lutego 28, 2018

ZUŻYCIA LUTY 2018


TAK! Kolejne udane denko! Wiem, że moje denka są spore ale gdy nowości co miesiąc przybywa tyle, że nie wiem w co ręce wsadzić to taki widok jak ten tutaj napawa szczęściem. W końcu równowaga musi być zachowana.. choć w tym miesiącu ilość nowości wręcz przytłacza 😅 To co? Kanapki gotowe?


EVELINE - ULTRADELIKATNY ŻEL MICELARNY 2 W 1
Ciekawa koncepcja użytkowania na dwa sposoby, czyli jako typowy płyn micelarny oraz jako typowy żel myjący. Jako płyn micelarny zupełnie się u mnie nie sprawdził w sensie, że nie byłam w stanie go w taki sposób użytkować. Chwilę zajmowało zanim się wchłonął w wacik, a moje waciki Isana są przecież elegancko chłonne. Stosowany jako żel spisywał się dużo lepiej w sensie.. dało się go używać. Natomiast nie różnił się niczym szczególnym w efekcie końcowym od wszystkich innych żeli drogeryjnych, czyli zwyczajnie podsuszał mi skórę.. i nieszczęście gotowe. Najgorsze chyba w tym wszystkim było palenie oczu.. a przecież ma nie szczypać! Fatalny.. zmęczyłam ina szczęście już o nim zapomniałam



E-NATURALNIE - PEELING ENZYMATYCZNY Z OWOCÓW TROPIKALNYCH
Pod koniec miesiąca zauważyłam, że jest go już naprawdę malutko.. może jeszcze dwa użycia i koniec! Zrobiłam zdjęcia.. recenzja już czeka.. zdążyłam! Zdradzić już teraz rezultat? No dobra.. jest świetny! Mój pierwszy peeling enzymatyczny, który działa i który naprawdę lubię. Zaskakujący jest nawet jego zapach.. śliczny! To taki grzeczny niepozorny produkt w który można się zakochać. 


AVALON ORGANICS - TONIK WRINKLE THERAPY WITH CoQ10 & ROSEHIP
Na początki za nim nie przepadałam.. ale z czasem doceniałam, a wręcz zaczęłam czuć przed nim prawdziwy respekt. To nie jest tonik dla bardzo wrażliwej skóry.. może dać do pieca przy codziennym użytkowaniu ale to zasługa składników aktywnych, którym jest nafaszerowany. Jeśli uważasz, że toniki nic nie robią.. to przy tym zmienisz zdanie.. ale ostrzegam, nie jest dla każdego..



AUBREY ORGANICS - MGIEŁKA NAWILŻAJĄCA Z WODY MINERALNEJ Z LODOWCA Z OLEJKIEM FRAGONIA
Bardzo ją polubiłam, nawet jej ziołowy zapach mnie urzekł. Bardzo przyjemna i delikatna mgiełka o właściwościach nawilżających, antybakteryjnych, kojących i oczywiście odświeżających. Żałuję, że jest tak słabo dostępna w Polsce, a jeśli już to przebitka cenowa wynosi co najmniej 100%. Przy okazji zagranicznych zamówień chętnie jeszcze do niej wrócę. Już za nią tęsknię.. a oszczędzałam jak mogłam 😭


 
THE ORDINARY - BUFFET
Serum peptydowe.. przy systematycznym użytkowaniu jakieś efekty przynosi ale aby używać systematycznie musiałam się do niego zmuszać. Niezwykle irytująca lepka warstwa wyjątkowo mnie irytowała. W ciągu dnia o ile siedziałam w domu okazjonalnie mogłam się przemóc ale w każdym innym wypadku niestety nie. Jego największą wadą było to, że zupełnie nie dogadywał się z podkładami (rolowały się razem z serum) ani z pozostałą pielęgnacją. W efekcie mogłam stosować wyłącznie na noc.. i w końcu zmęczyłam.


 
AUBREY ORGANICS - AGE-DEFYING THERAPY AHA MASK
Kolejny fajny produkt do pielęgnacji twarzy od Aubrey Organics. Póki co jestem pozytywnie zaskoczona kolejnymi produktami. Szampony nie do końca mi odpowiadają z uwagi na płynną konsystencję ale pielęgnacja buziaka.. póki co jestem na tak. Maseczka jeszcze bardziej rozbudziła we mnie ciekawość.. chętnie do niej wrócę ale i poznam inne maseczki Aubrey. Jedyny problem to dostępność..



MIODOWA MYDLARNIA - MASECZKA SŁODKI KOKOS
Najbardziej delikatna maseczka z całej czwórki.. przynajmniej tak odbiera ją moja cera. Choć może wcale nie taka najdelikatniejsza.. jako jedyna dała odczuć mojej cerze, że potrafi trochę poszczypać. Nic jednak złego się nie działo.. podrażnień brak, zaczerwienienia brak. Mogłam ją nosić bez obawy jednak efekty jej działania były delikatne.. choć nie była to maseczka skierowana do mojej cery. 


 
MIODOWA MYDLARNIA - MASECZKA LEN I CHIA
Chyba najbardziej zagadkowa z całej czwórki pod względem konsystencji ale i tak ją polubiłam. Zapach siemienia i nasion chia przypominał sianko.. na samą myśl rysuje się uśmiech na twarzy.  Maseczka łagodziła i koiła moją skórę, a drobinki fajnie spisywały się w roli peelingu. Ostatecznie chyba zbyt łagodna i delikatna ale wspominam bardzo dobrze.



MIODOWA MYDLARNIA - MASECZKA MIÓD I KURKUMA
Moja skóra chyba zwyczajnie lubi działanie kurkumy, bo tę maseczkę polubiła. Efekt gładkości skóry jest niesamowity i bardzo przyjemny. Nie jest to maseczka która złuszczy i całkowicie oczyści skórę.. ale pozostawi ją gładką.. Być może to nie jest logiczne, ale właśnie tak ta maseczka dział.



MIODOWA MYDLARNIA - MASECZKA GREEN POWER
Mój faworyt do którego chętnie wrócę. Jeśli doceniasz działanie spiruliny ale nie znosisz jej zapachu to to może być rozwiązanie. Wciąż czuć spirulinę ale nie jest to zapach który przytyka komórki mózgowe. Połączenie z zieloną glinką sprawia, że maseczka ma fajne właściwości oczyszczające. Zdecydowanie godna uwagi.


 
LAVERA - MASECZKA DO CERY ALERGICZNEJ Z BIO-WIESIOŁKIEM I BIO-MASŁEK SHEA
Polubiłam się z marką Lavera. testowałam kilka wersji maseczek Lavera ale najchętniej wracam do wersji z wiesiołkiem oraz do wersji z jojobą. Maseczka genialnie koi, regeneruje i nawilża skórę.. to taki opatrunek na skórę po nieciekawym eksperymencie 😅 Z pewnością wrócę, bo warto je mieć pod ręką.



SANA - KREM PO OCZY NAMERAKA HONPO WRINKLE EYE CREAM
Pierwszy krem z którego działania byłam zadowolona.. i najważniejsze.. nie migrował do moich oczu! Czy to naprawdę tak trudno jest zrobić taki krem? Przy systematycznym użytkowaniu pozostawia skórę nawilżoną, odżywioną i w lepszej kondycji ale wymaga systematyczności. Jego pojemność 25g w końcu zaczęła mnie męczyć.. bo jednak co za dużo to niezdrowo. Krem jednak nie jest bez wad.. nie dogaduje się z moimi podkładami mineralnymi i niestety nie posiada składu z którego byłabym w pełni dumna.



CALYPSO - GĄBKA CELULOZOWA
Po jednej przychodzi druga i tak w kółko. W styczniu i lutym gąbka była intensywnie użytkowana dzięki maseczkom z Miodowej Mydlarni. Sprawdza się jednak świetnie do ściągania wszelkich peelingów czy maseczek kremowych. Nie wyobrażam sobie aby mogło jej zabraknąć w mojej łazience.


ANDALOU - TONIK AGE DEFYING
Ta marka jest na moim celowniku. Ich składy mnie zwyczajnie pociągają. Tonik jest dość nietypowy. Jego zapach przypomina mi wodę po gotowanych ziemniakach, co ostatecznie zawsze doprowadza mnie do śmiechu.. dziwne skojarzenie ale nic innego do głowy mi nie przychodzi. Po aplikacji czuję na skórze delikatne mrowienie.. po prostu czuć, że ma moc. Moja ciekawość do marki została jeszcze bardziej rozbudzona! Odlewkę toniku dostała od Mariki z bloga Le Bleuet.. i u niej przeczytasz pełną recenzję toniku:



E-FIORE - KREM DO TWARZY SHEA
Próbka od Anuli z bloga Co kręci Anulę. Zachwyciłam się pierwszą próbką kremu z czarnuszką na tyle, że kupiłam pełnowymiarowe opakowanie. Jednak wersja shea jest równie bardzo mocno zachwalana.. ale jednak zupełnie inna. Ten kremik jest znacznie bardziej cięższy przez co dla mnie jest to wersja na noc. Pozostawia mokrą warstwę na skórze ale jest przy tym bardzo odżywczy. Nie zapycha moje skóry ale ładnie ją nawilżał i świetnie działał w połączeniu z innymi produktami. Do tego wszystkiego absolutnie genialny zapach.

TATA HARPER - PREPARAT ZŁUSZCZAJĄCO-OCZYSZCZAJĄCY
Pierwsze użycie. Jak to ładnie pachnie!  Delikatnie i subtelny zapach owoców, który z resztą bardzo lubię w kosmetykach do pielęgnacji.  Bardzo lekka formuła nieco lejąca. Drobinki złuszczające niby czuć gdzieś tam pod palcami ale zupełnie nie czuje ich na twarzy. To sprawia, że używanie jest bardzo komfortowe i przyjemne. Masowałam twarz dłużej niż robię to innymi peelingami, bo chciałam aby skóra skorzystała jak najwięcej.Ostatecznie próbkę używałam naprawdę długo! I jestem produktem totalnie zauroczona. Oczyszcza, wygładza, a przy tym realnie pielęgnuje. To produkt, który może zastąpić kilka! Sowitą próbkę dostałam od Joli z bloga Kosodrzewina

CLOCHEE - SERUM ODŻYWCZO-ODMŁADZAJĄCE
Odmłodzona się nie czuję ale to za mała pojemność abym mogła coś takiego stwierdzić. Natomiast samo serum wywarło na mnie pozytywne wrażenie. Jest lekkie, nie obciąża cery, ładnie odżywia.. czuć jego działanie, a skóra się z nim lubi. Nie mogę nic złego powiedzieć.. za to marką poczułam się zaciekawiona. Próbką obdarowała mnie Monika z bloga Mama z różową torebką.


MARION - AKSAMITNY ŻEL OCZYSZCZAJĄCY DO TWARZY JAPOŃSKI RYTUAŁ
Pisanie recenzji tego produktu mnie przerosło. Pisałam w trakcie stanów podgorączkowych które mnie dopadały i za każdym razem schodziłam na inne tematy 😂 W efekcie o samym produkcie jest tylko kilka zdań. Między innymi to, że nie używałam go do twarzy z uwagi na skład, a całkowicie wykorzystałam pod prysznicem do mycia ciała. Mył, przyjemny zapach.. i tyle.


BIOLOVE - KAWOWY PEELING DO CIAŁA
Żałuję, że te peelingi są tak mało wydajne.. ale z tych które miałam okazję używać lub wąchać to właśnie wersja kawowa najbardziej przypadła mi do gustu. Świetnie ściera, pozostawia skórę przyjemnie gładką i genialnie pachnie kawą. Sięgałam z wielką przyjemnością.. ale.. 5 - 6 użyć i koniec. To raczej fajna opcja na wyjazd.. choć chętnie spotkałabym się ponownie z tym peelingiem.



DIY BY ANECZKA - BABECZKI DO KĄPIELI 
Zielone papierki.. tyle zostało. Już dwa razy udało mi się skorzystać z wanny i gościnności rodziców. Oj.. brakowało mi tego, na szczęście przede mną kolejne kąpiele. Dwie babeczki z których skorzystałam w lutym były zupełnie różne. W jednej upchane były płatki kwiatów oraz błyszczące drobinki brokatu. Cudownie patrzyło się na tak mieniącą wodę. Druga babeczka mimo braku pływających drobinek wcale nie była gorsza. Aneczka zadbała o to aby jej "wypieki" miały genialne zapachy.. z przyjemnością czekam na kolejne możliwości wślizgnięcia się do łazienki rodziców. 


DIY BY KOSMETYCZNY FRONESIS - SÓL DO KĄPIELI
Mieszanka soli Epsom i soli himalajskiej z dodatkiem przeróżnych suszonych płatków kwiatów. Sól miała głównie cieszyć oczy i dłużej zatrzymać w wannie. Właściwości soli Epsom jest naprawdę wiele i warto w takiej kąpieli posiedzieć dłużej. Więcej o soli do kąpieli i innych moich wytworach przeczytasz w poście: Moje pierwsze DIY


ORGANIQUE - KREM DO RĄK REGENERATION & PROTECTION
Najlepszy krem do rąk jaki miałam! Po jednym użyciu regenerował skórę dłoni, przynosił ulgę, ładnie pachniał, nie pozostawiał tłustego filmu.. ideał. Oszczędzałam go okrutnie, bo już go w sprzedaży nie ma. Podejrzewam jednak, że została zmieniona jedynie etykieta, a w środku wciąż znajduje się ten sam produkt.. a przynajmniej mam taką nadzieję. Tymczasem mam w zapasach kolejne kremiki które muszę zużyć.. ale ten wspominam najlepiej ze wszystkich które miałam do tej pory. 


 
THE SECRET SOAP STORY - KREM DO RĄK PASIFLORA
Sowitą odlewkę otrzymałam od Ani z bloga Aneczkablog. Te kremy są mi już bardzo dobrze znane, bo miałam jedną wersję pełnowymiarową Green Tea oraz miniaturową do torebki o zapachu Grapes. Passiflora gdzieś mi umknęła podczas sprawdzania zapachów na stoisku The Secret Soap Story, bo z pewnością bym się w nią zaopatrzyła. Zapach śliczny i utrzymujący się. Jednak dla mnie są to kremy odpowiednie na okres jesienno zimowy. Pozostawiają tłustawą powłoczkę, która mi przeszkadza przez co sporadycznie po takie kremy sięgam. Natomiast nie mogę im odmówić działania.



ALVERDE - BALSAM DO CIAŁA BIO-JAŚMIN
Kolejna próbka od Mariki z bloga Le Bleuet. Marika troszkę na ten balsam psioczyła, a ja go pokochałam.. choć to tylko próbka. Jaśmin od zawsze źle mi się kojarzył zapachowo, a ten balsam zupełnie to odczarował. Nabrałam chciejstwa na ten balsamik ale troszkę mi zejdzie gdy dojdę do punktu w którym będę mogła sobie na niego pozwolić i od razu zacząć używać 😢

Recenzja na blogu Le Bleuet: Rooibos, Jaśmin, Nagietek.. Alverde


BABCIA AGAFIA - MYDŁO MIODOWE DO WŁOSÓW I CIAŁA
W życiu bym tego produktu nie kupiła 😂 Podejrzewam, że gdybym je gdzieś dostała to przekazałabym dalej. Po pierwsze mam jakieś nikłe zaufanie do tej Babci, po drugie.. to mydło w maziowatej formie, które kojarzy mi się jedynie z konsystencją, właściwościami i zapachem czarnego mydła, którego nie lubię. Ale próbka.. próbkę mogę zmęczyć. Zapach zaskakująco ładny.. miodowy. Konsystencja też jakaś fajniejsza niż czarnego mydła.. ale, że niby włosy mam tym umyć? Umyłam! Przeżyłam! I biję pokłony.. jestem pozytywnie zaskoczona zarówno skutecznością mycia, łatwością stosowania i brakiem przykrych efektów. Połowę zużyłam do mycia ciała, drugą do włosów. Bardzo pozytywnie zaskoczona jestem. Próbkę dostałam od Mariki z bloga Le Bleuet


BENECOS - SZAMPON MORELOWY - próbka
Szampon kupiłam zanim jeszcze dokończyłam próbkę przesłaną od Mariki z bloga Le Bleuet. Przekonał mnie do tego już sam zapach moreli, który jest niezwykle słodki, a zarazem świeży. Dobrze myje, nie podrażnia mojej skóry głowy, nie mam z nią później żadnych nieprzyjemności. Więcej będzie w recenzji, a jeśli nie możesz się doczekać odsyłam do Mariki.


WOODEN SPOON - SZAMPON
Bardzo ładnie oczyszczał włosy i skórę głowy. Do tego świeży ziołowy zapach.. może jak dla mnie zbyt intensywny i ciężki.. na włosach już przyjemny i dodatkowo daje uczucie świeżości. Nieco żelowa konsystencja ale miałam problem z rozprowadzeniem go na włosach i utworzeniem piany.. dlatego sowita próbka wystarczyła mi na jedno użycie. Bez odżywki miałabym problem z rozczesaniem włosów. Raczej nie pobił moich innych szamponów ale żadnych strasznych rzeczy zarzucić mu nie mogę.

AGAFFIA - SZAMPON
Cóż to za gęstość! Cisnęłam i gniotłam butelczynę, a ten nie chciał lecieć 😂 Bardzo gęsty szampon, a przy tym wydajny. Świetnie oczyszczał skórę głowy i włosy ale bez odżywki po nim ani rusz. Jako szampon stosowany do mocniejszego oczyszczenia super ale na co dzień mogłabym mieć z nim problem. 

EUBONIA - SENSITIVE SHAMPOO
Bardzo przyjemny szampon dla wrażliwej skóry głowy. Prosty skład, delikatny zapach.. i robi co powinien. Dwie saszetki zużyłam przy jednym myciu z tym, że włosy zawsze myję podwójnie. Raz dla zruszenia brudu, dwa dla całkowitego wypłukania i oczyszczenia. Pozycja godna uwagi, a próbki dostałam do zamówienia ze sklepu Green Line


ACURE ORGANIC - ODŻYWKA DO WŁOSÓW SMOOTH + MANAGEBLE
Bardzo leciutka kremowa konsystencja, która bez problemu rozprowadza się na włosach. Moje końcówki, które zawsze są w najgorszym stanie (ale tragedii nie ma) chłonęły ją z wielką lubością. Odżywkę nakładałam nieco wyżej niż zazwyczaj to robię czyli do wysokości uszu.. nie obciążyła moich włosów ale pięknie je odżywiła i wygładziła. Niestety to za mało dla moich włosów.. szczególnie w sezonie grzewczym. Na drugi dzień włosy potrafiły się mocno puszyć i elektryzować.


GELACET PLUS - SUPLEMENT
Dzień mocniejszego stresu i już dziura na głowie gotowa 😭 Gelacet był pierwszym suplementem który rzeczywiście mi pomógł i to opakowanie miałam w swoich zapasach na czarną godzinę. Gdzieś mi opakowanie zwiało.. chyba mąż wyrzucił przedwcześnie 😅 O suplemencie i jego efektach możesz poczytać w podlinkowanej recenzji. 



100% PURE - PODKŁAD 2ND SKIN ORAZ KREMOWY PODKŁAD W ODCIENIACH CREAM
Obecnie używam podkładu kremowego w odcieniu White Peach. Obawiałam się, że zimą może okazać się dla mnie za ciemny dlatego pokusiłam się o próbki najjaśniejszego podkładu. Niestety odcień Cream jest dla mnie trupio jasny. Wiem już, że na odcień Cream nie mam co patrzeć nawet w zimie, a idealny jest dla mnie White Peach. Przy okazji miałam okazję sprawdzić inną wersję mojego ulubieńca czyli wersję dla skóry suchej 2nd skin w formie z pipetą.. genialne 😀 Kusiła mnie ta wersja ale również nie jest dla mnie. Na mojej skórze zachowuje się dość dziwnie, trudniej jest mi podkład rozpracować i mam wrażenie, że skóra wygląda na bardzo suchą.


JIMMY CHOO, RALPH LAUREN - PERFUMOWANE BALSAMY DO CIAŁA
Nie lubię tego typu produktów. Nie lubię po nie sięgać. irytują mnie. Oba produkty kupiłam w zestawie z perfumami. O ile Jimmy Choo perfumy lubię to Romance od Ralph Lauren zupełnie nie są w moim klimacie.. na szczęście perfumy Romance ostatnio udało mi się zużyć. Jednak gdy odnalazłam "to coś" to mnie trafiło. Nie będę się dalej męczyć choć zostało jakieś 1/4 produktu do zużycia. Może niedużo ale to mnie zwyczajnie przerasta. natomiast Jimmy Choo choć lubię to wiem, że będzie się dalej przewalać. Szkoda mi czasu i miejsca na takie produkty, a są już na tyle wiekowe, ze strach komuś oddać.


JENNIFER LOPEZ - GLOW BY JLO
To zupełnie nie moje klimaty.. nawet w 2%. Bardzo intensywny, ciężki, przytłaczający i męczący. Nos mi się marszczy za każdym razem gdy go czułam. Zużyłam ostatecznie na 2 razy.. akurat gdy miałam wyjść na zewnątrz na dłużej 😂

MICHAEL KORS - SEXY RUBY
Bardzo kobiecy.. ale w stronę starszych kobiet, a nie młodziutkich 😅 Przyjemne perfumy choć nie na tyle abym pokusiła się o pełniejszy wymiar. Niestety mają wadą.. są dość ulotne.


Uff.. chyba poszło ciałkiem ładnie. Szczególnie dumna jestem z maseczek.. a co tam.. z każdego zużycia jestem dumna.. nawet z każdej próbki. Idę śmieci wyrzucić i szykować koszyk na kolejne 😜 a międzyczasie należy się aktualizacja zakładek "w użyciu"😇 oraz "w zapasach" 😈 Tak.. luty mogę uznać oficjalnie za zamknięty.. choć jeszcze kilka godzin zostało.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger