Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lush. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lush. Pokaż wszystkie posty

września 30, 2018

ZUŻYCIA WRZEŚNIA 2018

ZUŻYCIA WRZEŚNIA 2018

Pięknie! Ostatnio nie nadążam z recenzjami! Więcej zużywam niż jestem w stanie opisać, chociaż muszę przyznać, że publikuję ciut rzadziej niż wcześniej. Może to jednak wina, że mam ostatnio nieco więcej na głowie.. ale zaraz jesień.. tfuuu.. rano to raczej mam wrażenie, że już zima przyszła 😂 Jest więc szansa, że zaległości nadrobię.. przynajmniej te ciekawsze.


POLNY WARKOCZ -RUMIANKOWA ESENCJA MICEKARNA
Bardzo lubię.. naprawdę bardzo. To moja 8.. albo 10 buteleczka i z pewnością będą jeszcze do tego produktu wracać. Dodatkowo z chęcią sprawdzę inne produkty (toniki, esencje). Obecnie to była moja ostatnia butelka z zapasów, a czekają na mnie dwa produkty Vianka, w związku z czym od Polnego Warkocze robię sobie przymusowy urlop.. ale raczej długo nie potrwa.



SVOJE - PILING TRUSKAWKOWY
Polubiłam się z nim chociaż obawiałam się na początku, że będzie bardzo drapał skórę. Na szczęście okazał się zaskakująco "miękki" przez co mogłam sięgać częściej. Dodatkowo opcja maseczki również fajnie się u mnie sprawdziła. Piling jest w saszetce co sprawia wrażenie, że wystarczy góra na dwa razy ale jest to bardzo mylące. Mi wystarczył na 10 użyć ale dla "normalnych" użytkowników powinno to być około 8 😅



ISANA - PŁATKI KOSMETYCZNNE NIEBIELONE CHLOREM
Kolejne opakowanie..  pojawiają się od jakiegoś czasu niemal w każdym denku. Są delikatne, chłonne i bardziej przyjazne naturze. Jednak od jakiegoś czasu zastanawiam się nad zmianą.. póki co w zapasach mam jeszcze dwa opakowania.. ale w nowościach września powinno się już pojawić coś ciekawego.. nietypowego..i może ciut kontrowersyjnego.. tylko czy zastąpią mi płatki Isana?


SVOJE - HYDROLAT Z CHABRA BŁAWATKA
Uwielbiam zapach bławatka jak i same kwiaty. To kolejny produkt z chabra, który skradł mi serce. Pięknie koił skórę, odświeżał, zmiękczał i delikatnie ją ściągał ale miał wadę.. zdecydowanie za szybko się skończył 😅 



ALPHA-H - LIQUID GOLD
To moje drugie opakowanie, a to już świadczy o tym, że produkt musiał się u mnie genialnie sprawdzać. Ma moc (kwas glikolowy) i nie warto z nim przesadzać, jednak użytkowany odpowiednio potrafi ogarnąć świrującą skórę bardzo szybko. Jedno opakowanie służy mi przez rok więc jego cena w tej perspektywie już tak nie boli.. co więcej jest jej wart! Czy wrócę? Hmm.. na chwilę obecną planuje przerwę, bo moja skora obecnie już tak często nie świruje.. ale niczego nie wykluczam



LIQPHARM - SERUM LIQ Ce Z 15% WITAMINĄ E
Bardzo lubię produkty LiqPharm, ale to chyba, to serum jest moim największym hitem. Ekspresowo koi i goi podrażnioną skórę i przynosi jej ulgę. Efekty widzę już po jednej nocy ale zdarza mi się dodać kropelkę do kremu na dzień. Z wielką przyjemnością wrócę po trzecie opakowanie.. ale czekam również na nową linię marki Boosterów. Chwilowo mam co używać ale powrot jest raczej nieunikniony

 

BE.LOVED - PURE SERUM Z KWASEM HIALURONOWYM
Nie mam pojęcia kiedy się skończyło.. nagle nie byłam w stanie wydobyć ani kropelki! Stanowczo za mała pojemność jak na serum z kwasem hialuronowym.. chyba taka pięciolitrowa kanka byłaby odpowiednia 😅 Recenzja powinna się pojawić w październiku.. będę się starać.. chociaż lista zaległych recenzji raczej rośnie niż maleje


ALKEMIE - MASECZKA GLOW UP!
Jedna z lepszych maseczek jakie miałam. Pięknie odżywia, łagodzi, nawilża, dodaje energii, a przy okazji odświeża i delikatnie złuszcza. Nie mam jej nic do zarzucenia.. jedyne co boli to cena, chociaż w jej przypadku jestem w stanie powiedzieć, że jest jej warta. Z wielką przyjemnością wrócę i mam chęć na inne produkty Alkemie. Już kilka zostało mi poleconych.. trudno się oprzeć pokusie!



CHIC CHIQ - MASECZKA LA NOCE
Maseczki Chic Chiq lubię i lubić będę niezmiennie. Zatem łatwo się domyśleć, że recenzja la Noce będzie równie pochlebna co de la Mer. W dodatku już do mnie dotarł zapas maseczek Chic Chiq.. i chociaż mam co używać i zużywać to jednak na swoich faworytów zawsze znajdę miejsce.

Recenzja: Loading..


CEZANNE - EYE CREAM
Pomimo niewielkiej pojemności okazał się wydajny. Jest gesty i treściwy na skórze pozostawiał powłoczkę ale w pielęgnacji dziennej nie zawsze mi się sprawdzał. Kłócił się z niektórymi podkładami i często wymagał indywidualnego podejścia. Na co dzień raczej się z nim męczyłam, ale wieczorem bywało już lepiej. Tylko co z tego skoro nawet grubsza warstwa nie była w stanie zaspokoić podstawowych potrzeb skóry? Ostatecznie dodawałam do niego sera lub olejki.. w zasadzie tworzył tylko bazę, chociaż jego ogromnym plusem było to, że nie migrował do oczu. W dodatku nie ważne z czym go wymieszałam.. wciąż siedział na swoim miejscu.


REPUBLIKA MYDŁA - MYDEŁKO LAVENDER LAKE
Od tego mydełka na nowo pokochałam lawendę. Zapach jest śliczny i nie ma nic wspólnego ze sztucznością. Do tego połączenie lawendy w rumiankiem okazało się strzałem w dziesiątkę. Samo mydełko również jest inne niż znane mi do tej pory. Nie wysusza skóry, a podczas kąpieli delikatnie działa jak peeling. Mydełko polubiłam na tyle mocno, że już zaopatrzyłam się w nowe ! Chyba lepszego potwierdzenia nie trzeba.. tym bardziej, że ja jestem z tych co zapachem lawendy w kosmetykach gardzą!



GREEK PRODUKT - NATURALNE MYDŁO OLIWNE
Śmierdziuch i glut.. nie byłam w stanie użyć więcej niż 4 razy. Nienawidzę. Już zeskrobałam z biednej mydelniczki.. bleeeee...



NATURALME - MALINOWY PEELING CUKROWY
Przez chwilę zastanawiałam się czy nie oberwał za bardzo w recenzji.. ale nie 😅 Nie lubiłam go, a myśl o tym aby do niego wrócić sprawia, że w gardle rośnie mi gula. Nie pamiętam abym męczyła się bardziej z jakimś peelingiem. Jego największą wadą jest tłusta i gruba powłoka pozostawiona na skórze. W zasadzie takie rzeczy zaliczam na plus.. ale to już było przegięcie. Jedynym plusem jaki w nim dostrzegłam to fajna formuła, która trzymała się skóry, ale to stanowczo za mało aby zmienić o nim zdanie.



LUSH - NEW CHARITY POT 
Balsam do dłoni i ciała.. niestety trochę przegapiłam jego termin ważności. Dobrałam się do niego za późno, bo na okres wiosenny okazał się zbyt treściwy w pielęgnacji ciała. Używałam głównie do stóp i rąk na noc i tu sprawdzał się genialnie.. ale okazał się przy okazji bardzo wydajny. Dopiero później (w lecie) przypadkiem odkryłam, że w pielęgnacji ciała również jest bardzo przyjemny i skuteczny o ile aplikuję niewielką ilość na wilgotną skórę. Chociaż spotkałam się już z produktami Lush (w zasadzie same maseczki) i zdawałam sobie sprawę z tego, że są to produkty świeże i nie warto lekceważyć ich terminów ważności to jednak w przypadku balsamu nic złego się nie działo. Wykończyłam.. a spotkanie uważam za udane.


LILLI BEAUTY - TARKA DO STÓP
To bardzo fajny produkt.. ale dużo zależy od preferencji. Tarkę Lilli Beauty dorwałam w Rossmannie i początki były genialnie! Ścieranie naskórka na sucho dawało genialne efekty, chociaż wymagało poświęcenia odrobiny więcej czasu. Ostatecznie jednak okazało się, że o wiele bliżej memu sercu leży solidne wymoczenie stópek i sięgnięcie po pumeks Hammam. Od pół roku tarka leży.. i jakoś nie wydaje mi się aby mogła przebić moczenie stópek.. na pewno nie w okresie jesienno-zimowym.


NOBLE HEALTH - MISIE NA ZDROWE WŁOSY
Zmarnowane opakowanie 😢 kupiłam specjalnie dla męża, a on raz wziął, dwa dni nie.. i w sumie więcej nie brał niż brał. Efekty zerowe, bo niby na podstawie czego? Kupiłam mu już kolejne opakowanie i ma się pilnować. U mnie efekty były świetne i bardzo szybko zobaczyłam efekty. Włosy przestały wypadać,  a z czasem pojawił się gąszcz nowych włosków. Jeśli gdziekolwiek przeczytasz, że włosy na długości stały się głębsze, lśniące itd.. to bzdura. Niby jakim cudem? To suplement, który działa na cebulki włosów i to od tego miejsca można zacząć obserwować efekty. To co już wyrosło nie ma szans się poprawić pod względem grubości.. tam mogą pomóc już tylko odżywki, maski i szampony. Stosowanie suplementów zawsze wymaga czasu i to samo dotyczy efektów. Miałam ponownie na okres jesienny sięgnąć po suplement, bo jednak włosy lecą niemiłosiernie ale trafiło do mnie coś zupełnie nowego.



YANKEE CANDLE - FLUFFY TOWELS
Sezon na palenie świec uważam za otwarty! Właśnie dobieram się do moich zapasów włosków więc z pewnością będą pojawiać się recenzje.. ale może bardziej zbiorcze niż pojedyncze? Ostatnio dobrałam się do zapachów, które nie są jeszcze typowo zimowe. Fluffy Towels to zapach świeżego prania. Cóż u mnie pranie pachnie perełkami zapachowymi Lenor 😅 i jest to trochę inny zapach ale Fluffy Towels też jestem w stanie zaliczyć to tych świeżych aromatów. To chyba moje drugie spotkanie z tą wersją zapachową.. na świecę raczej bym się nie zdecydowała.. ale nie mogę mu zarzucić nic złego oprócz tego, że mi się znudził.

To co? Chyba poprawiłam wynik? 😅

listopada 30, 2017

LISTOPADOWE DENKO

LISTOPADOWE DENKO

Kto przygotowuje się już do przedświątecznych porządków? Ta kwestia jeszcze przede mną ale już czuję, że nie będę miała litości. Póki co typowe, standardowe, monotonne, niewymuszone denko listopada.. choć w tym przypadku lepszym określeniem byłoby "Zużyte czy nie.. ". Nie znoszę wyrzucać niezużytych produktów ale czasem zwyczajnie nie ma wyjścia.


POLNY WARKOCZ - ESENCJA
Świetny produkt! Na chwilę obecną wyparł inne płyny micelarne. Zużyłam.. i przez kilka dni byłam bez jakiegokolwiek płynu micelarnego.. to było bardzo trudne doświadczenie. Recenzję planuję po najbliższej niedzieli czyli w mikołajkowym tygodniu na specjalne życzenie Moniki (Mama z różową torebką). Zdecydowanie za dużo obiecuję, a później nie pamiętam.. czyżby pierwsze postanowienie noworoczne? Mam nadzieję, że nie zapomnę..


LUSH - CZYŚCIĆ AQUA MARINA
Dobry.. skuteczny.. ale nie do końca dla mnie. Zapach okrutnie intensywny, przytykający komórki mózgowe.. a zawsze powtarzam, że na takie cuda jestem odporna. Nie w tym przypadku. Z czasem, a w zasadzie pod koniec już mi tak mocno nie przeszkadzał ale i tak nie jest to produkt do którego chciałabym wrócić. Przy częstym stosowaniu miałam wrażenie, że przesusza mi skórę. Za każdym razem po jego użyciu sięgałam dodatkowo po żel, bo wyczuwałam jakąś dziwną warstewkę na skórze.. Niby nie jest zły ale to moje mamrotania zdecydowanie stawia go w słabym świetle.



BALEA - WODA W SPRAYU
Bardzo pozytywne zaskoczenie! Woda rewelacyjnie sprawdzała się przy maseczkach i głównie w tym celu po nią sięgałam. Świetny atomizer, który dawał realną mgiełkę. Woda nie robiła cudów.. to bardziej gadżet. Mimo wszystko bardzo chętnie bym do niej wróciła.



L'ORIENT - MASKA ALGOWA Z DROBINKAMI ŻURAWINY
Fajna ale nie za fajna 😂 Dzięki niej przypomniałam sobie jak fajne mogą być maski algowe ale do tej zdecydowanie nie zamierzam wracać. Śliczny kolor i zapach ale skład nieco oszukany, do tego okrutnie ściągała skórę nawet przy sporej warstwie. Opakowanie wystarczyło mi na cztery użycia ale i tak uważam, że nie jest warta swojej ceny.



ISANA - PŁATKI KOSMETYCZNE BIO
Od zawsze byłam przekonana, że nie warto przepłacać na płatkach kosmetycznych. Nie widziałam specjalnej różnicy między poszczególnymi firmami jedynie od czasu do czasu pokusiłam się na gabarytowo większe od standardowych. Do czasu aż przetestowałam te. Są bardzo miękkie, delikatne i chłonne. Mam wrażenie, że szybciej pozbywam się makijażu ale najważniejsze, że nie męczę nimi oczu. Naprawdę bardzo je lubię i już kupiłam kolejne opakowania.


TAMI - PŁATKI KOSMETYCZNE DUŻE KWADRATOWE
Kolejne całkiem fajne płatki kosmetyczne ale głównie z racji swojej wielkości. Nie są tak delikatne jak Isany ale jestem w stanie jednym takim płatkiem zdjąć makijaż z twarzy i z oczu, a to bardzo mi odpowiada. Zapewne do nich wrócę ale nie jest to coś co muszę koniecznie mieć w swojej łazience.


TAMI - BAWEŁNIANE RĘCZNICZKI KOSMETYCZNE
Raz o nich pamiętam, a innym razem nie ale zdecydowanie w użytkowaniu się sprawdzają. To coś jak chusteczki higieniczne, waciki na patyczkach.. po prostu należy mieć. Zużyłam i kupiłam ponownie.


EQUILIBRA - ŻEL ALOESOWY
Próbka od Anuli z bloga Co kręci Anulę. Możesz się śmiać ale to mój pierwszy aloes w formie żelu.. i jestem zauroczona tą formułą. Nie znam niestety składu ale jeśli jest fajny to chętnie będę do niego wracać.. a póki co mam odgórny zakaz kupowania żelu 😅 "Góra" kazała..

E-FIORE - NATURALNY KREM Z CZARNUSZKĄ UDOSKONALAJĄCY SKÓRĘ Z PROBLEMAMI
Świetny kremik! Rewelacyjny na dzień! Bardzo dobrze spisywał się w duecie z podkładem 100% Pure. Krem nie pozostawia tłustej warstwy.. nawet miałam wrażenie jakby zastygał. Mimo to skóra była nawilżona, ukojona, zregenerowana, uspokojona. Wraz z kremem Santaverde to jeden z najlepszych kremów jakie miałam okazję ostatnio używać. 

CHLOE - PRÓBKA PERFUM CHLOE
Bardzo różnie podchodzę do tego zapachu. Raz go uwielbiam, a innym razem wydaje się okrutnie pudrowy. Próbkę zużyłam z przyjemnością, bo akurat trafiła na okres mojego uwielbienia. Nie mam za to pewności czy kupiłabym pełnowymiarowe opakowanie.. jeśli już to najmniejsze.


EC LAB - BRAZYLIJSKI OLEJEK POD PRYSZNIC
Zdecydowanie najładniejsza wersja z tej serii olejków, choć i tak można było jeszcze nad zapachem popracować. W zasadzie nie mam żadnych zastrzeżeń co do użytkowania. Przyjemna konsystencja, myje i jednocześnie pozostawia skórę nawilżoną i niemal satynową w dotyku. Tylko kilka rzeczy się tu nie zgadza: miał być olejek, a jest mleczko, miał się pienić, a tego nie robi. I najgorsze.. okrutnie niewydajny.



WILLOW ORGANICS - FRUITY SUGAR SCRUB
Wielbię! Absolutnie uwielbiam zapach tego produktu. Używałam go wyłącznie w chwilach gdy brakowało mi energii, humoru, gdy miałam totalnego lenia czy łamała mnie choroba. Cudownie relaksował i odprężał, a do tego pięknie dbał o skórę pozostawiając ją oczyszczoną, złuszczoną i nawilżoną jednocześnie. Z wielką przyjemnością będę wracać.



ACHAE - NATURALNY PEELING DO CIAŁA GREEN TEA
Jestem zachwycona zmianą opakowań ! Są piękne! Teraz w pełni podkreślają to co znajdziemy w środku. Produkt sam w sobie idealnie nadaje się na prezent, bo każdy się pod nim rozpłynie. Spodziewałam się, że wersja z zieloną herbatą bardziej będzie mi odpowiadać w lecie ale sięgałam po peeling z ogromną przyjemnością przez cały listopad.



BIOLOVE - BALSAM W SPRAYU KOKOSOWY x 2 
Recenzja pojawi się lada dzień. Nie chcę za dużo zdradzać ale sama widzisz.. jeden zużyty drugi niemal nieużywany. Zużyty balsam dostałam od Anny z bloga Co kręci Anule, a drugi kupiłam sama. Nie mam pewności czy moja wersja zepsuła się w czasie wegetacji czy po prostu w takim stanie do mnie dotarła. Nie ma to już większego znaczenie.. bye.. bye.. maszkaro!



CD - DEZODORANT ROLL-ON OWOC GRANATU
Mąż + szklane opakowania kosmetyków = katastrofa.
I tak było w tym przypadku. Z tą różnicą, że na ten widok się ucieszyłam 😂 Nie polubiłam się z tym dezodorantem podobnie jak z wersją w sprayu. Zawartość alkoholu była wyczuwalna nie tylko dla nosa ale także dla mojej skóry. Miałam pisać o nim recenzję ale sobie daruję.. chcę jak najszybciej zapomnieć.. już nie pamiętam.


BATH & BODY WORKS - MYDŁO W PIANCE ORCHARD FROST
Mój mąż nie potrafi już używać innych mydeł.. dosłownie.. jakby zapomniał jak się ich używa. Mydełko trafiło do mnie z rozdania u Ani z bloga Po tej stronie lustra. Bardzo fajne o rewelacyjnym zapachu i zdecydowanie przebiło jakością mydełko Palmolive. Niestety jest też odpowiednio droższe jak na markę Bath & Body Works przystało. Przy dobrej okazji chętnie do niego wrócę ale sprawdzę też inne zapachy.


SCHWARZKOPF - GLISS KUR MASKA OIL NUTRITIVE
Koszmarna maska, która moich włosów nienawidziła i ze szczerą wzajemnością. Niezwykle obciążająca i trudna do wypłukania. Konsystencja margaryny trudna do rozprowadzenia. Zużyłam ją tylko dzięki łączeniu ze srebrną płukanką od Joanny. Nigdy więcej!



BATISTE STYLIST - HEAT & SHINE SPRAY
Dość długo u mnie był ale to z racji tego, że bardzo rzadko sięgam po takie produkty. Spray miał chronić włosy przed wysoką temperaturą prostownicy, lokówki czy suszarki ale dodatkowo nadawał włosom złocistego blasku.. dosłownie. Ten efekt był zauważalny choć bardzo subtelny, ale udało mi się go uchwycić na włosach! Nie planuję powrotu choć wspominam miło.



JOHN FRIEDA - SHEER BLONDE GO BLONDER SZAMPON I ODŻYWKA
Próbkę szamponu i odżywki dostałam wraz z reklamą drogerii Super-Pharm. Miałam już kiedyś produkty John Frieda i całkiem fajne sprawdzały się na moich włosach. Ten zestaw również był całkiem udany. Włosy były ładnie wygładzone i lśniące choć to zasługa sporej dawki protein w składzie. Niestety po szamponie swędziała mnie głowa.. standardowo.


INIKA - FLUID Z KWASEM HIALURONOWYM W ODCIENIU PORCELAIN
Ależ byłam blisko zamówienia tego podkładu w pełnowymiarowej wersji! Na szczęście na allegro dorwałam próbkę i przeszło mi ekspresowo. Okrutnie ciemnieje, do tego zastyga w dziwny sposób.. jakby na sztywno. Wiem, ze to dość dziwny opis ale są podkłady które zastygają ale mimo to na skórze są elastyczne.. czyli pracują razem z nią. Inika tego nie robi. Swatche jak podkład wygląda znajdziesz w recenzji z podkładem 100% Pure.

100% PURE - KREMOWY PODKŁAD SUPER FRUIT SPF20 W ODCIENIU WHITE PEACH x 2
Na podstawie tych dwóch próbek zamówiłam pełnowymiarowe opakowanie z którego jestem okropnie zadowolona. Podkład nie jest tani ale najlepszy jaki miałam. Rewelacyjny skład, świetne opakowanie, do tego trwały, przeznaczony do cery mieszanej i tłustej, z możliwością budowania krycia i matowo-satynowym wykończeniu. Wszystko co tylko przyszło mi do głowy.. wraz z jego wadami przeczytasz w recenzji.
Jeszcze wczoraj w Magazynie próbek sklepu Plants for Beauty były dwie próbki tego podkładu w najjaśniejszym odcieniu.. polecam przetestować.



GOLDEN ROSE - TOP COAT MATTE 
Od czasu do czasu zaglądam do pojemnika z klasycznymi lakierami do paznokci. Pomału przestaję widzieć sens w ich dalszym trzymaniu choć zostawiłam sobie tylko kilka sztuk. Jednak czekać na to aż ich żywot minie jest bezsensu. Tak stało się z matową bazą od Golden Rose. Swoją drogą to całkiem fajna baza, która rzeczywiście nadaje matowe wykończenie. Gdyby nie hybrydy z pewnością bym do niej wróciła.


YANKEE CANDLE - SUMMER PEACH
Kiepski zapach.. nie wiem co więcej o nim napisać. Ani Summer, ani Peach.. może brzoskwinią z lekka trąci ale zapach był bardzo słabo wyczuwalny. Mdłe i nijakie doświadczenie.. dobrze, że już go nie ma.

Link do recenzji: Yankee Candle - Sweet Peach

Ponownie pokusiłam się o podliczenie denka. W poprzednim miesiącu kwota lekko przekroczyła 600 zł, a w listopadzie to zaledwie.. aż? (w zależności od perspektywy) 320 zł. Ciekawa rozbieżność.. choć podyktowana przypadkiem.


października 27, 2017

LUSH - CZYŚCIK DO TWARZY AQUA MARINA

LUSH - CZYŚCIK DO TWARZY AQUA MARINA

Moje Lushowe marzenie się ziściło.. mam swój pierwszy czyścik do twarzy. Po dokładnym rozeznaniu mój typ padł na Aqua Marine. Choć w wielu miejscach czytałam o jego legendarnym zapachu nieświeżej ryby to ani trochę mnie to nie zrodziło. W końcu od zawsze twardo obstaje przy zasadzie, że jeśli produkt bardzo dobrze działa to jego zapach zniosę.. Ba! Nawet jestem w stanie zaakceptować! Zatem? Czy Aqua Marina mnie złamała?


Od producenta:
Bogata skrobia mineralna z wodorostów i kalamina tworzy środek czyszczący do twarzy i ciała, aby wchłonąć nadmiar olejków i pozostawić skórę czystą. Użyliśmy glinki i kalaminy aby wchłaniały olej i oczyszczały skórę oraz aloesu w celu przywrócenia wilgoci. Irlandzki Moss (rodzaj wodorostów) bogaty jest w minerały i witaminy, a sól morska delikatnie złuszcza skórę.
(tłumaczenie własne)

Lushowe opakowania to czarny matowy plastik. Niby nic ciekawego ale warto je zachować, bo za ich zwrot otrzymamy darmową maseczkę. Marka nie testuje na zwierzętach, a ich polityka może być wzorem ale wielu innych marek. To wszystko sprawia, że mimo braku ślicznych opakowań czy zapachów rodem z perfumerii, całokształt tych produktów jak najbardziej mnie przekonuje.


Skład (INCI): Glicerin, Calamine, Kaolin, Chondrus Crispus Extract, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Maris Sal, Fucus Vrsiculosus, Citrus Sinensis Peel Oil Expressed, Pogostemon Cablin Oil, Chondrus Crispus Extract, Lilial, Hexyl Cinnamal, Parfum.

Skład jest dość ciekawy. Bazę stanowi gliceryna, kalamina oraz glinka. 

  • Gliceryna jest składnikiem powszechnie znanym i często stosowanym we wszelkiej maści produktów. Ma działanie higroskopijne, czyli dobrze pochłania wodę. Nie rozpuszcza się w tłuszczach, jednocześnie stanowiąc dla nich dobry rozpuszczalnik.
  • Kalamina, to składnik antyseptyczny, przeciwzapalny, kojący, łagodzący i ochronny. Pomaga w gojeniu ran, ropnych zmian skórnych. Wykazuje działanie pochłaniające wilgoć, sebum, tłuszcz i pot.
  • Glinka posiada właściwości pochłaniające sebum i matujące. Bardzo dobrze oczyszcza, podsusza, wygładza, ściąga pory, wyrównuje koloryt, ujędrnia i mineralizuje.
w dalszej części znajdziemy:
  • Sok aloesowy, który wykazuje silne właściwości lecznicze m.in. stanów zapalnych skóry czy poparzenia. Działa kojąco, gojąco, przeciwobrzękowo, oczyszczająco, nawilża. Ma zdolność do regulacji pracy gruczołów łojowych, pomaga zmatowić skórę i zwęzić pory.
  • Sól morska, jest naturalnym konserwantem. Ponadto jest składnikiem odkażającym, oczyszczającym, gojącym, przeciwzapalnym, ściągającym i tonizującym, przeciwłojotokowym, łagodzącym podrażnienia, stosowany głównie w produktach do cery trądzikowej i tłustej.
  • Morszczyn pęcherzykowaty, to glon o działaniu silnie nawilżającym i antyoksydacyjnym. Wiąże wodę, rewitalizuje, odżywia regeneruje, zapobiega i wygładza zmarszczki, ujędrnia, poprawia mikrokrążenie krwi.
  • Citrus Sinensis Peel Oil Expressed, to rodzaj olejku z nasion cytrusów. Posiada właściwości uspokajające i antyspazmatyczne, pobudza krążenia krwi i ma działanie przeciwzapalne.
  • Olejek paczulowy, łagodzi stany zapalne skóry, ropiejące rany i skaleczenia. Ma działanie antyseptyczne, łagodnie pobudza, reguluje gospodarkę wodną i odstrasza owady
  • Ekstrakt z chrząstnicy kędzierzawej, to składnik żelujący ale posiada właściwości nawilżające, ujędrniające, przeciwzmarszczkowe, regulujące i łagodzące.

Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z czymś podobnym.. pod każdym względem ! Wygląda to jak sushi z łososia zawinięte w glony. Nie wiem czy jest to do końca apetyczny widok, choć wciąż nie wygląda tak kiepsko jak u innych. Czyżby trafił mi się lepszy sort? Konsystencja jest dość miękka ale do wyjmowania produktu z opakowania używam szpatułki z racji tego, że nie chcę aby do środka dostała się woda. 

Dziwny jest to produkt. Niby miękki i poddający się naciskom palców ale przy rozprowadzaniu na sucho stawia opór. W kontakcie z wodą poddaje się rozprowadzeniu ale większe kawałki chowają się między palce. Trzeba poświęcić mi chwilkę ale nie jest to nic irytującego. Zielone skrawki całkowicie ignorują wodę, pocieranie, bardziej nachalne pocieranie, miażdżenie i mnie. Co bym nie robiła to żyją własnym życiem. Lubię dziwne konsystencje więc Aqua Marina wpisuje się w tę tematykę perfekcyjnie.

To dość dobry czyścik do cer tłustych i trądzikowych. Totalnie czyści i matowi skórę. Ma sporo składników o właściwościach antyseptycznych, czyli podsuszających drobne wypryski. Dlatego jeśli masz cerę suchą, normalną lub bardziej wrażliwą możesz już o tym produkcie zapomnieć. Moja skóra ma tendencję do przesuszenia mimo, że jest mieszana. Stosowanie produktu dwa lub trzy razy w tygodniu okazało się dla mojej skóry granicą, której przekraczać nie powinnam. Jednak doszłam do tego stosując produkt przez kilka dni codziennie. Skóra zareagowała silnym przesuszeniem nawet w strefie T. Do produktu wróciłam dopiero po ogarnięciu cery i stosowałam w ograniczonym zakresie. To głównie wieczorem po zmyciu makijażu płynem micelarnym sięgam po czyścik Lush ale tylko co drugi lub trzeci dzień. Zmywam go przy użyciu gąbki celulozowej, bo w przeciwnym wypadku wciąż czuję na skórze jakby tępą powłoczkę. Hmm.. w zasadzie czuję ją nawet po użyciu gąbki celulozowej dlatego dodatkowo na koniec przemywam twarz delikatnym żelem.


Czy jest to czyścik idealny? Dla mnie niestety nie. Na różnych blogach i forach czytałam, że pachnie jak stara ryba. Dla mnie to raczej zapach glonów w połączeniu z intensywnym zapachem mokrego proszku do prania najgorszej możliwej jakości. Zapach jest ekstremalnie intensywny, tak że szczypie w nos, wali prawym sierpowym po oczach, po czym dociera do mózgu gdzie moje fałdy zaczynają się prostować, a zwoje wysyłają impulsy z nakazem natychmiastowego zamknięcia opakowania. Tu nie ma dyskusji.. może zapach nie jest typowym śmierdziuchem ale jest tak intensywny, że przy robieniu zdjęć nabawiłam się migreny, która nie chciała ustąpić przez kilka godzin. A ja migren nie miewam i jestem na zapachy odporna. Zdecydowanie Aqua Marina mnie pokonała, choć jedynie w formie otwartego opakowania. W trakcie użytkowania niewielkiej ilości, rozpuszczonej wodą nie jest już tak źle.


Aqua Marina może służyć jako czyścik również do ciała, a także można pokusić się o maseczkę. Dla mnie to jednak za wiele. Zbyt intensywnie używana przesusza mi skórę, ale sama w sobie spisuje się bardzo dobrze. Rzeczywiście oczyszcza skórę, matowi i pomaga w leczeniu niedoskonałości. Tylko osobiście wolałabym produkt nad którym nie muszę się zastanawiać czy moja skóra ma go już dość i nie będę musiała wstrzymywać oddechu przy otwieraniu opakowania. Nie.. nie.. nie.. zdecydowanie tęsknić nie będę, choć ogół zamysłu mi się podoba. 

Za możliwość testowanie bardzo dziękuję Marice z bloga La Bleuet 😘

Ciekawa jestem gdzie leży Twoja granica zapachu?
Ważniejszy jest zapach czy działanie?

września 30, 2017

ZUŻYCIA WRZEŚNIA 2017

ZUŻYCIA WRZEŚNIA 2017

Nie pamiętam września.. w sensie pijana przez cały miesiąc nie chodziłam ale i tak średnio cokolwiek z niego pamiętam. Totalnie nijaki miesiąc.. jakby całkowicie przespany. Chociaż nie.. pamiętam, że była piękna letnia pogoda i nagle z dnia na dzień nastała jesień ale nie żadna piękna złota jesień tylko zimna i ponura. A gdzie okres przejściowy? Gdzie babie lato?.. chociaż nie.. pająki to ja widziałam już w nadmiarze. Nie mam nic do jesieni.. nawet ją lubię ale nie tak od razu i to ze wszystkim co potrafi być w niej depresyjne. Dobrze, że chociaż końcówka miesiąca jest bardziej przyjazna.. tylko co z tego gdy człowiek z gorączką walczy.. do tego zamotany bardziej niż kiedykolwiek i walczy o jasność umysłu, gdy trzeba do toalety pójść 😂

Przynajmniej jakoś to blogowanie mi jeszcze wychodzi.. zatem denko!


BIOPHA - WODA MICELARNA DO SKÓRY WRAŻLIWEJ
Jako płyn do demakijażu pierwszej warstwy spisywał się całkiem dobrze.. zmywał. Jeśli jednak przetarłam nim twarz w ciągu dnia dla odświeżenia skory czy po prostu rano, pozostawiał na mojej skórze lepką warstwę, która doprowadzała mnie do szału. Do tego skład wersji Natural odbiega jakościowo od wersji Organic. Nie był najgorszy ale jeśli miałabym wybierać to prędzej wróciłabym do różowego Garniera, który finansowo również wypada o niebo lepiej.



BOOTS BOTANICS - PURIFYING FACE SCRUB ALL BRIGHT
Uhh.. bardzo kiepski peeling do twarzy. Zupełnie nie radził sobie ze złuszczaniem naskórka i to w najmniejszym stopniu. W zasadzie nie jestem w stanie przypisać mu jakichkolwiek właściwości pielęgnacyjnych. Jakimś cudem udało mi się go zużyć.. a trwało to siedem miesięcy. Peeling absolutnie nie był wydajny, te siedem miesięcy to wyłącznie okres męki i niechęci.



PURE SKIN FOOD - TONIK NAWILŻAJĄCY RUMIANEK
Bardzo przyjemny produkt, który koi skórę, tonizuje, odświeża, a także pomaga przy podrażnieniach. Fajnie sprawdzał się w duecie z olejkiem z tej samej firmy. Mam jednak pewne wątpliwości czy jest wart swoje ceny.. w końcu na rynku hydrolatów z rumianku znajdziemy naprawdę dużo i to w znacznie niższej cenie. Sprawdzę, bo jednak już nieraz przekonałam się, że hydrolaty równe sobie nie są 😉



LUSH - ŚWIEŻE MASECZKI: DON'T LOOK AT ME, CATASTROPHE COSMETICS, ROSY CHEEKS
To już wszystkie.. nic nie zostało. Zabawa fajna ale chyba głównie jedna z maseczek pozostała mi w głowie na tyle, że bardzo chętnie bym do niej wróciła. Dwie kolejne miło wspominam, dwie były przeciętne, a jedna spowodowała katastrofę. Z tej trójki najlepsza okazała się Catastrophe Cosmetics. Bardzo się cieszę z możliwości przetestowania za co ponownie dziękuję Marice 😘 Moje wielkie chciejstwo marką Lush na chwilę obecną zostało zaspokojone. W użyciu mam również czyścik Aqua Marina ale spokojnie.. bez stresu.. bez napinki.. na recenzję w październiku chyba szansy nie ma 😜



ISANA - PŁATKI KOSMETYCZNE BIO
Jestem zaskoczona tym, że jakiekolwiek płatki kosmetyczne wywarły na mnie tak dobre wrażenie. Zdecydowanie płatki Isana w wersji Bio, czyli nie bielone chemicznie należą do moich ulubionych. Są bardzo delikatne dla skóry oczu. Uważam, że mogłyby uratować niejeden przeciętny płyn do demakijażu. Polecam chociaż raz je sprawdzić.. ale jakbyś zapomniała to z całą pewnością jeszcze Ci o nich przypomnę 😉


ALLEGRO - SZMATKA MUŚLINOWA
Ze szmatkami z muśliny jest u mnie tak jak ze skarpetkami. Wrzucę do pralki cztery, a wyciągnę trzy 😂 Z dziesięciu szmatek muślinowych, które jakiś czas temu kupiłam na allegro została mi tylko jedna. Ciężko jest mi już ją doprać.. znęcałam się nad nią wystarczająco długo.. pora na wymianę.
Swoją drogą mogę je polecić z czystym sumieniem szczególnie jeśli do oczyszczania używasz olejków lub balsamów. Szmatki muślinowe w mojej opinii są lepsze niż ręczniczki czy inne tego typu ściereczki np. bambusowe czy z mikrofibry. Przy regularnym stosowaniu całkowicie wyprą peeling z pielęgnacji. Dobrze sprawdzą się te z allegro za 5 zł ale jedne z lepszych znajdziesz w The Body Shop.


CALYPSO - GĄBKA CELULOZOWA
Uwielbiam te gąbki, są niezastąpione! Genialnie sprawdzają się przy ściąganiu maseczek i tak głównie ich używam. Sprawdzałam również w tym celu gąbki Konjac ale było mi ich szkoda.. tak.. skąpiradło kosmetyczne to ja 😂 Do tego celulozowe finansowo wychodzą znacznie taniej i z ostatniego przeglądu kosmetycznych zapasów wynika, że będę musiała się w nie ponownie zaopatrzyć. 

ALLEGRO - MASECZKI SKOMPRESOWANE
Uwielbiam je. To tylko baza ale sprawdzają się fenomenalnie. Warto chociaż raz je przetestować na sobie i nie martw się, że nie masz czym ich nasączyć, bo masz! Wystarczy chociażby tonik lub hydrolat. Niby banalnie proste, a efekty lepsze od niejednej drogeryjnej maseczki czy wielbionych maseczek azjatyckich w płacie. Polecałam.. polecam.. i wciąż będę polecać.


GREEN PEOPLE - SOFT BUFF SKIN EXFOLIATOR
Bardzo fajny peeling! Spisał się świetnie! Próbka rozbudziła chęć zakupu pełnowymiarowego opakowania.. ale listę peelingów do sprawdzenia już mam. Mimo to kusi i to bardzo. Jest to rozświetlający emzymatyczny peeling, który łagodnie ale skutecznie złuszcza to co trzeba.

GREEN PEOPLE - VITA MIN FIX 24-HOUR CREAM
Witaminowy nawilżający krem do twarzy również rozbudził we mnie chciejstwo. Faktycznie ładnie nawilża skórę, a przy tym nie pozostawia tłustej warstwy. Przeznaczony do cery normalnej i  suchej ale nawet na mojej mieszanej spisał się bardzo dobrze. To również świetny krem pod makijaż. Zdecydowanie w produktach Green People będę chciała poszperać.

YUNIFANG - ESENCJA
W opakowaniu maseczek Yunifang, które jakiś czas temu mi się skończyły znalazłam próbkę essencji. Wykorzystałam ją wraz bawełnianą maseczką. Cudownie ukoiła skórę. Do masek Yunifang strasznie mnie ciągnie i bardzo za nimi tęsknię.

DERMEDIC - NORMACNE KREM REGULUJĄCO-OCZYSZCZAJĄCY NA NOC 
Dawno temu kupowałam produkty Dermedic i w miarę byłam z nich zadowolona.. na początku. Im dłużej używałam tych produktów tym moja skóra miała się gorzej. W składach często pojawiały się składniki, które na dłuższą metę mnie zapychały i powodowały pogorszenie stanu skóry.. ale początki oczywiście były zawsze całkiem fajne. Dlatego też podjęłam próbę z próbką, bo miałam ku temu powody. Stan mojej skóry pogorszył się po maseczce Love Lettuce i nie chciał się poprawić nawet przy moich sprawdzonych sposobach. Normacne stosowałam na noc przez 2-3 dni z rzędu.. i też nic nie pomogło.. skóra co najwyżej została podsuszona. To tylko potwierdza, że tego typu kosmetyki bardziej szkodzą mojej skórze niż pomagają.

OILLAN - BIOAKTYWNY KREM BARIEROWY
Każda z próbek wystarczyłam mi na 2-3 użycia. Stosowałam zarówno na twarz jak i na szyję oraz dekolt. Krem jest bezzapachowy, lekki, szybko się wchłania. W zasadzie wcale go nie czuć. Skóra czuję się pod nim komfortowo. Nie szkodzi jej, nie zapycha choć taki test należałoby wykonać w znacznie dłuższym okresie czasu. Nie zachwycił mnie ale też nie mogę o nim niczego złego powiedzieć.

LAVERA - SERUM INTENSYWNIE NAWILŻAJĄCE Z ALGAMI I KWASEM HIALURONOWYM
Niewielka próbka ale bardzo fajna. Delikatne w konsystencji serum sprawdza się rewelacyjnie pod maseczkę tonikową czy pod krem. Nawet w wersji solo spisuje się całkiem dobrze. Kwas hialuronowy w moje pielęgnacji po prostu musi być! Bardzo chętnie sprawdziłabym na sobie pełnowymiarowy produkt.

AVEBIO - AMBROZJA NAWILŻAJĄCA
Kolejny nawilżacz i również bardzo fajny produkt. Podobnie jak poprzednik sprawdził się fajnie pod maseczką tonikową czy krem. Minimalnie i z niewiadomych przyczyn ciągnie mnie do niego minimalnie bardziej niż do serum z Lavery. Na szczęście mam jeszcze czas, bo w użyciu i zapasach wciąż mam mój hit, czyli Hydraluron.

MAKE ME BIO - OLEJEK DO PIELĘGNACJI TWARZY I DEMAKIJAŻU
Trochę poczułam się rozczarowana. Od Make Me Bio oczekiwałam więcej ale podobnie jak to było w przypadku kremu i maseczki, olejek też okazał się.. poprawny. Nie zrobił na mnie specjalnego wrażenia, a jego oryginalne opakowanie jest tak niepraktyczne, że całkowicie mnie zniechęca jego zakup.

BALEA - WODA MICELARNA
Delikatny płyn micelarny, który miał problemy ze zmyciem tuszu z rzęs. Nie był najgorszy ale jednak z tego co widzę pielęgnacja marki Balea raczej nie ma mi nic ciekawego do zaoferowania.


SEPHORA - ODŻYWCZY BALSAM DO CIAŁA CYTRYNOWA WERBENA 30zł
Bardzo polubiłam się z tym balsamem głównie z uwagi na zapach soczystej werbeny, który szczególnie latem uwielbiam. Używałam na raty, bo jednak takich zapachów w produktach kosmetycznych za wiele nie jest. Na szczęście znalazłam jego zamiennik i to z nieporównywanie lepszym składem, a także zapachem! Już za balsamem nie tęsknię.. nie brakuje mi go.. nie pamiętam zapachu.. a przecież był ulubieńcem 😇



INTIMEA - EMULSJA DO HIGIENY INTYMNEJ
Wiem, że kilka osób ten produkt sobie chwali ale u mnie okazał się całkowitym bublem.. a już szczególnie przy higienie intymnej. Przy tradycyjnym stosowaniu wysuszał i podrażniał mi skórę. Udało mi się płyn zużyć do mycia włosów (kwas mlekowy fajnie działa na włosy stosowany od czasu do czasu), do kąpieli oraz mycia pędzli i gąbek do makijażu, a to wszystko zajęło mi.. rok.


NIVEA - OLEJEK W BALSAMIE KWIAT WIŚNI I OLEJEK JOJOBA
Zapach przyjemny choć spodziewałam się czegoś więcej. Dla mnie pachnie jak ładny płyn do płukania tkanin.. czyli ładnie.. ale jednak coś tu mi nie gra. Zapach ulatnia się stosunkowo szybko. Konsystencja lekkiego balsamu, który ekspresowo się wchłania w skórę. Skóra faktycznie wydaje się być nawilżona bez uczucia jakiejkolwiek warstwy. Produkt ciekawy i przyjemny. Myślę, że zdobędzie swoje grono wielbicielek ale ja raczej wliczać się nie będę.

OILLAN - BIOAKTYWNA EMULSJA DO MYCIA I KĄPIELI ORAZ PŁYN DO MYCIA I KĄPIELI 2W1
Z racji, że wanny nie posiadam stosowałam po prysznicu na wilgotną skórę. Jedna saszetka wystarczyła mi na jedno użycie i to wcale sobie nie żałując. Po rozprowadzeniu produktu na skórze zajmowałam się pielęgnacją stóp, a następnie emulsję spłukiwałam. Skóra od razu była jedwabiście gładka. Po jej osuszeniu ręcznikiem również efekt był wyczuwalny ale w dużo mniejszym stopniu. Z czasem skóra przestała czuć się komfortowo. W moim przypadku ten produkt jest całkowicie zbędny ale z drugiej strony przeznaczony jest dla maluszków, a nie kobiet z trojką z przodu.

OILLAN - MLECZKO NAWILŻAJĄCE
Bezzapachowe mleczko, które pozostawia skórę nawilżoną ale bez jakiegokolwiek natłuszczenia. Bardzo komfortowe dla skóry. W okresie letnim mogłoby się sprawdzić jednak z uwagi na Myristyl Myristate w składzie wolałam unikać nakładania go w miejscach podatnych na zapychanie tj. ramiona, dekolt itp. Już wielokrotnie przekonałam się, że te składnik przy systematycznym używaniu zapycha moją skórę. Szczególnie unikam go w produktach do twarzy.

OILLAN - DERMATOLOGICZNY BALSAM NAWILŻAJĄCO-NATŁUSZCZAJĄCY Z 10% MOCZNIKIEM
Faktycznie nawilżał i natłuszczał skórę ale przy próbce trudno mi było stwierdzić faktyczny wpływ mocznika na skórę. Produkt pozbawiony jest zapachu, a warstwę którą zostawia na skórze wydaje się jakby lekko tempa. Jeśli już mam możliwość wyboru to prędzej sięgnęłabym po naturalne masło do ciała lub balsam.. po prostu mam z nich więcej przyjemności.


NOBLE HEALTH - MISIE NA ZDROWE WŁOSY
Okropny smak żelków warto przeboleć, bo z każdym kolejnym dniem smakują lepiej.. w sensie bardziej neutralnie. Początkowo mocno mnie to zraziło ale wytrwałam, a efekty tego zaprocentowały. Mimo wszystko muszę przyznać, że żelki mnie zaskoczyły. Nieco z niedowierzaniem do nich podchodziłam.. żelki ? na włosy? serio? Coś mnie podkusiło aby sprawdzić zawartość witamin w porównaniu do mojego niezawodnego suplementu Gelacet Plus.. miśki okazały się poniekąd lepsze. Zdębiałam.. i zamówiłam. Jeśli nie widziałaś efektów po kuracji to wstydź się.. lektura obowiązkowa do nadrobienia poniżej.



BEAUTY MARRAKECH - SZAMPON ZIOŁOWY
Do ziołowych szamponów podchodzę ostrożnie, bo z ich zapachami bywa różnie. Ten pachniał wyjątkowo sympatycznie i wcale nie drażnił mi nosa. Poziom piany bardzo satysfakcjonujący, włosy porządnie oczyszczone ale następnego dnia zaczęła swędzieć mnie skóra głowy. Sprawdziłam skład i znalazłam w nim CAPB, czyli Cocamidopropyl Beatina jako główny detergent. Niestety moja skóra głowy zupełnie go nie toleruje. Resztę zużyłam jako pierwsze mycie, a drugie koniecznie z innym szamponem. Ubolewam nad moją marną tolerancją.


ORGANIC GARDEN BY STARA MYDLARNIA - PEELING DO SKÓRY GŁOWY, KURACJA OCZYSZCZAJĄCA
Jeden z fajniejszych peelingów do skóry głowy, do tego dostępny stacjonarnie w drogerii Natura. Skład mógłby być nieco lepszy ale poza tym nie mam co do niego żadnych zastrzeżeń. Fajnie oczyszczał, odświeżał, chłodził i unosił włosy u nasady. Po prostu dobry.  Ciekawi mnie druga wersja tego peelingu ale na chwilę obecną mam nico inne plany.



TANGLE TEEZER - SZCZOTKA DO WŁOSÓW WERSJA ORYGINAL
Mam serdecznie dość przekładania jej z miejsca na miejsce. Od kiedy mam The Wet Brush moja oryginalna wersja przestała istnieć. Zrobiłam do niej ostatnio kilka podejść aby upewnić się czy dobrze robię.. zdecydowanie dobrze! Mam grube i gęste włosy ze szczotką The Wet Brush ich rozczesanie trwa chwilę, bo łapie włosy na całej ich grubości.. z TT musiałam zawsze dzielić włosy na pasma. Do tego moja skóra głowy z TT się nie lubiła.. tak samo końce włosów. Pa Pa!
Żeby nie było.. wciąż mam wersję kompaktową TT, której używam i noszę w torebce.


CATRICE - LIQUID CAMOUFLAGE KOREKTOR W ODCIENIU 010 PORCELLAIN
Rozumiem w pełni zachwyty nad tym korektorem. Oddać mu trzeba pokłon za zdolność krycia i trwałość. Kupiłam go z myślą o okolicach oczu ale zupełnie się nie sprawdził: wysuszał i zbierał się mimo prób utrwalenia. W znaczącej większości zużyłam go z podkładem Too Faced, który ratował pod względem trwałości. Resztki zużyłam jako bazę pod cienie i dzięki temu moja opinia na jego temat znacznie się ociepliła. W tej dziedzinie spisywał się całkiem dobrze, ładnie podbijał kolor cieni i utrzymywał je w miejscu. Powrotu nie planuję. Za to duży plus przyznaję za bardzo dobrej jakości opakowanie z którego nic się nie ścierało.. o wiele droższe firmy mogą brać przykład.

Link do recenzji: Catrice - Liquid Camouflage



100% PURE - KREM TONUJĄCY W ODCIENIU SAND
Bardzo ucieszyła mnie ta próbka dołączona do zakupów. Mój kremowy podkład ze 100% Pure również ma odcień Sand.. ale różnica między nimi jest naprawdę spora. Szkoda, że producent nie dba o to aby poszczególne produkty miały takie same bądź bardzo zbliżone do siebie odcienie, bo wówczas zakupy byłyby znacznie ułatwione. Na szczęście sklep Plants for Beauty prowadzi sprzedaż próbek więc warto filować i z tej opcji korzystać. Co do samego kremu tonującego: nieco dziwna konsystencja.. jakby wodnisto-oleista, początkowo może sprawiać problem z rozprowadzeniem ale wystarczy dobrze rozetrzeć pędzlem typu flat-top cienką warstwę. Daje efekt drugiej skóry ale także delikatne krycie. Dla mnie odcień Sand w tym przypadku jest o 3-5 tonów za ciemny. Myślę jednak, że to może być ciekawa opcja dla cer suchych i normalnych, które nie mają większych problemów.


HUGO BOSS - PERFUMY FEMME
Delikatne i dziewczęce. To zdecydowanie opcja dla kogoś młodego z niepoprawną duszą romantyczni. Kiedyś bardzo je lubiłam ale obecnie całkowicie do mnie nie pasuje.. wręcz stały się nijaki. Być może mi się znudziły, przejadły, a może zmienił mi się gust zapachowy. We wrześniu dobrałam się im do tyła.. używałam codzienne. Niestety producentowi brakuje kilku klepek. Denko opakowania jest wypukłe, a koniec rurki atomizera opiera się w najwyższym punkcie soczewkowego kształtu. Nie ma takiej możliwości aby zużyć perfumy do końca, bo spora część rozlewa się wokół. Ile ja się umęczyłam aby cokolwiek przelać do małego atomizera.. ile razy sobie ręce zalała.. ile razy w oko sobie psiknęłam.. na koniec wszystkim co udało się wydobyć cieszyła się podłoga w kuchni. Brawo.

Link do recenzji: Hugo Boss - Femme


KATE MOSS - VINTAGE
Zapach sam w sobie ciekawy. Zdecydowanie należy do tych intensywnych i mało subtelnych, choć oryginalnych. Jest słodki, nieco ciężki i zupełnie nie w moich klimatach. Zużyłam szybciorem póki nastała chłodniejsza aura. Na szczęście trwałością nie grzeszył.

MASSOIA SECRETS - ESSENTIELLE VANILLE
Pojęcia nie mam skąd mam próbkę, a w sklepach tych perfum nigdzie nie widzę. Zapach to bardzo mocna, ciepła i otulająca wanilia. Są słodkie i nieco duszące, a ich trwałość jest całkiem imponująca. Zdecydowanie na wieczór i raczej dla nieco starszej osoby.


Z czystej ciekawości podsumowałam finansowo denko. Jego koszt pomijając wszelkie próbki i licząc ceny bez zniżek to około 407 zł. Wbrew pozorom to wcale nie jest dużo, bo największe obciążenie stanowią tu perfumy, które używałam 3-4 lata. Skupiłam się również głównie na zużyciu próbek. Naprawdę zużycia z tego miesiąca uważam za przeciętne jak na moje możliwości.. aż boję się podliczyć poprzednie denka.. może lepiej nie będę o tym myśleć 😂 Swoją drogą jestem ciekawa jak to wygląda w Twoim przypadku. 


Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger