grudnia 31, 2016

OSTATNIE DENKO 2016 ROKU


   Spokojnie.. dobrze trafiłaś, to ten sam blog. Troszkę się tu pozmieniało ale poza tym wszystko będzie po staremu (no prawie), a skoro stary rok już kończymy to należy wynieść z domu śmiecie. To wręcz idealna pora na ostatnie w tym roku deno. Od ostatniego denka minęło zaledwie 11 dni, a to dowód na to, że bardzo skrupulatnie i starannie podeszłam do zużywania kosmetyków. Nie podarowałam też produktom z którymi w Nowy Rok nie chcę wchodzić.. bo po co przekładać je z miejsca na miejsce lub zwyczajnie omijać.
   Zapraszam na ostatnie w tym roku porządki kosmetyczne.


   BIOLAVEN ORGANIC - PŁYN MICELARNY
   Dobry płyn choć nie jest bez wad. Najbardziej przeszkadzał mi jego zapach i żółtawe zabarwienie. Zmywał wierzchnią warstwę makijażu, czyli robił to czego oczekuję. Wciąż mam jednak wrażenie, że to drogi produkt w porównaniu do innych. Jednak za ceną idzie również dobry skład. Nie wiem czy do niego wrócę, chyba bardziej zadowolona byłam z lipowej wersji płynu Sylveco. 

   Link do recenzji: Biolaven Organic - Płyn micelarny.


   DEMOXOFT - PŁYN DO SPECJALISTYCZNEJ PIELĘGNACJI I OCZYSZCZANIA PODRAŻNIONEJ SKÓRY POWIEK
   Płyn przepisany przez okulistę aby zminimalizować podrażnienia moich oczu. Stosuje się go również w przypadku osób dotkniętych nużeńcem. Według okulisty miałam nim bez problemu zmywać makijaż oczu łącznie z tuszem do rzęs. Nawet najgorszy płyn do demakijażu spisywał się lepiej. Poza tym nigdzie na etykiecie nie znalazłam informacji aby jego zadaniem było zmywanie makijażu. Ostatecznie posłużył mi jako ostatni etap demakijażu w formie aplikowania na wacik i przecierania twarzy oraz powiek. W zasadzie niczego dobrego ani złego nie zauważyłam. Minął bez echa i nie doczekał się recenzji.


   CLINIQUE - TAKE THE DAY OFF CLEANSING BALM
   Teoria była taka, że powinien posłużyć mi na dwa lata.. lub chociaż półtora. W rzeczywistości posłużył rok, czyli tyle co jego odpowiednik z The Body Shop. Różnica cenowa trzykrotna, a w skuteczności prawie żadna. Według mnie nie warto przepłacać.



   2N, BIOAQUA, EDDECT - MASECZKI W PŁATACH
   Recenzja całej trójki już jest gotowa i pojawi się w na początku stycznia. Zdradzę jednie, że nie przebiły jakością i działaniem maseczek Yunifang, na które czekam już prawie drugi miesiąc.

   Link do recenzji: maseczek Yunifanga.


   LUSH BOTANICALS - PRÓBKI KREMÓW
   Jestem pod wrażeniem produktów tej marki. Jeszcze nigdy naturalne kremy nie działały na moją cerę tak fajnie. Najczęściej robiły nie wiele dobrego, ale przede wszystkim nie szkodziły mojej cerze. Z pewnością to nie ostatnie spotkanie z Lush Botanicals.



   GĄBKI CELULOZOWE 
   Płatki celulozowe świetnie sprawdzają się przy zmywaniu maseczek glinkowych. Ostatnio mocno zaniedbałam ich używanie, przez co gąbeczki zostały zapomniane. Jednak co jakiś czas warto je wymieniać i mieć w zapasach kilka świeżych. Jeśli nadchodzi czas wymiany gąbki na nową, to stara ląduje w koszyczku z akcesoriami do sprzątania. Fajnie dociera w trudniej dostępne miejsca.. dwa w jednym.



   SZMATKI MUŚLINOWE
   Najwyższa pora wymienić też moje ulubione szmatki do demakijażu na nowy zestaw. Jeszcze dziś złożę zamówienie, bo nie potrafię się bez nich obejść. Dzięki szmatkom muślinowym zupełnie nie są potrzebne mi peelingi, a to spora oszczędność pieniędzy. Mam wrażenie, że używanie bez nich olejków do demakijażu nie miałoby większego sensu.


   CURAPROX - NIĆ DENTYSTYCZNA Z TEFLONEM
   Największą dla mnie zgrozą w przypadku nici dentystycznych jest ich strzępienie się. Z tą nicią niema najmniejszych szans na to zjawisko. Absolutnie najlepsza nić dentystyczna jaką miała. W dodatku nie rani moich wrażliwych dziąseł. Z całą pewnością zamówię ponownie. Nawet nie spodziewałam się tego, że jakakolwiek nić stanie się moją ulubioną.


   L'OCCITANE - MIGDAŁOWY KONCENTRAT DO CIAŁA
   Aż mi smutno, że to już koniec. Uwielbiam jego zapach i satynową w dotyku skórę po jego zastosowaniu. W środku zostały resztki na ostanie użycie. Niestety nie kupię ponownie tego produktu, bo chociaż bardzo go polubiłam i z pewnością będę tęsknić to jego cena jest niewybaczalnie za wysoka.



   ETIAXIL - ANTYPERSPIRANT DO SKÓRY WRAŻLIWEJ 
   Na ogół jestem przeciwna antyperspirantom i dezodorantom, które zawierają w składzie aluminium. Ich codzienne stosowanie może odbić się na naszym zdrowiu w przyszłości. Jednak są sytuacje w których brak mokrych plam potu jest dla nas niezwykle istotny i w takich sytuacjach jestem w stanie przełamać swoje zasady. Mój Etiaxil stracił już termin swojej przydatności dlatego go wyrzucam, choć w ciągu roku użyłam go nie więcej niż 3 razy. Bez wątpienia jest to niezwykle skuteczny produkt ale warto ograniczać jego stosowanie do niezbędnego minimum.


   SALT OF THE EARTH - DEZODORANT NATURALNY
   Bardzo się polubiliśmy i mimo pozytywnej recenzji nie planuję powrotu. Pod koniec opakowana z przezroczystego płynu zrobiła się mleczna zawiesina. Poza tym wciąż mam sporo wątpliwości co do bezpieczeństwa ałunu w dezodorantach naturalnych. Obiecałam listę naturalnych dezodorantów i taka się niebawem pojawi.. bo po wykończeniu tego na moich półkach nie zostało już nic.



   DONEGAL - TARKA DO STÓP
   Nie jestem specjalnie fanką tego typu tarek. W zasadzie miałam wrażenie, że robią więcej złego niż dobrego. Tarkę ciągle gdzieś przekładałam z miejsca na miejsce.. dosyć tego. Jak sprzątać.. to sprzątać.


   REPETTO - REPETTO
   Zdecydowany, kobiecy zapach. Przyjemny ale to raczej nie moje kategorie zapachowe. 

   THIERRY MUGLER - ANGEL
   Perfumy, które się kocha lub nienawidzi. Początki z nimi miałam trudne, dopiero po jakimś czasie aromaty które drażniły mój nos gdzieś ulatywały, a pozostawał zapach dość przyjemny choć wciąż nie w moim guście. Przez to, że wywołuje u mnie skrajne emocje nie skuszę się na najmniejszy flakonik.. a ewentualna próbka z miejsca pójdzie dalej w świat.

   LACOSTE - EAU DE LACOSTE
   W perfumerii przypadły mi do gustu, dlatego zamówiłam próbkę. Z czasem zaczęło mi w nich czegoś brakować, a przy ostatnich użyciach zaczęły mnie drażnić.


   KALLOS - MASKA ALOE
   Jedna z niewielu masek humektantowych  na naszym rynku. Całkiem poprawie spisywała się samodzielnie jak i w formie dodatku do innych masek. Mimo wszystko ani ta, ani żadna inna maska Kallos jakie miałam przyjemność używać nie wywarła na mnie specjalnego wrażenia. Mam dość grube, gęste i sztywne włosy, które widocznie potrzebują czegoś bardziej odżywczego.



   GELACET PLUS - SUPLEMENT DIETY
   Obiecuję, że w nowym roku zrobię recenzję tego suplementu. Od kilku lat nie kupuję nic innego. Działa na moje łyse placki jak nic innego i po jego zastosowaniu po 3 miesiącach chodzę w aureoli babyhair. Suplement ma różne recenzje ale u mnie się sprawdza. W dodatku to, że jest w saszetkach stosowanych przez 14 dni to dla mnie ogromna zaleta.


   ESTEE LAUDER - PODKŁAD DOUBLE WEAR
   W momencie jego zakupu miałam sporo przebarwień skóry, a odcień 2C3 dość dobrze je zakrywał i komponował się z "naturalnym" kolorem skóry. Aktualnie mój koloryt się zmienił, a odcień podkładu wymagał ode mnie mieszania z innymi podkładami. Mimo wszystko sam podkład oceniam bardzo dobrze i rozważam ponowny zakup ale w innym odcieniu.

   Link do recenzji: Estee Lauder - Double Wear.


   KOBO PROFESSIONAL - SUN BRONZING POWDER
   Podobnie jak w przypadku masek ten bronzer również doczekał się już recenzji, który pojawi się niebawem. Nie został zdenkowany ale trudno wykończyć coś czego się nie używa. Dlatego też nie widzę sensu aby dalej go trzymać.


   ESSENCE - EYEBROW STYLIST SET
   Jasny cień był za jasny, a ciemny za ciemny. W efekcie musiałam mieszać oba cienie. Jego zużycie jest stosunkowo niewielkie ale to wina tego, że mam inne produkty do brwi po które sięgam znacznie chętniej. Nie ma sensu aby kolejny rok przestawiać go z miejsca na miejsce.


   RIMMEL - VOLUME COLOURIST
   Poza funkcją tuszowania rzęs miał je przyciemniać niczym henna. To miało być idealne rozwiązanie dla moich jasnych końcówek rzęs. Problem w tym, że nawet w minimalnym stopniu tego nie robił, za to potrafił się wzorowo osypywać i robić pandę. Niby fajnie rozdzielał rzęsy i je podkreślał.. ale za tą pandę i osypywanie się nigdy więcej do niego nie wrócę i nie polecam.


   GOLDEN ROSE - VISION LIPSTICK
   Wyjątkowo udane pod względem trwałości, jednak ilość wad sprawia, że nie miałam specjalnie ochoty ich używać. Mam wystarczająco sporą ilość pomadek po które sięgam o wiele chętnie. Jeszcze wczoraj byłam pewna, że bardziej neutralny odcień zgaszonego różu sobie zostawię, ale miłości z tego i tak nie będzie. Kolejny rok omijania, bo mam coś fajniejszego, ciekawszego, ładniejszego.. bez sensu. Oba odcienie lecą do kosza.

   Link do recenzji: Golden Rose - Vision Lipstick.


   GOLDEN ROSE - COLOR SENSATION LIPGLOSS
   Odnoszę wrażenie, że te błyszczyki szybko się psują. Zapach się zmienił, a ja mam obawy przed jego używaniem. Z drugiej strony nic straconego.. mam coś podobnego, w podobnym odcieniu. W dodatku ten błyszczyk nie wyróżniał się niczym specjalnym.



   KRINGLE - BAKER'S VANILLA
   W świątecznym okresie ten zapach był wręcz nadużywany. Nie jestem fajną wanilii ale ten zapach jest tak wyjątkowy, że wręcz go pokochałam. Z przyjemnością wrócę do niego w kolejnym świątecznym okresie.. ale kupić planuję przy najbliższej okazji.

   Chyba sama jestem zaskoczona wielkością tego denka. Tym bardziej, że poprzednie było zaledwie 10 dni temu!
   Jak Tobie poszły porządki przed Nowym Rokiem?




16 komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger