Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Purles. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Purles. Pokaż wszystkie posty

stycznia 31, 2018

DENKO STYCZNIA 2018

DENKO STYCZNIA 2018

Na początku stycznia obawiałam się, że nie będę miała specjalnie co pokazać w denku pod koniec miesiąca.. w końcu grudniowe czystki zrobiły swoje. Jednak w połowie stycznia zaczęły dobijać dna kolejne produkty, a i tak muszę przyznać, że pod koniec spodziewałam się o wiele większego denka niż ostatecznie wyszło. Natomiast nie staram się zużywać produktów tylko po to aby mieć co pokazać.. bo to się kupy nie trzyma. Zużywam w swoim standardowym żółwim tempie ale co najmniej raz w każdym miesiącu robię przegląd kosmetyków. Patrzę które z produktów są już ze mną dłużej, które wypadałoby używać nieco częściej, których chcę się pozbyć jak najszybciej bo się nie sprawdziły. Być może się mylę ale z mojego punktu widzenie najgorsze jest mieć otwartych kilka produktów z których część jest nieużywana bo wolimy coś innego. Kosmetyki tłoczą się w szafkach z czego 1/3 (przy dobrych wiatrach) jest zwyczajnie pomijana. Bardzo łatwo wpaść w taką pętlę, a dzięki denkom zachowują pewien porządek i systematyczność w używaniu i zużywaniu produktów. Oj, długi ten wstęp, czyli tak w skrócie.. po prostu lubię denka.


MARION - CHUSTECZKI MICELARNE DO DEMAKIJAŻU 
Polubiłam zapach całej linii Japoński Rytuał, gdyby nie to być może produkty przekazałabym dalej. Jednak kwiat wiśni jest jednym z moich ulubionych kwiatowych zapachów. Same chusteczki nie były takie złe.. a to duży komplement zważywszy na to, że chusteczek tego typu wcale nie używam.. najwyżej do przetarcia butów lub rąk. Powrotu nie planuję, bo kolejne opakowania tylko leżały bez sensu.



POLNY WARKOCZ - RUMIANKOWA ESENCJA MICELARNA
Bardzo lubię ten płyn do demakijażu. Jest dla mnie bardzo delikatny, a jednocześnie skuteczny. Radził sobie nawet z tuszem wodoodporny choć zajmowało mu to chwilkę. Jestem w stanie na tę chwilę powiedzieć,  że to najlepszy płyn micelarny jaki używałam. Planuje zużyć inne tego typu specyfiki i pozostać na jakiś czas przy Polnym Warkoczu.. ciekawe czy międzyczasie nic to nie zdetronizuje.



AVALON ORGANICS - INTENS DEFENSE ODŚWIEŻAJĄCY ŻEL DO TWARZY Z WITAMINĄ C
Mój ulubieniec wśród żeli do mycia twarzy, a byłam przekonana że takiego nie znajdę. Lekki cytrusowy zapach, lekka nieco żelowa konsystencja oraz delikatny dla skóry i oczu. Nie sprawia, że moja skóra krzyczy o nawilżenie zaraz po jego użyciu, nie ściąga jej do tego dobrze oczyszcza. Używałam zawsze rano i dodatkowo wieczorem po wcześniejszym zmyciu makijażu płynem micelarnym i olejkiem lub balsamem. Do tego duża zawartość świetnych składników, które dbają o moją cerę. Nic więcej mi nie potrzeba.. z przyjemnością będę do niego wracać. Kolejne opakowanie już na mnie czeka w zapasach ale chwilowo testuję coś innego.



CZARSZKA - AKSAMITNY BALSAM DO MYCIA TWARZY
Bardzo polubiłam się z tym balsamem, choć wymaga aby zmyć go czymś więcej niż wodą. Jednak w tym przypadku jakoś szczególnie mocno mnie to nie irytowało. Jego delikatna konsystencja była bardzo przyjemna w użyciu, a zapach cytrusów idealnie wpisuje się w moje zapachowe upodobania. Nie wykluczam powrotu do balsamu i to chyba do tej "aksamitnej" wersji.. raczej odpuszczę sobie poznawanie pozostałej dwójki. Mam nadzieję, że ten cały szum na balsamy minie do czasu aż zużyję zapasy, bo nie mam za bardzo ochoty na nerwowe klikanie "odśwież", "odśwież", "odśwież"..



INDEED LABORATORIES - PEPTA-BRIGHT
Straciłem rachubę, które to już opakowanie. Używam już od 3-4 lat. Serum które bez podrażnień, przesuszania, całkowicie łagodnie i delikatnie rozjaśnia przebarwienia skóry i to te najstarsze. Używam wyłącznie na noc z tego względu, że lubi się świecić. Przy systematycznym użytkowania zdecydowanie widać efekty, a moja skóra się z nim po prostu lubi. Mimo niewielkiego opakowania jest bardzo wydajne i w tym przypadku sprawdza się reguła im mniej tym lepiej.. ale systematycznie.



PURLES - 104 ADVANCED RICE CREAMY KREM RYŻOWY
Przy systematycznym użytkowaniu krem zaczynał mnie zapychać, ale używany od czasu do czasu spisywał się poprawnie. Chronił zaaplikowane wcześniej produkty, nie kolidował z nimi, nałożony cienką warstwą dawał skórze komfort.. ale to taki zwykły krem, który nie do końca dogadał się z moją cerą. Trochę szkoda, ale co zrobić.. skóra wie lepiej.



KAFE KRASOTY / LE CAFE DE BEAUTE - MASECZKI CAFE MINI
Bardzo polubiłam te maseczki i to za wiele rzeczy. Świetne opakowania które z miejsca napawają mnie dobrą energią, niewielki pojemności, które i tak wystarczają na 2-4 użycia oraz różnorodność wyboru. Mój faworyt z tej czwórki to ciepła maseczka nawilżające (czerwona). Bałam się jej z uwagi na to ciepło ale spisała się rewelacyjnie. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie maska złuszczająca do stóp. To trio dwóch produktów i skarpetek. Z pewnością wrócę w nieco cieplejszym okresie.Pozostała dwójka całkiem poprawna.. ale i tak mam chęć sprawdzić kolejne, a najlepiej wszystkie



MARION I EVELINE - MASECZKI
O maseczce Eveline jeszcze recenzji nie było ale niestety dobrego zdania o niej nie mam. Za to o maseczkach Marion już pisałam wraz z chusteczkami do demakijażu. Nie zauważyłam super fajnych właściwości ani działania na moją skórę. Były w zasadzie nijakie choć bardzo polubiłam ich zapach.. choć to akurat za mało aby do nich wrócić.



FANCL - FACIAL WASHING POWDRE
Pierwszy raz używałam czegoś tak nietypowego. Próbkę zużyłam na raz ale spokojnie mogła wystarczyć na dwa razy. Bardzo delikatnie i drobno zmielony proszek, a raczej puder. Wymieszałam z wodą w wyniku czego powstała emulsja.. nie czuć było żadnych ostrych drobinek ścierających. Ładnie oczyścił skórę i ją złuszczył. Niestety nie do końca lubię efekt trzeszczącej skóry.. choć muszę przyznać, że efekt gładkości mnie zaskoczył. To raczej opcja do używania raz na jakiś czas w razie potrzeby ale może dość fajnie zastąpić peeling. Hmm.. mimo wszystko ciekawy.

BENTON - TONIK I ESENCJA
Próbki otrzymałam od Anuli z bloga Co kręci Anule, nie była do końca zadowolona z tych produktów, a ja w sumie nie mam im nic strasznego do zarzucenia. Polubiłam ich lekkość, nie obciążały skóry, nie pozostawiały lepkiej warstwy, nawilżały i koiły. Żadnych przykrych doświadczeń nie miałam choć mam wątpliwości czy ich cena czasem nie jest zbyt wygórowana. Jedyne co mi w nich przeszkadzało to zapach, który za każdym razem przypominał mi abym poszła w końcu na basen. Dlaczego? Bo mają zapach basenowej wody.. czyli chloru.

SENELLE - JESIENNY PEELING DO TWARZY
Peeling otrzymałam od Moniki z bloga Mama z różową torebką.. i muszę przyznać, że go lubię. Podoba mi się, że jego bazę stanowią drobinki, to sprawia że jest skuteczny i wydajny. Zasadniczo odeszłam już od peelingów mechanicznych ale ten ma na tyle delikatne drobinki, że wcale mnie to nie drażni ani tym bardziej nie podrażnień mojej skóry. Nie mam mu nic do zarzucenia i w pełni rozumiem czemu tak wiele osób to chwali.

BIELENDA - CRANBERRY FACE ALGE MASK
To również sowita próbka od Moniki z bloga Mama z różową torebką. Dawno dawno temu kupiłam wielki pudło maseczki algowej z Bielendy i w większości mi się przeterminowała. Cóż.. miłości między nami nie było.. i spodziewałam się, że tym razem będzie podobnie. Błąd. Maska po jednym użyciu zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie! Bardzo fajnie koi skórę, a co najważniejsze dla mnie przy algowych maskach bardzo komfortowo zastyga. Pod zaschniętym obrzeżem ani razu nie miałam podrażnienia, a to już winduje maskę na jedną z godnych uwagi.


AJONA - KONCENTRAT DO MYCIA ZĘBÓW
W zasadzie jest to pasta do zębów tylko bardzo skoncentrowana. oznacza to w praktyce tyle, że wystarczy jej nałożyć niewielką ilość czyli około główki zapałki.. i rzeczywiście tak jest. Koncentrat jest niesamowicie wydajny, choć i tak używałam go zamiennie z tradycyjną pastą do zębów. Nie mogę mu nic zarzucić choć brakowało mi tu jakiegoś ciekawszego smaku. 

CURAPROX - SZCZOTECZKA SUPER SOFT 3960
Zmieniam systematycznie co trzy miesiące i w kółko kupuje kolejne. Uwielbiam je za delikatność dla moich dziąseł, za świetną game kolorystyczną w której do znudzenia można przebierać. Nie planuję obecnie zmieniać choć w zapasach czeka na mnie szczoteczka ekologiczna z bambusa.


ISANA - MYDŁO W PŁYNIE O ZAPACHU CZERWONEGO JABŁKA I KARMELU
Bardzo lubię zimowe wersję mydełek. To kupiłam w zeszłym roku i czekało specjalnie na obecny sezon jesienno-zimowy. Słodki aromat czerwonego jabłka był bardzo przyjemny i z przyjemnością go używaliśmy. Natomiast mydło samo w sobie jest zwyczajne. Trochę wysusza skórę i tyle. Za to fanką zapachów mydeł Isana wciąż jestem.


BENTLEY ORGANICS - DETOKSYKUJĄCY ŻEL POD PRYSZNIC Z GREJPFRUTEM, CYTRYNĄ I WODOROSTAMI
Miał być big love.. wyszedł big hate. Poprzednia wersja z pomarańczą i cynamonem tak bardzo dała mi w kość, że straciłem wiarę że z tą wersja może być lepiej i się nie myliłam.  Szczypie w najmniejsze podrażnienia na skórze, wysusza, zapach jest kiepski, a przecież miał być cytrusowy. Miał mi towarzyszyć w okresie wakacji jako fajna opcja odświeżająca ale nic z tego by nie wyszło.. wolałem zużyć jak najszybciej nie szczędząc sobie jego ilości. Jedyne czego nie mogę mu odmówić to wydajności.. że skubańcem męczyłem się przez miesiąc ! Czasem mąż mi pomagał ale nie wytrwał.. uhh.. na szczęście mam już coś na ukojenie moich nerwów 😍



FRESH & NATURAL - ODŚWIEŻAJĄCA SÓL DO KĄPIELI STÓP Z ROZMARYNEM I MIĘTĄ
Wiem, że opakowanie puste nie jest ale aktualnie w środku znajduje się moja własna produkcja soli do kąpieli. To była moja pierwsza tego typu sól i pod kątem działania była świetna. Realnie zmiękczała skórę stóp przez co było bardzo komfortowe i miękkie. Zapach mięty z rozmarynem w kąpieli nie do końca mi odpowiadał ale z czasem się przyzwyczaiłam i po sól zaczęłam sięgać co drugi dzień. Ale.. nie będę się tu rozpisywać. Post już powstał i będzie jednym z pierwszych w lutym.


LE BLEUET - PEELING SOLNO-KAWOWY W KOSTCE DIY
Śliczną kostkę w kształcie serca otrzymałam od Mariki z bloga Le Bleuet. To oczywiście produkcja własna, a ja zawsze takie cuda wychwalam. Co więcej w końcu sama zabrałam się za własne produkty, choć dopiero testuję, sprawdzam, kombinuję.. ale nie wiem czy coś ciekawszego z tego wyjdzie.. zobaczymy. Serduszko genialnie złuszcza, pięknie pachnie i pielęgnuje skórę. Używałam z wielką przyjemnością. Na blogu Mariki znajdziesz przepis jak zrobić takie kostki peelingujące. Serdecznie polecam!



BIOAMARE - NATURALNE MASŁO SHEA DO CIAŁA
W okresie jesienno-zimowym toleruję, a nawet lubię bardziej tłuste konsystencje balsamów czy masełek do ciała ale toooo.. już przegięcie. Masło jest jak smalec.. po prostu oblepia skórę, która godzinami jest tłusta. Za to bardzo ładnie pachnie poziomkami.. na tyle ładnie, że mój mąż wyczuwał ich zapach jeszcze następnego dnia. Nie mogę jednak powiedzieć, że nie zdało egzaminu bo jednak moja skóra nie wolał o dodatkowe nawilżenie. Jednak ta tłustość wyjątkowo mi przeszkadzała, nie lubiłam jej i przez to więcej po ten produkt nie sięgnę.



VIANEK - ODŻYWCZY ŻEL I BALSAM DO CIAŁA
Nie spodziewałam się, że te produkty tak bardzo przypadną mi do gustu. Do żelu wrócę z przyjemnością. Jest delikatny, ślicznie pachnie, nie pieni się specjalnie co akurat zupełnie mi nie przeszkadza. Po ostatnich męczarniach z żelami z Bentley Organic z wielka przyjemnością uciekałam do tej odlewki od Anuli z bloga Co kręci Anulę. A balsam ? Nie kupię tylko i wyłącznie dlatego, że mam ogromne zapasy które nie wiem kiedy zużyje, gdyby nie to z przyjemnością bym kupiła balsam w zestawie z żelem. Balsam jest delikatny, szybko się wchłania, nawilża w stopniu zadowalającym, a zapach przez jakiś czas się utrzymuje na skórze. Jestem zaskoczona, że aż tak przypadły mi te produkty do gustu.


LAVERA - SZAMPON INTENSYWNIE PIELĘGNUJĄCY DO WŁOSÓW SUCHYCH I ZNISZCZONYCH
Kolejny szampon marki Lavera, który bardzo polubiłam. Prześliczny zapach róży i groszku, który odpowiadał nawet mojemu mężowi. Fajnie oczyszcza włosy i skórę głowy, nie podrażnia, włosy po nim są miękkie i sypkie ale nieco dociążone. Zawartość protein w składzie sprawiła, że ograniczyłam całkowicie proteinowe odżywki w pielęgnacji.. te dostarczane z szamponu zupełnie mi wystarczyły. 



LAVERA - NEUTRAL SZAMPON I ŻEL POD PRYSZNIC DLA ALERGIKÓW
Kupiony z czystej ciekawości.. i zdał egzamin. To po porostu szampon który ma myć włosy bez obciążania, przesuszenia.. po prostu myć i dokładnie to robi. Dodatkowo zupełnie nie podrażnia skóry głowy, nic mnie po nim nie swędzi. Dobry szampon dla kogoś kto ma dość różnych cudownych dodatków do szamponów czy jest na nie uczulony. Sprawdził się zarówno na moich długich i ciężkich włosach jak i na cienkich i delikatnych włosach męża.



BOURJOIS - VOLUME REVEAL MASCARA
Wersja wodoodporna bo jestem gapa. Nie miałam specjalnie ochoty jej zaczynać ale to już ostatnia drogeryjna masakra jaką posiadałam. Na szczęście nie okazała się wcale tak bardzo upierdliwa nawet w codziennym użytkowaniu. Mój płyn Polny Warkocz dobrze z nią sobie radził. Sam efekt na rzęsach w zasadzie mnie zadowalał. Ładnie podkreślała rzeszy, wydłużała i pogrubiała choć może bez efektu wow. Nie osypywała się, nie odbijała na powiekach.. w sumie całkiem nieźle choć ta wodoodporność po 2 miesiącach zaczęła mi już na tyle ciążyć, że miałam jej dość. Dlatego już na początku miesiąca sięgnęłam po drugą i już jej nie wypuściłam z rąk.. a ta leżała i leżała.


SELFIE PROJECT - MATUJACY PUDER ANTYKAKTERYJNY
Po ten puder sięgałam najczęściej z całego mojego dobytku. Nie oznacza jednak że był aż tak rewelacyjny. Matowił cerę, nie zmieniał koloru podkładu, można było go bez problemu reaplikować bez osiągnięcia nieestetycznej warstwy. Po prostu poprawny puder ale.. za każdym razem po jego użyciu coś mi wyskakiwało nowego. Nosząc sam podkład bez przypudrowania.. nic. Z pudrem.. zawsze coś nowego choć musiałam go trochę ponosić aby takie rzeczy zaczęły się dziać. Jednak na ogół makijaż staram się zmywać możliwie jak najszybciej po powrocie do domu.
Jeszcze trochę mi go zostało i zapewne bym zużyłam ale już trudno dobrać mi się do tych resztek. Wymaga to spłaszczania pędzla, a do tego dopiero niedawno zepsuł nie zawias i wieczko odpada. Czekają na mnie inne pudry więc pora się pożegnać.


COULEUR CARAMEL - BAZA POD PODKŁAD MATUJĄCA I NAWILŻAJĄCA
Byłam przekonana, że bardziej do gustu przypadnie mi baza matująca ale to jednak nawilżająca okazała się bardziej ciekawa. Obie bazy ładnie wygładzają ale matująca troszkę rozczarowała mnie efektem matowania. W zasadzie nie zauważyłam aby przedłużała trwałość makijażu. Za to baza nawilżająca lepiej sprawdziła się pod tym kątem, a dodatkowo sam makijaż jakby lepiej na niej się prezentował. Żadna z baz nie wpłynęła na moją skórę negatywnie i uważam, że są godne sprawdzenia. Swoje próbki zamówiłam z Magazynu Próbek ze sklepu Plants for Beauty.

LILY LOLO ORAZ PIXIE - PRÓBKI PODKŁADÓW MINERALNYCH 
Na bazie próbek odnalazłam swój odcień podkładu mineralnego ale co z tego skoro mam teraz tony próbek, które wszędzie się przewalają. Cóż.. trzeba je zużyć i za to właśnie się zabrałam, choć to wcale nie takie łatwe zadanie. produkty mineralne są niesamowicie wydajne, a co za tym idzie ich próbki również.


RALPH LAUREN - ROMANCE
Perfumy kupione w ciemno.. a bo była świetna promocja. Dość niepewnie zgodziła się na zakup, bo osobie kupującej się podobały, a pod względem zapachów miałam do niej zaufanie. Niestety nie tym razem. Zapach nie jest zły ani kiepski.. tylko taki nie mój. Źle się w nim czułam .. był za bardzo "kwaśny" a ja jeśli już to wolę słodko- kwaśne kombinacje w stronę słodkich.. kwiatowych, pudrowych, owocowych.. ale dobrze wyważonych i nie duszących. Zużyłam i cieszę się z faktu, że już go nie mam.


YANKEE CANDLE - SEA SALT & SAGE
Nie oczarował mnie zupełnie niczym. Bardzo lekki odświeżający zapach w nieco męskim wydaniu. Niczym się nie wyróżniał i to na tyle, że praktycznie go nie czułam. Przeszedł bez echa.

Serio.. to denko miało być większe 😂


stycznia 22, 2018

PURLES - 104 ADVANCED RICE CREAM, CZYLI KREM NA BAZIE RYŻU

PURLES - 104 ADVANCED RICE CREAM, CZYLI KREM NA BAZIE RYŻU

Ciężkie mają ze mną życie kremy do twarzy. W większości miałam wrażenie, że albo szkodzą mojej skórze albo są irytujące. Dlatego zawsze wolałam sięgać po coś bardziej skoncentrowanego jak serum. W dodatku takie płynne formuły zazwyczaj są lżejsze, a dzięki temu nie miałam wrażenia, że coś na mojej skórze siedzi. To jednak nie znaczy, że nie szukam.. choć już nieraz miałam chęć się poddać i całkowicie zrezygnować z tego typu pielęgnacji.. no ale w końcu wybór mamy ogromny! Pozostaje tylko kwestia odnalezienia..


Ryżowy krem 104 Purles trafił do mnie jakiś czas temu w wyniku rozdania u Moniki z bloga Mama z różową torebką. Myślę, że nawet Monika mogła o tym już zapomnieć 😂

Od producenta:
Produkt o lekkiej konsystencji przeznaczony do pielęgnacji skóry dojrzałej. Unikalne połączenie oleju ryżowego i Kompleksy Roślin Alpejskich zapewnia skuteczną walkę z przebarwieniami, a także wolnymi rodnikami odpowiedzialnymi za przedwczesne starzenie się skóry. Preparat rozświetla, rewitalizuje, zmniejsza pory i delikatnie matuje.


Zdecydowanie jestem fanką tego opakowania. Proste, szklane opakowanie z pompką, która działa perfekcyjnie i przede wszystkim z możliwością wtórnego wykorzystania! Szczytem moich marzeń jest aby właśnie tego typu opakowania było można zwracać do producenta/sklepu i płacić wówczas za sam produkt ewentualnie za wtórne wypełnienie opakowania. 

Sam krem ma bardzo lekką konsystencję, która ładnie i szybko wchłania się w skórę. Naprawdę używa się go z wielką przyjemnością. Nie pozostawia na skórze tłustego filmu, od razu po aplikacji skóra jest komfortowa.. choć z jego ilością z pewnością nie należy przesadzać. Początkowo dość mocno w nozdrza rzuca się zapach.. ładny, przyjemny.. ale zaskakująco trwały. Pamiętam, że na początku nieraz zastanawiałam się w ciągu dnia jakich perfum użyłam.. choć nie zawsze ich używam. Naprawdę wprowadzało mnie to nieraz w konsternację. Obecnie już wiem, że jest to ten krem.. ale chyba wciąż mnie zaskakuje trwałość tego zapachu.. wydobywająca się nieraz spod makijażu. Na szczęście jest to ładny zapach.. inaczej już dawno byśmy się rozstali.


Pomimo zapachu krem zupełnie nie drażni moich oczu. Nałożony w nieco większej ilości na noc nie migrował do oczu, a być może nawet ułatwiał mi zasypianie. Mam jednak mieszane uczucia czy powinien posiadać taką funkcję 😅
Dość dobrze spisywał się jako produkt osłaniający, czyli jako osłona dla wcześniej zaaplikowanych produktów. Nie wpływał specjalnie na działanie wcześniej zaaplikowanego serum co akurat mi odpowiadało. Jednak stosowany samodzielnie jedynie po toniku, jego działania były nijakie. Nie widziałam efektu rozświetlenia skóry, specjalnego odżywienia czy nawilżenia. Nie działa specjalnie na istniejące niedoskonałości czy przebarwienia. Używany okazjonalnie co jakiś czas nie pogarszał stanu cery ale używany systematycznie niestety już tak.


To właśnie to jest przyczyną dość długiego zużywania kremu. Mogę go używać przez 3-4 dni z rzędu ale później muszę zrobić dłuższą przerwę. Ostatecznie sięgam po niego raz-dwa razy w tygodniu choć zdarza mi się całkowicie o nim zapominać. Krem ma w składzie kilka substancji komedogennych, które przy systematycznym użytkowaniu niestety z czasem zapychają moją skórę. Z drugiej strony nie jest to krem przeznaczony do takiej cery jak moja wiec trudno abym miała mu to za złe.

Różnie bywało także w przypadku makijażu. Z moim podkładem 100% Pure - Super Fruity, bardzo słabo się dogadywał. Podkład na nim potrafił smużyć i znacznie szybciej znikać oraz przesuwać się. Natomiast nie winię za to kremu, a bardziej sam podkład, który wymuszał odpowiednio dobraną pielęgnację.. choć akurat warto było ją odszukać. Za to z podkładem mineralnym Pixie Cosmetics krem dogaduje się dużo lepiej. Jednak nie mogę mu przyznać aby szczególnie przedłużał trwałość podkładu.


Za to skład kremu pozytywnie mnie zaskoczył. Marka z góry kojarzyła mi się głównie z typowo chemicznymi składami i niesłusznie. W kremie znajduje się całkiem pora ilość substancji pochodzenia naturalnego.

Skład (INCI): Aqua (Water), Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Coco Caprylate/ Caprate, Polyglyceryl-6 Distearate, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Oryza Sativa (Rice) Bran Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Silica,Parfum (Fragrance), Oryza Sativa (Rice) Powder, Microcrystalline Cellulose, Benzyl Alcohol, Tocopheryl Acetate, Alcohol, Cellulose Gum, Achillea Millefolium Extract, Alchemilla Vulgaris Extract, Malva Sylvestris (Mallow) extract, melissa Officinalis Leaf extract, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Extract, Primula Veris extract, Veronica Officinalis Extract, Xanthan Gum, Dehydroacetic Acid, Cellulose, Citric Acid, Triethanolamine, Linalool, Citronellol.

  • Aqua (Water) - woda
  • Gliceryna (Glycerin) - silnie hydrofilowa i higroskopijna substancja nawilżająca. Ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka, pomaga substancjom aktywnym przedostać się w głąb skóry
  • Caprylic/Capric Triglyceride - emolient (substancja pochodzenia naturalnego), tworzy na powierzchni warstwę okluzyjną (film)
  • Coco Caprylate/ Caprate - emolient (substancja roślinna), tworzy na skórze i włosach ochronny, zmiękczający film o silnym działaniu odżywczym
  • Polyglyceryl-6 Distearate - emolient, łączy fazę wodną i fazę olejową produktu
  • Olej z nasion słonecznika (Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil) - pełni funkcję odżywczą, natłuszczającą. Ma działanie przeciwzapalne, łagodzące i przeciwrodnikowe
  • Olej ryżowy (Oryza Sativa (Rice) Bran Oil) -działa osłaniająco, łagodzi stany zapalne, hamuje aktywność wolnych rodników oraz nawilża
  • Olej jojoba (Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil) - posiada działanie odżywcze, a także łagodzące, uelastyczniające, zmiękczające, natłuszczające i lekko nawilżające
  • Krzemionka (Silica) - ma zdolność rozpraszania światła, przez co optycznie wygładza skórę. Pochłania wilgoć, pot i sebum ze skóry, matuje, nadaje kosmetykom jedwabistej konsystencji
  • Parfum (Fragrance) - kompozycja zapachowa
  • Puder ryżowy (Oryza Sativa (Rice) Powder) - posiada działanie matujące
  • Celuloza mikrokrystaliczna (Microcrystalline Cellulose) - pochłania wilgoć, pot, sebum i tłuszcz ze skory, pomaga ją zmatowić i oczyścić pory
  • Benzyl Alcohol - pełni rolę rozpuszczalnika. Konserwant - przedłuża trwałość kosmetyku
  • Witamina E (Tocopheryl Acetate) - opóźnia proces utleniania substancji, a przy tym wykazuje działanie przeciwzmarszczkowe, silnie antyoksydacyjne, odżywcze, wzmacniające i ochronne. Poprawia także nawilżenie skóry
  • Alcohol - konserwant
  • Guma celulozowa (Cellulose Gum) - zagęstnik, zapobiega rozwarstwianiu faz emulsji
  • Wyciąg z krwawnika pospolitego (Achillea Millefolium Extract) - wykazuje działanie przeciwzapalne, łagodzące, przeciwkrwotoczne, bakteriostatyczne, przyśpiesza gojenie ran
  • Ekstrakt z przywrotnika pospolitego (Alchemilla Vulgaris Extract) - ma silne działanie ujędrniające, korzystnie wpływa na skórę szarą, zmęczoną, z oznakami starzenia się. Posiada działanie przeciwzapalne, pomaga usuwać plamy, a także piegi i zmarszczki
  • Ekstrakt z malwy (Malva Sylvestris (Mallow) Extract) - ma właściwości ochronne i wzmacniające skórę ze względu na obecność flawonoidów, które redukują przepuszczalność naczynek krwionośnych i wzmacniają je
  • Wyciąg z melisy (Melissa Officinalis Leaf Extract) - działa ściągająco, przeciwzapalnie, przeciwbakteryjnie i przeciwwirusowo
  • Ekstrakt z mięty pieprzowej (Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Extract) - łagodzi podrażnienia
  • Wyciąg z pierwiosnka (Primula Veris Extract) - wspomaga regenerację skóry, gojenie ran, zmniejsza obrzęki, działa łagodząco i przeciwzapalnie
  • Ekstrakt z przetacznika leśnego (Veronica Officinalis Extract) - działa przeciwzapalnie, odżywczo i odkażająco. Wykazuje działanie lekko ściągające
  • Xanthan Gum - lekko emulgator, zagęszcza konsystencję
  • Dehydroacetic Acid - łagodny konserwant
  • Cellulose - reguluje lepkość formuł kosmetycznych i je stabilizuje
  • Kwas cytrynowy (Citric Acid) - delikatnie złuszcza i rozjaśnia przebarwienia
  • Triethanolamine - regulator pH
  • Linalool - składnik kompozycji zapachowej
  • Citronellol - składnik kompozycji zapachowej
Ilość użytych wyciągów roślinnych oraz olei jest zaskakująca ale na czwartym miejscy w składzie znajduje się substancja silnie komedogenna i to głownie ją obwiniam za taki, a nie inny los kremu w stosunku do mojej podatnej na zapychanie cery.. czyli kiszka.


Zasadniczo polubiłam ten krem ale niestety nie jest dla mojej kapryśnej skóry odpowiedni. Przy doraźnym użytkowaniu nie mam mu zbyt wiele do zarzucenia ale przy systematycznym zwyczajnie do siebie nie pasujemy. Nie mogę napisać, że jest beznadziejny.. zwyczajnie nie było nam po drodze ale do samej marki Purles nie udało mu się mnie zniechęcić.

Znasz markę Purles?
Czy krem to podstawa Twojej pielęgnacji, czy może stawiasz na bardziej skoncentrowane produkty?


lutego 07, 2017

STYCZNIOWE DENKO 2017

STYCZNIOWE DENKO 2017

Po kilku grudniowych denkach w styczniu spodziewałam się, że post tego typu się nie pojawi.. ale jest. Nie udało mi się zużyć obfitej ilości produktów.. w zasadzie są to prawie same drobiazgi. Poza kilkoma ulubieńcami znalazł się jeden hit, który bezapelacyjnie wyląduje na kolejnej wish liście. Między innymi za to właśnie lubię próbki i niewielki opakowania.


LUSH BOTANICALS - STARLIGHT NIGHT CREAM
Bardzo fajny krem, który w znalazł się w ulubieńcach roku. Jednak zdecydowanie za długo gościł w mojej.. lodówce. Dlatego chętnie widziałabym mniejsze pojemności. Z pewnością wart wypróbowania. Ja z chęcią jeszcze do niego wrócę ale mam ochotę przetestować inne produkty tej marki. Warto zaczaić się na rabaty.



EFEKTIMA - HYDROŻELOWE PŁATKI POD OCZY
Moje ulubione. Znajdziesz je niemal w każdym denku.. ale z racji tego, że mam już kupiony zapas płatków pod oczy innej marki na co najmniej pół roku, to do tych będę wracać raczej sporadycznie. Zobaczymy czy jakieś będą w stanie je zastąpić.


PURLES - 132 SMART BALANCE CREAM
Całkiem pozytywnie zaskoczyła mnie ta próbka kremu. Nie jest to produkt który robi cuda na twarzy ale jako krem na dzień sprawdził się bardzo fajnie. Matowił strefę T ale bardziej suchych partii nie przesuszał. Niezależnie od tego czy miałam makijaż czy nie czułam się komfortowo.


REN - FLASH RINSE 1 MINUTE FACIAL
Ta próbka dość długo czekała na odpowiedni moment ale w ciągu roku jakoś nigdy się nie złożyło. Więc bez wyczekiwania w końcu użyłam. Jasnozielony kolor, wyczuwalne pod palcami (jakby) granulki i przyjemny zapach. Obietnice producenta są bardzo kuszące.. ale czy jakikolwiek kosmetyk może coś zdziałać w minutę? Zgodnie z zaleceniami naniosłam produkt na oczyszczoną skórę, wmasowałam, zwilżyłam dłonie i ponownie wykonałam masaż w celu aktywacji witaminy C.. pozostawiłam na 1 minutę.. i WOW! Cera momentalnie rozjaśniona, gładziutka, jakby bardziej jędrna.. chcę to! Jednak cena jest powalająca.. 210 zł na galilu! Więc maska ląduje na wish liście na 2018 rok.. chyba, że jakaś rewelacyjna promocja się trafi. Jeśli macie możliwość kupcie chociaż próbkę. To najlepsza maseczkowa papka jaką miałam.. choć ja szczególnie maseczkowa nigdy nie byłam.


YUNIFANG - MASKI W PŁACIE
Uwielbiam te maski. Choć nie miałam okazji testować wielkiej ilości masek w płatach, to na tle tego co miałam maski Yunifang mają najwyższą pozycję. Cera po nich jest niewiarygodnie gładka.. aż żal nakładać na nią cokolwiek. Polecam!



PUREDERM - NOSE PORE STRIPS
W grudniu znalazłam nieco zapomniane opakowanie plastrów na nos. Nie specjalnie ciągnie mnie do tego typu produktów, ale skoro już kupiłam to używam. Są dobre ale wciąż nie jestem do końca przekonana. Chyba muszę ich trochę zużyć aby wyrobić sobie bardziej konkretną opinię. 


BANIA AGAFII - ORGANICZNA PASTA DO ZĘBÓW
Ziołowa pasta, która nie zawiera fluoru. Za to w składzie spora ilość różnych olejków, działających przeciwbakteryjnie i przeciwwirusowo. Na jej recenzję zapraszam jutro.


PROKUDENT I CURAPROX - NICI DENTYSTYCZNE
Oba produkty to miniaturki. Po skończeniu jeden z moich ulubionych nici postanowiłam niczego nie kupować tylko skończyć miniaturki, które latały po szafce. Z Prokudenta nie jestem specjalnie zadowolona. To nić która raniła mi często dziąsła i strzępiła się. Na szczęście zużyłam ją dość szybko. Później sięgnęłam po Curaprox, którą dostałam w gratisie do zamówienia. Gdy wyciągnęłam kawałek nici osłupiałam. Nigdy grubszej nici dentystycznej nie widziałam! Sprawdziłam na stronie producenta i okazało się, że jest to nić do czyszczenia aparatów ortodontycznych oraz protez. Serio? Nie mogliście wrzucić do zamówienia czegoś innego? Nić idzie do śmieci, bo nijak nie jestem w stanie jej użyć.


YVES ROCHER -RELAKSUJĄCY& JEŻYNA
Olejki Yves Rocher całkiem przypadły mi do gustu. Lawenda to nie do końca moja bajka ale w połączeniu z owocami jeżyny wydała się o wiele bardziej atrakcyjna. Delikatna formuła zupełnie nie przesuszająca mojej skóry. Używanie go sprawiało mi masę przyjemności i z chęcią wrócę jeszcze do olejków Yves Rocher. Choć żel jest już w denku, to jego recenzja powinna się pojawić na dniach.


LOGONA - SZAMPON PIWNO MIODOWY
Spisał się, choć nieco obawiałam się alkoholu wysoko w składzie. Na  szczęścia żadnej krzywdy mi nie zrobił. Zapach nie do końca mi odpowiadał. Spodziewałam się dosłownie piwa z miodem, a spotkał mnie ziołowy aromat. Z chęcią wypróbuję inne szampony Logona. Póki co ten był dobry ale na mojej liście czeka mnie masa innych szamponów z dobrym składem.



EC-LAB - SZAMPON WZMACNIAJĄCY DO WŁOSÓW OBJĘTOŚĆ I WZROST
Nawet go nie używałam. To własność mojego męża, który określił działanie szamponu jako "był spoko". Problem polega na tym, że chciałam kupić mężowi szampon który w składzie ma kofeinę. Tu, chociaż na zdjęciu widnieją piękne ziarna kawy to w składzie jej nie ma. Nie pojmuję logiki producenta.


SEPHORA - PRÓBKI PODKŁADÓW
Żałuję, że nie dobrałam się do nich wcześniej. Teraz mam znacznie jaśniejszą karnację niż na początku jesieni. Większość próbek jest mnie zwyczajnie za ciemna ale to nie przeszkadza mi w przetestowaniu jak się sprawdzają.
Estee Lauder - 1W2 - nie wykluczam powrotu do tego podkładu i do tej wersji kolorystycznej. Znam go na tyle dobrze, że wiem jak się zachowuje na mojej cerze w każdej porze roku i w niemal każdym stanie. Mam jednak zamiar wcześniej sprawdzić jeszcze odcienie 1N2, 2W1, 1C1 oraz 1N1... i jeszcze 2N1.
Estee Lauder - 2W2 - jak dla mnie posiada wyjątkowo za dużo żółtych tonów.
Make Up For Ever - Mat Velvet 35 - Całkiem fajny podkład ale nie trzyma tak dobrze matu jak Estee Lauder. Aktualnie bardziej pasowałaby mi odcień 30 lub 25.


GOLDEN ROSE, RIMMEL, NO NAME - LAKIERY
Ponieważ w planach wciąż mam zakup lakierów hybrydowych, staram się międzyczasie zużywać tradycyjne lakiery. 


Lakier Rimmel z kolekcji Rita Ora w kolorze 498 Rain Rain Go Away to moje drugie lub trzecie opakowanie. Bardzo neutralny kolor. Jest go na tyle mało w opakowaniu, że trudno maluje się nim paznokcie, dodatkowo lekko już zgęstniał. Bardzo chętnie po niego sięgałam niezależnie od pory roku. 


Lubię seria lakierów Holiday od Golden Rose za to, że są niemal tak trwałe jak hybrydy. Jednak przy zdejmowaniu sprawia mnóstwo problemów. Cóż.. coś za coś. Na karnawał takie brokatowe cudaczki są jak znalazł. Sprawdzają się także jako pojedynczy akcent. Przez dużą ilość brokatu gęstnieją dużo szybciej niż zwykłe lakiery. Przez co z brązową wersją nr 54 muszę się już rozstać.


HERBAL STUDIO - 2x5 BALSAM DO SKÓREK
Przeterminował się i zwyczajnie zasechł. W zasadzie nie wiem po co go kupiłam, bo problemu ze skórkami nie mam żadnych. Oczywiście skórki są.. ale nie wymagają ode mnie niemal najmniejszej ingerencji. Nie kupię więcej bo nie mam takiej potrzeby. Sam krem do rąk w moim przypadku jest wystarczający.


DIAMOND COSMETICS - REMOVER
Hybryd jeszcze się nie dorobiłam ale jeśli już je robię w salonie to zdejmuję je w domu. Nie widzę sensu w płaceniu 20 zł za samo zdjęcie hybryd. Ten skończył się w krytycznym momencie, w sobotę późno wieczorem.. a w niedzielę rano wybierałam się Lublina. Na szczęście mój zwykły zmywacz również zawierał aceton.. ale męczyłam się znacznie dłużej niż przy tym produkcie.


KRINGLE - WATERCOLORS
To wciąż mój ulubiony zapach wśród wszystkich wosków. Zawsze staram się go mieć w zapasie, choć aktualnie zastanawiam się nad zakupem dużej świecy. Jeśli nie znasz, to koniecznie sprawdź!



Tym razem testuję lakiery NeoNail w kolorze Cloudless Sky. W rzeczywistości to nieco bardziej stonowany odcień niebieskiego, wpadający w szarość. Bardzo trudny do uchwycenia. Manicure wykonany w Galerii Olimp w Lublinie.

Jak Wasze zużycia po styczniu? 

Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger