Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pulpe De Vie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pulpe De Vie. Pokaż wszystkie posty

czerwca 30, 2018

ZUŻYCIA CZERWCA 2018

ZUŻYCIA CZERWCA 2018

Tradycyjnie ostrzegam.. ale tym razem tak poważniej. Traf chciał, że w czerwcu zużycia poszły mi niezwykle dobrze co oznacza, że bez jedzenia możesz nie dotrwać do końca. Tym razem jednak proponuję małą zabawę. Jestem ciekawa czy trafisz mniej więcej w łączną kwotę zużyć pełnowymiarowych produktów, które się tu pojawiły. Z ciekawości podliczyłam.. efekt znajdziesz na końcu.


SYLVECO - LIPOWY PŁYN MICELARNY 
Wprawdzie wciąż moim ulubionym płynem pozostaje Polny Warkocz ale lipowy płyn micelarny od Sylveco również mogę zaliczyć do jednego z ulubionych. Ładnie i sprawnie zmywa pierwszą warstwę makijażu, radzi sobie z tuszem bez nadmiernego pocierania oczu. Nie podrażnia moich oczu, nie uczula.. w zasadzie nie mam zastrzeżeń co do jego działania.. ale przy pierwszym spotkaniu miałam. Obecnie wykonując makijażu korzystam z produktów mineralnych lub podkładów z naturalnym składem, wcześniej nie.. przy takim makijażu płyn Sylveco radzi sobie świetnie. Zyskał również na wydajności, bo towarzyszył mi od połowy kwietnia.



ALVERDE - OLEJOWY PŁYN DO DEMAKIJAŻU WODOODPORNEGO
Wyjątkowo męczyłam się z tym produktem, bo od grudnia! Niby mała buteleczka ale przy systematycznym użytkowaniu męczył mnie i moją skórę. Bardzo trudny do zmycia z twarzy, a nawet z rąk. Sama woda nawet go nie rusza, w połączeniu ze ściereczką jest lepiej ale i tak obowiązkowo trzeba zmyć go żelem. Niby oczyszczał skórę ale sam w sobie stanowił zagrożenie dla cery podatnej na zapychanie.. czyli dokładnie takiej jak moja. Doszło do tego, że obrzydził mi olejowe konsystencje produktów do demakijażu i oczyszczania, a tak je lubiłam. Teraz będę się z tego spotkania psychicznie leczyć



BYDGOSKA WYTWÓRNIA MYDŁA - PEELING KORUNDOWY Z ARONIĄ
Pocieszne maleństwo. Jego zapach jest absolutnie genialny i już za nim tęsknię. Peeling sprawiał dość sporo problemów technicznych ale z pewnością nie można mu zarzucić braku działania. Przy systematycznym i starannym użytkowaniu ładnie wygładzał skórę i ją oczyszczał. Obowiązkowo należało postępować z nim delikatnie i umiejętnie, bo jednak korund sam w sobie jest dość mocny. Fanki naturalnej pielęgnacji powinny być zainteresowane.. a jeśli trafisz na jakiś targach na stoisko Bydgoskiej Wytworni Mydła to koniecznie sprawdź ten aromat!



WATER WIPES - CHUSTECZKI NASĄCZONE CZYSTĄ WODĄ
Nigdy nie byłam fanką nasączonych chusteczek. Niby poręczne i przydatne ale głównie w podróży. Na co dzień nigdy z takich produktów nie korzystałam ale te jednak stanowią wyjątek. Kluczem w ich przypadku jest skład: woda + olejek grejpfrutowy.. i nic więcej. Genialne! Mam w zapasach drugie opakowanie z czego się cieszę. Chusteczki doczekają się swojej recenzji bo na to zasługują. Ponadto mam na nie kilka patentów 😎 Dostępne są.. w Rossmanie!


PULPE DE VIE - MGIEŁKA-SERUM DO TWARZY
Wyjątkowy produkt, dokładnie gdzieś pomiędzy mgiełką czy raczej tonikiem, a serum. Pierwszy raz spotkałam się z takim produktem. Aplikowany bezpośrednio na skórę pozostawia nieco lepką warstwę ale wystarczy na mokrą skórę nałożyć krem lub serum aby wszystko ładnie się połączyło. Faktycznie nieco wzmacnia nawilżenie skóry. Przyjemny figowy zapach.. jedynie atomizer od początku szwankował i obowiązkowo musiałam go wymienić.



URIAGE - WODA TERMALNA
Nigdy więcej tak wielkiej butki! Zdecydowanie wygodniejsze w użytkowaniu są mniejsze i tylko to mam do zarzucenia.. sobie, a nie produktowi. Polubiłam się z wodą termalną Uriage. Im cieplej zaczęło się robić tym częściej i chętniej po nią sięgałam. W okresie zimowym chlust zimnej wody to ponad moją strefę komfortu.. ale wiosna i lato owszem. Woda termalna jest dla mnie produktem wspomagającym pielęgnację, dostarcza dodatkowych składników mineralnych skórze co nie jest bez znaczenia. Z pewnością jeszcze do niej wrócę ale na chwilę obecną zapasy hydrolatów są zbyt duże abym znalazła dla niej miejsce.


NATURATIV - MASKA 360 AOX KOJĄCO-LIFTINGUJĄCA
Oj.. miałam z nią problem. Do końca nie mogłam uwierzyć, że nic nie robi dla mojej skóry. W zasadzie recenzja mogła o niej powstać już w grudniu ale wciąż przekładałam z niedowierzania. Co ciekawe są osoby, które mają dokładnie takie same doświadczenia co ja.. ale jest również sporo takich co efekty jej działania zachwycają. Nie wiem o co chodzi.. może po prostu wyszła jakaś wadliwa partia?



CHIC CHIQ - MASECZKI SOIREE
Soiree to maska na bazie płatków bławatka. Te polne kwiaty sprawiają, że tęsknię za moimi dziadami. Momentalnie przypomina mi się dzieciństwo i staję się kluchem, który trzeba przytulać. Poza emocjonalnym podejściem do samej maski musi być chociaż trochę rozsądku. Maseczka ma piękny niebiesko-szary kolor i ślicznie pachnie bławatkiem. Ma działanie łagodzące i kojące. Fajnie uspokaja moja skórę.



SYLVECO - HIBISKUSOWY TONIK DO TWARZY
Z wielką przyjemnością do niego wrócę ale za jakiś czas.. może na jesień? Obecnie mam sporo hydrolatów i innych toników które czekają w kolejce, a wiem, że nie będę ich używać w formie maseczek tonikowych dopóki ten będzie w mojej łazience. Tak.. zdecydowanie genialny tonik do maseczek tonikowych w połączeniu ze skompresowanymi maseczkami. W zasadzie tylko i wyłącznie tak go zużyłam. W formie typowego toniku przeszkadzała mi jego gęsta konsystencja.. i tu się nie lubiliśmy.. ale w roli esencji czy bazy maseczkowej.. peterda!



BEAUTY TOOLS - SKOMPRESOWANE MASECZKI BAWEŁNIANE (30 sztuk)
Uwielbiam skompresowane maseczki. Są śmiesznie tanie przez co jestem w stanie wybaczyć im małe niedociągnięcia jeśli chodzi o dopasowanie do kształtu mojej twarzy.. ale tylko te małe niedociągnięcia. Ta była nawet dobra poza obszarem brody ale z łatwością ratowałam się nożyczkami. Gruby ale miękki płat czarnego materiału świetnie przylegał do skóry i nie przemieszczał się. Obecnie wyciągam już kolejne opakowania skompresowanych maseczek.. zobaczymy czy okażą się lepsze.



ISANA - PŁATKI KOSMETYCZNE NIEBIELONE CHLOREM
Kolejne opakowanie. To już norma. Zużywam przeciętnie jedno opakowanie na miesiąc. Lubię te płatki i na chwilę obecną żadnych innych nie kupuję. Są bardzo miękkie, delikatne.. i jakby wydajniejsze od pozostałych. Na ich plus przemawia również dostępność.. Rossmann.


DOUCES ANGEVINES - MASECZKA VENUS
Regulująca i wygładzająca maseczka na bazie glinki, jęczmienia, arnoty właściwej, mandarynki, mirry, kadzidła i neroli. Coś trudno mi ją ocenić. Próbka wystarczyła mi na trzy użycia ale czuję niedosyt. Lekka konsystencja, którą rozprowadza się po skórze pędzlem. Dość przyjemny zbożowo-glinkowy aromat. Skóra rzeczywiście wydaje się wygładzona i jest przyjemna w dotyku ale to jedyne co mogę stwierdzić po tak krótkim spotkaniu. Na chwilę obecną nie pokusiłabym się o pełnowymiarowe opakowanie.

AKAMUTI - CHOCOLATE FACE MASK
Zapach prawdziwej czekolady.. gorzkiej czekolady w proszku. Proszek należy rozrobić z wodą lub hydrolatem i robi się to bez problemowo. Nie tworzą się grudni, papka ładnie nakłada się pędzlem i można budować jej grubość kolejnmi warstwami.  Raz przesiedziałam z nią stanowczo za długo i niemal całkowicie zaschła.. ale nie podrażniła skóry. Maseczka ma za zadanie oczyścić skórę i to robi, nie jest to głębokie oczyszczenie ale przy systematycznym użytkowaniu z pewnością efekty byłyby lepsze.

KOKONY JEDWABNIKÓW
Cieszę się, że miałam okazje przekonać się.. no właśnie o czym? Lubię dziwne gadżety i produkty o ciekawych konsystencjach. Kokony mnie ciekawiły ale nie byłam przekonana czy się u mnie sprawdzą. Ostatecznie wyszło tak, że ciągle o nich zapominałam. Potrafiłam wrzucić je do pojemniczka z woda aby namoczyć przed użyciem i całkowicie o nich zapomnieć. Gdy już raz się zmotywowałam aby w końcu użyć ich jak należy.. rozczarowały mnie. Mam bardzo drobne palce.. nosze pierścionki w rozmiarze 9 - 11, a nie byłam w stanie wsadzić palca do środka. Wpychałam na siłę, jeździłam po twarzy, a kokon odcinał dopływ krwi do opuszka. Do tego to wszystko jakoś za długo trwało, efekty mizerne. Ehh.. opcja fajna ale niestety u mnie to nie zagrało tak jak myślałam.

EOLAB - KREM DO TWARZY FIOLETOWY SPF15
Lekki krem, szybko się wchłania. Pozostawia skórę odprężoną i nawilżoną. Nie mam do czego się przyczepić, tym bardziej, że obyło się bez niespodzianek. Moja skóra raczej go polubiłam

AVALON ORGANICS - REWITALIZUJĄCY KREM POD OCZY Z WITAMINĄ C
Niestety kremik szybko mi zasechł w opakowaniu i nie było dane mi się nim cieszyć. Szkoda, bo markę Avalon lubię.

NATURATIVE - RÓŻANY PEELING DO UST
Śliczny różany zapach.. ale ten z tych naprawdę ładnych i subtelnych. Dużo kryształków cukru.. i to działa. Peeling ładnie złuszcza i nieco drażni usta ale ja to lubię i w pełni akceptuję. Przy okazji delikatnie pielęgnuje. Spodobał mi się.. a nie spodziewałam się. 

PULPE DE VIE - GENTLE FACE CREAM
Bardzo lekkie krem o dziwnym zapachu. Mieszanka zboża z miodem. Niestety za każdym razem po jego użyciu coś mi wyskakiwało. W składzie znalazłam Myristyl Myristate, składnik który już od jakiegoś czasu jest dla mnie wyznacznikiem tego, że produkt może mnie zapychać i póki co się sprawdza. Dlatego nie ma dla mnie znaczenia jak bardzo ładnie krem nawilża, pielęgnuje czy odżywia skórę.. nie mogę go używać.

LAVERA - KREM Z KWASEM HIALURONOWYM
Przyjemna konsystencja. Niby treściwa ale lekka. Bez problemu się rozprowadza nawet grubszą warstwą. Krem jakby się wchłania ale jednocześnie pozostawia wyczuwalną warstewke którą jest niemal matowa. Mimo to ładnie skóra wygląda, a przy okazji od razu czuć ukojenie. Problem w tym, że efekt nawilżenia po grubej warstwie nałożonej na noc nic nie dał. Rano obudziłam się z wielkim suchym plackiem.

VIANEK - ŁAGODZĄCY OLEJEK DO DEMAKIJAŻU
Po Alverde nabrałam trochę dystansu do olejków do demakijażu. Ten jednak wywarł dobre wrażenie. Zapowiadało się, że będzie równie trudny do usunięcia co Alverde ale mokra szmatka poradziła bez zarzutu. Nie czułam potrzeby dodatkowego mycia twarzy żelem.. a to już duży plus.


BIOLOVE - ŻEL POD PRYSZNIC MANDARYNKA
Lubię żele Biolove, bo są delikatne dla mojej skóry i mimo ciągłego użytkowania nie przesuszają jej. W okresie letnim nie zawsze mam ochotę na nakładanie balsamów na skórę, bo mam wrażenie, że szybciej tracę świeżość, dlatego delikatny żel to dla mnie wybawienie. Natomiast wersja mandarynkowa rozczarowała mnie zapachem. Zbyt delikatny i bardzo szybko ulotny aromat. Zapach czuję jedynie przy aplikacji. Zdecydowanie wolę inne wersje zapachowe tych żeli.



KNEIPP - BALSAM POD PRYSZNIC KWIAT MIGDAŁA
To rzeczywiście jest balsam. Konsystencja lekkiego mleczka, dobrze się pieni ale to również zasługa silnych detergentów. Zazwyczaj takie rzeczy przekazuję dalej ale tu uwiódł mnie zapach. Intensywny, kwiatowy, a jednocześnie bardzo ładny. Pomimo składu polubiłam spotkania z tym balsamem. Skóra po kąpieli nabierała przyjemnej gładkości i jedwabistości, a do tego jeszcze przez jakiś czas po prysznicu wciąż wyczuwałam na skórze zapach. Kneipp zdecydowanie ma dryg do zapachów.



MANUFAKTURA DOBRYCH KOSMETYKÓW - SCRUB ODŻYWCZY CZARNY SEZAM & WANILIA
Niestety to może być najgorsza wersja peelingu z jaką miałam styczność. Niby po wszystkim skóra jest gładka, przyjemna i nawilżona ale kwestie techniczne jego użytkowania niemal całkowicie przekreślają sens jego używania. Do użytku trafił w połowie kwietnia.. czyli służył przez dwa miesiące.. i o jeden miesiąc stanowczo za długo. Nie lubiłam po niego sięgać, bo zostawiał strasznie tłustą, oblepiającą i czarną warstwę na skórze, rękach i na wszystkim czego później dotknęłam. Jeśli zaraz po peelingu używasz maszynek do golenia.. to po tym peelingu nie użyjesz. Na szczęście tłusta warstwa dość łatwo schodził przy użycia mydła lub żelu.. ale jednak ta jedna wada przelewa szalę.



MANUFAKTURA DOBRYCH KOSMETYKÓW - SÓL DO STÓP I PĘKAJĄCYCH PIĘT
Na pocieszenie po nieudanym peelingu z Manufaktury Dobrych Kosmetyków na osłodę drugi ich produkt, który polubiłam. Niby zwykła sól do moczenia stóp, a jakże relaksująca i przyjemna w użytkowaniu. Polubiłam ją na tyle, że już na początku zaczęłam oszczędnie sypać do brodzika. Przy systematycznym użytkowaniu moje suche człapaki stały się miłe w dotyku, nawilżone, miękkie i z łatwością poddawały się obróbce. Do tego piękny i intensywny zapach rumianku działał kojąco na zmysły.



YOPE - NATURALNE MYDŁO W PŁYNIE IMBIR I DRZEWO SANDAŁOWE
Nie sądziłam, że Yope mnie zaskoczy czymkolwiek. Mydeł do rąk nie lubię. Sprawdzałam kremy do rąk.. też nie. Za to, to mydełko pod prysznicem pozytywnie mnie zaskoczyło. O ile nie znoszę wszystkiego co z nimi związane w myciu dłoni to pod prysznicem uznaję za plus. Zapach imbiru z drzewem sandałowym wydaje się dość męski ale spodobał mi się..przynajmniej na tak krótkim dystansie jak próbka. Zapragnęłam większej pojemności pod prysznic.. i już mam.. ale o tym w zakupach.


DESERT ESSENCE -SZAMPON Z OLEJKIEM Z DRZEWA HERBACIANEGO
Genialny szampon! Z wielką przyjemnością do niego wrócę szczególnie w okresie letnim.. ale mam chęć przetestować inne szampony Desert Essence. Pięknie oczyszczał włosy i skórę głowy.. wręcz ją koił i tonizował. Wydajny, ładnie się pienił i o dziwo bardzo odpowiadał mi jego zapach. Niby zapach olejku z drzewa herbacianego za którym do końca nie przepadam ale przełamany miętą i eukaliptusem.. uczucie świeżości w fajnym wydaniu gwarantowane. Sprawdził się zarówno na moich gęstych i grubych włosach jaki i na cienkich i delikatnych włosach męża. Jednak mąż dopiero pod sam koniec marudził, że przeciąża jego włosy.. dosłownie przy samym denku, a gdy już się skończył to o niego pytał 😂 i to niby kobiety są skomplikowane 



NACOMI - ODŻYWKA DO WŁOSÓW Z OLEJEM MIGDAŁOWYM
Są odżywki dobre i świetne.. ale są również kiepskie. Natomiast pierwszy raz spotkałam się z odżywką , która nie robi nic. Zużyłam ją w 6 podejściach co jest niezwykłym wyczynem. Chociaż ma długie i gęste włosy to wcale nie potrzebują ładować litrów produktu. W tym przypadku nie ważne ile nakładałam i jak długo przetrzymywałam na włosach.. równie dobrze mogłam nic nie robić.



PAUL MITCHELL - ODŻYWKA
Przyjemna ale na moje końcówki włosów przed podcięciem nieco za lekka. Potrzebowałam dodatkowego dociążenia, bo jednak z czasem włosy zaczynały żyć własnym życiem. 

NATURA SIBERICA - BALSAM DO WŁOSÓW RÓWNOWAGA I OBJĘTOŚĆ
W tym przypadku nie mam zastrzeżeń. Ładnie wygładza moje włosy, odpowiednio je dociąża, ułatwia rozczesywanie.


100% PURE - SUPER FRUITS HEALTHY FOUNDATION
Mój wielki ulubieniec i trzecie opakowanie. Gdyby nie ciągle rosnąca cena to bez zastanowienia kupiłabym kolejne opakowanie. Daje mi ładne niemal matowo-staynowe wykończenie. Utrzymuje się dłużej niż większość podkładów, które używałam.. może poza Estee Lauder. Jednak najważniejsze jest to, że mnie nie zapycha. Mogę go nosić codziennie, a skóra nie protestuje. Wymaga jednak tego aby nauczyć się go aplikować.. ale po ogarnięciu potrafi pięknie służyć. Jeśli będzie dobra okazja to z pewnością do niego wrócę.



GOLDEN ROSE - DREAM LIPS LIPLINER 510 I 512
Są ze mną już ze 3.. a może 4 lata. Szczególnie do gustu przypadł mi odcień zgaszonego brudnego różu z numerem 510 ale problem w tym, że bardzo rzadko sięgam po kredki do ust. O wiele łatwiej i szybciej wybrać cokolwiek innego. Chociaż zawsze staram się je mieć pod ręką to mimo wszystko trudno jest mi je zużyć. Nie mam im nic do zarzucenia pod względem trwałości.. po prostu jest to produkt, który niezwykle często pomijam w makijażu.


PIXI COSMETICS - PUDER GLINKOWY CLAY DELIGHTS ORAZ PODKŁAD MINERALS LOVE BOTANICALS W ODCIENIU CREAM NATURAL
Przed zakupem podkładu i pudru zafundowałam sobie próbki. Już same próbki okazały się niewiarygodnie wydajne i pewnie będę ich resztę zużywać przez kolejny rok. Na ich podstawie z pewnością można podjąć decyzję o zakupie.. i tak było w moim przypadku. W zapasach czeka zarówno puder glinkowy, który służy jednocześnie jako baza jak i puder wykończeniowy, jak i podkład. 

AVRIL - NATURALNY PODKŁAD DO TWARZY W ODCIENIU CLAIR ORAZ BEIGE
Całkiem poprawny, lekki podkład ale bardziej na co dzień niż większe wyjścia. Nie trzymał się na mojej skórze specjalnie długo ale za to ładnie na niej wyglądał. To bardziej krem bb niż podkład kryjący ale ładnie wyrównuje cerę, bez podkreślania porów czy suchych skórek. Wymaga również przypudrowania. Odcień Clair zdecydowanie wpada w różowe tony, za to Beige ma ładny żółty odcień, który idealnie stapia się z moją karnacją.


FROM A FRIEND - 100% PURE ESSENTIAL OIL LEMON
Olejek zapachowy o pięknym i soczystym zapachu cytryny. Śliczny zapach bez krzty sztuczności. Zapach idealny na obecną porę roku. Olejkiem "napełniałam" dyfuzorek w kształcie sówki od Aromaci. Zapach rozchodził się po pokoju ale nie przytłaczał i nie męczył. Wyparł w tym okresie wszelkie palenie świec czy wosków. Z przyjemnością zaopatrzę się w takie olejki.

Koszt zużytych kosmetyków pełnowymiarowych: 687 zł.. nieźle co? 
Orientujesz się na jaką kwotę zużywasz miesięcznie kosmetyków? 
A może wolisz żyć w nieświadomości?


kwietnia 30, 2018

ZUŻYCIA KWIETNIA 2018

ZUŻYCIA KWIETNIA 2018

Idź po kanapki.. i coś do picia.. poczekam 😅 Pamiętasz jak w zeszłym miesiącu marudziłam, że moje zużycia wcale mnie nie zadowalają? W komentarzach pojawiły się insynuacje, że mam nierówno pod sufitem.. tak bardzo ogólnie mówiąc 😂 Noo.. to kwiecień pod względem objętości denka całkowicie mnie satysfakcjonuje. Weź może jeszcze jakieś ciastko..


POLNY WARKOCZ - RUMIANKOWA ESENCJA MICELARNA
Wcześniej nie miałam czegoś takiego jak ulubiony płyn micelarny.. to mój pierwszy do którego wracam z przyjemnością. Szczerze wolałabym do użytku domowego mieć nieco większą butelkę ale znowu większa butla do tego szklana to sporo większy ciężar i mniejsza wygoda. Dlatego jeśli już zamawiam Polny Warkocz to robię to w ilości hurtowej. Ostatnio Polny Warkocz wypuścił kilka nowości z ładnymi składami i nie omieszkam przy kolejnym zamówieniu bliżej się z nimi zapoznać.



LE CAFE DE BEAUTE - KREM MUS DO MYCIA TWARZY WITAMINOWY KOKTAJL DO WSZYSTKICH TYPÓW SKÓRY
Witaminowy koktajl.. to brzmi wspaniale ale z użytkowaniem już nie było tak cudowanie. Generalnie nic złego nie robił.. najważniejsze, że nie przesuszał mojej skóry. Oczyszczał dość dobrze ale formuł mleczkowo-kremowych w oczyszczaniu czy demakijażu nie znoszę. Więcej o nim pojawi się w recenzji, która już czeka gotowa.


E-NATURALNIE - PEELING ENZYMATYCZNY PAPAYA I ANANAS
Składając zamówienie na e-naturalnie wybrałam z ciekawości dwa peelingi enzymatyczne, które mają działać identycznie. O wersji tropikalnej już pisałam, a wersję papaya z ananasem z pewnością porównam do poprzednika. Recenzja pojawi się na dniach.. już jest gotowa.


PULPE DE VIE  - MASKA-PEELING DO TWARZY 2 W 1
Bardzo fajny produkt! To dosłownie połączenie maski i peelingu w jednym produkcie. Jednak aby cieszyć się peelingiem który ma być skuteczny obowiązkowo trzeba skorzystać z funkcji maseczki. Skóra jest pięknie wygładzona, ukojona i odżywiona. Nie sprawia żadnych problemów, także tych komfortowych. Jeden z ciekawszych produktów tego roku i ulubieniec minionego miesiąca.



BANDI - MASKA EKSFOLIUJĄCA Z KERATOLINĄ
Początki były genialne, a potem coś się popsuło. W zasadzie wciąż działała, czyli wygładzała cerę.. troszkę jak peeling enzymatyczny ale już nie tak genialnie jak na początku. Zaczęło brakować mi efektu wow i trochę mnie to rozczarowało. Nie wiem co się stało.. ale od połowy opakowania zaczęłam się z nią męczyć i ostatecznie skupiłam się aby w końcu ją wykończyć zanim ona wykończy mnie.



MARION - CZARNA MASKA PEEL-OFF
Ciekawią mnie tego typu maski czy plastry.. i wciąż poszukuję maski, która zdziała przynajmniej połowę tego co o nich słyszę lub widzę.. chociaż oglądać efektów ich działania nie lubię 😂 Maseczka od Marion będzie miała swoje pięć minut w poście na początku maja, a podarowała mi ją Monika z bloga Mama z różową torebką 😘😘😘


LAVERA - MASECZKA DO CERY ALERGICZNEJ Z BIO-WIESIOŁKIEM I BIO-MASŁEM SHEA
Ostatnia maseczka z moich Laverowych zapasów i z przyjemnością będę jeszcze do niej wracać. Działa jak opatrunek na rozdrażnioną skórę, pięknie koi i nawilża. Maseczki Lavera ostatnio otrzymały nowe opakowania, które dzielą zawartość na dwie części.. wszystkie oprócz tej? Hmm..



MASKI W PŁACIE: HOLIKA HOLIKA, SKIN79 ORAZ SPALIFE
W zasadzie żadna z nich mną nie wstrząsnęła.. za żadną nie tęsknię ani nie wspominam.Były przyjemne ale bez efektów, które by mnie zachwyciły. Może jedynie maska ze SpaLife dała fajny i odczuwalny efekt na dłużej ale jest na tyle trudno dostępna, że nie mam zamiaru zawracać sobie nią głowy. Póki co moje podejście do masek w płacie się nie zmieniło. Fajne w użytkowaniu, wygodne ale ich ceny się są tego warte. Jedyne słuszne maseczki do których z przyjemnością bym wracała są z marki Yunifang.. ale akurat w tej kwestii nie jestem specjalną znawczynią. 



IMAGES - GOLDEN OSMANTHUS NOURISHING EYE MASK
Uwielbiam płatki pod oczy ale z czasem zaczęły mnie irytować te pojedyncze opakowania.. niby bardziej higieniczne i wygodne w podróży ale w użytku domowym na co dzień cenowo wychodzą bardzo niekorzystnie. A jak z działaniem? Te nie były takie złe ale też bez rewelacji. Do płatków hydrożelowych z Efektimy zdecydowanie im daleko.



E-FIORE - ODŻYWKA DO RZĘS
Prawdopodobnie tylko ja na świecie miałam problem z tą szczoteczką 😂 Była dla mnie tak twarda i drapiąca, że nie mogłam jej używać na rzęsach. Ostatecznie służyła moim brwiom i niestety specjalnie zadowalających efektów nie zauważyłam. Nie to, że nie było żadnych.. były.. a raczej są.. ale takie mizerne. 



ISANA - BIO WATTEPADS
Płatki kosmetyczne nie bielone chlorem. Bardzo mięciutkie i wydajne.. serio mam wrażenie, że zaczęłam zużywać znaczniej mniej płatków kosmetycznych niż kiedy używałam innych. Lubię je na tyle, że przy okazji promocji zawsze dokupię kolejne opakowania.. na inne nie patrzę


EBELIN - GĄBKA KONJAC Z WĘGLEM BAMBUSOWYM 
Lubię używać gąbek Konjac w pielęgnacji ale w zależności od firm zaczynam dostrzegać między nimi spore różnice. Ebelin polubiłam chociaż nie są tak fajnie i mięsiste jak The Koncjac Sponge.. ale za to są 3 krotnie tańsze. Myślę, ze kolejne podejście zrobię do jakieś innej marki, bo Ebelin z czasem przestał zaspokajać moje rosnące wymagania.


ECOHEART - BAMBUSOWA SZCZOTECZKA DO ZEBÓW
Mały skok w bok od moich ulubionych szczoteczek Curaprox. Sama koncepcja ekologicznej szczoteczki bardzo mi się podoba zważywszy na to, że systematycznie co trzy miesiące je zmieniam. Jednak po powrocie do Curaprox poczułam ulgę. Ecoheart ma długie elastycznie włosie, które całkiem dobrze czyści szczeliny zębów ale aby uzyskać zadowalający mnie efekt czystości musiałam o wiele dłużej szorować zęby. Niby nie było źle ale jednak czegoś zabrakło.. mimo wszystko chętnie będę dalej testować eko-szcoteczki.


PIELĘGNAJCA TWARZY - PRÓBKI

Clochee - Relaxing Micellar Water
To wcale nie jest relaksujący płyn micelarny. Jeden z mocniejszych płynów z jakimi miałam ostatnio styczność. Nie ma mowy aby zmyła nim makijaż oczu, bo one momentalnie protestują. Więcej o płynie micelarnym w zestawieniu trzech produktów przeczytasz u Moniki z bloga Mama z różową torebką.

Alverdee - Perfekter Teint gel-to-milk reinigungsgel
Czyli żel, który w kontakcie z wodą zamienia się w mleczną emulsję. Bardzo fajna i niezwykle gęsta konsystencja, przez co produkt okazał się bardzo wydajny. Śliczny zapach, który umila cały rytuał oczyszczania. Pod koniec wyczuwam na skórze delikatną powłoczkę, która w zasadzie nie szkodzi mojej skórze tylko raczej psychicznie nie daje mi o sobie zapomnieć. Przetarcie wacikiem nasączonym tonikiem załatwia sprawę. Jednak produkt w ogólnej ocenie podoba mi się na tyle, że z pewnością rozważę jego zakup. Próbkę otrzymałam od Anuli z bloga Co kręci Anule gdzie przeczytasz pełną recenzje produktu.

Mayka - Serum truskawkowe i krem Moisture Boost
Serum niestety w większości się wylało w paczce nad czym ubolewam.. ale na jedno użycie wystarczyło. Całkiem przyjemne, nie lepiące, zapach delikatny, ładnie się wchłania i odżywia skórę. Za to kremiś genialny! Gęsty, treściwy i okrutnie wydajny. Pięknie się wchłania, pozostawiając lekką warstewkę. Skóra od razu jest zyskuje komfortowa.. po prostu chcę! Próbki otrzymałam od Mariki z bloga Le Bleuet i to właśnie do Mariki odsyłam Cię do przeczytania recenzji o kremie oraz serum Mayka.

Hebrfarmacy - Balancing Face Cream oraz Calming Face Cream
Dwa rewelacyjne kremiki, które z przyjemnością widziałabym u siebie w pełnowymiarowych wersjach. Niby niewielkie miniaturki, a wystarczyły na bardzo długo. W zasadzie niemal cały miesiąc minął mi na zużywaniu tych dwóch maleństw oraz kremu Mayka. Zdecydowanie warto przetestować, a takie testery można kupić w sklepie Iwos

Skin79 - Crystal Peeling Gel
To faktycznie peeling w formie żelu. Bardzo niepozorny i delikatny więc osoby z bardzo wrażliwą cera mogą być zadowolone. Nałożony na suchą skórę należy pozostawić do wyschnięcia i.. zrolować.  Ciekawe doświadczenie i co więcej podoba mi się ale efekty są delikatne. Za pierwszym razem peeling usunął jedynie delikatne skórki dlatego wieczorem sięgnęłam po peeling ponownie, drugiego dnia również.. wówczas efekty był fajny. Czyli raczej produkt do częstszego stosowania niż raz w tygodniu.


DUSHKA - ŻEL POD PRYSZNIC SWEET SESSERTS VANILLA ICE CREAM
Przyjemny i bardzo niestandardowy żel, który trafił do mnie dzięki Marice z bloga Le Bleuet. Sprawił mi masę radości i używałam go z przyjemnością. Nie jest to może produkt po który sięgałabym na co dzień.. trochę było mi go szkoda, to raczej taki rarytas stosowany od święta. Konsystencja galaretki, genialny poślizg na skórze, brak suchości skóry nawet przy codziennym użytkowaniu, wydajność poprawna, zabawne opakowania i genialne barwy. Zapach przyjemnych lodów waniliowych bez przesadzonej słodyczy. Bardzo fajny pomysł na prezent.



WILLOW ORGANICS - FRUITY MOUSSE, CZYLI OWOCOWY BALSAM DO TWARZY I CIAŁA
Uwielbiam! I oszczędzałam tak mocno jak to tylko było możliwe. To dla mnie rodzaj aromaterapii połączony z pielęgnacją. Genialnie spisywał się w pielęgnacji ciała jak i twarzy oraz włosów. Lądował głównie w rejonach dekoltu w ramach wspomnianej aromaterapii pod oczy w zastępstwie kremu pod oczy na noc, na twarz w ramach odżywienia i nawilżenia oraz na końcówki włosów.. ale najczęściej w ramach poprawy nastroju. Ostatecznie zużyłam bez żalu, bo już mam nowy słoiczek 😁



MIODOWA MYDLARNIA - MASŁO DO TWARZY I CIAŁA AMBROZJA
Teoretycznie można by uznać, że Ambrozja i mus z Willow to tego samego typu produkty.. ale nie, różni je naprawdę wiele. Ambrozja ma bardzo intensywny ale piękny zapach. Służyła mi podobnie jak Willow w domowej aromaterapii ale stosowana głównie w pielęgnacji ciała. Ambrozji w pielęgnacji twarzy zwyczajnie nie widzę z uwagi na intensywny zapach ale w pielęgnacji ciała spisywała się absolutnie genialnie. Ponadto z powodzeniem zastępowała mi w ciągu dnia perfumy. Uwielbiam z podobnie jak do Willow będę wracać. 



SCHMIDT'S - NATURALNY DEZODORANT W KREMIE
Muszę przyznać, że się z nim męczyłam. Nie chodzi o aplikację ale o jego zbitą konsystencję i zapach. Gdybym nie otrzymała przy jednym z zamówień w sklepie Bioana próbki dezodorant Pony Huchen, to bym całkowicie zarzuciła dezodoranty w kremie. Obecnie wiem, że takie dezodoranty mogą się między sobą drastycznie różnić.. a o deo Schmidt's z przyjemnością już zapomnę.



DIY BY ANULA - PEELING DO RĄK
Genialny peeling do rąk stworzony przez Anulę z bloga Co kręci Anulę. Używałam wyłącznie w dni kiedy miałam naprawdę zmasakrowane i swędzące dłonie. Bardzo szybko przynosił ulgę, pięknie wygładzał oraz nawilżał dłonie. Na moje niewielkie dłonie wystarczyła mała ilość ale raz poczęstowałam go nim męża.. i pół opakowania nie ma! Dostał szlaban.. aby mogła się cieszyć jak najdłużej.



EVREE - SPRAY DO STÓP
Użytkowanie tego produktu zwyczajnie mnie przerasta. Wyrzucam chociaż jest w środku jeszcze połowa opakowania. Absolutnie nie widzę żadnych zalet na moich stopach, a co gorsze odnoszę wrażenie, że przez niego są w gorszym stanie. Mentolowy zapach, lepka powłoka, zerowe nawilżenie.. to ponad moje siły. 



PIELĘGNACJA CIAŁA - PRÓBKI
 
Agafia - Mydło cedrowe 
Od Anuli dostałam wersję miodową, od Mariki cedrową.. więc miałam świetne porównanie. Oba produkty bardzo fajnie.. zaskakująco fajne. Z miejsca przypominają mi konsystencją czarnego mydła, którego nie znosiłam ale mydła od Agafii są o wiele przyjemniejsze w użytkowaniu. Bez problemu mogłam umyć ciało jak i włosy. Natomiast wersja cedrowa to dla mnie typowo męski zapach, za to miodową jednak bardziej przyjemnie wspominam.

Yope - Żel pod prysznic Boswellia  and Rosemary
Muszę przyznać , że jest lepiej. Mydła do rąk zupełnie mnie rozczarował, kremy do rąk miały okropne zapachy, a żel był w miarę poprawny. Uwiera mnie trochę niezbyt intensywny zapach ale do niczego więcej przyczepić się nie mogę. Nawet kompozycja zapachowa okazała się ciekaw.. chociaż ziołowa 😅 Kupić z pewnością nie mam zamiaru, bo wolę inne produkty. Wciąż nie kumam powszechnego uwielbienia do Yope.


ZRÓB SOBIE KREM - PEELING Z NASION TRUSKAWEK I MALIN
Bardzo ciekawe i wszechstronne półprodukty które można wykorzystać na wiele sposobów. No i tej fantazji mi niestety zabrakło. Oba produkty przez większość czasu używałam w formie peelingu do skóry głowy. Fajnie oczyszczały skórę głowy ale sprawiały okropne problemy z wypłukaniem. Dodanie do szamponu też się nie sprawdzało, bo mało drobin docierało do skóry. Aplikowane w połączeniu z lekką odżywką dawały najlepsze efekty ale to wciąż była męczarnia. Chyba najbardziej zadowolona byłam z połączenie nasion, białej glinki i hydrolatu. Taką maskę aplikowałam na twarz i dekolt.. skóra była pięknie oczyszczona i wygładzona. Nasiona zdarzało mi się dodawać do żelu pod prysznic i świetnie zastępowały peeling. Z pewnością można by je wykorzystać o wiele lepiej ale mi zależało głównie na peelingowaniu skóry głowy.. i tu była raczej klapa.


PIELĘGNACJA WŁOSÓW - PRÓBKI
Desert Essence - Szampon Tea Tree oraz odżywka z mango
Po próbkach otrzymanych od Anuli z bloga Co kręci Anulę, niemal po pierwszym użyciu zaopatrzyłam się w pełnowymiarowy szampon, a odżywka wylądowała na liście chciejstw. Szampon genialnie oczyszcza włosy i skórę głowy, a przy tym jest wydajny i bardzo dobrze się pieni. Za to odżywka to dosłownie soczyste mango.. moje włosy ją pokochały. 

Biolaven - Odżywka do włosów
Bardzo lekka odżywka, która na moich końcach włosów nie zrobiła większego wrażenia. Jednak zastosowana na całą długość włosów daje bardzo fajny efekt wygładzenia bez obciążenia. Praktycznie wcale nie zdarza mi się nakładać odżywek na całą długość włosów ale ta sprawdziła się całkiem poprawnie. 

Paul Mitchell - Odżywka do włosów
Bardzo lekka.. nawet lżejsza od wspomnianej powyżej odzywki z Biolaven. Miałam wrażenie, że włosy odżywkę piją i nie mają jej dosyć. Włosy wciąż były szorstkie i mało odżywione. Efekt po wysuszeniu również nie był zadowalający.. wciąż włosom brakowało odżywienia.


PIELĘGNACJA WŁOSÓW - PRÓBKI

Green People - Intensive Repair Shampoo
Przyjemny nieco ziołowy zapach oraz gesta konsystencja. Pierwsza saszetka sprawiła trochę problemów.. musiałem się nieco wysilić aby rozprowadzić szampon po skalpie. Opłukałam włosy i dołożyłam druga saszetkę. I to ja rozumiem.. bardzo gęsta piana z łatwością umyłam włosy i wyszorowałam  głowę. Włosy momentami aż trzeszczały. Bez problemu rozczesałam włosy bez nakładania odżywki. Wciągu dnia nic nie siedziało, włosy odbite od nasady, świeżość zachowały na swoje standardowe 2 dni. Nie mam zastrzeżeń.

Eubonia - Repair-Shampoo
Trudno mi o nim cokolwiek powiedzieć bo próbkę nie wystarczyła mi na jedno mycie samego skalpu. Musiałam wspomagać się innym szamponem przez co o Eubonii nie mogę nic powiedzieć.

100% Pure - Burdock & Neem Healthy Scalp Shampoo oraz Yuzu & Pomelo Glossing Shampoo
Zużyłam wersję Burdock, a mąż Yuzu. Wersja z łopianem (Budrock) bardzo przypadła mi do gustu. Nie spodziewałam się, że te maleństwa wystarczą mi na całą głowę i włosy, a umyłam nimi łepek dwa razy. Genialny skład. Szampon o lekkiej konsystencji na włosach zachowuje się jakby miał nieco żelową konsystencję. Z łatwością obtacza włosy, wydają się śliskie i z łatwością się pieni. Drogi ale wydajny.. rozważam zakup.. chociaż nie wiem jeszcze czy wersji z łopianem czy innej. Mąż również był zadowolony z wersji Yuzu & Pomelo.

Anwen - Maska kiełki pszenicy i kakao do włosów wysokoporowatych
Gęsta i treściwa. Pojemność jak na próbkę duża, bo 10ml. Wystarczyła na całą długość włosów do pasa Z łatwością się rozprowadza, włosy chętnie ją przyjmują ale obawiałam się, że może przeciążyć niepotrzebnie włosy. Nic takiego się nie stało. Z łatwością włosy się rozczesują. Są gładkie i błyszczące w ciągu dnia nie plączą się. Zapach.. dosłownie pszenica z kakao.


LILY LOLO - NATURALNY TUSZ DO RZĘS
Tusz bardzo przypadł mi do gustu od pierwszego użycia. Zdecydowanie wolę silikonowe szczoteczki ale tutaj wcale mi jej nie brakowało. Ładnie podkreślał rzęsy, pogrubiał i wydłużał. Nie odbijał się, nie tworzył pandy ale do trwałych nie należy. Jeśli masz wrażliwe oczy, które często łzawią może okazać się zbyt problematyczny. Jednak ja nie mam co do niego zastrzeżeń.



CAILYN - PURE LUST EXTREME MATTE TINT - 03 ILLUSIONIST
Jedna z moich ulubionych pomadek o matowym wykończeniu i mega trwałości. Potrafiłam zjeść pizzę, a ona pozostawała niewzruszona. Konsystencja wodnista niemal wpijała się w usta ale niestety potrafiła je wysuszyć. Mimo wszystko nosiłam ją z wielką przyjemnością szczególnie w okresie jesienno-zimowym. Jedna z niewielu pomadek, które wykończyłam do dna. 



CAILYN - ART TOUCH TINTED GLOSS STICK - 09 BASIC INSTINCT
Poprzednia matowa wersja wiodła prym w okresie jesienno-zimowym, a ta w okresie wiosenno-letnim. Wykończenie lekko błyszczące i bardzo neutralny kolor w tonacji brzoskwini. Ta pomadka już nie była taka trwała. Zjadała się raczej standardowo szybko, czyli jedzenie nie przetrwała. Tej wersji nie zdążyłam wykończyć.. coś się niestety zmieniło w jej konsystencji i zapachu.. przymusowy kosz.


MAKIJAŻ - PRÓBKI  

Vianek - Łagodzący krem BB z ekstraktem z jeżówki
Uuuu... nie. Pierwsze podejście i musiałam od razu zmywać. Nałożyłam mocniej nawilżający krem odżywczy i ponownie zaaplikowałam.. to samo.. okropnie podkreślone skórki, o których pojęcia nie miałam. Kilka dni złuszczania i nawilżenia.. kolejne podejście i jest lepiej. Jednak krem na skórze jest ciągle ruchomy (nawet przypudrowany) i bardzo szybko znika z twarzy.

Couleur Caramel - Velvet Matte Gel
Na początku mnie przeraził.. nie mogłam sobie poradzić z jego nałożeniem ale robiłam to za pomocą pędzla lub gąbki.. błąd! Produkt genialnie rozprowadza się za sprawą dłoni. Ładnie stapia się z cerą pięknie chowa pory, wyrównuje strukturę skóry, sprawia że wygląda ładniej ale w totalnie naturalny sposób. Zupełnie nie widać go na skórze, a sama skóra w dotyku jest niemal satynowa i ładnie zmatowiona. Niestety odcień 62 okazał się dla mnie za ciemny, choć być może przy opalonej skórze byłby fajny. Niestety jak na moje potrzeby jest zbyt mało kryjący.. i to jedyne co mam mu do zarzucenia.. a raczej sobie. Samym produktem jestem zachwycona i z pewnością pokuszę się o jaśniejszą próbkę dla sprawdzenia koloru.

Pixie Cosmetics - Minerl Love Bootnics w odcieniu Satin Sand
Zamówione próbki ze sklepu Pixie przesypuję w pojemniczki i tak staram się je zużywać. Wciąż próbuję się przekonać do sypkiej formuły podkładów ale chyba idzie mi nieco lepiej. O samym produkcie nie bardzo chcę się wypowiadać. Miałam próbki Annabelle Minerals oraz Lily Lolo, ale ostatecznie zdecydowałam się na zakup pełnowymiarowych produktów od Pixie.. czyli coś mnie w nich urzekło.. 


PERFUMY - PRÓBKI

Lanvin e clat - D'Aepege edp
Nie są złe. Na ciepły okres nawet fajne bo lekkie i odświeżające ale nie zauroczyły mnie na tyle aby chciała kupić chociaż najmniejszą pojemność.

Balenciaga - B.Balenciaga edp
Ładniejsze o Lanvin ale to zupełnie inna kategoria. Te są bardziej kobiece i stanowcze ale ich pierwsze nuty nie przypadły mi do gustu. Z czasem zupełnie przestałej je czuć chyba, że specjalnie sprawdzałam jak pachną. Późniejszy zapach z nieco słodkawą nutą o wiele bardziej mi się podoba ale to wciąż nie jest zapach, który wywołuje u mnie zachwyt.

Przetrwałaś? Żyjesz? Przecież pisałam abyś wzięła jeszcze ciastko!


Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger