Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Manufaktura Dobrych Kosmetyków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Manufaktura Dobrych Kosmetyków. Pokaż wszystkie posty

stycznia 13, 2019

MANUFAKTURA DOBRYCH KOSMETYKÓW - MAGNOWINA. OLIWA MAGNEZOWA DO CIAŁA, CZYLI PROSTY SPOSÓB NA UZUPEŁNIENIE MAGNEZU W ORGANIZMIE

MANUFAKTURA DOBRYCH KOSMETYKÓW - MAGNOWINA. OLIWA MAGNEZOWA DO CIAŁA, CZYLI PROSTY SPOSÓB NA UZUPEŁNIENIE MAGNEZU W ORGANIZMIE

Migrena, nerwobóle, tiki nerwowe, niepokój, drganie powieki, bolesne skurcze mięśni oraz wiele innych dolegliwości i chorób może być spowodowanych przez niedobór magnezu w naszym organizmie. Jest wiele sposobów na jego dostarczenie, a najbardziej rozsądnym jest odpowiednia ilość spożywanych pokarmów bogatych w ten składnik. Tylko co gdy otręby, owsianka czy kasza nie są naszą ulubioną bazą obiadową. Na orzechy mamy uczulenie albo zwyczajnie nie jesteśmy w stanie pochłaniać ich tyle aby zadowolić organizm.. a portfel to już całkiem nieszczególnie. Szpinak.. wstręt pozostał z dzieciństwa, a groch, soja czy ciecierzyca sprawiają, że kubki smakowe zamiast się cieszyć.. uciekają?


Niedobór magnezu z łatwością uzupełnimy na dwa sposoby: tabletki - o ile nie mamy nic przeciwko ich łykaniu. Ja zwyczajnie tego nie znoszę. Nie lubię chorować i nie lubię przyjmować leków, ani tabletek.. nawet jeśli są to witaminy. Drugi sposób: poprzez skórę. Mowa tu o przyjemnej i długiej (około 20-30 minutowej) kąpieli z dodatkiem np. soli Epsom (siarczan magnezu) lub olejku magnezowego (chlorku magnezu). W moim przypadku kąpiele wykluczyłam w chwili podjęcia decyzji na zmianę wanny na prysznic podczas remontu łazienki.. na szczęście to nie zamknęło mi drogi do dostarczania magnezu poprzez skórę. Z pomocą przyszła mi Magnowina czyli Oliwa magnezowa do ciała z Manufaktury Dobrych Kosmetyków.

Od producenta:
Regeneruje, zapobiega procesom starzenia, stanowi suplement Mg. Mg to pierwiastek witalności i młodości. Jego zapotrzebowanie wzrasta wraz z wiekiem. Wspaniale wchłania się przez skórę, lepiej niż przez układ pokarmowy. Magnowina to doskonała alternatywa dla tych, którzy nie mają czasu na wieczorne kąpiele w wannie. Jest łatwa i prosta w użyciu. Dodatkowo zawiera ekstrakt z borowiny bogatej w sole mineralne, fitohormony i inne. Borowina działa przeciwzapalnie, nawilżająco, wymiata wolne rodniki, poprawia ukrwienie skóry, aktywuje wymianę materii w komórkach, pobudza metabolizm, wzmaga procesy detoksykacja, poprawia warunki termiczne skóry, reguluje gospodarkę wodno-elektrolitową skóry, zmniejsza łojotok, zmniejsza opuchliznę oraz przebarwienia na skórze. Magnowina to po prostu źródło młodości i witalności w sprayu.


Moje pierwsze spotkanie z Oliwą magnezową nie była szczególnie radosne. Jej stosowanie nie jest pozbawione wad i początki potrafią być nieco uciążliwe. Problem w tym, że bardzo wrażliwa, podrażniona czy skóra świeżo po goleniu nie dogada się z oliwą. Pieczenie jest tu wyjątkowo potężne i bez zaciskania zębów się nie obejdzie. Warto odpuścić sobie stosowanie oliwy gdy skóra nie jest w najlepszej kondycji.. ale ten problem równie łatwo można obejść. Wystarczy oliwę stosować na.. stopy. Skóra stóp nawet po skrupulatnie przeprowadzonym spa wciąż jest w stanie znieść o wiele więcej niż reszta ciała. Niestety o tej możliwości dość często zapominałam do czasu gdy zaczęłam systematycznie uczęszczać na siłownię.


W zasadzie zawsze byłam aktywna fizycznie. Chętnie chodziłam na zajęcia sportowe w szkole, potem ćwiczyłem głównie w domu z większym lub mniejszym zapałem. Z tego względu zakwasy i urazy nigdy nie były mi obce.. jednak dopiero, gdy zaczęłam regularnie chodzić na siłownię poczułam co to znaczy mieć zakwasy. To właśnie wtedy sięgnęłam tak naprawdę po oliwkę magnezową i używałam jej regularnie. Magnowinę przede wszystkim zaczęłam stosować na stopy, a gdy przetrwałam bardziej wymagający trening i zakwasy miałam wpisane w kalendarz dni kolejnego również bezpośrednia na mięśnie. Zdarzało się, że w pierwszych spotkaniach skóra reagowała swędzeniem ale z każdym kolejnym użyciem skóra przyzwyczajała się. Uda, brzuch, łydki czy pośladki z czasem przestały zupełnie reagować na kontakt z oliwą. Mimo wszystko za główny punk aplikacji oliwy obrałam stopy.

Od chwili kiedy regularnie zaczęłam stosować magnowinę ani razu nie dopadły mnie zakwasy. Nawet przy mocnym piątkowym treningu, gdzie weekend widziałam wyłącznie w wersji stękania i narzekania.. zakwasów nie było. W tym okresie ani razu nie dopadły mnie skurcze łydek, ani drganie powieki co dość często mi się zdarzało.

Skład (INCI): Peat Water, Magnesium Chloride Hexahydrate, Potassium Sorbate.

  • Peat Water (woda torfowa) - naturalny rozpuszczalnik
  • Magnesium Chloride Hexahydrate (chlorek magnezu sześciowodowy) - ma właściwości wnikające przez skórę do krwiobiegu. Spotykany najczęściej w preparatach suplementacyjnych w postaci płynnych roztworów, ktore uzupełniają poziom magnezu w organizmie. Wchłaniając się przez skórę, wzmacnia kości i zęby, zapobiega osteoporozie, obniża poziom wapnia, oszczędzając wątrobę i żołądek. Ma również właściwości przeciwpotowe, dezodorujące, neutralizujące bakterie i zapobiega przykremu zapachowi potu. Działa antyspetycznie, przyspiesza gojenie stanów zapalnych i ran
  • Potassium Sorbate (sorbinian potasu) - łagodny konserwant, chroni kosmetyk przed pleśnią, hamuje rozwój drożdży i pleśni, wykazuje aktywność w produktach o pH 3-6, w pH >7 jego aktywność drastycznie maleje. Hamuje rozwój większości bakterii, oprócz bakterii kwasu mlekowego (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 2 na 5)


Chociaż byłam wyjątkowo sceptycznie nastawiona do produktu, to muszę przyznać, że się myliłam. Odpowiednio i systematycznie stosowana oliwa magnezowa działa, chociaż wymaga sporo cierpliwości i wytrwałości. Oliwa magnezowa sama w sobie jest pozbawiona zapachu. Na skórze pozostawia bardzo delikatną powłoczkę, która jest niemal niewyczuwalna i bynajmniej w niczym nie przeszkadza. Bez problemu można zaaplikować balsam.. ale cięższe konsystencje moją się na takiej skórze nieco ślizgać. Kilka razy zdarzyło mi się zaobserwować białą warstewkę.. jakby oliwa zamiast się wchłonąć skrystalizowała się na skórze. Nie wiem czy to było spowodowane za dużą ilością zaaplikowanego produktu, nie dość dobrym roztarciem produktu, czy zwyczajnie mój organizm miał dość magnezu. W takich sytuacjach przez kilka dni odpuszczałam sobie aplikację oliwy, a po powrocie problem znikał.

Wielu producentów oliw magnezowych wspomina o ich działaniu nawilżającym czy przeciwzapalnym. U siebie takich działań niestety nie zaobserwowałam.. co nie znaczy, że na nie liczyłam. Dla mnie oliwa przede wszystkim miała wspomóc organizm i zrobiła to zaskakująco dobrze. Brak zakwasów i szybka regeneracja mięśni po treningach to dla mnie znacznie więcej niż oczekiwałam. Do tego zupełnie zapomniałam co znaczy budzić się w środku nocy z uwagi na silny skurcz nogi czy łydki oraz przestała zupełnie drzeć mi powieka.

Jeśli masz problem z takimi dolegliwościami to warto spróbować, a jeżeli oliwa nie sprawdzi ci się aplikowana na ciało.. pryskaj nią stopy 😘

grudnia 31, 2018

ZUŻYCIA GRUDNIA 2018

ZUŻYCIA GRUDNIA 2018

Ostatni miesiąc roku zmotywował mnie do wielu rzeczy.. ale już gdzieś w połowie przyszło załamanie i misterne zaplanowane działania wzięły w łeb. Miały pojawiać się posty z większą częstotliwością, po to aby nadgonić zaległe recenzje.. miało być rozdanie.. i gigantyczne denko świadczące o tym, że przyłożyłam się do zużywania produktów.. szczególnie tych, które zalegają. Coś jednak poszło nie tak.. totalna niemoc i niechęć wzięły górę. Cieszę się jedynie z faktu, że nie dopadła mnie krążąca w powietrzu grypa, która rozprzestrzeniła się momentalnie i ścięła z nóg całą rodzinę! Chociaż grudzień to zazwyczaj mój ulubiony i najbardziej wyczekiwany miesiąc w roku.. to nie wiem czy nie zasłużył sobie tym razem na miano najgorszego. Na szczęście to już koniec.. już zaraz witamy nowy, więc może wraz z ostatnim denkiem do śmieci trafi reszta złej energii, która się do mnie przyczepiła. 


VIANEK - NAWILŻAJĄCY PŁYN MICELARNY DO CERY SUCHEJ I WRAŻLIWEJ
Hmm.. całkiem poprawny ale  spod szyldu Sylveco znacznie fajniej sprawdzała mi się wersja z lipą. Ten był trochę zbyt agresywny, szczególnie dla moich oczu. Zdarzało mi się nawet pomijać jego użycie.. być może zupełnie podświadomie. To jednak utwierdza mnie w przekonaniu, że nie powinnam do niego wracać.



SVOJE - KREMOWY OLEJEK MYJĄCY IDEALNY DO DEMAKIJAŻU 
Recenzja była planowana na grudzień.. ale pojawi się w styczniu (już jest gotowa). Co do samego produktu to, nie mam mu zbyt wiele do zarzucenia. To jeden z przyjemniejszych balsamów do demakijażu jaki miałam. Ma niezwykle lekką konsystencję, która momentalnie topi się pod wpływem ciepła skóry. Jest delikatny, skuteczny.. ale to jeszcze nie oznacza, że nie doszukałam się żadnej wady.. niestety.


HERBFARMACY - REFINING EXFOLIATOR ZŁUSZCZAJĄCY PEELING Z DROBINKAMI JOJOBA
Bez ogródek! Jeden z najfajniejszych peelingów jakie miałam. Jest to peeling enzymatyczny z bardzo delikatnymi drobinkami (kulkami) jojoba. Kulki są niezwykle delikatne więc spiszą się genialnie przy wrażliwej i delikatnej skórze, a sam peeling potrafi być zarówno bardzo delikatny jak i mocny.. ale to już zależy od nas. Im dłużej masuję skórę tym efekt będzie mocniejszy. Można oczywiście używać go często i na krótko co również przyniesie fajne efekty. W jego przypadku nie potrafię czepić się nawet ceny, która niska nie jest.. zwyczajnie jest dobry i z przyjemnością do niego wrócę.



GESSIE - GĄBKA DO DEMAKIJAŻU Z WĘGLEM AKTYWNYM
Pomału moje zapasy gąbek Gessie zaczynają się kończyć. Rozważam czy nie zrobić sobie małej przerwy aby sprawdzić czy faktycznie za nimi zatęsknię. Póki co nie mam specjalnie pomysłu czym mogłabym je zastąpić. Tym bardziej, że są śmiesznie tanie, odpowiednio duże i delikatne. Każda z gąbek jest w stanie przetrwać u mnie dwa miesiące.. po czym trafia do kosza ze względów higienicznych.


ISANA - PŁATKI KOSMETYCZNE NIEBIELONE CHLOREM
To już przedostatnie opakowanie tradycyjnych płatków kosmetycznych w moich zapasach co oznacza, że w ruch idą płatki wielokrotnego użytku. Nie mam pewności czy płatki te sprawdzą się w demakijażu oczu dlatego jeszcze przez chwilę będę się wspomagać tradycją. Same płatki Isana, które nie są bielone chlorem są moim hitem i od dłuższego czasu systematycznie po nie sięgam.


LILY OF THE DESERT - ALOE VERA GELLY
Och jak ja go oszczędzałam.. i teraz trochę tego żałuję, bo gdybym zużyła szybciej to wcześniej podjęłabym decyzję o zakupach na iHerb, gdzie jest dostępny. Zmiany prawne trochę mnie odstraszają aby składać zamówienia.. najpierw rozejrzę się jak to ma się w praktyce. Za to sam produkt jest genialny! Jeden z najfajniejszych żeli aloesowych o fajnym składzie i działaniu. W styczniu pojawi się jego recenzja.


SVOJE - SERUM KONOPNE 
Niezwykle solidną odlewkę.. a w zasadzie ponad pół opakowania dostałam od Moniki z bloga Mama z różową torebką. Niestety nawał otwartej pielęgnacji sprawił, że nie za bardzo byłam w stanie skupić się na jego działaniu. Najczęściej lądował jako "coś ekstra" do maseczek algowych. Rzeczywiście mogę mu przypisać działanie gojące i kojące skórę ale aby w pełni docenić jego właściwości powinnam dać mu taką możliwość.. niestety gdzieś mi umknął, czego żałuję, bo z produktami Svoje mam bardzo dobre doświadczenia.


E-NATURALNIE -  MASKA ALGOWA PEEL-OFF Z ACEROLĄ
Po bardzo przyjemnej przygodzie z peelingami enzymatycznymi z e-naturalnie postawiłam na maski algowe. Bez zastanowienia kupiłam aż dwa opakowania wersji z acerolą oraz dwa opakowania wersji z acerolą, jagodą i owsem, które wciąż czekają w zapasach. Plan był taki aby obie wersje masek ze sobą porównać.. ale z wersją z acerolą męczę się od maja. W wyniku czego po drugą wersję niespecjalnie mam ochotę sięgać. Maska z acerolą nie zrobiła na mnie specjalnego wrażenia. Niby faktycznie lekko zmiękcza skórę ale dla mnie jest to maska, która stanowi jedynie prostą bazę, którą należy naładować składnikami aby uzyskać jakikolwiek efekt i to niekoniecznie zadowalający. O maseczce miał pojawić się post.. ale trwa to już pół roku.. zwyczajnie mi ręce opadają gdy siadam do posta o niej.


SAPE - OCZYSZCZENIE - PEELMASKA DO TWARZY
Maseczki oczyszczające zazwyczaj wysuszają moją skórę ale nie ta! Nie dość, że przy systematycznym użytkowaniu fajnie ogarnia suche skórki, to dodatkowo oczyszcza, pielęgnuje i mam wrażenie, że nawet nawilża i uspokaja moją skórę. Jednak aby być z niej zadowoloną trzeba trzymać się zasady.. im mniej tym lepiej. Nie chodzi tu to częstotliwość użytkowania, a o ilość nakładanego produktu. To dość istotne, bo przez grubszą warstewkę maski trudniej poczuć działanie złuszczających drobinek. Dla mnie to bardzo fajny produkt i z wielką przyjemnością do niego wrócę!



CHIC CHIQ - MASECZKA A LA ROSE
Nieustannie jestem fanką maseczek Chic Chiq. Ostatnio skupiłam się na zużywaniu innych maseczek przez co dość długa przerwa od Chic Chiq zaczęła mnie stresować. Obawiałam się, że przy powrocie nie zaiskrzy między nami.. ale na szczęście nic się nie zmieniło. Wciąż uwielbiam i cenię za działanie, naturalne składy i piękne opakowania.



THE ORDINARY - SERUM POD OCZY COFFEINE SOLUTION 5% + EGCG
Ehh.. dziewięć miesięcy testowania i używania na różne sposoby, a efekt ten sam.. czyli żaden. Niby lekko żelowa konsystencja oraz kofeina na drugim miejscu w składzie zapowiadały niemal rewolucyjny produkt to efekt okazał się niezwykle mizerny, a nawet irytujący. Po wyschnięciu pod okiem zostawała lepka warstewka, która nie tolerowała nawet śladowych ilości makijażu. Ostatecznie serum zostało wykończone w wieczornej pielęgnacji ale żeby coś dobrego ze sobą przyniosło.. niestety nie. To kolejny produkt The Odinary, który nawet w 5% nie spełnił moich oczekiwań.



CLARINS - SUN WRINKLE CONTROL EYE CONTUR CARE 30 UVB/UVA
Produkt chwalony i niemal wychwalany za swoje genialne działanie czyli ochronę skóry wokół oczu przez promieniami UVB oraz UVA. Starałam się z nim dogadać, bo jednak kosztował mnie niemal 100 zł.. ale nie. Niemiłosiernie bieli skórę.. a miał tego nie robić. Makijaż na nim zupełnie się nie trzyma, a nawet nie da się go zaaplikować bo wygląda jak ciastko.. a tak miało nie być. Najgorsze jednak jest to, że miał nie migrować do oczu, a robi to momentalnie. Nieważne w jakiej mokro ilości go nałożę.. nigdy nie byłam z niego zadowolona. Pomyślałam, że zużyję go w pielęgnacji twarzy lub ostatecznie ciała ale nie potrafię. Nawet na nogach wygląda jakbym się smalcem wysmarowała, a skóra błaga o chwilę oddechu. Pojęcia nie mam czemu tak fatalnie się u mnie sprawdza.. bolał mnie fizycznie jego zakup ale miał być hitem więc zaryzykowałam.. teraz żałuję.


PIELĘGNACJA TWARZY - PRÓBKI

Benton - Honest Cleansing Foam
To było straszne 😂 jakbym myła twarz papką ze starego szarego mydła. Pianki to nie przypomina.. raczej bliżej mu do rozmiękłego mydło, do tego zapach szarego mydła, a efekt na twarzy tak tępy jak po starym mydle. Po wszystkim cera jest matowa, ściągnięta i błaga o ukojenie i nawilżenie.

Rodial - Dragon's Blood Hyaluronic Night Cream
Gęsty krem o lekko słodkim zapachu. Wchłania się ekspresowo, chociaż pozostawia lekko lepką warstwę.. ale nie tłustą, ani nie ciężką. W zasadzie nie przeszkadza tym bardziej, że to krem na noc. Jeszcze podczas aplikacji czułam miejscami jakby coś szczypało ale szybko mijało. jednak rano szczególnych efektów nie zauważyłam, ani złych, ani dobrych.

Sulwhasoo- Essential Rejuvenating Eye Cream Ex
Bardzo lekki krem, a raczej esencja, która o dziwo wcale nie chce się wchłonąć. Obawiałam się, że w nocy będzie mi migrować do oczu przez co rano nie będę mogła ich otworzyć.. i owszem. Rano oczy były zaczerwienione i przez pół dnia mnie bolały. Resztę zużyłam na dłonie ale też nie chciał się dziad wchłonąć wiec spuściłam go w kanalizację.

Logona - Age Protection Hyaluron & Argan
Zdecydowanie krem nadający się wyłącznie na noc. Nie chodzi o to, że skóra się świeci.. ona wygląda jakby była mokra. Mimo to wchłania się.. ale efekt pozostaje. Nawet gdyby robił coś fajnego to tego efektu nie byłabym w stanie znieść na dłuższą metę. Mam nadzieję, że drugiej próbki nie mam

Resibo - Miejski krem ochronny
Kremy Resibo póki co nie zrobiły na mnie specjalnego wrażenia i tu jest podobnie. Niby lekki i ładnie wchłaniający się krem, jednak czego mi tu brakuje, coś jest nie tak. Niby się wchłonął ale wyczuwam powłoczkę, która mam wrażenie, że nie daje mojej skórze oddychać. Musiałabym krem ponownie przetestować.. może w lecie?

Make Me Bio - Anti-Aging Night, krem na noc dla skóry dojrzałej
Przerobiłam kilkanaście próbek różnych kremów Make Me Bio, a ten podoba mi się najbardziej. Używałam na noc jak i na dzień czy pod makijaż. Spisuje się naprawdę fajnie chociaż po przeznaczeniu i opisie nigdy bym się nim nie zainteresowała.

Bema - Remedy Aloe Cream
Aloes w mojej pielęgnacji spisuje się genialnie i najbardziej ciekawa byłam właśnie tej wersji kremu Bema. Lekki.. ale nie za bardzo, za to pięknie się wchłania. Skóra momentalnie dostaje fajną dawkę ukojenia i nawilżenia. Jeśli miałam jakieś podrażnienia to niewielka warstwa tego kremu radziła sobie rewelacyjnie w ciągu jednej nocy. Obawiałam się , że będzie mnie zapychać ale nic takiego się nie działo.

Aromatica - Serum różane
Tym produktem zachwyca się Gosia Krytyk Kosmetyczny. Ostatnio poszperałam w produktach marki i muszę przyznać, że składy naprawdę zachwycają.. niestety ceny również ale warto wyczekiwać promocji, bo jak się pojawiają to zazwyczaj są bardzo konkretne. Serum różane to bardziej żel różany.. coś w stylu alternatywy dla żelu aleosowego. Nie dość, że żel aloesowy lubię, to jeszcze taka alternatywa to dla mnie niczym biały kruk. Serum ląduje na wish liście!


YOPE - NATURALNY ŻEL POD PRYSZNIC KWIAT LIPY
No i lipa.. chociaż może tak nie do końca, bo okazuje się, że ze wszystkich testowanych produktów Yope to akurat żele najbardziej toleruję. W przypadku mydeł do rąk przeszkadzała mi warstewka jaka pozostawała, ale w pielęgnacji ciała nawet ją lubię. Jednak nieustannie rozczarowują mnie zapachy. Kwiat lipy pachnie mi niezwykle męsko, a przy codziennym użytkowaniu staje się to niezwykle męczące.


RITUALS - ZESTAW LAUGHING BUDDHA
Cudowny zeszłoroczny prezent urodzinowy od Moniki z bloga Mama z różową torebką. Niesamowicie szkoda było mi go zaczynać i cały czas czekał na jakąś specjalną okazję.. ale okazji nie było więc w trybie domowego spa trafił pod prysznic. Pianka pojawiła się już w poprzednim denku, a reszta dobiła dna dopiero w grudniu. Niezwykle urzekający aromat, który roznosi się po całej łazience, a dzięki balsamowi pozostaje jeszcze przez jakiś czas na skórze. Niezwykły prezent, który niesamowicie umilił mi listopad i grudzień.



BODY BOOM - PEELING KAWOWY KOKOS
Mega sympatyczny powrót do peelingu Body Boom. Lubię ich peelingi i bardzo miło wspominam. Ten otrzymałam od Anuli z bloga Co kręci Anulę w paczce i niemal od razu zawitał w łazience. Przyjemny zapach kawy z kokosową nutą. W zapasach czeka na mnie cała seria takich mini wersji z serii 7 Cudów Body Boom i po tym jednym spotkaniu mam niesamowitą ochotę wrzucić całą siódemkę do łazienki.



MANUFAKTURA DOBRYCH KOSMETYKÓW - OLIWA MAGNEZOWA MAGNOWINA
Nie znoszę łykać tabletek.. a im większe tym gorzej. Do tego nie mam wanny przez co kąpiele w soli bogatej w magnez nijak nie mają jak do mnie zawitać. Początkowo do Oliwy magnezowej byłam sceptycznie nastawiona ale jej systematyczne użytkowanie bardzo mnie zaskoczyło. O samym produkcie pojawi się obszerna recenzja jeszcze w styczniu, bo warto o nim powiedzieć coś więcej.


ZIAJA - ZESTAW MULTI MODELING
Zestaw przygarnęłam od Moni z bloga Mama z różową torebką mimo iż fanką marki nie jestem.. ale za to lubię balsamy chłodzące / rozgrzewające do ciała. Niestety szukanie takich z naturalnym składem to jak rozwiązanie zagadki ciemnej materii.. chociaż ostatnio już natknęłam się na takie balsamy i mam je na oku to cena ich potrafi odstraszyć. Co dziwne byłam przekonana, że to wersja chłodząca żelu jest moim faworytem szczególnie w okresie letnim ale to wersji rozgrzewającej ubyło najwięcej.


TOŁPA - ODNAWIAJĄCE SERUM DO RĄK I PAZNOKCI 5 W 1
Mam bardzo trudną relację z kremami do rak.. nie lubię ich. Serum wydawało się być czymś co mogłoby złagodzić oziębłe relacje ale niestety nie podołało. Mimo aplikacji niewielkiej warstwy czuję je na dłoniach.. mam wrażenie, że dłonie zaczynają mi się szybciej pocić co skutkuje (jak zawsze) chęcią ich umycia. Największy test przeprowadziłam na nogach, które zazwyczaj wymagają mocnej pielęgnacji. Serum aplikowałam codziennie na noc obfitą warstwą i zakładałam skarpetki.. niestety skóra pozostała obojętna na te zaloty, a ja mam w zapasach tyle kremów, że szkoda mi czasu aby dalej dawać mu kolejne szansy.. tym bardziej, że już niewiele zostało.


PIELĘGNACJA CIAŁA - PRÓBKI

Douces Angevines - peeling do ciała Au Jardin de Jasmine
Peeling do ciała Au Jardin de Jasmine zaskoczył mnie już na wstępie zapachem. Jest bardzo delikatny.. ale delikatny w porównaniu do peelingu do twarzy. Czuć przyjemny zapach jaśminu, a konsystencja jest niezwykłe bardzo delikatna.. aż trudno uwierzyć, że jest to peeling. Aplikowany niewielkimi ilościami na wilgotną skórę zyskuje na intensywności zapachu. Cudny, zmysłowy jaśmin. Sam peeling jest niewiarygodnie delikatny dla skóry i bardzo przyjemny.. trudno się od niego oderwać, a "quick shower" zamienia się w długie spa. Skóra po moim jest niesamowicie wygładzona i cudownie pachnąca.. coś niesamowitego!

Douces Angevines - Fluid do ciała L'instant Précieux "idealna harmonia"
Nawet nie wiem co napisać. Buziak mi się cieszył podczas aplikacji i jeszcze długo po. Skóra jest pięknie nawilżone i odżywioną. Zyskuje cudowny blask.. ale nie ma tu żadnej tłustej warstwy, skóra zwyczajnie jest przyjemna w dotyku, a do tego bije od niej blask. Właśnie tak dla mnie wygląda skóra, którą określiłabym jako idealną. Ja chcę ten fluid!

Douces Angevines - Fluid do ciała L'Amour aux trios Oranges "Relaks"
Trzy pomarańcze to dość bezpieczny zapach jeżeli ktoś się waha który z fluidów wybrać. Pachnie oczywiście pomarańczami ale nie tak jednoznacznie. To raczej zapach wiosennych sadów Sycylii. Mandarynka, pomarańcza, grejpfrut.. trochę gorzkie od skórek.. trochę słodkie.. trochę z korą drzew i ciepłego słońca. Zapach zupełnie niejednoznaczny, zmieniający się. Działanie? Aplikowany zaraz po peelingu Au Jardin de Jasmin sprawia, że trudno oderwać dłonie od skóry. Niesamowite!


PIELĘGNACJA CIAŁA - PRÓBKI

Hagi - Naturalny olejek do ciała z olejem chia i złotymi drobinkami
W zasadzie nie mam mu nic do zarzucenia. Ślicznie pachnie, subtelnie rozświetla skórę,  nie jest tłusty.. wszystko tutaj gra. Tylko, że mam wątpliwości czy abym była w stanie zużyć pełnowymiarowe opakowanie. Dla mnie takie produkty są trochę jak biżuteria, nie chodzę w niej na co dzień, a jedynie okazjonalnie. W okresie letnim rzadko sięgam po balsamy, bo mam uczucie, że zaraz mnie pot zalewa. Niby fajny produkt, podoba mi się.. ale dla mnie chyba lepszą opcją dla mnie  były próbki.

Resibo - Odżywczy balsam do ciała 
Przyjemny gęsty krem, który fajnie się rozprowadza inszybkonwchlania bez zostawienia lepiej powłoki. Skóra po nim jest komfortowa i przyjemna. Zapach dość neutralny.. trochę perfumeryjny. Kojarzy mi się że starym babcinym kremem ale nie zepsutym. To raczej miłe skojarzenie. Niby wszystko super ale kiedy po kąpieli wskoczylam w piżamke i pod kocyk balsam zaczął "wychodzić", szczególnie w miejscach gdzie zaaplikowalam go więcej. Podejrzewam, że to nie byłby dla mnie dobry wybór latem.. na zimę ok ale aplikowany z umiarem. Chociaż nie.. ten zapach jednak mnie trochę irytuje 😅

Bema - Nourishing Hand Cream (krem do rąk)
Gęsty i treściwy krem.. trudno mi powiedzieć czy się wchłania, bo na raz zaaplikowałam całą saszetkę i założyłam rękawiczki. Nie lubię stosować kremów w ciągu dnia dlatego taka opcja na noc w wersji na bogato jest dla moich dłoni najlepszym rozwiązaniem. Gdzieś w środku nocy rękawiczki zdjęłam, a dłonie rano były cudnie wygładzone i mieciutkie.. oczywiście w ciągu dnia ten efekt zniszczyła doszczętnie, bo aż mi hybrydy z paznokci pozłaziły 😂 ehh te przedświąteczne porządki

She Foot - Krem intensywne nawilżenie i wygładzanie do stóp
Bardzo leciutki kremik ale z dziwnym zapachem, szybko się wchłania ale zapach zostaje. Aplikowałam go na noc wiec założyłam skarpetki, a efekt tak samo lekki jak krem.

Cztery Szpaki - Mus konopie pomarańcza
Cudowny zapach.. naprawdę bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, bo nie wyczuwam w nim nic sztucznego. Jest do tego odpowiednio intensywny i zwyczajnie sprawia radość. Za to sama konsystencja również jest warta uwagi.. jest to mus, który przyjemnie się aplikuje, dobrze rozprowadza, całkiem fajnie wchłania. Jeśli będę robić zakupy u Czterech szpaków to ten mus jest pierwszy na liście!


DESERT ESSENCE - ODŻYWCZY SZAMPON KOKOSOWY  
Tak.. tak.. dobrze widzisz. Cóż mogę powiedzieć.. lubimy szampony Desert Essence. Jeden towarzyszył mi, a drugi mężowi na wyjeździe. W grudniu wspólnie wykończyliśmy oba i już zaczynam obgryzać paznokcie, bo nie mam ochoty na testowanie innych marek. Już dziś do łazienki zawitała wersja z mango, którą dostałam na urodziny od Anuli z bloga Co kręci Anulę.. ale co dalej? Marka Desert Essence wycofała się z naszego rynku, a na zakupy ze Stanów ma być nałożona akcyza.. to wszystko bardzo mi się nie podoba.


 
BIOTURM - ODŻYWKA NADAJĄCA POŁYSK
Okres zimowy dla moich włosów oznacza istną plątaninę i kołtuny. Niby takie rzeczy nie powinny się dziać na moich dość gładkich i grubych włosach ale zima zaskakuje mnie zawsze. Odżywka nabłyszczająca miała dodatkowo nadawać moim włosom połysk oraz ułatwiać rozczesywanie. Recenzja pojawi się na dniach.. ale mogę zdradzić, że dość dobrze się spisała chociaż nie jest pozbawiona wad.

 
ANWEN - ODŻYWKA NAWILŻAJĄCY BEZ
Mam wrażenie, że z maskami Anwen jest tak, że z całej trójki tylko jedną włosy najbardziej lubią. Te same podejrzenia mam w stosunku do odżywek. Nawilżający bez teoretycznie był najbardziej odpowiedni dla mojego typu włosów, a okazał się bublem. Brak jakiegokolwiek porozumienia, a do tego zapach kibelkowego bzu sprawił, że dość ciężko wspominam to spotkanie.. ale czy żałuję? Nie! Dla mnie to jasna wiadomość, że któraś z dwóch pozostałych odżywek będzie dla moich włosów o wiele lepiej dobrana.



ESENT.PL - KERATYNA HYDROLIZOWANA
To tzw. półprodukt przeznaczony do pielęgnacji włosów. U mnie spisał się świetnie przy odżywkach, które bez wahania mogę nazwać koszmarkami. Dodanie keratyny sprawiało, że włosy stawały się bardziej wygładzone. Z drugiej strony jest to proteina, a nadmiar protein włosom potrafi zaszkodzić. Moje włosy nie mają szczególnie wielkich potrzeb proteinowych. Wystarczy, że taką odżywkę użyję raz na miesiąc. W efekcie produkt bardziej przeleżał niż mi służył.. ale przy badziewnej odżywce z Nacomi spisał się na medal.


BIONIGREE - SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY 
Wiem, że nie każdemu ten produkt przypadł do gustu ale ja go uwielbiam! Dla mnie to najlepszy produkt oczyszczający do skóry głowy. Cudownie oczyszcza, odświeża, a nawet koi moją skórę głowy. To moje trzecie opakowanie i z całą pewnością kupię kolejne. 



PIELĘGNACJA WŁOSÓW - PRÓBKI

Orientana - Ajurwedyjski tonik do włosów
Ulubieniec Anuli i to od niej miałam dość sporą odlewkę. Niestety brakuje mi nawyku do stosowania tego typu produktów. Jedyne co z tej znajomości wyciągnęłam to fakt, że taki produkt wcale nie musi obciążać włosów ani nie wpływa na szybsze przetłuszczanie się skóry głowy. Potrafi być za to przyjemnie odświeżający.. ale aby stwierdzić coś więcej musiałabym używać go systematycznie.

Ec Lab - Odżywka do włosów winogronowa 
Na Anuli wywarła dobre wrażenie i muszę przyznać, że na mnie również. Nie jest to coś co ekstremalnie poprawia jakość włosa ale odżywka jest bardzo przyjemna. Nie obciąża włosów ale nawet w tym trudnym okresie potrafiła ogarnąć je na tyle aby się nie elektryzowały i nie puszyły, a to już coś.


NANSHY - GĄBKA DO MAKIJAŻU
Nie spodziewałam się, że okaże się taka fajna. Była niezwykle mięciutka i gładka.. bez zastanowienia mogę ją postawić obok najlepszych gąbek jakie miałam. Co więcej miałam wrażenie, że bardzo łatwo domywałam z niej podkład.. albo wypracowałam jakąś własną technikę mycia. Wyparła wszelkie pędzle czy inne gąbki.. nie mam jej nic do zarzucenia.


KOZI - GĄBKA DO MAKIJAŻU
Tu niestety jest zupełnie odwrotnie. To jedna z najtwardszych gąbek jakie miałam. Fatalnie mi się nią pracowało. Rzadko zdarza mi się coś odpuścić.. ale w tym przypadku nawet w trakcie aplikacji potrafiłam rzucić ją w kąt. Jest mało używana ale szkoda mi na nią czasu i nerwów.


BLEND IT - SZTUCZNE RZĘSY KĘPKI
Tak.. zdaję sobie sprawę, że wyrzucam niemal pełne opakowanie. Co więcej.. są świetne! Chodzi o to, że na próbę wzięłam opakowanie z różną długością rzęs. Te najkrótsze najlepiej sprawdziły się do mojej długości naturalnych rzęs, a pozostałe są zwyczajnie za długie i nie specjalnie dobrze wyglądają gdy je przytnę. Kępki te są o tyle wyjątkowe, że nie maja tzw. supełków. Wyglądają bardzo delikatnie i naturalnie, a mi bardziej zależy na delikatnym zagęszczeniu zewnętrznego kącika niż na wydłużeniu. Byłam przekonana, że marka Blend It! wypuściła zestaw z samymi krótkimi rzęsami ale właśnie się przekonałam, że chyba jednak nie.. na szczęście odpowiednik znalazłam w marce Ardel.

ARDEL - SZTUCZNE RZĘSY POŁÓWKI 318
Te rzęsy trochę u mnie leżały, bo nie byłam do nich przekonana. Przed nałożeniem odcięłam najdłuższą kępkę, która wydawała mi się przesadnie długa jak na moje potrzeby i.. strasznie je polubiłam! W listopadzie i w grudniu kilka okazji się nadarzyło aby je założyć i nikt nie zwrócił uwagi, że dzieje się coś nietypowego na moim oku, za to dostałam kilka komplementów za makijaż. Połówki niezwykle łatwe są w czyszczeniu.. wystarczy wacik z płynem micelarnym, a u mnie dla pewności dodatkowo delikatne mycie żelem. Wyrzucam, bo już trudno było im znieść te mycia ale minimum pięć razy pięknie mi towarzyszyły.


JIMMY CHOO - JIMMY CHOO
Nie mam przyzwyczajenia używać perfum codziennie. Dla mnie to produkt na większe i te nieco mniejsze wyjścia ale na co dzień, przy wyjściu po bułki całkowicie zbędny. Jimmy Choo towarzyszą mi od.. 2015 roku, ale jest to zapach, po który sięgałam wyłącznie późną jesienią i zimą. Lubiłam je.. ale nie na tyle aby ponownie do nich wracać.



ECO LIFE CANDLES - NATURALNA ŚWIECA SOJOWA "WSPOMNIENIE LATA"
Towarzyszyła mi cały grudzień i to była ogromna przyjemność. Wspomnienie lata to zapach niezwykle uniwersalny, który będzie odpowiedni na każdą porę roku i nawet naszym panom przypadnie do gustu. Mieszanka cytrusów ze świeżą miętą, słodką wanilią i nutą cedru to genialna mieszanka, która na mnie wpływała niezwykle kojąco. Z wielką przyjemnością do tego zapachu wrócę.



KRINGLE - WATERCOLORS
Watercolors to od dawna mój ulubieniec i faworyt wśród wszystkich wosków. Uwielbiam ten zapach, który obecnie kojarzy mi się z domem. Pisałam w poprzednim denku, że z wielką przyjemnością upolowałabym największą świecę ale Samara odradziła mi zakup z uwagi na to, że wosk i świeca to dwa inne światy.. co za cios! Cóż.. dziękuję z całego serca, bo zapewne przy obecnych promocjach tego zakupu bym sobie nie odmówiła. Za to do wosku zapewne jeszcze nie raz wrócę.


Dość spore porządki.. ale trwają one znacznie dłużej niż grudzień, bo zaczęłam przykładać się już w październiku. Niestety grudniowa niemoc w pisaniu postów obnażyła jak dużo mam zaległych recenzji. W styczniu postaram się to wszystko nadrobić.. nawet jeśli postów będzie pojawiać się dwa razy więcej niż zazwyczaj. Oczywiście nie zamierzam pisać o wszystkim jak leci, a jedynie o produktach o których warto powiedzieć coś więcej.. uuu.. czyżby mam pierwsze postanowienie noworoczne?

A jak u Ciebie wyglądają porządki chwilę przed końcem roku?
Również jesteś bezwzględna jak ja?

listopada 30, 2018

ZUŻYCIA LISTOPADA 2018

ZUŻYCIA LISTOPADA 2018

Idąc śladami Moniki z bloga Mama z różową torebką post powinien nosić nazwę "zużyte czy nie.." bo nosi znamiona zużyć do dna oraz produktów, które pozbywa się z różnych powodów. To efekt przed..przed.. przedświątecznych porządków, chociaż te przed nowym rokiem mogą okazać się jeszcze bardziej wnikliwe.. zobaczymy 😉



MOA - THE GREEN BALM, BALSAM OCZYSZCZAJĄCY
Jeszcze przez chwilę miałam okazję rozważyć czy jego recenzja nie była za ostra ale.. nic bym nie zmieniła. Dla mnie to bubel, który kosztuje dużo, jest raczej zapychaczem, a nie produktem wielofunkcyjnym, a najgorsze jest to, że śmierdzi jak wydech starego samochodu. Z oczyszczaniem twarzy radził sobie dobrze chociaż nie byłam w stanie używać go codziennie.. to ponad moje siły, a przecież potrafię być twarda. Oj.. źle wspominam chociaż zapowiadał się pięknie!

MOA - ŚCIERECZKA WYKONANA Z BAMBUSA I BAWEŁNY
Jedyna radość z tego zestawu to ściereczka. Była rewelacyjna! Jedna strona miękka i delikatna, a druga nieco szorstka. Miękka strona służyła mi do zmywania balsamów i olejków podczas oczyszczania. Przykładałam ją na chwilę do twarzy i zmywałam balsam. Była niezwykle przyjemna, do tego chłonna i fajnie trzymała ciepło wody. Za to szorstka strona genialnie radziła sobie z suchymi skórkami. Rozmiar początkowy był genialnie duży.. niestety wraz z kolejnymi praniami zaczęła się zbiegać,  a w chwili obecnej ciężko jest mi ją doprać.. i usunąć zapach jakieś stęchlizny. Ponadto zaczęła tracić swoje właściwości ale i tak bardzo fajnie i długu mi służyła.

Recenzja: MOA - The Green Balm



OKANI BEAUTY - HYDROLAT Z RÓŻY DAMASCEŃSKIEJ
Z wielką przyjemnością do niego wrócę.  Czysty hydrolat z róży damasceńskiej polskiego producenta. Oprócz tego, że jest stosunkowo tani jak na hydrolaty.. to jeszcze ma szklane opakowanie i fajnie działający atomizer. Jednak sam hydrolat sprawia bardzo dobre wrażenie. Wydaje mi się, że jest nieco bardziej aromatyczny i przy okazji efekty jego działania również wydaje mi się subtelnie.. ale jednak lepszy. Można powiedzieć, że chodził ze mną po domu. Był nie tylko w łazience ale również na kanapie, gdy oglądałam telewizję czy w łóżku przed zaśnięciem.. prawdziwy romantyk 😅

Recenzja: Okani Beauty - Hydrolat z róży damasceńskiej



LE CAFE DE BEAUTE / KAFE KRASOTY - MASKI CAFE MIMI
Pisałam o nich całkiem niedawno w jednym przydługim poście. Są wśród nich takie co zasługują na uwagę, inne mniej, a do kilku nawet pod rygorem nieotrzymania ciasteczka do herbaty bym się nie ugięła wrócić. Recenzja dotyczyła samych maseczek chociaż występują w duecie z serum. O ile maseczki są fajne pod względem składów i wszystkie mocno się od siebie różnią to serum wszędzie jest dokładnie to samo. Napisać, że mi się nie sprawdziło to za mało.. dla mojej podatnej na zapychanie skóry był to dramat i poza jednorazowym spotkaniem więcej ich nie dotykałam.Za to maseczki.. jedne lepsze inne gorsze.

Recenzja: Le Cafe de Beaute - Maseczki Cafe Mimi



ACHAE - LEMON LIP BALM
Peelingi do ciała Achae pamiętam doskonale i bardzo dobrze je wspominam. Jednak z balsamem do ust mam pewien problem. Niestety o takich produktach nie pamiętam. Chociaż sam w sobie jest dobry, fajnie pachnie i dobrze pielęgnuje skórę ust to balsamy w takiej formie u mnie nie mają racji bytu. Nawet jeśli stoi zaraz przy szczoteczce do zębów to i tak potrafię go pominąć w wieczornej pielęgnacji. Balsamik został kilka razu użyty.. i jest już przeterminowany.



ISANA - PŁATKI KOSMETYCZNE NIEBIELONE CHLOREM
Pojawiają się systematycznie ale planuję je trochę zdradzić o ile będę pamiętać o zakupie składając zamówienia w sklepach internetowych. Nie mam im nic do zarzucenia. Są delikatne i chłonne. Z całą pewnością pojawią się jeszcze nie raz, głównie z tego względu, że są łatwo dostępne stacjonarnie w Rossmanie. Jednak w planach mam ogólne ograniczenie zużywania jednorazowych płatków kosmetycznych więc w najbliższym czasie powinny pojawiać się w denkach znacznie rzadziej. 



PIELĘGNACJA TWARZY - PRÓBKI I ODLEWKI

Tołpa - Maska do twarzy odnowa skóry
Gęsta, kremowa konsystencja dzięki czemu maseczka wystarczyła z powiedzeniem na dwa zabiegi. Zapach delikatny, maseczka nie zjeżdża z twarzy, dobrze się jej trzyma ale nie czuję aby skóra się pod nią pociła. Za to po minucie niemal na całej twarzy odczuwałam delikatne mrowienie, a to zapewne zasługa kwasu fitowego. Momentami miałam wrażenie, że to uczucie narasta, po chwili łagodnieje, później znów narasta ale w jakimś punkcie i maleje.. i tak w kółko przez 10 minut. Efekt.. zaskoczył mnie. Skóra ładnie odświeżona, promienna, wygładzona, jakby nawilżona. Nawet po jej zmyciu skóra nie krzyczała o dalszą pielęgnację.. ale z oczywistych względów i tak dostała. Jeśli lubisz produkty marki Tołpa to polecam sprawdzić..

Tata Harper - Resurfacing Mask
Maseczka.. do tego od Tata Harper! i mogę ja trzymać 20-30 minut.. dla mnie bomba! Żelowa gęstą konsystencja, zastyga niemal zlewając się ze skóra i konkretnie ją ściąga. Efekt.. nie widzę nic godnego uwagi. Nie wiem co zrobiła.. nie rozumiem.. przecież ta maska kosztuje 260zł. No dobra.. skóra jest jakby gładsza 😅

Cztery Szpaki - Hydrolat makowy
Ta ogromna odlewka od Magdy z Na tropie piękna, wystarczyła mi na kilkudniowe użytkowanie minimum dwa razy dziennie. Słyszałem o nim różne dziwne rzeczy, a pierwsze użycia nie potwierdziły ani jednego. Jednak im dłużej go używałam tym mniej się zrozumieliśmy. Apogeum naszej znajomości zaczęło się od delikatnego rozgrzewania skóry, a z każdym kolejnym użyciem  osiągało nieznany mi do tej pory poziom. Uuu.. pełnowymiarowy produkt musiałabym rozcieńczyć inaczej nie byłabym w stanie go dokończyć. Natomiast czy jest to zły produkt? Tak bym go nie oceniała.. jest po prostu intensywnie działający, a skóra potrzebuje od niego odpoczynku.

Bema - Emulsja oczyszczająco-matująca
Gdyby nie CAPB w składzie to bym kupiła pełnowymiarowy produkt! Podoba mi się ta lekka emulsja. Fajnie oczyszcza skórę, a poziom tworzenia piany jest znikomy.. raczej zamienia się z olejowej w białą emulsję w kontakcie z wodą. O dziwo moja skóra nie reagowała fatalnie.. podejrzewam, że działanie CAPB zostało tu dobrze stłamszone. Niestety sam fakt występowania tego składnika wiąże mi ręce.. ale jeśli Twoja skóra dobrze reaguje na ten składnik to śmiało polecam przetestować. Odlewkę dostałam od Madzi z Na tropie piękna.

Mokosh - krem malinowy
Kolejna próbka od Magdy z Na tropie piękna i ten kremiś to istne cudeńko. Ślicznie pachnie malinami, do tego pięknie się wchłania bez tłustej i wyczuwalnej powłoki.. nawet gdy nałożę go więcej. Lekka nieco musowa konsystencja.. dosłownie nie mam się czego przyczepić. Kremik ląduje na Liście Chciejstw.



EQUILIBRA - ALOESOVE MYDŁO
Nie było najgorsze ale dobrze wspominać go nie będę. Pomimo zawartości aloesu mydło sprawiało, że już podczas kąpieli miałam wrażenie, że moje skóra jest przeraźliwie sucha i tępa. Do tego dochodzi zapach, który niestety kojarzy mi się ze "starymi" mydłami, przez które długo nie mogłam się przemóc aby znów wrócić do mydeł. W dodatku jak na złość mydło okazała się bardzo wydajne mimo codziennego użytkowania. Na plus mogę zaliczyć fajną konsystencję podczas zmydlania. Naprawdę podobała mi się ta kremowa konsystencja.. jednak minusów było więcej przez co raczej się męczyłam.

Recenzja: Equilibra - Aloesove mydło



RITUALS - HAPPY BUDDHA PIANKA DO KĄPIELI
Wspaniały zestaw otrzymałam rok temu na urodziny od Moniki z bloga Mama z różową torebką. Trzymałam cały zestaw specjalnie na wyjątkową okazję lub chociaż wakacyjny wyjazd.. ale okazji zabrakło, a wakacji nie było. Ciekawość ogromna, bo jednak zapach przedostaje się przez opakowanie.. dłużej nie czekam! Cały zestaw mam w użyciu ale tylko piankę zdążyłam zużyć. Z całego zestawu to właśnie pianki byłam najbardziej ciekawa i niestety najbardziej dotkliwie mnie rozczarowała. Spodziewałam się, że wydajnością nie będzie kusić więc nie w tym rzecz, rozczarował mnie zapach. Cały zastaw pachnie fenomenalnie, a pianka dodatkowo z nutą typową dla produktów piankowych.. i to tyle. Nic więcej zarzucić jej nie mogę.. spisywała się cudownie i dała mi wiele radości jednak na tle pozostałych produktów wypada najsłabiej. Post pojawi się w grudniu.



HAGI - OCHRONNA POMADA DO CIAŁA Z MASŁEM KAKAOWYM
Oł jeee..! Chyba pobiłam jakieś rekordy! Kto zużył pomadę w ciągu 50 dni? No kto? Taka zawzięta byłam! Przede wszystkich jest to pomada ochronna i dokładnie tak jak hasło głosi, takie ma funkcje. Przypisałam jej niesłusznie funkcję nawilżającą. W zasadzie otoczka powstała na skórze po aplikacji pomady faktycznie nie pozwala skórze na utratę wilgoci i jest to pewien rodzaj nawilżania ale nie o takie nawilżanie mi chodziło. Pomada zwyczajnie chroni skórę przed otarciami i sprawdzi się w pielęgnacji kolan, łokci itp ale nie zastąpi balsamu do ciała. Najbardziej uciążliwy był dla mnie fakt, że pomada nie chciała współpracować z innymi produktami.. ale cóż.. teraz wiem o co z nią chodzi i mój zapał został ostudzony.

Recenzja: Hagi - Ochronna pomada do ciała z masłem kakaowym



MANUFAKTURA DOBRYCH KOSMETYKÓW - SCRUB SOLNY DO STÓP I PĘKAJĄCYCH PIĘT  
Jego podstawową wadą dla mnie było to, że jest to peeling solny. Moje stopy nie są specjalnie wzruszone tym faktem ale aby go użyć muszę użyć rąk, a one bardzo słabo tolerują sól. Zdarzało się, że zwyczajnie nie byłam w stanie peelingu użyć. Natomiast samo działanie peelingu oceniam bardzo dobrze. Miał świeży zapach, bijący po oczach pocieszny kolor, a zostawiony na stopach radził sobie bardzo fajnie ze złuszczeniem oraz regeneracją. Tłusta warstwa była obfita i zupełnie mi na stopach nie przeszkadzała o ile zaraz nakładałam skarpetki. 

Recenzja: Manufaktura Dobrych Kosmetyków - Scrub solny do stóp i pękających pięt



SHEFOOT - DOMOWE SPA DLA STÓP PEELING + MASKA
Peeling: bardzo gesta żelowa konsystencja o raczej neutralnym zapachu. Drobinek ściernych nie jest jakoś strasznie dużo co mnie na początku rozczarowało, bo jak to ma być "domowe SPA" i produkt jednorazowy to ten peeling powinien być petardą złuszczającą! Na szczęście wcale taki słaby się nie okazał. W żelowej konsystencji drobiny z łatwością się przemieszczały i całkiem dobrze radziły sobie ze złuszczaniem. Peeling oczywiście nie jest w stanie usunąć jakiś grubszych warstw nadprogramowej skóry ale świetnie odświeżył stopy.. i nawilżył. W zasadzie nie czułam potrzeby aby aplikować krem czy maskę.

Maska: bardzo lekka konsystencja.. a to akurat zaskoczenie. Spodziewałam się gęstej maski, a tu lekki krem. Kremy do twarzy często są bardziej gęstsze. Maska posiada przyjemny zapach masła shea. Hmm.. producent zaleca pozostawienie maski na 20 minut i wsmarowanie pozostałości.. i co ja mam tak z tymi nogami w górze siedzieć?  Zakładam skarpety i idę w świat.. a konkretniej na kanapę do salonu 😅 Efekt przyjemny, stopy miękkie, gładkie i nawilżone. Jak na jednorazowe spotkanie efekt jest całkiem fajny.



PIELĘGNACJA CIAŁA - PRÓBKI I ODLEWKI

Yope - Żel pod prysznic Yunnan chińska herbata
Żele Yope mają w sobie jakieś męskie nuty zapachowe.. a może tylko ja je czuję? Chyba najbardziej męską wersja jest Geranium 😅 ale i w chińskiej herbacie też wyczuwam te nuty. Mimo to, jest to raczej świeży i przyjemny zapach. Jednak to czego w mydłach Yope nie lubiłam, to w żelach jak najbardziej akceptuje. Są delikatne, pozostawiają na skórze delikatną powłoczką tylko, że wciąż pociągu do tych produktów nie czuję. Może aby nie było tak hejtersko to przyznam uczciwie, że żel Yope mają u mnie najlepszą opinię z całego testowanego przeze mnie asortymentu marki.

Linomag - Żel do mycia ciała i głowy dla dzieci i niemowląt
Żel..  ale dla mnie to raczej żelo-olejek. Jest bardziej płynny niż żelowy.. ale czy to źle?  Z pewnością podczas kąpieli dorosłego człowieka nie będzie wydajny ale polubiłam ten produkt. Kojarzy się nawet z produktami dla dzieci głównie z uwagi na łagodny nieco pudrowy zapach i delikatną konsystencję. Z przyjemnością bym zużyła pełnowymiarowe opakowanie.

Lavera - Balsam do ciała z olejem jojoba, aloesem i koenzymem Q10
Hmm.. chyba jeszcze na produkty Lavery nie narzekałam i tym razem też nie będę. Lekki balsam do ciała, który szybko się wchłania, ma przyjemny zapach oleju jojoba i czegoś co dla marki jest dość charakterystyczne.. ale przyjemne. Zaczynam odchodzić od ciężkich balsamów.. może mi się już znudziły, bo ostatnio ciągle takie katuję. Ten faktycznie szybko przynosi ukojenie i nawilżenia.. na tyle mnie zaciekawił, że gdyby nie ogromne zapasy balsamów do ciała to właśnie w jego kierunku bym się udała 😅

Cztery Szpaki - Peeling różą baobab
Cztery Szpaki mnie zaskakują.. szczególnie zapachami. Pojęcia nie miałam jak może pachnieć róża z baobabem ale dzięki Madzi z Na tropie piękne już wiem. Zapach peelingu jest świeży i pierwsze skrzypce gra tu bardziej baobab. Dziwny zapach ale z tych ciekawych i intrygujących. Chociaż było to jednorazowe spotkanie to wrażenie zrobił bardzo dobre. Cukier nie rozpuszczał się szybko, dobrze złuszczał,  po spłukaniu została lekka warstewka, która nawet w lecie by mi nie przeszkadzała. Z całą pewnością godny uwagi.

Cztery Szpaki - Dezodorant cytrusowo-ziołowy
Kolejna próbka od Magdy. naturalne dezodoranty bardzo mnie ciekawią i chętnie je sprawdzam chociaż nieustannie króluje w tym temacie Pony Hutchen. Bardzo liczyłam na Cztery Szpaki i niestety zawiodłam się 😢 Dezodorant nie daje mi poczucia świeżości tak długiego jak Pony. Pod koniec dnia czuję już nieświeżość, bo oznacza, że zaczyna przegrywać z moimi bakteriami. Niestety chwilę po aplikacji też czuję lekki dyskomfort.. jakby coś drapało. Mam nadzieję, że to tylko moje urojenia, bo jednak markę doceniam i kibicuję.



BATISTE - SUCHY SZAMPON FRESH
Nie! Kupiłam, bo nie było jedynej słusznej wersji dla brunetek.. a u nasady mam przecież ciemne włosy. Rzadko zdarza mi się sięgać po taki szampon i są to jakieś ekstremalne przypadki ale nie jestem w stanie nie docenić jego działania. W tym przypadku dochodzi efekt bielenia włosów, który nie da się wyczesać, a dla mnie to wada nie do zaakceptowania. Po tej przygodzie znów czuję się wyleczona na jakiś czas ze stosowania suchych szamponów. Wciąż jednak liczę, że powstanie więcej wersji takich szamponów o przyjaznym składzie.. szczególnie dla mojej kapryśnej skóry głowy i przede wszystkim dla portfela.


COULEUR CARAMEL -  MASCARA BACKSTAGE 
W użyciu od 1 sierpnia i zdecydowanie o jeden miesiąc za długo. Początki mieliśmy trudne, bo jednak świeży tusz dość często odbijał mi się wszędzie, gdzie to było możliwe nawet gdy bardzo uważałam. Jednak z czasem bardzo się polubiliśmy. Może nie jest idealny.. ma pewne minusy ale są one mało znaczące przy plusach. Werdykt jest taki, że kupiłam go ponownie.. a takie wydarzenia przechodzą do historii!


NYX - SOFT MATTE LIP CREAM
Nie są to produkty naturalne ale kupiłam je jakiś czas temu i mimo wszystko bardzo je lubiłam. Ostatni rok używałam je niemal systematycznie, bo zwyczajnie lubię matowe wykończenie na swoich ustach ale właśnie w takim wydaniu jakim oferują te pomadki. Jest to oczywiście mat ale z lekka satyną.. śliczny. Same w sobie są bardzo komfortowe, nie przesuszają, ładnie znikają ale dotyczy to tylko dwóch jaśniejszych kolorów. Jeśli miałabym wrócić do chemicznych pomadek to najprawdopodobniej byłyby to właśnie te.

Recenzja: NYX - Soft Natte Lip Cream



YANKEE CANDLE - WOSKI I SAMPLERY ZAPACHOWE
Market Blossoms, czysto kwiatowe nuty zawsze mają u mnie pod górkę i w tym przypadku nie jest inaczej. Nie jest to zapach, który "czuję". Siedząc sobie wieczorem na kanapie zupełnie nie dopada mnie myśl "hmm.. pięknie pachnie" lub nawet samo "pachnie". Równie dobrze mogłabym nic nie palić lub palić świecę bezzapachową. Dość często przez mój umysł kwiatowe zapachy są pomijane, a w przypadku zapachów Yankee jest to niemal notoryczne.

All Is Bright to dla mnie bardzo nietypowy zapach. Na sucho czuję gorzkie perfumy, trochę o świeżych nutach przypominających pranie, a zapalony gdzieś się rozpłynął i zupełnie umknął mojej uwadze. Etykieta jest śliczna i bardzo kusząca ale to jedynie potwierdza, że warto sprawdzić wosk przed zakupem świecy.. chociaż zdarza się, że świeca pachnie inaczej niż wosk. Ehh..

Candy Cane Lane przedziwny zapach! Jednocześnie ciepły i otulający jak i świeży. Połączenie świątecznych wypieków z masą waniliową i .. miętą. Ta mięta wprowadza mnie w osłupienie ale dzięki niej zapach nie jest przesłodzony ani mdły. Bardzo oryginalne połączenie i w zasadzie nawet mi się podoba.. nawet bardziej niż trochę.

Magic Cookie Bar, puszyste ciasto z czekoladą, wiórkami kokosowymi i karmelem.. nie przesadnie słodkie. Takie które zjesz do kawy i sięgniesz po jeszcze jeden kawałek. Można przy nim poczuć głód.. nawet wąchając papierek.. yyy.. zaraz wracam 😅

Cranberry Ice zostawiłam sobie na sam koniec przygody z Yankee. Chciałem aby to ostatnie wrażenie było jak najlepsze ale niestety się rozczarowałam. Sam wosk pachnie ślicznie zmrożoną żurawiną.. ale palony staje się jakiś bardziej perfumeryjny. Nie dobrze.. ja lubię zapach kwaśnych i soczystych owoców. Nawet w słodszym wydaniu wciąż mnie przekonują. Ten zapach może nie jest aż tak zły.. ale jak na ostatni produkt Yankee w moim skromnym domku to liczyłam na fajerwerki.



KRINGLE - WOSKI ZAPACHOWE
Grey 😂 po prostu Grey i bynajmniej nie chodzi o kolor. To zwyczajnie męskie perfumy, które mają mydlane nuty. W zasadzie zapach sam w sobie mi się podoba, tylko nie jestem przekonana czy podoba mi się we wnętrzu. Jeśli Kringle wypuści takie perfumy to chętnie kupię na prezent. 

Gorąca czekolada, czyli Hot Chocolate. Kiedyś zapaliłam wosk, do domu wszedł mąż i mówi: "nie wiem co robisz ale mi też to zrób" 😂 Po prostu gorąca gorzka czekolada o bardzo intensywnym zapachu z dodatkiem słodkich pianek. Przy tym zapachu odechciewa się słodyczy.. przynajmniej na mnie tak działa.

Z Cherry Blossom wiązałam duże nadzieje, a ostatecznie jest to jeden z niewielu zapachów Kringle, który mnie rozczarował. Nie czuję tu kwiatów wiśni, to raczej mocno perfumeryjny zapach z dodatkiem tony starego mydła. Gdy go odpalam od razu staję się marudna 😅

Na początku miałam z tym zapachem jakiś problem Scarlet Rose, ale z czasem urósł do jednego z moich ulubionych. Niezwykle rzadko dobrze wypowiadam się na temat typowo kwiatowych zapachów, bo raczej do mnie nie przemawiają.. ale nie w tym przypadku. Nic bym tu nie zmieniła. Zapach jest śliczny i niewymuszony, kolejny z kolekcji Kringle do którego wróciłabym z przyjemnością.

Spellbound.. to naprawdę zaklęty zapach. Czuć tu mieszankę owoców i kwiatów, które pięknie się uzupełniają tworząc nieoczywisty, lekki, a zarazem otulający świeży i delikatny zapach. Jestem nim zauroczona i bardzo chętnie jeszcze się spotkam.



PYSZNOŚCI
To zdjęcie zapewne zrozumie tylko Magda z Na tropie piękna 💕 Od Madzi na począku listopada dostałam paczkę, która pojawi się zaraz w nowościach listopada ale już jej część zdążyłam opisać w tym denku. W paczce znalazłam również zieloną herbatę z kawałkami żurawiny i truskawek "Sen nocy letniej".. i towarzyszyła mi przez większość listopada.. aż dobiła dna. Do tego w słoiczku był soczek malinowy, bo byłam troszkę chora więc Magda dorzuciłam i.. niestety muszę przyznać, że soczek ten bije na głowę soczek mojej mamy 😅 Mamo.. przepraszam 💗 Za to w drewnianym naczynku przesypałam sobie pyszne suszone jabłuszka.. oj.. dawno ich już nie ma 😅 Dziękuję Madziu za te pyszności!


To denko powinno być gigantycznych rozmiarów, a wyszło całkiem przeciętne jak na moje możliwości.. ale to postaram się nadrobić pod koniec grudnia. Jednak niezwykle dumna jestem z siebie z uwagi na śmierdziucha, czyli The Green Balm.. byłam blisko poddania się, a jednak udało się zużyć. Podobnie z maseczkami Le Cafe De Beaute, które wymagały systematyczności zużywania i jednoczesnego pisania. Zmotywowałam się również do zużycia zalegających wosków zapachowych. Zależało mi głównie na woskach Yankee.. ale oberwało się również Kringle. Wciąż uważam, że Yankee ma się nijak do Kringle i jeśli już to do nich będę wracać.. jednak w najbliższym czasie mam zamiar skupić się na świecach.

Jak u Ciebie przymiarki do porządków?
Obejmują kosmetyki?
 
Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger