Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lirene. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lirene. Pokaż wszystkie posty

czerwca 30, 2017

ZUŻYCIA CZERWCA 2017

ZUŻYCIA CZERWCA 2017



Niemal każdy piątkowy poranek zaczynam od czytania denkowego posta na blogu Moniki (Mama z różową torebką). To już mój niemal cotygodniowy rytuał. Otwieram zaklejone oko i sięgam po telefon.. czytam w łazience próbując odkleić drugie oko.. myjąc zęby.. w toalecie.. i przy śniadaniu.. ale nie dzisiaj.. dzisiaj Monika serwuje post z 3 maseczkami do twarzy, a dla mnie taki piątek bez denka to nie piątek. Jakoś go nie czuję, czegoś brakuje, ciągle mam wrażenie, że do weekendu jeszcze daleko.. więc z błogosławieństwem Moniki wypełniam tę piątkową lukę postem ze zużyciami miesiąca. Zatem.. Piątek.. Piąteczek.. Piątunkio..!



GARNIER - PŁYN MICELARNY
Kolejne opakowanie powszechnie lubianego płynu micelarnego. Nie mogę powiedzieć o nim nic złego. Jest tani, sprawdza się idealnie jako pierwszy krok w demakijażu, nie podrażnia.. i nic więcej od niego nie oczekuję. Jeśli nie będę miała pomysłu albo chęci na nowe eksperymenty to z pewnością do niego wrócę.



CLEANIC - PŁATKI KOSMETYCZNE
Nieodłączny element płynów micelarnych.. ale płatki kosmetyczne Cleanic doceniłam dopiero po długiej przerwie. Są miękkie, chłonne i delikatne nawet dla powiek. Dzięki nim uświadomiłam sobie jak bardzo jedne płatki kosmetyczne mogą różnić się od innych. Z całą pewnością będę do nich wracać.. choć testować inne również planuję.



TAMI - OCZYSZCZAJĄCE PŁATKI DO TWARZY
Ehh.. nie. Miał być hit ale nie wyszło. Jak na mój gust płatki są twarde, bardzo słabo nasączone, ledwo zruszają pierwszą warstwę makijażu i podrażniają mi skórę. Miałam plan je ratować dolewając do nich płyn micelarny ale spisywały się na tyle słabo, że na ratunek nie zasłużyły. Nigdy więcej.

Link do recenzji: Tami - Oczyszczające płatki kosmetyczne 2 w 1


AVA LABORATORIUM - MASKA ENZYMATYCZNA
Zdecydowanie za długo już u mnie leży. Początkowo jej nie lubiłam ale stosowana z silikonowym czyścikiem / płatkiem spisywała się rewelacyjnie. Jednocześnie działała jako maseczka oczyszczająca i złuszczająca, a płatek zapewniał dodatkowy masaż twarzy. W takiej formie ją uwielbiałam ale chyba mi się znudziła. Jeśli ją posiadasz i nie jesteś zadowolona z tradycyjnego użycia polecam wypróbować z silikonowym płatkiem jako produkt do oczyszczania twarzy.



ECO COSMETICS - WASH ŁAGODNY ŻEL DO MYCIA TWARZY Z ZIELONĄ HERBATĄ I LIŚCIEM WINOROŚLI
Całkiem fajna próbka ale nic szczególnie mnie tu nie zachwyciło. Z całą pewnością produkt jest łagodny i ma przyjemny choć bardzo delikatny zapach zielonej herbaty. Najwięcej przyjemności miałam łącząc go z gąbką Konjack przy porannym oczyszczaniu twarzy. W takim duecie ta niewielka próbka wystarczyła mi na prawie tydzień codziennego stosowania! Na chwilę obecną jednak nie wiem czy sięgnąć po pełnowymiarowe opakowanie. Niby nic mu nie brakuje.. ale..


SKIN 79 - PEARL LUMINATE BRILLIANT DEEP CLEANSER
Kolejna próbka żelu do oczyszczającego, która towarzyszyła mi przy porannym oczyszczaniu twarzy w połączeniu z gąbką Konjack. Zaskoczyła mnie obecność białych farfocli i przez chwilę myślałam, że produkt jest zepsuty. Okazało się, że są to drobinki perły. Żel składa się z ogromnej ilości składników naturalnych (około 50) ale już na drugim miejscu w składzie jest mój "ulubiony" składnik Cocamidopropyl Betaine. O dziwo w tym przypadku nie odczuwałam mocniejszego przesuszenia czy ściągnięcia.. chociaż w jakimś stopniu było obecne. Nie jestem do końca przekonana chociaż nie mam na co narzekać.


ALPHA-H - LIQUID GOLDE
W użyciu od roku i 3 miesięcy.. i w końcu dobił dna. Nie oznacza to jednak, że produkt jest tak rewelacyjnie wydajny. W okresie jesienno-zimowym sięgałam po niego znacznie częściej, a gdy zrobiło się cieplej to tylko okazjonalnie. Stosowany regularnie ładnie odnawia skórę, minimalizuje pory, rozjaśnia przebarwienia itd. Za to stosowany okazjonalnie potrafi cofnąć lub zatrzymać w jedną noc niekontrolowany wysyp. W zapasie mam kolejne opakowanie ale z jego otwarcie poczekam do jesieni.

Link do recenzji: Alpha-H - Liqud Gold


LIQPHARM - LIQ CE SERUM NIGHT Z 15% WITAMINĄ E
Moje biedne serum miało nocne spotkanie z mężem. Mąż wyszedł bez szwanku, a serum jak widać. Na szczęście to i tak była końcówka na góra 4 aplikacje, a kolejne serum już na mnie czeka w zapasach. Lubię je na tyle, że już kilka razy pojawiało się w ulubieńcach miesiąca i podejrzewam, że trafi tam jeszcze nieraz. Bardzo fajnie serum, które znajdzie zastosowanie przy każdej cerze niezależnie od wieku.



SKINFOOD - PREMIUM TOMATO MILKY FACE PACK
Co za przedziwny produkt! Waży się na twarzy już podczas nakładania, a do tego pojęcia nie mam jak go stosować. Przeszukałam blogi i filmy na youtube.. i dziewczyny miały ten sam problem. Producent nie pomyślał o tym aby do produktu dodać opis w języku angielskim. Jedyne co było do ogarnięcia to "3-5" co najprawdopodobniej oznacza "trzymać od 3 do 5 minut". Po pierwszym użyciu i zalecanym czasie.. nic. Przy drugim użyciu i 8-10 minutach również nic. Po zmyciu wodą pozostaje na skórze lekko tłusta / lepka warstwa. Niee.. jakoś dalszymi testami zainteresowana nie jestem.


YUNIFANG - MASECZKI W PŁACIE
Rewelacyjne maseczki w płacie! Niezwykle delikatna i cienka tkanina nasączona do granic możliwości, a w opakowaniu zostaje całkiem spora ilość płynu, którą można dodatkowo zaaplikować na maskę. Świetne efekty już po pierwszym użyciu. Już za nimi tęsknię, bo były to moje ostatnie sztuki. I w tym miejscu dziękuję za to odkrycie Monice z bloga Mama z różową torebką. Z wielką przyjemnością do nich wrócę.



ALLEGRO - SKOMPRESOWANE MASECZKI BAWEŁNIANE
Uwielbiam tę metodę maseczkowania. Płachtę nasączam czym chcę lub nakładam wilgotną na nałożoną maseczkę aby podtrzymać jej wilgotność. Opcji ich wykorzystania jest nieskończenie wiele, a jeśli brakuje Ci weny to gorąco polecam post Anuli: Maseczki w płachcie z czym chcesz! Tam znajdziesz masę inspiracji jak takie maseczki wykorzystać. Ja je bezwzględnie uwielbiam!


L'ORIENT - MASKA ALGOWA NA KONTUR OCZU
Śliczny błękitny kolor i tyle zalet. Saszetka wystarczyła na 4 użycia ale każde kolejne było bardziej dramatyczne. Nie miałabym pretensji gdyby maseczka robiła cokolwiek ale w tym wypadku o wiele lepiej sprawdzają się mi płatki pod oczy czy nawet zwykły krem pod oczy. Cieszę się, że mam ją już za sobą i mogę o niej zapomnieć.



L'OCCITANE - MIGDAŁOWY OLEJEK POD PRYSZNIC
Mój ulubieniec, którego oszczędzałam w użytkowaniu jak tylko mogłam, a w tej kategorii nieśmiało mogę podejrzewać, że nie ma sobie równych. Olejek już był po terminie więc bez litości namiętnie używałam go przez ostatnie dwa miesiące. Uwielbiam jego zapach i działanie ale jego cena jest zbójecka. Nie planuję powrotu choć troszeczkę mnie kusi. Na szczęście na rynku coraz więcej tego typu produktów i już mam coś na oku w formie zamiennika.. ale spokojnie.. najpierw zapasy.



EC-LAB - KARAIBSKI OLEJEK POD PRYSZNIC
Lubię te olejki za konsystencję, nawilżenie i gładkość jaką dają mojej skórze. Niestety wersja karaibska ma dziwny zapach podgniłej trawy. Cieszę się, że mam to już za sobą ale mimo wszystko nie pojmuję jak można wypuścić na rynek tak kiepsko pachnące produkty. Zdecydowanie najbardziej z całego zestawienia polecam olejek marokański ewentualnie tradycyjne żele pod prysznic.



YVES ROCHER - GOMMAGE SCRUB
Peeling na bazie zmielonych pestek moreli. Całkiem przyjemny zapach i dobre działanie ale stosowany na całe ciało był bardzo niewydajny. Ostatecznie używałam go wyłącznie jako peeling do dłoni ewentualnie do stóp. W tej roli spisywał się znakomicie i był znacznie bardziej wydajny. Nie wiem czy się ponownie pokuszę o jego zakup, choć wspominam go całkiem dobrze.

Link do recenzji: Yves Rocher - Gommage Scrub


BIOLOVE - MUS DO CIAŁA MANGO
Bardzo wydajny produkt o ślicznym zapachu mango i musowej konsystencji. Ładnie nawilżał skórę ale aby uniknąć tłustej warstwy wystarczy nieco dokładniej rozprowadzić mus po skórze. Zdecydowanie fajny produkt po który z przyjemnością sięgnę ponownie ale w innej wersji zapachowej. Niestety dość szybko nudzę się zapachami.. ale ten mimo to wciąż wspominam dobrze.



LIRENE - SKONCENTROWANY ŻEL NAPINAJĄCO - UJĘDRNIAJĄCY
Tego typu produktów używam wyłącznie w lecie, bo dają całkiem fajny efekt chłodzenia. Nigdy nie zauważyłam utrzymujących się efektów na skórze poza wspomnianym chłodzeniem i ewentualnym napięciem skóry. Z tym konkretnym produktem nie czuję się jakoś szczególnie związana. W zapasach czeka na mnie podobny żel z Ziaji, którym obdarowałam mnie Monika z bloga Mama z różową torebką.. a przy obecnych temperaturach z przyjemnością wygrzebię go z zakamarków zapasów.



YOPE - MYDŁO FIGOWE
Wiem.. zabrzmi to niemal przekornie ale cieszę się, że w końcu dobił dna. Przy każdym użyciu czułam na dłoniach dziwną warstwę, do tego miałam wrażenie, że nie domywa mi dłoni. Figowe mydło próbowałam zastosować przy myciu pędzli ale i na nich wyczuwałam tę dziwną warstwę więc w efekcie musiałam myć pędzle jeszcze raz. Jestem ogromną fanką zapachu figi, a figowe konfitury na pierzynce twarogu z ciepłym tostem to mój ulubiony śniadaniowy przysmak w okresie jesienno-zimowym. Zapach tej figi to totalna obraza fig. Co więcej żaden zapach mydeł Yope, kremów do rak czy balsamów nie przypadł mi do gustu. 

Link do recenzji: Yope - Mydło figowe do rąk


ROSSMANN - PILNIKI DO PAZNOKCI
Nie lubię ich, są strasznie niewygodne i wyginają się pod niewielkim naciskiem. Obecnie służą mi przy ściąganiu hybryd, czyli usuwaniu wierzchniej warstwy lakieru.. innych pilników do tej roboty jest mi po prostu szkoda.


EVREE - REGENERUJĄCE SERUM DO STÓP
Bardzo udany produkt po który z przyjemnością sięgnę ponownie. Wystarczy niewielka ilość aplikowana na noc lub w przypadku ludzi, którzy pamiętają o pielęgnacji stóp tak często jak przywołują w pamięci zeszłorocznym śniegu.. grubsza ilość w bawełnianych skarpetkach raz na tydzień na noc. Obawiam się, że to jeden z lepszych produktów do stóp jakie miałam i bardzo możliwe, że do niego wrócę.



HOLIKA HOLIKA - SKARPETKI PEELINGUJĄCE BABY SILKY FOOT
Zużyła. Na początku miała być recenzja, potem nie, a teraz chyba znowu zapowiada się, że będzie. Spodziewałam się złuszczania po 3-4 dniach tak jak miało to miejsce niemal u wszystkich użytkowniczek ale u mnie nastąpiło dopiero po tygodniu. Cóż, zdjęcia już są ale na końcowy efekt wciąż czekam.


GIRLZ ONLY - DRY SHAMPOO FOR DARK & DEEP BROWN HAIR
Jeden suchy szampon wystarczy mi i mężowi z reguły na 3-4 miesiące. Ten wytrzymał z nami całe 5 miesięcy. Doceniam tego typu produkty ale nie da się ukryć, że mają też swoje wady. Dlatego po suche szampony sięgam wyłącznie w podbramkowych sytuacjach, a ten spisał się dość przeciętnie. Raczej do niego powrotu nie planuję.. ale wszystko opiszę w recenzji.


GOSH - WODOODPORNA BAZA POD CIENIE
To moje trzecie lub czwarte opakowanie tej bazy z rzędu. Spisywała się naprawdę rewelacyjnie ale już mam ochotę na sprawdzenie czegoś innego. Bazę serdecznie polecam, bo rewelacyjnie podbija kolor cieni i trzyma je w jednym miejscu przez cały dzień. Chociaż jest wodoodporna to nigdy nie miałam najmniejszych problemów z jej zmyciem. Nie lubię baz w słoiczku, a to świetna alternatywa w całkiem przystępnej cenie.



BANDI - KREM Z WITAMINĄ C I SPF 20
Niemal co miesiąc zużywam jedną próbkę tego kremu i wciąż nie wiem co o nim myśleć. Mógłby spokojnie nazywać się kremem CC, z uwagi na jego kolor. Jednak wciąż coś mi tu nie gra, coś mi nie pasuje, chociaż tragedii też nie ma.


ETUDE HOUSE - FRESH CHERRY TINT
Kolejna próbka wielokrotnego użytku. Tint naprawdę fajnie wgryza się w skórę ust i pozostawia ją zabarwioną. Nie czułam żadnego przesuszenia czy dyskomfortu. Jednak zauważyłam, że nie zawsze udaje mi się osiągnąć jednolity efekt. W jednym miejscu skóra łapie więcej pigmentu, w innym mniej chociaż te różnice są bardzo subtelne.


YVES ROCHER - WODA TOALETOWA UN MATIN AN JARDIN O ZAPACHU RÓŻY
Jeszcze wczoraj na świeżo wrzuciłam post o tej wodzie toaletowej. Największą wadą jest jej trwałość ale w lecie nie lubię gdy zapach długo za mną chodzi. Woda jest bardzo odświeżająca i delikatna, a sam zapach róży jest jednym z ładniejszych jakie miałam okazję poznać. Mam bardzo dobre doświadczenia z wodami toaletowymi Yves Roche i z przyjemnością poznam kolejne. 

 
Całkiem ładne denko w tym miesiącu wyszło.. jestem z siebie dumna! Ale w zakupach czerwca zrobię małe sprawozdanie.. w końcu chodzi o to aby zapasy zużywać, a nie powiększać.
Cóż.. denko jest.. powiew weekendu na karku już czuję. Teraz niczego mi nie brakuje!

Też masz swoje piątkowe rytuały? 


kwietnia 23, 2017

LIRENE - SKONCENTROWANY ŻEL NAPINAJĄCO - UJĘDRNIAJĄCY

LIRENE - SKONCENTROWANY ŻEL NAPINAJĄCO - UJĘDRNIAJĄCY

W pielęgnacji twarzy bardzo skrupulatnie wybieram produkty, za to na tyłku lubię eksperymentować. Oczywiście wiem, że żaden produkt cudów nie zrobi i w tych rejonach liczą się ćwiczenia.. ćwiczenia.. ćwiczenia.. i brak pizzy, hamburgerów, żółtego ciągnącego się roztopionego sera, kebaba, nutelli.. mogłabym tak jeszcze długo ale pozwól, że zobrazuje sęk moich myśli:
 

Od producenta:
Innowacja w ujędrnianiu skóry ciała. Bogaty w aminikwasy, minerały i witaminy kompleks Lift Up, pochodzący z ekstraktu z czerwonej algi, zapewnia szybki, skuteczny i długotrwały efekt napięcia skóry. Litf Up silnie ujędrnia, tworząc na skórze liftingująco-napinający film. Hialuronian odpowiednio nawilża, zaś ekstrakt z owoców hiszpańskiej pomarańczy wyraźnie odżywia. 

Od czasu do czasu sięgam po tego typu specyfiki ale nie tylko z myślą o wygładzeniu czy ujędrnieniu. Takie produkty w większości przypadków dają uczucie chłodzenia więc są wprost idealne na lato.


Szata graficzna ani butelka nie budzą mojego zachwytu. Jednak w użytkowaniu opakowanie nie sprawia najmniejszych problemów. Pojemność 250 ml jest całkiem spora i przy moim mało systematycznym używaniu produkt wystarczy mi na drugi sezon upałów.. a przynajmniej początki upałów. Niedawno do niego wróciłam z chęci sprawdzenia czy faktycznie robi ze skórą cokolwiek i aktualnie jestem w połowie opakowania. Dla wygody opakowanie stawiam na dozowniku, aby produkt miał możliwość spłynięcia.


Konsystencja produktu to bardzo lekki żel o zielonkawym zabarwieniu. Błyskawicznie rozprowadza się po skórze i szybko wchłania nawet jeśli przedobrze z jego ilością. Zapach jest bardzo świeży i orzeźwiający.. przypomina mi mentol ale w składzie go nie znalazła.

Chwilę po wchłonięciu wyczuwalna jest delikatnie lepka warstwa ale z czasem i ona zanika. Na koniec skóra pozostaje gładka i napięta. Zatem producent spełnia obietnicę "liftingu i napięcia skóry". Wszystko oczywiście do czasu. Nie ma się co łudzić, że takie efekt pozostanie na długo. Jest to raczej kwestia kilku godzin lub najbliższej kąpieli.


Chociaż takie produkty obiecując cuda nigdy mnie nie przekonywały, to jednak w okresie letnim bardzo sobie je cenie z uwagi na świeżość jaką mi dają. Zamiast kąpać się w antyperspirantach, pochłaniać kilogramy lodów i chodzić po mieście strefą cienia wolę sięgać po produkty, które wyczuwalnie chłodzą moje ciało. Ten produkt zdecydowanie się do takich zalicza, chociaż miałam już okazję używać specyfików z mocniejszym uczuciem mrożenia skóry.  
Obecnie po produkt sięgam po wieczornej kąpieli i smaruję nim uda oraz pośladki. Skóra jest ładnie napięta i wygładzona. Rano efekt wciąż jest wyczuwalny ale w znacznie mniejszym stopniu. 


Skład (INCI): Water, Glycerin, Alcohol Denat., Propylene Glycol, Hydroxypropyl Methylcellulose, Acrylates / C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Pullulan, Allantoin, Chondrus Crispus (Carrageenan), Glyceryl Polyacrylate, Disodium EDTA, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Extract, Ethylhexylglycerin, Sodium Hyaluronate, Porphyridium Cruentum Extract, Phenoxyethanol, Parfum, Limonene, Linalool, CI 19140 (FD&C Yellow No. 5), CI 42090 (FD&C Blue No. 1).

Aktualnie producent zmienił skład produktu.

Pomijając skład, który pozostawia nieco do życzenia muszę przyznać, że produkt bardzo mi odpowiada. Szczególnie chętnie sięgałam po niego w zeszłe lato i początek jesieni gdy temperatury wciąż były bardzo przyjemne. Uczucie chłodu na nogach, pośladkach i brzuchu jest wyraźnie odczuwalne. Do tego zwiewna, lekka sukienka i świeżość przy trzydziestostopniowym upale jest bardzo wymierna.


Lato to okres kiedy tłuste i bogate masła idą w odstawkę na rzecz tych lekkich lub odświeżających produktów. To także czas kiedy o wiele chętniej biorę się za aktywność fizyczną. W połączeniu z produktami przeznaczonymi do ujędrniana oraz zdrowym odżywianiem wszystko nabiera większego sensu. Obecnie nieco łudzę się, że używając produkt który przeznaczam na lato szybciej przywołam słońce i wyższe temperatury. Póki co wieczorem po jego stosowaniu wskakuję w ciepłe dresy i pod dwa koce, bo jest mi okropnie zimno. 

Słońce! Gdzie jesteś?!

lipca 07, 2016

PROJEKT DENKO - KWIECIEŃ - CZERWIEC 2016

38
PROJEKT DENKO - KWIECIEŃ - CZERWIEC 2016
Dopiero co były zakupy czerwca więc pora na zużycia, ale nie nie.. to nie tylko czerwiec, to "śmieci" z całego kwartału, a więc z kwietnia, maja oraz czerwca. Po jednym miesiącu zawsze mam wrażenie, że nie mam co pokazać, a po kwartale ilość pustych opakowań przytłacza mnie, a jednocześnie cieszy. Zatem zrób sobie coś do picia i może jakąś małą przekąskę, bo szybko nie pójdzie. Wchodzisz na własną odpowiedzialność.


 
Uwaga.. zaczynam.. z tą kawą / herbata / napojem i jakąś przekąską to tak na poważnie.. trochę tego jest.


GARNIER I MIXA - PŁYNY MICELARNE
Tak naprawdę to niemal identyczne produkty. Analizując ich składy możecie zauważyć, że różnica polega jedynie na tym, że do Mixy dodano 4 składniki. Zatem Mixa powstała na bazie Garniera. Nic dziwnego..mają tego samego producenta. Osobiście chyba jednak bardziej preferuję Garniera. Być może dzięki ładniejszemu i bardziej ergonomicznemu opakowaniu. Płyny micelarne zużywam w dużych ilościach dlatego pod kątem ich wyboru sugeruję się ceną oraz tym aby nie szkodziły mojej cerze czy oczom. Spisują się dobrze. W użyciu mam kolejną i ostatnią butlę Garniera z moich zapasów i mam zamiar ją zdradzić z płynem Biolaven. Na temat tych płynów nie było posta.. chyba nie ma sensu, bo wszyscy je dobrze znamy.


THE BODY SOP - CAMOMILE SUMPTUOUS CLEANSING BUTTER
Czyli słynne masełko do demakijażu. Świetny produkt i z czystym sumieniem polecam. To masełko od którego warto zacząć przygodę z produktami o tego typu formule. Pisałam o nim w poście: Starcie gigantów: masełko oczyszczające Clinique kontra The Body Shop, gdzie porównywałam je z masełkiem Clinique i The Body Shop zdecydowanie wygrało tę bitwę. Nie wiem czy do niego jeszcze wrócę, bo na oku mam inne masełka tego typu, a że są piekielnie wydajne to ewentualny powrót mógłby potrwać kilka lat.


REN - EVERCALM GENTLE CLEANSING MILK
O mleczku pisałam w poście: Ren - Evercalm - Gentle Cleansing Milk. Nie wrócę do niego, bo nie do końca przepadam za taką formułą przy oczyszczaniu twarzy. Niemniej całkiem dobrze się sprawdzało.

Na stronie Galilu.pl macie aktualnie dostępne dwa zestawy produktów Ren w cenie 75,00 zł. W jednym z nich znajduje się pełnowymiarowe mleczko o którym mowa, a w drugim emulsja na bazie glinki, którą bardzo polubiłam i pisałam o niej w poście Ren - Cleacalm - 3 Clarifying Clay Cleanser. Takie zestawy opłacają się o wiele bardziej niż pojedynczy produkt i znikają bardzo szybko.

Zestaw z mleczkiem: tutaj
Zestaw z emulsją: tutaj

LA ROCHE-POSAY - EFFACLAR DUO [+]
O tym kremie jeszcze nie miałam okazji pisać, ale nic straconego. Gdy tylko czuję, że opakowanie robi się coraz lżejsze od razu kupuję nowe. Jedna taka tuba wystarczy mi na rok stosowania. Nie używam codziennie, a wyłącznie według potrzeby.


INDEE LABORATORIES - PEPTA-BRIGHT
Gdy kończą się takie produkty to czuję lekkie ukucie. Pisałam o nim w poście: Indeed Laboratories - Pepta-bright mój nr 1. Podejrzewam, że osoby które mają jedynie łagodne i delikatne przebarwienia nie będą z niego w pełni zadowolone. U mnie sprawdza się świetnie, bo z ewentualnymi nowymi przebarwieniami rozprawia się dość szybko. Na stare i głębokie potrzebuje nieco więcej czasu. Wrócę z całą pewnością.


EFEKTIMA - PŁATKI POD OCZY HIALU-LIFT
Sięgam niemal bez większego zastanowienia po różne firmy tego typu płatków ale najlepiej sprawdzają się mi te w wersji złotej. Białe, fioletowe i inne to już nie to samo. Nakładam wieczorem przed snem, a zdejmuję dopiero rano. Dają świetny efekt. Jestem ciekawa jak wypadną w porównaniu do płatków od L'Biotica. Zobaczymy.


SKINLITE - COOLING CUCUMBER PADS ORAZ REJUVENTATING ORANGE PADS
Prawda, że świetnie wyglądają? Nie kupuj tego! Straszny bubel z okropnym składem. Pisałam o nim w poście:  Skinlite - Urocze płatki pod oczy o kształcie ogórka i pomarańczy.


TISANE - BALSAM DO UST
Całkiem przyjemny produkt, fajnie nawilża i odżywia usta. Stosowałam wyłącznie na noc, w dzień dłubanina w takim słoiczku jest średnio przyjemna. Jeśli forma opakowania Ci nie przeszkadza to polecam. Ja przez słoiczek strasznie się męczyłam i bardzo niechętnie po niego sięgałam, a już szczególnie gdy miałam dłuższe paznokcie. W efekcie wyrzucam choć jeszcze trochę produktu pozostało.


BOMB COSMETICS - LIP BALM SPICED CRANBERRY
Lubię zapach żurawiny.. prawdziwej żurawiny. To jest czysta chemia w dodatku z chamskim brokatem. Po nałożeniu na usta miałam wrażenie, że mam na nich ciało obce. Zero nawilżenia i jakiejkolwiek pielęgnacji. Bubel! W dodatku w słoiczku..nigdy więcej w tej formie niczego nie kupię.



PŁATKI KOSMETYCZNE
Zużywam ich dość dużo ale jeszcze nie zdążyłam wyrobiłam w sobie zwyczaju pozostawiania opakowań do recenzji i większość ląduje w śmietniku. Ocaliłam dwa opakowania. Jedne pochodzą z Lidla jest to oczywiście Cień, a drugie pojęcia nie mam.. być może z Carrefour. Najczęściej nie zastanawiam się nad wyborem płatków kosmetycznych.. ale to nie znaczy, że nie widzę między nimi różnicy. Niektóre z nich potrafią pylić co nie jest mile widziane. Jednak przez moją obojętność podczas zakupu płatków nigdy nie wiem które z nich były lepsze. Najwyższa pora to zmienić.


YVES ROCHER - JARDINS DU MONDE - MAGNOLIA Z CHIN
Żele pod prysznic Yves Rocher mają swoją rzeszę fanek. Są dość mocno perfumowane przez co zapachy są naprawdę kuszące jednak przy częstym stosowaniu potrafią wysuszać skórę. Ich bazą są często silne detergenty typu SLS. Chociaż zapach magnolii bardzo mi się spodobał z czasem zaczął mnie męczyć. O żelu pod prysznic więcej pisałam w poście: Yves Rocher - kwiat magnolii z Chin. Dobrowolnie i świadomie nie wrócę do tych żeli chociaż złe nie są.


EC LAB - MAROKAŃSKI OLEJEK POD PRYSZNIC
Sama formuła bardzo mi się spodobała, jednak zapach już nie koniecznie. Muszę jednak przyznać, że pod prysznicem nie był dla mnie tak drażniący jak w samym opakowaniu. Mimo wszystko to nie moje nuty zapachowe. O olejku pisałam w poście: EC-LAB - Marokański olejek pod prysznic. Według mnie najprzyjemniejszy pod względem zapachu jest brazylijski olejek. Mam nadzieję, że rynek kosmetyczny pod względem takich olejków pod prysznic się rozwinie, bo takie rozwiązania jak najbardziej mi się podobają.


YVES ROCHER - MORELOWY PEELING GOMMAGE SCRUB
Jego skład był bardzo przeciętny w dodatku wydajnością również nie grzeszył. Pisałam o nim w poście: Yves Rocher - Geommage Scrub - Peeling na bazie moreli. Ta wersja nie jest już dostępna w sprzedaży. Producent zmienił skład na bardziej naturalny i pozbył się parabenów. Nie wykluczam wypróbowania nowej wersji z samej ciekawości.. i tylko z ciekawości.


YVES ROCHER - LAWENDOWY PEELING DO STÓP
To produkt kupiony jeszcze w zeszłym roku, odnaleziony w wyniku porządków. Zostały niemal same resztki przez co nie zdążyłam z jego recenzją. Lubię zapach lawendy ale tylko tej żywej, w kosmetykach nie do końca za nią przepadam. W tym przypadku zapach był całkiem znośny jednak wydajność produktu na niskim poziomie. Stopy po użyciu peelingu momentalnie stawały się jaśniejsze i miękkie, i tylko z tego powodu przemyślę jego ponowny zakup.. chociaż uczucia (szczególnie co do ceny) mam mieszane.


NO NAME - PLUM ZESTAW
Nie wiem co to za firma.. szkoda mi czasu na jej szukanie. Zestaw żelu pod prysznic, żelu do wanny i balsamu do ciała dostałam od cioci na święta półtora roku temu. Zapach śliwki okropnie mdły, przesłodzony i sztuczny. Żele zużyłam na siłę w maksymalnie 5 myciach, ale balsamu już nie byłam w stanie. Składy okropne, zapach mdły.. nie polecam.


LASS NATURALS - CHOCO FUDGE BODY BUTTER
O tak! W okresie zimowym mam napady na coś słodkiego przez co w tym czasie staram się zaopatrywać w takie słodkie cukiereczki. O masełku pisałam w poście: Lass Naturals - Choco Fundge, masło do ciała dla łasucha. Zdążyłam zużyć przed wyższymi temperaturami i nie wykluczam powrotu na nowy sezon grzewczy. Kuszą mnie jednak inne wersje zapachowe, ale ta też była bardzo przyjemna. Ten dylemat zostawiam sobie jednak na jesień. Składy bardzo fajne.


YVES ROCHER - EXPERT REPARATION
To jeden z fajniejszych produktów Yves Rocher. Przez jakiś czas zapodział mi się w domu rodziców. Świetnie się sprawdził zarówno do ciała jak i do rąk. Świetny zapach i bardzo dobre działanie. Na jesieni wrócę z całą pewnością. Jeśli planujesz zakupy w Yves Rocher to ten produkt bierz w ciemno. Więcej o produkcie przeczytasz w poście: Yves Rocher - Expert Reparation - mleczko do zadań specjalnych.


FARMONA - MODELUJĄCE SERUM DO BIUSTU
Produkt nie może pochwalić się dobrym składem ale za to skutecznością jak najbardziej. Bardzo przyjemny w użytkowaniu i z faktycznym efektem ujędrnienia. Nie mam jeszcze zastępstwa dla tego produktu i chyba tylko dlatego, mimo średniego składu, nie wykluczam ponownego zakupu. O produkcie pisałam w poście: Farmona - Modelujące serum ujędrniające biust.



BOUTIQUE - BODY SCRUB
To bardzo słaby i niewydajny peeling do ciała. Przeznaczyłam go do rąk i tu sprawdzał się fajnie. Wieczorem szorowałam nim dłonie, a następnie nakładałam sporą ilość kremu do rąk i bawełniane rękawiczki.. rano dłonie jak nowe. Jednak w tym celu mogę użyć każdego innego peelingu. Pod koniec opakowania dobiło mnie to, że produkt wydobywał się z opakowania wszystkimi innymi dziurami tylko nie tą, która była do tego przeznaczona. Niby takie ekskluzywne opakowanie, a takie badziewie. Nigdy więcej. Pisałam o nim w poście: Boutique - Body Scrub o zapachu białej nektarynki i gruszki.


LIRENE - TERAPIA ANTYCELLULITOWA NA DZIEŃ I NA NOC
Składy obu produktów są bardzo mocno zastanawiające. Nie polecałabym używać tych produktów w sposób ciągły. Wersję czerwoną (rozgrzewającą) uwielbiałam w zimne wieczory.. momentami aż piekło. Za to niebieska tak mroziła, że owinięcie nóg ciepłym kocem na niewiele się przydawało. Niebieskiej wersji zostało mi trochę na upalne dni i z przyjemnością sięgałam po takie mocne ochłodzenie. Pod kątem odczuć na skórze to jedne z najbardziej efektywnych produktów jakie miałam. Niestety nie przyłożyłam się do regularnego stosowania i o efektach nie mogę się wypowiedzieć. O żelach pisałam w poście: Terapia antycellulitowa. Raczej do tych produktów nie wrócę ze względu na składy.


BIOLIQ - ANTYPERSPIRANT 48 H
OMG co to za bubel. Śmierdzi, długo się wchłania, w składzie zawiera szkodliwe aluminium a po jego stosowaniu na całym ciele i twarzy wyskakują mi krostki. Faktycznie potrafi zablokować wydzielanie potu.. ale w tym przypadku wolę się pocić niż chodzić wysypana, śmierdząca i ryzykować raka piersi. Użyłam maksymalnie 5 razy i wywalam.Pisałam o nim w poście: Bioliq Dermo Antyperspirant 48 h. Idealny na upały?


VEET - PLASTRY DO DEPILACJI
Przypadki są różne, ja należę do tych które są w stanie przetrwać depilację łydek i tyle. Po zapuszczeniu kłaków przez zimę (bo w futrze zawsze cieplej) na wiosnę zaczynam depilację. Szarpanie włosków depilatorem nie jest zbyt przyjemne dlatego zdarza się, że na pierwszy ogień idą plastry. Te poza wyrwaniem włosków zdarły mi z nóg warstwę skóry.. nie do krwi, a tylko powierzchniowo. Mimo to suche strupy były widoczne i tłumaczyłam ludziom, że spadłam z roweru.. jak małe dziecko. Nogi już podleczone ale z żadnymi plastrami nie miałam dobrych relacji więc chyba pozostanę wyłącznie przy maszynce i moim 15 letnim depilatorze.


ALTERRA NATURKOSMETIK - MASKA DO WŁOSOW Z BIO-GRANATEM I BIO-ALOESEM
Całkiem fajnie się u mnie sprawdziła, chociaż przy częstym stosowaniu mogła przesuszyć włosy. Stosowałam ją średnio raz na 1,5 tygodnia. Do wydajnych nie należała, ale przy mojej długości włosów mało która maska spełnia to kryterium. Pisałam o niej w poście: Alterra Naturkosmetik - maska do włosów z bio-granetem i bio-aloesem. Bardzo możliwe, że jeszcze u mnie zagości.


BATISTE DRY SHAMPOO - MEDIUM & BRUNETTE
Gdy jego zawartość staje się lekka od razu pojawia się w łazience kolejny. Nie używam nałogowo jedynie w razie konieczności. Suche szampony pokochał także mój W. ale to nie znaczy, że ma własny.. woli mi podbierać i nie odkładać na miejsce. Najczęściej wybieram wersję dla brunetek i póki co nie planuję zmiany. Szampon nie doczekał się jeszcze recenzji ale, że zawsze jest w mojej łazience, więc na jego opis mam jeszcze dużo czasu.


MISSHA - PERFECT COVER BB CREAM + PRÓBKI
Krem który z pewnością warto wypróbować ale polecałabym tą mniejszą pojemność. Osobiście uważam, że był dobry ale nie idealny.. wciąż szukam. Odcień 21 w okresie zimowym był dla mnie dobry choć zawsze wykańczałam go pudrem o cieplejszej kolorystyce. W lecie odcień z pewnością byłby dla mnie za trupi przez swoje różowe tony. O kremie pisałam w poście: Missha - Perfect Cover BB Cream.



GOSH - X-CEPTIONAL WEAR ODCIEŃ 12 NATURAL
Podkład całkiem dobry ale źle dobrany odcień. Samodzielnie zagościł na mojej twarzy tylko w zimie i to nie zawsze, bo dawał efekt przesadnie bladej cery. Najczęściej mieszałam go z innymi podkładami które były na okres zimowy dla mnie za ciemne. Dawał bardzo mocne krycie, ale podkreślał suche skórki i pory przez co konieczne było używanie bazy. Świeżo po aplikacji wyglądał dobrze ale po 4-5 godzinach ważył się na mojej mieszanej cerze. Aktualnie dostępna jest nowa wersja tego podkładu, ale raczej nie będę jej testować.


NO NAME - KULECZKI ROZŚWIETLAJĄCE
Mała odsypkę kulek dostałam od koleżanki. Po tej przygodzie wiem, że takie formuły produktów nie są dla mnie. Być może to wina małego i nieporęcznego opakowania do którego ciężko wsadzić jakiś sensowny pędzel. Specjalnie ładnego rozświetlenia nie zauważyłam. Użyte kilka razy. Szkoda mi na nie marnować miejsce.


NO NAME - PIGMENTY
Kupiłam kilka lat temu hurtem 24 sztuk na allegro. Wybór kolorów jest naprawdę imponujący. W każdym słoiczku znajduje się 3 ml cienia. Koszmarnie wydajne ale również koszmarnie nieporęczne. Zawsze miałam cześć łazienki nimi upacianą. Jeśli brałam za dużo na pędzel to panda pod oczami murowana.. być może jestem łajzowata. Zawsze używałam na bazę, bo bez niej się nie trzymały, a dodatkowo potrafiły się z czasem utleniać. Wyrzucam bo do sypkich konsystencji brakuje mi cierpliwości i muszę się z nimi obchodzić jak z jajkiem. W sypkiej konsystencji jedynie jestem w stanie tolerować pudry.. ale dobre pudry.. a takiego jeszcze nie znalazłam.



MY SECRET - GLAM SPECIALIST EYELINER
Pewnego razu postanowiłam zaszaleć z kolorowymi kreskami na powiekach. Z kolorami zaszalałam ale na powiekach już nie. Kolor zielony Malachite jest zupełnie matowy, bez problemu było można narysować kreskę ale po pewnym czasie zaczynał się łuszczyć i odpadać.
Koloru niebieskiego Lapis Lazuli chyba nigdy nie miałam na powiekach. Zawierał w sobie drobinki które zbijały się w grudki i całkowicie uniemożliwiały narysowanie kreski.. płaskiej kreski.
Na zdjęciach efekt mnie zachwycał, a w rzeczywistości rozczarował. Nie mam siły na nie dalej patrzeć i wyrzucam. 


L'OREAL - VOLUME MILLION LASHES - EXTRA BLACK
Lubię tusze L'Oreal, a w dodatku jestem fanką silikonowych szczoteczek. Chociaż tu preferencje czasem mi się zmieniają. Jednak nie zdążyłam zrobić recenzji. Nie dawał efektu wow ale był całkiem dobry. To czego nie lubię w tuszach to mocne sklejanie rzęs tak, że efekt końcowy wygląda jakbyśmy miały 3 grube rzęsy na krzyż. Ten tego nie robił i ładnie rozdzielał rzęsy. Pod koniec tusz zaczął się kruszyć i osypywać. Nie wykluczam powrotu do tego tuszu lub tuszów siostrzanych.


MAGIC GIRL - RZĘSY T-15
Świetnie wyglądające rzęsy na silikonowym przezroczystym pasku. Sztucznych rzęs na co dzień nie noszę.. wyłącznie na mega wyjątkowe okazje lub gdy ewidentnie mnie korci aby założyć. W zapasach zostały mi jeszcze 2 zestawy i z pewnością doczekają się odrębnego posta.



ESSENCE - POMADKA NR 53 ALL ABOUT CUPCAKE
Ładny dziewczęcy kolor z efektem wody na ustach (bez drobinek). Trwałość raczej przeciętna w kierunku słabej. Pomadkę wyrzucam, bo od dłuższego czasu jej nie używam a mam ją już stanowczo za długo. Nie wrócę, bo szukam bardziej trwałych produktów.

 

AKCESORIA - GĄBKI DO PODKŁADU I GĄBKA CELULOZOWA
Z góry przepraszam za ten horror. Nie chciało mi się myć tej płaskiej gąbki. To "niby jajo" jest czyste ale.. jednak wciąż brudne. Nie polecam ani jednego ani drugiego.. nawet w minimalnym stopniu nie przypominają BeautyBlendera. To jak porównywać nakładanie podkładu cegłą z piórkiem. Nawet nie ma o czym mówić.

Gąbki celulozowe uwielbiam. Zawsze mam ich zapas. Nie mam ulubionego producenta. Świetnie sprawdzają się do zmywania maseczek glinkowych.


RIMMEL - SALON PRO WITH LYCRA NR 306 VELVET ROSE
To jeden z niewielu lakierów który kończę i ponownie wracam. Ten kolor na paznokciach wygląda naprawdę pięknie. Świetny pędzelek, lakier dość szybko zastyga na paznokciach ale niestety nie jest zbyt trwały. Mimo to kupię ponownie. Czy mi się wydawało, czy gdzieś na blogu czytałam, że serię Salon Pro mają wycofać ze sprzedaży?


GOLDEN ROSE - BEZACETONOWY ZMYWACZ DO PAZNOKCI
Zazwyczaj kupuję zmywacze Sensique. Nie widzę specjalnej różnicy między nimi. Dla mnie wszystkie śmierdzą tak, że muszę mieszkanie wietrzyć. Zmywał lakiery dość poprawnie ale chyba jednak wolę Sensique, bo mam je pod nosem w drogerii natura.


CURAPROX - SZCZOTECZKI ULTRA SOFT
Nie, nie myję zębów trzema szczoteczkami na raz. Uwielbiam te szczoteczki i w kółko do nich wracam - a zdjęcie jest tylko potwierdzeniem. Ostatnio "zużyłam" czarną ale to żółta leci do kosza, bo jest już wysłużona. Dwie zużyte szczoteczki posłużą mi przy czyszczeniu trudno dostępnych miejsc w domu.. najczęściej w łazience lub kuchni. Są delikatne dla czyszczonych powierzchni przez co ich nie rysują, a bardzo ładnie doczyszczają wszelkie osady np. wokół baterii umywalkowych. Uwielbiam je.. zwykłe szczoteczki nie dorastają im do pięt. 

HIMALAYA HERBALS - SPARKLY WHITE ZIOŁOWA PASTA DO ZĘBÓW
Zawiesiłam się na tej paście. Zużyłam chyba z 5 opakowań. Mimo, że jest ziołowa to jej smak i zapach mi odpowiadał. Pasta nie zawiera w składzie fluoru ale poza samym podstawowym czyszczeniem nie zauważyłam jakiejkolwiek różnicy. Ma całkiem fajny skład chociaż zawiera SLS. Chwilowo ją zdradzam z pastą Curaprox. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
 
ACTIV - DENTAL FLOSS 200 M
Nici dentystyczne kupione w aptece. Pani namówiła mnie na nici długości 200 m! W środku zostało ich jeszcze sporo ale wyrzucam bo okropnie się zaciągają podczas czyszczenia zębów. Dodatkowo mam bardzo wrażliwe dziąsła i niemal za każdym razem użycie nici kończyło się krwawieniem. Wymieniłam je na nici z teflonem Curaprox i od pierwszego użycia poczułam, że mam do czynienia z Rolls Roycem wśród nici, a nie starym Polonezem.

PERIO-AID - PŁYN DO PŁUKANIA JAMY USTNEJ - PRÓBKA
Dostałam od dentysty po oczyszczaniu zębów z osadu. Herbatę piję litrami, a to bardzo sprzyja gromadzeniu się osadów. Raczej na pewno nie kupię bo jest to płyn specjalistyczny, a nie do codziennego użytku (chyba, że się mylę ?) ale faktycznie szybko przyniósł ulgę podrażnionym dziąsłom.


AIR WICK - ŚWIECA MULTIKOLOR
Świeca podczas palenia subtelnie zmieniała kolory dzięki diodom umieszczonym pod woskiem. To jedyna atrakcja tej świecy, a szkoda bo można było dodać jakiś ciekawy zapach. Świecę dostałam ale sama bym jej raczej nie kupiła. Jednak zdecydowanie wolę zapachowe woski.

YANKEE CANDLE - BLACK PLUM BLOSSOM
Całkiem przyjemny zapach ale nie zapadł mi w pamięć na tyle aby ponownie po niego sięgnąć. W zasadzie nawet nie zdążyłam wyrobić sobie na jego temat żadnej opinii. Mało który zapach jest w stanie wywrzeć na mnie takie wrażenie abym w kółko go kupowała.. są takie, ale to nie ten.
  
Uff.. no i znowu dużo tego wyszło. Ale muszę się przyznać, że robienie takich kosmetycznych porządków daje mi mnóstwo frajdy. Z tej radości wysprzątałam na błysk całą łazienkę wraz z myciem każdego opakowania produktu, każdego koszyczka, półki, z czyszczeniem szczotek i wałków.. nawet fugi wyszorowałam. Łazienka błyszczy i mam w niej miejsce na upchanie czerwcowych zakupów.


Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger