Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biolove. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biolove. Pokaż wszystkie posty

sierpnia 31, 2018

ZUŻYCIA SIERPNIA 2018

ZUŻYCIA SIERPNIA 2018



Nie mogę się ogarnąć od połowy sierpnia. Jakieś fatum.. cholera.. złośliwy los.. jak by tego nie nazwać uczepił(o) się mnie. Na szczęście mamy ostatni dzień sierpnia więc liczę gorąco, że od jutra pójdzie w cholerę i da mi spokój. A kysz! A jeśli nie to we wrześniu obwieszę się jakimiś amuletami. Chodząc będę tym wszystkim dzwonić i ludzie pomyślą, że już pora choinkę do domu wnosić 😂

Serio.. musiałam spiąć pośladki aby usiąść do tego posta. W myślach już miałam aby odpuścić i zrobić denko z dwóch miesięcy.. ale nie! Bo niby dlaczego wiecznie zaczynać jakieś rzeczy od pierwszego, od poniedziałku, od nowego roku? Nie ma przekładania.. każdy dzień jest dobry aby spiąć poślady! Do dzieła.



ISANA - PŁATKI KOSMETYCZNE BIO
Kiedyś nie wierzyłam, że pomiędzy płatkami kosmetycznymi można zauważyć jakąkolwiek różnicę.. a jednak. Płatki z Isana w wersji bio, są dla mnie delikatniejsze, bardziej chłonne, a przez to rownież wydajniejsze. Kupuję intuicyjnie i niemal zawsze mam zapas.



PRUITY VISION - RUŻOVA VODA 😅
Kupiona zupełnie bez orientacji w DM na Słowacji. Przed pierwszym użyciem byłam wyjątkowo sceptyczna, chociaż jestem fanką hydrolatu z róży damasceńskiej. Na szczęście szybko między nami zaiskrzyło i pojawiła się miłość, która zaowocowała ulubieńcem miesiąca. Hydrolat bardzo przyjemnie koił skórę i ją odświeżał. Śliczny zapach róż w naturalnym wydaniu. Jedynie atomizer nie do końca dawał mgiełkę.



BIOLIQ - AKTYWNA KURACJA STYMULUJĄCA
Poddaję się! Męczy mnie to coś i choćbym chciała to nie chcę i nie lubię tego używać. Produkt przeznaczony do pielęgnacji twarzy i szyi. Do twarzy tego nigdy nie używałam ale szyja i dekolt miały kilka razy nikłą przyjemność. Niby serum.. z pędzelkiem, który kiepsko rozprowadza produkt (lepiej dłonią), niby lekkie.. ale ta lepka powłoka pod którą skóra się dusi.. a po kilku użyciach wysyp na  dekolcie. Nie dziękuję! Recenzji tego czegoś nie będzie. Aaaaa.. efekt liftingu. No wiadomo.. ni ma.



MYDŁO STACJA - PEEL-MASECZKA OWOCOWE PODRÓŻE
Maseczkę kupiłam na fali pierwszych zachwytów. Byłam na tyle przekonana, że to będzie hit również u mnie, że obdarowałam kolejne osoby. No i klapa.. maseczka zupełnie nie robi na mnie wrażenia. Njbardziej rozczarowała mnie funkcja peelingu, która jest tak znikoma, że jej nie zauważam. W dodatku okrutnie ciężko ją zmyć.. okrutnie. Początkowo używałam gąbki Gessie, która jest moim hitem ale maseczka już mi jedną zniszczyła. Nie dość, że trudno ją usunąć z twarzy, z rąk, to dodatkowo nie sposób wymyć z takiej gąbki. Kupiłam specjalnie do jej ściągania gąbki celulozowe z Rossmanna. Jej plusem z pewnością jest to, że nie robi krzywdy (pomimo zawartości silnie komedogennych olejów wysoko w składzie), nie zastyga, przyjemnie pachnie i po 5 godzinach noszenia.. delikatnie odżywia.

Recenzja: Peel-maseczka Owocowe Podróże z Mydło Stacji. Czy ma jakieś wady?





LE CAFE DE BEAUTE - ODMŁADZAJĄCA ŻEL-MASKA DO TWARZY Z KWASEM HIALURONOWYM I EKSTRAKTEM Z IRYSA (FIOLETOWA)

LE CAFE DE BEAUTE - WYGŁADZAJĄCA MASKA Z KOMPLEKSEM PEPTYDÓW ROŚLINNYCH (RÓŻOWA)
Obie maseczki doczekają się recenzji lada dzień. Zdradzę jedynie, że nie do końca zaskoczyło między nami. O wiele milej wspominam wersje "ciepłe" masek. Oby kolejne lepiej się sprawdziły.



BALEA - OLEJEK POD PRYSZNIC
Hmm.. niby skład nie powala naturalnością ale naprawdę lubiłam ten olejek. Nigdy nie miałam nic przeciwko produktów, które pod moim prysznicem nie robią piany i taki jest ten olejek. Kontakt z wodą sprawia, że zamienia się w mleczną lekką emulsję. Po jego użyciu moja skóra nie domagała się nawilżenia, co w wysokie temperatury bardzo mi odpowiadało. Zapach nie był specjalnie powalający.. raczej neutralny. Niby ciekawy i fajny produkt ale z uwagi na skład nie planuję wracać.



BIOLOVE - ŻEL POD PRYSZNIC BROWNIE Z POMARAŃCZĄ
Zdecydowanie jeden z najbardziej udanych zapachów od Biolove. Może nie do końca podpasował mi w minione upały.. czasem był zbyt słodki, ale z wielką przyjemnością wrócę do niego w okresie jesienno-zimowym, o ile zużyję zapasy. Nie wysusza skóry, nie czuję potrzeby balsamowania po każdej kąpiel jedynie od czasu do czasu. W porównaniu do wersji z migdałem.. no nie ma co porównywać. Browne wygrywa!

Recenzja: Biolove - Żel pod prysznic brownie z pomarańczą



DOUCES ANGEVINES - LES LARMES D'ONDINE - OLEJEK DO KĄPIELI
Zużyty już na początku sierpnia ale.. co to był za aromat! Produkty Douces Angevines zdecydowanie są wyjątkowe i niepowtarzalne. Z przyjemnością sięgnę po kolejne. Sam olejek niezwykle umilał mi kąpiel ale również ewidentnie działał na moje samopoczucie, równowagę, drogi oddechowe. Po takiej kąpieli zawsze czułam się lepiej. Oj.. przydałby się na okres jesienno-zimowy.

Recenzja: Douces Angevines - Les Larmes D'Ondine




DESERT ESSENCE - SZAMPON KOKOSOWY
Po spotkaniu z miniaturką sięgnęłam po pełnowymiarowe opakowanie. W zasadzie nic mnie tu nie zawiodło. Ciekawa konsystencja sprawiająca na włosach wrażenie lekko żelowej, dobra piana, łatwe rozprowadzanie, skuteczne mycie, przyjemny zapach kokosa.. jednak chyba ciut bardziej tęskniłam za wersją z olejkiem z drzewa herbacianego. Być może to kwestia temperatur.. herbaciany dawał uczucie chłodu. Więc może na okres zimowy wersja z kokosem byłaby lepszym wyborem?



JOICO - BLOND LIFE ODŻYWKA
Lubię produkty Joico od dawna. Mają w sobie tak dużą dawkę protein, aminokwasów i innych składników, których zadaniem jest odbudowa włosów, że zupełnie nie sięgam po inne produkty o działaniu odbudowującym. Taka wielka butla wystarczy mi na rok kompleksowej odbudowy. O odżywce pojawi się recenzja.


Tak.. tak.. nic się nie popsuło.. to już koniec 😅 Nie szło mi ani zużywanie ani nawet używanie kosmetyków w sierpniu. Niemoc totalna, chociaż zapowiadało się na początku miesiąca giga denko. Cóż.. skromnie jest.. tak dla odmiany 😇

sierpnia 08, 2018

MIEĆ CIASTKO CZY ZJEŚĆ CIASTKO? CZYLI ŻEL POD PRYSZNIC BROWNIE Z POMARAŃCZĄ OD BIOLOVE

MIEĆ CIASTKO CZY ZJEŚĆ CIASTKO? CZYLI ŻEL POD PRYSZNIC BROWNIE Z POMARAŃCZĄ OD BIOLOVE

Wiem że nie każdy lubi słodycze.. ja uwielbiam chociaż nie wszystkie, jeśli już to domowe wypieki i nie w dużej ilości 😅 w zasadzie czasem wystarczy mi sam aromat aby nagle chęć na coś słodkiego mi przeszła. Pewnego dnia przy takim małym ataku na słodycze okazało się, że mój w dom świeci pustkami. W szufladzie orzeszki ziemne, których nie znoszę, a w kuchni cukier.. no.. aż tak zdesperowana to nigdy nie byłam. Z zapasów wyciągnęłam Brownie z pomarańczą i wskoczyłam pod prysznic.


Żel Biolove z brownie i pomarańczą to dla mnie idealna opcja na okres jesienno-zimowy.. ale jak widać w środku lata i największych upałów też może włączyć się nietypowe chciejstwo. Cóż.. zdecydowanie należę do osób, które dzielą zapachy na letnie i zimowe. Ciepłe i ciężkie aromaty latem zwyczajnie mnie męczą, a lekkie i orzeźwiające w okresie zimowym sprawiają, że jest mi zimno.. chociaż jak widać zdarzają się pewne odchyłki od normy.

Smukłe butelki Biolove są mi już znane i wciąż niewiele mam im do zarzucenia. Zatyczka wciąż jest bardzo delikatna i łatwo są zerwać przy ciągłym otwieraniu i zamykaniu. Równie aktualna jest kwestia naklejek z terminem przydatności.. nie podoba mi się jak łatwo jest to odkleić. W zasadzie samo odchodzi przy pierwszych kontaktach z wodą.. już raz trafił mi się zepsuty produkt.. a coś takiego potrafi zrazić. Więcej zastrzeżeń nie wnoszę.


Zapach do dosłownie wielki kawał czekoladowego ciasta z mocną pomarańczową nutą. Jeśli kiedykolwiek marzyłaś o tym aby zamienić się w wielki kawał pysznego ciasta na widok.. ba! nawet na samą myśl o Tobie ludzie zaczęliby się ślinić.. to to jest rozwiązanie 😂 

Zapach żelu jest intensywny i nieustannie podczas kąpieli wyczuwalny. Wyjątkowo w tym przypadku muszę uznać za zaletę to, że zapach na skórze nie pozostaje. Gdybym jeszcze po kąpieli przez jakiś czas wyczuwała zapach brownie poczułabym się przytłoczona.. a może nawet zbierałoby mi się na mdłości. W moim przypadku słodycze są: ok.. ale toleruję je w niewielkich ilościach i niezwykle rzadko mam na nie chęć.


Skład (INCI): Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Glycerin, Panthenol, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Benzyl Alcohol, Citric Acid, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil, Perfum, Dehydroacetic Acid, Limonene, Linalool, Citral, Citronellol.
  • Aqua (Water ) (Woda) - naturalny rozpuszczalnik
  • Cocamidopropyl Betaine (kokamidopropylbetaina) - Substancja myjąca, pianotwórcza stosowana w produktach do mycia twarzy, ciała, włosów. Łagodzi potencjalne działanie drażniące anionowych substancji myjących np. SLS. Składnik uznawany za bezpieczny w produktach przeznaczonych do spłukiwania. Może przesuszać skórę wrażliwą. W 2004 roku substancja otrzymała tytuł alergena roku. (Alergia: skala 1 na 5)
  • Lauryl Glucoside (poliglukozyd laurylowy) - detergent, niejonowa substancja powierzchniowo czynna. bezpieczny dla środowiska, biodegradalny. Substancja łagodna dla skóry, łagodzi ewentualne drażniące działanie silniejszymi detergentami. Usuwa zanieczyszczania z powierzchni skóry i włosów
  • Glycerin (gliceryna) - silnie hydrofilowa i higroskopijna substancja nawilżająca. Ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka, pomaga substancjom aktywnym przedostać się w głąb skóry. Skuteczna zwłaszcza w kosmetykach z dużą ilością wody. Łagodzi podrażnienia, przyśpiesza regenerację uszkodzonej skóry, wygładza zmarszczki, zmiękcza naskórek, likwiduje zrogowacenia. Kosmetyki z dużą zawartością gliceryny są zwykle nieco lepkie na skórze. (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 1 na 5)
  • Panthenol (pantenol) - niezastąpiony w preparatach przyśpieszających gojenie, łagodzących podrażnienia, poparzenia i alergie, nawilżających, kojących, kosmetykach po opalaniu, do szorstkiej i problematycznej skóry. Dobrze wpływa na włosy, pogrubia je, nawilża, wzmacnia, nabłyszcza i wygładza, a także na paznokcie. Bardzo dobrze i głęboko się wchłania.  (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 1 na 5)
  • Coco-Glucoside (glukozyd kokosowy) -  naturalna substancja myjąca. Jest stosowana w produktach organicznych, ponieważ jest wyjątkowo łagodna dla skóry. Wzmacnia pianę w produktach pieniących. Poprawia konsystencję. Umożliwia połączenie z wodą substancji nierozpuszczalnych lub trudno rozpuszczalnych w wodzie. (Alergia: skala 1 na 5)
  • Glyceryl Oleate (monogliceryd kwasu oleinowego) - emulgator. Dobrze nawilża, utrzymuje wilgoć skory. Stosowany m.in. w kosmetykach naturalnych. Tworzy na powierzchni skóry i włosów film, który zapobiega nadmiernemu odparowaniu wody z powierzchni, przez co kondycjonuje skórę i włosy. Nadaje połysk.  (Komedogenność: skala 3 na 5)
  • Benzyl Alcohol (alkohol benzylowy, fentylometanol) - pełni rolę rozpuszczalnika. Stosowany również jako składnik kompozycji zapachowej z uwagi na jaśminową woń. To również konserwant, a także pełni funkcję regulatora lepkości. Zalecana ilość w produkcie 0,2-0,8%. Jako substancja konserwująca, jest dopuszczony przez instytucje certyfikujące kosmetyki naturalne. (Alergia: skala 2 na 5)
  • Citric Acid (Kwas cytrynowy) - regulator pH. Wykazuje działanie złuszczające, dzięki czemu usuwa przebarwienia i rozjaśnia skórę
  • Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil (olejek eteryczny pomarańczowy) - działa antyspetycznie, bakteriobójczo, odmładza skórę, nawilża,reguluje wydzielanie sebum, odżywia, eliminuje toksyny. Ma właściwości ściągające i aromaterapeutyczne
  • Parfum (Perfumy, Zapach) - ogólne określenie kompozycji zapachowej, która może być różnego pochodzenia. Maskuje niepożądane zapachy. Niektóre kompozycje zapachowe mogą być bardzo silenie drażniące, uczulające i toksyczne, w zależności od użytych komponentów, z jakich powstały
  • Dehydroacetic Acid (kwas dehydrooctowy) - Łagodny konserwant. Zapobiega zepsuciu kosmetyku, chroni przed mikroorganizmami. (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 1 na 5)
  • Limonene (limonen) - substancja zapachowa lub składnik kompozycji zapachowej. Znajduje się na liście groźnych alergenów. Obecność tej substancji musi być uwzględniona w wykazie składników INCI, gdy jej stężenie przekracza 0,001% w produkcie niespłukiwanym lub 0,01% w produkcie spłukiwanym (Alergia: skala 5 na 5)
  • Linalool (linalol)- substancja zapachowa lub składnik kompozycji zapachowej. Ma właściwości bakteriobójcze, przeciwdziała nieprzyjemnym zapachom. Jako dodatek do kosmetyków może wywoływać reakcje alergiczne. Uważany za groźny alergen. (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 4 na 5)
  • Citral (Cytral) - składnik kompozycji zapachowej. Składnik sklasyfikowany jako potencjalny, groźny alergen. (Alergia: skala 4 na 5)
  • Citronellol (Cytronelol) - składnik kompozycji zapachowej imitujący zapach róży i geranium. Jest klasyfikowany jako drażniący, wpisany na oficjalną listę potencjalnych alergenów. (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 3 na 5)

Lubię konsystencję żelu. Jest śliska, jakby lekko żelowa. Z łatwością sunie po skórze, a przy tym nie pieni się specjalnie, co bardzo mi odpowiada. Skóra jest oczyszczona, a jednocześnie gładka i przyjemna. Nie zauważyłam aby żel przesuszał moją skórę ale również właściwości nawilżających czy odżywczych również nie jestem w stanie mu przypisać. Moja skóra w okresie letnim niemal niczego ode mnie nie wymaga, a żel jest dla niej całkowicie neutralny.


Lubię żele Biolove, chociaż dość szybko dopadł mnie przesyt. Z pewnością jeszcze do nich wrócę ale prędzej przy jakieś nowej i oryginalnej gamie smaków.. zapachów. Wersję z brownie z pewnością będę miło wspominać, bo chociaż jest słodka i przy częstym użytkowaniu (2-3 razy dziennie) potrafi jednak zmęczyć to zdecydowanie pozytywnie zapada w pamięć.

Mieć ciastko czy zjeść ciastko? W tym przypadku to nie dylemat..zamień się w ciastko!


czerwca 30, 2018

ZUŻYCIA CZERWCA 2018

ZUŻYCIA CZERWCA 2018

Tradycyjnie ostrzegam.. ale tym razem tak poważniej. Traf chciał, że w czerwcu zużycia poszły mi niezwykle dobrze co oznacza, że bez jedzenia możesz nie dotrwać do końca. Tym razem jednak proponuję małą zabawę. Jestem ciekawa czy trafisz mniej więcej w łączną kwotę zużyć pełnowymiarowych produktów, które się tu pojawiły. Z ciekawości podliczyłam.. efekt znajdziesz na końcu.


SYLVECO - LIPOWY PŁYN MICELARNY 
Wprawdzie wciąż moim ulubionym płynem pozostaje Polny Warkocz ale lipowy płyn micelarny od Sylveco również mogę zaliczyć do jednego z ulubionych. Ładnie i sprawnie zmywa pierwszą warstwę makijażu, radzi sobie z tuszem bez nadmiernego pocierania oczu. Nie podrażnia moich oczu, nie uczula.. w zasadzie nie mam zastrzeżeń co do jego działania.. ale przy pierwszym spotkaniu miałam. Obecnie wykonując makijażu korzystam z produktów mineralnych lub podkładów z naturalnym składem, wcześniej nie.. przy takim makijażu płyn Sylveco radzi sobie świetnie. Zyskał również na wydajności, bo towarzyszył mi od połowy kwietnia.



ALVERDE - OLEJOWY PŁYN DO DEMAKIJAŻU WODOODPORNEGO
Wyjątkowo męczyłam się z tym produktem, bo od grudnia! Niby mała buteleczka ale przy systematycznym użytkowaniu męczył mnie i moją skórę. Bardzo trudny do zmycia z twarzy, a nawet z rąk. Sama woda nawet go nie rusza, w połączeniu ze ściereczką jest lepiej ale i tak obowiązkowo trzeba zmyć go żelem. Niby oczyszczał skórę ale sam w sobie stanowił zagrożenie dla cery podatnej na zapychanie.. czyli dokładnie takiej jak moja. Doszło do tego, że obrzydził mi olejowe konsystencje produktów do demakijażu i oczyszczania, a tak je lubiłam. Teraz będę się z tego spotkania psychicznie leczyć



BYDGOSKA WYTWÓRNIA MYDŁA - PEELING KORUNDOWY Z ARONIĄ
Pocieszne maleństwo. Jego zapach jest absolutnie genialny i już za nim tęsknię. Peeling sprawiał dość sporo problemów technicznych ale z pewnością nie można mu zarzucić braku działania. Przy systematycznym i starannym użytkowaniu ładnie wygładzał skórę i ją oczyszczał. Obowiązkowo należało postępować z nim delikatnie i umiejętnie, bo jednak korund sam w sobie jest dość mocny. Fanki naturalnej pielęgnacji powinny być zainteresowane.. a jeśli trafisz na jakiś targach na stoisko Bydgoskiej Wytworni Mydła to koniecznie sprawdź ten aromat!



WATER WIPES - CHUSTECZKI NASĄCZONE CZYSTĄ WODĄ
Nigdy nie byłam fanką nasączonych chusteczek. Niby poręczne i przydatne ale głównie w podróży. Na co dzień nigdy z takich produktów nie korzystałam ale te jednak stanowią wyjątek. Kluczem w ich przypadku jest skład: woda + olejek grejpfrutowy.. i nic więcej. Genialne! Mam w zapasach drugie opakowanie z czego się cieszę. Chusteczki doczekają się swojej recenzji bo na to zasługują. Ponadto mam na nie kilka patentów 😎 Dostępne są.. w Rossmanie!


PULPE DE VIE - MGIEŁKA-SERUM DO TWARZY
Wyjątkowy produkt, dokładnie gdzieś pomiędzy mgiełką czy raczej tonikiem, a serum. Pierwszy raz spotkałam się z takim produktem. Aplikowany bezpośrednio na skórę pozostawia nieco lepką warstwę ale wystarczy na mokrą skórę nałożyć krem lub serum aby wszystko ładnie się połączyło. Faktycznie nieco wzmacnia nawilżenie skóry. Przyjemny figowy zapach.. jedynie atomizer od początku szwankował i obowiązkowo musiałam go wymienić.



URIAGE - WODA TERMALNA
Nigdy więcej tak wielkiej butki! Zdecydowanie wygodniejsze w użytkowaniu są mniejsze i tylko to mam do zarzucenia.. sobie, a nie produktowi. Polubiłam się z wodą termalną Uriage. Im cieplej zaczęło się robić tym częściej i chętniej po nią sięgałam. W okresie zimowym chlust zimnej wody to ponad moją strefę komfortu.. ale wiosna i lato owszem. Woda termalna jest dla mnie produktem wspomagającym pielęgnację, dostarcza dodatkowych składników mineralnych skórze co nie jest bez znaczenia. Z pewnością jeszcze do niej wrócę ale na chwilę obecną zapasy hydrolatów są zbyt duże abym znalazła dla niej miejsce.


NATURATIV - MASKA 360 AOX KOJĄCO-LIFTINGUJĄCA
Oj.. miałam z nią problem. Do końca nie mogłam uwierzyć, że nic nie robi dla mojej skóry. W zasadzie recenzja mogła o niej powstać już w grudniu ale wciąż przekładałam z niedowierzania. Co ciekawe są osoby, które mają dokładnie takie same doświadczenia co ja.. ale jest również sporo takich co efekty jej działania zachwycają. Nie wiem o co chodzi.. może po prostu wyszła jakaś wadliwa partia?



CHIC CHIQ - MASECZKI SOIREE
Soiree to maska na bazie płatków bławatka. Te polne kwiaty sprawiają, że tęsknię za moimi dziadami. Momentalnie przypomina mi się dzieciństwo i staję się kluchem, który trzeba przytulać. Poza emocjonalnym podejściem do samej maski musi być chociaż trochę rozsądku. Maseczka ma piękny niebiesko-szary kolor i ślicznie pachnie bławatkiem. Ma działanie łagodzące i kojące. Fajnie uspokaja moja skórę.



SYLVECO - HIBISKUSOWY TONIK DO TWARZY
Z wielką przyjemnością do niego wrócę ale za jakiś czas.. może na jesień? Obecnie mam sporo hydrolatów i innych toników które czekają w kolejce, a wiem, że nie będę ich używać w formie maseczek tonikowych dopóki ten będzie w mojej łazience. Tak.. zdecydowanie genialny tonik do maseczek tonikowych w połączeniu ze skompresowanymi maseczkami. W zasadzie tylko i wyłącznie tak go zużyłam. W formie typowego toniku przeszkadzała mi jego gęsta konsystencja.. i tu się nie lubiliśmy.. ale w roli esencji czy bazy maseczkowej.. peterda!



BEAUTY TOOLS - SKOMPRESOWANE MASECZKI BAWEŁNIANE (30 sztuk)
Uwielbiam skompresowane maseczki. Są śmiesznie tanie przez co jestem w stanie wybaczyć im małe niedociągnięcia jeśli chodzi o dopasowanie do kształtu mojej twarzy.. ale tylko te małe niedociągnięcia. Ta była nawet dobra poza obszarem brody ale z łatwością ratowałam się nożyczkami. Gruby ale miękki płat czarnego materiału świetnie przylegał do skóry i nie przemieszczał się. Obecnie wyciągam już kolejne opakowania skompresowanych maseczek.. zobaczymy czy okażą się lepsze.



ISANA - PŁATKI KOSMETYCZNE NIEBIELONE CHLOREM
Kolejne opakowanie. To już norma. Zużywam przeciętnie jedno opakowanie na miesiąc. Lubię te płatki i na chwilę obecną żadnych innych nie kupuję. Są bardzo miękkie, delikatne.. i jakby wydajniejsze od pozostałych. Na ich plus przemawia również dostępność.. Rossmann.


DOUCES ANGEVINES - MASECZKA VENUS
Regulująca i wygładzająca maseczka na bazie glinki, jęczmienia, arnoty właściwej, mandarynki, mirry, kadzidła i neroli. Coś trudno mi ją ocenić. Próbka wystarczyła mi na trzy użycia ale czuję niedosyt. Lekka konsystencja, którą rozprowadza się po skórze pędzlem. Dość przyjemny zbożowo-glinkowy aromat. Skóra rzeczywiście wydaje się wygładzona i jest przyjemna w dotyku ale to jedyne co mogę stwierdzić po tak krótkim spotkaniu. Na chwilę obecną nie pokusiłabym się o pełnowymiarowe opakowanie.

AKAMUTI - CHOCOLATE FACE MASK
Zapach prawdziwej czekolady.. gorzkiej czekolady w proszku. Proszek należy rozrobić z wodą lub hydrolatem i robi się to bez problemowo. Nie tworzą się grudni, papka ładnie nakłada się pędzlem i można budować jej grubość kolejnmi warstwami.  Raz przesiedziałam z nią stanowczo za długo i niemal całkowicie zaschła.. ale nie podrażniła skóry. Maseczka ma za zadanie oczyścić skórę i to robi, nie jest to głębokie oczyszczenie ale przy systematycznym użytkowaniu z pewnością efekty byłyby lepsze.

KOKONY JEDWABNIKÓW
Cieszę się, że miałam okazje przekonać się.. no właśnie o czym? Lubię dziwne gadżety i produkty o ciekawych konsystencjach. Kokony mnie ciekawiły ale nie byłam przekonana czy się u mnie sprawdzą. Ostatecznie wyszło tak, że ciągle o nich zapominałam. Potrafiłam wrzucić je do pojemniczka z woda aby namoczyć przed użyciem i całkowicie o nich zapomnieć. Gdy już raz się zmotywowałam aby w końcu użyć ich jak należy.. rozczarowały mnie. Mam bardzo drobne palce.. nosze pierścionki w rozmiarze 9 - 11, a nie byłam w stanie wsadzić palca do środka. Wpychałam na siłę, jeździłam po twarzy, a kokon odcinał dopływ krwi do opuszka. Do tego to wszystko jakoś za długo trwało, efekty mizerne. Ehh.. opcja fajna ale niestety u mnie to nie zagrało tak jak myślałam.

EOLAB - KREM DO TWARZY FIOLETOWY SPF15
Lekki krem, szybko się wchłania. Pozostawia skórę odprężoną i nawilżoną. Nie mam do czego się przyczepić, tym bardziej, że obyło się bez niespodzianek. Moja skóra raczej go polubiłam

AVALON ORGANICS - REWITALIZUJĄCY KREM POD OCZY Z WITAMINĄ C
Niestety kremik szybko mi zasechł w opakowaniu i nie było dane mi się nim cieszyć. Szkoda, bo markę Avalon lubię.

NATURATIVE - RÓŻANY PEELING DO UST
Śliczny różany zapach.. ale ten z tych naprawdę ładnych i subtelnych. Dużo kryształków cukru.. i to działa. Peeling ładnie złuszcza i nieco drażni usta ale ja to lubię i w pełni akceptuję. Przy okazji delikatnie pielęgnuje. Spodobał mi się.. a nie spodziewałam się. 

PULPE DE VIE - GENTLE FACE CREAM
Bardzo lekkie krem o dziwnym zapachu. Mieszanka zboża z miodem. Niestety za każdym razem po jego użyciu coś mi wyskakiwało. W składzie znalazłam Myristyl Myristate, składnik który już od jakiegoś czasu jest dla mnie wyznacznikiem tego, że produkt może mnie zapychać i póki co się sprawdza. Dlatego nie ma dla mnie znaczenia jak bardzo ładnie krem nawilża, pielęgnuje czy odżywia skórę.. nie mogę go używać.

LAVERA - KREM Z KWASEM HIALURONOWYM
Przyjemna konsystencja. Niby treściwa ale lekka. Bez problemu się rozprowadza nawet grubszą warstwą. Krem jakby się wchłania ale jednocześnie pozostawia wyczuwalną warstewke którą jest niemal matowa. Mimo to ładnie skóra wygląda, a przy okazji od razu czuć ukojenie. Problem w tym, że efekt nawilżenia po grubej warstwie nałożonej na noc nic nie dał. Rano obudziłam się z wielkim suchym plackiem.

VIANEK - ŁAGODZĄCY OLEJEK DO DEMAKIJAŻU
Po Alverde nabrałam trochę dystansu do olejków do demakijażu. Ten jednak wywarł dobre wrażenie. Zapowiadało się, że będzie równie trudny do usunięcia co Alverde ale mokra szmatka poradziła bez zarzutu. Nie czułam potrzeby dodatkowego mycia twarzy żelem.. a to już duży plus.


BIOLOVE - ŻEL POD PRYSZNIC MANDARYNKA
Lubię żele Biolove, bo są delikatne dla mojej skóry i mimo ciągłego użytkowania nie przesuszają jej. W okresie letnim nie zawsze mam ochotę na nakładanie balsamów na skórę, bo mam wrażenie, że szybciej tracę świeżość, dlatego delikatny żel to dla mnie wybawienie. Natomiast wersja mandarynkowa rozczarowała mnie zapachem. Zbyt delikatny i bardzo szybko ulotny aromat. Zapach czuję jedynie przy aplikacji. Zdecydowanie wolę inne wersje zapachowe tych żeli.



KNEIPP - BALSAM POD PRYSZNIC KWIAT MIGDAŁA
To rzeczywiście jest balsam. Konsystencja lekkiego mleczka, dobrze się pieni ale to również zasługa silnych detergentów. Zazwyczaj takie rzeczy przekazuję dalej ale tu uwiódł mnie zapach. Intensywny, kwiatowy, a jednocześnie bardzo ładny. Pomimo składu polubiłam spotkania z tym balsamem. Skóra po kąpieli nabierała przyjemnej gładkości i jedwabistości, a do tego jeszcze przez jakiś czas po prysznicu wciąż wyczuwałam na skórze zapach. Kneipp zdecydowanie ma dryg do zapachów.



MANUFAKTURA DOBRYCH KOSMETYKÓW - SCRUB ODŻYWCZY CZARNY SEZAM & WANILIA
Niestety to może być najgorsza wersja peelingu z jaką miałam styczność. Niby po wszystkim skóra jest gładka, przyjemna i nawilżona ale kwestie techniczne jego użytkowania niemal całkowicie przekreślają sens jego używania. Do użytku trafił w połowie kwietnia.. czyli służył przez dwa miesiące.. i o jeden miesiąc stanowczo za długo. Nie lubiłam po niego sięgać, bo zostawiał strasznie tłustą, oblepiającą i czarną warstwę na skórze, rękach i na wszystkim czego później dotknęłam. Jeśli zaraz po peelingu używasz maszynek do golenia.. to po tym peelingu nie użyjesz. Na szczęście tłusta warstwa dość łatwo schodził przy użycia mydła lub żelu.. ale jednak ta jedna wada przelewa szalę.



MANUFAKTURA DOBRYCH KOSMETYKÓW - SÓL DO STÓP I PĘKAJĄCYCH PIĘT
Na pocieszenie po nieudanym peelingu z Manufaktury Dobrych Kosmetyków na osłodę drugi ich produkt, który polubiłam. Niby zwykła sól do moczenia stóp, a jakże relaksująca i przyjemna w użytkowaniu. Polubiłam ją na tyle, że już na początku zaczęłam oszczędnie sypać do brodzika. Przy systematycznym użytkowaniu moje suche człapaki stały się miłe w dotyku, nawilżone, miękkie i z łatwością poddawały się obróbce. Do tego piękny i intensywny zapach rumianku działał kojąco na zmysły.



YOPE - NATURALNE MYDŁO W PŁYNIE IMBIR I DRZEWO SANDAŁOWE
Nie sądziłam, że Yope mnie zaskoczy czymkolwiek. Mydeł do rąk nie lubię. Sprawdzałam kremy do rąk.. też nie. Za to, to mydełko pod prysznicem pozytywnie mnie zaskoczyło. O ile nie znoszę wszystkiego co z nimi związane w myciu dłoni to pod prysznicem uznaję za plus. Zapach imbiru z drzewem sandałowym wydaje się dość męski ale spodobał mi się..przynajmniej na tak krótkim dystansie jak próbka. Zapragnęłam większej pojemności pod prysznic.. i już mam.. ale o tym w zakupach.


DESERT ESSENCE -SZAMPON Z OLEJKIEM Z DRZEWA HERBACIANEGO
Genialny szampon! Z wielką przyjemnością do niego wrócę szczególnie w okresie letnim.. ale mam chęć przetestować inne szampony Desert Essence. Pięknie oczyszczał włosy i skórę głowy.. wręcz ją koił i tonizował. Wydajny, ładnie się pienił i o dziwo bardzo odpowiadał mi jego zapach. Niby zapach olejku z drzewa herbacianego za którym do końca nie przepadam ale przełamany miętą i eukaliptusem.. uczucie świeżości w fajnym wydaniu gwarantowane. Sprawdził się zarówno na moich gęstych i grubych włosach jaki i na cienkich i delikatnych włosach męża. Jednak mąż dopiero pod sam koniec marudził, że przeciąża jego włosy.. dosłownie przy samym denku, a gdy już się skończył to o niego pytał 😂 i to niby kobiety są skomplikowane 



NACOMI - ODŻYWKA DO WŁOSÓW Z OLEJEM MIGDAŁOWYM
Są odżywki dobre i świetne.. ale są również kiepskie. Natomiast pierwszy raz spotkałam się z odżywką , która nie robi nic. Zużyłam ją w 6 podejściach co jest niezwykłym wyczynem. Chociaż ma długie i gęste włosy to wcale nie potrzebują ładować litrów produktu. W tym przypadku nie ważne ile nakładałam i jak długo przetrzymywałam na włosach.. równie dobrze mogłam nic nie robić.



PAUL MITCHELL - ODŻYWKA
Przyjemna ale na moje końcówki włosów przed podcięciem nieco za lekka. Potrzebowałam dodatkowego dociążenia, bo jednak z czasem włosy zaczynały żyć własnym życiem. 

NATURA SIBERICA - BALSAM DO WŁOSÓW RÓWNOWAGA I OBJĘTOŚĆ
W tym przypadku nie mam zastrzeżeń. Ładnie wygładza moje włosy, odpowiednio je dociąża, ułatwia rozczesywanie.


100% PURE - SUPER FRUITS HEALTHY FOUNDATION
Mój wielki ulubieniec i trzecie opakowanie. Gdyby nie ciągle rosnąca cena to bez zastanowienia kupiłabym kolejne opakowanie. Daje mi ładne niemal matowo-staynowe wykończenie. Utrzymuje się dłużej niż większość podkładów, które używałam.. może poza Estee Lauder. Jednak najważniejsze jest to, że mnie nie zapycha. Mogę go nosić codziennie, a skóra nie protestuje. Wymaga jednak tego aby nauczyć się go aplikować.. ale po ogarnięciu potrafi pięknie służyć. Jeśli będzie dobra okazja to z pewnością do niego wrócę.



GOLDEN ROSE - DREAM LIPS LIPLINER 510 I 512
Są ze mną już ze 3.. a może 4 lata. Szczególnie do gustu przypadł mi odcień zgaszonego brudnego różu z numerem 510 ale problem w tym, że bardzo rzadko sięgam po kredki do ust. O wiele łatwiej i szybciej wybrać cokolwiek innego. Chociaż zawsze staram się je mieć pod ręką to mimo wszystko trudno jest mi je zużyć. Nie mam im nic do zarzucenia pod względem trwałości.. po prostu jest to produkt, który niezwykle często pomijam w makijażu.


PIXI COSMETICS - PUDER GLINKOWY CLAY DELIGHTS ORAZ PODKŁAD MINERALS LOVE BOTANICALS W ODCIENIU CREAM NATURAL
Przed zakupem podkładu i pudru zafundowałam sobie próbki. Już same próbki okazały się niewiarygodnie wydajne i pewnie będę ich resztę zużywać przez kolejny rok. Na ich podstawie z pewnością można podjąć decyzję o zakupie.. i tak było w moim przypadku. W zapasach czeka zarówno puder glinkowy, który służy jednocześnie jako baza jak i puder wykończeniowy, jak i podkład. 

AVRIL - NATURALNY PODKŁAD DO TWARZY W ODCIENIU CLAIR ORAZ BEIGE
Całkiem poprawny, lekki podkład ale bardziej na co dzień niż większe wyjścia. Nie trzymał się na mojej skórze specjalnie długo ale za to ładnie na niej wyglądał. To bardziej krem bb niż podkład kryjący ale ładnie wyrównuje cerę, bez podkreślania porów czy suchych skórek. Wymaga również przypudrowania. Odcień Clair zdecydowanie wpada w różowe tony, za to Beige ma ładny żółty odcień, który idealnie stapia się z moją karnacją.


FROM A FRIEND - 100% PURE ESSENTIAL OIL LEMON
Olejek zapachowy o pięknym i soczystym zapachu cytryny. Śliczny zapach bez krzty sztuczności. Zapach idealny na obecną porę roku. Olejkiem "napełniałam" dyfuzorek w kształcie sówki od Aromaci. Zapach rozchodził się po pokoju ale nie przytłaczał i nie męczył. Wyparł w tym okresie wszelkie palenie świec czy wosków. Z przyjemnością zaopatrzę się w takie olejki.

Koszt zużytych kosmetyków pełnowymiarowych: 687 zł.. nieźle co? 
Orientujesz się na jaką kwotę zużywasz miesięcznie kosmetyków? 
A może wolisz żyć w nieświadomości?


czerwca 11, 2018

KĄPIEL W SOCZYSTYCH MANDARYNKACH Z ŻELEM BIOLOVE

KĄPIEL W SOCZYSTYCH MANDARYNKACH Z ŻELEM BIOLOVE

Marka Biolove już na początku wzbudziła moją ogromną ciekawość. Zdecydowanie ma w swojej ofercie kilka fajnych produktów ale są również takie, które kompletnie się u mnie nie sprawdziły. Żele po prysznic to zdecydowanie produkty które lubię. Oryginalne i piękne zapachy oraz brak wymuszenia skóry przy ciągłym użytkowaniu. W zasadzie nic więcej mi nie potrzeba. Ale czy wszystkie żele są takie wspaniałe ?


Od producenta:
Żel pod prysznic mandarynka

Sposób użycia:
Odpowiednią ilość żelu nałożyć na skórę i rozsmarować. Delikatnie spłukać.

Skład (INCI): Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Glycerin, Panthenol, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Benzyl Alcohol, Aroma, Cirtic Acid, Dehydroacetic Acid, d-Limonene, Linalool, Citral.

  • Aqua (Water ) (Woda) - naturalny rozpuszczalnik
  • Cocamidopropyl Betaine (kokamidopropylbetaina) - Substancja myjąca, pianotwórcza stosowana w produktach do mycia twarzy, ciała, włosów. Łagodzi potencjalne działanie drażniące anionowych substancji myjących np. SLS. Składnik uznawany za bezpieczny w produktach przeznaczonych do spłukiwania. Może przesuszać skórę wrażliwą. W 2004 roku substancja otrzymała tytuł "alergen roku". (Alergia: skala 1 na 5)
  • Lauryl Glucoside (poliglukozyd laurylowy) - detergent, niejonowa substancja powierzchniowo czynna. bezpieczny dla środowiska, biodegradalny. Substancja łagodna dla skóry, łagodzi ewentualne drażniące działanie silniejszymi detergentami. Usuwa zanieczyszczania z powierzchni skóry i włosów
  • Glycerin (gliceryna) - silnie hydrofilowa i higroskopijna substancja nawilżająca. Ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka, pomaga substancjom aktywnym przedostać się w głąb skóry. Skuteczna zwłaszcza w kosmetykach z dużą ilością wody. Łagodzi podrażnienia, przyśpiesza regenerację uszkodzonej skóry, wygładza zmarszczki, zmiękcza naskórek, likwiduje zrogowacenia. Kosmetyki z dużą zawartością gliceryny są zwykle nieco lepkie na skórze. (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 1 na 5)
  • Panthenol (pantenol) - niezastąpiony w preparatach przyśpieszających gojenie, łagodzących podrażnienia, poparzenia i alergie, nawilżających, kojących, kosmetykach po opalaniu, do szorstkiej i problematycznej skóry. Dobrze wpływa na włosy, pogrubia je, nawilża, wzmacnia, nabłyszcza i wygładza, a także na paznokcie. Bardzo dobrze i głęboko się wchłania.  (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 1 na 5)
  • Coco-Glucoside (glukozyd kokosowy) -  naturalna substancja myjąca. Jest stosowana w produktach organicznych, ponieważ jest wyjatkowo łagodna dla skóry. Wzmacnia pianę w produktach pieniących. Poprawia konsystencję. Umożliwia połączenie z wodą substancji nierozpuszczalnych lub trudno rozpuszczalnych w wodzie. (Alergia: skala 1 na 5)
  • Glyceryl Oleate (monogliceryd kwasu oleinowego) - emulgator. Dobrze nawilża, utrzymuje wilgoć skory. Stosowany m.in. w kosmetykach naturalnych. Tworzy na powierzchni skóry i włosów film, który zapobiega nadmiernemu odparowaniu wody z powierzchni, przez co kondycjonuje skórę i włosy. Nadaje połysk.  (Komedogenność: skala 3 na 5)
  • Benzyl Alcohol (alkohol benzylowy, fentylometanol) - pełni rolę rozpuszczalnika. Stosowany również jako składnik kompozycji zapachowej z uwagi na jaśminową woń. To również konserwant, a także pełni funkcję regulatora lepkości. Zalecana ilość w produkcie 0,2-0,8%. Jako substancja konserwująca, jest dopuszczony przez instytucje certyfikujące kosmetyki naturalne. (Alergia: skala 2 na 5)
  • Aroma (Aromat) - określenie substancji zapachowej lub smakowej, najczęściej będącą substancją spożywczą. Maskuje niepożądane zapachy. Niektóre kompozycje zapachowe mogą być bardzo silenie drażniące, uczulające i toksyczne, w zależności od użytych komponentów, z jakich powstały. (Alergia: skala 5 na 5)
  • Citric Acid (Kwas cytrynowy) - regulator pH. Wykazuje działanie złuszczające, dzięki czemu usuwa przebarwienia i rozjaśnia skórę
  • Dehydroacetic Acid (kwas dehydrooctowy) - Łagodny konserwant. Zapobiega zepsuciu kosmetyku, chroni przed mikroorganizmami. (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 1 na 5)
  • Limonene (limonen) - substancja zapachowa lub składnik kompozycji zapachowej. Znajduje się na liście groźnych alergenów. Obecność tej substancji musi być uwzględniona w wykazie składników INCI, gdy jej stężenie przekracza 0,001% w produkcie niespłukiwanym lub 0,01% w produkcie spłukiwanym (Alergia: skala 5 na 5)
  • Linalool (linalol)- substancja zapachowa lub składnik kompozycji zapachowej. Ma właściwości bakteriobójcze, przeciwdziała nieprzyjemnym zapachom. Jako dodatek do kosmetyków może wywoływać reakcje alergiczne. Uważany za groźny alergen. (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 4 na 5)
  • Citral (Cytral) - składnik kompozycji zapachowej. Składnik sklasyfikowany jako potencjalny, groźny alergen. (Alergia: skala 4 na 5)

Moja skóra twarzy i głowy nie toleruje detergentu o nazwie Cocamidopropyl Betaine. Twarz automatycznie staje się przesuszona, a głowa swędzi. Za to ciało dość dobrze toleruje.. na szczęście,  bo jednak niezwykle trudno znaleźć żele, które nie zawierają silnych detergentów typu SLS czy wspomnianego CAPB. Cocamidopropyl Betaine jest substancją uznawaną za łagodną, chociaż w 2014 roku otrzymała mało zaszczytny tytuł "alegren roku". Osobiście znajduję na własnej skórze potwierdzenie tego tytułu.. co jednak nie oznacza, że również powinnaś się go obawiać. Wszelka reakcja alergiczna to zawsze sprawa bardzo indywidualna. Jednak jeśli po użyciu szamponu swędzi Cię skóra głowy to może być to pierwszy objaw alergii na ten składnik.


Pod względem składu nie mogę ocenić żel negatywnie. Jeden mocniejszy detergent, kilka słabszych i przyjaznych środowisku. Do tego pantenol, gliceryna i trochę zapachu. Ma on przede wszystkim myć i w zasadzie to robi. 

Żel ma bardzo lekką konsystencję. Zdecydowanie należy do jednych z bardziej  lejących, a to niestety wpływa na tego wydajność. W tym przypadku miesiąc użytkowania to maximum co mogłabym z niego wyciągnąć i to przy dość mocnym oszczędzaniu. Niemal się nie pieni. W kontakcie z wodą zamienia się bardziej w emulsję o nieco śliskiej żelowej konsystencji. Daje to bardzo przyjemny poślizg na skórze, co niewątpliwie umila kąpiel.


Jedyne co mnie w wersji mandarynkowe rozczarował to zapach. Niby czuć mandarynki szczególnie zaraz po aplikacji ale po chwili zapach staje się jakiś mdły, lekki, a pod chwili ledwo wyczuwalny. Nie kojarzę aby inne zapachy żeli Biolove tak mnie rozczarowały pod tym względem. W zasadzie żel używam, bo używam ale szczególnych korzyści aromatycznych z tego nie wynoszę. Pamiętam wersję z borówka i mam w zapasach Browne z pomarańczą.. tym wersjom nie mogę zarzucić nijakie to zapachu.


W opakowaniach żeli Biolove jest coś co mnie drażni. Absolutnie za każdym razem uszkadzają się zawiasy od klapki zamykającej wylot dozujący (zdjęcie powyżej). Dbam o opakowania kosmetyków, bo lubię gdy przez okres ich użytkowania wyglądają estetycznie.. a jak to się dzieje, że jeszcze przed zużyciem 1/3 opakowania już mam urwane zamknięcie.. jakaś czarna magia. Poza tym nie mogę na nic narzekać. Etykiety wyglądają ładnie od początku do końca.


Lubię żele Biolove i z przyjemnością do nich będę wracać. Z wersją mandarynkową wcale nie jest tak źle ale wiem, że mogło być lepiej. Na tle pozostałych żeli wypada słabo ale tylko w kwestii zapachu. Niby niewiele.. więc może przesadzam ale niby dlaczego mam się zadowolić przeciętnym zapachem? Kąpiel to dla mnie relaks i odprężenie, a przy okazji jakaś forma aromaterapii.. więc niech pachnie tak jak lubię.


Używałaś żeli Biolove?
Masz swój ulubiony zapach?

lutego 28, 2018

ZUŻYCIA LUTY 2018

ZUŻYCIA LUTY 2018

TAK! Kolejne udane denko! Wiem, że moje denka są spore ale gdy nowości co miesiąc przybywa tyle, że nie wiem w co ręce wsadzić to taki widok jak ten tutaj napawa szczęściem. W końcu równowaga musi być zachowana.. choć w tym miesiącu ilość nowości wręcz przytłacza 😅 To co? Kanapki gotowe?


EVELINE - ULTRADELIKATNY ŻEL MICELARNY 2 W 1
Ciekawa koncepcja użytkowania na dwa sposoby, czyli jako typowy płyn micelarny oraz jako typowy żel myjący. Jako płyn micelarny zupełnie się u mnie nie sprawdził w sensie, że nie byłam w stanie go w taki sposób użytkować. Chwilę zajmowało zanim się wchłonął w wacik, a moje waciki Isana są przecież elegancko chłonne. Stosowany jako żel spisywał się dużo lepiej w sensie.. dało się go używać. Natomiast nie różnił się niczym szczególnym w efekcie końcowym od wszystkich innych żeli drogeryjnych, czyli zwyczajnie podsuszał mi skórę.. i nieszczęście gotowe. Najgorsze chyba w tym wszystkim było palenie oczu.. a przecież ma nie szczypać! Fatalny.. zmęczyłam ina szczęście już o nim zapomniałam



E-NATURALNIE - PEELING ENZYMATYCZNY Z OWOCÓW TROPIKALNYCH
Pod koniec miesiąca zauważyłam, że jest go już naprawdę malutko.. może jeszcze dwa użycia i koniec! Zrobiłam zdjęcia.. recenzja już czeka.. zdążyłam! Zdradzić już teraz rezultat? No dobra.. jest świetny! Mój pierwszy peeling enzymatyczny, który działa i który naprawdę lubię. Zaskakujący jest nawet jego zapach.. śliczny! To taki grzeczny niepozorny produkt w który można się zakochać. 


AVALON ORGANICS - TONIK WRINKLE THERAPY WITH CoQ10 & ROSEHIP
Na początki za nim nie przepadałam.. ale z czasem doceniałam, a wręcz zaczęłam czuć przed nim prawdziwy respekt. To nie jest tonik dla bardzo wrażliwej skóry.. może dać do pieca przy codziennym użytkowaniu ale to zasługa składników aktywnych, którym jest nafaszerowany. Jeśli uważasz, że toniki nic nie robią.. to przy tym zmienisz zdanie.. ale ostrzegam, nie jest dla każdego..



AUBREY ORGANICS - MGIEŁKA NAWILŻAJĄCA Z WODY MINERALNEJ Z LODOWCA Z OLEJKIEM FRAGONIA
Bardzo ją polubiłam, nawet jej ziołowy zapach mnie urzekł. Bardzo przyjemna i delikatna mgiełka o właściwościach nawilżających, antybakteryjnych, kojących i oczywiście odświeżających. Żałuję, że jest tak słabo dostępna w Polsce, a jeśli już to przebitka cenowa wynosi co najmniej 100%. Przy okazji zagranicznych zamówień chętnie jeszcze do niej wrócę. Już za nią tęsknię.. a oszczędzałam jak mogłam 😭


 
THE ORDINARY - BUFFET
Serum peptydowe.. przy systematycznym użytkowaniu jakieś efekty przynosi ale aby używać systematycznie musiałam się do niego zmuszać. Niezwykle irytująca lepka warstwa wyjątkowo mnie irytowała. W ciągu dnia o ile siedziałam w domu okazjonalnie mogłam się przemóc ale w każdym innym wypadku niestety nie. Jego największą wadą było to, że zupełnie nie dogadywał się z podkładami (rolowały się razem z serum) ani z pozostałą pielęgnacją. W efekcie mogłam stosować wyłącznie na noc.. i w końcu zmęczyłam.


 
AUBREY ORGANICS - AGE-DEFYING THERAPY AHA MASK
Kolejny fajny produkt do pielęgnacji twarzy od Aubrey Organics. Póki co jestem pozytywnie zaskoczona kolejnymi produktami. Szampony nie do końca mi odpowiadają z uwagi na płynną konsystencję ale pielęgnacja buziaka.. póki co jestem na tak. Maseczka jeszcze bardziej rozbudziła we mnie ciekawość.. chętnie do niej wrócę ale i poznam inne maseczki Aubrey. Jedyny problem to dostępność..



MIODOWA MYDLARNIA - MASECZKA SŁODKI KOKOS
Najbardziej delikatna maseczka z całej czwórki.. przynajmniej tak odbiera ją moja cera. Choć może wcale nie taka najdelikatniejsza.. jako jedyna dała odczuć mojej cerze, że potrafi trochę poszczypać. Nic jednak złego się nie działo.. podrażnień brak, zaczerwienienia brak. Mogłam ją nosić bez obawy jednak efekty jej działania były delikatne.. choć nie była to maseczka skierowana do mojej cery. 


 
MIODOWA MYDLARNIA - MASECZKA LEN I CHIA
Chyba najbardziej zagadkowa z całej czwórki pod względem konsystencji ale i tak ją polubiłam. Zapach siemienia i nasion chia przypominał sianko.. na samą myśl rysuje się uśmiech na twarzy.  Maseczka łagodziła i koiła moją skórę, a drobinki fajnie spisywały się w roli peelingu. Ostatecznie chyba zbyt łagodna i delikatna ale wspominam bardzo dobrze.



MIODOWA MYDLARNIA - MASECZKA MIÓD I KURKUMA
Moja skóra chyba zwyczajnie lubi działanie kurkumy, bo tę maseczkę polubiła. Efekt gładkości skóry jest niesamowity i bardzo przyjemny. Nie jest to maseczka która złuszczy i całkowicie oczyści skórę.. ale pozostawi ją gładką.. Być może to nie jest logiczne, ale właśnie tak ta maseczka dział.



MIODOWA MYDLARNIA - MASECZKA GREEN POWER
Mój faworyt do którego chętnie wrócę. Jeśli doceniasz działanie spiruliny ale nie znosisz jej zapachu to to może być rozwiązanie. Wciąż czuć spirulinę ale nie jest to zapach który przytyka komórki mózgowe. Połączenie z zieloną glinką sprawia, że maseczka ma fajne właściwości oczyszczające. Zdecydowanie godna uwagi.


 
LAVERA - MASECZKA DO CERY ALERGICZNEJ Z BIO-WIESIOŁKIEM I BIO-MASŁEK SHEA
Polubiłam się z marką Lavera. testowałam kilka wersji maseczek Lavera ale najchętniej wracam do wersji z wiesiołkiem oraz do wersji z jojobą. Maseczka genialnie koi, regeneruje i nawilża skórę.. to taki opatrunek na skórę po nieciekawym eksperymencie 😅 Z pewnością wrócę, bo warto je mieć pod ręką.



SANA - KREM PO OCZY NAMERAKA HONPO WRINKLE EYE CREAM
Pierwszy krem z którego działania byłam zadowolona.. i najważniejsze.. nie migrował do moich oczu! Czy to naprawdę tak trudno jest zrobić taki krem? Przy systematycznym użytkowaniu pozostawia skórę nawilżoną, odżywioną i w lepszej kondycji ale wymaga systematyczności. Jego pojemność 25g w końcu zaczęła mnie męczyć.. bo jednak co za dużo to niezdrowo. Krem jednak nie jest bez wad.. nie dogaduje się z moimi podkładami mineralnymi i niestety nie posiada składu z którego byłabym w pełni dumna.



CALYPSO - GĄBKA CELULOZOWA
Po jednej przychodzi druga i tak w kółko. W styczniu i lutym gąbka była intensywnie użytkowana dzięki maseczkom z Miodowej Mydlarni. Sprawdza się jednak świetnie do ściągania wszelkich peelingów czy maseczek kremowych. Nie wyobrażam sobie aby mogło jej zabraknąć w mojej łazience.


ANDALOU - TONIK AGE DEFYING
Ta marka jest na moim celowniku. Ich składy mnie zwyczajnie pociągają. Tonik jest dość nietypowy. Jego zapach przypomina mi wodę po gotowanych ziemniakach, co ostatecznie zawsze doprowadza mnie do śmiechu.. dziwne skojarzenie ale nic innego do głowy mi nie przychodzi. Po aplikacji czuję na skórze delikatne mrowienie.. po prostu czuć, że ma moc. Moja ciekawość do marki została jeszcze bardziej rozbudzona! Odlewkę toniku dostała od Mariki z bloga Le Bleuet.. i u niej przeczytasz pełną recenzję toniku:



E-FIORE - KREM DO TWARZY SHEA
Próbka od Anuli z bloga Co kręci Anulę. Zachwyciłam się pierwszą próbką kremu z czarnuszką na tyle, że kupiłam pełnowymiarowe opakowanie. Jednak wersja shea jest równie bardzo mocno zachwalana.. ale jednak zupełnie inna. Ten kremik jest znacznie bardziej cięższy przez co dla mnie jest to wersja na noc. Pozostawia mokrą warstwę na skórze ale jest przy tym bardzo odżywczy. Nie zapycha moje skóry ale ładnie ją nawilżał i świetnie działał w połączeniu z innymi produktami. Do tego wszystkiego absolutnie genialny zapach.

TATA HARPER - PREPARAT ZŁUSZCZAJĄCO-OCZYSZCZAJĄCY
Pierwsze użycie. Jak to ładnie pachnie!  Delikatnie i subtelny zapach owoców, który z resztą bardzo lubię w kosmetykach do pielęgnacji.  Bardzo lekka formuła nieco lejąca. Drobinki złuszczające niby czuć gdzieś tam pod palcami ale zupełnie nie czuje ich na twarzy. To sprawia, że używanie jest bardzo komfortowe i przyjemne. Masowałam twarz dłużej niż robię to innymi peelingami, bo chciałam aby skóra skorzystała jak najwięcej.Ostatecznie próbkę używałam naprawdę długo! I jestem produktem totalnie zauroczona. Oczyszcza, wygładza, a przy tym realnie pielęgnuje. To produkt, który może zastąpić kilka! Sowitą próbkę dostałam od Joli z bloga Kosodrzewina

CLOCHEE - SERUM ODŻYWCZO-ODMŁADZAJĄCE
Odmłodzona się nie czuję ale to za mała pojemność abym mogła coś takiego stwierdzić. Natomiast samo serum wywarło na mnie pozytywne wrażenie. Jest lekkie, nie obciąża cery, ładnie odżywia.. czuć jego działanie, a skóra się z nim lubi. Nie mogę nic złego powiedzieć.. za to marką poczułam się zaciekawiona. Próbką obdarowała mnie Monika z bloga Mama z różową torebką.


MARION - AKSAMITNY ŻEL OCZYSZCZAJĄCY DO TWARZY JAPOŃSKI RYTUAŁ
Pisanie recenzji tego produktu mnie przerosło. Pisałam w trakcie stanów podgorączkowych które mnie dopadały i za każdym razem schodziłam na inne tematy 😂 W efekcie o samym produkcie jest tylko kilka zdań. Między innymi to, że nie używałam go do twarzy z uwagi na skład, a całkowicie wykorzystałam pod prysznicem do mycia ciała. Mył, przyjemny zapach.. i tyle.


BIOLOVE - KAWOWY PEELING DO CIAŁA
Żałuję, że te peelingi są tak mało wydajne.. ale z tych które miałam okazję używać lub wąchać to właśnie wersja kawowa najbardziej przypadła mi do gustu. Świetnie ściera, pozostawia skórę przyjemnie gładką i genialnie pachnie kawą. Sięgałam z wielką przyjemnością.. ale.. 5 - 6 użyć i koniec. To raczej fajna opcja na wyjazd.. choć chętnie spotkałabym się ponownie z tym peelingiem.



DIY BY ANECZKA - BABECZKI DO KĄPIELI 
Zielone papierki.. tyle zostało. Już dwa razy udało mi się skorzystać z wanny i gościnności rodziców. Oj.. brakowało mi tego, na szczęście przede mną kolejne kąpiele. Dwie babeczki z których skorzystałam w lutym były zupełnie różne. W jednej upchane były płatki kwiatów oraz błyszczące drobinki brokatu. Cudownie patrzyło się na tak mieniącą wodę. Druga babeczka mimo braku pływających drobinek wcale nie była gorsza. Aneczka zadbała o to aby jej "wypieki" miały genialne zapachy.. z przyjemnością czekam na kolejne możliwości wślizgnięcia się do łazienki rodziców. 


DIY BY KOSMETYCZNY FRONESIS - SÓL DO KĄPIELI
Mieszanka soli Epsom i soli himalajskiej z dodatkiem przeróżnych suszonych płatków kwiatów. Sól miała głównie cieszyć oczy i dłużej zatrzymać w wannie. Właściwości soli Epsom jest naprawdę wiele i warto w takiej kąpieli posiedzieć dłużej. Więcej o soli do kąpieli i innych moich wytworach przeczytasz w poście: Moje pierwsze DIY


ORGANIQUE - KREM DO RĄK REGENERATION & PROTECTION
Najlepszy krem do rąk jaki miałam! Po jednym użyciu regenerował skórę dłoni, przynosił ulgę, ładnie pachniał, nie pozostawiał tłustego filmu.. ideał. Oszczędzałam go okrutnie, bo już go w sprzedaży nie ma. Podejrzewam jednak, że została zmieniona jedynie etykieta, a w środku wciąż znajduje się ten sam produkt.. a przynajmniej mam taką nadzieję. Tymczasem mam w zapasach kolejne kremiki które muszę zużyć.. ale ten wspominam najlepiej ze wszystkich które miałam do tej pory. 

 

ALVERDE - BALSAM DO CIAŁA BIO-JAŚMIN
Kolejna próbka od Mariki z bloga Le Bleuet. Marika troszkę na ten balsam psioczyła, a ja go pokochałam.. choć to tylko próbka. Jaśmin od zawsze źle mi się kojarzył zapachowo, a ten balsam zupełnie to odczarował. Nabrałam chciejstwa na ten balsamik ale troszkę mi zejdzie gdy dojdę do punktu w którym będę mogła sobie na niego pozwolić i od razu zacząć używać 😢

Recenzja na blogu Le Bleuet: Rooibos, Jaśmin, Nagietek.. Alverde


BABCIA AGAFIA - MYDŁO MIODOWE DO WŁOSÓW I CIAŁA
W życiu bym tego produktu nie kupiła 😂 Podejrzewam, że gdybym je gdzieś dostała to przekazałabym dalej. Po pierwsze mam jakieś nikłe zaufanie do tej Babci, po drugie.. to mydło w maziowatej formie, które kojarzy mi się jedynie z konsystencją, właściwościami i zapachem czarnego mydła, którego nie lubię. Ale próbka.. próbkę mogę zmęczyć. Zapach zaskakująco ładny.. miodowy. Konsystencja też jakaś fajniejsza niż czarnego mydła.. ale, że niby włosy mam tym umyć? Umyłam! Przeżyłam! I biję pokłony.. jestem pozytywnie zaskoczona zarówno skutecznością mycia, łatwością stosowania i brakiem przykrych efektów. Połowę zużyłam do mycia ciała, drugą do włosów. Bardzo pozytywnie zaskoczona jestem. Próbkę dostałam od Mariki z bloga Le Bleuet


BENECOS - SZAMPON MORELOWY - próbka
Szampon kupiłam zanim jeszcze dokończyłam próbkę przesłaną od Mariki z bloga Le Bleuet. Przekonał mnie do tego już sam zapach moreli, który jest niezwykle słodki, a zarazem świeży. Dobrze myje, nie podrażnia mojej skóry głowy, nie mam z nią później żadnych nieprzyjemności. Więcej będzie w recenzji, a jeśli nie możesz się doczekać odsyłam do Mariki.


WOODEN SPOON - SZAMPON
Bardzo ładnie oczyszczał włosy i skórę głowy. Do tego świeży ziołowy zapach.. może jak dla mnie zbyt intensywny i ciężki.. na włosach już przyjemny i dodatkowo daje uczucie świeżości. Nieco żelowa konsystencja ale miałam problem z rozprowadzeniem go na włosach i utworzeniem piany.. dlatego sowita próbka wystarczyła mi na jedno użycie. Bez odżywki miałabym problem z rozczesaniem włosów. Raczej nie pobił moich innych szamponów ale żadnych strasznych rzeczy zarzucić mu nie mogę.

AGAFFIA - SZAMPON
Cóż to za gęstość! Cisnęłam i gniotłam butelczynę, a ten nie chciał lecieć 😂 Bardzo gęsty szampon, a przy tym wydajny. Świetnie oczyszczał skórę głowy i włosy ale bez odżywki po nim ani rusz. Jako szampon stosowany do mocniejszego oczyszczenia super ale na co dzień mogłabym mieć z nim problem. 

EUBONIA - SENSITIVE SHAMPOO
Bardzo przyjemny szampon dla wrażliwej skóry głowy. Prosty skład, delikatny zapach.. i robi co powinien. Dwie saszetki zużyłam przy jednym myciu z tym, że włosy zawsze myję podwójnie. Raz dla zruszenia brudu, dwa dla całkowitego wypłukania i oczyszczenia. Pozycja godna uwagi, a próbki dostałam do zamówienia ze sklepu Green Line


ACURE ORGANIC - ODŻYWKA DO WŁOSÓW SMOOTH + MANAGEBLE
Bardzo leciutka kremowa konsystencja, która bez problemu rozprowadza się na włosach. Moje końcówki, które zawsze są w najgorszym stanie (ale tragedii nie ma) chłonęły ją z wielką lubością. Odżywkę nakładałam nieco wyżej niż zazwyczaj to robię czyli do wysokości uszu.. nie obciążyła moich włosów ale pięknie je odżywiła i wygładziła. Niestety to za mało dla moich włosów.. szczególnie w sezonie grzewczym. Na drugi dzień włosy potrafiły się mocno puszyć i elektryzować.


GELACET PLUS - SUPLEMENT
Dzień mocniejszego stresu i już dziura na głowie gotowa 😭 Gelacet był pierwszym suplementem który rzeczywiście mi pomógł i to opakowanie miałam w swoich zapasach na czarną godzinę. Gdzieś mi opakowanie zwiało.. chyba mąż wyrzucił przedwcześnie 😅 O suplemencie i jego efektach możesz poczytać w podlinkowanej recenzji. 



100% PURE - PODKŁAD 2ND SKIN ORAZ KREMOWY PODKŁAD W ODCIENIACH CREAM
Obecnie używam podkładu kremowego w odcieniu White Peach. Obawiałam się, że zimą może okazać się dla mnie za ciemny dlatego pokusiłam się o próbki najjaśniejszego podkładu. Niestety odcień Cream jest dla mnie trupio jasny. Wiem już, że na odcień Cream nie mam co patrzeć nawet w zimie, a idealny jest dla mnie White Peach. Przy okazji miałam okazję sprawdzić inną wersję mojego ulubieńca czyli wersję dla skóry suchej 2nd skin w formie z pipetą.. genialne 😀 Kusiła mnie ta wersja ale również nie jest dla mnie. Na mojej skórze zachowuje się dość dziwnie, trudniej jest mi podkład rozpracować i mam wrażenie, że skóra wygląda na bardzo suchą.


JIMMY CHOO, RALPH LAUREN - PERFUMOWANE BALSAMY DO CIAŁA
Nie lubię tego typu produktów. Nie lubię po nie sięgać. irytują mnie. Oba produkty kupiłam w zestawie z perfumami. O ile Jimmy Choo perfumy lubię to Romance od Ralph Lauren zupełnie nie są w moim klimacie.. na szczęście perfumy Romance ostatnio udało mi się zużyć. Jednak gdy odnalazłam "to coś" to mnie trafiło. Nie będę się dalej męczyć choć zostało jakieś 1/4 produktu do zużycia. Może niedużo ale to mnie zwyczajnie przerasta. natomiast Jimmy Choo choć lubię to wiem, że będzie się dalej przewalać. Szkoda mi czasu i miejsca na takie produkty, a są już na tyle wiekowe, ze strach komuś oddać.


JENNIFER LOPEZ - GLOW BY JLO
To zupełnie nie moje klimaty.. nawet w 2%. Bardzo intensywny, ciężki, przytłaczający i męczący. Nos mi się marszczy za każdym razem gdy go czułam. Zużyłam ostatecznie na 2 razy.. akurat gdy miałam wyjść na zewnątrz na dłużej 😂

MICHAEL KORS - SEXY RUBY
Bardzo kobiecy.. ale w stronę starszych kobiet, a nie młodziutkich 😅 Przyjemne perfumy choć nie na tyle abym pokusiła się o pełniejszy wymiar. Niestety mają wadą.. są dość ulotne.


Uff.. chyba poszło ciałkiem ładnie. Szczególnie dumna jestem z maseczek.. a co tam.. z każdego zużycia jestem dumna.. nawet z każdej próbki. Idę śmieci wyrzucić i szykować koszyk na kolejne 😜 a międzyczasie należy się aktualizacja zakładek "w użyciu"😇 oraz "w zapasach" 😈 Tak.. luty mogę uznać oficjalnie za zamknięty.. choć jeszcze kilka godzin zostało.


Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger