Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Evree. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Evree. Pokaż wszystkie posty

kwietnia 30, 2018

ZUŻYCIA KWIETNIA 2018

ZUŻYCIA KWIETNIA 2018

Idź po kanapki.. i coś do picia.. poczekam 😅 Pamiętasz jak w zeszłym miesiącu marudziłam, że moje zużycia wcale mnie nie zadowalają? W komentarzach pojawiły się insynuacje, że mam nierówno pod sufitem.. tak bardzo ogólnie mówiąc 😂 Noo.. to kwiecień pod względem objętości denka całkowicie mnie satysfakcjonuje. Weź może jeszcze jakieś ciastko..


POLNY WARKOCZ - RUMIANKOWA ESENCJA MICELARNA
Wcześniej nie miałam czegoś takiego jak ulubiony płyn micelarny.. to mój pierwszy do którego wracam z przyjemnością. Szczerze wolałabym do użytku domowego mieć nieco większą butelkę ale znowu większa butla do tego szklana to sporo większy ciężar i mniejsza wygoda. Dlatego jeśli już zamawiam Polny Warkocz to robię to w ilości hurtowej. Ostatnio Polny Warkocz wypuścił kilka nowości z ładnymi składami i nie omieszkam przy kolejnym zamówieniu bliżej się z nimi zapoznać.



LE CAFE DE BEAUTE - KREM MUS DO MYCIA TWARZY WITAMINOWY KOKTAJL DO WSZYSTKICH TYPÓW SKÓRY
Witaminowy koktajl.. to brzmi wspaniale ale z użytkowaniem już nie było tak cudowanie. Generalnie nic złego nie robił.. najważniejsze, że nie przesuszał mojej skóry. Oczyszczał dość dobrze ale formuł mleczkowo-kremowych w oczyszczaniu czy demakijażu nie znoszę. Więcej o nim pojawi się w recenzji, która już czeka gotowa.


E-NATURALNIE - PEELING ENZYMATYCZNY PAPAYA I ANANAS
Składając zamówienie na e-naturalnie wybrałam z ciekawości dwa peelingi enzymatyczne, które mają działać identycznie. O wersji tropikalnej już pisałam, a wersję papaya z ananasem z pewnością porównam do poprzednika. Recenzja pojawi się na dniach.. już jest gotowa.


PULPE DE VIE  - MASKA-PEELING DO TWARZY 2 W 1
Bardzo fajny produkt! To dosłownie połączenie maski i peelingu w jednym produkcie. Jednak aby cieszyć się peelingiem który ma być skuteczny obowiązkowo trzeba skorzystać z funkcji maseczki. Skóra jest pięknie wygładzona, ukojona i odżywiona. Nie sprawia żadnych problemów, także tych komfortowych. Jeden z ciekawszych produktów tego roku i ulubieniec minionego miesiąca.



BANDI - MASKA EKSFOLIUJĄCA Z KERATOLINĄ
Początki były genialne, a potem coś się popsuło. W zasadzie wciąż działała, czyli wygładzała cerę.. troszkę jak peeling enzymatyczny ale już nie tak genialnie jak na początku. Zaczęło brakować mi efektu wow i trochę mnie to rozczarowało. Nie wiem co się stało.. ale od połowy opakowania zaczęłam się z nią męczyć i ostatecznie skupiłam się aby w końcu ją wykończyć zanim ona wykończy mnie.



MARION - CZARNA MASKA PEEL-OFF
Ciekawią mnie tego typu maski czy plastry.. i wciąż poszukuję maski, która zdziała przynajmniej połowę tego co o nich słyszę lub widzę.. chociaż oglądać efektów ich działania nie lubię 😂 Maseczka od Marion będzie miała swoje pięć minut w poście na początku maja, a podarowała mi ją Monika z bloga Mama z różową torebką 😘😘😘


LAVERA - MASECZKA DO CERY ALERGICZNEJ Z BIO-WIESIOŁKIEM I BIO-MASŁEM SHEA
Ostatnia maseczka z moich Laverowych zapasów i z przyjemnością będę jeszcze do niej wracać. Działa jak opatrunek na rozdrażnioną skórę, pięknie koi i nawilża. Maseczki Lavera ostatnio otrzymały nowe opakowania, które dzielą zawartość na dwie części.. wszystkie oprócz tej? Hmm..



MASKI W PŁACIE: HOLIKA HOLIKA, SKIN79 ORAZ SPALIFE
W zasadzie żadna z nich mną nie wstrząsnęła.. za żadną nie tęsknię ani nie wspominam.Były przyjemne ale bez efektów, które by mnie zachwyciły. Może jedynie maska ze SpaLife dała fajny i odczuwalny efekt na dłużej ale jest na tyle trudno dostępna, że nie mam zamiaru zawracać sobie nią głowy. Póki co moje podejście do masek w płacie się nie zmieniło. Fajne w użytkowaniu, wygodne ale ich ceny się są tego warte. Jedyne słuszne maseczki do których z przyjemnością bym wracała są z marki Yunifang.. ale akurat w tej kwestii nie jestem specjalną znawczynią. 



IMAGES - GOLDEN OSMANTHUS NOURISHING EYE MASK
Uwielbiam płatki pod oczy ale z czasem zaczęły mnie irytować te pojedyncze opakowania.. niby bardziej higieniczne i wygodne w podróży ale w użytku domowym na co dzień cenowo wychodzą bardzo niekorzystnie. A jak z działaniem? Te nie były takie złe ale też bez rewelacji. Do płatków hydrożelowych z Efektimy zdecydowanie im daleko.



E-FIORE - ODŻYWKA DO RZĘS
Prawdopodobnie tylko ja na świecie miałam problem z tą szczoteczką 😂 Była dla mnie tak twarda i drapiąca, że nie mogłam jej używać na rzęsach. Ostatecznie służyła moim brwiom i niestety specjalnie zadowalających efektów nie zauważyłam. Nie to, że nie było żadnych.. były.. a raczej są.. ale takie mizerne. 



ISANA - BIO WATTEPADS
Płatki kosmetyczne nie bielone chlorem. Bardzo mięciutkie i wydajne.. serio mam wrażenie, że zaczęłam zużywać znaczniej mniej płatków kosmetycznych niż kiedy używałam innych. Lubię je na tyle, że przy okazji promocji zawsze dokupię kolejne opakowania.. na inne nie patrzę


EBELIN - GĄBKA KONJAC Z WĘGLEM BAMBUSOWYM 
Lubię używać gąbek Konjac w pielęgnacji ale w zależności od firm zaczynam dostrzegać między nimi spore różnice. Ebelin polubiłam chociaż nie są tak fajnie i mięsiste jak The Koncjac Sponge.. ale za to są 3 krotnie tańsze. Myślę, ze kolejne podejście zrobię do jakieś innej marki, bo Ebelin z czasem przestał zaspokajać moje rosnące wymagania.


ECOHEART - BAMBUSOWA SZCZOTECZKA DO ZEBÓW
Mały skok w bok od moich ulubionych szczoteczek Curaprox. Sama koncepcja ekologicznej szczoteczki bardzo mi się podoba zważywszy na to, że systematycznie co trzy miesiące je zmieniam. Jednak po powrocie do Curaprox poczułam ulgę. Ecoheart ma długie elastycznie włosie, które całkiem dobrze czyści szczeliny zębów ale aby uzyskać zadowalający mnie efekt czystości musiałam o wiele dłużej szorować zęby. Niby nie było źle ale jednak czegoś zabrakło.. mimo wszystko chętnie będę dalej testować eko-szcoteczki.


PIELĘGNAJCA TWARZY - PRÓBKI

Clochee - Relaxing Micellar Water
To wcale nie jest relaksujący płyn micelarny. Jeden z mocniejszych płynów z jakimi miałam ostatnio styczność. Nie ma mowy aby zmyła nim makijaż oczu, bo one momentalnie protestują. Więcej o płynie micelarnym w zestawieniu trzech produktów przeczytasz u Moniki z bloga Mama z różową torebką.

Alverdee - Perfekter Teint gel-to-milk reinigungsgel
Czyli żel, który w kontakcie z wodą zamienia się w mleczną emulsję. Bardzo fajna i niezwykle gęsta konsystencja, przez co produkt okazał się bardzo wydajny. Śliczny zapach, który umila cały rytuał oczyszczania. Pod koniec wyczuwam na skórze delikatną powłoczkę, która w zasadzie nie szkodzi mojej skórze tylko raczej psychicznie nie daje mi o sobie zapomnieć. Przetarcie wacikiem nasączonym tonikiem załatwia sprawę. Jednak produkt w ogólnej ocenie podoba mi się na tyle, że z pewnością rozważę jego zakup. Próbkę otrzymałam od Anuli z bloga Co kręci Anule gdzie przeczytasz pełną recenzje produktu.

Mayka - Serum truskawkowe i krem Moisture Boost
Serum niestety w większości się wylało w paczce nad czym ubolewam.. ale na jedno użycie wystarczyło. Całkiem przyjemne, nie lepiące, zapach delikatny, ładnie się wchłania i odżywia skórę. Za to kremiś genialny! Gęsty, treściwy i okrutnie wydajny. Pięknie się wchłania, pozostawiając lekką warstewkę. Skóra od razu jest zyskuje komfortowa.. po prostu chcę! Próbki otrzymałam od Mariki z bloga Le Bleuet i to właśnie do Mariki odsyłam Cię do przeczytania recenzji o kremie oraz serum Mayka.

Hebrfarmacy - Balancing Face Cream oraz Calming Face Cream
Dwa rewelacyjne kremiki, które z przyjemnością widziałabym u siebie w pełnowymiarowych wersjach. Niby niewielkie miniaturki, a wystarczyły na bardzo długo. W zasadzie niemal cały miesiąc minął mi na zużywaniu tych dwóch maleństw oraz kremu Mayka. Zdecydowanie warto przetestować, a takie testery można kupić w sklepie Iwos

Skin79 - Crystal Peeling Gel
To faktycznie peeling w formie żelu. Bardzo niepozorny i delikatny więc osoby z bardzo wrażliwą cera mogą być zadowolone. Nałożony na suchą skórę należy pozostawić do wyschnięcia i.. zrolować.  Ciekawe doświadczenie i co więcej podoba mi się ale efekty są delikatne. Za pierwszym razem peeling usunął jedynie delikatne skórki dlatego wieczorem sięgnęłam po peeling ponownie, drugiego dnia również.. wówczas efekty był fajny. Czyli raczej produkt do częstszego stosowania niż raz w tygodniu.


DUSHKA - ŻEL POD PRYSZNIC SWEET SESSERTS VANILLA ICE CREAM
Przyjemny i bardzo niestandardowy żel, który trafił do mnie dzięki Marice z bloga Le Bleuet. Sprawił mi masę radości i używałam go z przyjemnością. Nie jest to może produkt po który sięgałabym na co dzień.. trochę było mi go szkoda, to raczej taki rarytas stosowany od święta. Konsystencja galaretki, genialny poślizg na skórze, brak suchości skóry nawet przy codziennym użytkowaniu, wydajność poprawna, zabawne opakowania i genialne barwy. Zapach przyjemnych lodów waniliowych bez przesadzonej słodyczy. Bardzo fajny pomysł na prezent.



WILLOW ORGANICS - FRUITY MOUSSE, CZYLI OWOCOWY BALSAM DO TWARZY I CIAŁA
Uwielbiam! I oszczędzałam tak mocno jak to tylko było możliwe. To dla mnie rodzaj aromaterapii połączony z pielęgnacją. Genialnie spisywał się w pielęgnacji ciała jak i twarzy oraz włosów. Lądował głównie w rejonach dekoltu w ramach wspomnianej aromaterapii pod oczy w zastępstwie kremu pod oczy na noc, na twarz w ramach odżywienia i nawilżenia oraz na końcówki włosów.. ale najczęściej w ramach poprawy nastroju. Ostatecznie zużyłam bez żalu, bo już mam nowy słoiczek 😁



MIODOWA MYDLARNIA - MASŁO DO TWARZY I CIAŁA AMBROZJA
Teoretycznie można by uznać, że Ambrozja i mus z Willow to tego samego typu produkty.. ale nie, różni je naprawdę wiele. Ambrozja ma bardzo intensywny ale piękny zapach. Służyła mi podobnie jak Willow w domowej aromaterapii ale stosowana głównie w pielęgnacji ciała. Ambrozji w pielęgnacji twarzy zwyczajnie nie widzę z uwagi na intensywny zapach ale w pielęgnacji ciała spisywała się absolutnie genialnie. Ponadto z powodzeniem zastępowała mi w ciągu dnia perfumy. Uwielbiam z podobnie jak do Willow będę wracać. 



SCHMIDT'S - NATURALNY DEZODORANT W KREMIE
Muszę przyznać, że się z nim męczyłam. Nie chodzi o aplikację ale o jego zbitą konsystencję i zapach. Gdybym nie otrzymała przy jednym z zamówień w sklepie Bioana próbki dezodorant Pony Huchen, to bym całkowicie zarzuciła dezodoranty w kremie. Obecnie wiem, że takie dezodoranty mogą się między sobą drastycznie różnić.. a o deo Schmidt's z przyjemnością już zapomnę.



DIY BY ANULA - PEELING DO RĄK
Genialny peeling do rąk stworzony przez Anulę z bloga Co kręci Anulę. Używałam wyłącznie w dni kiedy miałam naprawdę zmasakrowane i swędzące dłonie. Bardzo szybko przynosił ulgę, pięknie wygładzał oraz nawilżał dłonie. Na moje niewielkie dłonie wystarczyła mała ilość ale raz poczęstowałam go nim męża.. i pół opakowania nie ma! Dostał szlaban.. aby mogła się cieszyć jak najdłużej.



EVREE - SPRAY DO STÓP
Użytkowanie tego produktu zwyczajnie mnie przerasta. Wyrzucam chociaż jest w środku jeszcze połowa opakowania. Absolutnie nie widzę żadnych zalet na moich stopach, a co gorsze odnoszę wrażenie, że przez niego są w gorszym stanie. Mentolowy zapach, lepka powłoka, zerowe nawilżenie.. to ponad moje siły. 



PIELĘGNACJA CIAŁA - PRÓBKI
 
Agafia - Mydło cedrowe 
Od Anuli dostałam wersję miodową, od Mariki cedrową.. więc miałam świetne porównanie. Oba produkty bardzo fajnie.. zaskakująco fajne. Z miejsca przypominają mi konsystencją czarnego mydła, którego nie znosiłam ale mydła od Agafii są o wiele przyjemniejsze w użytkowaniu. Bez problemu mogłam umyć ciało jak i włosy. Natomiast wersja cedrowa to dla mnie typowo męski zapach, za to miodową jednak bardziej przyjemnie wspominam.

Yope - Żel pod prysznic Boswellia  and Rosemary
Muszę przyznać , że jest lepiej. Mydła do rąk zupełnie mnie rozczarował, kremy do rąk miały okropne zapachy, a żel był w miarę poprawny. Uwiera mnie trochę niezbyt intensywny zapach ale do niczego więcej przyczepić się nie mogę. Nawet kompozycja zapachowa okazała się ciekaw.. chociaż ziołowa 😅 Kupić z pewnością nie mam zamiaru, bo wolę inne produkty. Wciąż nie kumam powszechnego uwielbienia do Yope.


ZRÓB SOBIE KREM - PEELING Z NASION TRUSKAWEK I MALIN
Bardzo ciekawe i wszechstronne półprodukty które można wykorzystać na wiele sposobów. No i tej fantazji mi niestety zabrakło. Oba produkty przez większość czasu używałam w formie peelingu do skóry głowy. Fajnie oczyszczały skórę głowy ale sprawiały okropne problemy z wypłukaniem. Dodanie do szamponu też się nie sprawdzało, bo mało drobin docierało do skóry. Aplikowane w połączeniu z lekką odżywką dawały najlepsze efekty ale to wciąż była męczarnia. Chyba najbardziej zadowolona byłam z połączenie nasion, białej glinki i hydrolatu. Taką maskę aplikowałam na twarz i dekolt.. skóra była pięknie oczyszczona i wygładzona. Nasiona zdarzało mi się dodawać do żelu pod prysznic i świetnie zastępowały peeling. Z pewnością można by je wykorzystać o wiele lepiej ale mi zależało głównie na peelingowaniu skóry głowy.. i tu była raczej klapa.


PIELĘGNACJA WŁOSÓW - PRÓBKI
Desert Essence - Szampon Tea Tree oraz odżywka z mango
Po próbkach otrzymanych od Anuli z bloga Co kręci Anulę, niemal po pierwszym użyciu zaopatrzyłam się w pełnowymiarowy szampon, a odżywka wylądowała na liście chciejstw. Szampon genialnie oczyszcza włosy i skórę głowy, a przy tym jest wydajny i bardzo dobrze się pieni. Za to odżywka to dosłownie soczyste mango.. moje włosy ją pokochały. 

Biolaven - Odżywka do włosów
Bardzo lekka odżywka, która na moich końcach włosów nie zrobiła większego wrażenia. Jednak zastosowana na całą długość włosów daje bardzo fajny efekt wygładzenia bez obciążenia. Praktycznie wcale nie zdarza mi się nakładać odżywek na całą długość włosów ale ta sprawdziła się całkiem poprawnie. 

Paul Mitchell - Odżywka do włosów
Bardzo lekka.. nawet lżejsza od wspomnianej powyżej odzywki z Biolaven. Miałam wrażenie, że włosy odżywkę piją i nie mają jej dosyć. Włosy wciąż były szorstkie i mało odżywione. Efekt po wysuszeniu również nie był zadowalający.. wciąż włosom brakowało odżywienia.


PIELĘGNACJA WŁOSÓW - PRÓBKI

Green People - Intensive Repair Shampoo
Przyjemny nieco ziołowy zapach oraz gesta konsystencja. Pierwsza saszetka sprawiła trochę problemów.. musiałem się nieco wysilić aby rozprowadzić szampon po skalpie. Opłukałam włosy i dołożyłam druga saszetkę. I to ja rozumiem.. bardzo gęsta piana z łatwością umyłam włosy i wyszorowałam  głowę. Włosy momentami aż trzeszczały. Bez problemu rozczesałam włosy bez nakładania odżywki. Wciągu dnia nic nie siedziało, włosy odbite od nasady, świeżość zachowały na swoje standardowe 2 dni. Nie mam zastrzeżeń.

Eubonia - Repair-Shampoo
Trudno mi o nim cokolwiek powiedzieć bo próbkę nie wystarczyła mi na jedno mycie samego skalpu. Musiałam wspomagać się innym szamponem przez co o Eubonii nie mogę nic powiedzieć.

100% Pure - Burdock & Neem Healthy Scalp Shampoo oraz Yuzu & Pomelo Glossing Shampoo
Zużyłam wersję Burdock, a mąż Yuzu. Wersja z łopianem (Budrock) bardzo przypadła mi do gustu. Nie spodziewałam się, że te maleństwa wystarczą mi na całą głowę i włosy, a umyłam nimi łepek dwa razy. Genialny skład. Szampon o lekkiej konsystencji na włosach zachowuje się jakby miał nieco żelową konsystencję. Z łatwością obtacza włosy, wydają się śliskie i z łatwością się pieni. Drogi ale wydajny.. rozważam zakup.. chociaż nie wiem jeszcze czy wersji z łopianem czy innej. Mąż również był zadowolony z wersji Yuzu & Pomelo.

Anwen - Maska kiełki pszenicy i kakao do włosów wysokoporowatych
Gęsta i treściwa. Pojemność jak na próbkę duża, bo 10ml. Wystarczyła na całą długość włosów do pasa Z łatwością się rozprowadza, włosy chętnie ją przyjmują ale obawiałam się, że może przeciążyć niepotrzebnie włosy. Nic takiego się nie stało. Z łatwością włosy się rozczesują. Są gładkie i błyszczące w ciągu dnia nie plączą się. Zapach.. dosłownie pszenica z kakao.


LILY LOLO - NATURALNY TUSZ DO RZĘS
Tusz bardzo przypadł mi do gustu od pierwszego użycia. Zdecydowanie wolę silikonowe szczoteczki ale tutaj wcale mi jej nie brakowało. Ładnie podkreślał rzęsy, pogrubiał i wydłużał. Nie odbijał się, nie tworzył pandy ale do trwałych nie należy. Jeśli masz wrażliwe oczy, które często łzawią może okazać się zbyt problematyczny. Jednak ja nie mam co do niego zastrzeżeń.



CAILYN - PURE LUST EXTREME MATTE TINT - 03 ILLUSIONIST
Jedna z moich ulubionych pomadek o matowym wykończeniu i mega trwałości. Potrafiłam zjeść pizzę, a ona pozostawała niewzruszona. Konsystencja wodnista niemal wpijała się w usta ale niestety potrafiła je wysuszyć. Mimo wszystko nosiłam ją z wielką przyjemnością szczególnie w okresie jesienno-zimowym. Jedna z niewielu pomadek, które wykończyłam do dna. 



CAILYN - ART TOUCH TINTED GLOSS STICK - 09 BASIC INSTINCT
Poprzednia matowa wersja wiodła prym w okresie jesienno-zimowym, a ta w okresie wiosenno-letnim. Wykończenie lekko błyszczące i bardzo neutralny kolor w tonacji brzoskwini. Ta pomadka już nie była taka trwała. Zjadała się raczej standardowo szybko, czyli jedzenie nie przetrwała. Tej wersji nie zdążyłam wykończyć.. coś się niestety zmieniło w jej konsystencji i zapachu.. przymusowy kosz.


MAKIJAŻ - PRÓBKI  

Vianek - Łagodzący krem BB z ekstraktem z jeżówki
Uuuu... nie. Pierwsze podejście i musiałam od razu zmywać. Nałożyłam mocniej nawilżający krem odżywczy i ponownie zaaplikowałam.. to samo.. okropnie podkreślone skórki, o których pojęcia nie miałam. Kilka dni złuszczania i nawilżenia.. kolejne podejście i jest lepiej. Jednak krem na skórze jest ciągle ruchomy (nawet przypudrowany) i bardzo szybko znika z twarzy.

Couleur Caramel - Velvet Matte Gel
Na początku mnie przeraził.. nie mogłam sobie poradzić z jego nałożeniem ale robiłam to za pomocą pędzla lub gąbki.. błąd! Produkt genialnie rozprowadza się za sprawą dłoni. Ładnie stapia się z cerą pięknie chowa pory, wyrównuje strukturę skóry, sprawia że wygląda ładniej ale w totalnie naturalny sposób. Zupełnie nie widać go na skórze, a sama skóra w dotyku jest niemal satynowa i ładnie zmatowiona. Niestety odcień 62 okazał się dla mnie za ciemny, choć być może przy opalonej skórze byłby fajny. Niestety jak na moje potrzeby jest zbyt mało kryjący.. i to jedyne co mam mu do zarzucenia.. a raczej sobie. Samym produktem jestem zachwycona i z pewnością pokuszę się o jaśniejszą próbkę dla sprawdzenia koloru.

Pixie Cosmetics - Minerl Love Bootnics w odcieniu Satin Sand
Zamówione próbki ze sklepu Pixie przesypuję w pojemniczki i tak staram się je zużywać. Wciąż próbuję się przekonać do sypkiej formuły podkładów ale chyba idzie mi nieco lepiej. O samym produkcie nie bardzo chcę się wypowiadać. Miałam próbki Annabelle Minerals oraz Lily Lolo, ale ostatecznie zdecydowałam się na zakup pełnowymiarowych produktów od Pixie.. czyli coś mnie w nich urzekło.. 


PERFUMY - PRÓBKI

Lanvin e clat - D'Aepege edp
Nie są złe. Na ciepły okres nawet fajne bo lekkie i odświeżające ale nie zauroczyły mnie na tyle aby chciała kupić chociaż najmniejszą pojemność.

Balenciaga - B.Balenciaga edp
Ładniejsze o Lanvin ale to zupełnie inna kategoria. Te są bardziej kobiece i stanowcze ale ich pierwsze nuty nie przypadły mi do gustu. Z czasem zupełnie przestałej je czuć chyba, że specjalnie sprawdzałam jak pachną. Późniejszy zapach z nieco słodkawą nutą o wiele bardziej mi się podoba ale to wciąż nie jest zapach, który wywołuje u mnie zachwyt.

Przetrwałaś? Żyjesz? Przecież pisałam abyś wzięła jeszcze ciastko!


kwietnia 14, 2018

ALTERNATYWA DLA KREMÓW DO STÓP OD EVREE, CZYLI DEOREPAIR W FORMIE SPRAYU

ALTERNATYWA DLA KREMÓW DO STÓP OD EVREE, CZYLI DEOREPAIR W FORMIE SPRAYU

Zachwycona działaniem serum do stóp od Evree pokusiłam się o kolejny produkt do stóp. Jak to w życiu bywa nie każde ciastko jest pyszne.. a niektóre mogą zaszkodzić.. i dokładnie tak to wyglądało w tym przypadku. Jak widać jedna marka może zrobić naprawdę fajny produkt, a przy okazji fatalny.. równowaga w przyrodzie musi być zachowana.


Od producenta:
Ekspresowo nawilżający spray do stóp, alternatywa dla kremu do skóry suchej i szorstkiej, skłonne do pocenie.  Rezultat. Natychmiastowo regenerowane, nawilżone i wygładzone stopy. Pozostawia przyjemny i orzeźwiający zapach.

Sposób użycia:
Ustaw butelkę do góry dnem i rozpyl równomiernie z odległości 10-15 cm na umyte i osuszone stopy. Zwróć szczególną uwagę na miejsc między palcami i spody stóp. Następnie poczekaj kilka sekund do całkowitego wchłonięcia.

Miej go zawsze przy sobie. Możesz stosować  za każdym razem kiedy poczujesz, że Twoje stopy są suche, spierzchnięte i potrzebują natychmiastowego nawilżenia oraz odświeżenia.


Serum do stóp z Evree zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie w związku z czym postanowiłam wypróbować  kolejne produkty do pielęgnacji stóp.. w końcu zapowiadało się, że Evree za się na rzeczy. Ekspresowo nawilżający spray do stóp to wręcz połączenie wszystkiego co może tworzyć mój produkt idealny do stóp. Aplikuja za pomocą atomizera, nie muszę macać moich podatnych na łaskotki stópek, wszystko dzieje się ekspresowo i higieniczne.. pełna wygoda !

Bzdura.. tak mocno w maliny jeszcze nie dałem się wpuścić jak przy tym produkcie. Zapach silnie mentolowy aż trochę przymula, chociaż w przypadku stóp nie jest to specjalnie zaskakujące. Aplikacja wygodna ale i tak trzeba to zrobić na siedząco bo przez chwilę nie można się ruszać.. aż tak ekspresowo produkt się nie wchłania. Jeśli aplikuję produkt na stojąco, to międzyczasie spokojnie zrobię peeling twarzy, umyję zęby i nałożę maseczkę.. i to wszystko na jednej nodze! Ma się ten zmysł równowagi 😂
Przyjemnie chłodzi.. chociaż sama woda też ma takie właściwości jeśli między palcami czuje się ruch powietrza.. i tyle.


Nie mogę odnieść się do działania przeciw poceniu się, bo nie mam tego problemu. Moje stopy to raczej sucharki i domagają się nawilżenia nawet w lecie, a ekspresowo nawilżający spray moich stóp nie nawilża wcale.. wręcz powiedziałabym, że z całkiem fajnego stanu stopy wyglądają gorzej. Stały się bardziej suche, warstwa rogowa stała się grubsza mimo stosowania pumeksów. Pięty stały się jakieś szarawe.. aż przykro patrzeć.

Po aplikacji i "wchłonięciu" i tak czuję delikatną warstwę na skórze. Nie jest ona szczególnie śliska czy tłusta. Nie wyczuwam jej chodząc, nie ślizgają się na niej skarpetki ale pod ręką przez jakiś czas jest wyczuwalna. W końcu dla świętego spokoju przestałam używać produktu w ciągu dnia, a jedynie na noc przed pójściem spać. Olewam wówczas zapach, warstwę poślizgową, oczekiwanie na wchłonięcie.. śpię. Rano.. bez zmian. Żadnych pozytywnych aspektów. 

Skład (INCI): Aqua/Water, Propylene Glucol, (Sage) Salvia Officinalis Extract, Urea, Glycerin, Hamamelis Virginiana Extract, Coceth-7, PPG-1-PEG-9 Lauryl Glycol Ether, PEG-40 Hydrogenated Castrol Oil, Panthenol, DMDM Hydantoin, Iodopropynyl Butylcarbamate, Lactic Acid, Parfum, Limonene.

Jestem trochę zaskoczona, że nie ma tu alkohol denat bo działanie produktu na to właśnie wskazuje. Jest kilka fajnych składników jak ekstrakt z szałwii lekarskiej, mocznik, gliceryna, ekstrakt w oczaru wirginijskiego, pantenol.. a potem wszystko się sypie. Pegi czy DMDM Hydantoin to nie są składniki które chciałabym widzieć w mojej łazience.


Ostatecznie nie wiem do końca czy to produkt sam w sobie pogorszył stan moich stópek czy jednak był zwyczajnie niewystarczający na wygórowane wymagania. Jakby nie było.. nigdy więcej!


czerwca 30, 2017

ZUŻYCIA CZERWCA 2017

ZUŻYCIA CZERWCA 2017



Niemal każdy piątkowy poranek zaczynam od czytania denkowego posta na blogu Moniki (Mama z różową torebką). To już mój niemal cotygodniowy rytuał. Otwieram zaklejone oko i sięgam po telefon.. czytam w łazience próbując odkleić drugie oko.. myjąc zęby.. w toalecie.. i przy śniadaniu.. ale nie dzisiaj.. dzisiaj Monika serwuje post z 3 maseczkami do twarzy, a dla mnie taki piątek bez denka to nie piątek. Jakoś go nie czuję, czegoś brakuje, ciągle mam wrażenie, że do weekendu jeszcze daleko.. więc z błogosławieństwem Moniki wypełniam tę piątkową lukę postem ze zużyciami miesiąca. Zatem.. Piątek.. Piąteczek.. Piątunkio..!



GARNIER - PŁYN MICELARNY
Kolejne opakowanie powszechnie lubianego płynu micelarnego. Nie mogę powiedzieć o nim nic złego. Jest tani, sprawdza się idealnie jako pierwszy krok w demakijażu, nie podrażnia.. i nic więcej od niego nie oczekuję. Jeśli nie będę miała pomysłu albo chęci na nowe eksperymenty to z pewnością do niego wrócę.



CLEANIC - PŁATKI KOSMETYCZNE
Nieodłączny element płynów micelarnych.. ale płatki kosmetyczne Cleanic doceniłam dopiero po długiej przerwie. Są miękkie, chłonne i delikatne nawet dla powiek. Dzięki nim uświadomiłam sobie jak bardzo jedne płatki kosmetyczne mogą różnić się od innych. Z całą pewnością będę do nich wracać.. choć testować inne również planuję.



TAMI - OCZYSZCZAJĄCE PŁATKI DO TWARZY
Ehh.. nie. Miał być hit ale nie wyszło. Jak na mój gust płatki są twarde, bardzo słabo nasączone, ledwo zruszają pierwszą warstwę makijażu i podrażniają mi skórę. Miałam plan je ratować dolewając do nich płyn micelarny ale spisywały się na tyle słabo, że na ratunek nie zasłużyły. Nigdy więcej.

Link do recenzji: Tami - Oczyszczające płatki kosmetyczne 2 w 1


AVA LABORATORIUM - MASKA ENZYMATYCZNA
Zdecydowanie za długo już u mnie leży. Początkowo jej nie lubiłam ale stosowana z silikonowym czyścikiem / płatkiem spisywała się rewelacyjnie. Jednocześnie działała jako maseczka oczyszczająca i złuszczająca, a płatek zapewniał dodatkowy masaż twarzy. W takiej formie ją uwielbiałam ale chyba mi się znudziła. Jeśli ją posiadasz i nie jesteś zadowolona z tradycyjnego użycia polecam wypróbować z silikonowym płatkiem jako produkt do oczyszczania twarzy.



ECO COSMETICS - WASH ŁAGODNY ŻEL DO MYCIA TWARZY Z ZIELONĄ HERBATĄ I LIŚCIEM WINOROŚLI
Całkiem fajna próbka ale nic szczególnie mnie tu nie zachwyciło. Z całą pewnością produkt jest łagodny i ma przyjemny choć bardzo delikatny zapach zielonej herbaty. Najwięcej przyjemności miałam łącząc go z gąbką Konjack przy porannym oczyszczaniu twarzy. W takim duecie ta niewielka próbka wystarczyła mi na prawie tydzień codziennego stosowania! Na chwilę obecną jednak nie wiem czy sięgnąć po pełnowymiarowe opakowanie. Niby nic mu nie brakuje.. ale..


SKIN 79 - PEARL LUMINATE BRILLIANT DEEP CLEANSER
Kolejna próbka żelu do oczyszczającego, która towarzyszyła mi przy porannym oczyszczaniu twarzy w połączeniu z gąbką Konjack. Zaskoczyła mnie obecność białych farfocli i przez chwilę myślałam, że produkt jest zepsuty. Okazało się, że są to drobinki perły. Żel składa się z ogromnej ilości składników naturalnych (około 50) ale już na drugim miejscu w składzie jest mój "ulubiony" składnik Cocamidopropyl Betaine. O dziwo w tym przypadku nie odczuwałam mocniejszego przesuszenia czy ściągnięcia.. chociaż w jakimś stopniu było obecne. Nie jestem do końca przekonana chociaż nie mam na co narzekać.


ALPHA-H - LIQUID GOLDE
W użyciu od roku i 3 miesięcy.. i w końcu dobił dna. Nie oznacza to jednak, że produkt jest tak rewelacyjnie wydajny. W okresie jesienno-zimowym sięgałam po niego znacznie częściej, a gdy zrobiło się cieplej to tylko okazjonalnie. Stosowany regularnie ładnie odnawia skórę, minimalizuje pory, rozjaśnia przebarwienia itd. Za to stosowany okazjonalnie potrafi cofnąć lub zatrzymać w jedną noc niekontrolowany wysyp. W zapasie mam kolejne opakowanie ale z jego otwarcie poczekam do jesieni.

Link do recenzji: Alpha-H - Liqud Gold


LIQPHARM - LIQ CE SERUM NIGHT Z 15% WITAMINĄ E
Moje biedne serum miało nocne spotkanie z mężem. Mąż wyszedł bez szwanku, a serum jak widać. Na szczęście to i tak była końcówka na góra 4 aplikacje, a kolejne serum już na mnie czeka w zapasach. Lubię je na tyle, że już kilka razy pojawiało się w ulubieńcach miesiąca i podejrzewam, że trafi tam jeszcze nieraz. Bardzo fajnie serum, które znajdzie zastosowanie przy każdej cerze niezależnie od wieku.



SKINFOOD - PREMIUM TOMATO MILKY FACE PACK
Co za przedziwny produkt! Waży się na twarzy już podczas nakładania, a do tego pojęcia nie mam jak go stosować. Przeszukałam blogi i filmy na youtube.. i dziewczyny miały ten sam problem. Producent nie pomyślał o tym aby do produktu dodać opis w języku angielskim. Jedyne co było do ogarnięcia to "3-5" co najprawdopodobniej oznacza "trzymać od 3 do 5 minut". Po pierwszym użyciu i zalecanym czasie.. nic. Przy drugim użyciu i 8-10 minutach również nic. Po zmyciu wodą pozostaje na skórze lekko tłusta / lepka warstwa. Niee.. jakoś dalszymi testami zainteresowana nie jestem.


YUNIFANG - MASECZKI W PŁACIE
Rewelacyjne maseczki w płacie! Niezwykle delikatna i cienka tkanina nasączona do granic możliwości, a w opakowaniu zostaje całkiem spora ilość płynu, którą można dodatkowo zaaplikować na maskę. Świetne efekty już po pierwszym użyciu. Już za nimi tęsknię, bo były to moje ostatnie sztuki. I w tym miejscu dziękuję za to odkrycie Monice z bloga Mama z różową torebką. Z wielką przyjemnością do nich wrócę.



ALLEGRO - SKOMPRESOWANE MASECZKI BAWEŁNIANE
Uwielbiam tę metodę maseczkowania. Płachtę nasączam czym chcę lub nakładam wilgotną na nałożoną maseczkę aby podtrzymać jej wilgotność. Opcji ich wykorzystania jest nieskończenie wiele, a jeśli brakuje Ci weny to gorąco polecam post Anuli: Maseczki w płachcie z czym chcesz! Tam znajdziesz masę inspiracji jak takie maseczki wykorzystać. Ja je bezwzględnie uwielbiam!


L'ORIENT - MASKA ALGOWA NA KONTUR OCZU
Śliczny błękitny kolor i tyle zalet. Saszetka wystarczyła na 4 użycia ale każde kolejne było bardziej dramatyczne. Nie miałabym pretensji gdyby maseczka robiła cokolwiek ale w tym wypadku o wiele lepiej sprawdzają się mi płatki pod oczy czy nawet zwykły krem pod oczy. Cieszę się, że mam ją już za sobą i mogę o niej zapomnieć.



L'OCCITANE - MIGDAŁOWY OLEJEK POD PRYSZNIC
Mój ulubieniec, którego oszczędzałam w użytkowaniu jak tylko mogłam, a w tej kategorii nieśmiało mogę podejrzewać, że nie ma sobie równych. Olejek już był po terminie więc bez litości namiętnie używałam go przez ostatnie dwa miesiące. Uwielbiam jego zapach i działanie ale jego cena jest zbójecka. Nie planuję powrotu choć troszeczkę mnie kusi. Na szczęście na rynku coraz więcej tego typu produktów i już mam coś na oku w formie zamiennika.. ale spokojnie.. najpierw zapasy.



EC-LAB - KARAIBSKI OLEJEK POD PRYSZNIC
Lubię te olejki za konsystencję, nawilżenie i gładkość jaką dają mojej skórze. Niestety wersja karaibska ma dziwny zapach podgniłej trawy. Cieszę się, że mam to już za sobą ale mimo wszystko nie pojmuję jak można wypuścić na rynek tak kiepsko pachnące produkty. Zdecydowanie najbardziej z całego zestawienia polecam olejek marokański ewentualnie tradycyjne żele pod prysznic.



YVES ROCHER - GOMMAGE SCRUB
Peeling na bazie zmielonych pestek moreli. Całkiem przyjemny zapach i dobre działanie ale stosowany na całe ciało był bardzo niewydajny. Ostatecznie używałam go wyłącznie jako peeling do dłoni ewentualnie do stóp. W tej roli spisywał się znakomicie i był znacznie bardziej wydajny. Nie wiem czy się ponownie pokuszę o jego zakup, choć wspominam go całkiem dobrze.

Link do recenzji: Yves Rocher - Gommage Scrub


BIOLOVE - MUS DO CIAŁA MANGO
Bardzo wydajny produkt o ślicznym zapachu mango i musowej konsystencji. Ładnie nawilżał skórę ale aby uniknąć tłustej warstwy wystarczy nieco dokładniej rozprowadzić mus po skórze. Zdecydowanie fajny produkt po który z przyjemnością sięgnę ponownie ale w innej wersji zapachowej. Niestety dość szybko nudzę się zapachami.. ale ten mimo to wciąż wspominam dobrze.



LIRENE - SKONCENTROWANY ŻEL NAPINAJĄCO - UJĘDRNIAJĄCY
Tego typu produktów używam wyłącznie w lecie, bo dają całkiem fajny efekt chłodzenia. Nigdy nie zauważyłam utrzymujących się efektów na skórze poza wspomnianym chłodzeniem i ewentualnym napięciem skóry. Z tym konkretnym produktem nie czuję się jakoś szczególnie związana. W zapasach czeka na mnie podobny żel z Ziaji, którym obdarowałam mnie Monika z bloga Mama z różową torebką.. a przy obecnych temperaturach z przyjemnością wygrzebię go z zakamarków zapasów.



YOPE - MYDŁO FIGOWE
Wiem.. zabrzmi to niemal przekornie ale cieszę się, że w końcu dobił dna. Przy każdym użyciu czułam na dłoniach dziwną warstwę, do tego miałam wrażenie, że nie domywa mi dłoni. Figowe mydło próbowałam zastosować przy myciu pędzli ale i na nich wyczuwałam tę dziwną warstwę więc w efekcie musiałam myć pędzle jeszcze raz. Jestem ogromną fanką zapachu figi, a figowe konfitury na pierzynce twarogu z ciepłym tostem to mój ulubiony śniadaniowy przysmak w okresie jesienno-zimowym. Zapach tej figi to totalna obraza fig. Co więcej żaden zapach mydeł Yope, kremów do rak czy balsamów nie przypadł mi do gustu. 

Link do recenzji: Yope - Mydło figowe do rąk


ROSSMANN - PILNIKI DO PAZNOKCI
Nie lubię ich, są strasznie niewygodne i wyginają się pod niewielkim naciskiem. Obecnie służą mi przy ściąganiu hybryd, czyli usuwaniu wierzchniej warstwy lakieru.. innych pilników do tej roboty jest mi po prostu szkoda.


EVREE - REGENERUJĄCE SERUM DO STÓP
Bardzo udany produkt po który z przyjemnością sięgnę ponownie. Wystarczy niewielka ilość aplikowana na noc lub w przypadku ludzi, którzy pamiętają o pielęgnacji stóp tak często jak przywołują w pamięci zeszłorocznym śniegu.. grubsza ilość w bawełnianych skarpetkach raz na tydzień na noc. Obawiam się, że to jeden z lepszych produktów do stóp jakie miałam i bardzo możliwe, że do niego wrócę.



HOLIKA HOLIKA - SKARPETKI PEELINGUJĄCE BABY SILKY FOOT
Zużyła. Na początku miała być recenzja, potem nie, a teraz chyba znowu zapowiada się, że będzie. Spodziewałam się złuszczania po 3-4 dniach tak jak miało to miejsce niemal u wszystkich użytkowniczek ale u mnie nastąpiło dopiero po tygodniu. Cóż, zdjęcia już są ale na końcowy efekt wciąż czekam.


GIRLZ ONLY - DRY SHAMPOO FOR DARK & DEEP BROWN HAIR
Jeden suchy szampon wystarczy mi i mężowi z reguły na 3-4 miesiące. Ten wytrzymał z nami całe 5 miesięcy. Doceniam tego typu produkty ale nie da się ukryć, że mają też swoje wady. Dlatego po suche szampony sięgam wyłącznie w podbramkowych sytuacjach, a ten spisał się dość przeciętnie. Raczej do niego powrotu nie planuję.. ale wszystko opiszę w recenzji.


GOSH - WODOODPORNA BAZA POD CIENIE
To moje trzecie lub czwarte opakowanie tej bazy z rzędu. Spisywała się naprawdę rewelacyjnie ale już mam ochotę na sprawdzenie czegoś innego. Bazę serdecznie polecam, bo rewelacyjnie podbija kolor cieni i trzyma je w jednym miejscu przez cały dzień. Chociaż jest wodoodporna to nigdy nie miałam najmniejszych problemów z jej zmyciem. Nie lubię baz w słoiczku, a to świetna alternatywa w całkiem przystępnej cenie.



BANDI - KREM Z WITAMINĄ C I SPF 20
Niemal co miesiąc zużywam jedną próbkę tego kremu i wciąż nie wiem co o nim myśleć. Mógłby spokojnie nazywać się kremem CC, z uwagi na jego kolor. Jednak wciąż coś mi tu nie gra, coś mi nie pasuje, chociaż tragedii też nie ma.


ETUDE HOUSE - FRESH CHERRY TINT
Kolejna próbka wielokrotnego użytku. Tint naprawdę fajnie wgryza się w skórę ust i pozostawia ją zabarwioną. Nie czułam żadnego przesuszenia czy dyskomfortu. Jednak zauważyłam, że nie zawsze udaje mi się osiągnąć jednolity efekt. W jednym miejscu skóra łapie więcej pigmentu, w innym mniej chociaż te różnice są bardzo subtelne.


YVES ROCHER - WODA TOALETOWA UN MATIN AN JARDIN O ZAPACHU RÓŻY
Jeszcze wczoraj na świeżo wrzuciłam post o tej wodzie toaletowej. Największą wadą jest jej trwałość ale w lecie nie lubię gdy zapach długo za mną chodzi. Woda jest bardzo odświeżająca i delikatna, a sam zapach róży jest jednym z ładniejszych jakie miałam okazję poznać. Mam bardzo dobre doświadczenia z wodami toaletowymi Yves Roche i z przyjemnością poznam kolejne. 

 
Całkiem ładne denko w tym miesiącu wyszło.. jestem z siebie dumna! Ale w zakupach czerwca zrobię małe sprawozdanie.. w końcu chodzi o to aby zapasy zużywać, a nie powiększać.
Cóż.. denko jest.. powiew weekendu na karku już czuję. Teraz niczego mi nie brakuje!

Też masz swoje piątkowe rytuały? 


Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger