Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Svoje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Svoje. Pokaż wszystkie posty

stycznia 03, 2020

ULUBIEŃCY ROKU 2019: PIELĘGNACJA CIAŁA I WŁOSÓW

ULUBIEŃCY ROKU 2019: PIELĘGNACJA CIAŁA I WŁOSÓW

Witam w kolejnym podsumowaniu ulubieńców roku 2019!
Miałam cichy plan aby w końcu rozbić tę kategorię.. ale jednak we włosowej kategorii moi ulubieńcy leżą. To zapewne wina tego, że poza szamponem i odżywką/maską nie robię z nimi nic więcej. Produkty do stylizacji są mi w zasadzie obce. Być może w tym roku uda się rozszerzyć moją pielęgnacje o coś więcej.. trzymaj kciuki! A tymczasem zapraszam na podsumowanie..


EC LAB - ULTRA ODŻYWCZY KREM-ŻEL POD PRYSZNIC Z MANGO
Ten żel wspominam z wielkim sentymentem i z całą pewnością do niego wrócę. Oprócz niego poluję na wersję z linii SPA, która jest podobno genialna. Niezwykle przyjemny żel o kremowej konsystencji, który obłędnie pachnie mango. Nie wysusza skóry, podczas kąpieli daje gęstą, miękką  ale niezbyt obfitą pianę.. a mi to bardzo odpowiada. 



REPUBLIKA MYDŁA - LAWENDER LAKE
Po pierwsze mydło, po drugie zapach lawendy. Jeszcze rok temu nawet nie śniło mi się, że polubię się z jakimkolwiek mydłem, ani o tym, że znajdę zapach lawendy w kosmetyku który będzie mi odpowiadać. Za jednym zamachem Republika Mydła zmieniła moje podejście do tych obu rzeczy. Pierwsze mydełko, które pielęgnuje moją skórę, nie pozostawia dziwnego nalotu, nie wysusza. Do tego śliczny lawendowy zapach przełamany rumiankiem od którego jestem uzależniona.

Link do producenta: Republika Mydła


SVOJE - MYDŁO MASUJĄCE Z PEELINGIEM KAWOWYM
Prawdziwe narzędzie tortur, a z drugiej strony.. to tylko mydło. lepiej tego nie lekceważyć gdyż zarówno strona z wypustkami do masażu jak i strona z kawowym peelingiem mają swoją niesamowitą moc! Masaż jest konkretny, chociaż nacisk na skórę zależy od nas. Mydełko ma bardzo przyjemny zapach trawy cytrusowej i rozmarynu, co podczas masażu dodatkowo daje uczucie świeżości i mały zastrzyk energii.

Link do producenta: Svoje


BODY BOOM - PEELINGI KAWOWE
Peelingi Body Boom to moje ulubione peelingi kawowe. Na zdjęciu mała gromadka mini wersji ale to wcale nie oznacza, że wszystkie się u mnie sprawdziły. Wersję zapachową najlepiej dostosować do swoich upodobań. Osobiście najbardziej zaskoczyła mnie wersja z miętą.. ten efekt odczuwalnego chłodu jest obłędny! Idealna wersja na lato.. niestety nie najbliższe. W zapasach mam dwie duże wersje peelingow Body Boom gdzie jeden wystarczy mi na minimum 4 miesiące użytkowania, a oprócz nich inne peelingi. Jednak wracam do nich z wielką przyjemnością i poznaje nowe limitowane edycje.

Link do producenta: Body Boom
Link do recenzji: Peelingi Body Boom


CHIC CHIQ - PEELING AAM BODY
Kolejny innowacyjny produkt Chic Chiq, który skradł moje serce. Poniekąd wypełnił pustkę po produktach Willow Organics, bo jakimś cudem właśnie przypomina mi Willowki, chociaż to zupełnie inne konsystencja, inny zapach.. ale działanie podobne. Cudownie wygładza skórę otulając ją pielęgnacją najwyższej jakości. Niezwykle fajny w użyciu, chociaż wymaga pewnej wprawy.

Link do producenta: Chic Chiq


WILLOW ORGANICS - FRUITY SUGAR SCRUB
W 2019 marka Willow zamknęła swoją działalność.. szczęśliwi ci co zdołali zaopatrzyć się w zapasy. Chociażz wszystkie produkty Willowków pokochałam to jednak peeling jest na szczycie mojego uwielbienia. Cudowny zapach, ładne działanie złuszczające wraz z genialną pielęgnacją. To prawdziwa przyjemność go używać. W zapasach kosmetycznych na czarną godzinę uchował mi się jeszcze jeden peeling.



SZMARAGDOWE ŻUKI - HYPERICUM
Ten kremik tyle razu uratował moje dłonie z trudnych sytuacji, że bez wahania jestem w stanie nazwać go najlepszym. Niewielka ilość wystarczy aby pokryć dłonie, dzięki czemu jest niezwykle wydajny. Do tego posiada piękny, ziołowy zapach. Korzystam z niego głównie w sytuacjach kryzysowych takich jak po pracach w ogrodzie, intensywnym sprzątaniu czy.. skręcaniu zbrojenia na fundamenty domu. Zwyczajnie nie ma sobie równych, a ja specjalnie o dłonie nie dbam, a kremów nie lubię używać.

Link do producenta: Szmaragdowe żuki - Hypericum


PONY HUTCHEN - NATUALNY DEZODORANT W KREMIE
Dezodoranty Pony Hutchen zrobiły na mnie ogromne wrażenie, a była to jeszcze "stara" wersja "nieudoskonalona".  Faktycznie przy wyższej temperaturze zmieniały konsystencję co nieco utrudniało aplikację ale obecnie już tego nie robią. Pomimo tej walki i tak je uwielbiałam, a zużyłam trzy! Wydajne, skuteczne i pięknie pachnące! Z wielką przyjemnością zapoznam się z nową odsłoną

Link do sklepu: Bioana


DOUCES ANGEVINES - PIĘCIOSEZONOWY FLUID DO CIAŁA BAUME DE L'HIMALAYA
Ten produkt zwyczajnie trudno opisać. Nie jest to zwykła pielęgnacja ciała.. to raczej pielęgnacja naszego samopoczucia. Fluid do ciała, który dodaje energii, wzmacnia nasze dobre samopoczucie.. lub dosłownie pomaga je odnaleźć. Cudownie łagodzi bóle głowy czy mięśni. Spisuje się przy osłabieniu czy przeziębieniu. Sporą próbkę wysłałam koleżance Weronice (serdecznie odsyłam do jej profilu i Instagramie) i po pierwszym użyciu była równie zachwycona.

Link do sklepu: FlerOrganic


LAVERA - SZAMPONY
Szampony marki Lavera wypełniają mi pustkę po marce Desert Essence. Mają dobre składy, bez Cocamidopropyl Betaine na którą moja skora głowy reaguje przesuszeniem, a dodatkowo polubił je mój mąż. na chwilę obecną chyba przeszłam przez większą część szamponów Lavera i niedługo zatoczę kółko. Na zdjęciu ostatnia zużyta wersja.. dość specyficzna bo jest to szampon z odżywką ale sprawdził się nam bardzo fajnie. Natomiast bardziej polecam zacząć przygodę od bardziej standardowych formuł jak pomarańcza z zieloną herbatą, wersja dla alergików, z różą i proteinami grochu, a obecnie u nas na łazienkowej półce melisa cytrynowa z miętą


BEMA - REGENERUJĄCA MASKA DO WŁOSÓW
Ta maska ma ogromny potencjał. Używałam jej zazwyczaj w czasie kiedy miałam więcej czasu, bo im dłużej siedzi na moich włosach tym lepszy efekt zauważam. Pięknie nawilża, wygładza i dociąża włosy ale bez przesadnego obciążenia. Włosy są genialnie miękkie i gładkie. Maskę zazwyczaj nakładałam na mocno odciśnięte włosy, które przykrywam czepkiem oraz dodatkowo ręcznikiem. Taki kompres dodatkowo wzmacnia jej działanie. Do tej pory jestem pod takim wrażeniem, że śmiało mogę nadać jej tytuł najlepszej maski EVER! Już próbowałam do niej wrócić ale jest rozchwytywana.. jednak przy kolejnych zakupach w Ekozuzu będzie moja!

Link do sklepu: Ekozuzu


YOPE - ODŻYWKA DO WŁOSÓW ŚWIEŻA TRAWA
Normalnie nie lubię się z marką Yope, a to wyjątkowy przypadek, chociaż mam mu do zarzucenia jedno.. fatalny zapach. Bardzo chętnie bym sobie po nim pojechała ale fakt jest taki, że moje włosy i skóra głowy zwyczajnie polubiły się z tą odżywką pomimo mojego wewnętrznego sprzeciwu. Odżywka pięknie wygładza włosy, a jednocześnie nadaje im lekkości. Zdecydowanie najlepsza odżywka jaką miałam w ubiegłym roku pod względem działania.. i przyznaję to z wielkim bólem, bo fajną marki nie jestem.

Link do produktu: Yope - Odżywka do włosów świeża trawa


Jak się ma rok 2018 do 2019? Mała analiza: ULUBIEŃCY ROKU 2018: PIELĘGNACJA CIAŁA I WŁOSÓW

Republika Mydła - Lavender Lake
Nic się nie zmieniło. Mydło poznałam w 2018 ale bardzo chętnie wracałam do niego w 2019. W zasadzie jest to pierwsze mydło, które zostało aż tak wyróżnione. Uwielbiam za piękny zapach łączący lawendę z rumiankiem oraz za działanie peelingujące dzięki płatkom owsianym. 

Willow Organics - Fruity Sugar Scrub
Tutaj identycznie bez zmian. Uwielbiałam Willowki z będę je wspominać z ogromnym sentymentem.

Miodowa Mydlarnia - masło do twarzy i ciała z woskiem pszczelim Ambrozja
Masełko o wyjątkowym zapachu i dobrych właściwościach pielęgnacyjnych. Jednak wciąż bardziej kojarzę je z uwagi na zapach. Wiem, że powstały o tym samym zapachu perfumy w kremie i chyba obecnie bliżej jest mi do perfum ale tylko z uwagi na spore zapasy w masłach do ciała

Douces Angevines - Dwufazowy Płyn do kąpieli Les Larmes D'Ondine "Łzy Nimfy"
Płyn do kąpieli o niezwykłej kompozycji zapachowej. Mieszanka zapachu jodły, gorzkiej pomarańczy, ylanylang.. niby taka nie moja, a jednak tak strasznie wciągająca i niesamowicie relaksująca. Taka kąpiel wspaniale łagodziła bóle mięśni, poprawiała samopoczucie, relaksowała i zmniejszała stres. Za to skóra nabierała przyjemnej gładkości i miękkości bez tłustej warstwy. Niesamowity płyn.. z reszta jest to typowe dla całej marki.

Pony Hutchen - Dezodorant w kremie Rock-a-hula
Dezodoranty które bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Z przyjemnością wrócę.. chociaż już do nowej wersji 

Pony Hutchen - Perfumy w kremie
Perfumy wciąż mam.. i to zaopatrzyłam się w 2 sztuki. Bardzo liczę na to, że pojawią się nowe wersje zapachowe, bo niesamowicie odpowiada mi ten typ perfum. Nimi mini wersje, ale idealne do torebki.. ba! nawet do spodni i wcale niczego im nie brakuje jeśli chodzi o intensywność.

Desert Essence - Szampony
Genialne szampony, których naprawdę mi brakuje. Wciąż mam szczerą nadzieję, że mara się pojawi.. lub chociaż będzie można ją zamówić z iHerb bez dowalenia cla. Jeśli nadarzy się okazji to zrobię solidny zapas szamponów. 

Joico - Proteinowa pielęgnacja
Podobnie jak w przypadku szamponów Desert Essence, tu również nie ma jednego produktu, chodzi o całą gamę produktów Joico. Jedna duża odżywka była w stanie zapewnić moim włosom maksimum proteinowej pielęgnacji na najwyższym poziomie na przynajmniej rok. Wystarczyło, że po produkt sięgałam raz na miesiąc.. dosłownie. Z wielką przyjemnością wrócę do produktów Joico w tym roku.

Bionigree - Serum oczyszczające do skóry głowy
Rewelacyjnie się u mnie sprawdził! Koniecznie chcę wrócić w tym roku ale bardziej w okresie letnim gdyż cudownie chłodzi skórę głowy, oczyszcza ją i łagodzi. Do tego pięknie przedłuża świeżość włosów tuż u nasady.

The Wet Brush - Szczotka Dazzlers w kolorze silver
W tym temacie nic się nie zmieniło, to wciąż moja ulubiona szczotka do włosów. Szczotka nie ciągnie włosów, delikatnie je rozczesuje i nie drapie skóry głowy.. oraz ślicznie wygląda.


listopada 02, 2019

ZUŻYCIA PAŹDZIERNIKA 2019

ZUŻYCIA PAŹDZIERNIKA 2019

Październikowe denko miało być powrotem do korzeni.. czyli bez kubka kawy i czegoś do przegryzienia nie siadaj.. coś jednak nie wyszło. Zdecydowanie widzę w tym wyłącznie swoją winę, bo brak mi pielęgnacyjnej systematyczności. Na szczęście poszłam po rozum do głowy uświadamiając sobie, że na własne przyjemności zwyczajnie muszę mieć czas. W dodatku zima już za rogiem, a moja skóra dość kiepsko ją znosi.. trzeba o siebie zadbać!


VIANEK - ENZYMATYCZNY ŻEL DO MYCIA TWARZY
Nie sprawdził się u mnie. Przetestowałam go w roli głównego produktu do mycia twarzy.. i nawet za trzecim zamachem nie zmył wszystkiego. Tym bardziej, czy mogę mieć do niego zaufanie jako produkt drugiego etapu po płynie micelarny, który ściąga tylko wierzchnią warstwę makijażu? W dodatku za grosz nie mogłam dopatrzyć się enzymatycznego działania złuszczającego. Miałam tego nie robić.. ale Marzenka dopinguje, więc.. jest moim bublem! 😅 natomiast bardzo wiele dziewczyn to uwielbia i absolutnie tego nie kwestionuję ❤



OKANI BEAUTY - HYDROLAT LAWENDOWY
Hydrolaty z Okani Beauty sprawdzają mi się rewelacyjnie. Uwielbiam wersję z różą damasceńską, a ostatnio dorównał jej rumianek. To maleństwo to gratis do zakupów w postaci hydrolatu z lawendy. Wielką fanką lawendy nie byłam, chociaż stopniowo zaczynam się przekonywać. Hydrolat pachnie prawdziwą lawendą i jest niesamowicie przyjemny oraz kojący dla skóry. Chętnie wrócę do niego w pełnowymiarowej postaci.



ILCSI - KREM PIANKOWY WIŚNIA Z TARNINĄ
Krem o działaniu regenerującym i nawilżającym. Muszę przyznać, że przez okres lata spisywał się naprawdę dobrze, chociaż chciałabym nieco więcej. Obecnie przy niższych temperaturach potrzebuje wsparcia ale to wciąż dobry krem. Może nie zachwycił mnie swoim działaniem tak jak peeling z kwasami AHA czy inne produkty tej marki.. ale one naprawdę wysoko postawiły poprzeczkę. Post o kremie pojawi się na dniach, a międzyczasie zapraszam na recenzję genialnego peelingu z kwasami AHA marki Ilsci.



ECODENTA  - WYBIELAJĄCA PASTA DO ZĘBÓW BLACK WHITENING
Czarna.. i wybielająca. O tej paście do zębów czytałam wiele pozytywnych opinii i osobiście nie jestem w stanie niczego potwierdzić. Mam wrażenie, że zamiast wybielać nadawała zębom lekko szarawy kolor co faktycznie dawało złudne wrażenie rozjaśnienia. Być może to jakieś moje złudzenie.. ale tak ją ostatecznie odbieram. Ponadto nie była zła. Dobrze myła, wytwarzała niewielką pianę w porównaniu do zwykłych past. Obecnie jestem nieco zagubiona i nie mam pojęcia po co sięgnąć.. może masz swoją ulubioną pastę z dobrym składem?


FITOMED - ZIOŁOWY ŻEL POD PRYSZNIC
Był ok, chociaż nie wiem czy nie jestem zbyt pobłażliwa. Niemal nie tworzył piany co mi nie przeszkadza. Ziołowy zapach, który trochę trącił starym mydłem ale do tego również się przyzwyczaiłam. Mył dobrze ale bez balsamu do ciała skóra stawała się sucha. Ostatecznie najlepiej sprawdził się podczas mycia pędzli i gąbki.. no tak wyczyszczonych w tak krótkim czasie jeszcze nie miałam. Z drugiej strony bałabym się go używać za każdym razem do moich pędzli z uwagi na wysuszające działanie.



SVOJE - MYDŁO MASUJĄCE Z PEELINGIEM KAWOWYM
Uuu.. rewelacyjne mydło. Masaż nim był genialny! Oryginalny kształt, dobra jakość mydła, przyjemny zapach i część z peelingiem kawowym, która zedrze wszystko. Jeśli ktoś nie jest przekonany do mydeł ale lubi peelingi oraz masaże to mydło od Svoje powinno być na pierwszym miejscu listy. To co zaskoczy każdego, to świetna jakość mydła która nie pozostawia tępej czy szorstkiej skóry. Choćbym chciała to nie jestem w stanie znaleźć wad tego mydełka.



YOPE - ODŻYWKA DO WŁOSÓW "ŚWIEŻA TRAWA"
Post o odżywce pojawi się na dniach i chyba wielu zaskoczy. Bo jak może spotkać się spotkanie antyfanki marki Yope z ich kolejnym produktem? Pomimo wielu zachwytów nad marką jeszcze żaden dotychczas stosowany produkt nie przekonał mnie swoim działaniem ani zapachem. Jedynie co mnie tu zachwyca to oryginalna grafika, która nie ma podobnych sobie.


KLAIRS - ILLUMINATING SUPPLE BLEMISH CREAN
Hmm.. z kremem BB Kleir's miałam różne relacje. Raz nie byłam w stanie go używać, a innym razem sięgałam po niego codziennie. Wszystko uzależnione było od stanu skóry, potrzeb, temperatury i oczekiwań. Jednak najczęściej użytkowany był razem z innym cięższym podkładem aby nadać mu pewnej lekkości, a w drugą stronę aby podkład dodał Kleir's krycia i trwałości. Nieustannie twierdzę, że to nie jest krem dla każdego. Jeśli już, to sprawdzi się najlepiej na skórze suchej i wymagającej jedynie ujednolicenia. Pięknie wygładza skórę, dodaje jej blasku, sprawia, że wygląda na świeżą.. ale aby taki efektu uzyskać skóra musi być przynajmniej poprawna lub zadowalająca. Przyjemnie było się z nim spotkać ale to stanowczo nie jest produkt dla mnie.. nie przy mojej mieszanej cerze.



CATRICE - KREDKA DO BRWI
Już tyle razu miałam się jej pozbyć, że straciłam rachubę. Za każdym razem stwierdzałam, że jeszcze dam jej szansę. Obecnie jest ze mną stanowczo za długo, a jej wielkość sama mówi, że zbyt chętnie po nią nie sięgam. Irytuje mnie jej struganie. Nigdy nie ma wystarczająco ostrej końcówki aby stać się precyzyjną. Nigdy nie byłam i nie będę zwolenniczką sztucznie narysowanych brwi, a używanie kredek dość często się tak kończy. Zdecydowanie preferuję produkty typu "maskara", które jedynie podkreślają włos, a na Catrice, szkoda mi miejsca i wiecznego przerzucania.


BLOK POLERSKI
Kiedyś zupełnie bezużyteczne i bezwartościowe, a przy wykonywaniu hybryd nie jestem w stanie sobie bez nich poradzić. Jednak co marka to inna jakość. Te prawdopodobnie zamówiłam a aliexpress.. pojęcia nie mam i żałuję, bo są najlepsze. Nie drapią mi płytki, są miękkie dzięki czemu mam dużą kontrolę nad tym co robię.


CALVIN KLEIN - EUPHORIA
Nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się wrócić do tych samych perfum.. oprócz Euphori. Zapach niezwykle mi się podobał ale z czasem pół świata zaczęło nosić ten zapach więc nabrałam dystansu. W tym roku porządkuję swoje zapachy więc Euphoria wróciła do łask. Niestety już mnie tak nie zachwyca pomimo, że na otoczeniu wciąż robi wrażenie.


października 25, 2019

SVOJE - MYDŁO MASUJĄCE Z PEELINGIEM KAWOWYM. NIEPOZORNE NARZĘDZIE TORTUR, KTÓRE OCZARUJE KAŻDĄ ZWOLENNICZKĘ MYDEŁ I PRZEKONA NIEJEDNEGO PRZECIWNIKA

SVOJE - MYDŁO MASUJĄCE Z PEELINGIEM KAWOWYM. NIEPOZORNE NARZĘDZIE TORTUR, KTÓRE OCZARUJE KAŻDĄ ZWOLENNICZKĘ MYDEŁ I PRZEKONA NIEJEDNEGO PRZECIWNIKA

Być może nie każdy na widok mydła czuje ekscytację i w pełni to rozumiem. Sama przez lata byłam skutecznie zniechęcana do ich zakupu i żadne nawet najpiękniejsze reklamy w telewizji nie były mnie w stanie przekonać do zmiany poglądów. Wchodząc w świat naturalnej pielęgnacji i czytając ogrom pozytywów ze stosowania naturalnych i dobrej jakości mydeł zaczęłam nieco przychylniej patrzeć w ich stronę. W końcu dorobiłam się małej kolekcji w efekcie czego nie mam podstaw do kupowania żeli pod prysznic.. chociaż dla odmiany czasem jakiś się trafi. 

Mydło marki Svoje jest wyjątkowo pociągające. Kawa, do tego masaż.. nic tylko zamknąć się w łazience i poddać dobrowolnym.. torturom.


Od producenta:
Naturalne mydło masujące z peelingiem kawowym. Olejek z trawy cytrynowej, olejek rozmarynowy i kawa naturalna, mają właściwości ujędrniające. Masaż wspomaga walkę z cellulitem. Wytwarzane ręcznie, dojrzewa 6 tygodni w suszarni, zanim trafi do sprzedaży.

Skład (INCI): Aqua, Sodium Cocoate, Sodium Canolate, Sodium Cocoa Butterate, Sodium Olivate, Sodium Shea Butterate, Sodium Castorate, Glycerin, Coffea Arabica Seed Powder, Cymbopogon Schoenanthus Oil, Rosmarinus Officinalis Leaf Oil, Acrivate Charcoal, Citral, Geraniol, Limonene, Linalool.

  • Aqua (Water ) (Woda) - naturalny rozpuszczalnik
  • Sodium Cocoate (kokosan sodu) - składnik pianotwórczy i gruntownie oczyszczający skórę oraz włosy. Ma także właściwości emulgujące, tworzy konsystencję. Pochodzenia roślinnego. Może wysuszać skórę wrażliwą (Alergia: skala 1 na 5)
  • Sodium Canolate - zmydlony olej rzepakowy
  • Sodium Cocoa Butterate (mydło sodowe z mała kakaowego) - dodaje mydlanej kostce twardości. Odpowiada za nawilżenie i odżywnienie skóry
  • Sodium Olivate (oliwian sodu) - składnik pianotwórczy i gruntownie oczyszczający skórę oraz włosy. Stosowany w kosmetykach do mycia, a także żelach pod prysznic, szamponach, płynach do kąpieli, oczyszczających emulsjach. Ma także właściwości emulgujące, tworzy konsystencję i pelni funckę spoiwa regulującego lepkość. Substancja drażniąca dla oczu (Alergia: skala 1 na 5)
  • Sodium Shea Butterate (mydło sodowe z masłem shea) - składnik odżywczy, nie ulega całkowitej saponifikacji, dzięki czemu zapewnia delikatną pielęgnację skory szczególnie suchej
  • Sodium Castorate (rycynian sodu) - substancja gruntownie oczyszczająca i odtłuszczająca skórę i włosy, pianotwórcza oraz nadająca konsystencję. (Alergia skala: 1 na 5)
  • Glycerin (gliceryna) - silnie hydrofilowa i higroskopijna substancja nawilżająca. Ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka, pomaga substancjom aktywnym przedostać się w głąb skóry. Skuteczna zwłaszcza w kosmetykach z dużą ilością wody. Łagodzi podrażnienia, przyśpiesza regenerację uszkodzonej skóry, wygładza zmarszczki, zmiękcza naskórek, likwiduje zrogowacenia. Kosmetyki z dużą zawartością gliceryny są zwykle nieco lepkie na skórze. (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 1 na 5)
  • Coffea Arabica (Coffee) Seed Oil (olej z zielonej kawy) - wpływa na skórę zmiękczająco, poprawia jej elastyczność oraz działa przeciwzapalnie i regulująco. Beta-sitosterol normalizuje pracę gruczołów łojowych, regulując nadmierne przetłuszczanie skory i zapobiegając tworzeniu zaskórników. Dobrze się wchłania, nie pozostawiając nadmiernego uczucia tłustości
  • Cymbopogon Schoenanthus Oil (olejek z trawy cytrynowej) - działa regulująco na wydzielane sebum, sprawdza się do przetłuszczającej skóry głowy, twarzy i ciała. Działa antybakteryjnie, przeciwgrzybicznie, przeciwzapalnie i zapobiega łupieżowi. Wzmacnia cebulki i stymuluje porost. Ma działanie pobudzające, odświeżające i oczyszczające. Poprawia nastrój i samopoczucie, znosi zmęczenie i energetyzuje. Sklasyfikowany jako silny alergen. Nie należy aplikować na skórę bez rozcieńczenia (Alergia: skala 4 na 5)
  • Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Oil (olejek rozmarynowy) - działa antyseptycznie, antybakteryjnie i przeciwgrzybicznie. Pobudza wzrost włosów i ujędrnia skórę. Może łagodzić objawy alergii. Jest silnym antyutleniaczem, zapobiega starzeniu skóry, przyśpiesza proces regeneracji, likwiduje łupież, zmniejsza łojotok, a także oczyszcza. Nie należy nakładać na skórę bez rozcieńczenia
  • Acrivate Charcoal (węgiel aktywny) - pomaga dogłębnie oczyścić i zwęzić pory skóry. Matowi skórę i reguluje działanie gruczołów łojowych. Zmniejsza przetłuszczanie skóry i włosów. Działa antybakteryjnie, przeciwtrądzikowo i dezodoryzująco. Wyrównuje koloryt skóry. Jest delikatnym eksfolianten, pomaga usuwać martwy naskórek. Działa łagodząco i gojąco na drobne rany, podrażnienia, ukąszenia owadów, swędzące wypryski itp.
  • Citral (Cytral) - składnik kompozycji zapachowej. Składnik sklasyfikowany jako potencjalny, groźny alergen. (Alergia: skala 4 na 5)
  • Geraniol (Geraniol) - składnik kompozycji zapachowej. Substancja wpisana na oficjalną listę potencjalnych alergenów. Sklasyfikowana jako groźny alergen. (Alergia: skala 4 na 5)
  • Limonene (limonen) - substancja zapachowa lub składnik kompozycji zapachowej. Znajduje się na liście groźnych alergenów. Obecność tej substancji musi być uwzględniona w wykazie składników INCI, gdy jej stężenie przekracza 0,001% w produkcie niespłukiwanym lub 0,01% w produkcie spłukiwanym (Alergia: skala 5 na 5)
  • Linalool (linalol)- substancja zapachowa lub składnik kompozycji zapachowej. Ma właściwości bakteriobójcze, przeciwdziała nieprzyjemnym zapachom. Jako dodatek do kosmetyków może wywoływać reakcje alergiczne. Uważany za groźny alergen. (Komedogenność: skala 1 na 5. Alergia: skala 4 na 5)


Zapach zaraz po otwarciu? Trawa cytrynowa.. i bingo! Natomiast rozmaryn poczułam dopiero po przeczytaniu etykiety 😅 Połączenie jest naprawdę śliczne. Te dwa zapachy pięknie ze sobą harmonizują, chociaż pierwsze skrzypce należą do trawy cytrynowej. A co z kawą? Gdzieś tam jest.. gdzieś.. pod rozmarynem. Spodziewałam się, że to właśnie kawa będzie głównodowodzącym aromatem.. ale rozczarowana nie jestem w najmniejszym stopniu. Tylko, że to wrażenie na sucho. Czy podczas kąpieli i kontaktu z wodą coś się zmienia?

O dziwo nie.. naprawdę mnie to zaskoczyło. Zazwyczaj przy mydłach po kontakcie z wodą wyczuwam typowo mydlany aromat. Zdarza się, że w niektórych przypadkach staje się on dominujący.. ale tu tego nie czuję. Mydło wciąż pachnie trawą cytrynową. Nie przybiera szczególnie na sile ale jest wystarczająco wyczuwalne i relaksujące.


Z relaksu to by było na tyle.. pora na tortury!
Uuu.. bejbe! Nic a nic mnie nie dziwi, że ten kształt został opatentowany!

Początkowo miałam co do niego obawy. Podejrzewałam, że przy zbyt intensywnym moczeniu i masażu wypustki się złamią, w mniej dramatycznej wizji zjadę wypustki zaraz przy drugim góra trzecim spotkaniu i w efekcie nawet opinii nie będę w stanie sobie wyrobić. Mydełko zagrało mi na nosie i pokazało swój charakterek!

Obecnie jestem już pod koniec wypustek ale to jak długo mi służyły to jakiś fenomen. Zazwyczaj tradycyjne mydła jestem w stanie zużyć w ciągu miesiąca, a to towarzyszy mi od czerwca! Fakt, że poświęcam je na moje niechlubne cztery litery ale użytkowane jest całkiem intensywnie. 

Mydełkiem wykonuje się genialny masaż, a przy okazji myje. Gdzieś w czeluściach szafki łazienkowej posiadam silikonowy masażer ale czy chce mi się go za każdym razem używać? Nie! Tu mam dwa w jednym. Nawet nie muszę pamiętać o jakiś dodatkowych narzędziach czy stosowaniu  żelu dla lepszego poślizgu. Po prostu genialny patent, który spisuje się świetnie pod każdym względem.



Natomiast ciemna strona mocy to prawdziwy zdzierak. Nie dasz rady jeździć nim po skórze bez kontroli nacisku. Chyba, że chcesz odkryć swoje kości bez pomocy rentgena.. to droga wolna. Jest mocny i twardy ale lubię go! Skóra po jednym przejechaniu staje się gładka, a przy okazji nie towarzyszy temu ogrom paprochów. Ani razu nie miałam wrażenie, że przez jego moc uszkadzam skórę, jednak subtelność w użytkowaniu zawsze staram się zachować.

Jednak mydełko zaskoczyło mnie czymś jeszcze. Jego zmydlona warstwa jest tak przyjemnie kremowa, że moja skóra po takiej kąpieli wcale nie wymaga jakieś szczególnej troski. Przy sporej części mydeł staje się ściągnięta i przesuszona ale nie w przypadku Svoje.


To idealne mydełko na każdy nastrój. Kiedy chcesz poświęcić pielęgnacji więcej uwagi czy kiedy jesteś zła i chcesz się wyżyć ale kota szkoda, a męża nie ma w domu. Śliczny, energetyzujący i uspokajający zapach trawy cytrynowej do tego świetne działanie i kształt który nie ma litości. Jeśli wciąż nie jesteś przekonana do stosowania mydeł to Mydło Masujące od Svoje ma spore szanse zmienić Twoje poglądy.

Odsyłam do sklepu Svoje.
Mydło masujące kosztuje 35 zł i jest bardzo wydajne, swoje upolowałam na fajnej promocji jakiś czas temu 😍 wraz z innymi produktami o których już pisałam recenzje:

Svoje - piling do twarzy truskawkowy
Svoje - Hydrolat z chabra bławatka
Svoje - maseczka kokos-mango
Svoje - Kremowy olejek myjący


stycznia 10, 2019

PODLASKA MANUFAKTURA SVOJE I JEJ KREMOWY OLEJEK MYJĄCY IDEALNY DO DEMAKIJAŻU

PODLASKA MANUFAKTURA SVOJE I JEJ KREMOWY OLEJEK MYJĄCY IDEALNY DO DEMAKIJAŻU

W zeszłym roku skusiłam się na dość spore zakupy w manufakturze Svoje, przez co na blogu pojawiło się kilka ciekawych produktów marki. Z wielką przyjemnością śledziłam pojawiające się produkty i z całą pewnością wciąż będę. Niezwykle cenię sobie niewielkie manufaktury, chociażby za to, że nie atakują nas reklamami z każdej strony. Bardziej mam wrażenie, że czekają na odkrycie, że systematycznie przyciągają nowych odbiorców, którzy jak już wpadną w sidła to nawet nie chcą odejść nawet na chwilę. Tu zwyczajnie czuje się pasję z tworzenia i dzielenia.. i taki właśnie obraz towarzyszy mi myśląc o Svoje.


Opis producenta:
Wysokiej jakości masło shea, zimnotłoczony olej kokosowy, czy olej z konopii doskonale rozpuszczają zanieczyszczenia tłuste np. sebum, fluid, tusz do rzęs. Śladowa ilość delikatnego surfaktantu łączy rozpuszczone zanieczyszczenia z wodą. Jest to idealnie rozwiązanie do skóry normalnej, suchej i wrażliwej. Najlepiej zużyć w ciągu 2 miesięcy od otwarcia. Przechowywać w chłodnym, zacienionym miejscu. Nałożyć niewielką ilość na dłoń i delikatnie masując rozprowadzić olejek na twarzy. Demakijaż oczu najlepiej wykonać wacikiem lub delikatną myjką. Zmyć ciepłą wodą za pomocą myjki, wacika lub dłoni. Tak przygotowana skóra jest gotowa na drugi etap oczyszczania - delikatne mydło naturalne. Zaprzestać używania w razie reakcji alergicznej.


Hmm.. lubię balsamy i olejki do demakijażu, i strasznie lubię łączyć ich użytkowanie z różnego typu ściereczkami. Jednak w tej kategorii mazideł często mam styczność z substancjami, które są tłuste, bardzo tłuste, lepkie, śluzowate.. w skrócie.. ręką i wodą tego nie zmyjesz. Często wystarczająca jest dobra ściereczka ale mimo wszystko zawsze przy takich tłustszych mazidłach na wszelki wypadek sięgam po delikatny żel. Alternatywą dla takich produktów (niehydrofilowych) są papki z dodatkiem detergentu czy bardziej fachowo surfaktantu. Dzięki niemu rozmazany po całej twarzy brud łatwo łączy się z wodą i o wiele łatwiej taką maź z twarzy usunąć. Haczyk w tym, że wszystko zależy od tego jak mocnego surfaktantu użyto, jak wysoko jest w składzie i jakie ma towarzystwo. Zbyt mocny detergent może zepsuć ideę produktu, która w takich przypadkach zazwyczaj opiera się na delikatności dla skóry. Tworząc taki produkt nasz szanowny artysta staje przed dylematem.. ryzykować z surfaktantem czy pójść na łatwiznę i robić bez?


Właśnie z uwagi na tę trudność w zrobieniu naprawdę fajnego, olejowego produktu hydrofilowego czuję respekt przed każdym, kto podejmie się tego wyzwania.. i tak jest w przypadku Kremowego olejku myjącego z manufaktury Svoje. Zerkając na skład cmokam sobie pod nosem na widok oleju kokosowego, który coraz częściej zaczyna mnie irytować w kosmetykach do twarzy. Na szczęście to nie jest produkt, który na twarzy zostaje ani ten nieszczęsny kokos nie gra pierwszych skrzypiec. Jak przystało na manufakturę Svoje skład jest wręcz prosty! Można by tu przecież szaleć dodając różne niespotykane oleje ale z drugiej strony po co? Czy prostota nie może obronić się sama?

Skład (INCI): Butyrospermum Parkii Butter, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Cocos Nucifera Oil, Brassica Campestris Seed Oil, Caprylyl / Capryl Glucoside, Cannabis Sativa Seed Oil.

  • Butyrospermum Parkii (Shea) Butter (masło Shea) - zwane masłem życia, intensywnie odżywia i regeneruje skórę, pozostawiając na niej ochronny płaszcz lipidowy. Pomaga zachować wilgoć i zmniejszyć utratę wody, zapobiegając przesuszeniu i łuszczeniu się skóry, a tym samym poprawia jej elastyczność. Pomaga redukować zmarszczki wywołane m.in. przesuszeniem naskórka
  • Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej ze słodkich migdałów) - łagodny dla skóry olej zalecany do pielęgnacji każdego rodzaju skóry, zwłaszcza dziecięcej i alergicznej, podrażnionej, suchej i atopowej. Natłuszcza, odżywia, reguluje, wygładza i chroni. Wzmacnia płaszcz lipidowy skóry, polecany w celu zapobiegania rozstępom i tzw. pajączkom. Stosowany zbyt często i w dużych stężeniach może nasilać problemy trądzikowe (Komedogenność: skala 3 na 5. Alergia: skala 1 na 5)
  • Cocos Nucifera (Coconut) Oil (olej kokosowy) - tworzy na powierzchni skóry silnie natłuszczającą, nabłyszczającą, zmiękczającą i odżywczą powłokę, która chroni skórę i włosy. Przynosi ulgę ściągniętej i wysuszonej skórze. Nadaje połysk i zmiękcza włosy. Ma również właściwości przeciwpróchnicze i wybielające zęby. Silnie komedogenny, nie zalecany do skóry tłustej, trądzikowej, skłonnej do wyprysków i stanów zapalnych. (Komedogenność: skala 5 na 5. Alergia: skala 1 na 5)
  • Brassica Campestris Seed Oil (olej z nasion rzepaku) - ma działanie zmiękczające, wygładzające. Nadaje się do cery suchej i dojrzałej. Częściej używany jako składnik aktywny. Obecne w oleju rzepakowym polifenole charakteryzują się silnymi właściwościami przeciwutleniającymi
  • Caprylyl/Capryl Glucoside - naturalny detergent, niejonowy środek powierzchniowo czynny, uzyskany z surowców odnawialnych:alkohole tłuszczowe i glukoza roślinna. Posiada wysoką wartość spieniającą i oczyszczającą. Jest łagodny dla oczu i dobrze tolerowany przez skórę
  • Cannabis Sativa (Hemp) Seed Oil (olej z nasion konopi siewnej) - polecany do skóry dojrzałej, tłustej z trądzikiem oraz przy zapaleniach skóry. Wykazuje wysokie działanie odżywcze, immunostymulujące, regeneracyjne i przeciwstarzeniowe. Wpływa korzystnie na strukturę i wygląd skory, która staje się bardziej elastyczna i uzyskuje za sprawą zawartego chlorofilu ładniejszy koloryt. dzięki lekkiej formule i przeciwalergicznemu działaniu stosowany jest w kosmetykach dla dzieci

Przyjemnej wielkości 60 ml słoiczek z jednej strony wydaje się śmiesznie mały skoro ma skrywać produkt do demakijażu. Tu jednak warto skupić się na wydajności produktu, która u mnie jest wręcz ogromna. Maciupka ilość kremowego olejku wystarczy na pokrycie czoła, kolejna na jedną stronę twarzy i kolejna na drugą. Już przy trzeciej aplikacja na policzek, ta niepozorna papka na czole zaczyna się rozpływać! Kremowy olejek chociaż w słoiczku ma nieustannie stałą konsystencję (niezależnie od temperatury w mojej łazience) to w kontakcie ze skórą topi się błyskawicznie. Produkt charakteryzuje się niezwykle lekką konsystencją zarówno w słoiku jak i na skórze. Niby olej nie powinien się taki wydawać.. ale tu tak jest, dzięki czemu zyskuje ogromną wydajność.


Niewielka warstewka na skórze rozprowadza się fenomenalnie. Nie ma żadnego ciągnięcia skóry, a cały makijaż rozpływa się ekspresowo. Nawet przy codziennym użytkowaniu nigdy nie dokuczały mi jakieś niepożądane reakcje skórne. Czasem obawiam się, że takie nieustanne "męczenie" skóry cięższymi konsystencjami odbije się na jej zdrowiu ale w przypadku Svoje nic takiego nie zauważyłam. Kremowy olejek na tyle dobrze radzi sobie z usunięciem makijażu i pozostałych nalotów, że w pełni mu ufam. Jedynie w przypadku cięższego makijażu pozwalam sobie dla własnego spokoju powtórzyć oczyszczanie. 

Olejową warstewkę zmywam używając ściereczki muślinowej zmoczonej w ciepłej wodzie. Takie zmywanie przy użyciu ściereczki powtarzam kilkukrotnie, bo oprócz samego usunięcia zabrudzeń funduję sobie delikatne złuszczenie skóry. Na zakończenie w ruch idzie delikatny żel, w tej roli mój wielokrotny ulubieniec Avalon Orgnics

Jednak po mimo wielu pochwał i zachwytów nad kremowym olejkiem myjącym muszę zwrócić uwagę na coś co nieustannie mi przeszkadza. Mój problem w tym przypadku to.. oczy. Oczywiście nie chodzi o to, że coś piecze, podrażnia i chce mi je wypalić. Nie nie.. produkt sam w sobie jest niezwykle delikatny i łagodny nawet dla wrażliwej czy podrażnionej skóry. 


Nasz wspólny problem pojawia się przy demakijażu samych oczu. Niby tusz rozpuszcza się bez najmniejszego problemu. Podobnie cienie, kredki czy eyelinery. Usuwanie zabrudzeń to również pestka. Jednak po usunięciu mazi za pomocą ściereczki wciąż na rzęsach pozostaje tłusta warstewka. To nic nadzwyczajnego, bo mieści się to w ramach oczyszczania dwustopniowego.. ale nawet po użyciu łagodnego żelu wciąż mam wrażenie, że nadal jakieś drobinki olejku trzymają się moich rzęs. Zdarza się, że same powieki i rzęsy myję żelem jeszcze dwukrotnie, chociaż do oczyszczenia skóry nie mam już żadnych uwag.


Generalnie nie mam większych zastrzeżeń. Może po prostu mój żel jest zbyt delikatny i zwyczajnie wymusza na mnie dodatkowe mycie. Jednak dla świętego spokoju odpuściłam sobie zmywanie Kremowym olejkiem makijażu oczu. Robię to tradycyjnie przy użyciu wacika nasączonego płynem micelarnem, następnie przystępuję do demakijażu twarzy olejkiem, a potem całość zmywam żelem. Nie jest to dla mnie specjalne utrudnienie życia czy strata czasu, bo produkt sam w sobie jest na tyle przyjemny w użyciu, że bardzo chętnie po niego sięgam. Z drugiej strony jednak jakąś wadę ma.. ale to nie dyskwalifikuje go z gona produktów godnych polecenia.

Pozostałe recenzje produktów Svoje:

grudnia 31, 2018

ZUŻYCIA GRUDNIA 2018

ZUŻYCIA GRUDNIA 2018

Ostatni miesiąc roku zmotywował mnie do wielu rzeczy.. ale już gdzieś w połowie przyszło załamanie i misterne zaplanowane działania wzięły w łeb. Miały pojawiać się posty z większą częstotliwością, po to aby nadgonić zaległe recenzje.. miało być rozdanie.. i gigantyczne denko świadczące o tym, że przyłożyłam się do zużywania produktów.. szczególnie tych, które zalegają. Coś jednak poszło nie tak.. totalna niemoc i niechęć wzięły górę. Cieszę się jedynie z faktu, że nie dopadła mnie krążąca w powietrzu grypa, która rozprzestrzeniła się momentalnie i ścięła z nóg całą rodzinę! Chociaż grudzień to zazwyczaj mój ulubiony i najbardziej wyczekiwany miesiąc w roku.. to nie wiem czy nie zasłużył sobie tym razem na miano najgorszego. Na szczęście to już koniec.. już zaraz witamy nowy, więc może wraz z ostatnim denkiem do śmieci trafi reszta złej energii, która się do mnie przyczepiła. 


VIANEK - NAWILŻAJĄCY PŁYN MICELARNY DO CERY SUCHEJ I WRAŻLIWEJ
Hmm.. całkiem poprawny ale  spod szyldu Sylveco znacznie fajniej sprawdzała mi się wersja z lipą. Ten był trochę zbyt agresywny, szczególnie dla moich oczu. Zdarzało mi się nawet pomijać jego użycie.. być może zupełnie podświadomie. To jednak utwierdza mnie w przekonaniu, że nie powinnam do niego wracać.



SVOJE - KREMOWY OLEJEK MYJĄCY IDEALNY DO DEMAKIJAŻU 
Recenzja była planowana na grudzień.. ale pojawi się w styczniu (już jest gotowa). Co do samego produktu to, nie mam mu zbyt wiele do zarzucenia. To jeden z przyjemniejszych balsamów do demakijażu jaki miałam. Ma niezwykle lekką konsystencję, która momentalnie topi się pod wpływem ciepła skóry. Jest delikatny, skuteczny.. ale to jeszcze nie oznacza, że nie doszukałam się żadnej wady.. niestety.


HERBFARMACY - REFINING EXFOLIATOR ZŁUSZCZAJĄCY PEELING Z DROBINKAMI JOJOBA
Bez ogródek! Jeden z najfajniejszych peelingów jakie miałam. Jest to peeling enzymatyczny z bardzo delikatnymi drobinkami (kulkami) jojoba. Kulki są niezwykle delikatne więc spiszą się genialnie przy wrażliwej i delikatnej skórze, a sam peeling potrafi być zarówno bardzo delikatny jak i mocny.. ale to już zależy od nas. Im dłużej masuję skórę tym efekt będzie mocniejszy. Można oczywiście używać go często i na krótko co również przyniesie fajne efekty. W jego przypadku nie potrafię czepić się nawet ceny, która niska nie jest.. zwyczajnie jest dobry i z przyjemnością do niego wrócę.



GESSIE - GĄBKA DO DEMAKIJAŻU Z WĘGLEM AKTYWNYM
Pomału moje zapasy gąbek Gessie zaczynają się kończyć. Rozważam czy nie zrobić sobie małej przerwy aby sprawdzić czy faktycznie za nimi zatęsknię. Póki co nie mam specjalnie pomysłu czym mogłabym je zastąpić. Tym bardziej, że są śmiesznie tanie, odpowiednio duże i delikatne. Każda z gąbek jest w stanie przetrwać u mnie dwa miesiące.. po czym trafia do kosza ze względów higienicznych.


ISANA - PŁATKI KOSMETYCZNE NIEBIELONE CHLOREM
To już przedostatnie opakowanie tradycyjnych płatków kosmetycznych w moich zapasach co oznacza, że w ruch idą płatki wielokrotnego użytku. Nie mam pewności czy płatki te sprawdzą się w demakijażu oczu dlatego jeszcze przez chwilę będę się wspomagać tradycją. Same płatki Isana, które nie są bielone chlorem są moim hitem i od dłuższego czasu systematycznie po nie sięgam.


LILY OF THE DESERT - ALOE VERA GELLY
Och jak ja go oszczędzałam.. i teraz trochę tego żałuję, bo gdybym zużyła szybciej to wcześniej podjęłabym decyzję o zakupach na iHerb, gdzie jest dostępny. Zmiany prawne trochę mnie odstraszają aby składać zamówienia.. najpierw rozejrzę się jak to ma się w praktyce. Za to sam produkt jest genialny! Jeden z najfajniejszych żeli aloesowych o fajnym składzie i działaniu. W styczniu pojawi się jego recenzja.


SVOJE - SERUM KONOPNE 
Niezwykle solidną odlewkę.. a w zasadzie ponad pół opakowania dostałam od Moniki z bloga Mama z różową torebką. Niestety nawał otwartej pielęgnacji sprawił, że nie za bardzo byłam w stanie skupić się na jego działaniu. Najczęściej lądował jako "coś ekstra" do maseczek algowych. Rzeczywiście mogę mu przypisać działanie gojące i kojące skórę ale aby w pełni docenić jego właściwości powinnam dać mu taką możliwość.. niestety gdzieś mi umknął, czego żałuję, bo z produktami Svoje mam bardzo dobre doświadczenia.


E-NATURALNIE -  MASKA ALGOWA PEEL-OFF Z ACEROLĄ
Po bardzo przyjemnej przygodzie z peelingami enzymatycznymi z e-naturalnie postawiłam na maski algowe. Bez zastanowienia kupiłam aż dwa opakowania wersji z acerolą oraz dwa opakowania wersji z acerolą, jagodą i owsem, które wciąż czekają w zapasach. Plan był taki aby obie wersje masek ze sobą porównać.. ale z wersją z acerolą męczę się od maja. W wyniku czego po drugą wersję niespecjalnie mam ochotę sięgać. Maska z acerolą nie zrobiła na mnie specjalnego wrażenia. Niby faktycznie lekko zmiękcza skórę ale dla mnie jest to maska, która stanowi jedynie prostą bazę, którą należy naładować składnikami aby uzyskać jakikolwiek efekt i to niekoniecznie zadowalający. O maseczce miał pojawić się post.. ale trwa to już pół roku.. zwyczajnie mi ręce opadają gdy siadam do posta o niej.


SAPE - OCZYSZCZENIE - PEELMASKA DO TWARZY
Maseczki oczyszczające zazwyczaj wysuszają moją skórę ale nie ta! Nie dość, że przy systematycznym użytkowaniu fajnie ogarnia suche skórki, to dodatkowo oczyszcza, pielęgnuje i mam wrażenie, że nawet nawilża i uspokaja moją skórę. Jednak aby być z niej zadowoloną trzeba trzymać się zasady.. im mniej tym lepiej. Nie chodzi tu to częstotliwość użytkowania, a o ilość nakładanego produktu. To dość istotne, bo przez grubszą warstewkę maski trudniej poczuć działanie złuszczających drobinek. Dla mnie to bardzo fajny produkt i z wielką przyjemnością do niego wrócę!



CHIC CHIQ - MASECZKA A LA ROSE
Nieustannie jestem fanką maseczek Chic Chiq. Ostatnio skupiłam się na zużywaniu innych maseczek przez co dość długa przerwa od Chic Chiq zaczęła mnie stresować. Obawiałam się, że przy powrocie nie zaiskrzy między nami.. ale na szczęście nic się nie zmieniło. Wciąż uwielbiam i cenię za działanie, naturalne składy i piękne opakowania.



THE ORDINARY - SERUM POD OCZY COFFEINE SOLUTION 5% + EGCG
Ehh.. dziewięć miesięcy testowania i używania na różne sposoby, a efekt ten sam.. czyli żaden. Niby lekko żelowa konsystencja oraz kofeina na drugim miejscu w składzie zapowiadały niemal rewolucyjny produkt to efekt okazał się niezwykle mizerny, a nawet irytujący. Po wyschnięciu pod okiem zostawała lepka warstewka, która nie tolerowała nawet śladowych ilości makijażu. Ostatecznie serum zostało wykończone w wieczornej pielęgnacji ale żeby coś dobrego ze sobą przyniosło.. niestety nie. To kolejny produkt The Odinary, który nawet w 5% nie spełnił moich oczekiwań.



CLARINS - SUN WRINKLE CONTROL EYE CONTUR CARE 30 UVB/UVA
Produkt chwalony i niemal wychwalany za swoje genialne działanie czyli ochronę skóry wokół oczu przez promieniami UVB oraz UVA. Starałam się z nim dogadać, bo jednak kosztował mnie niemal 100 zł.. ale nie. Niemiłosiernie bieli skórę.. a miał tego nie robić. Makijaż na nim zupełnie się nie trzyma, a nawet nie da się go zaaplikować bo wygląda jak ciastko.. a tak miało nie być. Najgorsze jednak jest to, że miał nie migrować do oczu, a robi to momentalnie. Nieważne w jakiej mokro ilości go nałożę.. nigdy nie byłam z niego zadowolona. Pomyślałam, że zużyję go w pielęgnacji twarzy lub ostatecznie ciała ale nie potrafię. Nawet na nogach wygląda jakbym się smalcem wysmarowała, a skóra błaga o chwilę oddechu. Pojęcia nie mam czemu tak fatalnie się u mnie sprawdza.. bolał mnie fizycznie jego zakup ale miał być hitem więc zaryzykowałam.. teraz żałuję.


PIELĘGNACJA TWARZY - PRÓBKI

Benton - Honest Cleansing Foam
To było straszne 😂 jakbym myła twarz papką ze starego szarego mydła. Pianki to nie przypomina.. raczej bliżej mu do rozmiękłego mydło, do tego zapach szarego mydła, a efekt na twarzy tak tępy jak po starym mydle. Po wszystkim cera jest matowa, ściągnięta i błaga o ukojenie i nawilżenie.

Rodial - Dragon's Blood Hyaluronic Night Cream
Gęsty krem o lekko słodkim zapachu. Wchłania się ekspresowo, chociaż pozostawia lekko lepką warstwę.. ale nie tłustą, ani nie ciężką. W zasadzie nie przeszkadza tym bardziej, że to krem na noc. Jeszcze podczas aplikacji czułam miejscami jakby coś szczypało ale szybko mijało. jednak rano szczególnych efektów nie zauważyłam, ani złych, ani dobrych.

Sulwhasoo- Essential Rejuvenating Eye Cream Ex
Bardzo lekki krem, a raczej esencja, która o dziwo wcale nie chce się wchłonąć. Obawiałam się, że w nocy będzie mi migrować do oczu przez co rano nie będę mogła ich otworzyć.. i owszem. Rano oczy były zaczerwienione i przez pół dnia mnie bolały. Resztę zużyłam na dłonie ale też nie chciał się dziad wchłonąć wiec spuściłam go w kanalizację.

Logona - Age Protection Hyaluron & Argan
Zdecydowanie krem nadający się wyłącznie na noc. Nie chodzi o to, że skóra się świeci.. ona wygląda jakby była mokra. Mimo to wchłania się.. ale efekt pozostaje. Nawet gdyby robił coś fajnego to tego efektu nie byłabym w stanie znieść na dłuższą metę. Mam nadzieję, że drugiej próbki nie mam

Resibo - Miejski krem ochronny
Kremy Resibo póki co nie zrobiły na mnie specjalnego wrażenia i tu jest podobnie. Niby lekki i ładnie wchłaniający się krem, jednak czego mi tu brakuje, coś jest nie tak. Niby się wchłonął ale wyczuwam powłoczkę, która mam wrażenie, że nie daje mojej skórze oddychać. Musiałabym krem ponownie przetestować.. może w lecie?

Make Me Bio - Anti-Aging Night, krem na noc dla skóry dojrzałej
Przerobiłam kilkanaście próbek różnych kremów Make Me Bio, a ten podoba mi się najbardziej. Używałam na noc jak i na dzień czy pod makijaż. Spisuje się naprawdę fajnie chociaż po przeznaczeniu i opisie nigdy bym się nim nie zainteresowała.

Bema - Remedy Aloe Cream
Aloes w mojej pielęgnacji spisuje się genialnie i najbardziej ciekawa byłam właśnie tej wersji kremu Bema. Lekki.. ale nie za bardzo, za to pięknie się wchłania. Skóra momentalnie dostaje fajną dawkę ukojenia i nawilżenia. Jeśli miałam jakieś podrażnienia to niewielka warstwa tego kremu radziła sobie rewelacyjnie w ciągu jednej nocy. Obawiałam się , że będzie mnie zapychać ale nic takiego się nie działo.

Aromatica - Serum różane
Tym produktem zachwyca się Gosia Krytyk Kosmetyczny. Ostatnio poszperałam w produktach marki i muszę przyznać, że składy naprawdę zachwycają.. niestety ceny również ale warto wyczekiwać promocji, bo jak się pojawiają to zazwyczaj są bardzo konkretne. Serum różane to bardziej żel różany.. coś w stylu alternatywy dla żelu aleosowego. Nie dość, że żel aloesowy lubię, to jeszcze taka alternatywa to dla mnie niczym biały kruk. Serum ląduje na wish liście!


YOPE - NATURALNY ŻEL POD PRYSZNIC KWIAT LIPY
No i lipa.. chociaż może tak nie do końca, bo okazuje się, że ze wszystkich testowanych produktów Yope to akurat żele najbardziej toleruję. W przypadku mydeł do rąk przeszkadzała mi warstewka jaka pozostawała, ale w pielęgnacji ciała nawet ją lubię. Jednak nieustannie rozczarowują mnie zapachy. Kwiat lipy pachnie mi niezwykle męsko, a przy codziennym użytkowaniu staje się to niezwykle męczące.


RITUALS - ZESTAW LAUGHING BUDDHA
Cudowny zeszłoroczny prezent urodzinowy od Moniki z bloga Mama z różową torebką. Niesamowicie szkoda było mi go zaczynać i cały czas czekał na jakąś specjalną okazję.. ale okazji nie było więc w trybie domowego spa trafił pod prysznic. Pianka pojawiła się już w poprzednim denku, a reszta dobiła dna dopiero w grudniu. Niezwykle urzekający aromat, który roznosi się po całej łazience, a dzięki balsamowi pozostaje jeszcze przez jakiś czas na skórze. Niezwykły prezent, który niesamowicie umilił mi listopad i grudzień.



BODY BOOM - PEELING KAWOWY KOKOS
Mega sympatyczny powrót do peelingu Body Boom. Lubię ich peelingi i bardzo miło wspominam. Ten otrzymałam od Anuli z bloga Co kręci Anulę w paczce i niemal od razu zawitał w łazience. Przyjemny zapach kawy z kokosową nutą. W zapasach czeka na mnie cała seria takich mini wersji z serii 7 Cudów Body Boom i po tym jednym spotkaniu mam niesamowitą ochotę wrzucić całą siódemkę do łazienki.



MANUFAKTURA DOBRYCH KOSMETYKÓW - OLIWA MAGNEZOWA MAGNOWINA
Nie znoszę łykać tabletek.. a im większe tym gorzej. Do tego nie mam wanny przez co kąpiele w soli bogatej w magnez nijak nie mają jak do mnie zawitać. Początkowo do Oliwy magnezowej byłam sceptycznie nastawiona ale jej systematyczne użytkowanie bardzo mnie zaskoczyło. O samym produkcie pojawi się obszerna recenzja jeszcze w styczniu, bo warto o nim powiedzieć coś więcej.


ZIAJA - ZESTAW MULTI MODELING
Zestaw przygarnęłam od Moni z bloga Mama z różową torebką mimo iż fanką marki nie jestem.. ale za to lubię balsamy chłodzące / rozgrzewające do ciała. Niestety szukanie takich z naturalnym składem to jak rozwiązanie zagadki ciemnej materii.. chociaż ostatnio już natknęłam się na takie balsamy i mam je na oku to cena ich potrafi odstraszyć. Co dziwne byłam przekonana, że to wersja chłodząca żelu jest moim faworytem szczególnie w okresie letnim ale to wersji rozgrzewającej ubyło najwięcej.


TOŁPA - ODNAWIAJĄCE SERUM DO RĄK I PAZNOKCI 5 W 1
Mam bardzo trudną relację z kremami do rak.. nie lubię ich. Serum wydawało się być czymś co mogłoby złagodzić oziębłe relacje ale niestety nie podołało. Mimo aplikacji niewielkiej warstwy czuję je na dłoniach.. mam wrażenie, że dłonie zaczynają mi się szybciej pocić co skutkuje (jak zawsze) chęcią ich umycia. Największy test przeprowadziłam na nogach, które zazwyczaj wymagają mocnej pielęgnacji. Serum aplikowałam codziennie na noc obfitą warstwą i zakładałam skarpetki.. niestety skóra pozostała obojętna na te zaloty, a ja mam w zapasach tyle kremów, że szkoda mi czasu aby dalej dawać mu kolejne szansy.. tym bardziej, że już niewiele zostało.


PIELĘGNACJA CIAŁA - PRÓBKI

Douces Angevines - peeling do ciała Au Jardin de Jasmine
Peeling do ciała Au Jardin de Jasmine zaskoczył mnie już na wstępie zapachem. Jest bardzo delikatny.. ale delikatny w porównaniu do peelingu do twarzy. Czuć przyjemny zapach jaśminu, a konsystencja jest niezwykłe bardzo delikatna.. aż trudno uwierzyć, że jest to peeling. Aplikowany niewielkimi ilościami na wilgotną skórę zyskuje na intensywności zapachu. Cudny, zmysłowy jaśmin. Sam peeling jest niewiarygodnie delikatny dla skóry i bardzo przyjemny.. trudno się od niego oderwać, a "quick shower" zamienia się w długie spa. Skóra po moim jest niesamowicie wygładzona i cudownie pachnąca.. coś niesamowitego!

Douces Angevines - Fluid do ciała L'instant Précieux "idealna harmonia"
Nawet nie wiem co napisać. Buziak mi się cieszył podczas aplikacji i jeszcze długo po. Skóra jest pięknie nawilżone i odżywioną. Zyskuje cudowny blask.. ale nie ma tu żadnej tłustej warstwy, skóra zwyczajnie jest przyjemna w dotyku, a do tego bije od niej blask. Właśnie tak dla mnie wygląda skóra, którą określiłabym jako idealną. Ja chcę ten fluid!

Douces Angevines - Fluid do ciała L'Amour aux trios Oranges "Relaks"
Trzy pomarańcze to dość bezpieczny zapach jeżeli ktoś się waha który z fluidów wybrać. Pachnie oczywiście pomarańczami ale nie tak jednoznacznie. To raczej zapach wiosennych sadów Sycylii. Mandarynka, pomarańcza, grejpfrut.. trochę gorzkie od skórek.. trochę słodkie.. trochę z korą drzew i ciepłego słońca. Zapach zupełnie niejednoznaczny, zmieniający się. Działanie? Aplikowany zaraz po peelingu Au Jardin de Jasmin sprawia, że trudno oderwać dłonie od skóry. Niesamowite!


PIELĘGNACJA CIAŁA - PRÓBKI

Hagi - Naturalny olejek do ciała z olejem chia i złotymi drobinkami
W zasadzie nie mam mu nic do zarzucenia. Ślicznie pachnie, subtelnie rozświetla skórę,  nie jest tłusty.. wszystko tutaj gra. Tylko, że mam wątpliwości czy abym była w stanie zużyć pełnowymiarowe opakowanie. Dla mnie takie produkty są trochę jak biżuteria, nie chodzę w niej na co dzień, a jedynie okazjonalnie. W okresie letnim rzadko sięgam po balsamy, bo mam uczucie, że zaraz mnie pot zalewa. Niby fajny produkt, podoba mi się.. ale dla mnie chyba lepszą opcją dla mnie  były próbki.

Resibo - Odżywczy balsam do ciała 
Przyjemny gęsty krem, który fajnie się rozprowadza inszybkonwchlania bez zostawienia lepiej powłoki. Skóra po nim jest komfortowa i przyjemna. Zapach dość neutralny.. trochę perfumeryjny. Kojarzy mi się że starym babcinym kremem ale nie zepsutym. To raczej miłe skojarzenie. Niby wszystko super ale kiedy po kąpieli wskoczylam w piżamke i pod kocyk balsam zaczął "wychodzić", szczególnie w miejscach gdzie zaaplikowalam go więcej. Podejrzewam, że to nie byłby dla mnie dobry wybór latem.. na zimę ok ale aplikowany z umiarem. Chociaż nie.. ten zapach jednak mnie trochę irytuje 😅

Bema - Nourishing Hand Cream (krem do rąk)
Gęsty i treściwy krem.. trudno mi powiedzieć czy się wchłania, bo na raz zaaplikowałam całą saszetkę i założyłam rękawiczki. Nie lubię stosować kremów w ciągu dnia dlatego taka opcja na noc w wersji na bogato jest dla moich dłoni najlepszym rozwiązaniem. Gdzieś w środku nocy rękawiczki zdjęłam, a dłonie rano były cudnie wygładzone i mieciutkie.. oczywiście w ciągu dnia ten efekt zniszczyła doszczętnie, bo aż mi hybrydy z paznokci pozłaziły 😂 ehh te przedświąteczne porządki

She Foot - Krem intensywne nawilżenie i wygładzanie do stóp
Bardzo leciutki kremik ale z dziwnym zapachem, szybko się wchłania ale zapach zostaje. Aplikowałam go na noc wiec założyłam skarpetki, a efekt tak samo lekki jak krem.

Cztery Szpaki - Mus konopie pomarańcza
Cudowny zapach.. naprawdę bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, bo nie wyczuwam w nim nic sztucznego. Jest do tego odpowiednio intensywny i zwyczajnie sprawia radość. Za to sama konsystencja również jest warta uwagi.. jest to mus, który przyjemnie się aplikuje, dobrze rozprowadza, całkiem fajnie wchłania. Jeśli będę robić zakupy u Czterech szpaków to ten mus jest pierwszy na liście!


DESERT ESSENCE - ODŻYWCZY SZAMPON KOKOSOWY  
Tak.. tak.. dobrze widzisz. Cóż mogę powiedzieć.. lubimy szampony Desert Essence. Jeden towarzyszył mi, a drugi mężowi na wyjeździe. W grudniu wspólnie wykończyliśmy oba i już zaczynam obgryzać paznokcie, bo nie mam ochoty na testowanie innych marek. Już dziś do łazienki zawitała wersja z mango, którą dostałam na urodziny od Anuli z bloga Co kręci Anulę.. ale co dalej? Marka Desert Essence wycofała się z naszego rynku, a na zakupy ze Stanów ma być nałożona akcyza.. to wszystko bardzo mi się nie podoba.


 
BIOTURM - ODŻYWKA NADAJĄCA POŁYSK
Okres zimowy dla moich włosów oznacza istną plątaninę i kołtuny. Niby takie rzeczy nie powinny się dziać na moich dość gładkich i grubych włosach ale zima zaskakuje mnie zawsze. Odżywka nabłyszczająca miała dodatkowo nadawać moim włosom połysk oraz ułatwiać rozczesywanie. Recenzja pojawi się na dniach.. ale mogę zdradzić, że dość dobrze się spisała chociaż nie jest pozbawiona wad.

 
ANWEN - ODŻYWKA NAWILŻAJĄCY BEZ
Mam wrażenie, że z maskami Anwen jest tak, że z całej trójki tylko jedną włosy najbardziej lubią. Te same podejrzenia mam w stosunku do odżywek. Nawilżający bez teoretycznie był najbardziej odpowiedni dla mojego typu włosów, a okazał się bublem. Brak jakiegokolwiek porozumienia, a do tego zapach kibelkowego bzu sprawił, że dość ciężko wspominam to spotkanie.. ale czy żałuję? Nie! Dla mnie to jasna wiadomość, że któraś z dwóch pozostałych odżywek będzie dla moich włosów o wiele lepiej dobrana.



ESENT.PL - KERATYNA HYDROLIZOWANA
To tzw. półprodukt przeznaczony do pielęgnacji włosów. U mnie spisał się świetnie przy odżywkach, które bez wahania mogę nazwać koszmarkami. Dodanie keratyny sprawiało, że włosy stawały się bardziej wygładzone. Z drugiej strony jest to proteina, a nadmiar protein włosom potrafi zaszkodzić. Moje włosy nie mają szczególnie wielkich potrzeb proteinowych. Wystarczy, że taką odżywkę użyję raz na miesiąc. W efekcie produkt bardziej przeleżał niż mi służył.. ale przy badziewnej odżywce z Nacomi spisał się na medal.


BIONIGREE - SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY 
Wiem, że nie każdemu ten produkt przypadł do gustu ale ja go uwielbiam! Dla mnie to najlepszy produkt oczyszczający do skóry głowy. Cudownie oczyszcza, odświeża, a nawet koi moją skórę głowy. To moje trzecie opakowanie i z całą pewnością kupię kolejne. 



PIELĘGNACJA WŁOSÓW - PRÓBKI

Orientana - Ajurwedyjski tonik do włosów
Ulubieniec Anuli i to od niej miałam dość sporą odlewkę. Niestety brakuje mi nawyku do stosowania tego typu produktów. Jedyne co z tej znajomości wyciągnęłam to fakt, że taki produkt wcale nie musi obciążać włosów ani nie wpływa na szybsze przetłuszczanie się skóry głowy. Potrafi być za to przyjemnie odświeżający.. ale aby stwierdzić coś więcej musiałabym używać go systematycznie.

Ec Lab - Odżywka do włosów winogronowa 
Na Anuli wywarła dobre wrażenie i muszę przyznać, że na mnie również. Nie jest to coś co ekstremalnie poprawia jakość włosa ale odżywka jest bardzo przyjemna. Nie obciąża włosów ale nawet w tym trudnym okresie potrafiła ogarnąć je na tyle aby się nie elektryzowały i nie puszyły, a to już coś.


NANSHY - GĄBKA DO MAKIJAŻU
Nie spodziewałam się, że okaże się taka fajna. Była niezwykle mięciutka i gładka.. bez zastanowienia mogę ją postawić obok najlepszych gąbek jakie miałam. Co więcej miałam wrażenie, że bardzo łatwo domywałam z niej podkład.. albo wypracowałam jakąś własną technikę mycia. Wyparła wszelkie pędzle czy inne gąbki.. nie mam jej nic do zarzucenia.


KOZI - GĄBKA DO MAKIJAŻU
Tu niestety jest zupełnie odwrotnie. To jedna z najtwardszych gąbek jakie miałam. Fatalnie mi się nią pracowało. Rzadko zdarza mi się coś odpuścić.. ale w tym przypadku nawet w trakcie aplikacji potrafiłam rzucić ją w kąt. Jest mało używana ale szkoda mi na nią czasu i nerwów.


BLEND IT - SZTUCZNE RZĘSY KĘPKI
Tak.. zdaję sobie sprawę, że wyrzucam niemal pełne opakowanie. Co więcej.. są świetne! Chodzi o to, że na próbę wzięłam opakowanie z różną długością rzęs. Te najkrótsze najlepiej sprawdziły się do mojej długości naturalnych rzęs, a pozostałe są zwyczajnie za długie i nie specjalnie dobrze wyglądają gdy je przytnę. Kępki te są o tyle wyjątkowe, że nie maja tzw. supełków. Wyglądają bardzo delikatnie i naturalnie, a mi bardziej zależy na delikatnym zagęszczeniu zewnętrznego kącika niż na wydłużeniu. Byłam przekonana, że marka Blend It! wypuściła zestaw z samymi krótkimi rzęsami ale właśnie się przekonałam, że chyba jednak nie.. na szczęście odpowiednik znalazłam w marce Ardel.

ARDEL - SZTUCZNE RZĘSY POŁÓWKI 318
Te rzęsy trochę u mnie leżały, bo nie byłam do nich przekonana. Przed nałożeniem odcięłam najdłuższą kępkę, która wydawała mi się przesadnie długa jak na moje potrzeby i.. strasznie je polubiłam! W listopadzie i w grudniu kilka okazji się nadarzyło aby je założyć i nikt nie zwrócił uwagi, że dzieje się coś nietypowego na moim oku, za to dostałam kilka komplementów za makijaż. Połówki niezwykle łatwe są w czyszczeniu.. wystarczy wacik z płynem micelarnym, a u mnie dla pewności dodatkowo delikatne mycie żelem. Wyrzucam, bo już trudno było im znieść te mycia ale minimum pięć razy pięknie mi towarzyszyły.


JIMMY CHOO - JIMMY CHOO
Nie mam przyzwyczajenia używać perfum codziennie. Dla mnie to produkt na większe i te nieco mniejsze wyjścia ale na co dzień, przy wyjściu po bułki całkowicie zbędny. Jimmy Choo towarzyszą mi od.. 2015 roku, ale jest to zapach, po który sięgałam wyłącznie późną jesienią i zimą. Lubiłam je.. ale nie na tyle aby ponownie do nich wracać.



ECO LIFE CANDLES - NATURALNA ŚWIECA SOJOWA "WSPOMNIENIE LATA"
Towarzyszyła mi cały grudzień i to była ogromna przyjemność. Wspomnienie lata to zapach niezwykle uniwersalny, który będzie odpowiedni na każdą porę roku i nawet naszym panom przypadnie do gustu. Mieszanka cytrusów ze świeżą miętą, słodką wanilią i nutą cedru to genialna mieszanka, która na mnie wpływała niezwykle kojąco. Z wielką przyjemnością do tego zapachu wrócę.



KRINGLE - WATERCOLORS
Watercolors to od dawna mój ulubieniec i faworyt wśród wszystkich wosków. Uwielbiam ten zapach, który obecnie kojarzy mi się z domem. Pisałam w poprzednim denku, że z wielką przyjemnością upolowałabym największą świecę ale Samara odradziła mi zakup z uwagi na to, że wosk i świeca to dwa inne światy.. co za cios! Cóż.. dziękuję z całego serca, bo zapewne przy obecnych promocjach tego zakupu bym sobie nie odmówiła. Za to do wosku zapewne jeszcze nie raz wrócę.


Dość spore porządki.. ale trwają one znacznie dłużej niż grudzień, bo zaczęłam przykładać się już w październiku. Niestety grudniowa niemoc w pisaniu postów obnażyła jak dużo mam zaległych recenzji. W styczniu postaram się to wszystko nadrobić.. nawet jeśli postów będzie pojawiać się dwa razy więcej niż zazwyczaj. Oczywiście nie zamierzam pisać o wszystkim jak leci, a jedynie o produktach o których warto powiedzieć coś więcej.. uuu.. czyżby mam pierwsze postanowienie noworoczne?

A jak u Ciebie wyglądają porządki chwilę przed końcem roku?
Również jesteś bezwzględna jak ja?

Copyright © 2014 Kosmetyczny Fronesis , Blogger