Z chęcią sięgnę po kolejne opakowania.


   COLGATE - MAX WHITE ONE ACTIVE ORAZ MAXIMUM CAVITY PROTECTION WERSJA MINI
   White nie wybiela, a Protection niczego nie ochrania. Nazwa bo nazwa i nic więcej. Staram się odejść od tego typu past do zębów, ale zapasy muszę zużyć. Nie planuję powrotu.

   CURAPROX - ULTRA SOFT 5460
   Szczoteczka do zębów polecana przez mojego dentystę. Nie mam pojęcia ile kolorów tych szczoteczek przeszło przez moje dłonie. Z reguły szczoteczki wymieniam raz na kwartał  lub minimalnie nieco dłużej. Powód? Z czasem włosie twardnieje przez co może nie czyścić zębów zbyt dokładnie, a przy okazji może być zbyt drapiące dla dziąseł.. i oczywiście namnażanie bakterii.. to jednak dotyczy wszystkich szczoteczek do zębów. Nie kupuję innych szczoteczek. Mam ich zapas i zawsze kupuję hurtowe ilości.


   EC LAB - BALIJSKI ŻEL POD PRYSZNIC
   Bardzo przyjemny odświeżający zapach kwiatów. Żel ładnie się pienił ale nie wysuszał skóry tak jak to potrafią zrobić żele na bazie SLSów. Z chęcią wypróbuję pozostałe wersje zapachowe.
   Recenzja: EC-LAB - Balijski żel pod prysznic.


   LINDA - MYDŁO W PŁYNIE EKSTRAKT Z IMBIRU
   Biedronkowe mydło w płynie, które uwielbiają moi rodzice. W zasadzie nie dziwię się, bo mydła te mają świetne zapachy. Niestety SLSy dość mocno wysuszają mi dłonie. To miało być moje ostatnie mydło ale okazało się, że mąż zużywa mydła w ekspresowym tempie. Służą mu głównie do mycia stóp po przyjściu z pracy.. w związku z czym, w użyciu kolejna wersja zapachowa.


   OILATUM - ŻEL DO MYCIA GŁOWY I CIAŁA
   Łagodny produkt do kąpieli? Tak poproszę! Tego typu specyfiki zawsze bardzo chętnie wypróbuję. Ten konkretny przeznaczony jest dla dzieci od 1 dnia życia. Jednak jego skład jest mocno wątpliwy.. silny detergent i prawie żadnych sensownych emolietnów, nawet tych chemicznych. Już lepiej dla dziecka wybrać Rossmannowskie Babydream.


   EC-LAB - FRANCUSKIE MLECZKO DO CIAŁA
  Obłędny aromat moreli. Świetne delikatne mleczko, szybko się wchłania i nawilża. Dla mocno wymagającej skóry ciała może okazać się niewystarczające. W lecie sprawdzało się za to genialnie. Brak tłustego filmu na ciele w 30 stopniowym upale zawsze docenię. Jestem ciekawa innych wersji zapachowych i nie wykluczam powrotu.
   Recenzja: EC-LAB - Francuskie mleczko do ciała.


   L'OCCITANE - ULTRA RICH BODY CREAM 25% SHEA BUTTER
   Nie jestem fanką składów produktów L'Occitane ale zapachów jak najbardziej. Bardzo treściwy i bogaty krem, który faktycznie bardzo ładnie nawilża i odżywia skórę, a przy tym pięknie pachnie. Nie ukrywam, że do produktów L'Occitane bardzo mnie ciągnie.. ale tych do ciała. Za słoik 200 ml takiego kremu zapłacimy 149 zł.


   BANIA AGAFII - ZMIĘKCZAJĄCY PEELING DO STÓP
   Moje stopy są chyba zbyt wymagające abym mogła odczuć większą różnicę. W dodatku peeling okazał się bardzo niewydajny. Chyba miałam już lepsze zdzieraki, choć nie koniecznie tańsze. Jeśli nie masz ze stopami problemu, to warto wypróbować.


   BATH & BODY WORKS - JAPANESE CHERY MGIEŁKA
  Zapach kupiony na podstawie opinii innych wielbicielek mgiełek zapachowych. Niestety zupełnie nie trafiony zapach. Nie tak wyobrażam sobie zapach kwiatu wiśni. Przez ten fakt zupełnie straciłam zainteresowanie mgiełkami Bath & Body Works, dotyczy to również pozostałych produktów. Z pewnością nie kupię ponownie w ślepo.


   INSIGHT - ANTI-FRIZZ SHAMPOO
   Nawilżający szampon do włosów InSight chyba najbardziej uwielbiam za jego zapach. Nie zawiera typowych SLS ale nie jest pozbawiony silniejszych detergentów. Bardzo ładnie oczyszcza skórę głowy oraz włosy. W użyciu kolejne opakowanie.


   MARION - SZAMPON ULTRA MOCNY DO WŁOSÓW ROZJAŚNIANYCH
   Faktycznie niweluje żółty odcień włosów, ale przy okazji dość mocno plątał moje włosy i je przesuszał. Nie wrócę do niego, choć na plus uznać trzeba, że nie brudził dłoni ani wanny oraz dość dobrze się pienił. Mimo wszystko poszukam czegoś innego.


   EUBIONA - SENSITIVE SHAMPOO
   Szampon z wyciągiem z owsa do wrażliwej skóry głowy, do stosowania nawet kilka razy dziennie. Nie zawiera SLSów, ani Cocamidopropyl Betainy ale w składzie znajdziemy alkohol, który nie każdy może tolerować. Byłam przekonana, że tak niewielką próbką nie będę w stanie umyć moich długich włosów ale myliłam się. Szampon dość dobrze się pienił jak na produkty o lepszych składach. Minimalnie plątał włosy ale całkiem ładnie oczyścił skórę głowy i włosy. Za 200 ml zapłacimy około 30 zł, a za 500 ml około 60 zł.


   JOHN FRIEDA - BEACH BLOND SOS REPARATION
   Maska na bazie morskich wodorostów i oleju monoi dla wysuszonych i zniszczonych włosów. O dziwo seria Beach Blond jest dość myląca, bo nie chodzi tu o kolor włosów, a o efekt jaki można uzyskać używając tych produktów. Maska bardzo fajnie się u mnie sprawdziła i nie wykluczam ponownego zakupu. Jednak z uwagi na dość świeży, mentolowy zapach ewentualny powrót planuję na przełomie wiosny i lata.
Recenzja: John Frieda - Beach Blonde SOS Reparation.


   BIOELIXIRE - MACADAMIA OIL + COLLAGEM MASK
   Nie spodziewałam się fajerwerków po użyciu tej maski ale ta niewielka saszetka zrobiła na moich włosach całkiem pozytywne wrażenie. Włosy były bardzo ładnie wygładzone i odżywione, a przy tym nie miałam najmniejszych problemów z ich rozczesaniem. Sama maska nie jest droga więc z pewnością rozważę zakup pełnowymiarowego opakowania.


   SZCZOTKI DO WŁOSÓW
   Nie widzę większego sensu w trzymaniu przez lata szczotek, po które się nie sięga. Z tego co pamiętam bardzo lubiłam obie, ale w porównaniu do Tangle Teazer są twarde i okropnie szarpią włosy. Kiedyś takie nie były ale z biegiem lat guma stwardniała i na samą myśl o czesaniu, włos się jeży.


   GUMKI DO WŁOSÓW
   Nieśmiało powróciłam do olejowania włosów. Nie jestem specjalnie w tym systematyczna ale się staram. Co ma olejowanie do gumek do włosów? A no to, że gumki oleju nie znoszą. Zwykłe gumki po takiej przygodzie rozciągają się do granic możliwości. Tu kilka takich przypadków ląduje do kosza, a wraz z nimi gumki które nijak moich  włosów nie trzymają.


   GOLDEN ROSE - COLOR SENSATION LIPGLOS NR 120
   Lubiłam ten błyszczyk, choć jego trwałość nie mogę określić nawet jako dobrą. Używałam go namiętnie w letnim okresie, jednak ostatnio zaczął dziwnie pachnieć.. na tyle dziwnie, że odczywam wstręt przed jego użyciem. W opakowaniu zostało mniej niż połowa produktu, więc takie zużycie jak najbardziej mnie satysfakcjonuje. Mimo wszystko powrotu nie będzie.
   Recenzja: Golden Rose - Color Sensation Nr 120.


   INGLOT - CHUSTECZKI MATUJĄCE
  Nie wiem czy znajdę równie dobry produkt. Mam wrażenie, że inne tego typu chusteczki jedynie wchłaniają pierwsze warstwy sebum, za to chusteczki Inglota wyciągają całkowity nadmiar sebum przez co na dłużej cieszę się zmatowionym makijażem. Są jednak zdecydowanie za drogie i używam ich wyłącznie przy specjalnych okazjach. W zapasach mam jeszcze jedno pełne opakowanie.


   PILNICZKI DO PAZNOKCI
   Wstępne porządki dopadły nawet moje przybory do manicure. Gdy moje pilniki wyglądają niechlujnie i niewiele jestem w stanie z tym fantem zrobić.. wyrzucam. Po takie pilniczki nie mam ochoty sięgać, a przerzucać ich z miejsca na miejsce również nie ma sensu.



46 komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger