Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yankee Candle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yankee Candle. Pokaż wszystkie posty

listopada 30, 2018

ZUŻYCIA LISTOPADA 2018

ZUŻYCIA LISTOPADA 2018

Idąc śladami Moniki z bloga Mama z różową torebką post powinien nosić nazwę "zużyte czy nie.." bo nosi znamiona zużyć do dna oraz produktów, które pozbywa się z różnych powodów. To efekt przed..przed.. przedświątecznych porządków, chociaż te przed nowym rokiem mogą okazać się jeszcze bardziej wnikliwe.. zobaczymy 😉



MOA - THE GREEN BALM, BALSAM OCZYSZCZAJĄCY
Jeszcze przez chwilę miałam okazję rozważyć czy jego recenzja nie była za ostra ale.. nic bym nie zmieniła. Dla mnie to bubel, który kosztuje dużo, jest raczej zapychaczem, a nie produktem wielofunkcyjnym, a najgorsze jest to, że śmierdzi jak wydech starego samochodu. Z oczyszczaniem twarzy radził sobie dobrze chociaż nie byłam w stanie używać go codziennie.. to ponad moje siły, a przecież potrafię być twarda. Oj.. źle wspominam chociaż zapowiadał się pięknie!

MOA - ŚCIERECZKA WYKONANA Z BAMBUSA I BAWEŁNY
Jedyna radość z tego zestawu to ściereczka. Była rewelacyjna! Jedna strona miękka i delikatna, a druga nieco szorstka. Miękka strona służyła mi do zmywania balsamów i olejków podczas oczyszczania. Przykładałam ją na chwilę do twarzy i zmywałam balsam. Była niezwykle przyjemna, do tego chłonna i fajnie trzymała ciepło wody. Za to szorstka strona genialnie radziła sobie z suchymi skórkami. Rozmiar początkowy był genialnie duży.. niestety wraz z kolejnymi praniami zaczęła się zbiegać,  a w chwili obecnej ciężko jest mi ją doprać.. i usunąć zapach jakieś stęchlizny. Ponadto zaczęła tracić swoje właściwości ale i tak bardzo fajnie i długu mi służyła.

Recenzja: MOA - The Green Balm



OKANI BEAUTY - HYDROLAT Z RÓŻY DAMASCEŃSKIEJ
Z wielką przyjemnością do niego wrócę.  Czysty hydrolat z róży damasceńskiej polskiego producenta. Oprócz tego, że jest stosunkowo tani jak na hydrolaty.. to jeszcze ma szklane opakowanie i fajnie działający atomizer. Jednak sam hydrolat sprawia bardzo dobre wrażenie. Wydaje mi się, że jest nieco bardziej aromatyczny i przy okazji efekty jego działania również wydaje mi się subtelnie.. ale jednak lepszy. Można powiedzieć, że chodził ze mną po domu. Był nie tylko w łazience ale również na kanapie, gdy oglądałam telewizję czy w łóżku przed zaśnięciem.. prawdziwy romantyk 😅

Recenzja: Okani Beauty - Hydrolat z róży damasceńskiej



LE CAFE DE BEAUTE / KAFE KRASOTY - MASKI CAFE MIMI
Pisałam o nich całkiem niedawno w jednym przydługim poście. Są wśród nich takie co zasługują na uwagę, inne mniej, a do kilku nawet pod rygorem nieotrzymania ciasteczka do herbaty bym się nie ugięła wrócić. Recenzja dotyczyła samych maseczek chociaż występują w duecie z serum. O ile maseczki są fajne pod względem składów i wszystkie mocno się od siebie różnią to serum wszędzie jest dokładnie to samo. Napisać, że mi się nie sprawdziło to za mało.. dla mojej podatnej na zapychanie skóry był to dramat i poza jednorazowym spotkaniem więcej ich nie dotykałam.Za to maseczki.. jedne lepsze inne gorsze.

Recenzja: Le Cafe de Beaute - Maseczki Cafe Mimi



ACHAE - LEMON LIP BALM
Peelingi do ciała Achae pamiętam doskonale i bardzo dobrze je wspominam. Jednak z balsamem do ust mam pewien problem. Niestety o takich produktach nie pamiętam. Chociaż sam w sobie jest dobry, fajnie pachnie i dobrze pielęgnuje skórę ust to balsamy w takiej formie u mnie nie mają racji bytu. Nawet jeśli stoi zaraz przy szczoteczce do zębów to i tak potrafię go pominąć w wieczornej pielęgnacji. Balsamik został kilka razu użyty.. i jest już przeterminowany.



ISANA - PŁATKI KOSMETYCZNE NIEBIELONE CHLOREM
Pojawiają się systematycznie ale planuję je trochę zdradzić o ile będę pamiętać o zakupie składając zamówienia w sklepach internetowych. Nie mam im nic do zarzucenia. Są delikatne i chłonne. Z całą pewnością pojawią się jeszcze nie raz, głównie z tego względu, że są łatwo dostępne stacjonarnie w Rossmanie. Jednak w planach mam ogólne ograniczenie zużywania jednorazowych płatków kosmetycznych więc w najbliższym czasie powinny pojawiać się w denkach znacznie rzadziej. 



PIELĘGNACJA TWARZY - PRÓBKI I ODLEWKI

Tołpa - Maska do twarzy odnowa skóry
Gęsta, kremowa konsystencja dzięki czemu maseczka wystarczyła z powiedzeniem na dwa zabiegi. Zapach delikatny, maseczka nie zjeżdża z twarzy, dobrze się jej trzyma ale nie czuję aby skóra się pod nią pociła. Za to po minucie niemal na całej twarzy odczuwałam delikatne mrowienie, a to zapewne zasługa kwasu fitowego. Momentami miałam wrażenie, że to uczucie narasta, po chwili łagodnieje, później znów narasta ale w jakimś punkcie i maleje.. i tak w kółko przez 10 minut. Efekt.. zaskoczył mnie. Skóra ładnie odświeżona, promienna, wygładzona, jakby nawilżona. Nawet po jej zmyciu skóra nie krzyczała o dalszą pielęgnację.. ale z oczywistych względów i tak dostała. Jeśli lubisz produkty marki Tołpa to polecam sprawdzić..

Tata Harper - Resurfacing Mask
Maseczka.. do tego od Tata Harper! i mogę ja trzymać 20-30 minut.. dla mnie bomba! Żelowa gęstą konsystencja, zastyga niemal zlewając się ze skóra i konkretnie ją ściąga. Efekt.. nie widzę nic godnego uwagi. Nie wiem co zrobiła.. nie rozumiem.. przecież ta maska kosztuje 260zł. No dobra.. skóra jest jakby gładsza 😅

Cztery Szpaki - Hydrolat makowy
Ta ogromna odlewka od Magdy z Na tropie piękna, wystarczyła mi na kilkudniowe użytkowanie minimum dwa razy dziennie. Słyszałem o nim różne dziwne rzeczy, a pierwsze użycia nie potwierdziły ani jednego. Jednak im dłużej go używałam tym mniej się zrozumieliśmy. Apogeum naszej znajomości zaczęło się od delikatnego rozgrzewania skóry, a z każdym kolejnym użyciem  osiągało nieznany mi do tej pory poziom. Uuu.. pełnowymiarowy produkt musiałabym rozcieńczyć inaczej nie byłabym w stanie go dokończyć. Natomiast czy jest to zły produkt? Tak bym go nie oceniała.. jest po prostu intensywnie działający, a skóra potrzebuje od niego odpoczynku.

Bema - Emulsja oczyszczająco-matująca
Gdyby nie CAPB w składzie to bym kupiła pełnowymiarowy produkt! Podoba mi się ta lekka emulsja. Fajnie oczyszcza skórę, a poziom tworzenia piany jest znikomy.. raczej zamienia się z olejowej w białą emulsję w kontakcie z wodą. O dziwo moja skóra nie reagowała fatalnie.. podejrzewam, że działanie CAPB zostało tu dobrze stłamszone. Niestety sam fakt występowania tego składnika wiąże mi ręce.. ale jeśli Twoja skóra dobrze reaguje na ten składnik to śmiało polecam przetestować. Odlewkę dostałam od Madzi z Na tropie piękna.

Mokosh - krem malinowy
Kolejna próbka od Magdy z Na tropie piękna i ten kremiś to istne cudeńko. Ślicznie pachnie malinami, do tego pięknie się wchłania bez tłustej i wyczuwalnej powłoki.. nawet gdy nałożę go więcej. Lekka nieco musowa konsystencja.. dosłownie nie mam się czego przyczepić. Kremik ląduje na Liście Chciejstw.



EQUILIBRA - ALOESOVE MYDŁO
Nie było najgorsze ale dobrze wspominać go nie będę. Pomimo zawartości aloesu mydło sprawiało, że już podczas kąpieli miałam wrażenie, że moje skóra jest przeraźliwie sucha i tępa. Do tego dochodzi zapach, który niestety kojarzy mi się ze "starymi" mydłami, przez które długo nie mogłam się przemóc aby znów wrócić do mydeł. W dodatku jak na złość mydło okazała się bardzo wydajne mimo codziennego użytkowania. Na plus mogę zaliczyć fajną konsystencję podczas zmydlania. Naprawdę podobała mi się ta kremowa konsystencja.. jednak minusów było więcej przez co raczej się męczyłam.

Recenzja: Equilibra - Aloesove mydło



RITUALS - HAPPY BUDDHA PIANKA DO KĄPIELI
Wspaniały zestaw otrzymałam rok temu na urodziny od Moniki z bloga Mama z różową torebką. Trzymałam cały zestaw specjalnie na wyjątkową okazję lub chociaż wakacyjny wyjazd.. ale okazji zabrakło, a wakacji nie było. Ciekawość ogromna, bo jednak zapach przedostaje się przez opakowanie.. dłużej nie czekam! Cały zestaw mam w użyciu ale tylko piankę zdążyłam zużyć. Z całego zestawu to właśnie pianki byłam najbardziej ciekawa i niestety najbardziej dotkliwie mnie rozczarowała. Spodziewałam się, że wydajnością nie będzie kusić więc nie w tym rzecz, rozczarował mnie zapach. Cały zastaw pachnie fenomenalnie, a pianka dodatkowo z nutą typową dla produktów piankowych.. i to tyle. Nic więcej zarzucić jej nie mogę.. spisywała się cudownie i dała mi wiele radości jednak na tle pozostałych produktów wypada najsłabiej. Post pojawi się w grudniu.



HAGI - OCHRONNA POMADA DO CIAŁA Z MASŁEM KAKAOWYM
Oł jeee..! Chyba pobiłam jakieś rekordy! Kto zużył pomadę w ciągu 50 dni? No kto? Taka zawzięta byłam! Przede wszystkich jest to pomada ochronna i dokładnie tak jak hasło głosi, takie ma funkcje. Przypisałam jej niesłusznie funkcję nawilżającą. W zasadzie otoczka powstała na skórze po aplikacji pomady faktycznie nie pozwala skórze na utratę wilgoci i jest to pewien rodzaj nawilżania ale nie o takie nawilżanie mi chodziło. Pomada zwyczajnie chroni skórę przed otarciami i sprawdzi się w pielęgnacji kolan, łokci itp ale nie zastąpi balsamu do ciała. Najbardziej uciążliwy był dla mnie fakt, że pomada nie chciała współpracować z innymi produktami.. ale cóż.. teraz wiem o co z nią chodzi i mój zapał został ostudzony.

Recenzja: Hagi - Ochronna pomada do ciała z masłem kakaowym



MANUFAKTURA DOBRYCH KOSMETYKÓW - SCRUB SOLNY DO STÓP I PĘKAJĄCYCH PIĘT  
Jego podstawową wadą dla mnie było to, że jest to peeling solny. Moje stopy nie są specjalnie wzruszone tym faktem ale aby go użyć muszę użyć rąk, a one bardzo słabo tolerują sól. Zdarzało się, że zwyczajnie nie byłam w stanie peelingu użyć. Natomiast samo działanie peelingu oceniam bardzo dobrze. Miał świeży zapach, bijący po oczach pocieszny kolor, a zostawiony na stopach radził sobie bardzo fajnie ze złuszczeniem oraz regeneracją. Tłusta warstwa była obfita i zupełnie mi na stopach nie przeszkadzała o ile zaraz nakładałam skarpetki. 

Recenzja: Manufaktura Dobrych Kosmetyków - Scrub solny do stóp i pękających pięt



SHEFOOT - DOMOWE SPA DLA STÓP PEELING + MASKA
Peeling: bardzo gesta żelowa konsystencja o raczej neutralnym zapachu. Drobinek ściernych nie jest jakoś strasznie dużo co mnie na początku rozczarowało, bo jak to ma być "domowe SPA" i produkt jednorazowy to ten peeling powinien być petardą złuszczającą! Na szczęście wcale taki słaby się nie okazał. W żelowej konsystencji drobiny z łatwością się przemieszczały i całkiem dobrze radziły sobie ze złuszczaniem. Peeling oczywiście nie jest w stanie usunąć jakiś grubszych warstw nadprogramowej skóry ale świetnie odświeżył stopy.. i nawilżył. W zasadzie nie czułam potrzeby aby aplikować krem czy maskę.

Maska: bardzo lekka konsystencja.. a to akurat zaskoczenie. Spodziewałam się gęstej maski, a tu lekki krem. Kremy do twarzy często są bardziej gęstsze. Maska posiada przyjemny zapach masła shea. Hmm.. producent zaleca pozostawienie maski na 20 minut i wsmarowanie pozostałości.. i co ja mam tak z tymi nogami w górze siedzieć?  Zakładam skarpety i idę w świat.. a konkretniej na kanapę do salonu 😅 Efekt przyjemny, stopy miękkie, gładkie i nawilżone. Jak na jednorazowe spotkanie efekt jest całkiem fajny.



PIELĘGNACJA CIAŁA - PRÓBKI I ODLEWKI

Yope - Żel pod prysznic Yunnan chińska herbata
Żele Yope mają w sobie jakieś męskie nuty zapachowe.. a może tylko ja je czuję? Chyba najbardziej męską wersja jest Geranium 😅 ale i w chińskiej herbacie też wyczuwam te nuty. Mimo to, jest to raczej świeży i przyjemny zapach. Jednak to czego w mydłach Yope nie lubiłam, to w żelach jak najbardziej akceptuje. Są delikatne, pozostawiają na skórze delikatną powłoczką tylko, że wciąż pociągu do tych produktów nie czuję. Może aby nie było tak hejtersko to przyznam uczciwie, że żel Yope mają u mnie najlepszą opinię z całego testowanego przeze mnie asortymentu marki.

Linomag - Żel do mycia ciała i głowy dla dzieci i niemowląt
Żel..  ale dla mnie to raczej żelo-olejek. Jest bardziej płynny niż żelowy.. ale czy to źle?  Z pewnością podczas kąpieli dorosłego człowieka nie będzie wydajny ale polubiłam ten produkt. Kojarzy się nawet z produktami dla dzieci głównie z uwagi na łagodny nieco pudrowy zapach i delikatną konsystencję. Z przyjemnością bym zużyła pełnowymiarowe opakowanie.

Lavera - Balsam do ciała z olejem jojoba, aloesem i koenzymem Q10
Hmm.. chyba jeszcze na produkty Lavery nie narzekałam i tym razem też nie będę. Lekki balsam do ciała, który szybko się wchłania, ma przyjemny zapach oleju jojoba i czegoś co dla marki jest dość charakterystyczne.. ale przyjemne. Zaczynam odchodzić od ciężkich balsamów.. może mi się już znudziły, bo ostatnio ciągle takie katuję. Ten faktycznie szybko przynosi ukojenie i nawilżenia.. na tyle mnie zaciekawił, że gdyby nie ogromne zapasy balsamów do ciała to właśnie w jego kierunku bym się udała 😅

Cztery Szpaki - Peeling różą baobab
Cztery Szpaki mnie zaskakują.. szczególnie zapachami. Pojęcia nie miałam jak może pachnieć róża z baobabem ale dzięki Madzi z Na tropie piękne już wiem. Zapach peelingu jest świeży i pierwsze skrzypce gra tu bardziej baobab. Dziwny zapach ale z tych ciekawych i intrygujących. Chociaż było to jednorazowe spotkanie to wrażenie zrobił bardzo dobre. Cukier nie rozpuszczał się szybko, dobrze złuszczał,  po spłukaniu została lekka warstewka, która nawet w lecie by mi nie przeszkadzała. Z całą pewnością godny uwagi.

Cztery Szpaki - Dezodorant cytrusowo-ziołowy
Kolejna próbka od Magdy. naturalne dezodoranty bardzo mnie ciekawią i chętnie je sprawdzam chociaż nieustannie króluje w tym temacie Pony Hutchen. Bardzo liczyłam na Cztery Szpaki i niestety zawiodłam się 😢 Dezodorant nie daje mi poczucia świeżości tak długiego jak Pony. Pod koniec dnia czuję już nieświeżość, bo oznacza, że zaczyna przegrywać z moimi bakteriami. Niestety chwilę po aplikacji też czuję lekki dyskomfort.. jakby coś drapało. Mam nadzieję, że to tylko moje urojenia, bo jednak markę doceniam i kibicuję.



BATISTE - SUCHY SZAMPON FRESH
Nie! Kupiłam, bo nie było jedynej słusznej wersji dla brunetek.. a u nasady mam przecież ciemne włosy. Rzadko zdarza mi się sięgać po taki szampon i są to jakieś ekstremalne przypadki ale nie jestem w stanie nie docenić jego działania. W tym przypadku dochodzi efekt bielenia włosów, który nie da się wyczesać, a dla mnie to wada nie do zaakceptowania. Po tej przygodzie znów czuję się wyleczona na jakiś czas ze stosowania suchych szamponów. Wciąż jednak liczę, że powstanie więcej wersji takich szamponów o przyjaznym składzie.. szczególnie dla mojej kapryśnej skóry głowy i przede wszystkim dla portfela.


COULEUR CARAMEL -  MASCARA BACKSTAGE 
W użyciu od 1 sierpnia i zdecydowanie o jeden miesiąc za długo. Początki mieliśmy trudne, bo jednak świeży tusz dość często odbijał mi się wszędzie, gdzie to było możliwe nawet gdy bardzo uważałam. Jednak z czasem bardzo się polubiliśmy. Może nie jest idealny.. ma pewne minusy ale są one mało znaczące przy plusach. Werdykt jest taki, że kupiłam go ponownie.. a takie wydarzenia przechodzą do historii!


NYX - SOFT MATTE LIP CREAM
Nie są to produkty naturalne ale kupiłam je jakiś czas temu i mimo wszystko bardzo je lubiłam. Ostatni rok używałam je niemal systematycznie, bo zwyczajnie lubię matowe wykończenie na swoich ustach ale właśnie w takim wydaniu jakim oferują te pomadki. Jest to oczywiście mat ale z lekka satyną.. śliczny. Same w sobie są bardzo komfortowe, nie przesuszają, ładnie znikają ale dotyczy to tylko dwóch jaśniejszych kolorów. Jeśli miałabym wrócić do chemicznych pomadek to najprawdopodobniej byłyby to właśnie te.

Recenzja: NYX - Soft Natte Lip Cream



YANKEE CANDLE - WOSKI I SAMPLERY ZAPACHOWE
Market Blossoms, czysto kwiatowe nuty zawsze mają u mnie pod górkę i w tym przypadku nie jest inaczej. Nie jest to zapach, który "czuję". Siedząc sobie wieczorem na kanapie zupełnie nie dopada mnie myśl "hmm.. pięknie pachnie" lub nawet samo "pachnie". Równie dobrze mogłabym nic nie palić lub palić świecę bezzapachową. Dość często przez mój umysł kwiatowe zapachy są pomijane, a w przypadku zapachów Yankee jest to niemal notoryczne.

All Is Bright to dla mnie bardzo nietypowy zapach. Na sucho czuję gorzkie perfumy, trochę o świeżych nutach przypominających pranie, a zapalony gdzieś się rozpłynął i zupełnie umknął mojej uwadze. Etykieta jest śliczna i bardzo kusząca ale to jedynie potwierdza, że warto sprawdzić wosk przed zakupem świecy.. chociaż zdarza się, że świeca pachnie inaczej niż wosk. Ehh..

Candy Cane Lane przedziwny zapach! Jednocześnie ciepły i otulający jak i świeży. Połączenie świątecznych wypieków z masą waniliową i .. miętą. Ta mięta wprowadza mnie w osłupienie ale dzięki niej zapach nie jest przesłodzony ani mdły. Bardzo oryginalne połączenie i w zasadzie nawet mi się podoba.. nawet bardziej niż trochę.

Magic Cookie Bar, puszyste ciasto z czekoladą, wiórkami kokosowymi i karmelem.. nie przesadnie słodkie. Takie które zjesz do kawy i sięgniesz po jeszcze jeden kawałek. Można przy nim poczuć głód.. nawet wąchając papierek.. yyy.. zaraz wracam 😅

Cranberry Ice zostawiłam sobie na sam koniec przygody z Yankee. Chciałem aby to ostatnie wrażenie było jak najlepsze ale niestety się rozczarowałam. Sam wosk pachnie ślicznie zmrożoną żurawiną.. ale palony staje się jakiś bardziej perfumeryjny. Nie dobrze.. ja lubię zapach kwaśnych i soczystych owoców. Nawet w słodszym wydaniu wciąż mnie przekonują. Ten zapach może nie jest aż tak zły.. ale jak na ostatni produkt Yankee w moim skromnym domku to liczyłam na fajerwerki.



KRINGLE - WOSKI ZAPACHOWE
Grey 😂 po prostu Grey i bynajmniej nie chodzi o kolor. To zwyczajnie męskie perfumy, które mają mydlane nuty. W zasadzie zapach sam w sobie mi się podoba, tylko nie jestem przekonana czy podoba mi się we wnętrzu. Jeśli Kringle wypuści takie perfumy to chętnie kupię na prezent. 

Gorąca czekolada, czyli Hot Chocolate. Kiedyś zapaliłam wosk, do domu wszedł mąż i mówi: "nie wiem co robisz ale mi też to zrób" 😂 Po prostu gorąca gorzka czekolada o bardzo intensywnym zapachu z dodatkiem słodkich pianek. Przy tym zapachu odechciewa się słodyczy.. przynajmniej na mnie tak działa.

Z Cherry Blossom wiązałam duże nadzieje, a ostatecznie jest to jeden z niewielu zapachów Kringle, który mnie rozczarował. Nie czuję tu kwiatów wiśni, to raczej mocno perfumeryjny zapach z dodatkiem tony starego mydła. Gdy go odpalam od razu staję się marudna 😅

Na początku miałam z tym zapachem jakiś problem Scarlet Rose, ale z czasem urósł do jednego z moich ulubionych. Niezwykle rzadko dobrze wypowiadam się na temat typowo kwiatowych zapachów, bo raczej do mnie nie przemawiają.. ale nie w tym przypadku. Nic bym tu nie zmieniła. Zapach jest śliczny i niewymuszony, kolejny z kolekcji Kringle do którego wróciłabym z przyjemnością.

Spellbound.. to naprawdę zaklęty zapach. Czuć tu mieszankę owoców i kwiatów, które pięknie się uzupełniają tworząc nieoczywisty, lekki, a zarazem otulający świeży i delikatny zapach. Jestem nim zauroczona i bardzo chętnie jeszcze się spotkam.



PYSZNOŚCI
To zdjęcie zapewne zrozumie tylko Magda z Na tropie piękna 💕 Od Madzi na począku listopada dostałam paczkę, która pojawi się zaraz w nowościach listopada ale już jej część zdążyłam opisać w tym denku. W paczce znalazłam również zieloną herbatę z kawałkami żurawiny i truskawek "Sen nocy letniej".. i towarzyszyła mi przez większość listopada.. aż dobiła dna. Do tego w słoiczku był soczek malinowy, bo byłam troszkę chora więc Magda dorzuciłam i.. niestety muszę przyznać, że soczek ten bije na głowę soczek mojej mamy 😅 Mamo.. przepraszam 💗 Za to w drewnianym naczynku przesypałam sobie pyszne suszone jabłuszka.. oj.. dawno ich już nie ma 😅 Dziękuję Madziu za te pyszności!


To denko powinno być gigantycznych rozmiarów, a wyszło całkiem przeciętne jak na moje możliwości.. ale to postaram się nadrobić pod koniec grudnia. Jednak niezwykle dumna jestem z siebie z uwagi na śmierdziucha, czyli The Green Balm.. byłam blisko poddania się, a jednak udało się zużyć. Podobnie z maseczkami Le Cafe De Beaute, które wymagały systematyczności zużywania i jednoczesnego pisania. Zmotywowałam się również do zużycia zalegających wosków zapachowych. Zależało mi głównie na woskach Yankee.. ale oberwało się również Kringle. Wciąż uważam, że Yankee ma się nijak do Kringle i jeśli już to do nich będę wracać.. jednak w najbliższym czasie mam zamiar skupić się na świecach.

Jak u Ciebie przymiarki do porządków?
Obejmują kosmetyki?
 

października 31, 2018

ZUŻYCIA PAŹDZIERNIKA 2018

ZUŻYCIA PAŹDZIERNIKA 2018



Uwielbiam taką jesień, która przez większość października nam towarzyszyła.. oby trwała jak najdłużej.. tak do połowy stycznia. O wiele łatwiej jest mi się zebrać wieczorem na siłownię, kiedy na zewnątrz nie pada i łatwiej wstaje się rano, gdy wita słońce. Wciąż nie czuję potrzeby łykania witaminy D, humor dopisuje, chociaż czasu jakby mniej niż kiedykolwiek. Na szczęście moje kosmetyczne zapasy systematycznie maleją co dodatkowo napawa mnie dumą. W październiku wyprowadziły się z mojej łazienki kolejne opakowania..



AVALON ORGANICS - INTENSE DEFENSE WITH VITAMIN C ŻEL DO MYCIA TWARZY
Hmm.. to chyba czwarte opakowanie, a kolejne czeka w zapasach. Zazwyczaj kiedy już dobijam połowy opakowania kupuję następne i tak od ponad roku. Nie mam potrzeby szukać czegoś innego.. tak!.. aż tak bardzo go lubię. Ostatnio jednak został mi polecony żel Vianka... Sylveco.. ? muszę sprawdzić i sobie zapisać 😅 Podobno delikatny i bez CAPB w składzie więc zapewne dam mu szansę. Jednak poprzeczka jest niezwykle wysoko zawieszona, bo to pierwszy żel od lat z którym się dogaduję.. i z całą pewnością o ile będzie dostępny w sklepie Iwos to tak długo będę do niego wracać.

Recenzja: Avalon Organics - Żel do mycia twarzy z witaminą C



GESSIE - GĄBKA DO DEMAKIJAŻU Z WĘGLEM AKTYWNYM
Tani i genialny produkt z aliexpress odnaleziony przez Anulę. Mięciutka i chłonna gąbka, delikatna dla skóry. Spisuje się fenomenalnie do usuwania maseczek czy peelingów z twarzy. W zapasie mam jeszcze ze minimum ze trzy i wiem, że kupię kolejne.. w hurtowej ilości.

Zamówiłam tutaj: Gąbka Gessie



MAKEUP UEASER - MINI SZMATKA DO USUWANIA MAKIJAŻU SAMĄ WODĄ
Robiłam do niej kilka podejść, bo jednak przyzwyczajona jestem do innego typu szmatek.. a już na pewno większych. Niestety zupełnie się u mnie nie sprawdziła i to z trzech powodów. Pierwszy: niedorzeczna wielkość do demakijażu całej twarzy. W końcu przeznaczyłam ją tylko do demakijażu oczu ale wówczas zupełnie o niej zapominałam. Drugi: materiał, woda po nim spływała. Oczywiście jest milusi i puszysty ale to opcja na przytulankę. Miałam wrażenie, że po mojej skórze się ślizga, a nie czyści. Trzeci: po jej użyciu wciąż miałam tusz na rzęsach i podkład na twarzy. Pomysł fajny, bo jednak lubię takie wynalazki.. tylko przydałoby się zmienić materiał.



MAKE ME BIO - WODA RÓŻANA
Woda różana nie doczekała się recenzji i raczej już się nie doczeka. To moja wina, nie jej. Po prostu za dużo produktów czeka na recenzje i to takie, które jeszcze trafiły do wrześniowego denka. Hydrolaty różane wciąż należą do moich ulubionych ale kluczem jest skład. Jeśli produkt poza samą wodą rożną nie zawiera nic dodatkowego to jest niemal pewne, że będę z niego zadowolona i tak było w tym przypadku. W składzie tylko Rosa Damascena Water. Śliczny zapach, cudowne działanie tonizujące i kojące.. jednak nie mogę się pozbyć wrażenia, że jest to delikatny hydrolat. Jestem niemal pewna, że przy innym te efekty i zapach były nieco mocniejszy.. a może to złudzenie? W każdym razie woda od Make Me Bio towarzyszyła mi przez około miesiąc. Nie mam nic przeciwko ponownemu spotkaniu ale chyba bardziej kusi mnie siostrzana wersja waniliowa.



E-FIORE - KREM DO TWARZY CZARNUSZKA + WIT. A I E
To pierwszy krem do twarzy, który naprawdę polubiłam i mogłam sięgać codziennie niezależnie od tego co moja skóra wyprawiała. Bardzo dobrze łączył się z pozostałą pielęgnacją, nadawał się na dzień, pod makijaż i na noc. Nie pozostawiał tłustej warstwy na skórze.. ale to już kwestia tego w jakiej ilości go aplikujemy. Moja skóra nie lubi zbyt ciężkiej pielęgnacji, a do tego w małych ilościach.. dlatego krem służył mi niemal codziennie przez jakieś 8 miesięcy. Bardzo mi zaimponował i dzięki niemu wróciła mi wiara w kremy do twarzy.

Recenzja: E-Fiore - Udoskonalający krem do twarzy czarnuszka + witaminą A i E



SVOJE - MASECZKA KOKOS-MANGO
Kolejny oryginalny produkt od Svoje. Lubię te ich proste składy, bo zwyczajnie działają. Podobnie jest z maseczką. jest bardzo nietypowa i niepowtarzalna. Słodki zapach mleka kokosowego z domieszką mango, do tego puszysta konsystencja, łatwość rozrabiania, brak spływania ze skóry. Nie mam jej nic do zarzucenia. Ładnie wygładza skórę, zmiękcza i rozjaśnia. Efekt może nie jest spektakularny ale wart sprawdzenia. Pełna recenzja już jest gotowa i zaplanowana na 6 listopada.



PRÓBKI DOUCES ANGEVINES

DOUCES ANGEVINES - PEELING LUMIERE
Przedziwny, bo w formie proszku.. a ja lubię dziwaki i tu jest WOW!. Zapach bardzo ziołowy i naturalny, a to jestem w stanie w pełni zaakceptować i nawet polubić. Jednak tu podstawą jest działanie, a ono jest niezwykle. Bardzo fajnie łączy się z wodą. Na skórze daje efekt piasku.. tylko takiego piasku z prawdziwego raju, który jest bardzo przyjemny i mięciutki. Nie czuję nic drażniącego, skóra nie marudzi za to po spłukaniu jest pięknie wyglądają i odświeżona. Jestem pod wrażeniem, a produkt leci na listę chciejst ! Dobrze, że w zapasach nie mam za dużo peelingów 😅

DOUCES ANGEVINES - MASECZKA OPALINE
Mam wrażenie, że moja skóra toleruje jedynie białą glinkę i tu jest podobnie. Maseczka jest delikatna dla mojej skóry pięknie oczyszcza, wygładza, zmiękcza i uspokaja. Nie zasycha na skórze jak typowe maseczki z glinką. Całości towarzyszy cudowny zapach jak na Douces Angevines przystało.. co prawda jest dużo delikatniejszy niż w przypadku peelingu i tu bardziej wyczuwam pudrowy zapach glinki z nutą czegoś soczystego co jedynie uprzyjemnia cały proces.

DOUCES ANGEVINES - FLUID ŁAGODZĄCY EGLANTINE
Uuu.. to efekty widzę już na następny dzień. Eglanite to fluid który łagodzi, wygładza i chroni skórę wrażliwą, podrażnioną i suchą. Po okresie letnim właśnie w tym kierunku moja skóra świruje, a fluid pięknie wszystko przystopował. Czeka mnie jeszcze trochę pracy aby doprowadzić się do ładu ale ten początek ku lepszemu zawdzięczam właśnie Eglanite. Ta niewielka próbka wystarczyła mi na cały tydzień codziennego użytkowania! Aż strach myśleć na ile wystarczy 30 ml opakowanie!

Produkty Douces Angevines naprawdę są warte grzechu. Gorąco polecam sprawdzić sobie próbki, które są dostępne na stronie Fler Organic. Ja jakimś dziwnym trafem odnalazłam w zakamarkach łazienki całkiem piękny zbiór próbek i zapewne przez cały listopad będę się nimi raczyć.. aleee.. co ja tu "pacze".. próbki perfumek 😍



PRÓBKI MARTINA GEBHARDT

MARTINA GEBHARDT- CREAM GINSENG
Lubię gdy produkty jednaj marki różnią się od siebie diametralnie. Wówczas nie muszę się zastanawiać jaka jest między nimi różnica. Krem Ginseng to już cięższy kaliber. Moja skóra nie była w stanie go wchłonąć nawet w małej ilości dlatego pod makijaż ani na co dzień się dla mnie nie nadaje. Chociaż moja skóra raczej kłóci z cięższymi kremami to ten aplikowany na noc służył jej dobrze. Ładnie ją odżywiał i zdrowo napinał.

MARTINA GEBHARDT - FACE LOTION ROSE
Za to lotion Rose sprawdził się u mnie genialnie. Lekki, a jednocześnie kojący i odżywczy bez pozostawiania tłustej warstwy. Wchłaniał się ekspresowo. Idealnie spisywał się w ciągu dnia, na noc jak i pod makijaż.. tak te próbki są aż tak wydajne. W tej chwili już wiem, że mojej skórze bardziej odpowiadają lżejsze lotiony marki niż kremy. 
Próbki produktów martina Gebhardt można kupić w sklepie Green Line, a przy okazji zakupów nie pomiń mojego największego hitu czyli szklanych szpatułek.



DUETUS - MASZECZKA DO TWARZY
Maseczka wprowadziła trochę zamieszania szczególnie gdy pojawiła się promocja na nowe produkty spod skrzydeł Sylveco. Niektóre ich produkty lubię inne nie, ale ogólnie nowości marki nie wpływają na to aby włączyło się u mnie chciejstwo.. to raczej umiarkowana ciekawość. Maseczka Duetus trafiła do mnie dzięki Gosi Krytyk Kosmetyczny.. i cieszę się bardzo, bo już kilka fajnych opinii czytałam. A jak u mnie wypadła? Przede wszystkim fajna konsystencja, która gładko sunie po skórze. Ciekawy zapach który przypomina mi.. tymianek 😅 daje uczucie chłodu na skórze, łatwo się zmywa. Efekty nie są jakieś szaleńczo powalające ale to fajna maseczka. Nie podrażniła mi skóry nie wysuszyła jej, a efekt oczyszczenia i jednocześnie ukojenia skóry był całkiem zadowalający. Myślę, że to fajna opcja na podróż. Nie wykluczam ponownego spotkania.

MAK ME BIO - ANTI-AGING NIGHT KREM DO SKÓRY DOJRZAŁEJ
Z całego asortymentu kremów Make Me Bio ten byłby moim ostatnim na liście. Miałam już pełnowymiarowe opakowanie kremu Featherlight w zasadzie był ok.. i tylko ok. Jednak ta próbka zrobiła na mnie mega fajne wrażenie. Ślicznie pachnie, bardzo ładnie nawilża skórę, staje się od razu miękka i ukojona, a po zmyciu pielęgnacji skóra ewidentnie zyskuje. Nie jest to krem który siedzi, bo siedzi i nic szczególnego nie robi. W dodatku byłam przekonana, że będzie zbyt treściwy i tłusty ale wcale takie nie jest. Chociaż jest to krem na noc to dwa razy użyłam go w ciągu dnia i nie wyglądałam jak latarnia.. nawet bez makijażu! Nie wiem niestety czy na dłuższą metę się sprawdzi. Obawiam się jedynie oleju kokosowego w składzie.. na mojej skórze to nie jest zbyt dobry pomysł.



VIANEK - ODŻYWCZY ŻEL POD PRYSZNIC Z EKSTRAKTEM Z MIODUNKI
To była przyjemność! Polubiłam się z tym żelem i to mnie zaskoczyło. Produkty spod szyldu Sylveco na ogół dość przeciętnie się u mnie sprawdzają i nie budzą mojej ciekawości w większym stopniu ale mimo wszystko chętnie śledzę nowości marki. Jednak do głowy mi nie przyszło aby sięgnąć po żel. Ostatecznie trafił do mnie dzięki Anuli.. i to było miłe spotkanie. Żel nie ma zdolności do wytwarzania obfitej piany co uważam za plus, gdyż to świadczy o zastosowaniu łagodnych detergentów. Nie wysuszał mi skóry, pozostawiał ją przyjemnie gładką, a w cieplejsze dni mogłam odpuścić sobie balsamowanie. Z przyjemnością spotkam się z nim ponownie.

Recenzja: Vianek - Odżywczy żel pod prysznic z ekstraktem z miodunki



BYDGOSKA WYTWÓRNIA MYDŁA - PEELING KAWOWY NA SZNURKU
Mocny i ostry ale niezwykle fajny. Chociaż to połączenie mydła z peelingiem, to sama jakość mydła jest tu wysokich lotów. Nie pozostawia skóry suchej ani tępej, z łatwością poddaje się wodzie tworząc gęstą, kremową pianę.jak widać na załączonym obrazku peeling bardzo ładnie się zużywa. Sznurek w niczym nie przeszkadza, a miałam na początku przeczucie, że będzie stanowić podczas użytkowania słaby punkt. Byłam pewna, że to właśnie tam będzie się zużywać najbardziej i w efekcie po kilku użyciach w jednej dłoni pozostanie sznurek, a w drugiej piling. Jak widać ten zestaw spisuje się świetnie. Mam chęć na kolejne sznurkowe przyjemności, a w szczególności sprawdzenie czy mydło z glinką będzie delikatniejsze od wersji kawowej.

Recenzja: Bydgoska Wytwórnia Mydła - Peeling kawowy na sznurku



DOUCES ANGEVINES - LOTION DO CIAŁA GAZELLE
Nieco miętowe nuty w kosmetykach do ciała zazwyczaj mnie odstraszają. Krótkie spotkania w okresie letnim potrafią być fajnie.. ale żeby tak cały czas? Jednak z Douces Angevines już tak jest.. oryginalne zapachy i nawet taki świeży ziołowy zapach nagle Cię zachwyca i masz chęć na więcej. Próbka Gazelle oczywiście miała wypadek ale na szczęście po tym jak ją opróżniłam. Skóra jest po niej cudownie gładka, odżywiona i nawilżona. Jedno użycie to jednak za mało aby pisać o właściwościach ujędrniających czy antycelulitowych ale i tak czuję się oczarowana. W przypadku pielęgnacji twarzy jest nieco inaczej.. tam wystarczy niewielka ilość na twarz, szyje i dekolt.. a w przypadku ciała człowiek ma chęć się w tym kąpać 😂



HANDS ON VEGGIES - SZAMPON ZWIĘKSZAJĄCY OBJĘTOŚĆ Z CHILLI I LITSEA ORAZ Z BROKUŁEM I SZAŁWIĄ
Chociaż konsystencja jest rzadka i na mojej czuprynie trochę oporniej idzie mi rozprowadzanie takich formuł to szampony bardzo przypadły mi do gustu. Najbardziej upodobałam sobie stosowanie ich w formie maski na skórę głowy. Pięknie dogadzały mojej skórze ale również włosom. Mogłam sobie odpuścić stosowanie peelingu Bionigree, a nawet co któreś mycie stosowanie odżywek do włosów (głównie wersji z chilli). Z wielką przyjemnością wrócę do wersji z chilli ale chętnie sprawdzę pozostałe produkty.. a od producenta wiem, że kilka dni temu wprowadzili na rynek odżywki do włosów! Także czekam cierpliwie, aż pojawią się w sklepie Bioana. A teraz cwaniaczki przyznawać się, kto wykupił mini pojemność szamponu z chilli?!

Recenzja: Hands On Veggies - Szampon zwiększający objętość z chilli i litsea oraz z brokułem i szałwią



INEBRYA - ICE CREAM DRY-T ODŻYWKA BEZ SPŁUKIWANIA
Miałam ją stanowczo za długo, bo grubo ponad rok.. prawie dwa. Jednak nie przewidziałam jednego.. o odżywkach bez spłukiwania zupełnie nie pamiętam. Zazwyczaj odruchowo sięgam po maskę lub odżywkę, którą muszę zmyć, a później nie czuję potrzeby aby nakładać cokolwiek. W końcu doszłam do etapu w którym zdenkowałam wszystkie otwarte odżywki i maski, i na okrągło zaczęłam używać tej. Zdarzało mi się nakładać ją obficie, a później zmywać oraz tradycyjnie na wysuszone ręcznikiem włosy i bez spłukiwania. W zasadzie nie mam jej nic do zarzucenia, bo spisywała się świetnie. Pięknie wygładzała włosy bez ich obciążania. Do tego ładny zapach rodem z drogich preparatów do włosów. Niestety to walanie się po mojej łazience przeszkadzało mi na tyle, że nie mam w planach sięgać więcej po jakiekolwiek odżywki bez spłukiwania 😅



GOLDEN ROSE - MINERAL TERRACOTTA POWDER
Hmm.. miała być recenzja ale nie będzie chociaż zdjęcia i to całkiem ładne. Problem w tym, że nie po drodze mi z tym pudrem. Ani razu z niego nie byłam zadowolona. Aplikowałam na różne podkłady i absolutnie z żadnym się nie dogadywał. Makijaż z nim z czasem wyglądał na ciężki i widoczny. Istne cuda działy się z podkładami, które w wersji solo radziły sobie o niebo lepiej. Nie chce go już dłużej trzymać tylko po to aby kiedyś napisać o nim recenzję jak to fatalnie się u mnie sprawdza. Wolę oderwać ten plasterek teraz i się rozstać niż podczas recenzji rozdrapywać ranę. Sporo osób jest z niego zadowolonych więc nie widzę powodu aby go skreślać.. ale ja mam chyba jakieś inne wymagania.. albo nie potrafię go używać jak należy.



L.A.GIRL - MATTE FLAT FINISH PIGMENT GLOSS
Kolejny makijażowy dramat.. ale w tym przypadku to wręcz tragedia. Ponownie.. zdjęcia są ale weny do napisania recenzji brak. Wbrew pozorom zazwyczaj nie mam siły na to aby tak objechać jakiś kosmetyk.. a tu ręce mi się załamują. Dwie pomadki o totalnie matowym wykończeniu, czyli coś co lubię szczególnie w okresie jesienno-zimowym. Wszystko pięknie.. ładne twarzowe kolory, mocny pigment. Wszystko do czasu aż zastygną..



.. wówczas usta wyglądają jakbym pół roku spędziła na bezludnej wyspie bez wody do picia. Usta to jeden wielki suchar! W dodatku wciąż wargi potrafią się ze sobą kleić. Pomadki okropnie wchodzą przy jedzeniu. Wyraźnie się łuszczą w wewnętrznej stronie i nie ma absolutnie żadnej możliwości aby sobie zrobić poprawkę. Trzeba je zmyć i nakładać na nowo. Tylko żeby to zmycie było takie proste. Wacik i płyn micelarny to za mało! Ba! Nawet peeling sobie z nimi nie radzi tak łatwo! Oczywiście można poudawać, że wszytko jest ok.. i tak to powinno wyglądać ale nawet jeśli nic nie jem to i tam potrafią się ukruszyć i spaść na brodę.. jak na załączonym obrazku..



Od roku leżą.. użyłam ich tylko do zdjęć i to mi wystarczyło aby przeżyć pomadkowy dramat. Usta leczyłam przez kolejne 3 dni. Nie chce ich więcej przerzucać.. ani nawet pisać szerszej opinii.



VIANEK - ŁAGODZĄCY KREM BB 2
Muszę przyznać, że mnie pozytywnie zaskoczył. Jest lekki i zaskakująco dobrze kryjący. nie jest to oczywiście pełne krycie, a raczej wyrównanie kolorytu. Jako krem BB spisuje się bardzo dobrze. Nie ma jakieś super ekstra trwałości, która wytrzyma upały i będzie trzymać się cały dzień ale jego jakość i tak mnie zaskoczyła. Wersja z "dwójeczką" jeszcze przez jakiś czas się nadawał.. jakimś cudem opaliłam lekko skórę latem. Obecnie chętniej sprawdziłabym wersję z "jedynką".. wciąż w formie próbki, bo jednak kolorówki mi na chwile obecną nie brak.. ale na okres letni.. kto wie.



DIY - ŚWIECA SOJOWA O ZAPACHU KAWY
Wyrobem świec zaraziła mnie Anula.. i tak już zostało. Moje pierwsze świece zrobiłam w zeszłym roku i w obecnym planuję powtórkę. Upodobałam sobie szklane pojemniki dostępne stacjonarnie w Pepco oraz drewniane knoty, które podczas palenie wydają trzask palonego drewna. Tę tutaj zrobiłam w zeszłym roku i dopiero dobiła dna.. jest niezwykle wydajna! 



YANKEE CANDLE - WOSKI ZAPACHOWE
Mam już porównanie do wosków z Kringle i to właśnie Kringle bardzie zachwycają mnie kompozycjami zapachowymi, trwałością i intensywnością zapachów. Niektóre wersje chętnie bym przytuliła w największej możliwej wersji np. Watercolors. Natomiast Yankee.. mam wrażenie, że jakościowo są słabsze, a różnica cenowa w przypadku wosków to najczęściej 1 zł. Uparłam się aby tej jesieni zużyć wszystkie woski Yankee Candle i idzie mi całkiem nieźle.. zostały mi bodajże dwa.

Serengeti Sunset, wyczuwam w nim mieszankę owoców i kwiatów.. pachnie jak kobiece perfumy ale roztopiony w kominku zupełnie nie zwraca mojej uwagi.. nie czuję go, przez co zupełnie mnie rozczarował.

Soft Blanket, to chyba pierwszy wosk jaki kupiłam i odpaliłam w kominku. Z misiem mam miłe wspomnienia i miałam go nawet dwa razy ale to zupełnie wystarczy aby się nim znudzić. To bardzo przyjemny zapach świeżo wypranego kocyka w płynie zmiękczającym o przytulnym zapachu. Powrotu nie planuję.. ale sentyment pozostanie.

Natomiast czy rzucę się w wir zapachów Kringle? Chyba też nie do końca. Obecnie sama robię świece.. chociaż zapachy są bardzo proste i trudno tu szukać czegoś ekskluzywnego.. ale robię je dla własnej przyjemności i możliwości obdarowania nimi bliskich. Do tego bardzo ciekawią mnie te świece, które mamy na naszym Polskim Eko rynku: Hagi, EZTI, Lanaline, Plantstore (drewniane knoty!), Dotyk Kreacji, Soyoosh, Urban Nature, Luminessence, Miuka, Hola Bonita!, Lulaly Luxury Moments, Runo, Biosensual, Miodowa Mydlarnia, Eco Life Candles.. to wszystko są w większości świece sojowe, nietoksyczne, a niektóre z nich przeznaczone są do pielęgnacji skóry! Wiedziałaś, że mamy taki ogromy wybór naturalnych świec? Ja jestem zachwycona, bo kocham świece!


września 30, 2018

ZUŻYCIA WRZEŚNIA 2018

ZUŻYCIA WRZEŚNIA 2018

Pięknie! Ostatnio nie nadążam z recenzjami! Więcej zużywam niż jestem w stanie opisać, chociaż muszę przyznać, że publikuję ciut rzadziej niż wcześniej. Może to jednak wina, że mam ostatnio nieco więcej na głowie.. ale zaraz jesień.. tfuuu.. rano to raczej mam wrażenie, że już zima przyszła 😂 Jest więc szansa, że zaległości nadrobię.. przynajmniej te ciekawsze.


POLNY WARKOCZ -RUMIANKOWA ESENCJA MICEKARNA
Bardzo lubię.. naprawdę bardzo. To moja 8.. albo 10 buteleczka i z pewnością będą jeszcze do tego produktu wracać. Dodatkowo z chęcią sprawdzę inne produkty (toniki, esencje). Obecnie to była moja ostatnia butelka z zapasów, a czekają na mnie dwa produkty Vianka, w związku z czym od Polnego Warkocze robię sobie przymusowy urlop.. ale raczej długo nie potrwa.



SVOJE - PILING TRUSKAWKOWY
Polubiłam się z nim chociaż obawiałam się na początku, że będzie bardzo drapał skórę. Na szczęście okazał się zaskakująco "miękki" przez co mogłam sięgać częściej. Dodatkowo opcja maseczki również fajnie się u mnie sprawdziła. Piling jest w saszetce co sprawia wrażenie, że wystarczy góra na dwa razy ale jest to bardzo mylące. Mi wystarczył na 10 użyć ale dla "normalnych" użytkowników powinno to być około 8 😅



ISANA - PŁATKI KOSMETYCZNNE NIEBIELONE CHLOREM
Kolejne opakowanie..  pojawiają się od jakiegoś czasu niemal w każdym denku. Są delikatne, chłonne i bardziej przyjazne naturze. Jednak od jakiegoś czasu zastanawiam się nad zmianą.. póki co w zapasach mam jeszcze dwa opakowania.. ale w nowościach września powinno się już pojawić coś ciekawego.. nietypowego..i może ciut kontrowersyjnego.. tylko czy zastąpią mi płatki Isana?


SVOJE - HYDROLAT Z CHABRA BŁAWATKA
Uwielbiam zapach bławatka jak i same kwiaty. To kolejny produkt z chabra, który skradł mi serce. Pięknie koił skórę, odświeżał, zmiękczał i delikatnie ją ściągał ale miał wadę.. zdecydowanie za szybko się skończył 😅 



ALPHA-H - LIQUID GOLD
To moje drugie opakowanie, a to już świadczy o tym, że produkt musiał się u mnie genialnie sprawdzać. Ma moc (kwas glikolowy) i nie warto z nim przesadzać, jednak użytkowany odpowiednio potrafi ogarnąć świrującą skórę bardzo szybko. Jedno opakowanie służy mi przez rok więc jego cena w tej perspektywie już tak nie boli.. co więcej jest jej wart! Czy wrócę? Hmm.. na chwilę obecną planuje przerwę, bo moja skora obecnie już tak często nie świruje.. ale niczego nie wykluczam



LIQPHARM - SERUM LIQ Ce Z 15% WITAMINĄ E
Bardzo lubię produkty LiqPharm, ale to chyba, to serum jest moim największym hitem. Ekspresowo koi i goi podrażnioną skórę i przynosi jej ulgę. Efekty widzę już po jednej nocy ale zdarza mi się dodać kropelkę do kremu na dzień. Z wielką przyjemnością wrócę po trzecie opakowanie.. ale czekam również na nową linię marki Boosterów. Chwilowo mam co używać ale powrot jest raczej nieunikniony

 

BE.LOVED - PURE SERUM Z KWASEM HIALURONOWYM
Nie mam pojęcia kiedy się skończyło.. nagle nie byłam w stanie wydobyć ani kropelki! Stanowczo za mała pojemność jak na serum z kwasem hialuronowym.. chyba taka pięciolitrowa kanka byłaby odpowiednia 😅 Recenzja powinna się pojawić w październiku.. będę się starać.. chociaż lista zaległych recenzji raczej rośnie niż maleje


ALKEMIE - MASECZKA GLOW UP!
Jedna z lepszych maseczek jakie miałam. Pięknie odżywia, łagodzi, nawilża, dodaje energii, a przy okazji odświeża i delikatnie złuszcza. Nie mam jej nic do zarzucenia.. jedyne co boli to cena, chociaż w jej przypadku jestem w stanie powiedzieć, że jest jej warta. Z wielką przyjemnością wrócę i mam chęć na inne produkty Alkemie. Już kilka zostało mi poleconych.. trudno się oprzeć pokusie!



CHIC CHIQ - MASECZKA LA NOCE
Maseczki Chic Chiq lubię i lubić będę niezmiennie. Zatem łatwo się domyśleć, że recenzja la Noce będzie równie pochlebna co de la Mer. W dodatku już do mnie dotarł zapas maseczek Chic Chiq.. i chociaż mam co używać i zużywać to jednak na swoich faworytów zawsze znajdę miejsce.

Recenzja: Loading..


CEZANNE - EYE CREAM
Pomimo niewielkiej pojemności okazał się wydajny. Jest gesty i treściwy na skórze pozostawiał powłoczkę ale w pielęgnacji dziennej nie zawsze mi się sprawdzał. Kłócił się z niektórymi podkładami i często wymagał indywidualnego podejścia. Na co dzień raczej się z nim męczyłam, ale wieczorem bywało już lepiej. Tylko co z tego skoro nawet grubsza warstwa nie była w stanie zaspokoić podstawowych potrzeb skóry? Ostatecznie dodawałam do niego sera lub olejki.. w zasadzie tworzył tylko bazę, chociaż jego ogromnym plusem było to, że nie migrował do oczu. W dodatku nie ważne z czym go wymieszałam.. wciąż siedział na swoim miejscu.


REPUBLIKA MYDŁA - MYDEŁKO LAVENDER LAKE
Od tego mydełka na nowo pokochałam lawendę. Zapach jest śliczny i nie ma nic wspólnego ze sztucznością. Do tego połączenie lawendy w rumiankiem okazało się strzałem w dziesiątkę. Samo mydełko również jest inne niż znane mi do tej pory. Nie wysusza skóry, a podczas kąpieli delikatnie działa jak peeling. Mydełko polubiłam na tyle mocno, że już zaopatrzyłam się w nowe ! Chyba lepszego potwierdzenia nie trzeba.. tym bardziej, że ja jestem z tych co zapachem lawendy w kosmetykach gardzą!



GREEK PRODUKT - NATURALNE MYDŁO OLIWNE
Śmierdziuch i glut.. nie byłam w stanie użyć więcej niż 4 razy. Nienawidzę. Już zeskrobałam z biednej mydelniczki.. bleeeee...



NATURALME - MALINOWY PEELING CUKROWY
Przez chwilę zastanawiałam się czy nie oberwał za bardzo w recenzji.. ale nie 😅 Nie lubiłam go, a myśl o tym aby do niego wrócić sprawia, że w gardle rośnie mi gula. Nie pamiętam abym męczyła się bardziej z jakimś peelingiem. Jego największą wadą jest tłusta i gruba powłoka pozostawiona na skórze. W zasadzie takie rzeczy zaliczam na plus.. ale to już było przegięcie. Jedynym plusem jaki w nim dostrzegłam to fajna formuła, która trzymała się skóry, ale to stanowczo za mało aby zmienić o nim zdanie.



LUSH - NEW CHARITY POT 
Balsam do dłoni i ciała.. niestety trochę przegapiłam jego termin ważności. Dobrałam się do niego za późno, bo na okres wiosenny okazał się zbyt treściwy w pielęgnacji ciała. Używałam głównie do stóp i rąk na noc i tu sprawdzał się genialnie.. ale okazał się przy okazji bardzo wydajny. Dopiero później (w lecie) przypadkiem odkryłam, że w pielęgnacji ciała również jest bardzo przyjemny i skuteczny o ile aplikuję niewielką ilość na wilgotną skórę. Chociaż spotkałam się już z produktami Lush (w zasadzie same maseczki) i zdawałam sobie sprawę z tego, że są to produkty świeże i nie warto lekceważyć ich terminów ważności to jednak w przypadku balsamu nic złego się nie działo. Wykończyłam.. a spotkanie uważam za udane.


LILLI BEAUTY - TARKA DO STÓP
To bardzo fajny produkt.. ale dużo zależy od preferencji. Tarkę Lilli Beauty dorwałam w Rossmannie i początki były genialnie! Ścieranie naskórka na sucho dawało genialne efekty, chociaż wymagało poświęcenia odrobiny więcej czasu. Ostatecznie jednak okazało się, że o wiele bliżej memu sercu leży solidne wymoczenie stópek i sięgnięcie po pumeks Hammam. Od pół roku tarka leży.. i jakoś nie wydaje mi się aby mogła przebić moczenie stópek.. na pewno nie w okresie jesienno-zimowym.


NOBLE HEALTH - MISIE NA ZDROWE WŁOSY
Zmarnowane opakowanie 😢 kupiłam specjalnie dla męża, a on raz wziął, dwa dni nie.. i w sumie więcej nie brał niż brał. Efekty zerowe, bo niby na podstawie czego? Kupiłam mu już kolejne opakowanie i ma się pilnować. U mnie efekty były świetne i bardzo szybko zobaczyłam efekty. Włosy przestały wypadać,  a z czasem pojawił się gąszcz nowych włosków. Jeśli gdziekolwiek przeczytasz, że włosy na długości stały się głębsze, lśniące itd.. to bzdura. Niby jakim cudem? To suplement, który działa na cebulki włosów i to od tego miejsca można zacząć obserwować efekty. To co już wyrosło nie ma szans się poprawić pod względem grubości.. tam mogą pomóc już tylko odżywki, maski i szampony. Stosowanie suplementów zawsze wymaga czasu i to samo dotyczy efektów. Miałam ponownie na okres jesienny sięgnąć po suplement, bo jednak włosy lecą niemiłosiernie ale trafiło do mnie coś zupełnie nowego.



YANKEE CANDLE - FLUFFY TOWELS
Sezon na palenie świec uważam za otwarty! Właśnie dobieram się do moich zapasów włosków więc z pewnością będą pojawiać się recenzje.. ale może bardziej zbiorcze niż pojedyncze? Ostatnio dobrałam się do zapachów, które nie są jeszcze typowo zimowe. Fluffy Towels to zapach świeżego prania. Cóż u mnie pranie pachnie perełkami zapachowymi Lenor 😅 i jest to trochę inny zapach ale Fluffy Towels też jestem w stanie zaliczyć to tych świeżych aromatów. To chyba moje drugie spotkanie z tą wersją zapachową.. na świecę raczej bym się nie zdecydowała.. ale nie mogę mu zarzucić nic złego oprócz tego, że mi się znudził.

To co? Chyba poprawiłam wynik? 😅

Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger